27.09.2026 20:45
Ach! Więc jednak pieszczoch z miasta! Nie żeby to była jakaś różnica dla niej, ale na pewno była to różnica kulturowa! Zachichotała na jego proste podsumowanie co do wypadów w świat. Wsiowe koty zawsze inaczej patrzyły na świat, bardziej realnie i jak już to ze zdrowym rozsądkiem, te osiedlowe… bywało różnie! Chociaż najczęściej były nierozważne – kocur na pewno troszkę był – co miało swój urok, nie mogła zaprzeczyć! Uszko delikatnie drgnęło na informację o jakiejś “Ru” kimkolwiek była! Czemu imię kotki było taką tajemnica? Teraz Smuga była zaciekawiona jej osobą jeszcze bardziej, niż normalnie by była; ciekawe w takim razie również czy Ru biegała gdzieś w okolicy i również na nią dało się trafić, czy może ona była bardziej ulotna? Przede wszystkim nie sypiała na kamieniach?
— Hmmm… ostatnio pół na pół? Najczęściej jestem przy Zalewie Lipowym i mieście zaraz obok, ale tutaj przylatuję coraz częściej, lubię atmosferę tego miejsca, ale jeszcze nie zdecydowałam gdzie wolałabym zostać ostatecznie, wiesz? — Spojrzała się dookoła, aż znowu dwukolorowe tęczówki (tak jakby) spoczęły na dwukolorowej mordce (tak jakby). — Lubię zgiełk miasta, a zaraz potem przyjemne miejsce obok do odprężenia się jeszcze nad jeziorem! W taką pogodę zawsze przyjemniej nad wodą! I nawet światła tak nie zasłaniają gwiazd tam, więc mogę słuchać jak wiatr uderza o taflę jeziora i obserwować niebo, a zaraz potem parę kroków w dobrą stronę i znowu jestem wśród żywego miasteczka, które ma w sobie tyle zakamarków jeszcze do odkrycia i jeszcze więcej kotów do poznania! Ciężko mi odrzucić to na rzecz spokojnych terenów, pachnących końmi, cichymi rzekami i szepczącymi mi krzewami, które mamy tutaj. Jestem bardzo rozdarta, mhm! — przyznała z lekkim zmęczeniem, ale było w tym westchnieniu wiele pozytywności, pewne teatralność; przy okazji również rozgadała się co do swojej sytuacji, jakoś miało to sens! Może nie oczekiwała pomocy z wyborem, ale na pewno przyjemnie było zrzucić z barków temat, z którego nie mogła się spowiadać nikomu bliskiemu… ach! — Żebym ja ci się nie pomyliła skoro również latam! — zażartowała pomiędzy pytaniami kocura. — Myślę, że to imprezy bardzo nie w moim stylu… hmm, wiesz co? Polecam ci je bardziej z przymrużeniem oka, tak, uważaj na nie, ale nie musisz też ich unikać, pewnie sobie poradzisz gdyby co?? — Przyjrzała się mu z ciekawością. Chyba dałby sobie radę? Choć… był dość naiwny. — Sekretariat tak w skrócie to lubi zapraszać tego kto się akurat napatoczy, a to oznacza również zabawę kocimiętką. No i bywają bójki, które budzą konie, a konie budzą właścicieli stadniny, parę razy widziałam jak ktoś kapciem dostaje — wyjaśniła z parsknięciem, chociaż samo opowiadanie o tym nie oddawało też atmosfery, która się tam często zradzała. Smuga unikała imprez ogólnie, nie szalała za zabawami do białego rana, a w szczególności z podejrzaną roślinnością, którą lubił Sekretariat. Czy zamierzała go oceniać? Raczej nie. Krzywdy nikomu nie robił, a przynajmniej nie zauważyła. Innym zaś potrafiło odbijać.
Delikatna zmiana na mordce nie umknęła wzrokowi Smugi, wręcz przeciwnie została zanotowana… miał tam kogoś bliskiego? Chciał się tam dostać? Lubił kogoś z klanu? Ale zarazem! Przed chwilą mówił, że nikogo tutaj tak naprawdę nie znał to jak to było? Końcówka jej ogona delikatnie zadrżała z ciekawości, a odpowiedź przyszła po chwili. Hmm… — Szczerze nie miałam większych rozmów z kotami klanowymi. Jedyna jaką odbyłam była w parku na osiedlu z jak to się przedstawił: Sowią Łapą wnukiem Nocnej Gwiazdy. Był bardzo wrogo nastawiony do każdego kota, który nie był klanowy, uważał się za kogoś ważnego, jakby należało mu się znaleźć odpowiedzi… był przy tym dość uroczy i nie tyle naiwny co niewinny, wiesz? Był jakoś w naszym wieku, ale nie zdawał sobie sprawy jak brzmiał, mam wrażenie, że koty klanowe są takie właśnie. Nawet ta co mówisz, że cię zaatakowała! Mam wrażenie, że jest w tym pewna niewinność? Nie znają nic innego, bo to cały ich świat, więc może masz rację? Tylko nadal nie sprawia to, że mam ochotę do nich podchodzić chyba… wręcz odpycha? Mam wrażenie, że przez to się z nimi nie dogadam, ale kto wie? Może się odważę w niedalekiej przyszłości spróbować znowu? — Zaśmiała się radośnie i pokiwała sobie przy tym głową, jakby było to na razie tak niemożliwe, że nie wiedziała jak miałoby się to wydarzyć. Niby lubiła tajemnice i odkrywanie rzeczy, ale cóż… na razie pamiętała bardzo nieuprzejme drugie spotkanie z Sowią Łapą i gadanie matki… zresztą tajmnice kryły się wszędzie, nie tylko wśród klanów.
— No! To dobrze! — wykrzyknęła z rozbawieniem. — A kto jest tą znawczynią ptaków? — dopytała po uderzeniu serca… może to będzie ta Ru? A może ktoś jeszcze inny? — Tel-telewizora? To były te… hmm… te takie wielkie, płaskie prostokąty? — Przechyliła odrobinę głowę, a uszko poruszyło jej się dwa razy, jakby chciało ustawić się idealnie na potwierdzenie lub zaprzeczenie; domostwa ludzi były jej nieznane tak na dobrą sprawę, nigdy w żadnym nie była, urodziła się w stajni, a potem podróżowała z matką i Myszą przez jakiś czas. — Płonący ptak brzmi niesamowicie! Chociaż zastanawiam się czy na pewno by ci się udało… hm… na żywo? — Czyli to chyba znaczyło, że niektóre rzeczy nie są na żywo w telewizorach! Ciekawe! Co takiego kryło się w nich? Czy powinna zostać na jakiś czas pieszczochem, by doświadczyć również tego? Zdobyć wiedzę, którą posiadały tylko pieszczochy lub bardzo dociekliwe koty? Tylko! Ona też była przecież dociekliwa! A nie wiedziała! I jak tu żyć? Kiwnęła głową w podziękowaniu, a uśmiech widniał na klinowej mordce, pomimo tego jak temat jej imienia nie był najprostszy... wolałaby mieć weselsze znaczenie, ale zarazem lubiła takie, lubiła je... może gdyby ulotność nie była też do relacji z własną rodziną to nie byłoby tak słodko-gorzkie? Pytanie na ułamek uderzenia serca zbiło ją z tropu, w oczach na bardzo krótko mogło się więc też pojawić zdziwienie, cała jej postawa nie zdradzała jednak nic. — Ma... to swoje zalety. Urok. Jestem myślą na jeden dzień, która nie powróci już następnego, nie przeszkadza mi to. Czasami jednak nie jestem ulotna, czasami jestem szybka, a kłopoty się mnie nie trzymają, nie potrafią mnie doścignąć.
— Hmmm… ostatnio pół na pół? Najczęściej jestem przy Zalewie Lipowym i mieście zaraz obok, ale tutaj przylatuję coraz częściej, lubię atmosferę tego miejsca, ale jeszcze nie zdecydowałam gdzie wolałabym zostać ostatecznie, wiesz? — Spojrzała się dookoła, aż znowu dwukolorowe tęczówki (tak jakby) spoczęły na dwukolorowej mordce (tak jakby). — Lubię zgiełk miasta, a zaraz potem przyjemne miejsce obok do odprężenia się jeszcze nad jeziorem! W taką pogodę zawsze przyjemniej nad wodą! I nawet światła tak nie zasłaniają gwiazd tam, więc mogę słuchać jak wiatr uderza o taflę jeziora i obserwować niebo, a zaraz potem parę kroków w dobrą stronę i znowu jestem wśród żywego miasteczka, które ma w sobie tyle zakamarków jeszcze do odkrycia i jeszcze więcej kotów do poznania! Ciężko mi odrzucić to na rzecz spokojnych terenów, pachnących końmi, cichymi rzekami i szepczącymi mi krzewami, które mamy tutaj. Jestem bardzo rozdarta, mhm! — przyznała z lekkim zmęczeniem, ale było w tym westchnieniu wiele pozytywności, pewne teatralność; przy okazji również rozgadała się co do swojej sytuacji, jakoś miało to sens! Może nie oczekiwała pomocy z wyborem, ale na pewno przyjemnie było zrzucić z barków temat, z którego nie mogła się spowiadać nikomu bliskiemu… ach! — Żebym ja ci się nie pomyliła skoro również latam! — zażartowała pomiędzy pytaniami kocura. — Myślę, że to imprezy bardzo nie w moim stylu… hmm, wiesz co? Polecam ci je bardziej z przymrużeniem oka, tak, uważaj na nie, ale nie musisz też ich unikać, pewnie sobie poradzisz gdyby co?? — Przyjrzała się mu z ciekawością. Chyba dałby sobie radę? Choć… był dość naiwny. — Sekretariat tak w skrócie to lubi zapraszać tego kto się akurat napatoczy, a to oznacza również zabawę kocimiętką. No i bywają bójki, które budzą konie, a konie budzą właścicieli stadniny, parę razy widziałam jak ktoś kapciem dostaje — wyjaśniła z parsknięciem, chociaż samo opowiadanie o tym nie oddawało też atmosfery, która się tam często zradzała. Smuga unikała imprez ogólnie, nie szalała za zabawami do białego rana, a w szczególności z podejrzaną roślinnością, którą lubił Sekretariat. Czy zamierzała go oceniać? Raczej nie. Krzywdy nikomu nie robił, a przynajmniej nie zauważyła. Innym zaś potrafiło odbijać.
Delikatna zmiana na mordce nie umknęła wzrokowi Smugi, wręcz przeciwnie została zanotowana… miał tam kogoś bliskiego? Chciał się tam dostać? Lubił kogoś z klanu? Ale zarazem! Przed chwilą mówił, że nikogo tutaj tak naprawdę nie znał to jak to było? Końcówka jej ogona delikatnie zadrżała z ciekawości, a odpowiedź przyszła po chwili. Hmm… — Szczerze nie miałam większych rozmów z kotami klanowymi. Jedyna jaką odbyłam była w parku na osiedlu z jak to się przedstawił: Sowią Łapą wnukiem Nocnej Gwiazdy. Był bardzo wrogo nastawiony do każdego kota, który nie był klanowy, uważał się za kogoś ważnego, jakby należało mu się znaleźć odpowiedzi… był przy tym dość uroczy i nie tyle naiwny co niewinny, wiesz? Był jakoś w naszym wieku, ale nie zdawał sobie sprawy jak brzmiał, mam wrażenie, że koty klanowe są takie właśnie. Nawet ta co mówisz, że cię zaatakowała! Mam wrażenie, że jest w tym pewna niewinność? Nie znają nic innego, bo to cały ich świat, więc może masz rację? Tylko nadal nie sprawia to, że mam ochotę do nich podchodzić chyba… wręcz odpycha? Mam wrażenie, że przez to się z nimi nie dogadam, ale kto wie? Może się odważę w niedalekiej przyszłości spróbować znowu? — Zaśmiała się radośnie i pokiwała sobie przy tym głową, jakby było to na razie tak niemożliwe, że nie wiedziała jak miałoby się to wydarzyć. Niby lubiła tajemnice i odkrywanie rzeczy, ale cóż… na razie pamiętała bardzo nieuprzejme drugie spotkanie z Sowią Łapą i gadanie matki… zresztą tajmnice kryły się wszędzie, nie tylko wśród klanów.
— No! To dobrze! — wykrzyknęła z rozbawieniem. — A kto jest tą znawczynią ptaków? — dopytała po uderzeniu serca… może to będzie ta Ru? A może ktoś jeszcze inny? — Tel-telewizora? To były te… hmm… te takie wielkie, płaskie prostokąty? — Przechyliła odrobinę głowę, a uszko poruszyło jej się dwa razy, jakby chciało ustawić się idealnie na potwierdzenie lub zaprzeczenie; domostwa ludzi były jej nieznane tak na dobrą sprawę, nigdy w żadnym nie była, urodziła się w stajni, a potem podróżowała z matką i Myszą przez jakiś czas. — Płonący ptak brzmi niesamowicie! Chociaż zastanawiam się czy na pewno by ci się udało… hm… na żywo? — Czyli to chyba znaczyło, że niektóre rzeczy nie są na żywo w telewizorach! Ciekawe! Co takiego kryło się w nich? Czy powinna zostać na jakiś czas pieszczochem, by doświadczyć również tego? Zdobyć wiedzę, którą posiadały tylko pieszczochy lub bardzo dociekliwe koty? Tylko! Ona też była przecież dociekliwa! A nie wiedziała! I jak tu żyć? Kiwnęła głową w podziękowaniu, a uśmiech widniał na klinowej mordce, pomimo tego jak temat jej imienia nie był najprostszy... wolałaby mieć weselsze znaczenie, ale zarazem lubiła takie, lubiła je... może gdyby ulotność nie była też do relacji z własną rodziną to nie byłoby tak słodko-gorzkie? Pytanie na ułamek uderzenia serca zbiło ją z tropu, w oczach na bardzo krótko mogło się więc też pojawić zdziwienie, cała jej postawa nie zdradzała jednak nic. — Ma... to swoje zalety. Urok. Jestem myślą na jeden dzień, która nie powróci już następnego, nie przeszkadza mi to. Czasami jednak nie jestem ulotna, czasami jestem szybka, a kłopoty się mnie nie trzymają, nie potrafią mnie doścignąć.
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W