Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Osobne treningi, tak jak się spodziewał, rozdzieliły trochę Czarną Łapę i Słowiczą Łapę. Nie spędzali już razem całych dni, choć wieczorami dobrze nadrabiali ten czas. Ale kiedy Czarna Łapa miał akurat dzień wolny od treningu i zdążył zająć się już wszystkimi obowiązkami, a na dodatek zadbać o swoją piękną czarną sierść, na co codziennie poświęcał bardzo dużo czasu - najzwyczajniej w świecie dopadała go nuda.
Zazwyczaj polował, przy okazji eksplorując klanowe tereny. Były spore, a on chciał poznać je dobrze co do najmniejszej kępki trawy.
Tym razem postanowił jednak przekroczyć granice. Ciągnęło go do zobaczenia Grzmiącej Ścieżki, czego wcześniej nigdy nie miał okazji zrobić. Być może nawet do przekroczenia jej? Ziemie Niczyje jawiły mu się w głowie jako ciekawe wyzwanie.
Na długich łapach przemykał zwinnie wśród Szarych Brzóz, ale nie spieszył się bardzo. Obserwował te dziwne drzewa, tak inne od wszystkich. Biel ich pni, na których znajdowały się czarne łaty przypominały mu futro brata. Będzie musiał powiedzieć o tym Słowiczej Łapie i zaprowadzić go tutaj.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Dawno nie opuszczała ziem Nowego Świtu. Z zaskoczeniem przyznała przed samą sobą, że nie robiła tego od momentu przybycia na nowe tereny. Tym razem również tego nie planowała. Przywiódł ją tutaj młody królik, którego próbowała od jakiegoś czasu upolować. Szła jego tropem i już dwa razy zbiegał jej w ostatniej chwili i w ten sposób dotarła aż do Grzmiącej Ścieżki, na której znalazła go zmienionego w mokrą, krwawą plamę. Odebrało jej to apetyt.
Uniosła głowę, żeby zorientować się, gdzie się znalazła. Nieduże uszy poruszyły się lekko. Była już za jeziorem Topiołki, musiała ominąć je od północy. Pociągnęła nosem. Skoro już się tu znalazła, może przejść się jeszcze kawałek i pooddychać chwilę zapachem klanów. Wciąż miała problem z ich rozróżnianiem. Wiedziała, że na tej wysokości, na której się znalazła może liczyć na granicę klanu Rzeki. Przekroczyła prędko Ścieżkę i bardzo szybko dostrzegła, że nie jest w tym miejscu sama. Mimo, że granica rozpościerała się kawałek dalej, zapach wodnego klanu był bardzo silny. I to nie tylko z powodu bliskości ich terenów. Pomiędzy drzewami przechadzał się kot, wysoki, czarny i smukły. Już na pierwszy rzut oka większy od niej. Przeszedł ją dreszcz niepokoju, do którego nie przyznałaby się nikomu.
Mimo tego, że część jej wolała uniknąć kontaktu z Rzeczniakiem, nogi poniosły ją w jego stronę.
Kędzierzawa zbliżyła się cicho, a kot o tak niewyczulonych zmysłach (2 Zm) mógł długo nie być w stanie jej usłyszeć. Odchrząknęła dopiero, kiedy znalazła się długość ogona od niego. Dość blisko. Na tyle blisko, że dało się dostrzec zielonkawe obwódki w jej złotych tęczówkach.
- Wasz rybi zapach to nic w porównaniu do smrodu tego tworu - stwierdziła, marszcząc czekoladowy nosek.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Nie zauważył jej, poruszała się cicho, ale i jego uwaga była skupiona zupełnie na czymś innym. Nie czuł się zagrożony, nie wypatrywał więc niebezpieczeństw, przyglądał się przyrodzie.
Zaskoczył go więc jej głos, który nagle przerwał ciszę panującą dookoła. Zorientował się, że popełnił błąd. Odwrócił się jednak spokojnie, nie dając po sobie poznać tego zaskoczenia. Wąski, długi pysk zdobił śliczny uśmiech. Czarna Łapa nie bał się praktycznie nigdy.
Wbił w kotkę spojrzenie pomarańczowych oczu odziedziczonych po Czerwonej Gwieździe. Ale patrzył przyjaźnie, mrużąc je lekko.
Była obca, nie pachniała żadnym z czterech Klanów. Ale wiedziała o nich wystarczająco dużo, by go rozpoznać. Nie bała się, a on póki co nie miał ochoty próbować wzbudzać w niej strachu. Nie było po co. Zachowywała się, jakby próbowała nawiązać kontakt, poznać go bliżej.
– Dzień dobry. – przywitał się uprzejmym, aksamitnym głosem, po czym przedstawił się krótko – Czarna Wrona.
Skorzystał z jej wiedzy, poznając to fałszywe imię musiała wiedzieć z kim ma do czynienia. Wojownicze miano miało szanse wzbudzić większy respekt, niż terminatorskie, a Czarna Łapa był świadom tego, że jego postura jest w stanie dobrze zamaskować wiek.
Choć niekoniecznie było to łatwe do zauważenia, przyglądał się jej bardzo uważnie. Wyglądała ciekawie. Spotkał już kogoś ubranego w futro o podobnej fakturze. Tym razem jednak podobało mu się. Kocica wyglądała zgrabnie, miała ładną głowę i interesujące umaszczenie. To wszystko było bardzo różne niż u uprzednio spotkanej kotki. Czarną Łapę ciekawiły koty o niecodziennej aparycji, lubił je oglądać i przyjemność sprawiało mu obserwowanie reakcji na jego komplementy.
– Masz ciekawe futerko, bardzo ładne. Nie spotkałem jeszcze takiego, jest wyjątkowe. Wyróżniasz się. – powiedział gładko.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Dziwaczny był to kocur. Z jednej strony coś w barwie jego głosu wskazywało na dość młodego osobnika ale zdecydowanie nie wskazywał na to jego rozmiar. Był wyższy od Tundry, a rysujące się pod czarną sierścią mięśnie zdawał się potwierdzać, że Czarna Wrona młodzikiem już nie jest. Intrygujące. Zastrzygła małymi uszkami, a zmarszczone brwi bardzo szybko się wygładziły. Nie chciała by wiedział, że ją zainteresował. Wybitne zdolności aktorskie nie należały do zalet Opoki, miała jednak w swoim repertuarze pewien wyraz pyska, który trudno było rozgryźć. Poważny, twardy i ozdobiony lekko przymkniętymi powiekami. Tylko o kawałeczek. Maska ta pozwalała jej dotąd chować dokładnie to, jak sprzeczne emocje zdarza jej się odczuwać i jak często nie wiedziała, jak się zachować w sytuacjach towarzyskich. Maska Tundry Opoki Nowego Świtu, a teraz właściwie maska Radnej Tundry. Tym razem również ją przywdziała.
- Dzień dobry - odparła z lekkim skinieniem głowy. - Tundra - dodała, uznając nie bez pewnych wątpliwości z że to, co usłyszała z pyska Rzeczniaka zaraz po powitaniu, musiało być jego imieniem. Jej uczucia względem klanowych imion wciąż nie były jednoznaczne. Znała ich niewiele, a były to głównie te, które przekazywał jej Rojst po rozmowach z przywódcami starych klanów. Większość z nich kończyła się na "Gwiazda", wyjątkowo dziwaczne dla czekoladowej. Byli jeszcze Złoty Język, których imię również brzmiało dość klanowo. Tymczasem dla kędzierzawej imię szczupłego kocura brzmiało jak imię dla kotki.
Wysłuchała kilku ciekawych zadań na temat swojego wyglądu i nie była w stanie powstrzymać jednej z brwi szybujących wysoko na czoło. Rzecz jasna, zdawała sobie sprawę z wyjątkowości swojej aparycji. Nie dość, że futro miało dość niespotykaną, czekoladową barwę, to jeszcze było karbowane, a w dotyku zdecydowanie bardziej miękkie niż u przeciętnego kota. Wiedziała do wszystko, a jednak wolała o tym nie rozmawiać. Powierzchowność była tym, na co żaden kot nie miał wpływu. Wolałaby być podziwiana za bogatą osobowość, zdolności przywódcze czy strategiczny umysły. Wciąż znajdowała w sobie kolejne porcje cierpliwości i tolerancji, będąc świadomą, że sama również bywa powierzchowna, zwraca uwagę na wygląd. A przecież właśnie ta część każdego kota jest tym, co można zobaczyć już na pierwszy rzut oka, nie wymaga to wysiłku związanego z poznawaniem i zdobywaniem sympatii. Inna sprawa, że obie te kwestie były dla nieco ograniczonej społecznie kotki całkiem dużymi wyzwaniami.
Nie podziękowała bo też nie była wdzięczna za komplementy.
- Moje przodkinie, zdaje się, miały tendencję to zawierzania uczuć w nieodpowiednich kotach - wyjaśniła, będąc ciekawą, czy takie zdanie wystarczy do przekazania informacji, że wśród męskich krewnych Tundry było kilku pieszczochów. By być precyzyjnym, byli to jej ojciec i dziadek. Ta informacja była rzecz jasna niemożliwa do odczytania po jej krótkiej wypowiedzi. - Twoi, jak widzę, zdają się stawiać na wzrost - powiedziała po kilku uderzeniach serca milczenia. Zlustrowała jeszcze raz sylwetkę Czarnej Wrony. Nie był to nieprzyjemny widok. - Imponujący wzrost - dodała po chwili, chcąc poznać reakcję kocura na lekkie połechtanie jego dumy.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Zniżył głowę, jak gdyby przyglądając się dokładniej skrętowi jej futra. Układając szyję w ten sposób zmniejszał dystans między nimi i robił to świadomie. Zastanawiało go jak ta kotka o niecodziennej urodzie zareaguje, kiedy zrobi to samo, co ona. Znajdzie się się blisko. Za blisko. Pozwoli mu na to?
Zdziwił go ten komentarz, Czarna Łapa nie wiedział właściwie niczego o pieszczochach i nie miał świadomości, że ta wyjątkowa faktura częściej jest spotykana właśnie wśród nich, niż w lesie. Czyżby nie lubiła swojego futra? Tak brzmiała.
– Nie podoba ci się...? – zapytał, unosząc lekko brwi – Wyjątkowe aspekty to raczej dobra sprawa.
Wykonał drobny krok w stronę Tundry. Subtelny, wciąż wodził wzrokiem za skrętami jej futerka. Jeszcze bliżej. Ale to był krok, nie jedynie wyciągnięcie szyi.
Zaraz jednak uniósł nieco głowę i spojrzał w jej złote oczy z lekkim uśmiechem.
– To prawda. Nie ma w mojej rodzinie małych kotów. – odpowiedział. Czarna Łapa lubił komplementy.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy jej własne futro w istocie jej się podoba, czy też nie. Czasem chciałaby, by było przeciętne. By nie było pierwszym, na co zwracają uwagę koty, kiedy mają z nią kontakt. - To dobre futro - stwierdziła ze wzruszeniem ramion. - Daje mi ciepło w chłodne dni i noce, częściowo chroni przed deszczem, pozwala mi częściowo stapiać się z otoczeniem dzięki czemu lepiej poluję. - wymieniła praktyczne zastosowania swojej niecodziennej szaty. Ton głosu przez cały czas miała obojętny, ale uważnie obserwowała reakcję Czarnej Wrony na to, co mówiła. Zdawali się mieć zupełnie różne podejście do powierzchowności. Z jego perspektywy sytuacja mogła wyglądać jeszcze bardziej dramatycznie. Tundrze wydało się, że mogła dać mu do zrozumienia, że na zewnętrzny wygląd jest zupełnie ślepa. Nie była to prawda, a czekoladowa z łatwością dzieliła koty na atrakcyjne dla siebie i obojętne. I to niezależnie od płci, co niedawno zauważyła z pewnym zaskoczeniem. Spostrzegła również, że zupełnie inne cechy lubi i zupełnie innych właściwości pożąda u kocurów i kotek. Nie zamierzała tego jednak na głos sprostowywać i dalszy przebieg tej rozmowy w tym klimacie.
Kocur zbliżał się do niej, a ona wciąż nie potrafiła stwierdzić, czy jej to odpowiada. Zauważyła to od razu ale nie od razu zareagowała. Można powiedzieć, że przez kilka uderzeń serca Tundra udawała głupią by dać sobie choć odrobinę więcej czasu na zdecydowanie, czy zachowanie młodszego kota jest jej w smak, czy też nie. Ostatecznie przyszło jej do głowy coś niespodziewanego, zupełnie do niej niepasującego. Przez bystry i zwykle sztywny umysł Opoki Nowego Świtu przebiegła myśl, że jest tutaj tylko ten ledwie znajomy kocur z Rzeki, nie ma żadnego z kotów, przed którymi zawsze musi być niewzruszoną, nienaganną, prawie pozbawioną uczyć Tundrą. Nikogo tu nie było i jeżeli pragnęła zbliżyć się do atrakcyjnego i wyraźnie zainteresowanego kocura, powinna sobie na to pozwolić.
Bo życie jest skończone.
Bo jest krótkie i kruche.
A przystojne kocury nie zawsze zainteresowane.
Więc pozwoliła mu na to, a sobie na chwilę przyjemności. Chwilę zachwytu rybno-wodnym zapachem kocura, który czuła również silnie napływający od strony granicy jego Klanu.
- Co tu właściwie robiłeś, Czarna Wrono? - spytała, nie tyle szczerze zainteresowana tą kwestią, a pragnąca podtrzymać konwersację.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
A więc pozwoliła. Uśmiechnął się, gdy zorientował się, że nie zwróci mu już uwagi. Nie potrzebował na razie więcej. To, póki co, wystarczało mu. Nie mógł przesadzać - wtedy gra stałaby się za mało subtelna, zbyt oczywista i miałaby potencjał, by grą przestać być całkowicie - stając się napaścią.
A ona była zbyt otwarta, żeby chciał się do tego posuwać. Po co miałby to robić, kiedy sama zapraszała go do siebie?
– Och, nic specjalnego. Mój terminator jest niedysponowany, biedaczyna sam odgryzł sobie palce. Musiałem zawiesić trening… dlatego mam więcej wolnego czasu. Dawno nie byłem za Grzmiącą Ścieżką, wybierałem się na polowanie. – odrzekł od razu, robiąc zmartwioną minę. Kłamanie zawsze przychodziło mu bardzo łatwo. Nie potrzebował nawet zastanawiać się, by znaleźć odpowiedzi na zadawane pytania, tak, jakby ćwiczył je wiele razy.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Wysłuchała jego odpowiedzi i skinęła na nią głową. Mimo, że nazwy które wymieniał, wciąż brzmiały dla niej obco, to była z nimi częściowo zaznajomiona. Terminator to uczeń, zwykle młody kot, uczący się wszystkiego o życiu. Ma imię z drugim członem "łapa". W Nowym Świcie również funkcjonowała podobna ranga, pozbawiona jednak niepotrzebnego elementu zmieniania tożsamości, związanego ze zmianą imienia.
Spotkanie było miłe, chociaż w tej chwili Tundra nie uznałaby tego określenia za odpowiednie. Czarna Wrona był intrygujący i czarujący ale… co za dużo to niezdrowo.
- Przyjemna pogawędka, Czarna Wrono. - przemówiła cicho czekoladowa. - Można ją powtórzyć. Może… za księżyc? - z tymi słowami wykonała niepodobny do siebie gest, mianowicie przesunęła końcówką cienkiego ogona najpierw po jego łopatce, potem uchu, aż do zamkniętego pyska, który musnęła, a następnie oddaliła się w swoją stronę, tę z której przyszła. Za Grzmiącą Ścieżkę i dalej, w stronę obozu Nowego Świtu.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
***
Nie zamierzał dla niej zwalniać. Był zmęczony, im szybciej dotrą na miejsce, tym szybciej odpocznie, a jej rana zostanie opatrzona. Ostatecznie jeśli Wilcza Zamieć nie będzie w stanie iść, mógłby zarzucić ją sobie na grzbiet i w ten sposób przytargać do Grzmiącej Ścieżki. Nie sądził jednak, że ta dumna kotka pozwoli sobie na okazanie przy nim słabości. Prędzej pewnie zeżarłaby własne flaki, niż zwolniła tempo. Nawet w tym stanie.
Było w tej wizji coś, co go pociągało. Chciał zobaczyć, jak podąża za nim, z głową zalaną krwią, wyciska siódme poty, by nadążyć, by dotrzeć do miejsca, w którym będzie mógł ją opatrzeć. On. Kot, który ją tak urządził. A droga była daleka.
- Rusz dupę. - mruknął, wciąż zza zaciśniętych szczęk, spoglądając na nią przez ramię. [Żuł ucho].
Długowłosa kotka o potężnej budowie. Jej kręcone futro przybrało kolor czarny z białymi znaczeniami na brodzie, piersi, brzuchu i łapkach. Jeszcze szarawe oczy wybarwiają się już powoli na jadowitą żółć.
Młoda buntowniczka, nie ważne co mówi ktoś inny, ona musi mieć rację. Uwielbia się kłócić i bić. Kocha swoją rodzinę całym sercem, ale za to lekceważy Gwiezdnych.
Łosoś (KRZ)
Z każdą chwilą Wilcza dama była z siebie coraz bardziej zadowolona, ale również przerażona tym, że nie przejmuje tym co będzie później. Po prostu żyła tu i teraz, tak jak lubiła, bez mistrza i bez głupich zasad, które mogły ją ograniczać. Chciała aby trwało to jak najdłużej. Ponadto dostawała to czego chciała, przynajmniej na razie, ale nic nie wskazywało, aby miało się to zmienić.
Zamieć z każdą chwilą dowiadywała się jak bardzo źle wychowany był Czarna Wrona. Nie raczył zwalniać tempa dla rannej... Chociaż, gdyby to zrobił to kotka z pewnością potraktowałby to jako obrazę jej dumy. Zresztą cała paplanina o wychowaniu była skrajną hipokryzją, bowiem Wilcza cały savoir vivre miała głęboko tam gdzie światło nie dochodziło.
Damulka mimo wszystko nie wlokła się, nie zwalniała ani nie miała problemów z nadążeniem. Miała problem jedynie ze zmęczeniem, które zwiększał ból w miejscu z którego powinno wystawać ucho oraz na karku. - Nie martw się. Bez problemu za tobą nadążam ślimaczku- odpowiedziała prychając niby to urażona popędzaniem samotnika, choć tak naprawdę liczyła na uszczypliwe wymiany zdań od samego początku, bowiem te mogły być niezwykle ciekawe i przyjemne wbrew pozorom. Kotka ignorowała to co z oderwanym uchem robi Czarna Wrona, chociaż... Interesowało ją to trochę. Czyżby miał zamiar zachować sobie trofeum? Zjedzenie brzmiało abstrakcyjnie... Chociaż? Kto wie...
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
W odpowiedzi na pieszczotliwy zwrot, którym go nazwała, posłał jej przez ramię śliczny uśmiech. Gdy chciał, Czarna Wrona potrafił był czarujący. W mgnieniu oka pozbył się śladów pogardliwego warczenia, którym uraczył Wilczą Zamieć zaledwie przed chwilą.
– Cieszę się. – odpowiedział prosto. Nie zamierzał jednak raczyć ją samymi uprzejmościami, przecież należało jej się trochę rozrywki, tak bardzo musiała cierpieć – Jeśli zasłabniesz, poniosę cię na własnym grzbiecie. Po tym, co dzisiaj widziałem trochę wątpię w twoje siły. Opuściłaś się przez te ostatnie kilka księżyców. – wytknął jej, nie rezygnując z pogodnego, ciepłego tonu głosu.
To były ostatnie słowa, które wypowiedział. Wilcza Zamieć musiała skupić się na parciu do przodu, zamiast tracić energię na próby udowadniania mu swojej siły. Nawet jeśli spróbowałaby coś do niego powiedzieć, zostałaby zignorowana. Szli w milczeniu.
Z początku szedł przed nią, wskazując drogę, ale po jakimś czasie zajął miejsce koło niej. Szedł, muskając ją gładkim, czarnym bokiem. Nie chciał, by straciła równowagę. Tereny, które pokonywali nie zawsze były łatwe do przejścia. Musieli poświęcić aż połowę dnia, by dotrzeć do Grzmiącej Ścieżki. Z godziny na godzinę w Czarnej Wronie budziło się coraz gorętsze uczucie podziwu wobec brzydkiej koleżanki. Naprawdę dawała sobie radę. Nie pisnęła nawet słówka skargi. Nie prosiła o zwolnienie tempa. Dzielnie trzymała się na tych swoich krzywych, masywnych łapach.
Nakazał jej zatrzymać się tam, gdzie kończył się łan rzepaku.
– Mieszkam tuż tuż. Po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Poczekasz tutaj na mnie, a ja pobiegnę po potrzebne rzeczy. Będę dosłownie za chwilę. – poinformował ją stanowczym głosem. Nie miał zamiaru słuchać żadnych sprzeciwów. Nie chciał, by wiedziała gdzie dokładnie znajdowała się jego dziupla. Wolał także, by nie próbowała przekraczać Grzmiącej Ścieżki. W jej obecnym stanie to mogło skończyć się źle. Nawet zupełnie zdrowe koty ginęły czasem pod kołami Potworów.
Jak powiedział, tak zrobił. Pognał w kierunku Topiołek. Zabrał z dziupli motek pajęczyny i szypułkę nagietka i zerwał się w drogę powrotną. Galopem przebiegł ten krótki dystans i w dwóch długich susach pokonał Grzmiącą Ścieżkę, by po chwili znaleźć się znowu przy Wilczej Zamieci.
Był podekscytowany, lecz nie dawał tego po sobie poznać. Po raz pierwszy w życiu podejmie się leczenia, zrobi dokładnie to samo, co Barwna Woda, kiedy łatał mu nos i złamaną łapę jego brata. Obserwował wtedy uważnie każdy ruch medyka. Był pewien, że nie przegapił absolutnie niczego. Teraz będzie musiał tylko powtórzyć dokładnie każdy element rytuału.
– Podejdź. – nakazał cichym, uroczystym głosem. Oczy mu lśniły.
Długowłosa kotka o potężnej budowie. Jej kręcone futro przybrało kolor czarny z białymi znaczeniami na brodzie, piersi, brzuchu i łapkach. Jeszcze szarawe oczy wybarwiają się już powoli na jadowitą żółć.
Młoda buntowniczka, nie ważne co mówi ktoś inny, ona musi mieć rację. Uwielbia się kłócić i bić. Kocha swoją rodzinę całym sercem, ale za to lekceważy Gwiezdnych.
Łosoś (KRZ)
Czy ten zwrot był pieszczotliwy? Wilcza dama z pewnością odebrała by "ślimaczka" za wielką obrazę. Nic dziwnego więc że gdy tylko zobaczyła uśmiech towarzysza na jej pysku pojawiło się zdziwienie. Szybko jednak się opanowała i odwdzięczyła się trochę mniej czarującym ale wciąż nie najgorszym grymasem imitującym uśmiech. - Nie spodziewałam się, że od razu będziesz chciał hm odebrać swoją nagrodę. To ty stchórzyłeś przed otwartą walką, a nie ja się opuściłam pf - gadała może trochę za dużo, ale czuła się dobrze w towarzystwie tajemniczego znajomego. Nie komentowała oferty pomocy w razie gdyby źle się poczuła, zasłabła. Czemu? Bo uważała to za niemożliwe. W końcu była duża i groźna, poza tym nie mogła się tak ośmieszyć w oczach Czarnej Wrony. - Nie chcę tutaj czekać, ale niech ci będzie chudzielcu - warknęła niezadowolona. Wiedziała, że Czarna Wrona wróci. Ale sam fakt że nie chciał jej pokazać gdzie się osiedlił uważała za niedorzeczny. Wiedziała że dyskusja była niepotrzebna. Gdy czarny kocur zniknął jej z oczu zaczęła się kręcić przy grzmiącej ścieżce. Słyszała, jak koty na niej ginęły w męczarniach, ale Wilcza nie znała czegoś takiego jak zdrowy rozsądek lub strach. Dlatego na zmianę wchodziła i schodziła z grzmiącej ścieżki, co chwilę zerkając w stronę gdzie zniknął jej towarzysz z nadzieją, że odnajdzie jego dziuplę z miejsca w którym była. Niestety tak się nie stało.
Gdy samotnik wrócił Wilcza zamruczała cicho z zadowoleniem. Siedząc na trawie zaczęła lekko machać ogonem podekscytowana. Teraz to on ją wyleczy, nie jakaś Truskawka, czy inny nudny i zmierzły medyk. Posłuchała się Czarnej Wrony bez chwili zawahania. Gdy kazał, podeszła bliżej, cały czas patrząc w jego ślepia i czekając co zrobi dalej. Miała wrażenie, że ta chwila z jakiegoś powodu jest wyjątkowa... A może tak tylko sobie wmawiała? Ciężko powiedzieć...
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Natychmiast zauważył, że Wilczej udziela się uroczysty nastrój, który kreował. W jakiś sposób teraz także podążała za Czarną Wroną, tak jak przyszła za nim spod samego Siedliska Koni aż do Grzmiącej Ścieżki. Karkołomny wybór. A ona po prostu szła. Musiała mu ufać, naprawdę mu ufać. Spytana, poddana konfrontacji, z pewnością zaprzeczyłaby, tego był pewien. Zaprzeczałaby wszystkiemu, co się właśnie wydarzyło. Nie, wcale nie zerwał jej skóry z głowy razem z połową ucha. Wcale nie przeszli razem na drugi koniec terenów znanych czterem Klanom tylko dlatego, że oprawca chciał spróbować posklejać to, co sam rozerwał. Nie, udanie się do medyka własnego Klanu, przejście drogi w najgorszym razie cztery razy krótszej wcale nie było lepszym wyborem.
To była jego rana, jego krew, jego strzępy skóry. To on ozdobił ten brzydki, nieforemny łeb. To on ma wobec niego pierwszeństwo.
Rytuał rozpoczyna się od oczyszczenia.
Czarna Wrona schyla się nad Wilczą Łapą. Jest wielki, bez problemu dosięga pyskiem każdego obszaru jej głowy. Płonące spojrzenie prześlizguje się po pysku kotki. Łatwo można odczytać z niego buzującą ekscytację. Szorstkim, silnym językiem kocur zaczyna powoli oczyszczać cały obszar rany. Jest dokładny, wręcz pedantyczny i celowo nie sili się na delikatność. Uważnie obserwuje z góry każde drgnięcie ciała swojej pacjentki, każdy drobny ruch, który sam w niej wywołuje.
Gdy kończy, rana wygląda wręcz nienaturalnie. Widać gołe ciało, rozerwane ciało, ale nie ma ani jednej kropli krwi – przez chwilę. Zaraz znowu zacznie napływać, dlatego Czarna Wrona musi się spieszyć. Rozgryza w zębach szypułkę nagietka i kropi ranę sokiem, który z niej wypłynął. Gdy kocur rozwija motek pajęczyny, rana przez moment może oddychać, sok rozlewa się równomiernie, pojawiają się krople krwi. Delikatnymi ruchami układa nici na głowie Wilczej Łapy, tworząc solidny opatrunek.
Długowłosa kotka o potężnej budowie. Jej kręcone futro przybrało kolor czarny z białymi znaczeniami na brodzie, piersi, brzuchu i łapkach. Jeszcze szarawe oczy wybarwiają się już powoli na jadowitą żółć.
Młoda buntowniczka, nie ważne co mówi ktoś inny, ona musi mieć rację. Uwielbia się kłócić i bić. Kocha swoją rodzinę całym sercem, ale za to lekceważy Gwiezdnych.
Łosoś (KRZ)
Zamruczała nisko gdy skończył i uśmiechnęła się lekko. Ah tak bardzo nie chciała odchodzić. Nie chciała aby ten dzień się kończył, ale było już mocno po górowaniu słońca. Klan był tak bardzo nieprzyjemnym miejscem w tej chwili. Treningi, Dymiący Staw czy nawet ciężka relacja z Konikiem. To wszystko zaczynało ją męczyć i sprawiać że miała serdecznie dość. - Co teraz ślimaku? - burknęła lekko dotykając swoim ogonem przednich łap kocura. Zabawne, gdyby tylko samotnik się postarał to mógłby się schować pod obszernym futrem kotki - Spotkamy się za jakiś czas znowu, hę? Może następnym razem ja cię ozdobię co? - musiała wracać eh. No cóż. Tak czy siak nie miała serca do sentymentów i innych takich pierdół. Uśmiechnęła się do czarusia, choć bliżej znowu było temu do grymasu ale no cóż... Nie każdy miał zdolności do uśmiechania się. Czekała jeszcze na ostateczną odpowiedź Czarnej Wrony. Może pozwoli jej zostać? Nah... Wątpiła. Tak czy siak szybko tutaj wróci. Może już następnego dnia...
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Pierwsze razy istnieją w ograniczonej ilości. Pierwszy prawdziwy rytuał leczenia wykonany przez Czarną Wronę był dla niego doświadczeniem niemalże mistycznym. Niósł ze sobą ogromne znaczenie. Wyznaczał jasno dalszą ścieżkę Czarnej Wrony, którą kocur zaczął podążać już w dzieciństwie. Rozproszył się; wizje siły, statutu, władzy pochłonęły jego umysł. Spotkał je jednak rychły koniec. Czarna Wrona nigdy więcej nie pozwoli im się porwać w tany. Uczyni to, co było mu pisane od najwcześniejszych księżyców. Posiądzie sztukę uzdrawiania.
Wilcza Zamieć zniosła jego opiekę, jego niedelikatne zabiegi z godnością, z prawdziwą przyjemnością, którą wyraziła słodkim mruczeniem. Doceniła tę osobliwie wyrażoną czułość od początku do końca – od zdarcia z niej skóry, poprzez wycieńczający spacer, tylko dla niego, tylko dlatego, by mógł cieszyć się tą chwilową rolą uzdrowiciela naprawiającego to, co chwilę wcześniej z radością niszczył. Kotka, choć paskudnie brzydka, miała w sobie coś wyjątkowego.
– Topiołki. Znajdziesz mnie przy Topiołkach. – odpowiedział. Należała jej się ta informacja, za to wszystko co dzisiaj dla niego zniosła – Zdrowiej. Wróć, gdyby nie pomogło. Mam więcej leków. – powiedział. Czułość wyraźnie wybrzmiewała w jego głosie.
Patrzył jak brzydula odchodzi, żując znowu jej skalp. Myślał o tym, czego dzisiaj doświadczył. Czego wspólnie doświadczyli.