Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Iiii podejście numer trzy! Tym razem plan był bardziej skomplikowany i męczący, ale czy się uda? Trochę Brzózka się zmachała ociągając paczkę do głazu, a co dopiero kopiąc w nią, ale… Taśma puściła, zmęczona wszystkimi próbami. Problem w tym, że to nie wszystko. Jeszcze skubana folia blokowała drogę Brzuski do skarbu i przy jednym z kopniaków pudełko się zsunęło, a łapka Brzuzki walnęła o głaz. Ajajaj, biedne fasolki… Ale spokojnie, to ostatnia warstwa do przebicia by wydobyć skarb! Brzózka - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 10 | HP: 68-4=64 (70) | W: 48-4=44 (50) • rana 0 stopnia: zraniony pazur • rana 0 stopnia: podrażnione dziąsło • rana 0 stopnia: obolałe poduszki tylnych łap
⋆⁺₊⋆☾⋆⁺₊⋆ I holdso manysmallregrets andwhat-ifsdown insidemy head someconfidenceit couldn't hurtme mydemeanoris oftenmisread
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza syknęła z bólu, a w uderzeniu serca spojrzała na łapę. Cała. Ruszała się. Nic się nie złapało ani połamało. Brzoza zmrużył brwi w zmęczeniu. Gdyby zawołał ludzi....Byłoby prościej, ale równie dobrze mogliby go zabrać do domu zbyt wcześnie.
Brzoza znów przytargał pudełko blisko siebie i pazurami, jak nożem, chciał przeciąć folie.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
No i nareszcie, folia puściła i paczka była gotowa do otwarcia! A w środku… W sumie nic ciekawego. Więcej roślin, ale te pachniały dość ziołowo i charakterystycznie. Dwie wywrócone doniczki, jedna pęknięta i dużo rozsypanej ziemi po całym wnętrzu. A w tym wszystkim dwie roślinki, każda mająca trzy kwiatki, jedna z fioletowymi w kształcie kielichów, a druga żółta, wyglądająca trochę jak mlecz, ale inna. Bladożółta i o czerwonych, łuskowatych liściach.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza niuchnęła zawartość, która zielem pachniała i szybko zebrała to, co uznała za słuszne - roślinkę o wyglądzie jak mlecz. Kwiat o kształcie kielicha pacnęła łapką, by zobaczyć, czy nie wyleci z niej pył. Psianka? Chyba nie ale lepiej było się upewnić. Tata Red coś o tym mówił...
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
I do trzech razy sztuka! Nareszcie coś zadziałało! Kombinowanie Brzózki popłaciło i w końcu taśma puściła. Walenie o pudło było dość męczące, ale zaraz paczka się uchyliła i Brzózka mogła zajrzeć do środka… Gdzie panował niezły syf. Dwie plastikowe doniczki i dużo porozsypanej ziemi, a wraz w tym jedna roślinka podbiału z 2 listkami i jedna roślinka wężymordu skrywająca 6 korzeni. Wężymordu było zdecydowanie więcej niz podbiału, ale wciąż, nie jakaś zawalająca ilość.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Kolejne dziwne zapachy, kolejne rośliny. Brzoza ich nie kojarzył, lecz pachniały i wyglądały przyjemnie - beżowo-futry zaczął je delikatnie zbierać, by nie naruszyć zbytnio korzeni.
Ułożyła zebraną florę razem - może Pies lub Topik będą wiedzieli, co to za rośliny? Jedna z roślinek przypominała Brzozie kwiatami stokrotkę, tylko taką pomalowaną na żółto.
Ruszyła szukać dalej paczek do otwierania. Może jakaś będzie pachnieć inaczej od reszty?
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Tym razem na horyzoncie nie było żadnych paczek. Ale ale, do nosa Brzuski dotarł zapach kwiatów i niedługo po tym mógł zobaczyć bukiecik. Całkiem obfity, o wielu kwiatach w różnych rozmiarach i kolorach od kremowej bieli poprzez róże, czerwienie a nawet i pomarańcze. Stan kwiatów nie był powalający, parę z nich nie miało części liści, czy po prostu były marne od braku wody, ale wciąż były okazy całe i zdrowe. Magnolie, ładne kwiatki, ale hm, medycznych właściwości raczej nie mialy.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzoza rozpoznała magnolie. Magnolie, goździki, stokeotki, inne takie pierdoły znała, bo ludzie co chwila zwozili jakieś nowe kwiatki, które usychały po tygodniu. Jeszcze tyle dobrego, że właściciele Brzozy siebie umieli przy życiu utrzymać.
Brzoza zgarnęła kwiatki, przenosząc je do pobliskiej kałuży. Później je zabierze.
Szukała dalej, lecz nic nie znalazła, bo ludzi zaczęło sie zbierać.
Zabrała swoje roślinki, zioła i uciekła do swoich ludzi, którzy zauważyli stan jej pazurka i dziąseł. Oj, szykowała się wizyta u weterynarza.
/zt
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Nierzadko można było ją spotkać w okolicy klanów, choć zazwyczaj nie miała tyle szczęścia, by faktycznie kogoś tam spotkać. Albo patrol tylko zerkał ostrzegawczo w jej stronę, a zagadać do takiego, co patrzy na ciebie, jakby mógł cię zabić, gdyby tylko wpatrzył się dostatecznie? No, nie dobry pomysł, do końca.
Ale lubiła czasami porozmawiać z kimś z klanu, powymieniać się jakimiś ploteczkami, no i cały czas, gdzieś tam, mimo że nie chciała do klanu wrócić, to mimo wszystko ciągnęło ją do nich. Lubiła wiedzieć, czy dużo się zmieniło, od kiedy ostatnio stała po drugiej stronie granic, będąc tym klanowym kotem, czy jednak niewiele. Dlatego teraz, nieśpiesznie, spacerowała wzdłuż granicy z klanem Rzeki, strzygąc uszami w tamtą stronę. Zresztą, nawet jakby nie chciała porozmawiać z kimś z klanu, to mimo wszystko Grzmiącą Ścieżkę omijałaby właśnie w takim oddaleniu, bo choć przyzwyczaiła się do potworów przez księżyce spędzone na osiedlu, to nadal ich nie znosiła i nie zamierzała iść zaraz przy Drodze, a fe. Wolała, jak oddzielały ją od niej brzozy, a obok dolatywały rzeczne zapachy ryb i mułu.
xxxxA ja dzielnie patrolowałem granice. Zgłaszałem się do absolutnie każdego patrolu, aż Nocny Szkwał nie powiedział, że nie pozwala mi iść, bo przecież umrę z przemęczenia. Wcale się nie czułem tak, jakbym miał umrzeć. Miałem poczucie, że teraz moim obowiązkiem jest brać każdą robotę jaka była do wzięcia - w końcu przez księżyc gniłem w Królikarni. Nie robiłem nic, co do mnie należało. Teraz musiałem nadrobić, musiałem robić wszystko, by być wojownikiem wartym tej nazwy. Niby chciałem udowodnić innym, że nie jestem słaby, pasożytem. Ale gdybym miał się komuś przyznać, robiłem to, by udowodnić to sobie. Nie wychodziło. Nigdy mi to nie wychodziło. xxxxPodświadomie zawsze ciągnąłem do Czterech Drzew. Szukałem Migoczącej Łapy wzorkiem, a jednak jej nie było. Nigdy jej nie było. Dziś Nocny Szkwał powiedział, że ktoś inny poszedł w miejscu spotkania czterech klanów. I, że jeśli zależy mi na mojej kobiecie, to powinienem iść tam sam i czekać, zamiast szukać wymówek by zjawić się w okolicy naszych spotkań. Zawsze na te słowa tylko wzdychałem - nie miałem odwagi. I dziś poszedłem do Szarych Brzóz. xxxxNie zauważyłem nikogo. Czułem świeży zapach samotnika, a jednak nie widziałem, przeoczyłem. Może to już z zmęczenia, a może faktycznie nikogo tu nie było.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
W końcu wypatrzyła wojownika. Akurat przysiadła niedaleko granic, by odpocząć, bo łapy już nie te, rozumiecie. Choć nie czuła się nadal stara, czy wchodząca w wiek starszyźniany, to mimo wszystko musiała przyznać, że chyba by już umarła, nim doszła na osiedle, więc na chwilę przysiadła. A i miała nadzieję, że zwiększy to szansę pojawienia się mniejszego niż zwykle patrolu - i tak się stało. Niedługo później przy granicy pojawił się kot, wojownik prawdopodobnie, który patrolował sam. Lubiła takie patrole, bo łatwiej było zagadać do jednego wojownika, niż trzech czy czterech, no i łatwiej było się wycofać, jeśli okazywało się, że ten nie jest nastawiony przyjaźnie.
- Hej, patrolik? - zagadnęła, wstając i wychodząc z cienia drzew, by pokazać się wojownikowi w całości, radośnie się uśmiechając, luźno podchodząc parę kroków, ale nie zbliżając się jeszcze do granicy na tyle, by ten mógł jakkolwiek się spiąć. Całym ciałem miała nadzieję pokazać, że nie przyszła po problemy, a tylko pogadać, i miała nadzieję, że kot ów też nie będzie robił problemów!
Grzmiąca Ścieżka i okolice wydawały się Liściastej Łapie całkiem ciekawym miejscem do zwiedzania. Lubiła dreszczyk emocji, kiedy w poszukiwaniu skarbów dwunogów, które czasami tam znajdowała, podeszła nieświadomie za blisko drogi, a jakiś potwór przemykający szybko mierzwił jej sierść. Co prawda niektórzy mogliby to uznać za wyjątkowo niebezpieczne, ale ona kpiła sobie z niebezpieczeństwa, nie takie rzeczy robiła, gdy tylko opuściła obóz po raz pierwszy, i to bez zgody mistrzyni, oraz samego zastępcy, czy przywódcy, którzy wprowadzili zasadę o tym, żeby tego nie robić, ha!
I tak to właśnie teraz przechadzała się właśnie między Szarymi Brzozami, strzygąc uszami z zainteresowania, gdy tylko znalazła coś, co nie należało do normalnych leśnych znalezisk.
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
Po tej stronie drogi ciągle było pełno wilgoci, jednak prościej było znaleźć suche, osłonięte miejsce. Dlatego postanowiła nie wracać do miejsca, w którym została wyrzucona. Aktualnie zadomowiła się w Brzozowym Lasku, jednak nie planowała pozostawać w nim za długo. Powrót do dwunogów zaczynał brzmieć jak jedna z bezpieczniejszych opcji na przeżycie zimy.
Powoli zaczynała uczyć się polowania, jednak dalej szło jej to dość topornie. Dlatego starała się poświęcać jak najwięcej czasu na szlifowanie tej umiejętności. Jednak teraz nie była wstanie ani wyczuć, ani usłyszeć żadnego stworzenia w pobliżu. A przynajmniej do momentu, w którym usłyszała zbliżające się do niej kroki, prawdopodobnie kocie.
Ukryła się w jakiś zaroślach, chcąc wybadać sytuację. Nie wiedziała na jakiego kota trafi, być może ten będzie chciał się jej pozbyć. Ukrywanie jednak nie poszło jej zbyt dobrze, gracja z którą poruszała się po domu, nie miała za wiele wspólnego z bezszelestnym skradaniem się pośród opadłych liści i połamanych gałęzi.
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?
Listek nie należała do najbardziej wyczulonych kotów, jeśli chodzi o to, co się dookoła niej działo. Zazwyczaj gdy się na czymś skupiała, to potrafiła się całkowicie wyłączyć, zapomnieć, że znajduje się poza obozem i w każdym momencie mogłoby ją coś napaść, więc powinna być czujna. A i przy Drodze Grzmotu nie znajdowała się często, więc wyczulona na ciągle śmigające po niej potwory, smród, hałas i widok tych pędzących stworzeń spowodowało, że przytuliła uszy do czaszki starając się słuchać jak najmniej. Bo i co miałoby ją tu zaatakować? Potwory podobno nie schodziły ze ścieżki, a coś chyba nie byłoby chętne atakować ją tak blisko potworów, czyż nie?
Dlatego choć Cotangens nie była przyzwyczajona do skradania się w warunkach polowych, to Liściasta Łapa zdecydowanie ułatwiała jej zakradnięcie się, bowiem w ogóle nie zwróciła uwagi na to, że czasem jakiś liść chrupnął, czasem się przesunął po kolegach wydając również dźwięk, czy że cokolwiek pod ów liśćmi trzasnęło. Jakby w ogóle tego nie słyszała! A może właśnie tak było.
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Księżyce: 34 Mistrz: "stara, głupia Ślimaczek" Płeć: AFAB Matka: Matematyka Ojciec: Pitagoras Partner: Nikt nie jest wystarczająco mądry, by być tego godnym
Szczupła | Wysoka | Pysk europejski | Czarny Srebrny Szylkret z Bielą | Pregowanie Cętkowane | Niebieskie Oczy | Krótki Ogon
Biel -> Spód brzucha i ogona, pojedyncze plamki na szyi, lewe ucho, wszystkie łapy nieidentycznie, lekko za nadgarstki
Rudy -> prawe ucho i lewa, przednia łapa. Na szyi, tułowiu, łapach i ogonie różnej wielkości, obłe plamy
Pewna siebie | przekonana o własnej wyjątkowości | inteligentna | pozytywnie nastawiona
Ona, jak skradająca się, słyszała, że nie idzie jej to ani trochę. Kotka, która prawdopodobnie pochodziła stąd, tym bardziej powinna być w stanie ją usłyszeć. Więc ta albo ją ignorowała, albo była głucha. W każdym razie, dalsze śledzenie nie miało sensu. Już i tak narobiły hałasu, więc nic ciekawego jak chodzi o polowanie nie podejrzy, a o resztę lepiej spytać.
Podeszła do niej i stanęła je przed pyskiem, biorąc pod uwagę, że może mieć problemu ze słuchem.
— Witaj, jesteś stąd? — Potrzebuję pomocy, mogę się o coś spytać?!, nie mogła wypowiedzieć nic z tego, to byłaby zbyt wielka ujma na honorze,
*Haha, coming to see me was a smart move. Maybe you aren't as dumb as I had thought?