Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
No...to nie miało do końca być tak. Dni mijały szybko. Można powiedzieć że zbyt szybko. A jedzenia ubywało, podczas gdy ona miała coraz mniej siły, by polować. Jednak z faktu na sytuację, czasy czas próbowała, mając nadzieję że ma jeszcze trochę czasu. Nie miała odwagi oddalać się zbyt daleko od swojej nory, jednak głód nadal zmuszał ją by ją opuszczać co jakiś czas. Z faktu że nie było nawet mowy o pogoni za zwierzyną w tym momencie, mogła liczyć tylko na moment zaskoczenia, by złapać jakąś niemrawą lub nieuważną mysz lub wróbla. Ale zapasy się niestety kończyły i zarazem miała nadzieję że nie potrwa to już zbyt długo, by mogła znów polować. Powinna być w stanie wyżywić kociaki mlekiem przez jakiś czas. Jednak jeżeli będzie to trwało dłużej, będzie miała poważne problemy. Tak więc i nadal próbowała zdobyć...cokolwiek. I podczas jednej z wypraw, niedaleko od nory, poczuła że coś jest nie tak. Ból, pierwsze skurcze. Krążyła przez chwilę nerwowo, nie mając pojęcia czy zdąży wrócić w tym momencie. Jednak nie była pewna, całkowicie narażona, a skurcze szybko narastały. Musiała szybko działać i zdecydowała ukryć się z najbliższych ogołoconych zaroślach, próbując być tak cicho, jak to tylko możliwe. Nie mogła teraz przyciągnąć uwagi jakiegoś drapieżnika. Nie w tym momencie. Położyła się, nerwowo machając ogonem, gdy ból narastał. Jedyne co mogła zrobić w tej sytuacji, to leżeć i próbować oddychać, czekają aż wszystko się skończy. Jednoczesne przerażenie i w tym momencie prawie że paraliżujące skurcze. Czy wszystkie matki przechodzą przez to raz za razem? W sumie teraz naprawdę je podziwiała. Wiedziała że nie będzie to przyjemne, jednak nie miała pojęcia, że będzie tak źle.
/Zaczynamy, niestety miejsce się nie zwolniło, więc wybrałam coś co mogłoby być możliwie blisko. Żywica. Poczekam też aż Żurawina dostanie akcept, bo wiem że jeszcze nie zrezygnowała./
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Mała kulka. Była bardzo małą kulką. Małą kulką, ukrytą przed światem. Jednak niedługo miało się to zmienić. Oplatało ją niezwykle przyjemne ciepło. Czuła też ruch obok siebie. Sama też się ruszała, bardzo ochoczo. Jednak to miejsce ograniczało jej ruchy, przez co jej energiczna natura nie miała jak się ujawnić. Nie była świadoma, że miejsce, w którym się znajduje to brzuszek jej kochanej mamusi. Nie była świadoma, że ten ruch obok niej, to jej rodzeństwo. Nie wiedziała nic. Nawet czym jest. Skąd właściwie miałaby wiedzieć? Nawet gdyby ktoś ją jakkolwiek poinformował, nie odebrałaby tego jako informacje.
To niedługo nadeszło teraz. Tak dokładnie! Nie nie jutro, nie za pół dnia, nie zaraz, tylko tu i teraz! Jakieś uderzenia, silne impulsy. Nikt ich nie chciał, nikt ich nie przywołał, pojawiły się nagle nieproszenie. One to dopiero wprowadziły niesamowity zamęt w tym ciepłym i na ogół spokojnym miejscu. Wszystko zaczęło się ruszać, przemieszczać, wypychać. Nikt nie wiedział, co się dzieje, a szczególnie ta mała kulka. Los tak chciał, że to właśnie jej przypadło opuścić to miejsce. Gdyby miała świadomość i możliwość wyboru, na pewno nie pchałaby się jako pierwsza. Nic teraz jednak nie miała do gadania, nie mogła niczego tutaj zmienić.
Zimno. Zimno. Przerażające zimno! Kto zabrał nam ciepło? Dlaczego tu jest tak niewyobrażalnie zimno! Nigdy nie czuła zimna, nie jest to nic przyjemnego, ani chcianego. Wrócić, wrócić! Tam skąd przybyła było o wiele, wiele, wiele cieplej. Tutaj nawet nie było tego samego ruchu obok niej. Sama na próbę spróbowała jakiś ruch wykonać, ale brak otulającego ciepła praktycznie unieruchomił jej swawolność. Otworzyła pyszczek, ale wtedy do środka wlało się jeszcze więcej chłodu.
Jej ciałko było drobne, delikatne. Uszy przyklapnięte, ogonek niesfornie króciutki, łapki różowe, pozbawione jeszcze sierści. Wyciągnięte z nich był pazurki, delikatne, cieniutkie i nieszkodliwe. Nosek szary, a pyszczek różowiutki oraz jakby płaski. No nic innego powiedzieć nie można oprócz tego, że Perle urodził się jakiś szczur!
Żurawina to filigranowa koteczka o pociągłym pyszczku i okrągłych, jeszcze niebieskich (niewybarwionych) oczach. Ma przeciętną, normalną jak na kota budowę, niczym się niewyróżniającą. Jest również nieco wyższa od swojej siostrzyczki, Żywicy. Po za tym, jak jej mama, ma połysk na swojej krótkiej, kremowo-pręgowanej sierści.
Żywiołowe kocię, pełne chęci do odkrywania świata, którego gołębie serduszko przepełnione jest naiwnością.
Ciepło. Tak, było bardzo ciepło i przyjemnie. Nieszczególnie tłoczno, bo tuż obok niej biło jeszcze jedno serduszko. Żyły sobie tak tutaj, o, we dwie. Nie myślały, że kiedyś opuszczą przyjemny brzuch mamy. Ale zawsze co dobre, musi się kiedyś skończyć. Najpierw poczuła impuls.
Zaczęła się wić, niczym mała larwa, próbując zatrzymać ruch, który wypychał ją ku światu zewnętrznemu. Nie trwało to jakoś szczególnie długo, ale nie należało to do czynności przyjemnych. Poczuła, że nie ma obok niej tej drugiej istotki. Potem zaczęło robić się coraz zimniej, nieprzyjemniej, a wszystko spowił mrok. Istotnie, nic nie widziała. Ale za to zimne pazury wbiły jej się w boki, a ona zaczęła łapczywie łapać powietrze. Oddychała szybko, nieregularnie. Otworzyła pyszczek w niemym miauknięciu. Nie do końca wiedziała, co robi ani gdzie się znajduje. Była jakby sparaliżowana, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
Wyglądała dość komicznie, niczym mały gryzoń. Duży, nieproporcjonalny łebek w porównaniu do małego, kruchego ciałka, wyglądał prześmiesznie. Łapkami kurczowo trzymała się chłodnej gleby, starając kierować się w stronę ciepła.
Kremowa, niska kotka o długim, puszystym futrze w ledwo widoczne tygrysie pręgi. W świetle dnia końcówki sierści stają się niemalże białe, przez co odnosi się wrażenie, że sylwetka gotowa się ugiąć przy najdelikatniejszym choćby dotyku. Postura koteczki jest solidna, ale nie gruba czy przysadzista... szczupła właściwie też nie. Taka w sam raz. Dumny, podłużny pyszczek ozdabiają piękne, niemalże idealnie okrągłe ślepka koloru bladobłękitnego. Krok postaci jest śmiały, sprężysty, i rzadko kiedy spokojny czy pełen gracji, jak to się z reguły oczekuje od młodej damy.
Mała złośnica, choć z pewnym wdziękiem... powiedzmy. Samolubna i kapryśna: jej decyzje determinuje nieustanna chęć urozmaicenia swojego dnia jakąś rozrywką, co nierzadko dla jej rozmówcy może się skończyć w sposób przykry. Generalnie Żądełko to ten typ kociaka, którego się albo unika, albo uderza w pysk, żeby się uspokoiło.
Poranny Szron, Migocząca Łapa, Iskrzący Śnieg
Gorąco. Bardzo, ale to bardzo gorąco. Ale… dlaczego nagle przestało być tak ciasno? Gdzie podziała się reszta tego wszystkiego, tego… tego żyjącego obok istnienia? Ba, istnień! Została sama, tak? Znajdowała się gdzieś z dala od wszystkiego, włącznie z jej własnymi myślami. Tysiące ulotnych wrażeń przelatywało przez jej głowę, żadne z nich jednak nie zagrzało dłużej miejsca, nie zakorzeniło się i nie rozwinęło w coś sensownego. Ot, suche liście, miotane przez wiatr bezwiednie. Oniemiała i ogłuchła; żyła jak za murami pustelni. Wszystko, czego się od niej chce, kwituje obojętnością. Znała dotychczas obojętność zblazowanych, znała… tych, których już nic nie może zaskoczyć. Nie znała czegoś w rodzaju obojętności, której teraz doświadczała, obojętności istnienia, które doznało szoku i obojętności tego, kto został zbyt gwałtownie zaskoczony. Wstrząsnął nią dreszcz, zaczęła się szarpać. Coś pchało ją ku zimnu. Nie było nawet tak zimno, ale miała wrażenie, jakby coś wyjącego na zewnątrz przenikało przez ściany jej… kryjówki? Jej bezpiecznej pustelni. Przenikało przez skórę i futro, aż do kości. Gdzie podziało się ciepło..? Chłód szedł od każdej strony. I, uwaga, zimno stało się wszechobecne. Wszystko wydawało się taki niebezpieczne, nowe, nieprzewidywalne i wolała się z tego wycofać, ale… czemu nie mogła wrócić? Kotka, która po opuszczeniu brzucha matki, gdzie była jej tak dobrze, próbuje krzyczeć z zimna, dusi się, bo trzeba oddychać, czuje ten ból i smród, przechwytuje wyczerpane spojrzenie matki, przerażone rodzeństwa i… tak właśnie czuła się Żądełko. Otworzyła pyszczek, fakt, ale po co, skoro nie wydała żadnego dźwięku? Przylgnęła do ziemi, próbując się przemieścić. Wrócić do dawnego ciepełka, albo po prostu znaleźć inne jego źródło. Nie różniła się specjalnie od swoich sióstr - drobniutkie ciałko, duży łebek i praktycznie całkowicie pozbawione sierści łapki.
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Nikt raczej nie miał przyjść z pomocą, więc musiała radzić sobie sama. Przez pewien czas mogła odczuwać jedynie ból, a pierwszy był najgorszy w tym przypadku. W końcu odczuła że coś się...wydostało z niej. Gdy poczuła że pierwszy kociak opuścił jej ciało, przyciągnęła go lekko łapą, by móc na niego spojrzeć i zapewnić trochę ciepła. Nie miała jednak zbyt dużo czasu, nim nastały kolejne skurcze, co znaczyło że to nie był koniec. Zamknęła oczy, z jej gardła wydobył się cichy jęk. Przełknęła ślinę, by spróbować wziąć kilka powolnych, równomiernych oddechów. Po niedługim czasie i drugie kocię pojawiło się na świecie. Tak samo zagarnęła je jak pierwsze i zasadniczo miała tylko okazję upewnić się czy oddychają. No i trzeci raz. W tym momencie w jej głowie pojawiła się pewna obawa ile ich będzie. Jak jej organizm to wytrzyma? I jak ona potem wyżywi tyle mordek. Wbijała pazury w ziemię, dysząc. Poród był czymś wyczerpującym dla samego ciała, które było już obciążone od jakiegoś czasu ciążą. Fakt ,że nie miała zapewnionej żywności, ciepła i ochrony jak klanowe matki, także nie pomagał. Ale w końcu wszystko skończyło się, w zasadzie tak szybko, jak się zaczęło. Inna sprawa że z jej perspektywy, trwało to wieki. Jednak mimo wyczerpania, Perła nie mogła pozwolić sobie, by rozłożyć się na ziemi i zasnąć. W pierwszej kolejności ponownie zwróciła uwagę na kocięta. Dwa z trójki kociąt wyglądały prawie identycznie. Przyciągnęła całą trójkę do siebie, dając im ciepło, nie chcąc by się wyziębły. W międzyczasie zaczęła wylizywać ślepe kluski, przy czym miała okazję się przyjrzeć. Wyglądało na to, że wszystkie były kotkami. W sumie to czuła się oszołomiona, jakby jej umysł nie do końca załapał że to są jej kocięta. Skoro jednak już tutaj były, powinna chyba coś z nimi zrobić? Jakie będą miały imiona? W sumie była tak zajęta zbieraniem zapasów i doskonaleniem kryjówki, że za wiele o tym nie myślała. Podciągnęła do siebie trzecią kotkę, dopiero zauważając że ma płaski pyszczek. To było trochę dziwne i w pewien sposób niepokojące. Wydawało jej się że ten kocur musiał doświadczyć jakiegoś dziwnego urazu, przy którym pewnie sobie coś w nim połamał. Ale jak widać...nie trafiła z swoimi przypuszczeniami. To się dziedziczy? Trochę martwiło ją to, jak to może wpłynąć na zdrowie szylkretowej kulki. Gdy przyjrzała się dokładnie, oddech zdawał się być normalny. Na tą chwilę i tak nie wiele mogła zrobić. Więc powróciła do swoich myśli, na temat imion. - Żywica. - Powiedziała sama do siebie. W sumie nie słyszała u nikogo takiego imienia. Nie było raczej szczególnie popularne. Ale było ładne. Może też Perła sama sobie chciała podkreślić że to jest JEJ córka. Jej krwi. A żywica to tak jakby krew drzewa. Przynajmniej z tym się to jej kojarzyło. Przeniosła wzrok na kremowe kulki, tak samo szukając jakichkolwiek wyraźnych cech. I w końcu udało jej się zauważyć coś, dzięki czemu mogłaby je rozróżnić. Jedna z kotek miała dłuższą skarpetkę na jednej z przednich łapek. U drugiej zaś futerko wydawało się...trochę gęstsze. Nawet jeżeli było posklejane śliną matki, jak i resztkami płynów ustrojowych. Po chwili obserwacji, zadecydowała. - Żurawina. - Takie imię będzie nosić kocię z charakterystyczną skarpetką. Drugie zaś będzie nosić miano - Żądełko. - Czemu tak? Po pierwsze nie wpadło jej do głowy żaden inny owoc na "Ż", a skoro dwie miały już taką samą pierwszą literę, dziwnie by wyglądało, gdyby jedna z sióstr miała zupełnie inne. Poza tym przez gęstsze futerko wydawała się odrobinę większa od Żurawiny. Może i dziwna droga skojarzeń, ale coś jej się akurat uwidziało, by wszystkie były na tą samą literę. Może zainspirowała się niektórymi matkami, które czasami nazywały swoje kocięta jakimś wymyślnym sposobem? Była zbyt zmęczona by rozmyślać na tym. Instynktownie zabrała się do dokładnego oczyszczania kociąt, z resztek, pozwalając jej wtulić się w jej brzuch i dostać się do mleka. Będzie musiała stąd niedługo ruszyć z powrotem do nory, jednak wolałaby żeby chociaż spróbowały coś zjeść, zanim zajmie się czymkolwiek.
/Idk, napiszcie po poście i możemy kończyć jeżeli chcecie. Chyba że ktoś zechce wbić. W każdym razie hura! Żyjecie! :U/
Nabita, krępa, bardzo brzydka kocica o czarnej, szylkretowej sierści z bielą i wyłupiastych, pomarańczowych oczach.
Cicha, ponura, zamknięta w sobie kotka, której jedyną radością jest doskonalenie siebie i gapienie się na innych z ukrycia.
Dzwonek, Szuwar, Sianko, Niebo (nieaktywni)
Ta chwila leżenia w niewyobrażalnym zimnie nie trwała długo, bo.. -ZARAZ CHWILA MOMENT CO SIĘ DZIEJE- Ktoś ją przemieścił. Jednak nie był to żaden impuls, który sukcesywnie wypychałby ją gdzieś. Nie. Tym razem to była jakaś trochę cieplejsza (choć nie było to odczuwalne) od reszty wszystkiego gwałtowna siła, która przesunęła ją gdzieś, gdzie było minimalnie cieplej i.., zostawiła. Więc tak sobie została, leżąc. Nie słyszała żadnych dźwięków, bo jej uszka były jeszcze za małe na takie rzeczy jak słyszenie. Oczka tym bardziej nie gotowe na żadne wychwytywanie obrazu. Przecież potrzebują jeszcze kilku dni, bo się do tego przygotować! Teraz schowane są za delikatnymi powiekami, pokrytymi niebieskim puchem.
W tem! Poczuła coś słodkiego. Nosem? Najprawdopodobniej, bo nic innego nie było zdolnego jak na razie do odbierania bodźców. Tak jak za czasów mieszkania w super cieplutkim oraz wygodnym miejscu, postanowiła wykonać ruch. Bardzo niezgrabnie, zaczęła sunąć swoimi łapkami, które bardziej przypominały jakieś małowygodne kluski niż faktyczne kończyny. Bardzo powoli, ale skutecznie sunęła przed siebie, gdy ponownie pomogła jej gwałtowna siła. Na szczęście tym razem przeniosła ją dokładnie w miejsce, do którego chciała się dostać. Było tu znacznie cieplej, a ten słodki zapach rozkazał kociątku otworzyć pyszczek i zacząć ssać. Instynktownie, bo jak inaczej, rozpoczęła konsumpcje tego jakże wartościowego posiłku. Coś cieplutkiego i superowego ogrzewało ją jeszcze bardziej, przez co uczucie zimna już kompletnie zostało zapomniane. Otaczało ją ze wszystkich stron ciepło. Nie tak intensywne, jak to pamiętne, ale dalej przyjemne. Właściwie, jej pierwsze doznania zacierały się dosyć szybko, co za skutkowało zupełnym zapomnieniem o czymś takim jak pierwsze ciepło, ruch czegoś dookoła, nagła rewolucja i wyjście na zimno. Teraz tylko liczyło się to, jak do środka niej napływało coraz więcej słodkiego, ciepłego. Nic innego nie ma już znaczenia i nigdy mieć nie będzie.
W tym czasie stała się jakaś mało istotna rzecz jak nadanie jej imienia. Ważniejsze jest jednak to, iż Żywica powoli przestawała ssać, a zamiast tego po raz pierwszy doznała czegoś takiego jak sen.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Akcji tej Ostrężyna się przyglądała z daleka. Wygłodzona kotka, która już znacznie straciła na wadze musiała się wynieść z granic Małego i Dużego Grądu. Tamten kot którego raz spotkała na polowaniu wywalił ją i kotka musiała opuścić to miejsce. Szła więc, pierwsze odwiedzając granice Klanu Cienia, następnie przedzierając się w pobliżu Wichrowych Granic. Można by powiedzieć, że się zgubiła i byłoby to poprawne stwierdzenie. Nie miała już po przekroczeniu Szuwaru Turzycy pojęcia, gdzie się znajduje. A przed nią rozpościerał się teren przez który przejeźdżały potwory dwunogów. Rozejrzał się w Lego i prawo. Chyba żaden nie jechał. Biegła na oślep po żwirowym polu. Poduszki łap zaczęły jej pękać. Ale finalnie doszła. Przeszła na drugą stronę. Miała nadzieję, że skoro jest tu coś od dwunogów to będzie tu ich osiedle... Ale nie było. A może było dalej? Z nadzieją szła dalej. A potem zwęzzyła dziwny zapach. Schował się za krzakami. Była pod wiatr i miała dobrą widoczność. Widziała wszystko. Poród kotki, którą dziwnie kojarzyła. I która była sama. Po wypowiedzeniu jakichś słów, córka Ciemniejącego Nieba wyszła zza zielonych bluszczy i ujawniła swoją obecność.
- T-ty... Cz-czy dobrze się czujsz? Mo-ogę cii pomóc? Spróbbuję możże coś złapać do jedzenia? Albo się nimi zaopiekuję, a ty potem pójdziesz, b-bo ja w sumie nie umiem. I... Cię kojarzę. Z Klanu Rzeki... P-perłowa... Nie pamiętam...
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Nic dziwnego że w tym stanie straciła czujność. Zasadniczo i tak mogła liczyć na to że Gwiezdni wezmą ją chwilowo w opiekę i łaskawie nie przyślą żadnej bestii pokroju psa lub lisa. Ani też żadnego samotnika, chętnego zagarnąć kawałek terytorium dla siebie. Dlatego tak bardzo zaskoczył ją dźwięk, zwiastujący czyjąś obecność. Kocica instynktownie pod wpływem świeżej adrenaliny oderwała głowę od ziemi, kładąc uszy po sobie i prychając ostrzegająco. W sumie tak jakby miało jej to szczególnie pomóc, bo i tak nie byłaby teraz w stanie walczyć. Sierść na jej karku się najeżyła, sprawiając że kocica wyglądała na trochę większą...i mniej wymęczoną...niż była. Pazury się wysunęły, wbijając w zmrożoną ziemię Przez kilka sekund mierzyła kocicę chłodnym spojrzeniem, nim zorientowała się że poznaje intruza. Z faktu że Ostrężyna nie wyrażała raczej agresji, tak i Perłowa Muszla wróciła do normalnego stanu. - Przepraszam, myślałam że to drapieżnik...albo ktoś inny. Nie zaskakuj mnie tak. - Mruknęła, nerwowo machając ogonem. - ...Muszla - Potwierdziła słowa kotki, wracając do nieco większego odprężenia. Poza tym cieszyło ją że ktoś tu z nią był. Ktokolwiek, by mogła na chwilę odpocząć. - Poradzę sobie. - Mruknęła. Nie było potrzeby. Miała nadal jakieś resztki, które powinny wystarczyć na dzień...może dwa przy uważnym wydzielaniu? - Chociaż jeżeli możesz...mogłabyś pomóc mi przenieść kocięta. Nie chcę by zmarzły na mrozie. A nie dam rady wszystkich na raz przenieść. - Przyznała, w końcu powoli podnosząc się do pozycji siedzącej, nadal czuła się dziwnie. - Ja też cię kojarzę. Ostrężynowa Łapa...jeżeli dobrze pamiętam. Ale...nie pachniesz klanem. - Zauważyła.
Żurawina to filigranowa koteczka o pociągłym pyszczku i okrągłych, jeszcze niebieskich (niewybarwionych) oczach. Ma przeciętną, normalną jak na kota budowę, niczym się niewyróżniającą. Jest również nieco wyższa od swojej siostrzyczki, Żywicy. Po za tym, jak jej mama, ma połysk na swojej krótkiej, kremowo-pręgowanej sierści.
Żywiołowe kocię, pełne chęci do odkrywania świata, którego gołębie serduszko przepełnione jest naiwnością.
Chłód przenikający na wskroś koteczkę, nagle zniknął, gdy coś przyciągnęła ją bliżej do siebie. Próbowała wydobyć z siebie jakiś dźwięk, na znak oporu, aczkolwiek było tutaj ciepło i miło. Nagle poczuła coś szorstkiego, liżącego jej futerko, co wcale jej się nie podobało, więc miauknęła.
Kremowe kocię jeszcze nic nie słyszało ani nie widziało, dlatego próbowała polegać na innych zmysłach. Węch przydał jej się, gdy podpełza do brzucha matki i po raz pierwszy pobrała od niej pokarmu. Ssała dłuższą chwilkę, czując przy swoim boku futerko drugiego kociaka, swojej siostry. Mleko sukcesywnie zapełniło jej pusty brzuszek, który ładnie się zaokrąglił. Ugniatała brzuch matki malutkimi łapkami, mrucząc z zadowolenia. Nie do końca wiedziała co jeszcze się dzieje. Czym jest świat, Matka i jej Siostry.
Chwilę potem, dostała imię Żurawina, a jej siostry Żywica i Żądełko. Na razie nie było to w żadnym stopniu użyteczne, a pręguska na razie cieszyła się, że jest ciepło i jest mleko. Stała się trochę senna, więc ułożyła się tuż przy boku matki i, wciąż mrucząc, zasnęła.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Dziwnie się czuła. Nie wiedziała czemu. O co chodzi...
- Prze-przepraszam... Nie w-wiedziałam co zrobić i... Rozumiesz... - chwilą ciszy. Przynajmniej w głowie córki Ciemniejacego Nieba. Ale kotka która właśnie urodziła odpowiedziała jej, że tak, to ta kotka która znała z Klanu Rzeki. Która również ten klan opuściła.
Poradzi sobie.
Była blisko wstania, kiwnięcia głową i odejścia... Ale jeszcze coś dodała. Nie będzie musiała być sama, będzie mogła przynajmniej na chwilę, żyć w pobliżu i odwiedzania kociaków.
- Pewnie... Pomogę. To wezmę jednego kocia- jak się nazywają? I w którą stronę idziemy? Albo... Chcesz odpocząć? - odpowiedziała więc i również zapytała. A potem to. Nie pachnie klanem. Nie pachnie. - Nie. Nie należę do Klanu Rzeki. Nie będę wykorzystywać tych kotów.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Kremowa kotka ciemno klasycznie pręgowana o długim i aksamitnym futrze. Jej oczy są niebieskie, uszy trójkątne zakończone pędzelkami. Ma też białe znaczenia na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Jej nos i poduszki łap są różowe.
Spokojna i opanowana [KP]
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Ta dziwna droga dwunogów śmierdziała niemiłosiernie. Udało się jednak opanować niechęć do zapachu i strach i przedostała się przez nią. Była zbytnio ciekawa co było po drogiej stronie. Znalazła samotne drzewo przy jeziorze. Spodobało jej się to miejsce i postanowiła trochę się tu rozejrzeć. Może znajdzie jakieś ciekawe coś, a może jakiś rozmaryn, który mogłaby zanieść Szarłatce by pokazać jak wygląda ta roślina. W końcu obiecała, że to zrobi. Kremowa kręciła się więc w okolicy pochylonej lekko wierzby rozglądając się co ciekawego może znaleźć w trawie.
Mistrz: było ich dużo, ale i choose lawendzia Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: uciekł
Kocura napewno nie można nazwać drobnym - jego gęste, długie futerko sprawia, że wrażenie dużego, masywnego (w pozytywnym znaczeniu) kota jeszcze bardziej się powiększa. Gołąb jest zwierzem dużym - mimo wieku, dosyć łatwo pomylić go z pierwszym lepszym młodym wojownikiem. Samcowi jak najbardziej się to podoba, choć czasem jest to mylne, gdy jakiś starszyzna stwierdzi, że jako terminator (którym nie jest) powinien wyciągnąć im kleszcze, może stać się to całkiem kłopotliwe. Teoretycznie futerko Gołębia jest niebieskie, jednak gdy słońce będzie na nie padało pod odpowiednim kontem, wygląda niczym szylkret. Kiedyś błękitne, teraz już żółtawe oczka posiadają charakterystyczny błysk, za którym kocurek kryje swoje emocje. Możnaby powiedzieć, że posiada dwie wersje siebie - niebieski, wiecznie obrażony kociak oraz młody wojownik, wiecznie uśmiechnięty szylkret.
Pierwszy związek młodzika i sytuacja z Brzask zmieniła w życiu gołąbka więcej, niż można by sobie wyobrażać. Wojownik zdawał się nabywać początkującą paranoję, przez co chciał ograniczać kontakt z innymi kotami do minimum, zmieniając przez to cały swój światopogląd na "wszyscy coś do mnie mają i chcą mnie zabić w nocy". Jednak jego troskliwość dalej daje o sobie znaki - bo przecież jest w stanie zrobić wszystko dla tych, których coś dla niego znaczą. Przedłużenie treningu także wpłynęło na niego źle, a umysł ubzdurał sobie, że to tylko i wyłącznie przez chęć zemsty ze strony Chłodnego Oddechu i Wilczego Pomruku. Nie wymyślił jeszcze za co, ale wymyślił po co. Mimo różnicy wieku, dalej jest mocno nieufny i spokojny, a jego wybuchy agresji są niekontrolowane, jednakże pojawiają się dosyć rzadko. Bez problemu można powiedzieć o nim, że jest niezrównoważony.
Szyszka (KC)
Cóż, napewno ciekawym znaleziskiem w trawie jest otyły, niebieskawy kocur, znany także jako (nie)oddany uczeń klanu Wichru. Gołąbek zdążył zająć cały las jako swoje legowisko, jednak nigdy nie udał się gdzieś dalej. No może do dnia dzisiejszego, gdyż właśnie wtedy jego łapka po raz pierwszy stanęła na wywołującej grozę drodze Grzmotu. Może gdyby nie miał kompletnie wywalone na swojego mentora, posłuchałby się go i nie przekraczał terytorium klanu - ale miał, więc Wilczy Pomruk nie powinien wtrącać się w jakąkolwiek kwestię z tym związaną. Kocurek wyczuł zapach kogoś z poza klanu, jednak niespecjalnie się tym przejął. Cała ta nienawiść, którą kierował kiedyś w stronę wszelkich zwierząt z z i poza klanu, zamieniła się w kompletną obojętność. Do momentu aż ktoś nie będzie specjalnie mu przeszkadzał, ten nie miał zamiaru reagować agresywnie. Zupełnie jak... Gołębie.
You'llbeback,soon you'llsee, You'llrememberyou belong to me You'llbe back,timewilltell You'llrememberthat Iserved you well
Oceansrise,empiresfall Wehave seen eachother through it all And whenpush, comestoshove Iwillkillyourfriendsandfamily
Kremowa kotka ciemno klasycznie pręgowana o długim i aksamitnym futrze. Jej oczy są niebieskie, uszy trójkątne zakończone pędzelkami. Ma też białe znaczenia na pyszczku, klatce piersiowej oraz łapach. Jej nos i poduszki łap są różowe.
Spokojna i opanowana [KP]
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
No cóż znalazła w trawie coś całkiem innego niż się spodziewała, a dokładniej kota. Na pewno nie z jej klanu, ale mogła zgadywać że pewnie ma coś wspólnego z Wichrem. Przynajmniej tak obstawiała po poznaniu się z Raczą Łapą. Usiadła obok niebieskiego kocura.
- Witaj. Jestem Rozmarynowa Łapa, a Ty? - proste przywitanie, może jest przyjazny i nie wyjdzie z tego jakaś kłótnia? Tylko fajna znajomość?
Mistrz: było ich dużo, ale i choose lawendzia Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: uciekł
Kocura napewno nie można nazwać drobnym - jego gęste, długie futerko sprawia, że wrażenie dużego, masywnego (w pozytywnym znaczeniu) kota jeszcze bardziej się powiększa. Gołąb jest zwierzem dużym - mimo wieku, dosyć łatwo pomylić go z pierwszym lepszym młodym wojownikiem. Samcowi jak najbardziej się to podoba, choć czasem jest to mylne, gdy jakiś starszyzna stwierdzi, że jako terminator (którym nie jest) powinien wyciągnąć im kleszcze, może stać się to całkiem kłopotliwe. Teoretycznie futerko Gołębia jest niebieskie, jednak gdy słońce będzie na nie padało pod odpowiednim kontem, wygląda niczym szylkret. Kiedyś błękitne, teraz już żółtawe oczka posiadają charakterystyczny błysk, za którym kocurek kryje swoje emocje. Możnaby powiedzieć, że posiada dwie wersje siebie - niebieski, wiecznie obrażony kociak oraz młody wojownik, wiecznie uśmiechnięty szylkret.
Pierwszy związek młodzika i sytuacja z Brzask zmieniła w życiu gołąbka więcej, niż można by sobie wyobrażać. Wojownik zdawał się nabywać początkującą paranoję, przez co chciał ograniczać kontakt z innymi kotami do minimum, zmieniając przez to cały swój światopogląd na "wszyscy coś do mnie mają i chcą mnie zabić w nocy". Jednak jego troskliwość dalej daje o sobie znaki - bo przecież jest w stanie zrobić wszystko dla tych, których coś dla niego znaczą. Przedłużenie treningu także wpłynęło na niego źle, a umysł ubzdurał sobie, że to tylko i wyłącznie przez chęć zemsty ze strony Chłodnego Oddechu i Wilczego Pomruku. Nie wymyślił jeszcze za co, ale wymyślił po co. Mimo różnicy wieku, dalej jest mocno nieufny i spokojny, a jego wybuchy agresji są niekontrolowane, jednakże pojawiają się dosyć rzadko. Bez problemu można powiedzieć o nim, że jest niezrównoważony.
Szyszka (KC)
Może i Gołąbek do przyjaznych z pyska nie należał, ale na pewno zakwalifikować można go było do kotów leniwych. Dlatego też, gdy tylko Rozmaryn raczyła się do niego odezwać, młodzik uchylił prawą powiekę, unosząc brwi do góry, by móc zeskanować dopiero co spostrzeżonego osobnika. Na groźnego to on nie wyglądał, więc młodzik odsapnął jedynie pod nosem:
- Per Piękny Gołąb, miło mi.
Uśmiechnąwszy się delikatnie, powstrzymał cisnący mu się na usta śmiech. No cóż, skoro tak ot przedstawiła mu się, zamiast w jakikolwiek sposób zaatakować, raczej wątpił w fakt, iż nie była tak naiwna, jak mogło by się zdawać. A jeżeli najprawdopodobniej i tak nie spotka jej po raz drugi w swoim marnym życiu, dlaczego by trochę nie pośmieszkować, używając dawno zanikających marzeń z dzieciństwa?
You'llbeback,soon you'llsee, You'llrememberyou belong to me You'llbe back,timewilltell You'llrememberthat Iserved you well
Oceansrise,empiresfall Wehave seen eachother through it all And whenpush, comestoshove Iwillkillyourfriendsandfamily
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
ziu zium, jak coś to klepać, ale i tak jest to staaare
Grzmiąca Ścieżka, zwana przez samotników po prostu drogom, nie stanowiła dla mnie ani wielkiego wyzwania, ani czegoś co mogłabym okrzyknąć mianem trudnej przeszkody.Ot taka sobie ciemna powierzchnia, po której przemykały potwory. Ich wrzask i warkot już wcale nie przyprawiał mnie o palpitacje serca i ulewę przerażenia - po tym, jak przebywałam w Gnieździe Dwunogów, nazywanym po prostu Miastem, dałam radę się do niech przyzwyczaić. Dzień i noc przeczesywały swoją wydzieloną przestrzeń, robiąc tyle hałasu, że mimo porządnej kryjówki i tak czy siak dane było ci je słyszeć. Jak w takich warunkach się do nich nie przyzwyczaić? No, jednak wracając. Przekroczenie Grzmiącej Ścieżki było dla mnie pestką! Poczekałam chwile, aż żaden potwór nie pojawi się na horyzoncie i czym prędzej, przeszłam po twardej powierzchni która jeszcze parę księżyców temu była dla mnie czymś dziwnym. A teraz? Po prostu dało się po niej przejść bez większego zachwytu, bo nad czym tu wzdychać. Bliskość z dawnym domem trochę mi przeszkadzała na dłuższą metę, dlatego nim zdecyduje się jednak osiąść w klanach na dobre, wybrałam się jeszcze raz, ostatni do Miasta by tam spędzić noc a teraz? Teraz postanowiłam przejść nieco dłuższą trasę i poznać miejsca znajdujące się zdecydowanie ZA terenami klanów, w tym właśnie Klanu Cienia. Zaskakująco często trafiałam na koty z mojego byłego klanu, co mnie zaskakiwało. Traszka chyba naprawdę bardzo mocno upominała się o mnie i dawała mi wiele sygnałów, bym wróciła do domu a nie szlajała się nie wiadomo gdzie. No dobrze, ale zanim osiądę w jednym miejscu, chce nacieszyć się wolnością i tym, że mogłam sobie bez niczego chodzić gdzie tylko chciałam. Tego na pewno będzie mi brakowało. Wątpiłam, by po tak długiej nieobecności i możliwym przyjęciu do klanu, byłabym godna zaufania do tego stopnia, że już po kilku dniach dano mi możliwość swobodnego poruszania się. Przeklęte stereotypy! To, że urwało mi się na dwa, pełne obiegi pór nie znaczy, że zrobię to ponownie. A taką mam przynajmniej nadzieje okej? Ostatecznie, po przekroczeniu drogi, rozejrzałam się z zaciekawieniem, przechodząc przez dziwaczny rów, aż w końcu finalnie doszłam do bardzo starej, samotnej wierzby. Wyglądała interesująco, więc czemu miałabym do niej nie podejść? Zapach wody, uderzył w moje nozdrza im bardziej zbliżałam się do starego, pochyłego drzewa o grubym konarze. Miejsce wręcz idealne na chwile relaksu, sam na sam z naturą i...ciszą. No taką niezbyt idealną, bo kawałek dalej przejeżdżały samochodo-potwory, ale jednak, dało się wytrzymać. Poruszałam się tu pewnie, niezbyt obchodząc się możliwym faktem spotkania jakiegokolwiek kota. Byłam daleko od terenów klanów, a walka z samotnikiem nie stanowiła dla mnie większego problemu. Taki standard od ostatnich księżyców. Wsunęłam się pod osłoniętą koroną drzewa część chłodnej i wilgotnej trawy, z uśmiechem stwierdzając, że to miejsce mogę okrzyknąć godnym mojego odpoczynku. Uniosłam głowę nad siebie, badając możliwe do wejścia gałęzie i po chwili wspinając się po grubym pniu, położyłam się w miejscu, gdzie delikatnie się uginał. Wyśmienite miejsce na drzemkę i poukładanie myśli w samotności...
Chyba, że...
//Toń >:D
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown