Z każdym uderzeniem serca stresowała się bardziej, przestępowała z łapy na łapę i krążyła w kółko, łypiąc w stronę unoszącego się coraz wyżej słońca, ciekawiąc, czy dobrze im poszło dogadanie się. Czy Ziarnista Łapa trafi tu, w to konkretne miejsce, czy może powinna czekać w innym miejscu i po prostu prowadzić go idąc po drugiej stronie rzeki, niż on? Czy jeśli jej nigdzie wcześniej nie znajdzie, to czy zrozumie, że powinien tu trafić? Czy powinna po niego pójść? Czy on już tu był, tylko przeszedł tędy i oboje się nie zauważyli? O, a może on był tu pierwszy i poszedł dalej i to ona powinna go poszukać?
Ale gdy jej myśli tak kotłowały się w głowie, a ona okręcała na tym kamieniu w każdą stronę, uważając, by nie spaść z niego, nagle zauważyła zbliżającego się kota. Zmrużyła nieco oczy, by zogniskować na nim spojrzenie i upewnić, że ma przed sobą nikogo innego jak Maślaka, a następnie szeroko się wyszczerzyła.
- Jesteś! Rany, średnio nam wyszło to umawianie się, szczerze do samego końca nie byłam pewna, czy się żeśmy nie minęli, albo czy czasami przypadkiem nie czekamy w innych miejscach - zachichotała.
Otworzyła już pysk, by mu odpowiedzieć, ale ten nie czekał na to, już po chwili podchodząc do brzegu i zaczynając podróż po kamieniach. Kotka mimowolnie wysunęła pazury, bo naprawdę nie chciałaby ratować tonącego kolegi, nie była zresztą pewna, czy by sobie poradzili. Niby był trochę niższy niż ona, ale na pewno lepiej zbudowany, niż patyczakowa Listek!
- W sumie to dobrze by było, żebyśmy przeszli na ten drugi brzeg - mruknęła, już nieco bardziej opanowana, uśmiechając delikatnie. - Gotów na jeszcze jeden skok? Tu chyba nie jest specjalnie głęboko jak coś... możesz skoczyć pierwszy. A tam chyba już na pewnym gruncie możemy spróbować połowić - zaproponowała.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- Też się tego bałem, ale wiedziałem, że w końcu nam się uda znaleźć - odpowiedział i też zaśmiał się przez chwilę. Było tak... miło. Poczuł, że Liściastej faktycznie zależało na tym spotkaniu i przejęłaby się, gdyby z jakiegoś powodu nie udało im się odnaleźć.
- O-okej - opdarł na jej propozycje z lekkim zawahaniem, ale starał się robić dobrą minę do złej gry i nie pokazać po sobie stresu. Wziął głęboki wdech i skoczył; trochę nie zdawał sobie sprawy, że śliskośc skałek jest aż tak dużym problemem, bo o ile polował czy biegał po mokrej trawie czy piachu, to raczej nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby włazić na wilgotne skały - zdecydowanie przyjemniejsze były te nagrzane od słońca. W każdym razie - skoczył, nawet doskoczył do brzegu, ale przy lądowaniu zdecyodwanie brakło mu gracji. Jedna łapa zamoczyła się w Grzmiącej Rzece, a żeby znaleźć się w całości na drugim brzegu, musiał dość niezgrabnie podciągnąć swoje ciało. Poczuł zawstydzenie przez które zrobiło mu się aż gorąco, i gdy odwrócił się w stronę kotki, na jego pysku malowało się zmieszanie.
- Trochę mi nie wyszło, heh - uśmiechnął się nerwowo i położył uszy po sobie. Ale wstyd! Tak bardzo chciałby zaimponować Rzeczniaczce, a wyszedł tylko na niezdarę.
Ziarnista Łapa widocznie nie czekał na nic, bowiem już po chwili zdecydował się wykonać swój skok. W zasadzie to chciała mu trochę w tym pomóc i wytłumaczyć jak powinno się poruszać po wilgotnych skałkach, bo miała w tym, wydaje się, nieco większe doświadczenie, mając rzekę na swoim terytorium, a nie tylko przy granicy, ale zdołała jedynie otworzyć pysk, a Maślak był już w połowie skoku między skałą, a drugim brzegiem.
Nieświadomie zniżyła się nieco na łapach, cofając uszy, gdy ten nie trafił jedną łapą w ziemię, a plasnął nią o wodę, ale oprócz tego nic mu się nie stało, więc po chwili znów się wyprostowała i uśmiechnęła lekko, po chwili lądując obok niego, z nieco większą gracją.
- Nikomu za pierwszym razem nie wyszło. I czasami nie wychodzi też za którymś! Czaisz, że kiedyś widziałam, jak wojownik wyrżnął się na takiej skałce i zaliczył spektakularny skok do wody tyłkiem do przodu? - zażartowała, ale mówiła o sytuacji, która naprawdę się zdarzyła podczas jednego z patroli, do którego dołączyła. - A wydaje mi się, że miał trochę więcej doświadczenia, niż ty - dodała pokrzepiająco, uderzając go lekko łapą w bok w formie małego przekomarzania się, mimo wszystko. - To co, gotów się czegoś nauczyć? - dodała po chwili, przysiadając przy brzegu i wpatrując się w niego ciekawsko.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Nie wyszło tak źle - mimo jego nieporadności, Liściasta Łapa dalej była dla niego wyjątkowo uprzejma. Uczucie wstydu nie zniknęło całkiem, ale zrobiło mu się trochę lżej. Rzeczniaczka naprawdę robiła wszystko, żeby go pocieszyć i dodać mu otuchy! Jej postawa poprawiała mu sampoczucie.
- Tak, zdecydowanie! Tylko pamiętaj, że mój klan raczej trzyma się z daleka od wody i obcowanie z rzekami nie jest nam znane. Więc musisz wytłumaczyć wszystko tak, jakbys rozmawiała z sześcioksiężycowym kociakiem - zachichotał krótko, choć oczywiście w jego słowach było sporo prawdy. Na nowo poczuł stres, ale teraz był połączony z przyjemną ekscytacją.
- W porządku! A więc, zacznijmy od całkowitych podstaw - obiecała, przysiadając zaraz nad wodą, okręcając łebek na Maślaka, z żartobliwymi ognikami w oczach. - Musisz usiąść nad wodą, bo ryby są w wodzie, rozumiesz. Następnie wkładasz łapkę, powoli, z wyczuciem, żeby nie zaburzyć bardzo tafli wody, o, pod wodę - wyjaśniła jeszcze, powoli. Po pierwsze, bo Ziarnista Łapa kazał do siebie mówić jak do kociaka, a po drugie, bo starała się nie zapomnieć o niczym, o czym powinna mu powiedzieć. A rozkojarzała się łatwo, no i często zapominała nawet o najważniejszych rzeczach, o jakich powinna powiedzieć. - Och! I musisz siedzieć tak, by nie rzucać cienia na wodę, podobno ryby to widzą?? - rzuciła nagle, nieco podnosząc głos. - I siedzieć cicho, teoretycznie - dodała już go zniżając. Niepewnie odchrząknęła. - I czekasz. Aż ryba nie przypłynie, a jak czujesz, że cię trąca, tak wiesz, ociera o ciebie, to wyczuwasz odpowiedni moment i pyk! Wyrzucasz skubaną z wody! - zakończyła, triumfalnie wyciągając łapę z wody, rozpryskując wszędzie krople wody i skacząc na niewidzialną rybę. - Chyba wszystko wiesz. Coś niejasne? - zagadnęła, przekrzywiając łeb.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Z uwagą słuchał słów kotki. Z jednej strony mówiła bardzo konkretnie i obrazowo, a z drugiej - jakoś łowienie ryb wydawało się dalej być dla niego czarną magią. Polowanie wydawało mu się dużo bardziej intuicyjne, i chociaż jego zasad też musiał się nauczyć, to od początku wydawało mu się to dużo łatwiejsze. Może to przez fakt, że był mało swojowny z wodą?
- Okej, chyba jasne - odpowiedział jednak szybko, nie chcąc wyjść przed kotką na jakiegoś imbecyla. Nie czakając na dalsze potwierdzenia czy wskazówki, wsadził łapę do wody - ze stresu jego masywna łapa nieco drgała; miał nadzieję, że Liściasta Łapa tego nie dostrzeże. Oczywiście dużo bardziej od nieudanego łowienia bał się tego, że źle wypadnie przed Rzeczniaczką. Mimo obaw włożył łapę do wody, choć zrobił to zdecydowanie mniej zgrabnie niż jego towarzyszka. Czekał tak dłuższą chwilę, ale nic nie po czuł.
- Um... chyba mi nie idzie - rzekł w końcu do kotki i zaśmiał się krótko, chcąc zrobić dobrą minę do złej gry, chociaż był to bardziej śmiech nerwowy.
Przekrzywiła nieco głowę, obserwując, jak Maślak wsadza łapę do wody i bez słowa obserwując, jedynie jej końcówka ogona drgała na boki, bo nie mogła zwyczajnie siedzieć bez ruchu, chyba by zwariowała, jakby niczym nie ruszała. Faktycznie, nie zwróciła uwagi, na drgania jego łapy, zbyt skupiona na tym, by obserwować wodę dookoła i zastanawiać się, kiedy podpłynie lepsza ryba.
- Ha, nie martw się, ryby są... no, nudne. W sensie, łowienie, nie? Bo, jak idziesz polować, to zazwyczaj łatwo coś w lesie spotkać, nie? Ale ryby? Rany, siedzisz, siedzisz, nie możesz mówić, siedzisz dalej, no i często nic się długo nie dzieje - wyznała, nie przejmując się tym, że nie powinna się według wszelkich zasad odzywać, bo powinno się być cicho. Ale z drugiej strony, czy ryby to słyszały? Oni nie słyszeli odgłosów spod wody, to jakim cudem ryby, które nie wyglądały w ogóle jakby miały uszy (!) mogły słyszeć co oni robią i mówią? - Dawaj, posiedzimy jeszcze chwilę, ale na razie idzie ci dobrze - zachichotała. No, można powiedzieć, że teorię i pół praktyki mieli za sobą, a jak im się znudzi, to najwyżej Ziarnista Łapa kiedy indziej spróbuje połowić, bo zaraz tu zemrą z nudów i tyle!
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- Okej, dobrze, że o tym mówisz. Bo myślałem, że tylko mi wydaje się to trochę nudne - odpowiedział kotce i zaśmiał się krótko. Według jej poleceń - czekał. Czekał. Westchnął głośno. Czekał. Gdy już myślał, że nic z tego, że na pewno do tego się nie nadaje albo ma jakiegoś wyjątkowego pecha, w końcu coś poczuł na łapie zanurzonej w wodzie. To było tak nagłe i niespodziewane (chociaż przecież niby na to czekał i dostał dokładne instrukcje od Rzeczniaczki), że jego ruchy łapą były chaotyczne i słabo skoordynowane. Mimo to - udało mu się na brzeg wyrzucić jakąś małą, szczupłą rybkę.
- O, udało się! - krzyknął podekscytowany do Liściastej Łapy, otwierając szerzej swoje żółte oczy. Zerkał to na rybkę (która wiła się z braku powietrza na lądzie), to na terminatorkę. - Jesteś świetną nauczycielką łowienia - dodał po chwili, uśmiechając się szeroko do kotki. Co prawda tą małą rybką raczej nikt by się nie najadł, ale nie to było teraz najważniejsze!
Pokręciła głową, z szerokim uśmiechem. Dla niej łowienie ryb było przeokropnie nudne. Bo ile można siedzieć na tyłku i w ogóle się nie ruszać? Nie móc nawet poruszyć łapą w wodzie, pobawić się falami, czy złapać jakiś listek niesiony z prądem? Nie można było się przesunąć, żeby nie naruszyć tafli... a, idźcie wszyscy, zdecydowanie wolała polowanie, bo przynajmniej coś się podczas niego działo! Choć nie to, żeby radziła sobie w nim wybitnie, bo tam też czasami zahałasowała, bo coś zwróciło akurat jej uwagę, albo zapomniała o jakiejś ważnej czynności przy podchodzeniu do zwierzyny, mimo że robiła to już któryś raz i... no.
W każdym razie, zamyśliła się trochę, wyłączając z tego, co działo obok, bo naprawdę było nudno, to co miała robić, gdy nagle obok niej przeleciała rybka. Otrząsnęła się z letargu, pokręciła głową i wybałuszonymi oczami spojrzała na rybkę.
- OJA, ALE BAJER - wykrzyknęła, zrywając się na równe nogi. - Nie sądziłam, że jestem taką dobrą nauczycielką, ha!! Znaczy, ty uczniem też musisz być dobrym, haa, ale te, weź ją jeszcze dobij, bo one uciekają z powrotem, kumasz? - dodała szybko, żeby rybka, mimo swoich niewielkich rozmiarów, nie wróciła skąd przyszła.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Liściasta Łapa miała rację - rybka w desperackim akcie walki o życie zaczęła podskakiwać i zbliżać się do wody. Maślak dobił ją pazurami zaraz po słowach kotki; trochę na ostatnią chwilę. - Dzięki! Byłem przekonany, że one po wyciągnięciu z wody no wiesz... od razu umierają - powiedział.
- No dobra, skoro już to chyba umiem, to... chcesz teraz porobić coś innego? - zapytał kotki, uśmiechając się do niej lekko. Niezbyt chciał po raz kolejny przechodzić żmudny proces moczenia łapy i czekania. Jak kiedyś najdzie go ochota na coś takiego, to przecież już będzie wiedział, jak to się robi. Ale dzisiaj, teraz - sama postać Rzeczniaczki była dużo ciekawsza niż jakieś tam łowienie ryb.
- Nienie, potrafią, nie wiem, wstrzymać oddech chyba? Wiesz, coś jak ty, jak wpadniesz do wody, nie, to od razu nie umierasz - zachichotała. Chociaż kto wie, może były jakieś koty spoza klanu rzeki, które spodziewałyby się, że tak właśnie działa świat. Miała wrażenie, że wszystkie klany boją się rzeki, wody w ogóle, a właściwie to ona nie była taka zła! No bo, jak było gorąco, to dało się w niej popluskać, żeby się ochłodzić, i choć faktycznie czasami uczucie przemoczenia nie należało do najprzyjemniejszych, to wolała to, niż skwar i gorąc płynący od słońca, naprawdę.
Maślak jednak szybko znudził się łowieniem (co Liściastej Łapy w ogóle nie dziwiło), więc zaproponował jakąś inną aktywność, choć to jej dał wybór. Natychmiast więc przypadła do ziemi, poruszając ogonem na boki.
- To może teraz mnie nauczysz, jak się walczy, co? Ja ci pokazałam łowienie, to ty mi pokaż te super fajne ruchy klanu Gromu - zażartowała. Oczywiście już wcześniej mieli dyskusję na temat tego, że w sumie klan Gromu żadnych specjalnych ruchów nie ma, ale mogli założyć, że jednak mieli, żeby nie było, że ona go czegoś nauczyła i nie dostanie nic w zamian!
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- No dobra, to będziemy się bić! - zawołał i zaśmiał się krótko, chociaż oczywiście wziął propozycję kotki bardzo na serio. Znowu poczuł ukłucie stresu. Niby był pewien swoich umiejętności, a jednak... byłoby głupio, gdyby przegrał z kotką, w dodatku taką, której próbuje zaimponować, prawda? Wziął głęboki wdech. Zestresowany czy nie - trzeba było działać, teraz już nie może się wycofać, bo tylko wyszedłby na tchórza. Poza tym - całkiem lubił sparingi treningowe. - Gotowa? - zapytał dla pewności, a gdy tylko potwierdziła - ruszył do działania.
Cofnął się parę kroków od kotki, zmierzył ją wzrokiem. Postanowił na nią nabiec - lekko odbijając najpierw w prawo, dla zmyłki, by potem wrócić na tor swojego biegu mając nadzieję, że ta zmyłka zdezorientuje nieco kotkę. Gdy znalazł się - w jego odczuciu - wystarczająco blisko, skoczył w jej stronę, celując w bok kotki - planował uderzyć ją siłą rozpędu i miał nadzieję, że Liściasta Łapa przewróci się lub chociaż straci równowagę, co ułatwi mu kolejne ruchy.
Sparingi zawsze były ciekawą rzeczą, a takie z gromiakiem tym bardziej. Wiadomo, już wiedziała że nie znają oni specjalnych ruchów, których mogłaby się tu i teraz nauczyć, ale mimo wszystko wmówiła sobie w głowie, że tak właśnie będzie i nie mogła się już doczekać, by zobaczyć coś, czego nie widziała nigdy.
No i dobra, zaczęło się. Listek nadal była przyciśnięta do ziemi, z poruszającym się jak wąż gotowy do ataku ogonem, wpatrując uważnie w oponenta. I myślała, że jest gotowa na każdy atak, ale tak się nie stało, bowiem kocur zamanewrował tak sprytnie, że gdy podniosła się, by zrobić cokolwiek, to ten już naparł na nią całym sobą i sprawił, że ta znów wylądowała na ziemi. Ale nie zamierzała się tak szybko poddać, co to to nie, korzystając z tego, że wywróciła się na bok zdecydowała się uderzyć w przednie łapy kocura i lekko go ugryźć, markując o wiele poważniejszy cios.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Szło dobrze, bo jego plan się udał. Miał przewagę, był w dobrej pozycji, Liściasta Łapa była w jakimś stopniu unieruchomiona a jej możliwości ruchu ograniczone. Ten triumf nie trwał jednak zbyt długo, bowiem kotka mimo gorszej pozycji nie poddawała się i zaatakowała jego łapy - dość trafnie i dość boleśnie. Liliowy kocur odruchuowo odskoczył, w ten sposób uwalniając kotkę - jego chwila dezorientacji spowodowana bólem sprawiła, że Rzeczniaczka miała wystarczająco dużo czasu na podniesienie się. Niedobrze. Maślak spróbował jednak szybko wrócić do walki. Wiedział, że kotka będzie się spodziewac jego skoku, skoro już raz to zrobił i zadziałało, postanowił więc zmienić taktykę. Szybkim ruchem podbiegł do niej bardziej od tyłu i spróbował sprawnym ruchem łapy podciąć jej tylne łapy, mając nadzieję, że kotka w ten sposób straci równowagę i się przewróci, co znowu - dałoby mu chwilową przewagę.
Nim zdołała się na dobre podnieść po udanym ataku drugi terminator znikąd pojawił się znów obok niej z zamiarem uderzenia jej w tylne łapy. Najwidoczniej by ją podciąć, może by straciła równowagę, nieistotne, bo zanim zdołała przewidzieć co się stanie, faktycznie łapa Maślaka dotknęła jej tylnych łap. Ale na jego nieszczęście zdołała utrzymać równowagę, choć klapnęła udem o ziemię, nim nie podniosła się prędko. I odwróciła prędko, a następnie zamachnęła się łapą w stronę jego pyska, by go uderzyć między uszy. A przynajmniej taki był plan.