Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Niestety, ale ani jednemu, ani drugiemu się tym razem nie poszczęściło. Żaden z rzeczniaków nie dał rady wypatrzeć kolejnych śmieci pozostawionych przez Dwunogów. Wychodziło na to że jeśli chcieli znaleźć coś jeszcze to nie mogli się poddawać i szukać dalej.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Kładę lekko po sobie uszy, a w pierwszym odruchu ciśnie mi się na język zwykłe niemiło. Z drugim uderzeniem serca zaczynam się jednak zastanawiać. To chyba dobrze, że pachnę (śmierdzę) tym wszystkim? Taki jest cel, znaleźć wystarczająco mocne zapachy w otoczeniu, by zetrzeć z siebie niechcianą woń. Albo chociaż zamaskować pod grubą warstwą innych smrodków.
– Ale jeśli są to znajdę je przed tobą. – oznajmiam, wciąż maszerując z przodu. Zupełnie nie przejmuję się swoją nagłą zmianą nastawienia. Pudełko jest wyjątkowo przekonujące i tyle, mogę teraz rzeczywiście się angażować w poszukiwania, chociaż po chwili bezowocnego krążenia nachodzą mnie wątpliwości. – A może to ty podłożyłeś tamtego śmiecia, co? I nic więcej tu już nie ma? – wbrew głoszonym na głos obawom, rozglądam się intensywnie. Na wszelki wypadek.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Jakby ktoś pytał, to Kostek powiedziałby, że Minogowi świetnie szło ukrywanie naturalnej woni pod warstwą smrodu. Przynajmniej on od początku znajomości bardziej się skupiał na tych obrzydlistwach, którymi jechało futro szylkreta, a nie na próbie odgadnięcia płci po zapachu. Od kiedy dowiedział się, że Minóg sam siebie określa jako "on" w ogóle przestał się nad tym zastanawiać i tylko okazjonalnie nabijał się z towarzyszącego terminatorowi zapaszku grzmiącej ścieżki.
- Może. - - Rzucił z krzywym uśmieszkiem, kiedy kolejny raz został oskarżony o jakiś przekręt. Jak na złość żaden śmieć nie ukazał się, by udowodnić jego niewinność. Niemniej nie zamierzał się tak szybko poddawać. Dopiero co z Minogiem wyleźli, więc szukał dalej.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kościste Wybrzeże chyba nie miał jak na razie więcej szczęścia, bo nie udało mu się dalej nic wypatrzyć.
Minogowa Łapa z kolei w tym momencie miał kompletnie odwrotnie. Udało mu się na śniegu wypatrzeć coś kolorowego. Czerwonego, tak dla dokładności. Jakieś czerwone dziwne frędzle leżały na ziemi niedaleko miejsca w którym kocur się znajdował. Były takie śmiesznie cienkie i powiewały na wietrze. Gdyby nie kamień o który się zahaczyły to pewnie by ich już tutaj nie było.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Zaciskam tylko zęby, gdy typiarz rzuca to swoje może. Może to się na ten głupi pysk zamiast żarty sobie ze mnie robić. Ale jestem prawie pewny, że gdyby rzeczywiście śmieci w okolicy były jego sprawką to by inaczej gadał, coś by się zarzekał, że no skąd, jest niewinny i inne takie sztuczki, które na mnie nie zadziałają!
Moja wybitna taktyka marszu parę susów przed Kostkiem popłaca, bo dostrzegam połyskującą czerwień w śniegu.
– MOJE!! – wydzieram się by zaklepać znalezisko i przydeptuję je łapami, by nie odleciało. Dopiero wtedy przyglądam się z uwagą frędzelkom. I do czego to niby dwunogom służy?? Przypomina kłaczki, które widziałem kiedyś na czyjejś głowie, nawet kolor się zgadza, z tą różnicą, że błyszczy i szeleści dużo mocniej. Zakładam sobie jednak to na łeb, czy zaczepiam o uszy, licząc na to, że wiatr mi ich nie zwieje. Odwracam się triumfalnie do orientala. – I co?? Łyso ci, że ja coś znalałzem, nie?? Mój śmieć jest l e p s z y.
Dumny ruszam na dalsze poszukiwania, licząc na coś tak cudownego, że liliowemu aż te przyduże uszy odpadną z wrażenia.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Niestety w tej rundzie wygrał Minóg. Kostek parsknął głośno, kiedy szylkret wydarł się na całą okolicę - jakby śmieci były jak piszczki to wszystkie by się pochowały - głownie po to by zdławić cień rozczarowania, ale też dlatego, że ten typiarz założył sobie znalezisko na głowę. Przedstawiał sobą komiczny widok. - Wyglądasz jeszcze gorzej niż zwykle. - Poinformował go jak najmilszym głosem, stojącym w opozycji do mało przyjemnych słów. Nie patrząc na Minoga dłużej, ruszył do przodu, rozglądając się jeszcze uważniej. Nie przyznałby tego głośno, ale udzielił mu się nastrój konkurencji.
- Uważaj. - Mruknął płasko, nie odwracając się w stronę terminatora. - Bo jak będziesz się tak chwaliło to komuś może przyjść do głowy zepsucie twojej nowej zabawki.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
No nawet wytężając wzrok Kościste Wybrzeże niestety nie dał rady wypatrzeć niczego przed Minogową Łapą. Peszek taki się za nim jak widać ciągnął od tego pierwszego znaleziska.
Minogowa Łapa z kolei miał teraz całkowite szczęście. Pierwszy wypatrzył kolejny przedmiot, który leżał na ziemi… albo raczej pierwszy go usłyszał. To na pewno było pierwsze, bo znaleziony śmieć WYDAWAŁ DŹWIĘKI. Była to kolorowa kartka z udekorowanym drzewkiem na przodzie i w ogóle jakimiś kolorowymi szlaczkami. Wiejący wiatr co chwilę otwierał ją i zamykał przez co oprócz napisów w środku dało się usłyszeć również jakąś muzyczkę za każdym razem kiedy okładka się unosiła. Co prawda kartka była już lekko przemoczona, ale grać dalej grała.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Rzucam orientalowi ostrzegawcze spojrzenie na jego nieproszony komentarz, ale uderzenie serca później łączę kropki, więc tylko zadzieram wyżej nos.
– Po prostu zazdrościsz. – stwierdzam fakt. To oczywiste. Zresztą kto by nie chciał takich fajnych, szeleszczących kłaczków? Już mam również ruszać dalej, gdy kolejne słowa Kostka osadzają mnie na moment w miejscu. – Nie ośmielisz się. – rzucam z lekkim niepokojem. Bo czy rzeczywiście się nie ośmieli? No nie jestem tego taki pewien, więc profilaktycznie odsuwam się te kilka kroków w bok nim ruszam dalej. Wypatruję więcej elementów niepasujących do otoczenia, ale nim cokolwiek udaje mi się dostrzec, słyszę melodyjkę. Szare uszy stają na baczność i momentalnie odwracam się w stronę źródła dźwięku, frędzle na mojej głowie podskakują szeleszcząc przy tym. Truchcikiem idę do tajemniczej kartki i przez parę uderzeń serca obserwuję działanie mechanizmu. Aha, czyli jak się otwiera to są dźwięki, fajna magia. Delikatnie chwytam w pysk rozmokły papier i na moment odwracam się w stronę liliowego by upewnić się czy widzi, że znowu coś mam. Potem może się z nim podzielę, ale teraz niech mi zazdrości i tyle!! Zaraz ruszam na dalsze przeszukiwanie zasp śniegu.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Może rzeczywiście zazdrościł, kto wie. Podobne uwagi nie prowokowały go by gorączkowo zaprzeczać, bo też miał głęboko pod ogonem co też inne koty uważają na temat jego zachowania. Już prędzej niespokojne Nie ośmielisz się stałoby się zapalnikiem, by udowodnił Minogowi, że śmiałość to jego drugie imię, jednak początkowo wcale nie zamierzał tego robić.
Przynajmniej do czasu, gdy szylkret odnalazł kolejny śmieć, a on znowu musiał obejść się smakiem. Triumfalne spojrzenie, które dwukolorowa mordka mu rzucił, było o jednym za wiele. Kostek uśmiechnął się krzywo, poczekał aż Minóg znowu się odwróci i zajmie przeszukiwaniem śniegu, a sam podążył za nim cicho... By kolejnym susem zmniejszyć dzielący ich dystans i zębami pochwycić frędzle, zerwać je kocurowi z głowy, a jego samego pchnąć łapami w najbliższą zaspę.
Jak się nałyka śniegu to mu przejdzie chęć na wzbudzanie zazdrości u innych.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Dzięki uprzejmości Kostka mam niespotykaną możliwość obejrzeć sobie zaspę z bardzo bliska, a wręcz od środka. A dzieje się to tak: idę sobie obwieszony moimi zdobyczami, a tu nagle coś zrywa mi moje super kłaczki z głowy. Więc wypuszczam kartkę z pyska by móc zaprotestować i obracam się, ale dosłownie w tym samym momencie kościste łapy wpychają mnie w zaspę. Robię fikołka i zaraz podrywam się na cztery łapy, prychając, kaszląc i plując topniejącym szybko śniegiem, bo uczucie jest o-krop-ne.
– Ty sandaczu... – burczę gniewnie. Wszyscy wiedzą, że to najgorsza obelga, bo sandacz to nawet nie jest ryba (nawet jeśli sam sandacz się z tym nie zgodzi, ale kto by pytał sandacza o zdanie). – Oddawaj, bo ci odgryzę ucho!! – podejmuję próbę dyskusji, mimo że już za samo to wepchnięcie w śnieg powinien oberwać. Uderzenie serca później dociera do mnie, że przecież nie wierzę, że Kostek grzecznie odda mi moją zdobycz, więc skaczę w jego stronę, chcąc chwycić za frędzle i mu je wyszarpać. Jak nie puści to wtedy przypuszczę atak na ucho, proste.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Umówmy się, Kostek nie należał do najbardziej dojrzałych członków Klanu Rzeki, więc wepchnięcie Minoga w zaspę sprawiło mu sporą satysfakcję. Może nie roześmiał się głośno, ale pokazał światu cały zestaw swoich zębów, kiedy szylkret wynurzył się ze śniegu, prychając i kaszląc. Oczywiście wojownik spodziewał się, że Minóg nie będzie chciał oddać frędzli bez walki - chociaż trochę liczył na to, że grzecznie skapituluje - niemniej obelgi i groźby nie zrobiły na nim zbyt dużego wrażenia. Pokazałby język, gdyby tylko nie musiał zaciskać szczęk na czerwonych farfoclach... Nie chciał, by ich prawowity właściciel chociaż na chwilę znalazł się w ich pobliżu, a co dopiero posiadaniu, więc kiedy Minóg skoczył w jego stronę... cóż, w prostych słowach, spróbował odskoczyć jak najdalej. Bezpośrednie starcie w ogóle nie leżało w jego interesie, więc zamierzał trzymać się na dystans.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kościste Wybrzeże szybko odskoczył od atakującego Minogowej Łapy, jednak jak widać niewystarczająco szybko. Terminator był na tyle szybki, że złapał czerwone frędzle w zęby i jednym mocnym ruchem wyrwał je ze szczęk wojownika, który w tym momencie pozostał z niczym.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Na szczęście udaje mi się odebrać Kostkowi moje znalezisko bez większej przepychanki. Zaciskam mocno zęby na frędzlach. Za mocno, bo zaraz zaczyna mnie boleć szczęka i staram się jednak nieco poluzować chwyt. Ale tylko ociupinkę. Odskakuję poza zasięg orientala i na ugiętych łapach obserwuję co tam zamierza teraz zrobić. Pysk mam zajęty, więc ciężko jest grozić mu słownie, liczę że nastroszone, postrzępione kłaki na grzbiecie będą wystarczającym sygnałem by dał sobie siana.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Kostek mimowolnie wyobrażał sobie minę jaką miałaby jego matka, widząc jak wojownik przegrywa przepychankę z terminatorem, i to takim niepewnego pochodzenia. Jednak nie zamierzał się tym przejmować, ani za bardzo rozpamiętywać porażki. Jak Minóg odebrał co swoje, to niech mu będzie. Dużo gorzej dla jego dumy byłoby, jakby teraz go dalej ścigał i bezskutecznie próbował odebrać frędzle. Aż tak mu na nich nie zależało.
Uśmiechnął się krzywo do nastroszonego szylkreta. Miał nadzieję, że przynajmniej kocur nie będzie się przez jakiś czas czuł zbyt pewnie w jego towarzystwie. - Udław się tym. - Wymruczał swoim najsłodszym głosem. Odczekał uderzenie serca, czy podrażniony Minóg nie zechce mu sprzedać lepy po tych słowach, a jeżeli nic na to nie wskazało to odwrócił się na pięcie i zaczął się rozglądać za śmieciami jakby nic się nie wydarzyło.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Odpowiadam jedynie ruchem ogona – kolorowa kita przecina ze świstem powietrze. Nie ruszam się z miejsca, czekam aż liliowy oriental ruszy dalej, a następnie cofam się jeszcze po kartkę by schować obie zdobycze w jednym miejscu. Nie chcę ryzykować ponownego szarpania się frędzlami, a sama kartka nie przeżyje takiej akcji.
Obrzucam moją tymczasową kryjówkę krytycznym spojrzeniem i z zadowoleniem kiwam łbem. Spełni swoje zadanie. Odwracam się na pięcie i ruszam na poszukiwania, licząc na to, że tym razem to znowu do mnie los się uśmiechnie. Teraz jednak jestem już w stu procentach pewny, że nawet jak znajdę tyle śmieci, że nie dam ich wszystkich zabrać do obozu to prędzej zjem nadprogramowe niż podzielę się nimi z Kościstym.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere