Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Na jej słowa pierwszej chwili pomyślała “ABSOLUTNIE NIE!” ale w ciągu następnych kilku sekund przetrawiła to, co kocica powiedziała i zaczęła dostrzegać plusy takiego rozwiązania.
- Dobrze ale… nie mówiłaś mi tego. Niczego nie słyszałam. - powiedziała, licząc że Pokrzywa zrozumie jej postawę.
Następnie przyszedł moment zdjęcia z szyi jej towarzyszki szpetnej ozdóbki rodem z gniazda dwunogów. Czekoladowa wyraźnie widziała na obroży ślady prób jej zerwania, żadna z nich nie była najwyraźniej dostatecznie zdecydowana. Tundra skłoniła przed Pokrzywą głowę tak, jakby prosiła ją o pozwolenie na zbliżenie się. Po otrzymaniu pozwolenia w postaci jej pochylenia się w odpowiednią stronę, Opoka zabrała się do pracy. Tym razem wyjątkowo nie myślała o tym, że zanurza nos w miękkim, pachnącym futrze zielarki. Teraz skupiała się na zadaniu, gryząc zawzięcie obrożę zębami. Uznała, że nie będzie próbowała jej zsunąć; jeżeli byłoby to możliwe, z pewnością zrobiłaby to sama. Trzeba było ją wobec tego pokonać ostrością zębów. Zadbała o to, by podczas pracy nie ugryźć ani nie uszczypnąć młodszej kotki. Po kilkunastu ugryzieniach, obroża wreszcie uległa i Tundra pociągnęła po raz ostatni by pozwolić jej opaść na ziemię. Czuła w pysku smak krwi z pokaleczonych dziąseł. Kilkoma niepotrzebnie czułymi pociągnięciami języka zmyła czerwone pasma z jej szyi i piersi. Jednak kiedy skończyła i szyja Pokrzywy była już zupełnie czysta, nie mogła się powstrzymać i jeszcze kilka razy pociągnęła językiem po jej żuchwie i policzku, napawając się jej smakiem na własnym języku.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXX Sekundy milczenia zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Złożona propozycja była niemoralna, ale korzystna dla ich sprawy. Bez słowa protestu przyjęłaby odmowę, nie przekonywałaby na siłę Opoki do swojego planu. To musiała być jej decyzja, nie zmusi Tundry do czegoś, co było wbrew niej. Dlatego czekała cierpliwie na werdykt, gotowa przyjąć każdą odpowiedź. Nie zawiodła się. Potwierdziła to wszystko krótkim „oczywiście”. Brała to wszystko na siebie. Ostatnie czego by pragnęła, to stawiać Tundrę w złym świetle. XXX Pozwoliła kocicy zająć się ciążącym jej problemem. Obróżka była już mocno nadszarpnięta, ale wciąż uparcie trzymała się w miejscu. Czuła pysk Opoki na swojej szyi, gdy sprawnie manewrowała zębami, uważając na jej podrażnioną skórę. Nie obyło się bez kilku wyrwanych kłaczków, ale to było nic. Nawet nie potrafiła się na tym skupić. Choć od ośnieżonej ziemi ciągnął chłód, czuła dziwne, emanujące od jej wnętrza ciepło. Po raz pierwszy doznawała tego uczucia, ale zachłannie pragnęła go więcej. XXX Nędzna ozdóbka upadła na śnieg, a zielarka po raz pierwszy od dawna poczuła się prawdziwie wolna. Jakby wszystko zostało jej w tej chwili wybaczone, a ona już nie musiała nosić tej hańby na swoich barkach. W innej sytuacji zapewne uroniłaby kilka łez, ale teraz... Teraz nie mogła opędzić się od innych natrętnych myśli. Chociaż problem już zniknął, Tundra w dalszym ciągu trzymała się blisko, tak blisko jak żaden kot do tej pory. XXXOddała się tej chwili, zanurzając nos w krótkim, kędzierzawym futerku na szyi kotki. Odwzajemniła czułości, przeciągając powoli językiem po białej szyi. Miała ochotę pożreć Tundrę, połknąć w całości. Niczym wygłodniały kundel, który pierwszy raz od dawna miał okazję się pożywić. Nie utrzyma narastającego pożądania długo na wodzy. Było w tym wszystkim także coś wyrafinowanego – Pokrzywa wiedziała, że potomstwo Tundry ma ojca, być może nawet kogoś z kim Opokę łączyły jakieś uczucia, a mimo to szylkretka z pełną premedytacją decydowała się o tym teraz nie myśleć. Liczyły się one dwie. XXX– Chciałabym tu zostać z tobą na dłużej... ale twoje kocięta czekają – wymruczała cicho pomiędzy kolejnymi czułymi liźnięciami, na sam koniec delikatnie szczypiąc kocicę w ucho zębami. Nie kuś diable.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
To było lepsze niż z jakimkolwiek kocurem.
Dotąd nie zdawała sobie sprawy ale od zawsze pragnęła tej chwili, od zawsze chciała znaleźć tak blisko niej. Kiedy w końcu się to stało, Tundra czuła że jest jej mało. Że pragnie posunąć się dalej, wpić się w Pokrzywę, przylgnąć do niej, przycisnąć do ziemi, albo i zrobić wszystko na raz. Wygaszała jednak powoli napięcie między nimi, (do czego musiała użyć całej swej siły woli) spowalniała posunięcia języka bo nie chciała, żeby to się stało tutaj. Nie z łapami drętwiejącymi od zimna, daleko od domu, nie z wciąż wiszącymi w powietrzu kwestiami, które należało wyjaśnić. Westchnęła cicho i z bólem odsunęła się od Pokrzywy tak, by ponownie być w stanie patrzeć jej w oczy.
- Zostawiłam je ze Zroszonym Listkiem. - poinformowała, żeby zapewnić kotkę, że kocięta są pod opieką. Nie zmieniało to faktu, że mogły za nią tęsknić. - Pewnie interesuje cię tożsamość ich ojca. To nie uczucia. To tylko ████ - zaczęła. Bardzo chciała, żeby szylkretka wiedziała, co dokładnie łączy ją z Czarnowronem, a co nie. Mimo tego mówienie o uczuciach wciąż było dla czekoladowej bardzo trudne. Prawie niewykonalne. - Nazywa się Czarnowron, czy też Czarna Wrona. Pochodzi z Rzeki. Wygnano go stamtąd i jest teraz… Nowicjuszem w Nowym Świcie. Nie wychowuje kociąt, po prostu jest i myślę że ma coś mocno wspólnego z Kos i Tsunami. - wyjaśniła, starając się jak może skrócić wydarzenia poprzednich kilku księżyców w kilku zdaniach. Nie było to łatwe zadanie i wymagało wielu uproszczeń i pominięć. O szczegółach kotka miała się jednak dowiedzieć później. - Masz trochę do nadrobienia. - podsumowała krótko, myśląc o kilku Nowicjuszach, będących obecnie w Nowym Świcie, kilku poważnych walkach, które grupa miała za sobą, powrocie do zdrowia Lawiny, ceremonię Tsunami na wojownika i pewnie wiele innych wydarzeń, o których teraz nie pamiętała.
- Chodźmy, zwołamy wszystkich. Twoje wnuki potrzebują mistrzów. - powiedziała i dopiero teraz wstała z pozycji siedzącej. Kiedy na nią spojrzała, na pysku czekoladowej kotki błąkał się lekki uśmiech.
Wracały do domu.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXNie wiedziała, które uczucie dominowało, w momencie, gdy Tundra postanowiła się odsunąć, ulga czy może zawód? To była trudna decyzja, ale potrzebna. Było coś kuszącego w wizji zrobienia tego tu i teraz. W końcu tak długo na to czekała, ale ostatnie dni były wyczerpujące, a dodatkowo drzemka w śniegu też nie pomagała. Gdy pozwoliła emocjom nieco ochłonąć, poczuła lekkie odrętwienie mięśni. Czuła je i wcześniej, ale jej umysł był zajęty czymś innym. XXXWysłuchała wieści, wdzięczna, że Tundra się tym z nią dzieli. Nie musiała, ale zrobiła to. Czuła się uspokojona faktem, że nie musi być kochanką na boku, a z Czarnowronem Opokę łączyły aktualnie jedynie kocięta. Natomiast reszta informacji, które usłyszała były odrobinę... niepokojące. Mieli być grupą otwartą, dającą szansę na nowe życie każdemu, kogo uznają za godnego, ale czy takim kimś mógł być kot, którego wyrzuciła jego własna rodzina? W dodatku z Klanu Rzeki. Wygnany słusznie, czy nie, mógł przysporzyć im problemów samym swoim pochodzeniem. Jak w ogóle do tego doszło? Kto do tego dopuścił? Czy Nowy Świt był w tak marnej sytuacji, że brali każdego pierwszego lepszego z brzegu? Niedobrze. Na korzyść działało tylko to, że kocur wciąż był jedynie Nowicjuszem. Kto wie, może podwinie mu się łapa? Kwestia Czarnowrona jednak nie kończyła się na jego podejrzanej przeszłości. Tsk. XXX– Wiedzieliście od początku, że został wygnany? – zapytała wprost, podnosząc się ospale z ziemi i chwytając w zęby zerwaną obrożę. Na kolejne słowa Radnej uśmiechnęła się z zadowoleniem. Wróciła w samą porę. Oczywiście nie spodziewała się, że będzie jej dane któregoś z nich trenować. Nie było jej długo, musiała odbudować stracone zaufanie, o ile była na to szansa. Jednak ich ceremonia pociech Tsunami oznaczała też, że już byli dostatecznie duzi, żeby móc zacząć robić ciekawsze rzeczy niż turlanie się po kociarni. XXXPrzyszłość Pokrzywy w Nowym Świcie była jeszcze niepewna, dlatego każdy krok w kierunku obozu budził kolejne obawy. Po drodze wypytała Tundrę o ostatnie wydarzenia i innych nowych członków.
xxPo tej stronie Grzmiącej Ścieżki Rosy jeszcze nie było. Z zasadzie nie miała po co się tutaj zapuszczać, odkąd odnalazła tereny czterech klanów. Cel jej wędrówki został osiągnięty, nie musiała nigdzie dalej iść. Jednak natura wędrowca i ciekawość przyprowadziły ją w to miejsce, na brzeg Topiołek. Oczywiście kremowofutra trzymała się z dala od wody, nie chcąc narażać się na chodzenie po błocie, którego było o tej porze roku bardzo dużo. Doznanie lepiącej się, wilgotnej ziemi do łap nie było jej ulubionym. Szła więc kilka lisich długości od brzegu jeziora, rozglądając się uważnie po okolicy. Gdzieś wśród drzew sąsiadujących z jezdnią ćwierkały ptaki, a delikatny wiatr mierzwił długie futro samotniczki. Nie wiedziała, gdzie dotrze ani czy szuka czegoś konkretnego. Zwyczajnie chciała zaznajomić się z nowym terenem, kto wie, może spotka na nim coś ciekawego? Miała tylko nadzieję, że nie będzie to ten rzeczny wygnaniec, Czarna Łapa. Dlatego miała czujne wszystkie zmysły, nie chcąc przypadkiem wpaść na kogoś nieprzyjaznego.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos potrzebowała odrobiny chwili dla siebie. Spokoju, chwili, gdzie jest tylko ona, las i cisza, nikt poza tym. O ile w Nowym Świcie prawie zawsze było dobrze, tak teraz, kiedy to wszystko zaczęło się dziać... Była po prostu tragedia. Nie wiedziała już, co i jak się działa, kto faktycznie zaginął, a kto po prostu dłużej nie wraca do obozu. Żelazo, Czarnowron. Kto jeszcze? Kto jeszcze zdecyduje się odejść lub zwiać z Nowego Świtu? Co się z nimi działo? Wiedziała, że Czarnowron odszedł, żeby szukać Słowika... Ale ile go nie będzie? Czy kiedykolwiek go zobaczy? Te pytania głośno wirowały w jej głowie.
Tak więc Kos wyszła na spacer, wyciszając się, nie będąc świadoma, że jej stosunkowo głośny, spięty krok, może zaalarmować kotkę po drugiej stronie gąszczu...
xxOkolica wydawała się spokojna. W miarę oddalania się od Grzmiącej Ścieżki jej szum oraz zapach zanikał, aż w końcu Rosa mogła oddychać tylko czystym, wilgotnym od jeziora powietrzem. Wokoło oprócz ptaków słychać było też delikatny szum trzcin poruszanej przez powiewy chłodnego wiatru. Mimo, że śniegi stopniały i szła Pora Młodych Liści, temperatury wciąż były dość niskie. Rosa w chłodniejszych porach roku doceniała swoje długie, grube futro. xxPo jakimś czasie kremowa samotniczka postanowiła zatrzymać się przy jednej z kałuż niedaleko tafli jeziora, omijając miejsca, gdzie grunt był grząski, i kucnęła, by napić się wody. Wtedy właśnie, gdy nie słyszała własnych kroków, do tej uszu dotarły... czyjeś. Zaraz po tym do bladego nosa przyleciała woń kota. Rosa podniosła się na równe łapy, zaalarmowana, strzygąc uszami w kierunku, z którego dochodził ją dźwięk łap. Spięła mięśnie, częściowo dla gotowości do ucieczki lub obrony, a po części ze stresu, który włączył się w kotce na myśl o kontakcie z drugim kotem. Stała przodem do nadchodzącej osoby i nie wiedziała, kogo i czego się spodziewać. Czy był to Czarna Łapa? Jeśli by na niego trafiła, byłby to niezły traf. Niezbyt pozytywny. Prawie na pewno nie był to członek jakiegoś z czterech klanów, ponieważ ich tereny zostały po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Kto to więc mógł być? Postawiła krok do przodu i przypadkowo stanęła na suchym, cienkim patyku, który wydał trzask, zdradzając obecność Rosy. Na mysie bobki! No to element zaskoczenia i potencjalnie niezauważenie przez obcego można było skreślić.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dopiero ten trzask wyrwał ją z myśl, co i tak nastąpiło po chwili. Jednak nie była sama. Jednak ktoś był obok niej. Dlaczego zawsze, kiedy akurat chciała być sama, zjawiał się ktoś? Dlaczego ten ktoś nie mógł zjawić się w chwili, gdy potrzebowała czyjegoś towarzystwa. Zamarła, uginając łapy i powoli podchodząc do źródła. Serce zaczęło powoli jej być, co... Wydawało się być trochę dziwne. Kto to mógł być? Klany? Przecież Klany nie miały żadnych szans dowiedzieć się o Nowym Świcie, powtarzali już najmłodszym kociakom, żeby nie mówić tego na prawo i lewo. Po zapachu czuła również, że jest to tylko jeden kot. Kotka. Czyli nie mogła być to delegacja Klanowa. Ale kto wie, może to był szpieg? Albo samotnik? Uspokajając siebie w myślach, że jest wystarczająco silna, żeby pokonać jakiegoś nastoletniego kot, ruszała powoli do przodu. Tymczasem nie była nawet świadoma, przez zamieszanie w głowie, że przekradała się obok źródła dźwięku, ot, przekradła się obok kotki bokiem. Nie była nawet osłonięta, bo krzewy nie rosły w tym jednym szczególnym miejscu. Szybko jednak nadrobiła to zapachem... Tylko poczuwszy bliską woń obcego kota, przekręciła łeb, wlepiając wzrok w futro kotki. Nie wiedziała nawet co powiedzieć, ale nie rozluźniła mięśni, nie wiedząc, czy ta zaraz nie rzuci się na nią z pazurami.
xxNieruchomo czekała, aż obcy kot ją znajdzie, bo zgadywała, że tak się stanie. Kroki stały się coraz wyraźniejsze, tak samo zapach kota. Rosa nie znała tego zapachu, był inny niż te, jakie dotychczas spotykała. Przypominał jej zapachy klanów, jednak nie był jednym z nich. Dziwne. Wtem Rosa dostrzegła wyłaniającą się zza drzew sylwetkę kota, zbliżającego się do niej... bokiem? Kremowofutra wstrzymała oddech i patrzyła uważnie na szylkretową kocicę. Czy ona jej... nie widziała? Serce samotniczki zaczęło bić mocniej. Rosa wciąż stała nieruchomo, z jakiegoś powodu wciąż licząc na to, że nie zostanie zauważona, chociaż szanse na to były bardzo marne. Pocieszało ją przynajmniej, że nie ma do czynienia z Czarną Łapą. xxObca kotka jednak w końcu obróciła łeb, dostrzegając kremowofutrą. Tętno samotniczki znów przyspieszyło, jednak starała się o tym nie myśleć i skupić na obcej. Ta zastygła w bezruchu, patrząc wprost na nią. Rosa robiła to samo przez chwilę, aż w końcu poruszyła końcówką ogona, przerywając udawanie posągu. xx— Dzień dobry... — odezwała się nieco zachrypniętym głosem. Nie używała go chyba od wczoraj ani razu. Odchrząknęła, na dwa uderzenia serca uciekając wzrokiem na bok. — Umm... — nie miała pojęcia, co ma powiedzieć, zwykle nie zaczynała rozmów. Cały ten czas miała spięte mięśnie i nie poruszyła się ani o krok, nie wiedząc, czego spodziewać się po obcym. Była w razie czego gotowa do obrony lub ucieczki, miała jednak nadzieję, że te nie będą konieczne. Chyba nie naruszyła czyjegoś terytorium, prawda? Świdrowała wzrokiem obcą szylkretkę, w napięciu czekając, aż ta jakoś zareaguje.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Patrzyły tak na siebie, chyba obie czując coraz większy dyskomfort. Kos... Trochę nie była na siłach by wykonywać pierwszy ruch. Nie znał samotniczki, więc nie wiedziała, czy jedno złe słowo nie spowoduje walki, czyli czegoś, co chciała uniknąć. Kotka, na szczęście, wyręczyła ją w tej kwestii.
- Dzień Dobry - mruknęła, choć było to dla niej niezwykle dziwne, biorąc pod uwagę niewątpliwie młodszy wieki kotki. Po przywitaniu jednak nie powiedziała nic, co oznaczało, że Kos powinna zacząć dyskusję, nawet krótką. Rozluźniła się odrobinę, ufając swoim mięśniom, że gdyby przyszło co do czego, to byłaby w stanie ją rozwalić. - Jestem... Kos - przedstawiła się. Nie dodała, że jest Strategiem w Nowym Świcie. Woli kotkę najpierw poznać, zanim zaproponuje jej Nowicjat. Nie pachniała Klanami, ale mogła mieć o tego typu organizacjach złe zdanie.
xxNieznajoma szylkretka odpowiedziała na przywitanie. Rosa wciąż spoglądała na nią nieufnie i ostrożnie, jednak póki co nie wyglądało na to, że kotka ma zamiar zacząć bójkę. To dobrze. Oby tak pozostało. W starciu kremowofutra nie miałaby szans patrząc na ich statystyki, kotki jednak tego nie wiedziały. xxKos, tak brzmiało imię nieznajomej. Wyglądała na nieco rozluźnioną, Rosa jednak pozostawała spięta. Pozwoliła sobie jedynie na ruchy puszystego ogona, którego końcówka drgała co jakiś czas. Wciąż nie była pewna, czy mogła ufać nowo poznanej szylkretce, czy może nie. xx— Rosa. — również się przedstawiła. Zwróciła uwagę na krótkie imię starszej kotki, co potwierdzało wcześniejsze przypuszczenia o jej pozaklanowej przynależności. Tylko dlaczego w takim razie zdawała się ona pachnieć więcej, niż jednym kotem? Podobne mieszanki zapachów charakteryzowały klanowe koty, z tego co Rosa zdążyła się zorientować. xx— Jesteś samotniczką? — spytała nieco niepewnie, nie spuszczając wzroku złoto-zielonych ślepi z Kos.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Rosa. Nie była z Klanu, chociaż, jak wiedziała na przykładzie chociażby Dyni, nie oznaczało to, że nie ma Klanowej przeszłości. Ona też wróciła do Fali, kiedy była w Pożodze... Rosa, jako imię dla kociaka, brzmiało dość Klanowo. Jednak idąc tym tropem myślenia, mogła uznać połowę samotników za przeszłych Klanowiczów.
- Nie do końca - wymruczała. Nie była jeszcze skora powiedzieć jej o Nowym Świcie, jednak samo powiedzenie, że jest w jakiegoś rodzaju organizacji, może mieć sens. Dzięki temu jest w stanie poznać stosunek kotki do tego typu ugrupowań i dowiedzieć się, czy w ogóle jest sens proponować jej Nowicjat. - Ty, jak zgaduję, jesteś samotniczką? - spytała się kotki. Nie pachniała innymi kotami, ani Klanami. Kos, nawet jeśli chwilę temu była w odmęcie umysłu, teraz czuła się odrobinę lepiej. Mogła pogadać na kompletnie inny temat od tego, jaki chodził jej po głowie, co dawało jej ulgę.
xxMatka Rosy, kierując się swoją klanową przeszłością, nadała swojej córce dość typowo klanowo brzmiące imię. Jak to się mówi, możesz wyjść z klanu, ale klan nigdy nie wyjdzie z ciebie, czy coś. xx— Nie do końca? — powtórzyła po szylkretowej rozmówczyni, zaintrygowana, lecz wciąż ostrożna. Widziała blizny Kos i domyślała się, że kocica musiała mieć spore doświadczenie w walce i pokonać niejednego przeciwnika. Rosa nie chciałaby sprawdzać, ile w tym prawdy na własnej skórze, nawet jeśli uważała siebie za dobrą wojowniczkę. Co miała na myśli szylkretowa kotka mówiąc, że nie do końca była samotniczką? Była w jakiejś inne grupie niż cztery klany? Rosa nie miała pojęcia o innych stadach na tych terenach niż klany. xx— Tak. — odpowiedziała krótko na pytanie Kos. Pozwoliła sobie nieco rozluźnić, skoro wyglądało na to, że z tej rozmowy nie wynika żadne zagrożenie i przestąpiła łapami, aby wygodnie się jej stało przodem do rozmówczyni, z której nieustannie nie spuszczała wzroku.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Żyję w swego rodzaju stadzie - przedstawiła rzeczowo. - Nie jesteśmy ni Klanem, ni gangiem - dodała uzupełniająco, choć wiedziała, że to tylko zmusi kotkę do zadania większej ilości pytań. Nie wiedziała, czy to rozsądne tak otwarcie mówić o Nowym Świcie, zwłaszcza kotu, który coś o Klanach wie i może mieć tam przyjaciół, jednak idąc tym tokiem myślenia, w Nowym Świcie niedługo nikt nie będzie miał Nowicjatu i całe zasady o Nowicjuszach staną się po prostu bezużyteczne.
- Żyłaś kiedyś w Klanach? Albo w innego tego typu organizacjach? - spytała powoli, licząc poniekąd, że kotka wyjawi jej swoją opinię na ten temat. Koty miały różne podejście do wspólnego życia, toteż najpierw wolała poznać ją trochę bliżej od tej strony, nim wyjawi, że jest w Nowym Świcie. Rosa jest młoda, pewnie silna, raczej na pewno odnalazłaby się w Nowym Świcie. Ale nikt nie powiedział, że może lubić życie pośród innych kotów.
xx— W stadzie? Oh. — skomentowała nieco zaskoczona jak i zaintrygowana, co było słychać w jej tonie głosu oraz w mimice, która nieco się zmieniła. Jej spojrzenie było pytające, dając znać, że czeka na rozwój tej kwestii przez Kos. Stado, które nie było ani klanem, ani gangiem? Rosa nigdy wcześniej nie słyszała o czymś takim. Jasne, słyszała o gangach zamieszkujących miasta, o klanach zaś zamieszkujących te tereny, nigdy jednak o stadzie. Była zaciekawiona tematem, chciała dowiedzieć się o tym więcej. xx— Nie. Od urodzenia jestem samotniczką. — odpowiedziała na pytanie szylkretowej kocicy, oblizując zaraz po tym nos w nerwowym odruchu. Uważnie przyglądała się każdemu ruchowi ciała i pyska rozmówczyni, próbując wyłapać najmniejsze sygnały agresji lub innych emocji, na które powinna uważać, nawet jeśli czuła się nieco pewniej niż na początku rozmowy. — Miałam z nimi styczność, jednak nigdy... do żadnej nie należałam. — dodała po chwili. Czy powinna wspominać o tym, że jej matka pochodziła z klanu czy może była to informacja zupełnie niepotrzebna? W końcu to o jej własne doświadczenia pytała Kos, nie o doświadczenia członków rodziny.