Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Gdyby Jaskółka wiedziała, że Wunsz kopnął w kalendarz, zostawiając po sobie młodziutką przywódzynię i znałaby szczegóły całej historii z wyborem zastępcy, zapewne uśmiałaby się do łez i żałowała, że nie stało się tak w Rzece. Jednak patrole przekazały tą jakże smutną nowinę członkom jej rodzinnego Klanu, kiedy Jaskółczy Śpiew kurowała się u Dwunożnych, zatem wedle jej wiedzy Wężowa Gwiazda nadal sprawował władzę nad Cieniem. Gdyby jednak opuścili całą tą farsę z udawaniem głupiego i głupszej, Żurawina i Puchacz mogliby się całkiem nieźle dogadać: oboje kwestionowali słowa swoich liderów i oboje zauważali wszystkie błędne założenia, na jakich opierały się Cztery Klany. Zasadniczo cała stabilność i ciągłość istnienia Rzeki, Cienia, Gromu i Wichru opierała się na kotach zbyt głupich, by wydostać się z myślowych szablonów narzuconych im przez propagandę. Gdyby nie one, już dawno całe te społeczności zawaliłyby się niczym domki z kart.
- Acha - powiedziała tonem idiotki, która dopiero teraz zrozumiała coś od dawna wiadomego każdemu kotu na świecie. - Jakoś niespecjalnie zagłębiałam się kiedykolwiek w te tematy, no wiesz, kiedy trafiam na jakiegoś pewnego siebie i głośnego kota, zaczynam się denerwować, język mi się plącze i nie mogę sklecić poprawnego zdania! Ale dobrze, że w końcu trafiłam na kogoś miłego - uśmiechnęła się z ulgą po słowotoku wyrzuconym z siebie tonem zdenerwowanej kretynki.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Och, najwidoczniej faktycznie dogadywaliby się bardzo dobrze, ale jednak oboje postanowili porobić z siebie debili, oraz grać koty, którymi żaden z nich nie był; jeden chwalący klan i udając, że wszystko w nim jest w porządku, a druga udająca samotniczkę z daleka, która o klanach znała tylko pogłoski. Tak naprawdę może nie od razu wygadałby się jej z całej sytuacji w cieniu, bo mimo że był niezłym plotkarzem momentami, to jakieś tam hamulce miał, to na pewno chętnie poobrażałby jakiś członków swojego klanu (a przede wszystkim Leszczynową Łapę - Wirek długo rozpamiętywał różne rzeczy; połowa jego życia to było narzekanie na imię, a druga, teraźniejsza, to na Leszczynę), albo wiele kotów skażonych samotniczą, czy inną mieszaną krew. Za dużo razy zauważył bowiem jak to te mieszane koty nagle znikały, żeby w jakikolwiek sposób dać im w końcu Gwiezdny spokój. Po prostu... Nie widział w nich kogoś godnego tytułu wojownika, kogoś kto będzie aktywnie działał na rzecz klanu i nie odejdzie w pewnym momencie by nie zostać samotnikiem po tatusiu na przykład.
Uśmiechnął się nieco krzywo, gdy usłyszał słowa samotniczki - on i miły, ha! To oksymoron, jak nic! Aczkolwiek, cóż, udawał miłego, więc kotka znała tę jego stronę; udawaną stronę, która po prostu... Wyszła sama z siebie, gdy prawie na niego nie weszła, gdy siedział w krzakach. Nie zamierzał tak po prostu zacząć grać, ale nie wiedział kompletnie co ma robić, więc zagrał początkowo idiotę - i tak mu zostało!
- Och, a ty nie jesteś wcale taką najgorszą samotniczką jaką poznałem - rzucił więc zaczepnie, uśmiechając się nieco szerzej, już nie tak krzywo, jak jeszcze chwilę temu, po czym odwrócił się za siebie. - Ale, swoją drogą, chyba będę musiał już wracać. Właściwie nikomu nie powiedziałem gdzie idę, a więc będę musiał wracać i jeszcze upolować coś po drodze. Ale może jeszcze kiedyś się spotkamy, co? - zagadnął. - W razie jakbyś chciała, no wiesz, się spotkać, to może jeszcze kiedyś będę się tu kręcił - dorzucił, informując jeszcze kotkę gdzie może go szukać, po czym kiwnął jej głową na pożegnanie i ruszył w drogę powrotną - po drodze parę razy zmieniając kierunek, udając że faktycznie próbuje na coś zapolować, w razie jakby do burego łba kotki wpadło by go pośledzić.
Trochę męczyło go granie miłego idioty, chociaż co do tego "idioty" to nie musiał się aż tak starać, to pewne, więc teraz, gdy już odszedł na znaczną odległość od kocicy odetchnął głęboko, ciesząc się że na powrót może stać się sobą.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bengalka po woli zaczynała przyzwyczajać się do nowego domu. W końcu to, że rodzina tutaj była i wspierali się nawzajem pomagał. Mcha nie było i nadal łapała się na siedzeniu w ciszy i wypatrywaniu go. Po prostu szukała. Jak bardzo by to było bez sensu to kremowa szwęda się wszędzie wpatrując brata.
Tak też i było dzisiaj. Nie miała w zwyczaju wołać go po imieniu, ale po prostu go wypatrywała
//Słońce
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Po udanym polowaniu, zacząłem czyścić starannie swoje łapy z krwi, w międzyczasie obserwując z daleka samą jak palec kocicę. Przykuwała uwagę, jej wygląd był na pewno nietypowy patrząc po tym, co na codzień widywałem w wichrze. Wyglądała na zagubioną, przez co przeszło mi przez myśl, że mogła być Pieszczochem...i to podsunęło mi pomysł. Po skończeniu pielęgnowania swojego futra, ruszyłem w jej kierunku spokojnie, tak by była w stanie mnie zobaczyć. Nie ukrywałem, że szedłem w jej kierunku, jednakże nie wyglądałem na takiego, co miał złe zamiary. Byłem rozluźniony, w pewnym momencie na moim pysku wymalowane było zmartwienie. Zatrzymałem się lisi ogon od niej. — Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś się zgubiła — powiedziałem, nadając tej wypowiedzi troskliwy ton. Och, zobacz, nie każdy samotnik musi być taki straszny i okrutny. Tsk
Z bliska wyglądała na jeszcze delikatniejszą i bardziej...wątłą. Jak na pieszczocha z różnych historii w klanie przystało. Z drugiej strony...Poranna była podobna. Wobec tego wolałem poczekac na jej odpowiedź.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bengalka patrzyła we wszystkie strony szukając jakiegoś śladu po bracie. W pewnym momencie jej błękitnym oczom ukazała się sylwetka kota. Ale rudy, ognisty, palący kolor nie był delikatnym kremowym jak tym Mcha. Szczerze mówiąc takie ubarwienie futra lekko ją przerażało. Było takie mocne. Jakby niebezpieczny pożar. Jeszcze gdy długowłosy zaczął się zbliżać na jego twarzy ujrzała parę żółtych oczu. Zdecydowanie była przewrażliwiona na punkcie kolorów. Była bardzo strachliwa i jej nieufność bardzo często sprawiła, że wyglądała na wystraszoną. Kiedy na prawdę nie była aż tak przerażona. Co prawda bengalka mogła mieć wyjątkową urodę i być w nienajlepszym stanie, ale zdecydowała nie była pieszczochem. Wstydzi się tego, że kiedyś nim była. Bo bardzo źle wspomina tamten okres. Teraz dopiero co po woli wyluzuje się z jedzeniem jednego posiłku dziennie na co składała się wronia karma. Nic innego nie umiała wtedy upolować ani znaleźć. Była sama i głodna. Teraz jednak musi się pochwalić, że mniej więcej wie gdzie jest. Niedaleko miejsca gdzie mieszka i zna drogę powrotną.
Gdy rudy kocur podszedł na lisią długość zachwiała się w odruchu cofnięcia się. Ale postanowiła pozostać na miejscu. - T...Tak. Nie zgubiłam się.-Odpowiedziała niepewnie.
Czy ona wyglądała na taką? Jakby zaplątała się wśród drzew? No cóż może. W końcu szukanie po cichu mogło tak troszkę wyglądać.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Gdy się zbliżyłem, można było zauważyć minimalne zawahanie kocicy i chęć cofnięcia się. Tsk, faktycznie wyglądała na dość strachliwą i w jakimś sensie zagubioną, zupełnie jak Poranna. Wobec tego...może równie łatwo by było wziąć ją sobie jako główną atrakcję tego dnia? Manipulowanie ją mogłoby być zabawne.
Po raz kolejny, ze zmartwionym wyrazem pyska. przyjrzałem się jej, jakby sprawdzając czy faktycznie wszystko gra. Wkrótce po tym zawiesiłem łagodny wzrok na jej pysku, badawczo się przyglądając temu, jakie emocje można było z niego wyczytać. Zupełnie, jakby faktycznie obchodziło mnie jej dobro. - To może...zgubiłaś kogoś? Albo coś? - spytałem ostrożnie, rozglądając się wokół. Na zwierzynę polować na pewno nie polowała, a jeśli tak to...bardzo nieumiejętnie. W zasadzie nie zdziwiłbym się, w końcu to kotka, ale jednak wszystko wskazywało na to, że wypatrywała bardziej kogoś.
Wróciłem jeszcze na moment do jej pyska, sympatycznie się uśmiechając. Może przedstawienie się sobie skłoniłoby ją do zaufania mi bardziej. Wiem, że w planach miałem posługiwaniem się różnymi imionami, jednak Słońce pasowało do tej sytuacji, niestety. - Mam na imię Słońce, a ty? - dodałem więc, chcąc nawiązać swego rodzaju więź. Mówienie do kogoś po imieniu od razu dawało inne odczucie.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka zawsze gdy widzi kogoś obcego nie czuje się bezpieczna. Dlatego więc może nie ma znajomych. Nie ufa tak bardzo, że wręcz boi się każdego napotkanego kota. Tylko czasem znajdzie odrobinę odwagi w sobie. Czy będzie można wziąć ją jako atrakcje tego dnia? Jeśli Słońcu chodzi o napawanie się strachem obcej kocicy, owszem. Jeśli jednak chodzi o no inną interpretacje tego zdania to może być trudno.
Bengalka patrzyła się lekko wystraszona na rudego kocura. Wydawał się zmartwiony i z dobrymi intencjami. Ale to nie wystarczy, żeby kremowa poczuła się swobodnie. Jej drobne, chude ciało było lekko napięte. Jakby gotowe do ucieczki, jeśli będzie taka potrzeba. Jej drobny i delikatny pysk miał wymalowaną widoczną obawę i niepewność. Pytanie żółtookiego było trafne. W Bogatce jednak trwała walka co mówić, ile mówić, jak mówić i co w związku z tym. Szukała brata prawda? Czy musi mówić, że jest z nią spokrewniony? Absolutnie nie. Jednak wpadła na pomysł w jaki sposób poruszyć ten temat. - Czy... Czy ni..nie widziałeś może takiego kota jak ja?-spytała na chwilę patrząc się na niego spod swoich ślicznych delikatnych rzęs.
W końcu zawsze była szansa, że nieznajomy widział Mcha i powie jej, gdzie jest. Tak nie polowała. Nie potrafiła i jeśli by nawet próbowała to pewnie wyglądałoby to podobnie. Akurat ten stereotyp, że jest kotką i nie umie łapać zwierzyny się zgodził. Jej próby polowania są dosyć marne. Zresztą. Kiedyś nauczy ją Jaskółka i Wróbelek. Ale na razie musi jej się zagoić rana do końca. A nie zostało już tak długo. Półtora księżyca minie w chwilę.
Czy uśmiech dodawał otuchy? Sama nie wie. Nikt poza rodziną jeszcze tego nie robił w jej adresie. Przynajmniej na pewno nie w miłym geście. Czuła się trochę głupio jak kocur się uśmiechnął. Ona nie będzie potrafiła się mu odwdzięczyć za to. Słońce. Pasowało do niego. Był tak jaskrawy i promienny. Do tego pasowało do oczu... Kiedyś obawiała się nawet podawać własnego imienia. Teraz jednak robi to raczej bez wahania. Nie myśli w ogóle o tym, że ktoś może to wykorzystać. Nie wyobraża też sobie, że można się przedstawić jako ktoś inny. - Bo...Bogatka.- stwierdziła nieśmiało.
Trzymała duży dystans pomiędzy sobą a nim. Siedziała dosyć oddalona. Nie wie co zamierza kocur. Nie chce jednak znowu dostać pazurami.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Była spięta i pełna obaw, a ja obserwowałem każdy taki drobny szczegół z zainteresowaniem. Kłamanie jej w żywy pysk było zabawne, a jeszcze lepsze mogłoby być robienie jej złudnej nadziei, skoro szukała konkretnego kota. Jednak istniała szansa, że spyta mnie o jakieś szczegóły dotyczące jego wyglądu, albo miejsca, gdzie bym go widział - to był główny problem. Nie kojarzyłem za dobrze Ziem Niczyich, wobec tego nawet nie myślałem, żeby się bawić w wymyślone historyjki. - Takiego...jak ty - powtórzyłem do siebie, spuszczając wzrok na swoje łapy, by udać przed nią zamyślonego. Po chwili westchnąłem, zwracając się do niej nieco zasmucony. - Niestety, ale nie mogę sobie przypomnieć niczego takiego - mruknąłem, iście ubolewając nad tym, że nie mogłem udzielić innej odpowiedzi.
Z podaniem mi swojego imienia zastanawiała się chyba trochę krócej, niż z zadaniem mi pytania o tamtego kota. Ciekawe. Skinąłem lekko głową, jakby przyswajając sobie tą informację, by po tym znowu sympatycznie i lekko się uśmiechnąć. - Wiesz, Bogatko...sam kogoś szukam. Jeśli chcesz, mogę pomóc i tobie w poszukiwaniach, zawsze to lepsze, niż przebywanie tu samemu. Tym bardziej, że miejscami bywa niebezpiecznie - zaproponowałem luźno. Nie chciałem jakoś szczególnie znaleźć kogokolwiek, ale ciekawość mnie zżerała co było z moim durnym, bezużytecznym rodzeństwem, czy też Poranną i, dla przykładu, może nawet Iskrą. Najbardziej interesowała mnie w zasadzie kwestia kocura, bowiem nie wiedziałem dalej, czy żył, czy może narobił sobie tyle kłopotów, że w końcu się ktoś go pozbył.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Czy Bogatka będzie robić sobie nadzieję? Nie wiadomo. Nie tak łatwo czuje się swobodnie w nowym towarzystwie. Jeśli nawet ktoś będzie jej się wydawał w porządku nie łatwo będzie jej w najmniejszym stopniu zaufać tej osobie. Nigdy nie miała znajomych i nie wie jak to jest mieć kogoś bliskiego poza rodziną. Także coś takiego jak nadzieja na dłuższą znajomość u niej po prostu nie istniała. Może kiedyś będzie jej dane z kimś zawrzeć znajomość.
Obserwowała kocura. Wyglądał na kogoś... niegroźnego. Ale w sumie tamten czarno-biały z Osiedla też stwarzał nie najgorsze wrażenie. Bycie fałszywym. To jest to czego się obawiała. Nie jest w stanie przewidzieć kto jaki jest. Musi być po prostu ostrożna. Rudy kocur jednak ze smutkiem oświadczył, że nie widział kogoś podobnego do niej. Nie wie dlaczego Słońce tak się tym przejął. Nie ma na to przecież wpływu czy spotkał jej brata czy nie. Może taki po prostu był. Tak jak ona była strachliwa. Z drugiej strony zaraz potem znowu się uśmiechnał. Był dosyć zmienny. Dziwne. Odwróciła na chwilę od niego wzrok i spojrzała się na las. W końcu zawsze mógł z nim ktoś być... Albo powinien. Skoro kogoś szukał to znaczyło, że też był w grupie. Ona była ale z rodziną. Nie chciała iść z nim na poszukiwania. Jeszcze ją gdzieś porwie jak ludzie. Może... Może nawet zrobi krzywdę! Słońce był zbyt szybki. Mało kto by mu już zaufał by iść razem z nim. Położyła uszy po sobie i ruszyła się lekko. - N..nie dziękuję...- odmówiła grzecznie- Mo..może ja widziałam kogoś kogo szukasz... jak ta osoba wyglądała?
Nie zamierzała z nim nigdzie chodzić. Nie chciała też, by on poszedł za nią. Mogą się znać, ale żeby powiedzieć mu, gdzie dokładnie żyje to nie jest do tego pewna. Miło, że zaproponował ochronę, ale nie wiedziała, czy on sam jej coś nie zrobi.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Starałem się utrzymać mój wzrok tak, by wyglądał na miękki, w połączeniu z zmartwieniem i troską wymalowaną na pysku, by w tym samym czasie nieustannie obserwować jej reakcje na to, co mówiłem. Żeby wybadać, na ile ona się nada, w ile uwierzy i jak łatwo. Niestety okazało się, że jednak uważała nieco bardziej na moją propozycję, co mogłem w zasadzie wcześniej przewidzieć. Głupie kocice to jedno, ale ta tutaj nie była klanowa, więc nie miała pewności co do moich zamiarów, hm. Uniosłem lekko brwi, niby zdziwiony na jej propozycję, by po chwili się zastanowić. Pomimo mojego szczególnego zainteresowania tym, jak się miewa dawny wichrowy przestępca, wolałem póki co o niego nie pytać. Kto wie, czy gdy za nim troplli nie pytali się właśnie takich, jak ona. - Och...nie jestem pewien, jak wyglądałaby w tym momencie, bo zaginęła...dawno. Jednak to była kotka mniej-więcej w moim wieku, jeśli pamięć mnie nie myli trochę niższa ode mnie. Niebieskie, pręgowane futerko...bardzo szczupła. Jedno ucho poszarpane, oczy złote. Była bardzo...wrażliwa - mruknąłem, stopniowo mówiąc coraz smutniejszym tonem, by pod koniec spuścić wzrok na moje łapy, milknąc na moment. Niestety w takim ustawieniu nie mogłem obserwować jej reakcji. Po chwili pociągnąłem nosem, gdy z moich oczu zaczęły się sączyć pojedyncze łzy. - U-uh, wybacz. Po prostu zniknęła tyle księżyców temu, a ja nie mogłem jej wtedy s-szukać...może g-gdybym wyruszył za nią w-wtedy, miałbym pewność, że...ż-żyje - westchnąłem, łamiącym się głosem. Nabrałem głęboki oddech, by się “uspokoić”. Po chwili, niby się wahając, przeniosłem wzrok na samotniczkę, jakby oczekując jej odpowiedzi.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka za to starała się nie wyglądać jak bardzo wystraszona mysz. Nie czuła się dobrze w towarzystwie. Zdołała jednak spojrzeć się w jego oczy. Wyglądał na prawdę niegroźnie. Była zmieszana czy powinnam trzymać ogromny dystans, czy trochę się uspokoić i nie traktować od razy jak wroga. Widocznie zaskoczyła pytaniem Słońce. Nie był jednak o to chyba zły. Osoba, której szukał okazała się kocicą. Od razu gdy usłyszała o niebieskim pręgowanym futrze w jej głowie pojawiła się Igła. Jednak gdyby nie to i żółte oczy to nie pasowała do opisu. Jej ucho było całe, a nie kojarzyła by była ona chuda. A wrażliwa to już zupełnie nie była. Jedno musi przyznać. Na widok załamanego kocura zrobiło jej się okropnie przykro i smutno. Gdy z jego oczu zaczęły płynąć łzy Bogatkę ścisnęło coś za gardło. Było jej głupio. Czuła się winna, że musi naprawić swój błąd. Mocno kłuciła się że sobą czy trzymać swoje bezpieczeństwo czy zmienić zdanie i pomóc mu w poszukiwaniu jako wynagrodzenie swojego błędu. Na jej pysku malowało się zmieszanie i zmartwienie oraz w gruncie rzeczy stres. Nie wiedziała co mówić. Czuła się niekomfortowo. Poprawiła ogon tuląc się nim bardziej i była dalej cicho. Jej wzrok nie był już zwrócony na kocura. Patrzyła się na łapy. W ciszy.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Tchórzliwa. Słaba, bezużyteczna, naiwna i nieudolna, tak się reprezentowała samotniczka, pokazując wszystkie najgorsze i najbardziej żałosne cechy kocic. Świetnie. Powoli zaczynało mnie to drażnić, jednak nie byłem do końca pewien co z tym zrobić. W klanie trzymanie się z takim czymś miało swoje zalety, owszem, ale nie byłem pewien na ile opłacalne byłoby utrzymywanie jakiejkolwiek relacji z takim kimś nie należąc do nędznego, marnego Wichru. Mimo to, nie zamierzałem psuć swojego wizerunku, który zdążyłem już stworzyć i w ciszy obserwowałem kocicę, przepełniony tym całym smutkiem, żalem i tęsknotą za Poranną. Zupełnie nie wiedząc jakie efekty przyniesie to wszystko, ani na ile mi się to przyda.
Przez dość dłuższy czas nie przerwała ciszy, która między nami zapadła, w dodatku skuliła sie jeszcze bardziej, niż wcześniej i sprawiała wrażenie takiej, co zaraz miałaby zacząć trząść się jak osika. - O-och, n-naprawdę przepraszam, Bogatko - miauknąłem po chwili, niby zmieszany. - Ledwo co się poznaliśmy, a ja już zawracam ci głowę czymś takim, naprawdę nie chciałem robić c-czegoś takiego - dodałem, garbiąc się i zwieszając łeb, nie zważając już na to, czy zwracała uwagę na moje gesty, czy nie. Tak łatwiej było mi utrzymać się w tej roli biednego i skrzywdzonego. - Jeśli nie jestem w stanie ci pomóc, to chyba już czas na mnie i powinienem iść - mruknąłem, zerkając gdzieś w dal, poważnie rozważając, czy odejść od samotniczki, czy może jeszcze coś miałaby do powiedzenia.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatce było przykro. Słońce był taki smutny. Chciała pomóc, a przez to, że się spytała jak wygląda osoba, której szuka, pogorszyła tylko sytuację. Ta cisza była taka niepokojąca. Stres narastał z kolejnymi sekundami bez żadnego słowa. Patrzyła się na łapy nie wiedząc co ma zrobić. Gdy usłyszała znowu jego głos jej wzrok wrócił jednak do kocura. Rudy samotnik wyglądał na takiego zagubionego i zmartwionego. Ona nie potrafiła mu pomóc. ie była po prostu zdolna do tego, żeby coś wymyślić. Słońce musi szukać pomocy u kogoś innego. Jak bardzo źle się z tym czuje to nie wie jak go wesprzeć. Czuła się źle z tym. Gdy usłyszała, że pręgowany będzie szedł nie zamierzała go powstrzymywać. Jeśli szybciej ją zostawi to będzie mieć czas na znalezienie kogoś, kto rzeczywiście mu pomoże. - Do..do zobaczenia. Ma..mam nadzieję, że odnajdziesz tą ko..kotkę.- pożegnała go, po czym sama ruszyła w swoją stronę.
//zt
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
~~~~
Złocisty Kłos otrzymała od Lśniącej Sadzawki misję, dlatego obecnie niezwykle często się przemieszczała, aby zasięgać języka u jak największej ilości kotów. Późnym rankiem kremowa przeszła przez pustą Grzmiącą Ścieżkę... Tym sposobem po dłuższej, kilkuksiężycowej przerwie znów zabawiła w okolicy Borsuczych Pagórków. Liczyła na to, że obrzydliwy zbieg dalej krąży w pobliżu swego Rodzinnego gniazda, chełpiąc się tupetem, a być może nadal polując na kolejne niewinne kotki z klanu Wichru… Czy się bała? Być może. Trochę. Przede wszystkim jednak jako kot honoru odczuwała silną potrzebę dotrzymania słowa danego Medyczce i to skutecznie wypierało większość jej rozterek. Spokojnie i metodycznie szukała odpowiedzi na to, co gryzło Lśniącą Sadzawkę.
Ciężkie, ciemne chmury goniły po smutnym niebie, wprowadzając do szaro-burej okolicy znużenie. Madonna mimo to uparcie szła przed siebie, tylko od czasu do czasu pochylając nos do ziemi, aby nie uronić żadnego tropu… W pewnej chwili złociste kędziorki zelektryzowały się z nadzieją, ponieważ zobaczyła przed sobą smukłą, elegancką postać, najbardziej pasującą z aparycji do jakiejś Pieszczoszki…
Kłos zbliżyła się do nieznajomej delikatnymi, ostrożnymi krokami pokazującymi jej, że nie ma wrogich zamiarów.
- Witaj, moja droga… Wybacz, że przeszkadzam, ale czy mogłabym zająć Ci chwilę? - zapytała w najwłaściwszej sobie stylistyce - chłodno, acz niezwykle uprzejme.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Spędzała ostatnio trochę więcej czasu w Norze. Nie oddalała się zbyt często i spędzała czas z rodziną. Dzisiaj jednak wszyscy wyszli, więc i ona poszła na spacer. Musiała przewietrzyć głowę i... pomyśleć. O tym wszystkim. O tej propozycji nauki walki, o tym, że nie ma żadnych przyjaciół i rzadko przebywa w domu. Szła przed siebie z zamyśloną miną. Kierowała się w stronę wody. Może coś przy okazji złowi. Nie było dzisiaj najlepszej pogody. Wręcz można było złapać dołek wśród tych ciemnych chmur.
W pewnym momencie do jej szpiczastych uszu dotarł odgłos łap. Ktoś zmierzał do niej po woli. Zwęziła źrenice, ale po chwili je rozszerzyła lekko się uspokajając. Nie mogła traktować wszystkich jak wrogów i zagrożenie racja? Jej mina była zmieszana i niepewna, a włos na jej karku nastroszył się nieznacznie. Musi się uspokoić. Jest dorosła nie może tak się bać wszystkiego. Może jakby rzeczywiście umiała walczyć to czułaby się... pewniej? Sama nie wie. Kocica, która do niej podeszła była w wieku Tonącego Słońca jak jej się wydawało. Brzmiała uprzejmie, ale kto wie co miała w zamiarach? Może... może ją wykorzystać jak mówiła kiedyś mama? A co jeśli tak? Co wtedy? W jej głowie zaczęły się wiercić myśli a sama po woli panikowała. Wciągnęła głęboko powietrze chcąc się uspokoić. Może jednak ta kremowa kotka nie chce nic złego? Musi myśleć pozytywnie racja? - Ta...tak?
W zapachu nieznajomej nie odczuwała raczej zapachu Klanowego. To dobrze. Nie chciała w końcu spotkać kogoś z Klanu Gromu. Go najbardziej się obawiała.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside