Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Jakby Gniewosz zapytał, to Chaber pewnie opowiedziałby o szczupakach, ale kocur tego nie zrobił, a drugi niestety sam na to nie wpadł. Do tej pory były rzeczniak nie spotkał żadnego, więc może jego passa przeniesie się też na przyjaciela? Dobrze by było.
— A tak, jeśli o to chodzi, to większość kotów wyrzuca na brzeg, a potem stara się zabić rybę. Zazwyczaj zagryzając. — Odpowiedział pośpiesznie. Trochę słabo, że zapomniał o tym wspomnieć.
Po zadaniu pytania przez Gniewosza przyglądał mu się przez chwilę, aż w końcu odpowiedział. — Hmm, wszystko wydaje się w porządku. Najtrudniejsze jest wytrzymać w jednej pozycji przez dłuższy czas. — Obejrzał go ponownie. — W sumie to nie narobiliśmy za dużo zamieszania, więc możemy tu zostać i może akurat uda ci się coś złapać. — Teraz zostało tylko czekać, a kto wie? Może jakaś ryba niedługo się objawi.
Chaber nieznacznie odsunął się od brzegu i obserwował jak idzie Gniewoszowi.
Przymusowo wydoroślał. Księżyce z dala od domu sprawiły, że musiał choć trochę spoważnieć i zacząć traktować świat na serio, a konieczność zadbania o siebie wymusiła na nim myślenie. Ciągłe podróże nie zmniejszyły jego ciekawości świata, jednak teraz nie pcha się we wszystko, co wyda się interesujące, bez najmniejszego nawet zastanowienia. Zaczął w końcu myśleć, a nie tylko robić i przyjmować ewentualne konsekwencje. Nie przeszkadza mu samotność, bo zdążył do niej przywyknąć, ale towarzystwem nie pogardzi. Gdy tylko znajdzie sobie jakiegoś kompana, chętnie porozmawia, jednak nauczył się w końcu słuchać, a nie tylko mówić. Co prawda dalej wyraża swoje opinie głośno i dobitnie, ale zdarza mu się ugryźć w język, jeśli sytuacja tego od niego wymaga.
Wyrzucić na brzeg. Zagryźć. Aha. Miało sens. Chyba. No dobra. Mógł to zrobić, choć rzeczywiście, perspektywa wytrwania w jednym miejscu, do tego w bezruchu, wydawała mu się dość trudna. Gdy polował, szukał zwierzyny, przemieszczał się, a nie czekał, aż mu ona wpadnie w łapy. Dosłownie. A raczej na jego biedny ogon, który być może miał poświęcić. Nieźle się wkopał z tymi rybami. Na wycofanie się było już jednak za późno. Z drugiej strony, Chaber miał ogon i wszystkie łapy w całości, więc może nie skończy się to aż tak źle...
Nie był nawet pewny ile musiał tkwić tak w bezruchu, aż rzeczywiście poczuł na swoim ogonie skubanie. Tak się tym jednak zdziwił, trochę przez to, że zaczął odpływać myślami, ale i z racji, że pierwszy raz to zwierzyna go gryzła, a nie na odwrót... że zanim zamachnął się łapą, by rzeczywiście wyrzucić swoją niedoszłą ofiarę na brzeg, ta w ostatniej chwili zdążyła mu umknąć, za to on prawie skończył z pyskiem w wodzie! Dopiero na ostatnią chwilę odzyskał równowagę utraconą przez zbyt szybki ruch, wyglądający trochę jakby instynktownie chciał rzucić się za rybą do wody, zanim jego mózg zdążył dogonić resztę ciała. Piątka za chęci. Za całą resztę... Na następny raz wiedział, by skupić się na tym, co się działo, bo wyrwanie z rozmyślań mogło być bardzo zdradliwe. — To mussiała być... Bardzo ssprytna ryba — odezwał się w końcu, gdy pierwszy szok minął. Nie był pewny czy powinien być bardziej zażenowany swoją nieudaną próbą, czy raczej rozbawiony, dlatego zdecydował się na to drugie. Mniej wstydu. Więcej zachowanej dumy. — Przynajmniej nie odgryzła mi ogona — zażartował jeszcze, by bardziej ukryć swoją porażkę. Przynajmniej wiedział, że gdyby przyszedł mu kiedyś do głowy pomysł, by zostać Rzeczniakiem, musiałby najpierw poćwiczyć swoje łowienie! Najlepiej kilka razy. — To było bardzo... ciekawe dośświadczenie. Może z pływaniem pójdzie mi lepiej. Oby. Wolałbym nie opaśść na dno jak kamień.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Chaber mimowolnie się zaśmiał. Nigdy nie był dobry w ukrywaniu emocji, szczególnie tych pozytywnych. — Przepraszam, ale wyglądało to dość zabawnie. — Powiedział dalej rozbawiony. Potrząsnął głową, aby przywrócić się do porządku. — Jak na początek poszło ci całkiem dobrze. — Trącił go łapą w bark. — Przynajmniej się nie wystraszyłeś jak zaczęła cię skubać i próbowałeś ją złapać. No i finalnie nie wpadłeś do wody, bo tam nawet z głupią rybą nie miałbyś szans. — Spróbował nawiązać do słów kolegi, o wyjątkowym sprycie zwierzyny. — Racja, całe szczęście, że nie był to Szczupak. Ja niestety medycyny nie umiem. — Uśmiechnął się.
— Już się poddajesz z łowieniem? — W sumie to podstawy załapał, raczej nie było powodów, aby próbował coś złowić z Chabrem gapiącym się na niego. Jeśli będzie pamiętać zasady, to nawet samodzielnie będzie w stanie podszkolić swoje umiejętności. — Dobra jeśli o to chodzi to najważniejsze jest bezpieczeństwo. Nie pływamy tam gdzie nurt jest za silny. Jeśli będziesz próbować z nim walczyć to szybko się zmęczysz i porwie cię lub utoniesz. — A on nie poradziłby sobie z życiem przyjaciela na sumieniu. — Musisz też trzymać głowę wysoko, jakbyś był najdumniejszym kotem jakiego znasz. — Zaśmiał się lekko. — Musisz uważać, aby woda ci się nigdzie nie wlała, a to w tym pomaga. Samo pływanie przypomina chodzenie, z tym, że robisz wolniejsze i bardziej obszerne ruchy. Trochę jakbyś próbował coś dosięgnąć lub rozciągnąć łapy podczas chodzenia. A no i jeśli rozczapierzysz palce to będzie ci się trochę łatwiej pływać, a jak dasz ogon ponad wodę, to będzie ci pomagać w utrzymaniu kierunku w którym chcesz płynąć.
Przymusowo wydoroślał. Księżyce z dala od domu sprawiły, że musiał choć trochę spoważnieć i zacząć traktować świat na serio, a konieczność zadbania o siebie wymusiła na nim myślenie. Ciągłe podróże nie zmniejszyły jego ciekawości świata, jednak teraz nie pcha się we wszystko, co wyda się interesujące, bez najmniejszego nawet zastanowienia. Zaczął w końcu myśleć, a nie tylko robić i przyjmować ewentualne konsekwencje. Nie przeszkadza mu samotność, bo zdążył do niej przywyknąć, ale towarzystwem nie pogardzi. Gdy tylko znajdzie sobie jakiegoś kompana, chętnie porozmawia, jednak nauczył się w końcu słuchać, a nie tylko mówić. Co prawda dalej wyraża swoje opinie głośno i dobitnie, ale zdarza mu się ugryźć w język, jeśli sytuacja tego od niego wymaga.
Mimo lekkiego zażenowania, nie mógł się z nim nie zgodzić. Z boku musiało to na pewno wyglądać komicznie. Czy jednak szło mu aż tak dobrze? Trochę w to wątpił, ale nie kwestionował słów kolegi. Skoro ten ułatwiał mu zachowanie resztek dumy, nie miał najmniejszego zamiaru z tym walczyć. — Taak… Wolę wejśść do wody na włassnych zassadach. Bez wpadania — zaśmiał się. Wzmianka o szczupakach nie brzmiała jednak zbyt zachęcająco. Nie miał szczególnie wybitnej wiedzy o rybach, ale wiedział wystarczająco, by tych akurat unikać. — W ssumie… bo te sszczupaki to całkiem groźne ssą, nie? A jak sstwierdzić czy gdzieśś tu taki na przykład nie pływa? Albo... ssą jeszcze jakieśś inne groźne ryby? — zapytał. Te pytania dość szybko zaczęły nurtować jego głowę i chciał poznać na nie odpowiedź, zamiast żyć w niewiedzy. Jeśli pływanie czy łowienie miało zagościć w jego życiu na dłużej, ta wiedza mogła okazać się przydatna. — Nie poddaję. Po prosstu poćwiczę ssobie innym razem, by nabrać wprawy —[b] na przykład jak mu się nikt nie będzie gapił na łapy. Nie przeszkadzała mu obecność Chabra, ale... Może niekoniecznie odpowiadała gdy uczył się umiejętności, którą on prawdopodobnie miał w jednej łapie. Albo nawet małym palcu jednej łapy. Nie był już wcale takim młodzieńcem, jak na swoim treningu, gdy takie myśli mu nie towarzyszyły. Z drugiej strony, czy zależało mu wtedy na zaimponowaniu dla Krzyk? No dobra, trochę tak, ale głównie popisywał się wtedy głupotą. Z Chabrem było inaczej.
[b]— Ale taki ssilny nurt zawssze widać? Czy na przykład może ssię okazać, że wejdę gdzieśś do wody i będę mieć nagle problem? — nurt kojarzył mu się głównie z rzekami, gdzie woda była w ruchu. Czy jednak pod tym pojęciem kryło się coś więcej, o czym nie wiedział, bo nie miał aż takiej styczności ze zbiornikami wodnymi? Oby nie. — Kurde... Czyli moje wielkie usszy nie ssą zaletą w pływaniu? — wolał nie nałapać do nich wody. Ani nigdzie indziej. Choć cała ta pozycja do pływania w jego wyobraźni wyglądała dość komicznie, wyjątkowo powstrzymał się od dodania tego na głos. Jeśli działało to musiało nie być wcale głupie.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Pytania z pewnością były dobre i warto było je zadać. Szkoda, że Chaber nie do końca wiedział co ma odpowiedzieć. Kałużowa Dolina nie opowiadał mu o tym jakoś szczegółowo, a kocur mimo wrodzonej ciekawości, akurat tym się nie zainteresował. — Hmmm w sumie to nie jestem pewien? Na pewno można je spotkać we wszystkich wodach. Znaczy się, nie w kałużach — spróbował zażartować, nie chciał, aby Gniewosz się tym przesadnie przejmował — ale mogą być i w Grzmiącej Rzece i w Zalewie obok Osiedla. Są raczej spore, wydaje mi się, że bez problemu zauważyłbyś, że coś się do ciebie zbliża. Najlepiej łowić w miejscach, gdzie woda jest dość przejrzysta. Łatwo się ukryć w roślinności, a nie da się usłyszeć liści pod wodą. — Trącił go łapą w bark. — Ale wiesz, nie musisz się tym wszystkim zamartwiać. Ryby raczej nie są zainteresowane polowaniem na koty, a bardziej innymi rybami. A nawet jakby taki szczupak próbowałby cię dopaść, to raczej wystarczyłaby zwykła wizyta u medyka i byłoby dobrze. Ryba raczej cię nie zje, wątpię też, aby mogła ci odgryźć łapę.
Kiwną głową. — Rozumiem, wszystko w swoim tempie. — Dla niego to też lepiej. Całkiem dobrze bawił się ucząc przyjaciela, ale zanudziłby się, gdyby pół dnia siedział i tylko mu się przyglądał. Znaczy, sam też mógłby spróbować coś złowić, ale to też było dość nudne.
— Najlepiej go widać po tym jak rzeczy płyną. Jeśli patyk lub liść szybko się od ciebie oddalą, to znaczy, że jest silny. I zazwyczaj im bliżej brzegu tym jest bezpieczniej. — Pływanie było raczej awaryjną czynnością, przynajmniej dla niego. Nie czerpał żadnej przyjemności z moczenia futra, a wszystkie wody w tych okolicach, dało się bezpiecznie przekroczyć. Po części liczył, że dla Gniewosza też tak będzie, bo nie był pewien co do stanu swojej wiedzy. Fajne było dużo się dowiadywać, gorzej z pomieszczeniem wszystkiego w głowie. — Cóżżż, nie będą jakieś super pomocne, ale super przeszkadzać też nie będą. Nurkować pewnie nie planujesz, wielkich fal w okolicach nie ma, więc raczej powinno być dobrze. Trochę wody też cię nie zabije. — Uśmiechnął się. — Woda w uszach do przyjemnych nie należy, ale cię nie zabije. W większości przypadków szybko zapomnisz o tym, że ci się do nich wlała. Gorzej jak będziesz mieć ją w nosie i pysku na raz.