Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion miał dołączyć do Nowego Świtu. Razem z Kąkolem. Jednak gdy dotarli pod granicę na rozmowę z Tundrą okazało się, że musiała to jeszcze z kimśtam przegadać i mieli spotkać się znowu, a potem była... niedysponowana, lekko mówiąc. I tak jakoś drogi cynamona rozeszły się z tą zabawną grupą, szczególnie że gdzieś z tyłu głowy ciągle miał myśl, że to zobowiązanie na stałe. A on nie do końca był na to gotowy, już teraz na myśl o spędzeniu reszty życia w jednym miejscu, jak pies na łańcuchu, sprawiała, że ciężej mu się oddychało i chyba był o dwa kroki od ataku paniki, gdyby zaczął sobie dokładniej wyobrażać taką przyszłość.
Tymczasem Artemowi najwyraźniej pasowało takie przywiązanie do jednego miejsca, ustatkowanie się, czy jakkolwiek by tego nie nazwać. Spotykali się na okazjonalne spacery by wymienić nowinkami z życia (chociaż Orion zawsze pilnował by nie wspomnieć o niczym chociaż trochę personalnym, ponieważ uzewnętrznianie się było fuj). Chociaż od jakiegoś czasu kusiło go by spytać o jedną rzecz, bo po zrobieniu listy za i przeciw wyszło na to, że point był najmniej niezręczną (albo najmniej przypałową, nie potrafił zdecydować) opcją na tę rozmowę. Tylko jakoś nie po drodze było mu do rozpoczęcia tematu. Szczególnie tak z powietrza, gdy sobie szli jak teraz.
– O? Co niespodziewanego? – spytał z zaciekawieniem, chociaż nie wybiegał myślami zbyt daleko w rejony teoretyzowania, ponieważ póki co po głowie krążyło mu jeszcze zbyt wiele własnych problemów, by w pełni skupić się na temacie.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Trzeba było przyznać, że kiedy już przyszło co do czego Artem nie do końca wiedział jak się zabrać za wyjaśnianie tematu. Nie wiedział jak cynamonowy point zareaguje na tę informację. Czy w ogóle będzie go to obchodziło. Jeszcze się okaże że nie i ciemnobrązowy zrobi z siebie po prostu idiotę czy coś.
-Bo wiesz, ostatnio w czasie jednego z zebrań tego całego Nowego Świtu zdarzyła się sytuacja, że na granicy znalazło się kocię -zaczął, zastanawiając się jak to ubrać w słowa, żeby nie brzmiało to po prostu dziwacznie i jakby wziął ten temat znikąd- zaoferowałem, że się nim zajmę, ale do tego doszła jeszcze taka kocica, która mnie nie lubi… nie wiem czy wręcz nie mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że wręcz nie znosi i mi nie ufa -ciemnobrązowy point westchnął- co sądzisz o tym przypadku? Bo ja chyba jestem już stary a dalej głupi. Oczywiście nie żałuję przygarnięcia Nasionka… tylko martwi mnie ta kocica.
Po tych słowach Artem zamknął się i spojrzał na Oriona. Ciemnobrązowy point nie żałował, że przygarnął młodego Nasionko pod swoje skrzydła. Tego nigdy nie żałował. Najbardziej martwiła go sytuacja z Sekwoją, która jak dotąd się ani trochę nie wydawała się poprawiać. Martwiło go też że z tej sytuacji najbardziej może oberwać się młodemu, który przecież w końcu ma ich dwójkę jako rodziców. Z Sekwoją na pewno będzie musiał o tym kiedyś porozmawiać… tylko że jakoś jak widać obojgu nie było do tego po drodze. Jak na razie mógł się zwierzyć jedynie Orionowi.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie nastawiał się na nic konkretnego, więc był gotowy usłyszeć od Artema wszystko. Od anegdotki o tym, że ostatnio widział zająca zalepiającego ranę swojego towarzysza, po informację, że kogoś przypadkiem zamordował i potrzebował niezawodnego sposobu na pozbycie się zwłok oraz zatuszowanie śladów. No, chociaż ciemny point nie miał w sobie ani pół morderczej kosteczki, więc prawdopodobieństwo tej opcji oscylowało w okolicach zera.
Orion nie wiedział, w którym miejscu na skali powinno się znaleźć kocię. Ale po pełnym zaprezentowaniu problemu był pewien jednego – z ukryciem zwłok by prędzej był w stanie pomóc.
Nie podobała mu się też rola, w której został obsadzony i gdyby lubił Artema chociaż trochę mniej to by mu powiedział, że nie jego cyrk, nie jego małpy i nie będzie się bawił w psychoterapię na pół etatu. On by chętnie posłuchał opowieści na ten temat, gdyby nie to, że miał też podzielić się swoją opinią. A w zasadzie nie opinią, a radą.
– No a ta kocica. Co takiego robi i mówi, że tak uważasz? Nie ufa ci, bo postanowiła się wtrącić w opiekę nad znalezionym kociakiem, czy jeszcze coś robi potwierdzającego niechęć i brak zaufania? – rzucił na początek, pod pretekstem zbierania większej ilości danych nim będzie w stanie wydać swój werdykt. – Zresztą co ona teraz robi? Nastawia Nasionko przeciwko tobie, czy czemu się nią martwisz?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Przede wszystkim to zawsze jak mnie widzi wygląda jakby chciała mnie zamordować -odparł na pytanie Oriona. Ciemnobrązowy point był na tyle zaaferowany tą sytuacją, że nawet nie zauważył, że cynamonowemu mogła się rola doradcy jak widać nie za bardzo podobać- a ja jej nic nie zrobiłem.
Artem westchnął. Dalej nie rozumiał o co chodzi Sekwoi i chyba nigdy tego nie zrozumie jeśli ta nie będzie się chciała jakoś otworzyć… a na takie coś raczej nie liczył. Była to kłopotliwa sytuacja, trzeba było przyznać. No i teraz jak sobie z tym poradzić?
-Najbardziej martwię się o to, że to młody najbardziej będzie obrywał przez nasze kłótnie czy inne sprzeczki i niesnaski. Staram się jakoś łagodzić takie sytuacje jak już występują, ale no… nie jestem w stanie stwierdzić czy skutecznie i czy coś to daje.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Może po prostu takie ma rysy pyska skoro jeszcze nie zamordowała. – stwierdził na obronę nieznajomej. Szybka reakcja nie wynikała jednak z chęci ratowania wizerunku kocicy, do której nie był w stanie przypisać nawet konkretnego wyglądu, a z faktu, że w tym zdaniu znalazł analogię do swojej sytuacji. A Orion, w przeciwieństwie do Artema, w nieprzychylnym spojrzeniu doszukiwał się skrzętnie ukrywanych pozytywnych uczuć. Przyznanie, że gniewna nieznajoma rzeczywiście rozważała mord i jedyne co ją powstrzymywało to brak decyzji co do metody odebrania życia, zmusiłoby orientala do zdjęcia różowych okularów przez które patrzył na swojego najdroższego przyjaciela. A one jednak robiły swoją robotę przy ocieplaniu jego wizerunku zimnej... yyy... samicy psa. – Szczególnie jeśli nic jej nie zrobiłeś. – tymczasem Orion świadomie podsuwał buremu kolejne argumenty za morderstwem. I co? Dalej żył.
Gdy do rozmowy wrócił temat dzieciaka, skończyło się beztroskie porownywanie sytuacji i samotnik rzeczywiście musiał zastanowić się nad tym konkretnym przypadkiem.
– Mhm, a w jaki sposób łagodzisz te sytuacje? I co to za sytuacje na przykład? – spytał, nie przerywając spaceru. Jeśli już miał się angażować w sprawę to zasługiwał na poznanie wszystkich szczegółów.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Hm. Może Orion miał rację w tym wypadku? Może Sekwoja po prostu miała takie nieprzyjazne rysy twarzy i Artem za bardzo dramatyzował? Chociaż to jak teraźniejsza radna zwraca się do każdego nowicjusza jest już chyba podstawą, że to nie tylko wygląd. Kiedy Orion poszedł za ciosem Artema i temat ponownie wrócił się z Sekwoi do Nasionka ciemnobrązowy point musiał zastanowić się jak ująć swoje działania. Czy nie wywoływanie burzy zaliczało się do łagodzenia sytuacji?
-Najczęściej chyba stosuję technikę nie wywoływania burzy -odparł- na przykład ostatnio Nasionko chciał iść się uczyć polować, ale że ja chciałem zostać jeszcze z ogonem i uszami to powiedziałem mu że pójdziemy jak zgodzi się Sekwoja -powiedział trochę niepewnie- Zwykle staram się jej nie wchodzić jakoś za bardzo w drogę, ale długo tak raczej nie pociągnę. No i dzieciak w końcu ogarnie, że coś tutaj jest w tej relacji dziwnego -westchnął.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A tłumaczenie sytuacji, zamiast rozjaśnić sprawę, wprowadziło zamęt. To nie Artem wychowywał tego kociaka tylko Sekwoja? Bo na to by wychodziło; że przez ugodową naturę kocur totalnie odsunął się od wychowania, do którego się zgłosił. Przynajmniej tymczasowo.
– I co, zgodziła się? – błysnął niebieskim okiem, zerkając w stronę pointa. To tragiczne, że tak musiał dopytywać. Wiadomo przecież, że dla zrozumienia sytuacji i głównego tematu rozmowy, potrzebował wszystkich możliwych informacji. Chociaż jedno mógł stwierdzić już teraz. – Ale nie wydaje mi się żeby miał na podstawie kilku przyszłych kłótni wyłapać, że dzieje się coś dziwnego. Zresztą... co dziwnego? Jak on widzi waszą relację w takim razie? Jaka jest w rzeczywistości, poza tym że obecnie ona wygląda jakby chciała zabić, a ty schodzisz jej z drogi?
W gruncie rzeczy Orion nie był głupi i jeśli by bardzo chciał to by mógł z tych strzępków informacji ułożyć sobie cały obraz, pozszywać go nićmi teoretyzownia i zawstydzić samego Picasso efektem końcowym. Rzecz w tym, że nie chciał. Skoro już bawili się w wizytę u terapeuty to zrobią to porządnie – z milionem pytań i cichą analizą odpowiedzi. Aż pacjent sam wpadnie na rozwiązanie.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie wiem, ostatnio zirytował się tym, że nie mogliśmy wyjść na polowanie bez wiedzy Sekwoi, więc chyba zaczyna coś łapać, a pójść do niej nie zdążyłem, bo chyba mnie unika jak tylko może -odparł, starając się jakoś powoli iść w stronę zakończenia tego tematu. Nie był jakoś specjalnie dobry w mówieniu o sobie, zwłaszcza na takie skomplikowane tematy jak wychowywanie kociaka- No i Sekwoja nie za bardzo chce ze mną rozmawiać poza tym co już wcześniej ci powiedziałem... eh, skomplikowane to życie w grupie jednak.
Czasami Artem zastanawiał się dlaczego porzucił samotnicze życie, które sobie wybrał uciekając z Osiedla. Jako samotnik mógł robić co chciał i kiedy chciał, a tutaj musiał dostosowywać swoje życie do innych. No, ale poznał też wiele kotów i mógł im pomagać kiedy miały problemy... mógł nabyć wiedzę medyczną i praktyczną, którą jako samotnik raczej nie miałby większej okazji do zdobycia. Ciemnobrązowy point westchnął, to życie robiło się coraz bardziej skomplikowane im starszy się robił.
-No ale dość już o mnie, co tam u ciebie? -zapytał w końcu. Wiedział jak bardzo Orion lubił opowiadać o sobie, więc ta część rozmowy chyba pójdzie lepiej.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mi to brzmi jak zwykła irytacja, a nie jakby zaczynał łączyć kropki. – wzruszył barkami. To kociak, nie? Kociaki żyją we własnym świecie, przypisywanie im zbyt wielkiej spostrzegawczości do niczego dobrego nie prowadziło. I nie wytwarzało im nowych szarych komórek, które rodzice tak często im przypisywali. Artem, nawet po zachęcie, nie wzbogacił swoich tłumaczeń o najdrobniejsze szczegóły. Orion nie zamierzał naciskać, rola terapeuty nie znajdowała się na jego liście marzeń. Nie chciał jednak pozostawiać tematu bez swojego komentarza. – Nie dogadasz się z nią skoro ciebie aż tak mocno unika. Jak na moje to najlepsza będzie konfrontacja i tyle. Wychowuj dzieciaka jak ci się widzi, a Sekwoja wreszcie się na tyle zirytuje, że nie będzie miała innego wyboru niż z tobą porozmawiać. Pokłócić się. Jakiejkolwiek formy by to nie przybrało, jest szansa, że dojdziecie do jakiejś zgody. – no chyba, że Sekwoja nie bawiła się w takie finezyjne rozwiązania jak dialog i od razu przechodziła do mordowania. To wtedy miło było poznać. Ale już o tej ewentualności nie wspomniał by przypadkiem nie zrażać kocura do najsensowniejszego rozwiązania. Czy najbezpieczniejszego? Niekoniecznie.
Orion nie odpowiedział od razu, gdy temat zszedł na aktualności w jego życiu. Musiał ponownie przemyśleć czym chciał się podzielić i czy rzeczywiście potrzebował pomocy w ustaleniu paru faktów. Nie, pomoc to złe określenie. Szukał opinii kogoś z zewnątrz, spojrzenia świeżym okiem na sprawę, to prędzej. Chociaż nie był do końca pewny czy tu w ogóle było na co spoglądać.
– Poznałem kogoś. – zaczął całkiem rzeczowo i gdyby skupić się jedynie na głosie cynamona to można by się pokusić o stwierdzenie, że zdawał raport z patrolu, a nie pochylał sie nad swoim życiem uczuciowym. – Tylko tu pojawia się pewna przeszkoda... – wziął głębszy wdech by zatrzymać wszystkie niemiłe słowa, które same cisnęły się na język, gdy chciał przedstawić obiekt swojego zainteresowania. Nie, musiał go sprzedać w możliwie korzystnym świetle. Ale też nie brzmieć jak zauroczony idiota, który świata nie widzi poza kępką rudych kłaków, bo to uwłaczające. – Dość ciężko określić jego stosunek do mnie. To trochę taka loteria, gdzie dwie najbardziej prawdopodobne opcje są takie, że albo rzeczywiście za mną nie przepada, albo tylko zgrywa niedostępnego, a ta niechęć w spojrzeniu to efekt imponującej gry aktorskiej.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
W sumie Orion miał rację... coś w jego słowach było chociaż Artem nie był pewny czy to jest takie najlepsze rozwiązanie jego problemu z Sekwoją. Będzie się musiał nad tym zastanowić kiedy już wróci do obozu i będzie mieć na to czas, bo teraz to raczej tak nie za bardzo by było odłączać się myślami od konwersacji z przyjacielem. Do jakiegoś konsensusu z Sekwoją dojdzie już później kiedy będzie na to odpowiedni czas i moment a ciemnobrązowy point będzie pewny, że swoją decyzją nie wyda na siebie wyroku śmierci.
No, ale sam Artem zrzucił temat na inną ścieżkę i w sumie był z tego zadowolony. Jakoś lżej mu się zrobiło po tym jak przestał zadręczać Oriona swoimi problemami. Czuł się tak jakoś mniej winny, że sam nie umie sobie ze sobą poradzić. Mimo iż czuł, że tak naprawdę chyba najbardziej właśnie do cynamonowego pointa mógłby się zwrócić o radę, bo raczej każdy inny kot w Nowym Świcie jest mu bardziej obcy niż znany. Dziwne, nie? Zamyślił się na chwilę kiedy usłyszał jaki problem ma Orion. Szkoda, że cynamon pytał się o zdanie kogoś kto jakoś w miłości chyba za bardzo szczęścia nie ma.
-A po czymś oprócz spojrzenia dałoby się wywnioskować, że za tobą nie przepada? -zapytał, zastanawiając się co by mógł tutaj powiedzieć, żeby ruszyć sprawę do przodu- Bo jeśli nie ma innego znaku to może po prostu tak się patrzy na każdego? I może jeśli udowodnisz mu że... nie wiem, nie zrobisz mu uczuciowej krzywdy czy coś to ściągnie maskę?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Po wysłuchaniu Artema nie jest pewny czy właśnie takiej reakcji oczekiwał. Wydaje mu się, że nie, ale spytany o to co w takim razie chciał usłyszeć, z pewnością wzruszyłby barkami. Nie wiedział. Zgadywał, że przy tym komplecie danych, którymi uraczył ciemnego pointa więcej spodziewać się nie mógł tak czy siak, więc rezygnowanie z tematu przez brak prawidłowej odpowiedzi przy pierwszym podejściu było bez sensu. Szczególnie, gdy sam nie wiedział jak powinna ona brzmieć.
– Jakiej uczuciowej krzywdy? – zainteresował się w pierwszej kolejności. – I w jaki sposób to się udowadnia? – dopytał jeszcze, bo jakkolwiek miał już w głowie potencjalne, przyszłe dowody na czystość swoich intencji, tak z pewnością warto było rozszerzyć wachlarz opcji. Dopiero po zadaniu obu pytań (by przypadkiem wątek nie uciekł) mógł zastanowić się nad swoją odpowiedzią. Sięgając pamięcią do sytuacji sprzed wielu księżyców nie był w stanie przywołać konkretnych dowodów na niechęć Jaśniejącego; jednak obdarzony przez los wystarczającym poziomem inteligencji, miał świadomość z czego to wynikało. Oczywiście nie ze skrywanej miłości do orientala, a z racji tego, że wszystkie zachowania (prezentowane przez obie strony) z perspektywy nieświadomej widowni były odbierane jako przyjacielskie gesty. Tylko postacie znajdujące się na scenie znajdowały się wystarczająco blisko, by dostrzegać czasem te niedociągnięcia w kostiumach, krzywo przywdziane maski. Orion czasami, zbyt wciągnięty w przedstawienie, zapominał, że to tylko gra i jakkolwiek przekonujący aktorzy by nie byli – wszystko kończyło się, gdy opadała kurtyna. Nic z tego nie przekładało się na prawdziwe życie.
– Wnioskuję, że za mną nie przepada z tego, że w moim towarzystwie zawsze ma się na baczności. Jakby spodziewał się, że wbiję mu pazury w gardło, gdy tylko się odwróci albo odważy zrelaksować. – odparł ostatecznie, uznawszy to za przekonujący argument jeśli nie zamierzał zagłębiać się w zawiłości stojące u podstawy tej relacji.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-W sensie, że na przykład nie wbijesz mu pazurów w plecy? Może już kiedyś się zawiódł i dlatego tak się zachowuje? Nie znam tego kota, którego poznałeś więc ciężko mi dokładnie stwierdzić -odparł a następnie zastanowił się nad odpowiedzią na drugie pytanie cynamonowego pointa. Jak Orion mógłby udowodnić czystość swoich zamiarów? Artem nie wiedział co jego kolega już próbował, a czego nie, więc to było bardzo dobre pytanie- Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba być szczerym i cierpliwym. Najpierw chciałem zaproponować jakiś prezent, ale potem pomyślałem, że może to wyglądać jakbyś chciał się wkupić w jego łaski. Może spędzaj z nim więcej czasu? Ja... kiedyś byłem dla jednej kotki gotowy dołączyć do tych całych Klanów, ale zniknęła zanim zdążyłem wcielić ten plan w życie -dodał z nutką smutku w głosie, ale tylko nutką, bo to już było tak dawno.
To co powiedział Orion raczej nie było przyjemnym znakiem i odruchowo ciemnobrązowy point zaczął się zastanawiać czy przypadkiem cynamonowy nie zrobił czegoś temu poznanemu kotu... albo coś. Skoro aż tak ten drugi był ostrożny to co tam się mogło między nimi dziać, że doszło to aż do takiego stopnia? Czy to może ten drugi był aż tak bardzo przewrażliwiony, że stroszył futro na dosłownie każdego kogo zobaczył?
-To jest dość... dobry powód żeby tak myśleć -powiedział nieco zaskoczony i zbity z tropu, robiło się poważnie, przynajmniej w mniemaniu Artema- A jest taki tylko do ciebie czy może z każdym innym kotem tak ma?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Czemu bym miał to zrobić? – zmarszczył delikatnie brwi. To była najnudniejsza z możliwych forma zdrady. I dodatkowo zagrażająca nieskazitelnej szacie cynamona, nawet jeśli rozlew krwi był czysto metaforyczny. Nie oczekiwał odpowiedzi na to pytanie, więc zaraz kontynuował. – Ale nie wiem, może. Szczerze mówiąc sprawia wrażenie takiego, który po prostu jest podejrzliwy i doszukuje się najgorszych intencji w kotach. Rozmawiałem z jego... – skoro dla Korzenia Jaśniejący był wujkiem, to w drugą stronę jak to szło? Brakowało mu słowa. Więc ostatecznie potrząsnął łbem, jakby chciał uznać, że to nieważne. – Z kimś z jego rodziny. Był zaskoczony, że typ w ogóle ma jakiś znajomych. Podobno już planował nawet wzięcie spraw we własne łapy i poszukanie mu przyjaciół.
Jeśli oriental zrobiłby teraz krok w tył i przyjrzał się tej rozmowie z perspektywy niezależnego obserwatora, mógłby prychnąć z rozbawieniem na tę kreację wizerunku Jaśniejącego. Niby nie kłamał, niby mówił prawdę i jedynie omijał niewygodne fakty, ale... stop. Co jeśli rzeczywiście to właśnie ten wizerunek był poprawny? Co jeśli wtedy rzeczywiście ucieszył się z prezentu, ale starał się tego nie okazywać?
– Och... – rzucił na informację o zaginięciu, niezbyt pewny jakiej reakcji ona wymagała. Skoro ułożył sobie życie w Nowym Świcie to krótkie, współczujące spojrzenie było wystarczające? – A w sumie... miałeś jakiś plan na to dołączenie? W jaki sposób to chciałeś zrobić, podobno w klanach tak średnio z dołączaniem samotników? Zwykła rozmowa z przywódcą? Coś jeszcze? – zastrzygł uchem z zaciekawieniem, a na pierwszy plan wrócił pomysł z dołączeniem do dzikusów. Tylko tym razem motywacje miał inną. – A z prezentem już próbowałem. Podobno się ucieszył, ale następnym razem będę celował w coś bardziej praktycznego cokolwiek by to nie znaczyło. – dorzucił jeszcze informacyjnie, bo jak już się otworzył to łatwiej było dodawać od siebie takie nieproszone głupotki.
– Nie widziałem go nigdy w czyimkolwiek towarzystwie, więc nie mam pewności jak to jest z innymi kotami. Mogę tylko zgadywać, że nie przechodzi nagłej metamorfozy w najbardziej rozgadanego i otwartego kota na świecie. – wzruszył barkami.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Hm, czyli chyba nie była ta niechęć spowodowana jakąkolwiek winą Oriona skoro nawet rodzina tego kota była gotowa na siłę szukać mu znajomych. Chyba faktycznie to był po prostu taki typ mało przyjazny. Musiał się przyznać, że mentalnie odetchnął, bo przynajmniej sprawa nie robiła się jeszcze bardziej zawiła niż już jest.
-W takim razie może faktycznie po prostu taki jest i potrzebne mu jest więcej czasu niż innym do ocieplenia relacji -powiedział na głos to co pomyślał praktycznie od razu. Taki wniosek mu do głowy przyszedł i Artemowi wydawało się, że lepszego już raczej nie wymyśli. Czasami i tak nie warto przedobrzać.
-Ona sama mówiła, że zwykle w Klanach raczej krzywo patrzą się na samotników... heh, sama kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się była przestraszona, dopiero po rozmowie zaczęła się rozluźniać -zaśmiał się pod nosem na samo wspomnienie pierwszego spotkania z Antylopią Łapą. To było naprawdę bardzo ciekawe spotkanie- Osobiście myślałem, że wspólnie może udałoby nam się przekonać przywódcę, ułożyć jakieś wystarczające argumenty, bo w sumie to chyba jedyny sposób, żeby coś zdziałać w temacie dołączenia. W końcu to przywódca wydaje ostateczną decyzję -wzruszył tylko barkami jako komentarz do swoich słów, bo ten temat jest już za kartkami zamkniętego rozdziału jego życia. No cóż, nie można płakać nad rozlanym mlekiem całe życie. Artem musiał się teraz skupić na tym co miał przed sobą... a przed sobą miał Sekwoję, Nasionko oraz medyczną przyszłość- Bardziej praktycznego? -ciemnobrązowy point zastrzygł uszami z zainteresowaniem, jednak jego mordka wyrażała zagubienie- To co mu w takim razie dałeś?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Problem z Orionem był taki, że słysząc słowa otuchy wcale nie poczuł się lepiej. Prędzej był rozczarowany, ale z początku nie potrafił wyjaśnić swojej reakcji w racjonalny sposób. Ocieplenie stosunków wraz z upływem czasu powinno go cieszyć, prawda? Taki był cel przecież? Ale jednocześnie nie potrafił powstrzymać rozczarowania na myśl, że Jaśniejący miałby już nigdy nie spojrzeć na niego z najczystszą odrazą. To brzmiało jak wielka strata, mimo że obiektywnie nie należałoby jej za taką uważać.
Jeśli w tej chwili oriental by został spytany o to czego chce, bez namysłu odpowiedziałby, że obecnego stanu rzeczy, ale z możliwością otwartego zachwycania zjawiskowym futerkiem. Z możliwością wplatania w nie kwiatów, podczas gdy Jaśniejący będzie mu opowiadał o swoim dniu, nawet jeśli nic istotnego się nie wydarzyło. Z możliwością wspólnego oglądania gwiazd, zachodów i wschodów słońca, leżąc na trawie i nie przejmując się resztą świata. Z możliwością codziennego wracania ze swoich wypraw ze świadomością, że ktoś na niego czeka i chętnie posłucha o wszystkich przeżyciach.
Ale nie chciał głupiego ocieplenia relacji.
– Ach, ja raczej nie mam co liczyć na wspólne przekonywanie przywódcy. – mruknął, niby żartem, chociaż wiedza, że w jego wypadku najlepiej żeby buras dowiedział się po fakcie, skutecznie mordowała zalążek humoru. Jasne, lubił niemożliwe wyzwania, ale nie gdy, dla odmiany, rzeczywiście zależało mu na dołączeniu.
– Otóż kwiaty. Kolorowy bukiecik polnych kwiatów. Wcale nie były łatwe do zdobycia, gdy wszystko znajdowało się pod śniegiem, a jednak jaśnie pan nie obdarzył ich nadmiernym entuzjazmem. – odrzucił w bok kamyk, który nawinął mu się pod łapy. – Wyszło na to, że woli praktyczniejsze prezenty. Więc. Niech. Mu. Będzie. Znajdę tak praktyczny prezent, że aż mu uszy odpadną z wrażenia.