Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Samotnikowi mogło się już wydawać, iż do jego nozdrzy dociera zapach zwierzyny… zaraz za nią jednak wdarła się ostra, nieprzyjemna woń drapieżnika. Większe od kocura, szarawoczarne zwierzę z czarnym brzuchem i łapami przemieszczało się kilka długości drzewa dalej, idąc w stronę… nory Krzywuchy?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń z miejsca się zatrzymał i upewnił się, czy wiatr wieje w jego stronę. Nie chciał, by jego zapach powędrował do drapieżnika, ani mu się śniło! Przyglądał mu się cały czas, ostrożnie wycofując się do tyłu, starając się dotrzeć w okolice krzewów malin, które wcześniej znalazł. Nie był w stanie ocenić z tej odległości, dokąd dokładnie zmierza drapieżnik, ale nawet jeśli kierował się do nory uzdrowicielki - ta chyba wyszła również w poszukiwaniu ziół? A przynajmniej tak Toń zrozumiał. Inna sprawa, że mimo wszystko musiał kalkulować, a wiedział, że atakując tego przeciwnika - nic nie wskóra. Był sam, więc w najgorszym wypadku, a właściwie jedynym możliwym, zginąłby zarówno on, jak i Krzywucha, której teraz nigdzie nie widział i nie czuł jej woni. Gdzie była? Serce zabiło mu mocniej, ale wiedział, że musi odejść i się skryć. Pilnując nadal wiatru i tego, by łapami nie potrącić żadnych kamieni czy patyków, wycofywał się pod osłonę krzewów o ostrych kolcach, licząc na to, że skryje się tam i przeczeka przejście przeciwnika. Zamierzał po cichu zejść mu z oczu, nic zatem dziwnego, że oddychał jak najspokojniej, by i tym nie zaalarmować go o swej obecności. I tak, nadal pilnował wiatru, w każdej chwili.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Borsuk wydawał się albo nie zauważać, albo po prostu nie być zainteresowany obecnością Tonącego Słońca. Nic zresztą nie wskazywało na to, by cokolwiek innego przykuło jego uwagę – chociaż zwierzę wyraźnie zmierzało w stronę nory Krzywuchy, to najwyraźniej kocicy tam nie było. Nie zamierzał też tam robić przystanku, a jedynie udał się dalej w stronę ujścia Grzmiącej Rzeki.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń czekał jeszcze przez dłuższą chwilę, nie chcąc przypadkiem wpaść wprost na borsuka. Ten co prawda wyraźnie się oddalał, ale kocur wolał dmuchać na zimne i nie czekać na to, co może się jeszcze wydarzyć. Wiedział też, że czas na szukanie ziół właściwie dobiegał końca, nie widział w pobliżu niczego ciekawego, toteż przyszła pora, by przekazać swoje zdobycze Krzywusze, oczywiście o ile ją znajdzie. Zaczął zatem rozglądać się za kocicą, by przekonać się, czy ta nie znajduje się gdzieś w pobliżu, a jego nos poruszał się dość prędko. Chciał omówić z nią swoje znaleziska i wywiązać się przynajmniej z części umowy, bo myszy nigdzie w pobliżu nie było, a kret z całą pewnością nie spełniał jego wymagań dotyczących mysiej żółci właśnie. Tak więc chwilowo musiał obyć się smakiem, nie zamierzał jednak aż tak łatwo się poddawać i zdecydował, że jeśli uda mu się następnym razem, to przyniesie zdobycz prosto do starej uzdrowicielki. Na razie zaś przystąpił do jej poszukiwań.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Krzywucha za ziołami musiała odejść spory kawałek od kocura, bowiem nie mógł jej znaleźć przez dłuższą chwilę. Woń samotniczki powiodła go w kierunku Wysokich Traw, jednak na razie nie mógł on jej zlokalizować wśród drzew i traw rosnących nad Topiołkami…
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Cóż, nie od razu wszystko dało się znaleźć, nie od razu wszystko było wiadomo, nie od razu musiał również trafiać na jej ślady, czyż nie? Wędrował więc zatem dalej, poruszając czujnie nosem, by przekonać się, czy Krzywuchy nie ma przypadkiem gdzieś w pobliżu. Nie pozwalał sobie na to, by wędrować nadmiernie beztrosko, starał się być na tyle czujny, na ile było to możliwe w tych okolicznościach. Niósł dalej ze sobą zioła, które zdobył, choć nieco mu w tej chwili wadziły, nie mógł ich jednak nigdzie odłożyć. Rozglądał się uważnie, a jego nos wciąż pracował, wędrował również mimowolnie w pozycji zbliżonej do łowieckiej, by nie zwrócić na siebie uwagi jakiegoś drapieżnika.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Tonące Słońce dalej szedł w stronę Wysokich Traw, a chociaż zioła, które niósł w pysku, nieco utrudniały mu wyczucie wszystkich zapachów, to… nagle do jego nozdrzy doleciała woń krwi. Dość świeżej, a także… zapach drapieżnika i dwunogów? Dziwna mieszanka, która mogła sugerować kocurowi, jaki to właściwie był drapieżnik. W końcu z kępy traw wyłoniła się Krzywucha – splamiona krwią, ale nie swoją własną.
– Pies! – charknęła gniewnie, marszcząc nos. – Tam pobiegł, ledwo żywy – dodała warkliwie i zmierzyła burego samotnika nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby oczekiwała, że ten zrobi porządek z tchórzliwym psem, który najwyraźniej jej uciekł w stronę właśnie Wysokich Traw. Cóż… z Krzywuchą lepiej nie zadzierać. Może była stara, lekko zniedołężniała i tak dalej, ale potrafiła sobie poradzić na różne sposoby.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Krew, drapieżnik, wszystko to, co kojarzyło się z dwunogami. Zapachów było tak wiele, że Toń w pierwszej chwili przystanął zastanawiając się, co to wszystko ma znaczyć. Starał się coś z tego pojąć, a później zaszeleściła trawa. Najeżył się cały, gotując się do obrony, bo w tym miejscu nie bardzo miał dokąd uciekać, odsunął na bok liść z medykamentami i w tym momencie dostrzegł Krzywuchę. Cała śmierdziała posoką, na jej ciele znajdowała się faktycznie krew, jednakże nie wyglądała na ciężko ranną, czego w pierwszej chwili się obawiał. Miał już odetchnąć z ulgą, gdy kocica się odezwała, a on poczuł się, jakby wydała mu rozkaz. Wiedział doskonale, że to jest decydująca chwilą i jeśli teraz się od niej odwróci, z całą pewnością nie zechce więcej mu pomóc. Na borsuka by się nie rzucał, w stosunku do psa miał również pewne obawy, ale wiedział, że drapieżnik jest ranny. Nie zadawał jednak pytań, bo zapewne zostałby jedynie nazwany tchórzem.
Skinął łbem w stronę medykamentów, a potem na ugiętych nieznacznie łapach, trzymając brzuch blisko ziemi, a głowę nieznacznie ponad linią grzbietu, co zapewniało mu dobrą pozycję po stracie ogona, zaczął skradać się przed trawy. Węszył uważnie za psem, za jego krwią, za jego śladem. Starał się przemykać tak, by przeciwnik nie zorientował się w jego obecności. Szedł powoli próbując określać kierunek wiatru, wiedział doskonale, że porusza trawy, zatrzymywał się zatem, by nie wzbudzać w nich aż takiego poruszenia. I te Dwunogi. Nadal tu byli? W razie czego mógł uciekać, ale na razie próbował zorientować się, gdzie są przeciwnicy.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Gdy Tonące Słońce ruszył, bardzo łatwo było mu odnaleźć trop psa, bowiem ziemię znaczyły pojedyncze krople krwi, a zapach był świeży i intensywny. W końcu udało mu się dostrzec drapieżnika. Pies w zasadzie nie był większy od kota, ale miał długie ciało, krótkie łapy i niezbyt długie, szorstkie futro. Miał brązowawo-rude umaszczenie z czarnym nalotem i siedział, oddychając ciężko – najwyraźniej dopiero co się zatrzymał, nieświadomy, że ktoś ruszył za nim. Nie był aż tak ledwo żywy, jak twierdziła Krzywucha, ale i tak słabo wyglądał. Dwunogów nie było widać w pobliżu, ich zapach najwyraźniej pochodził z wąskiego, kolorowego paska na szyi psa, który znajdował się tuż nad krwawiącą raną ciętą.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń obserwował psa z ukrycia pilnując, by wiatr wiał mu w pysk. Starał się nie poruszać, by żadna trawa nie zaszeleściła, by nie zdradziła jego obecności, oddychał również płytko, a łapy trzymał całkowicie na ziemi. Oceniał odległość, jaka dzieliła go od psa, starał się również zorientować, jak ciężko ten jest ranny. To, że był zmęczony, było pewne, ale Toń widział doskonale, że zwierzę na pewno będzie w stanie jeszcze walczyć. Wiedział jednak, że pozostawiając go tutaj przy życiu, sprowadza zagrożenie na Krzywuchę, a co za tym idzie - również na siebie. Kocica nie była ranna i w razie problemów powinna dać radę mu pomóc, aczkolwiek, jak zawsze, istniało pewne ryzyko. Toń wiedział, że nie jest zbyt silny, musiał zatem opierać się na swojej szybkości i ewentualnej zręczności, w chwili obecnej zaś na podstępie. Postanowił bowiem, że wyskoczy prosto z ukrycia, w celu opadnięcia na grzbiet psa. Chciał chwycić przednimi łapami za jego szyję i wbić zęby w jego kark albo uszy, jeśli nie trafi. Musiał zaatakować z ukrycia, starał się więc nadal, aż do momentu skoku, nie zdradzić swojej obecności. Potem zaś ruszył wysuwając i kły i pazury.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Powodzenie skradania się Toni: rzut 1k6; parzyste – brak reakcji psa w tej turze, nieparzyste – pies reaguje w tej turze. Wypada 1.
Atak Toni: udany (100%) → (14+8)-(13+4)=5 Atak psa: słaby (50%) → (13+7)-(12+9)=-1
Choć Tonące Słońce zachowywał się najciszej, jak tylko był w stanie, to jednak pies uniósł w pewnym momencie głowę, by spojrzeć prosto na kocura, który już skakał w jego stronę. Wydał z siebie zaskoczony, donośny pisk i odruchowo zareagował kłapnięciem zębami w stronę samotnika, który zdołał jedynie uderzyć go w szyję i wyrwać z niej kępkę szorstkiego futra. Mimo iż kocurowi atak nie wyszedł najlepiej, to jednak jamnik miał już rany i był znacząco osłabiony: zębami uderzył jedynie w powietrze.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie zawsze wszystko wychodziło tak, jak się chciało i Toń już zdołał się z tym pogodzić. W końcu stracił ogon w samym obozie, gdzie teoretycznie powinien być całkowicie bezpieczny. Widać jednak los nie zawsze się do niego uśmiechał, jedynym szczęściem w tym wszystkim było to, że pies nie zrobił mu, przynajmniej jak do tej pory, żadnej krzywdy. Oczywiście, wiedział doskonale, że jeszcze wiele może się wydarzyć, ale teraz było za późno na jakąś ucieczkę. Musiał działać naprawdę szybko i pozbyć się go tak prędko, jak tylko był w stanie. Zadecydował więc, by skoczyć ku pyskowi psa. Starał się jednocześnie nieco schować własne gardło, co oczywiście nie było najłatwiejsze, a uszy przylgnęły mu do czaszki. Tak czy inaczej planował wbić zęby i pazury w pysk zwierzęcia, w jego nos albo oczy, może uszy, obojętnie gdzie trafi, byle tylko wyrządzić mu krzywdę. Nie wiedział, czy coś tym manewrem osiągnie, próbować mógł jednak zawsze.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Atak Toni: słaby (50%) → (17+8)-(9+4)=12 → 12x0.5=6 Atak psa: nieudany (0%)
Pies był tak osłabiony, że nie stawiał wielkiego oporu – miotał się jedynie bez sensu, utrudniając Toni dobre wycelowanie i trafienie, przez to ten zostawił jedynie powierzchowny ślad po pazurach na pysku zwierzęcia. Gwałtowne ruchy nie pomagały jednak psu, bowiem przez nie rany nie przestawały krwawić.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
To było skomplikowane! Pies miotał się wściekle, przez co Toń miał wielki problem z tym, by poprawnie go jakoś chwycić. Nie chciał wcale niepotrzebnie go męczyć, tak samo jak nie znosił przedłużać agonii zwierzyny, nie mógł go jednak również puścić, bo Gwiezdny Klan wie, co ten mógłby jeszcze zrobić biegając tak samopas po okolicy. Istniało spore prawdopodobieństwo, że po prostu by się wykrwawił i padł, jednak Toń wolał być nieco bardziej zapobiegawczy. Chciał po prostu dobić biedne zwierzę, które znalazło się zdecydowanie w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiedniej porze. Tak czy inaczej spróbował ponownie przytrzymać przeciwnika szponami, gdzieś w okolicach szyi, bo wymierzenie było trudne, a później chciał wbić tam swoje kły, by spróbować przegryźć najważniejsze żyły i pozbawić psa tchu. Niech odejdzie w spokoju i prędko.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: Węglowe Gardło
Płeć: kotka
Matka: kto
Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Pies szarpnął całym swoim ciałem i z piskiem zerwał się do ucieczki, ale nie na tyle szybko, by uniknąć uderzenia ze strony kocura. Niestety, ten znowu nie miał tyle szczęścia. Trafił tam, gdzie chciał, ale pies mu się wyślizgnął z uchwytu, który nie był wystarczająco mocny – i, w efekcie, znowu jedynie wyrwał futro jamnikowi. Ten jednak i tak był na skraju sił, bo krew wypływała coraz bardziej obficie z jego ran.