Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Stał tak przed nią, na tych drżących łapach które powinny były ją znów uderzyć. Schował pazury, które powinny były rozedrzeć jej skórę. Oczy, wciąż błyszczące od łez, nie odrywały swojego spojrzenia od jej sylwetki. Pajęczyna wyglądał równie żałośnie, co brzmiał. A czuł się jeszcze gorzej.
- Popełniłem błąd. - odpowiedział drżącym głosem, co chwilę poruszając uszami coraz bardziej w tył. Tak, jakby udawał, że wcale nie czuje się tak słaby jak faktycznie się czuł. Ale chyba nie miał już czego ukrywać. W tej chwili załamania pokazał jej swoją słabość. Teraz wszystko wiedziała, a pomimo tego patrzył jej w oczy. Wstydził się, ale potrzeba obecności kogokolwiek była większa, intensywniejsza. Sam oblizał pysk, odetchnął głęboko. - Popełniłem... wiele błędów. Nie naprawię ich, nie... nie da się. Ale... - wydukał z siebie, nie wiedząc co dodać. Ale co? Ale wymagał od niej wybaczenia. Przyznał się do błędu, a to już poprawny krok, prawda?
Nie mogła go zostawić. Nie. Nie wyrażał na to zgody. Nie pozwoli nikomu więcej go odrzucić. Patrzył intensywnie na Cykutę, czekając na jej reakcję, starając się chociaż uspokoić swój oddech, drżenie łap. Nie udawało mu się.
- Ale co? - spytała Cykuta, głośniej, niż początkowo planowała; zaraz znowu się zjeżyła, zaskoczona tym, jak wybrzmiały te słowa. Głośniej, niż planowała. Bardziej stanowczo, niż planowała. Popełnił wiele błędów, przyznał się do nich, wiedział, że nie może ich naprawić, a ją gówno obchodziło, o jakich błędach tak naprawdę mówił. Przynajmniej to próbowała sobie wmówić. Czemu dalej tu stała? Odejdź, Cykuta, uciekaj, póki możesz.
- ... przepraszam za to, co wtedy. Powiedziałam. Ja- jestem tu, bo szukam przyjaciela. Proszę, Pająk, pozwól mi po prostu... odejść. I zapomnieć o tym, co- co się wydarzyło, między nami. Proszę - nie chciała mieć z nim więcej nic wspólnego. Nie chciała. Proszę bardzo, przeprosiła. A teraz chciała odwrócić się i odejść jak najdalej i najlepiej zapomnieć o istnieniu Pajęczyny, chociaż, zapewne, naiwnym było myśleć, że było to wykonalne. - A-Ale... Jak- jak odejdę, to znowu mnie skrzywdzisz, prawda?
Zawsze tak robił. Tyle zdążyła się na jego temat nauczyć. Brał wszystko garściami jak chciał, nie pytając o zgodę, krzywdził każdego, kto mu się sprzeciwiał.
Cykuta cofnęła uszy słysząc i widząc, jak kolejny potwór przebiega przez Grzmiącą Ścieżkę. Drgnęła tak, jakby sama chciała pobiec.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Chwila milczenia, wyraźnie nie był pewien co odpowiedzieć. Czy miał jakieś wyjaśnienie, które Cykuta mogłaby jakkolwiek pojąć? Coś poza własnym gniewem, poza tym, że zwyczajnie nie wytrzymał tych emocji które w nim obudziła?
- Każdy popełnia błędy. Ja też. - uspokoił samego siebie, wziął głębszy oddech. Cały czas trzymał na niej swoje spojrzenie, jakby pilnował tego, czy nie przymierza się do ucieczki. - Nie sądziłem, że to posunie się tak daleko. Że… zrobię ci faktycznie krzywdę. - skrzywił się lekko, ale to co mówił było przecież prawdą. To było tylko niewinną zabawą, dopóki rzeczna terminatorka nie postanowiła uderzyć w jego czuły punkt. To ona zaczęła. Skąd miał wiedzieć, co zrobi? Gdy te słowa wypłynęły z jej pyska, było już za późno i dla niej, i dla niego.
Słuchał jej wyjaśnień i wyjątkowo nie rzucił żadnym komentarzem. Nie zdziwił się, że Cykuta miała przyjaciela, bo oczywiście, że miała. Szukała go tutaj, tylko dlaczego? Czyżby zniknął gdzieś w okolicach Grzmiącej Ścieżki? Szczerze, nie obchodziło go to. Zrobił jednak krok w przód. Potem kolejny, wciąż trzymając uszy z tyłu łba, położone płasko.
- Nie odchodź. - ta prośba zabrzmiała bardziej jak ostrzeżenie, ale Pajęczyna wciąż wyglądał tak żałośnie, a wewnętrznie nie czuł tak wielkiej woli walki jak zazwyczaj. Wiedział, że się ośmiesza. Wiedział, że to obrzydliwe. Nie potrafił przestać. - Zostań. Ja… ja nie zrobię ci krzywdy. Nie, kiedy nie mam do tego powodu. Cykuta. - wymamrotał nieco ciszej, ale wciąż słyszalnie. Podszedł jeszcze bliżej i jeśli kotka nie próbowała uciec to już się nie zatrzymywał, aż nie był tuż obok.
Pająk mówił o tym, jak nie zrobi jej krzywdy bez powodu a jednocześnie patrzył na nią tak, jakby był drapieżnikiem a ona jego ofiarą. Mówił o tym, jak to wcale nie chciał tego robić, a ona, głupio, zastanawiała się, czy mówi prawdę. Nie, nie mógł mówić prawdy, gdyby nie chciał jej robić krzywdy to po prostu by tego nie zrobił. A teraz nosiła na pysku blizny po jego pazurach, jego piętno, już na zawsze i nie zapomni o istnieniu Pajęczej Łapy, choćby chciała.
I jeszcze śmiał sugerować, że to wszystko jej wina. Że dała mu powód, aby wystartował do niej z łapami. Co zrobiła nie tak? Miała mętlik w głowie. Chciała móc zapomnieć. Chciała móc zasnąć, teraz, i gdy się obudzi, to wszystko okaże się być tylko złym snem. Zamknęła oczy w momencie, w którym Pająk znalazł się obok niej, jakby jednak, mimo wszystko, spodziewała się ciosu. I zaszlochała.
- Jeśli- jeśli teraz zostanę tyle, i-ile będziesz chciał. To- znikniesz z mojego życia? - otworzyła szklące się od łez oczy aby spojrzeć Pajęczynie w pysk. Tylko tego chciała. Żeby zniknął z jej życia. I jeśli ma z nim wytrzymać tą chwilę, kiedy tak potrzebował jakiegoś barku na którym miał się wypłakać, to niech mu, na wszystko, co święte, będzie, byle potem na zawsze zniknął z jej życia.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie widzieli tego wszystkiego w taki sam sposób, wyraźnie. Mieli różne poglądy i niby było to normalne. Wszyscy zawsze mówili, że każdy kot różni się od reszty, nawet tych bliskich sobie. Pajęczyna ostatnio sam się o tym przekonał, wielokrotnie. Nikt go nie rozumiał. Teraz najwyraźniej nie rozumiała go również Cykuta, bo przecież oczywistym było, że to ona wszystko zaczęła. To ona podjęła tą decyzję, aby go urazić. Bez tego nie zostałaby skrzywdzona tak bardzo. To nie miało tak wyglądać. On przecież nie chciał, żeby wszystko się tak skończyło. Naprawdę nie chciał.
Otworzył pysk, biorąc głębszy oddech, gdy już znalazł się bliżej. Na tyle blisko, że mógłby znów się o nią oprzeć gdyby chciał. Jego pierś wciąż poruszała się szybko i nierówno z każdym branym haustem powietrza, pazury nieświadomie wbijał w ziemię. Nie miał jednak złych zamiarów. Potrzebował czegoś prostego, czegoś, co Cykuta mogła mu dać. I przecież nic jej nie szkodziło zostać z nim trochę czasu. Czy zamierzał zniknąć z jej życia? Zrobiłby to chętnie. Ale nie zamierzał zostać porzuconym. Dlatego to on miał podjąć tu decyzję. Wybór, który dała mu rzeczna kotka wyraźnie go zadowolił.
- Tak. – odpowiedział prosto, przysuwając się jeszcze trochę. Trącił kotkę nosem w policzek, jakby chciał jej przekazać, aby przestała płakać. Irytowało go to.
Tak, to dobre określenie. To Pająk dyktował jej życiem, to Pająk podejmował w jej życiu jakiekolwiek decyzje, ona nie miała nad tym już kontroli. Ale dała mu, przynajmniej tak sądziła, że to ona mu to dała, wybór. I jego odpowiedź ją usatysfakcjonowała. Chciała mu w to wierzyć - że zniknie z jej życia na dobre, gdy teraz przecierpi u jego boku tą chwilę. Jak musiał się wysmarkać w jej futro jeszcze przez jakiś czas, ale potem nigdy więcej go nie zobaczy i zapomni... dobra.
Mimo to, Cykuta się zawahała i drgnęła nerwowo czując jego oddech na swoim pysku, wilgotny, różowy nos dotykający jej policzka. Nastroszyła się na chwilę, zaraz jednak zmuszając futro do leżenia płasko... i usiadła. A potem się położyła, na brzuchu, nie ruszając już o krok. Jeśli teraz Pająk chciał się obok niej położyć - mógł.
Nie ucieknie. Ten jeden raz wytrzyma i od niego nie ucieknie, a potem on odejdzie i zapomni o nim. Postara się zapomnieć.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zgodziła się. Oczywiście, że tak – była taka delikatna, taka mała i wystraszona niczym myszka. Wiedziała, że to odpowiednia decyzja. Miała chociaż na tyle rozumu, by ogarnąć całą tą sytuację i go nie zostawić, jak wszyscy inni. Tym odkupiła sobie łaskę Pajęczyny. Tym zdobyła możliwość na spokojny powrót do obozu, najwyraźniej.
Przyglądał się jej uważnie gdy kładła się na ziemi. Po chwili zrobił to samo – położył się obok, przylgnął do niej bokiem, a nawet położył jedną z przednich łap na jej barkach, w pewnym sensie ją obejmując, wspinając się na nią przednią częścią ciała. Jego serce również biło szybko, z tych wszystkich emocji. Ona też płakała, to pewnie dlatego była tak rozdygotana, tak myślał. Wtulił pysk w futro na jej karku i odetchnął, po raz pierwszy od wielu, wielu dni ciesząc się bliskością kogokolwiek. Ostatni raz przytulał się do Wiatru, a nieważne jak bardzo pragnął, żeby to właśnie on tu był… to było w tej chwili niemożliwe. Musiał nacieszyć się ciepłem kogoś innego. I się tym cieszył.
Jego oddech odrobinę się uspokoił, tak samo jak bicie serca. Kocur westchnął, zamykając oczy. Nie wiedział, ile już tak razem leżą, nie obchodziło go to. Jeśli Cykuta milczała, on też się nie odzywał. Nie widział takiej potrzeby. Nie chciał słyszeć jej głosu, nie chciał myśleć o tym, że to ona. W zamyśleniu przesunął kilkakrotnie językiem po jej karku, po czubku głowy, potem znów karku. Objęty nagłym spokojem, poczuł się wyjątkowo łaskawy i dobry. Stwierdził, że Cykuta nie miałaby nic przeciwko kolejnemu krokowi, nieco innej bliskości. Zgodziła się na to, by spędzić z nim ten czas. Może nawet ukrycie chciała być z nim blisko. Jasne, że chciała. Pająk podniósł się lekko, łapiąc zębami skórę na jej karku.
Potem każde pójdzie w swoją stronę, więc to i tak nie ma żadnego znaczenia.
Kilka księżyców temu gdyby Pająk znalazł się tak blisko, to chyba by oszalała. I to nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, oszalałaby i zaczęła się szarpać, krzyczeć. Miała na to ochotę nawet w tej chwili, teraz, rozdygotana i zapłakana. Nie wydawała z siebie już żadnego dźwięku, przytłoczyło ją mnóstwo dziwnych, niezrozumiałych dla niej samej emocji. Żal. Gniew. Panika. Współczucie. Czemu mu współczuła? To on wszystko zepsuł, to on...
Cykuta kompletnie zastygła w momencie w którym biała łapa księcia dotknęła jej kłębu. Chciała teraz się wyrwać i uciec bo żałowała swojej decyzji, ale nie potrafiła. Wytrzyma. Pająk wciśnie swój głupi pysk w jej futro i posiedzą tak chwilę, a potem każde pójdzie w swoją stronę a ona w końcu będzie mogła ruszyć dalej z życiem, zapomnieć, normalnie funkcjonować.
A potem Pajęczyna wspiął się na jej grzbiet. I nawet gdyby teraz chciała się wyrwać, nie mogłaby, bo chwycił płat luźnej skóry na jej karku. Serce Cykuty przyspieszyło gwałtownie, tak, jakby miało wyskoczyć jej z piersi, cała się napięła. Nie mogła się ruszyć. Nie wiedziała, co się dzieje. Wzrok miała rozbiegany, pysk przycisnęła do trawy, jakby to miało zniwelować ból i strach który odczuwała w tej chwili.
Chciała, żeby to wszystko już się skończyło. Wytrzyma.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pozostał w bezruchu na kilka chwil, wciąż przytulony do grzbietu towarzyszki. Nos trzymał w jej futrze, zęby zaciskał lekko na jej skórze. Dopiero po tych kilku, kilkunastu chwilach powoli zaczął zdawać sobie sprawę z tego, do czego doszło. Zaczął się zastanawiać, czy to naprawdę wszystko. Czy to po to kocury tak latają za kotkami? Nie rozumiał, dlaczego ktokolwiek miałby coś takiego zrobić więcej niż ten jeden raz, z ciekawości. Już lepiej spędzało się czas z Kością, a nie Cykutą.
Pajęczyna powoli rozchylił szczęki, puszczając kotkę wolno. Spojrzał na nią, marszcząc nos i wycofał się lekko. Beznadzieja. Nie potrafiła nic zrobić dobrze. Nie potrafiła go nawet pocieszyć w tej chwili.
- Możesz iść, jeśli chcesz. – powiedział obojętnie, lekko zachrypniętym głosem, po czym usiadł i zaczął porządnie wylizywać swoje futro. Było poczochrane i śmierdziało Klanem Rzeki. Chciał zapomnieć o tym, co miało tu miejsce jak najszybciej. Nie chciał jej już widzieć. Może i dobrze, że ona najwyraźniej czuła to samo.
Wypuścił ją. Poczuła, jak ciężar jego ciała, jak to duszące uczucie ulatuje. Poczuła, że jest wolna, a jednak wcale wolna nie była, przyciśnięta płasko do ziemi i zbyt sparaliżowana, aby się poruszyć. Mogła. Puścił ją. Czemu dalej tak się bała? Co właściwie się stało? Odczuwała ból. Wzrok miała niesamowicie rozbiegany, ale ciągle gapiła się w jednym kierunku, gdzieś na linię horyzontu. Nie reagowała już nawet na ryki potworów biegnących po Grzmiącej Ścieżce obok.
Nie reagowała na nic. Cykuta nie poruszyła nawet uchem, gdy Pajęczyna już zszedł i odezwał się, jakby jego słowa wcale do niej nie dotarły. Zamknęła się sama w sobie i odcięła od rzeczywistości. Nie poruszyła się. Ani jeden z jej mięśni nie drgnął, a łzy spływały jej po policzkach zupełnie niekontrolowanie i chyba nieświadomie.
Nie odpowiedziała. Nie ruszyła się. Zastygła przytulona do wilgotnej trawy pod sobą.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie poszła. Nie ruszyła się nawet z miejsca, co równocześnie zaciekawiło jak i zirytowało siedzącego obok kocura. Dlaczego go nie posłuchała? Czyżby nie chciała od niego odejść? Zmrużył lekko oczy, po czym spędził jeszcze kilka chwil na porządnym czyszczeniu swojego jasnego futra. Dopiero gdy zakończył tą czynność, podniósł się z ziemi i podszedł z powrotem do Cykuty, dotknął ją lekko przednią łapą w bok. Czuł się dziwnie, ale nie był tak nieuprzejmy żeby odejść bez słowa.
- Leż sobie, jak chcesz. Ja stąd idę. - powiedział i właśnie tak zrobił. Rzucił jej ostatnie, trochę niepewne ale wciąż pełne pogardy spojrzenie, a następnie odwrócił się i odszedł, jakby nigdy nic się tu nie wydarzyło. Chciał tak myśleć. Nie obejrzał się ani razu, w końcu zniknął gdzieś za drzewami.
Czarno-biały kocur o intensywnie zielonych, wiecznie rozbieganych oczach. Większość jego ciała pokrywa białe futro – gęste i pierzaste, zwłaszcza na policzkach oraz ogonie. Szczególną uwagę przykuwają jednak czarne akcenty, zaskakująco upodabniające go do Sroczego Ogona – zakryte smolistą sierścią ucho i wspomniany już ogon, a także kilka plam ozdabiających czubek pyska i łapy. Zdecydowanie wysoki, raczej masywny – „naturalnie przysposobiony” do bycia wojownikiem. Kiedy tylko Nagietek nie ma czym zająć myśli, całe jego ciało zdaje się momentalnie spinać, a każdy krok sprawia wrażenie nienaturalnie sztywnego – w ten sposób najczęściej nieświadomie zdradza kłębiące się w nim negatywne emocje.
Chociaż otaczający świat nie zachwyca już tak jak kiedyś, to Nagietek z przyjemnością pogłębia posiadaną o nim wiedzę, wykorzystując swoją absurdalnie pojemną pamięć – spacer w towarzystwie bardziej doświadczonych gawędziarzy skutecznie zajmuje myśli, a dobrą odskocznię od codziennych trosk zapewniają i kocięta, pełne zapału, entuzjazmu i niejednokrotnie zaskakujących rozkmin. Wyłania się z tego klarowny obraz – Nagietek stroni od samotności, która niegdyś szła w parze z rutynowymi obserwacjami, a obecnie jest wręcz nieznośna. I tylko co jakiś czas, ale naprawdę co jakiś czas, zaczyna się zastanawiać – może to nie samotność, ale on sam jest nieznośny? ten natłok niepokoju i nerwowości? I dlaczego życie, jak gdyby nigdy nic, toczy się dalej mimo śmierci jego rodziców?! Ale zaraz potem wraca do sumiennego wykonywania swoich terminatorskich obowiązków, pieczołowicie czyści futerko na piersi albo szuka byle pretekstu, by odwiedzić medyka. Wszystko, byle być czymś zajętym!
Wydrzy Wąs [KW], Węgielek [KRz] | Bezchmurne Niebo [GK], Deszczowa Noc [GK] i in.
Przed kilkoma wschodami słońca któryś z kotów dostrzegł gęsty słup dymu; Nagietek był szczerze przejęty, tym bardziej, że Klan Rzeki i tak borykał się z wieloma wewnętrznymi problemami, ale zagrożenie szczęśliwie rozeszło się po kościach. Wszyscy mogli odetchnąć z ulgą i powrócić do wypełniania obowiązków. Temat jednak wcale nie ucichł, bo poniosła się plotka o pokąsanym przez płomienie Potworze, który spoczął w okolicach Łanu Rzepaku.
Syn Barwnej Wody początkowo wydawał się rozdarty; był już co prawda wojownikiem, ale przez cały czas ograniczał się do terenów wyznaczonych granicą... Może nie powinien ryzykować? Chociaż Potwór był martwy, a niektórzy zarzekali się, że zwiedzili nawet jego wnętrze... Z podobnymi tym wątpliwościami bujał się przez jakiś czas, aż wreszcie napotkał Szpona i wszystkie rozterki prysnęły jak bańka mydlana i to w jego towarzystwie opuścił obóz. W okolicach Grzmiącej Ścieżki poczuł dziwny ścisk żołądka. Minęło kilka uderzeń serca, nim zorientował się, co było tego przyczyną – w podobny sposób pachniał Minóg... Lekko zawstydzony, co zdradzały położone po sobie uszy i drgający ogon, zdecydował się odwrócić swoją uwagę od szylkreta i spytać: – A jak tam trening? Odnajdujesz się w roli mistrza? – Gorzej tylko, że od jakiegoś czasu, niecelowo skupiony myślami na czymś innym, przestał słuchać Szpona... Równie dobrze biały kocur mógł dzielić się z nim przemyśleniami na temat treningu z Łąką, a on, jak skończony rybi móżdżek, właśnie o to spytał... Ale już było za późno. Trzeba było myśleć wcześniej!
[Szpon!]
*:・゚✧*:・゚ your voice it carries over
the hubbub andthe hum
and it paints the sky and circles high
like the beating of a drum
you will scream "i won’t forget you"
but i’ll cover my coldears
[ it cannot be a lie if no-one hears ]
Wyjścia w obecności Szpona to wielka niewiadoma. Chociaż zdecydowanie nie zostawiłby nikogo na pastwę losu, to był ostatnim kotem który uciekałby jakby widział że coś niebezpiecznego - ale ciekawego - dzieje się w okolicy. I choć każdy się tego chyba spodziewał, że biały lubił trochę dzikszą formę spędzania czasu wolnego, tak mimo wszystko faktyczne przebywanie w jego towarzystwie w takich chwilach mogło nie raz przyprowadzać jego towarzyszy podróży o zawał. Bo kto wie, może w ominie potwora i będzie względem niego obojętny, a może wskoczy mu w paszczę i będzie starał się go rozczłonować, nikt tego nie przewidzi!!!
Tak samo jak Szpon nie przewidział, że Nagietek będzie z nim chciał gdzieś wyjść. Byli sobie TOTALNIE obcy. Znał go z ceremonii porażki i ceremonii zwycięstwa, gdzie byli mianowani. I... nic poza tym. Ale czy mu to przeszkadzało? Nie. Obcy czy nie, towarzystwo jak każde inne. - Co? A!! Całkiem luźno, nic się nie dzieje. Nawet nie wiem co robimy. Trochę połaziliśmy po terenach i pogadaliśmy - wzruszył barkami. Fajny mistrz!! Taki co właściwie nie uważa na własnych zajęciach! No, ale na poważnie to trochę coś ogarniał, po prostu nie pamiętał o tym. - Łąka to pierwszego dnia bardziej o Śliwkę się bała, niż o to czego będziemy się uczyć. Ale w sumie to normalne.
Bo kto by się nie martwił o rodzeństwo... poza Szponem. Jakby Skale się coś stało to by się martwił w cholerę, ale inni? Meh. - A ty co tam? Nie pamiętam czy masz ucznia. Masz?
Czarno-biały kocur o intensywnie zielonych, wiecznie rozbieganych oczach. Większość jego ciała pokrywa białe futro – gęste i pierzaste, zwłaszcza na policzkach oraz ogonie. Szczególną uwagę przykuwają jednak czarne akcenty, zaskakująco upodabniające go do Sroczego Ogona – zakryte smolistą sierścią ucho i wspomniany już ogon, a także kilka plam ozdabiających czubek pyska i łapy. Zdecydowanie wysoki, raczej masywny – „naturalnie przysposobiony” do bycia wojownikiem. Kiedy tylko Nagietek nie ma czym zająć myśli, całe jego ciało zdaje się momentalnie spinać, a każdy krok sprawia wrażenie nienaturalnie sztywnego – w ten sposób najczęściej nieświadomie zdradza kłębiące się w nim negatywne emocje.
Chociaż otaczający świat nie zachwyca już tak jak kiedyś, to Nagietek z przyjemnością pogłębia posiadaną o nim wiedzę, wykorzystując swoją absurdalnie pojemną pamięć – spacer w towarzystwie bardziej doświadczonych gawędziarzy skutecznie zajmuje myśli, a dobrą odskocznię od codziennych trosk zapewniają i kocięta, pełne zapału, entuzjazmu i niejednokrotnie zaskakujących rozkmin. Wyłania się z tego klarowny obraz – Nagietek stroni od samotności, która niegdyś szła w parze z rutynowymi obserwacjami, a obecnie jest wręcz nieznośna. I tylko co jakiś czas, ale naprawdę co jakiś czas, zaczyna się zastanawiać – może to nie samotność, ale on sam jest nieznośny? ten natłok niepokoju i nerwowości? I dlaczego życie, jak gdyby nigdy nic, toczy się dalej mimo śmierci jego rodziców?! Ale zaraz potem wraca do sumiennego wykonywania swoich terminatorskich obowiązków, pieczołowicie czyści futerko na piersi albo szuka byle pretekstu, by odwiedzić medyka. Wszystko, byle być czymś zajętym!
Wydrzy Wąs [KW], Węgielek [KRz] | Bezchmurne Niebo [GK], Deszczowa Noc [GK] i in.
Nagietek również nie spodziewał się, że na wspomniany spacer wyjdzie akurat ze Szponem, skoro dotychczas co najwyżej wymieniali między sobą spojrzenia! Jednak w ostatnim czasie synowi Barwnej Wody mogło być lżej na wątrobie, ale najważniejsze się nie zmieniło – stronił od samotności, stąd naturalnie zdecydował się na czyjeś towarzystwo. No, a na dodatek... przy nowo mianowanym wojowniku nie mógł skarżyć się na nieprzyjemną ciszę. Szpon paplał jak nakręcony i było to w pewien sposób przyjemne.
Wpierw lekko się roześmiał. – To można przyjąć, że jesteś stworzony do bycia mistrzem, skoro nawet nie wiesz, co robicie. Kieruje tobą wrodzony instynkt – powiedział rozbawiony, nie chcąc przecież zakładać, że idący obok wojownik nie przykłada się do swojej roboty, a na najbliższej ceremonii kotka trafi w łapy bardziej... obowiązkowego kota. Po chwili jednak jego mina zrzedła, nim wymruczał z westchnieniem: – No, nic dziwnego, że Łąka była bardziej przejęta zaginięciem Śliwki niż powtarzaniem kodeksu...
Zapach Grzmiącej Ścieżki nadal (przyjemnie?) drażnił jego nozdrza, wywracając żołądek na drugą stronę i zauważalnie przyspieszając bicie serca. Jego myśli natrętnie lawirowały wokół szylkreta, a Nagietkowi... aż było z tym głupio! Och, co za żenada! Powoli jednak zaczynał bardziej skupiać się na towarzyszącym mu Szponie niż na nieobecnym Minogu, w czym pomogło zadane mu pytanie. – Tak, mam trenować Świetliczek – zaczął, nim nerwowo machnął ogonem. – Ale nie wiem. Nie miałem wcześniej z nią kontaktu, więc nie wiem, czy tak ogólnie jest typem, który się łatwo stresuje, czy... może mnie się boi! Ale chciałbym jakoś ją do siebie przekonać, żeby atmosfera była trochę luźniejsza, tylko jak na razie chyba niezbyt mi wychodzi.
*:・゚✧*:・゚ your voice it carries over
the hubbub andthe hum
and it paints the sky and circles high
like the beating of a drum
you will scream "i won’t forget you"
but i’ll cover my coldears
[ it cannot be a lie if no-one hears ]
- Oo, o, o!! DOkładnie tak!!! Jestem mistrzem nad mistrze... MISTRZEM W BYCIU MISTRZEM! To normalnie talent, takich kotów to mało!!! - nie na żarty, niektórzy mistrzowie byli paskudni. Albo nie przychodzili na treningi, albo wymagali za dużo, albo w ogóle się niczym nie interesowali, albo cały czas robili problemy... A Szpon był zlepkiem wszystkich złych cech, które jakoś wyprowadzały go na prostą.
Potem machnął głową. On faktycznie był ciut inny w takich sprawach. Ale Szpon bywał osobliwy w wielu rzeczach, faktycznie.
Gdy ten mu wyznał, że sam będzie trenował kogoś, uśmiechnął się pod nosem. Stresował się tym!! - Najlepiej jest podejść do kota przez treningiem i pogadać o tym co lubi. Wiesz, nie jaki lubi trening, bo tego nie wie nikt, ale jak pogadasz z nią o tym, że lubi kwiatki albo polowanie, to będziesz wiedział co najpierw robić. Bo jak kwiatki, to luźno ją zabierz na spacer po terenach, a jak co innego... to wiadomo, nie?? Poza tym, wtedy ją poznasz. To głupie, ale czasem działa - wzruszył barkami. On, ponownie, zbyt mało się przejmował innymi, żeby się martwić o takie rzeczy... bo to nie jego problem. - Lepiej też być po prostu sobą. Wiesz ile kotów przestraszę nim do nich zagadam jak one lubią?! A mimo to, zawsze się z nimi dogaduję koniec końców.
Sam teraz nabrał powietrza. Ach, grzmiąca ścieżka... cóż za aromaty!