Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Aż tak się przejmował tym, jak Płotka może zareagować? Nie ma mowy, że szylkretka by po prostu zignorowała ten wysiłek, a nawet gdyby kwiaty jej się nie podobały, to dochodziły dwa smaczne piszczki, zachód słońca i no... po prostu obecność najlepszego przyjaciela obok. Gdyby zaczęło padać, zdmuchnęłoby wszystkie kwiaty, piszczki by wystygły, oraz okazałyby się niezjadliwe, to i tak najważniejszy element by pozostał przy niej! Tym najważniejszym elementem oczywiście był uśmiechnięty, cynamonowy terminator.
- To wspomnienie jest wspaniałe. Z nadejściem pory młodych liści, na pewno od teraz będzie mi się kojarzył ten piękny widok - dodała, początkowo ze skierowanym pyszczkiem na rozciągający krajobraz, choć pod koniec mowy obróciła go na kocura. Tak by wiedział, że stanowi równie ważny element tej scenerii. Przyjście tu samej, byłoby po prostu nudne!
- Chodź, zjedzmy je. My tu gadamy, a one stygną - dodała dość żartobliwie, podsuwając mu tą lepszą i odrobinę bardziej pulchną nornicę. W końcu zasłużył! Jeżeli cynamonowy nie miał nic przeciwko by zacząć, wojowniczka ostrożnie wzięła kęsa swojego posiłku.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 63 Mistrz: Brudna Stopa, Skrzące Słowo Płeć: kocur Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Wiele się u niego zmieniło. Kocięcy tłuszcz już dawno opuścił jego ciało i jest teraz pięknym, długowłosym, cynamonowym kocurem o masywnej sylwetce. Oczka zmieniły się na żółto-pomarańczowy kolor, łapki, ogonek i wąsy dalej pozostają długie.
Grzeczniutki, potulny i słodziutki. Tak go można opisać. Nigdy nie zdradziłby klanu, zawsze stanie w obronie słabszych, jak i silniejszych. Łatwo nawiązuje nowe przyjaźnie, pilnie uczy się wszystkiego. W końcu chce być najlepszy jak jego ojciec! Bardzo zależy mu na rodzinie. Bardzo. Marzy o zostaniu przywódcą. Niby wszystko z nim dobrze, ale jednak nie lubi kiedy go się obraża. Zawsze będzie dzielnie walczyć i nie pozwoli nikomu umrzeć w walce
Kos (NŚ), Cierpka Jagoda | Mrok (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Dla Paprocia również ważny był fakt, że może spędzić z kotką choć trochę czasu. Tak na wyłączność, wśród pięknych widoków. Pomimo tego, że przygotowania do tego wszystkiego było całkiem wyczerpujące, to warto było widzieć uśmiech na pięknym pyszczku kotki. Wyrażał więcej niż dziękuję i to było mu potrzebne. Nawet bez zapłaty byłby zadowolony.
- Też je lubię. Może będzie to nasze miejsce? Wiesz, gdzie będziemy przychodzić na spacer, rozmawiać... - takie wspólne miejsce, gdzie chodzą tylko oni, gdzie zawsze mogą mieć chwilę dla siebie i odrobinę prywatności. Poza ty, cynamonowemu miejsce i tak podobało się samo w sobie, a mieć taką tajną skrytkę, kryjówkę... Każda grupa przyjaciół powinna mieć coś takiego.
- Więc jak Ci idą treningi? - rzucił po skinieniu głowy. Usiadł obok Płotki i sam zajął się jedzeniem piszczki, Nie robił tego żarłocznie, a spokojnie i powoli. Wpatrywał się raz w zachód słońca, raz w Płotkę. Teraz czas zacząć spokojną, normalną rozmowę w pięknej scenerii...
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Wspólne miejsce... Co za wspaniały pomysł! Błyszczące Skały może były najwyższym szczytem na terenach rzeki oraz ogólnie znajdywały się tuż przy obozie, więc na pewno podczas jednego czy dwóch spotkań natkną na jakiegoś kota... Ale to był szczegół, liczyło się to, że wraz z Paprotką zdobędą przyjemne wspomnienia przy każdym spotkaniu. - Jestem za. Będzie tu się przyjemnie przychodzić, by wygrzać grzbiety - dodała z uśmiechem, a następnie wzięła kolejnego kęsa gryzonia.
- Z Bawełną czekamy teraz na ceremonie, która powinna zjawić się niedługo, a z Zakwitką ćwiczymy polowanie - dodała w skrócie, próbując przemilczeć temat, jak fatalnie jej poszedł trening z Bawełną i jak bardzo cieszy się z jego końca. Pewnie cynamonowy już o tym wiedział i nie musiała strzępić języka na to, jakim okropnym mistrzem jest... - A twój? Co z materiału ci jeszcze zostało?
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 63 Mistrz: Brudna Stopa, Skrzące Słowo Płeć: kocur Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Wiele się u niego zmieniło. Kocięcy tłuszcz już dawno opuścił jego ciało i jest teraz pięknym, długowłosym, cynamonowym kocurem o masywnej sylwetce. Oczka zmieniły się na żółto-pomarańczowy kolor, łapki, ogonek i wąsy dalej pozostają długie.
Grzeczniutki, potulny i słodziutki. Tak go można opisać. Nigdy nie zdradziłby klanu, zawsze stanie w obronie słabszych, jak i silniejszych. Łatwo nawiązuje nowe przyjaźnie, pilnie uczy się wszystkiego. W końcu chce być najlepszy jak jego ojciec! Bardzo zależy mu na rodzinie. Bardzo. Marzy o zostaniu przywódcą. Niby wszystko z nim dobrze, ale jednak nie lubi kiedy go się obraża. Zawsze będzie dzielnie walczyć i nie pozwoli nikomu umrzeć w walce
Kos (NŚ), Cierpka Jagoda | Mrok (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Ach, no to byli umówieni! W końcu która grupa przyjaciół nie chciałaby mieć własnego legowiska? Szczególnie z takiej wysokości, gdzie mogli oglądać całe tereny i przypatrywać się czy inni nie potrzebują pomocy... Gdzieś z tyłu jego głowy pojawił się obraz: on i Płotka, jak bohaterowie, zeskakują ze skał, aby uratować kota przed lisem czy innym problemem. Śmieszne i pomocne, genialne miejsce sobie wybrali. Lubił obserwować, a to wręcz wydawało się być idealne do tego.
- Dokładnie! Pomyśl tylko, jak ciepło tu musi być w Porze Zielonych Liści. I ile stąd widać...! Dobre miejsce - nie chciał się chwalić, nawet nie mówił tego w takim kontekście, a mogło zabrzmieć to delikatnie samolubnie. To miejsce było najwyższe i najlepiej było z niego widać zachód słońca, dlatego je wybrał. A jak się okazało, przypadek dał im duże szczęście.
- Och, już skończyłaś trenować! Szybko ci poszło - pochwalił ją. Drażniło go to delikatnie, iż młodsze koty są szybciej wytrenowane od niego, jednak tylko księżyców pod skrzydłami Brudnej Stopy to odpowiedni czas, aby przyzwyczaić się do zdziwień i rozczarowań. - Cóż, niewiele. Parę terenów, trochę innych rzeczy... Ale nigdy nie wiadomo co Brudnej Stopie przyjdzie do głowy. Ta ceremonia na pewno nie będzie moja, następna pewnie też... - nie było co trzeba oszukiwać, już ślimak poruszał się szybciej niż jego nauka - Jednak trzecia myślę, że jest możliwa. Zobaczymy, może i szybciej. Masz jakiś pomysł na moje imię? - rzucił, co by pociągnąć rozmowę. W międzyczasie podgryzał piszczkę, samemu zastanawiając się, jak będzie brzmiało imię bez Łapy. W końcu coś pomiędzy Paprociową Gwiazdą musi być...
//Przez przenosiny zapomniałam o odpisie, przepraszam :<
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nie tylko widzieli większość terenów, ale oni i też byli widoczni. Płotka strasznie dużo czasu spędzała z Paprocią, a teraz będą się spotykali tutaj, na samym szczycie błyszczących głazów. Ciekawe co pomyślą inni, gdy zobaczą tak bliską dwójkę przyjaciół spędzającą tak często czas razem... Chociaż średnio to Płotkę obchodziło, a szczególnie gdy ostatnio spali razem w legowisku wojowników, co i tak się pewnie klanowi nie podobało. Na kolejne słowa Paprotki po prostu skinęła wesoło głową, potwierdzając jego słowa. Naprawdę wspaniałe miejsce!
Poczuła lekkie ukłucie, gdy cynamonowy wspomniał, że trening bawełny szybko się skończył. Może nie powinna się tym chwalić...? W końcu Bawełna trafiła do zrośniętych drzew, gdy Paproć był dość starym terminatorem, a wyjdzie z nich prawdopodobnie przed jego ceremonią. - Wciąż jednak ćwiczymy walkę, tak by mieć pewność, że jakiś frajerski lis jej nie pokona - dodała z lekkim uśmiechem, tak by pokazać, że trening jeszcze trwa i będzie trwał aż do ceremonii... Na następne słowa lekko się rozchmurzyła. Tylko kawałek terenów. Pamiętała, jak jakiś czas temu po przerobieniu walki zostały cynamonowemu tereny. Uznała wtedy, że to mało, jednak teraz... Teraz rzeczywiście to musiało być mało. Jeszcze ceremonia lub dwie i bez żadnych oburzonych spojrzeń, Paproć będzie mógł spać obok przyjaciółki.
- Paprociowa Gwiazda - dodała natychmiastowo, a uśmiech na jej pyszczku się powiększył. Oczywiście było to pół żartem, bo prócz tego głowa Płotki była pusta. Tak więc pozwoliła sobie kilka krótkich uderzeń serca się zastanowić, w międzyczasie przeżuwając kolejnego kęsa zwierzyny... Dopiero po przełknięciu zabrała głos. - Paprociowa Łąka może? Albo Paprociowy Podmuch... Nie jestem dobra w wymyślaniu imion - dodała z lekkim przepraszającym uśmiechem. Nie była tak kreatywna, jak Czerwia, a jej pomysły brzmiały dość nudno. Westchnęła lekko, by wziąć kolejnego, prawie ostatniego gryza nornicy. Kolejny drobny dowód, że się zupełnie nie nadaje na przywódczynie...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 63 Mistrz: Brudna Stopa, Skrzące Słowo Płeć: kocur Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Wiele się u niego zmieniło. Kocięcy tłuszcz już dawno opuścił jego ciało i jest teraz pięknym, długowłosym, cynamonowym kocurem o masywnej sylwetce. Oczka zmieniły się na żółto-pomarańczowy kolor, łapki, ogonek i wąsy dalej pozostają długie.
Grzeczniutki, potulny i słodziutki. Tak go można opisać. Nigdy nie zdradziłby klanu, zawsze stanie w obronie słabszych, jak i silniejszych. Łatwo nawiązuje nowe przyjaźnie, pilnie uczy się wszystkiego. W końcu chce być najlepszy jak jego ojciec! Bardzo zależy mu na rodzinie. Bardzo. Marzy o zostaniu przywódcą. Niby wszystko z nim dobrze, ale jednak nie lubi kiedy go się obraża. Zawsze będzie dzielnie walczyć i nie pozwoli nikomu umrzeć w walce
Kos (NŚ), Cierpka Jagoda | Mrok (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- To na pewno dobrze wam pójdzie! - zapewnił kotkę, widząc, że ta się zachmurzyła i nie jest już tak pięknie uśmiechnięta jak wcześniej. Zazdrościł kotce, że jej mistrzynią jest Płotka. Gdyby jego mistrzynią była ta cudna kocica.... Och, w parę chwil skończyliby trening, a on nie musiałby oglądać tylu krzywych spojrzeń, kiedy zajmuje miejsce u jej boku. Nie przejmował się nimi, jednak z czasem były po prostu drażniące. Co im do tego, że są ze sobą tak blisko? Czy naprawdę musieli wszędzie wciskać swoje marudzące nosy i oceniać jego postępowania?! Ale nie komentował żadnego ze stwierdzeń, ponieważ miał do wszystkich należyty szacunek.
Kolejne słowa kotki zaskoczyły go, rozszerzając jego i tak uśmiechnięty pyszczek do granic możliwości. Kotka zapamiętała doskonale jego ścieżkę w przyszłości, ba, nawet wierzyła, że ja osiągnie! I jak tu nie lubić takiej Płotki?! Miał ochotę rzucić się na nią i ją wyściskać, ale powstrzymał się przed tak porywczym gestem, jedynie dziękując jej szaleńczo wzrokiem.
- Wiem przecież - miauknął delikatnie głupkowato, ale zadowolony. Jeśli przekona cały Klan, że jest przyszłym przywódcą, nie będzie miał żadnego problemu z osiągnięciem tego celu. - No ale przed Paprociową Gwiazdą musi być jeszcze jakieś imię. Paprociowy Podmuch brzmi dobrze, zarówno jak i Łąka - pochwalił kotkę, a następnie wlepił wzrok w przestrzeń. Nie miał nic więcej do dodania, a nawet jeśli chciał, to wolał trwać obok najlepszej przyjaciółki i patrzeć się w równie piękny zachód słońca co ona.
//ztx2?
Czarne futerko ozdobione białymi znaczeniami nie jest żadnym zaskoczeniem. Jest ono krótkie, choć na spodzie szyi, brzuchu, łokciach i końcówce ogona stroszą się dłuższe włoski. Jaśniutkie plamki, niczym chmurki na ciemnym niebie, zdobią jego szyję oraz zewnętrzny paluszek prawej tylnej łapy - przy nim ciemne opuszki zmieniają kolor na jasnoróżowy, tworząc nieregularne kształty. Oczka Maku są na razie ciemnoniebieskie, jednak z czasem przybiorą kolor intensywnej pomarańczy.
Choć kociątko sprawia wrażenie nieśmiałego i spokojnego, jest przy tym bardzo ciekawe świata i otwarte na nowe doświadczenia. Z reguły trzyma się blisko rodziców, bynajmniej nie ze strachu, a dlatego, że ich kocha i lubi spędzać z nimi czas. Chętnie zachodzi w interakcje ze swoim ptasim rodzeństwem. Póki co do reszty Rzeczniaków podchodzi z lekką rezerwą, ale dość szybko się na nich otwiera i nie czuje przed nimi strachu.
Szałwia[S]; Księżycowy Pył[GK]
Prawie-terminator nie czuł się zbyt dobrze zamknięty w czterech ścianach, smarkając w mech. Choć nie należał do najaktywniejszym kociąt Pajęczej Nogi, nie lubił też trwać w ciągłym bezruchu. Wreszcie jednak męka dobiegła końca i siewka po dwóch księżycach ponownie ujrzała światło dzienne. Odetchnęła świeżym powietrzem. Było wcześnie rano, a w powietrzu unosił się jeszcze przyjemny chłód. Mak wiedział, że miał wrócić prosto do kociarni, ale...
Pomarańczowe oczy powędrowały ku temu, co znajdowało się za Chruśniakiem. Wiedział jakie były potencjalne konsekwencje, gdyby został złapany. Jednak zwykła młodzieńcza ciekawość i przekonanie o własnej niezniszczalności wygrały w tej krótkiej, wewnętrznej walce. Dorastające kocię wpierw usiadło przy wejściu do kociarni, tak, by nie być w nim widocznym. Poczekało na odpowiedni moment. Gdy ten nadszedł... czmychnęło między Królikarnię, a Chruśniak!
Serce Maku biło niesamowicie szybko, gdy po raz pierwszy złamał zakaz. Wpierw poruszał się niepewnie, bojąc się, że zostanie nakryty. Jednak gdy okrążył senny obóz i nie zaalarmował nocnej straży, ruszył na południe, wzdłuż Błyszczących Głazów. Oczywiście, starał się być ostrożny! Nie chciał się za bardzo oddalać i planował szybko wrócić do obozu, w końcu lada chwila mogła nadejść jego ceremonia. Słońce leniwie sunęło po jasnym niebie, gdy poranek przeradzał się w pełnoprawny dzień. Robiło się coraz goręcej, co nie było zbyt przyjemne dla czarnofutrego kota, ale syn Pajęczej Nogi nie czuł się gotowy wrócić. Poza tym, wślizgnięcie się niepostrzeżenie do obozu o tej porze mogło być trudne. Może lepiej było poczekać do wieczora...
Mak nie chciał jeszcze wracać, dlatego postanowił najpierw wspiąć się na Błyszczące Głazy i zobaczyć część terenów Klanu Rzeki z góry. Było to niemałe wyzwanie dla młodego kota, ale miał łapy dłuższe od przeciętnego prawie-nastolatka. Dzięki nim wreszcie znalazł się na szczycie i och!, aż zaparło mu dech w piersi. Wszystko wyglądało tak malowniczo. Postanowił odpocząć chwilę, po czym zdecydował się ruszyć w kierunku obozu po kamieniach. Bardzo chciał zaczekać do wieczora, ale po paru chwilach zdał sobie sprawę, że jego nieobecność mogła zmartwić mamę, gdyby ta postanowiła zajrzeć do Królikarni i dowiedziała się, że jej kocię już wyzdrowiało, ale nigdzie go nie było.
Szedł niespiesznie i uważał na siebie, dlatego nie spodziewał się tego drobnego potknięcia. Może to od gorąca, może od zmęczenia dopiero co przebytą chorobą i nagłym wysiłkiem fizycznym, prawie-terminatorowi zakręciło się w głowie. W efekcie postawił łapę w złym miejscu; luźny kawałek skały zaczął spadać w dół, a wraz z nim najeżone czarne kocię Pajęczej Nogi. W pierwszej chwili wyglądało to tak, jakby miał kontrolę nad upadkiem, ale wtedy jedna z jego długich, patykowatych kończyn - prawa przednia - wsunęła się w przerwę między dwoma skałami i Mak stracił równowagę. Relatywną ciszę przerwał na chwilę nieprzyjemny odgłos łamanej kości.
//zapraszam mg, proszę o niewbijanie przed i po werdykcie mg. :3 sytuacja dzieje się w trakcie ceremonii.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Niestety, wypadki chodzą po kotach - tak młodych, jak i starych. W końcu nie tak dawno temu Żołędziowa Cętka spadła do rowu niefortunnie łamiąc łapę i od tamtej pory zamieszkała w lecznicy. Jej rekonwalescencja była już na ukończeniu, ale mogło się okazać, że nie był to koniec zmartwień Barwnej Wody.
Mak był już w wieku uprawniającym do zostania terminatorem, nie był małym kociakiem a podrostkiem, dlatego też Błyszczące Głazy stały dla niego otworem. Z reguły koty okazywały się wystarczająco zwinne i sprawne by uniknąć jakichkolwiek problemów związanych z poruszaniem się po skałach. Tym razem jednak o wypadku zadecydował czysty pech - syn Gęsiopiórego i Pajęczej Nogi po prostu w wyniku chwilowej słabości źle postawił łapę. Skończyłoby się to co najwyżej zwykłym upadkiem i nabitym siniakiem, gdyby jego łapa nie ześlizgnęła się w ciasną szczelinę między dwoma głazami. To, w połączeniu z gwałtownym upadkiem spowodowało, że jego łapa się chwilowo zaklinowała i niebezpiecznie wygięła. Młody kot poczuł ból w dwóch różnych miejscach - na boku, na który upadł, i... w łapie. I to taki potworny ból, jakiego nie zaznał jeszcze nigdy w swoim życiu. Po całym jego ciele przeszedł dreszcz połączony z głuchym, dziwnym odgłosem, który świadczył o uszkodzeniu kości.
Gdy Mak upadł i zmienił pozycję to jego łapa też przesunęła się w szczelinie, co spowodowało, że po złamaniu wysunęła się i nie była już dłużej zaklinowana. Ale co się stało to się nie odstanie.
Rzut 1d10 -
1-5 rana 2 stopnia
6-10 rana 3 stopnia
= 6 (rana 3 stopnia)
lvl: 1 | S: 10 | Zr: 8 | Sz: 1 | Zm: 1 | HP: 60-31-7=22 | W: 40-10=30
Rana 3 stopnia - Złamanie otwarte prawej przedniej łapy z połowie długości (poważny ból i niemożność stanięcia na łapie oraz zdarcie skóry przez głazy, widoczny fragment złamanej kości promieniowej połączony z niewielkim krwawieniem)
Rana 1 stopnia - Siniec i opuchlizna na boku (obolała część ciała od uderzenia o skały)
Od następnego posta statystyki spadają o 1/4
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Czarne futerko ozdobione białymi znaczeniami nie jest żadnym zaskoczeniem. Jest ono krótkie, choć na spodzie szyi, brzuchu, łokciach i końcówce ogona stroszą się dłuższe włoski. Jaśniutkie plamki, niczym chmurki na ciemnym niebie, zdobią jego szyję oraz zewnętrzny paluszek prawej tylnej łapy - przy nim ciemne opuszki zmieniają kolor na jasnoróżowy, tworząc nieregularne kształty. Oczka Maku są na razie ciemnoniebieskie, jednak z czasem przybiorą kolor intensywnej pomarańczy.
Choć kociątko sprawia wrażenie nieśmiałego i spokojnego, jest przy tym bardzo ciekawe świata i otwarte na nowe doświadczenia. Z reguły trzyma się blisko rodziców, bynajmniej nie ze strachu, a dlatego, że ich kocha i lubi spędzać z nimi czas. Chętnie zachodzi w interakcje ze swoim ptasim rodzeństwem. Póki co do reszty Rzeczniaków podchodzi z lekką rezerwą, ale dość szybko się na nich otwiera i nie czuje przed nimi strachu.
Szałwia[S]; Księżycowy Pył[GK]
Mak nie od razu zrozumiał, co oznaczał trzask, który wypełnił jego uszy. Z resztą, w następnej chwili zalała go fala bólu tak silnego, że nie był w stanie myśleć. Nawet głos ugrzązł w jego gardle, a wszystko na parę chwil stało się zupełnie białe. Nie był pewien czy nie stracił na chwilę przytomności. Gdy jego oczy znów zaczęły normalnie funkcjonować, czym prędzej podniósł się na równe łapy. To był błąd - prawie upadł na ziemię, gdy przez następne kilkadziesiąt uderzeń serca zmuszony był walczyć z kolejną falą cierpienia i, dodatkowo, silnymi mdłościami. Nie wiedział co się dzieje. Panicznie bał się spojrzeć w dół, na łapę, od której ból zdawał się promieniować na całą resztę ciała prawie-terminatora.
Wszystko było rozmazane od łez; ciche i urywane jęki zaczęły wydostawać się z gardła kocięcia Pajęczej Nogi. Mimo to nie chciało wołać o pomoc. Bycie przyłapanym w tym miejscu, w tej sytuacji... to nie mogło się skończyć dobrze! Przez chwilę Mak stał w miejscu, nim spanikowany mózg podjął decyzję: postarać się wrócić niepostrzeżenie do obozu. Na tyle na ile się dało. I spróbować uniknąć kolejnej fali bólu. Czarny kotek zgiął lekko prawą łapę w łokciu i syknął, ale tym razem nie było tak źle. Tylko parę czarnych plamek zatańczyło przed pomarańczowymi ślepkami. Zrobił ostrożny krok w przód, i kolejny. Jego serce biło jak oszalałe, chyba tylko adrenalina i szok umożliwiły mu dalszy ruch. Obciążona lewa przednia łapa szybko zaczęła boleć od wysiłku, ale czysta desperacja nie pozwalała mu się poddać. Kocię musiało dotrzeć do obozu. I zrobić to... w miarę niepostrzeżenie...
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
CW: Walka zawiera krwawe, sadystyczne sceny
Wymknął się z obozu niepostrzeżenie i choć z początku planował jedynie wyjść by w Błyszczących Głazach znaleźć jakiś piękny odłamek i podarować go Słowiczej Łapie, pierwszy prezent spoza znanych im terenów, to szybko zachłysnął się wolnością i zupełnie zapomniał jaki miał cel.
Z początku wszystko wydawało się szare. Jasne, zachmurzone niebo łączyło się z szarością głazów, tworząc obraz monochromatycznego labiryntu bez początku i końca.
Nie czuł strachu, jedynie ekscytację, która gorącą falą rozlewała się po całym jego ciele, kiedy skakał z kamienia na kamień, eksplorując nieznany teren. Wdrapywał się coraz wyżej, i z każdym susem zyskiwał coraz lepszy widok na pobliskie obszary. Ziemie Klanu Rzeki były piękne.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa też akurat dzisiaj wpadł na pomysł wyjścia z obozu. Nie chciało mu się w nim siedzieć, wolał coś zrobić i może nawet spróbowałby zapolować, żeby przynieść coś dla Klanu Rzeki gdyby nie to, że natknął się na kompletnie coś innego... a raczej na kogoś. Już z daleka widział jak jakiś rzeczniak wspina się na głazy, a kiedy podszedł bliżej rozpoznał Czarną Łapę, który był z nim na ceremonii. Widać było, że młody kocur ma z tego całego skakania niezłą zabawę, co nie do końca podobało się pręgowanemu terminatorowi. Nabawić mógł się w obozie kiedy jeszcze był kociakiem, teraz przyszedł czas na wykonywanie obowiązków w stronę Klanu, który go wychował i uczy! Na tereny nie wychodziło się bawić w najlepsze.
-Hej! -zawołał z oddali, zbliżając się powoli do Czarnej Łapy, a kiedy już był bliżej to nie było potrzeby krzyczeć- Co ty tutaj robisz?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Nie usłyszał go, zbyt był zajęty pląsaniem po kamieniach. Słowa Kwitnącej Łapy dotarły do niego wpół skoku. Skręcił w locie ciało i szyję w stronę, z której dobiegał dźwięk.
Podążał za nim? Kiedy wychodził z obozu starał się wymknąć niepostrzeżenie.
– Nie twoja sprawa. – powiedział spokojnie, ale jego zmrużone oczy zdradzały wrogość. Był zły, przez to, że dał się podejść. – Śledziłeś mnie?
Nie czuł potrzeby tłumaczenia się nieznajomemu. Nie podlegał mu w żaden sposób, nie zagrażało mu nic z jego strony, ale nawet gdyby poszedł się komuś poskarżyć, Czarna Łapa czuł, że bez problemu mógłby wykręcić się z tej sytuacji. W gruncie rzeczy czuł się całkowicie bezkarny.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa położył uszy po sobie kiedy usłyszał odpowiedź i zobaczył reakcję młodszego od siebie kocura. Nie dość, że wyszedł z obozu jak widać bez jakiegoś dobrego powodu to na dodatek jeszcze ma jakieś wąty do niego. Jego, który wyszedł właśnie po to żeby coś zdobyć dla Klanu, a nje bawić się w najlepsze tracąc przy tym energię, którą mógłby spożytkować na coś bardziej produktywnego.
-Po co niby miałbym cię śledzić? -pręgowany długowłosy burknął kiedy usłyszał oskarżenie młodego terminatora- Miałem zupełnie inne plany niż natykanie się na leniwego młodzika, który hasa po głazach niczym kocię. Czy ty chcesz sobie nogi połamać na tych głazach?
Kwitnąca Łapa nie zdążył ugryźć się w język zanim to powiedział. Wiedział, że to pewnie dalej był wrażliwy temat dla rodziny Czarnej Łapy, ale jego usta były w tym momencie szybsze od rozumu. To było odruchowe zapytanie, ale już mleko się rozlało i teraz nie mógł cofnąć swoich słów. Teraz jedynie pozostawało ewentualnie przeprosić jeśli Czarna Łapa weźmie to sobie za bardzo do serca. Mimo wszystko wyraz pyszczka Kwitnącej Łapy nie zdradzał nic na razie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
W ten sposób Czarna Łapa jeszcze nigdy nie został potraktowany. Poczuł jak futro na jego grzbiecie jeży się delikatnie, i od karku do ogona przebiega mu nieprzyjemny dreszcz. Oczekiwał czegoś innego. Zainteresowania, ciekawości, próby nawiązania interakcji, którą mógłby odepchnąć, bo zupełnie nie miał ochoty na towarzystwo. Kim on w ogóle był, żeby upominać go w taki sposób? I nazwał go leniwym. Jego. Jego, który od kocięcia zawzięcie ćwiczył, żeby poprawiać swoje umiejętności.
Nikt, nikt jeszcze nie potraktował go tak z góry, z takim lekceważeniem, z takim kompletnym brakiem szacunku, z taką pogardą. Zazwyczaj potrafił być opanowany. Nie pokazywał zbyt wiele obcym. Ale to była przesada. Nawiązanie do złamanej nogi Sennej Łapy stanowiło zaś gwóźdź do trumny. Czarna Łapa poczuł się, jakby terminator kpił z jego rodziny. Syknął cicho. Zaczynał być wściekły. Jak śmiesz.
– Zjeżdżaj, śmieciu. – wywarczał – Albo ja tobie połamię łapy.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Po reakcji czarnego kocura Kwitnąca Łapa widział, że zrobił błąd. W sumie to wiedział już na początku kiedy wypowiadał te słowa, ale nic za bardzo nie zdążył powiedzieć. Już chciał otwierać pyszczek, żeby przeprosić za ten niefortunny dobór słów, ba, nawet już to zrobił, ale wszystko zmieniło się kiedy usłyszał jak młody kocur go nazwał. Jak się do niego odezwał. Nie miał zamiaru tego znosić i przepraszać po czymś takim. Rozumiał, że zdenerwowanie było naturalną i w sumie nawet odruchową reakcją, ale intensywność tej była dla niego kompletnie przesadzona. Dumny Kwiat był gotowy ukorzyć się i przeprosić go za to, bo faktycznie było mu głupio za te słowa, ale jakoś mu się odechciało.
-Nie nazywaj mnie tak -warknął, jeżąc się ze złości i machając ze zirytowaniem napuszonym ogonem- I lepiej nie gróź innym, bo źle się to kiedyś skończy.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)