Logo Artemidy
Siedlisko Koni
#46
Z pyska Płomykówkowego Lotu ciężko było w ogóle wyczytać cokolwiek. Jeżeli nie dawała komuś wyraźnych sygnałów co do tego, jak się czuła, zazwyczaj miała kamienny, zastygły wyraz i niewiele było ją w stanie poruszyć. Nawet kiedy się uśmiechała, jej uśmiech zazwyczaj był chłodny i trochę jakby bez wyrazu. Jakiekolwiek emocje czy intencje w jej wypadku najłatwiej było wyczytać z głosu, bo w ten sposób zazwyczaj je okazywała – przybierając jakiś konkretny ton. To też nie należało jednak do częstych przypadków, bo zwykle mówiła po prostu głęboko i poważnie. Kiedy już w ogóle się odzywała, oczywiście. A najwcześniej w takich sytuacjach to ktoś inny musiał się odezwać pierwszy – jak teraz Nocna Wichura. Przekrzywiła lekko głowę, ale na pierwsze pytanie dyplomatycznie nie odpowiedziała. Czy nie wyglądało najlepiej? Może i owszem, ale przynajmniej świadczyło o pewnym doświadczeniu. Może nie najprzyjemniejszym, ale jednak.
– Cień – odpowiedziała krótko. Znacznie bardziej zainteresowało ją jednak to, co rudo-biała powiedziała chwilę potem. Zdążyła zapomnieć? To znaczy... – Miałaś już do czynienia z klanami – stwierdziła krótko, na razie nie mówiąc jednak nic więcej. Nie lubiła wprost pytać o interesujące ją rzeczy. Miała swój własny sposób na wydobywanie informacji, kiedy nie miała czasu na zwykłą obserwację. Za pytaniem nie przepadała, bo zdawało jej się dość wścibskie. A mogła to obejść – trochę okrężnie, często zajmowało to więcej czasu, ale jednak.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
Wichura swego czasu miała równie kamienny i nieobecny, chłodny wyraz mordy; martwe spojrzenie i wieczne zmęczenie malujące się na jej pysku i...generalnie od całej jej osoby emanowała depresyjna aura. Teraz? Było lepiej. Wyglądała jak siedem nieszczęść, cała w bliznach i wychudzona, ale przynajmniej jej morda nabrała więcej wyrazu. Bursztynowe oczy zawsze zdradzały wszystko, co ruda czuła, były jak zwierciadło jej duszy - teraz też tak było. Tęsknota i melancholia, ciężko było stwierdzić, do czego konkretnie, czy do Szalej na osiedlu, czy do Gromu.
A może do jednego i drugiego, paradoksalnie?
- Należałam do Klanu - chrypnęła krótko, poprawiając pozycję na płocie, a biczowatą kitą zwisającą obok, wzdłuż desek, majtnęła jak wahadłem starego zegara. - Gromu - dodała po chwili, podnosząc wzrok znad jasnej kotki, kierując go z powrotem na znajomą, gromową granicę. - Walczyłam z lisem. Dokładnie w tym miejscu, pod tym płotem. Zdechł. A mnie zabrali dwunogi - streściła Cienistej kocicy historię tego, jak zniknęła z Klanu, niby z lekkością, jakby nie było to nic nadzwyczajnego, bo w sumie? Nie było.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Może i nie było, ale wygrana walka z lisem, nawet jeśli dość tragiczna w skutkach, to zawsze jakieś osiągnięcie. Pokiwała głową z namysłem, kiedy kocica skończyła swoją krótką opowieść. Porwanie przez dwunogów. Tak, słyszała już o takich przypadkach, nie było to raczej nic dziwnego. Chociaż, huh, w porównaniu do tego faktycznie przeszła dość mało. Już wolała leżeć i smarkać w mech; przynajmniej nie musiała się martwić o miejsce w klanie. Bo skoro Wichura kierowała się akurat w tę stronę...
– Wracasz. – Nie do końca pytanie, nie do końca też stwierdzenie, bo nie mogła być tego pewna, ale tak właśnie jej się wydawało. Płomykówka mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy gdyby sama została porwana, to w ogóle miałaby po co wracać. Może nie do samego Cienia. Jeśli by wróciła, to ze względu na koty, na przykład taką Bobrzy Kieł. No i chociażby rodziców, rodzinę, z którą nie chciała stracić kontaktu. Już i tak wystarczyło jej, że tak spora jej część poznikała. Powstrzymała chęć cichego westchnięcia na tę myśl. Ewentualnie mogłaby wrócić ze względu na to, że pasowała jej pozycja wojownika. Jako samotnik nie miałaby w życiu konkretnego celu, a tak – mogła trenować terminatorów, polować, spisywać się. Nawet jeśli dużo czasu tak czy inaczej poświęcała na bezcelowe wędrówki.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Zmarszczyła lekko brwi, słysząc krótkie stwierdzenie Płomykówkowego Lotu. Ciężko było temu zaprzeczyć - wracała. Ale dalej nie wiedziała, czy czuła się z tym dobrze, czy wręcz przeciwnie, czy czuła się okropnie. Zostawiała Szalej dla Gromu...ale to już nie pierwszy raz gdy wyrzekała się własnego szczęścia i zdrowia psychicznego dla Klanu. Przywykła.
Gdy tak spojrzeć na tą sytuację, coraz bardziej zaczynała kwestionować swój wybór. W razie czego - odejdzie. Odejdzie i wróci do Szalej, albo spróbuje namówić Trzmielą Gwiazdę, aby kocicę przyjął. Zobaczymy.
- Wracam - potwierdziła krótko. Tak. Wraca, do rodziny. Zobaczymy, jak długo uciągnie tym razem i czy coś jej nie zabije po drodze...na przykład ironicznie kolejny lis? Ale to by było śmieszne; Nocna Wichura, ta, która przetrwała spotkanie z dwoma lisami, ale trzeciemu nie podołała. Miejska legenda, proszę państwa. - Dużo się zmieniło w Klanach pod moją nieobecność? Wężowa Gwiazda dalej jest przywódcą Klanu Cienia? - i o ile Nocna Wichura zdążyła zapomnieć zapachów Klanów, tak ich władza utkwiła jej w pamięci, gdzieś z tyłu głowy, chociaż w życiu na osiedlu do niczego nie potrzebna. Nie było jej aż tak długo, aby zapomniała imiona ważnych kotów.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Krótka odpowiedź. I tyle w pełni jej wystarczyło. Skinęła lekko głową, jednocześnie odsuwając na bok myśli o tym, czy sama by wróciła, czy może jednak wcale nie. To nie był czas ani miejsce na takie moralne dylematy i filozoficzne rozważania. Na to pytanie pewnie nie dostanie zbyt szybko odpowiedzi, bo samej raczej jej się do znikania nie spieszyło, a i nie miała zamiaru szybko dać się porwać. Choć wiadomo, że życie czasem płata figle i nie wszystko da się przewidzieć. Poruszyła lekko jednym uchem, słysząc pytanie rudo-białej. Nie wiedziała, ile dokładnie jej nie było, ale mogła przypuścić, że nie wie o paru zmianach. A skoro już zaczęła od Cienia, huh, czemu nie. Aktualni przywódcy i tak nie byli żadną tajemnicą państwową, czy coś.
– Tak – rzuciła krótko, nie rozwodząc się nad tym tematem i nie mówiąc o tym, jak się dokładnie cienisty przywódca miewa, bo w sumie nie wiedziała. Ważne było to, że żył i prowadził cerki. Czego chcieć więcej? – Nie wiem, jak przedstawiała się sytuacja, kiedy cię zabrali, ale od stosunkowo niedawna zastępcą w Cieniu jest Wiewiórczy Ogon. Podejrzewam, że mogłaś nie wiedzieć – dodała po chwili. Gdyby rudo-biała spytała konkretniej o jakiś inny klan, ciężko byłoby jej w sumie powiedzieć, bo nie znała się na dokładnych kadencjach. Ale może gdyby sprecyzowała, od kiedy jej nie było i jak to się przedstawiało przed jej zniknięciem, to...
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Wichura też sądziła, że nie zamierza znikać ani tym bardziej dać się porwać dwunożnym, a tutaj taka niespodzianka. Czasami na niektóre rzeczy w życiu nie ma się wpływu...powinna sobie to uświadomić dawno temu, jak tak teraz o tym pomyśleć. Mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, przez zaciśnięte wargi a ruda kita ponownie poruszyła się leniwie to na lewo, to na prawo.
No i skoro zaczęła się rozmowa o kadencjach w Klanach, może warto by ją utrzymać i trochę pociągnąć, co? Zwłaszcza, że była to wiedza przydatna. I żadna tajemnica państwowa.
- Wiewiórczy Ogon - powtórzyła niemrawo, cicho, i kiwnęła łbem. Dobrze. Skoro o medyku nie wspomniała, to Ciernisty Kwiat dalej obejmowała to stanowisko. - Dobrze. A...w Klanie Gromu? Znowu jakieś zmiany? - mruknęła nieco melancholijnie, wypowiadając słowo znowu. No tak...Grom w kwestii władzy nie był stabilny nigdy i koty na stołkach ciągle się zmieniały, to przywódcy, to zastępcy, to medycy, czasem tych medyków w ogóle nie było...totalny przypał. Odkąd Wichura żyła to znała już trzech różnych przywódców Klanu Gromu.
Drgnęła lekko na wspomnienie o wieści śmierci Rozerwanej Gwiazdy, na wspomnienie o pozbyciu się Błyskającej Gwiazdy ze stołka. Jej ojciec został zastępcą, potem Puszczykowy Ogon...i wtedy zniknęła. Coś znowu się zmieniało?
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Obserwowała reakcję kocicy na informację o Wiewiórze-zastępcy, żeby może domyślić się, co o nim myśli, czy coś, ale zdawało się, że albo ma co do niego neutralny stosunek, albo w ogóle go nie kojarzy, co było w sumie... całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę to, że pewnie został już wybrany po jej zniknięciu, a był dość młody; nie jeden z tych długowiecznych i jakże rozpoznawalnych leśnych figur jak Wężowa Gwiazda na przykład. A poza tym rudo-biała była w końcu z Gromu – nie musiała znać wszystkich kotów z sąsiedniego klanu.
– Rudy. Z długim futrem – dorzuciła jeszcze, zupełnie jakby to miało cokolwiek mówić, choć pewnie nie mówiło, bo rudych kocurów z pewnością było w lesie sporo. Ale cokolwiek. Jej wąsy drgnęły lekko na pytanie o klan samotniczki-byłej-i-pewnie-przyszłej-wojowniczki. – Z tego co mi wiadomo, przywódcą jest Trzmiela Gwiazda, zastępcą Puszczykowy Ogon, a terminatorką medyka Ognista Łapa – powiedziała, bo to właśnie usłyszała na treningu, a do posiadanych informacji nikt jeszcze wyboru Turkuciowego Grzbietu nie wrzucił. Ups. Sama natomiast nie interesowała się sąsiadami na tyle, żeby się tego dowiedzieć na własną łapę.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
O ile znała wszystkie koty ze swojego Klanu - przynajmniej przed zniknięciem - tak wszystkich z innych Klanów już niekoniecznie. O Wiewiórczym Ogonie nigdy nawet nie słyszała. Co się w takim razie stało z Szepcącym Pyłem, który przez tyle obiegów pór był zastępcą? Gwiezdni postanowili zabrać go do siebie? Nie wiedziała i się tego nie dowie. Zresztą, to tak naprawdę nie był jej interes i nie zamierzała o to dopytywać kotki, która równie dobrze może o tym nie wiedzieć nic...wyglądała na stosunkowo młodą. Bardzo wysoką, postawną, ale młodą.
Odetchnęła przez nozdrza, gdy zorientowała się, że najwyższe stołki w Gromie nie zmieniły się jak dotąd zbytnio. Medyka nie mieli od dawna, ale terminator już był...i dobrze. Malinowe Chaszcze wyszkoli Ognistą Łapę...hah. Malinowe Chaszcze. Końcówka rudego ogona drgnęła na myśl o tej jednej konkretnej córce Czapli. Miała z nią do pogadania jak już wróci.
Odpowiedziała rudo-białej jedynie krótkim skinieniem głowy. Wicher i Rzeka jej nie interesowały aż tak bardzo, aby poruszać temat ich kadencji
- Nie przedstawiłam się - odpowiedziała nagle, po chwili ciszy i namysłu. Bo faktycznie, żadna z tu obecnych nie przedstawiła się na początku rozmowy. - Jestem... - zawahała się na dwa uderzenia serca, jakby nie była pewna, kim jest. - Wichura. Nocna Wichura.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Dla Płomykówki Szepczący Pył był właściwie jedynie taką legendą. Znała jego imię, ale nie miała pojęcia, jaki był i kim w ogóle był, poza tym, że pełnił przez długi czas rangę zastępcy w Cieniu. Tyle. Czy kiedykolwiek widziała go w ogóle na oczy? Wątpliwe, bo długi czas siedziała w lecznicy, a kiedy wyszła, kocur już dawno przepadł jak kamień w wodę. Ups.
Drgnęła lekko, kiedy dotarło do niej, że faktycznie rozmawiają już tu sobie od jakiegoś czasu, ale nawet się nie przedstawiły. Och. No tak. Skinęła głową w poniekąd powitalnym geście na słowa Wichury. Nocnej Wichury. Całkiem silne imię, jakby nie patrzeć.
– Miło poznać – mruknęła, jakby dopiero co przed chwilą się spotkały. – Płomykówkowy Lot – przedstawiła się po krótkiej chwili. Płomykówkowy Lot, wojowniczka klanu Cienia. Nie brzmiało źle.

/jfc gniot, ale nie wiedziałam co pisać w sumie XDD
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
Wichura słyszała jedynie kryptydzie jaką był Szepczący Pył, ten legendarny zastępca Wężowej Gwiazdy, ale spotkać go osobiście? Nigdy nie miała okazji. Skoro nawet niektóre koty z samego Cienia nie znały kocura, to tym bardziej nie mogli znać go wojownicy innych Klanów, przynajmniej ci z młodszego pokolenia, bo ci starsi, może pokroju Węglowego Gardła mieli prawo go...kojarzyć. Ale jak widać, ten przepadł.
- Wyglądasz nawet podobnie do płomykówki - stwierdziła, a białe wąsiska drgnęły nieznacznie. Przypomniała sobie, jak kiedyś przyuważyła taką sowę, przelatującą nad pastwiskiem i lądującą w stajni. Być może nie zaatakowała dlatego, że ruda była wtedy razem z Szalej; Wichura nie wiedziała, czego ma się spodziewać po sowach, wydawały się takie niedostępne, leśne kryptydy po których nigdy nie wiadomo, czego oczekiwać, czy będą atakować koty, czy będą nastawione...pokojowo. Ta Płomykówka, którą ruda miała przed sobą, była sympatyczna. - Mają bezdźwięczny lot. To dobre imię - mruknęła po chwili, uśmiechając się do jasnej kocicy półgębkiem, po czym podniosła się z płota i zeskoczyła na trawę, lądując obok Płomykówkowego Lotu. Cienista była...zdecydowanie większa od Nocnej Wichury. Ruda przekrzywiła łeb, aż coś strzyknęło jej w karku. - Miło było cię poznać, Płomykówkowy Locie. Będę już iść. Niech Gwiezdny Klan rozświetla twoją ścieżkę - skinęła wojowniczce zabliźnionym pyskiem i ruszyła truchtem w kierunku granicy z Gromem, biorąc głęboki wdech po drodze. Czas wracać.

[size=75]zt
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
Podobnie do płomykówki? Może. W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiała. Przekrzywiła lekko głowę w bok, zastanawiając się nad słowami Nocnej Wichury. W sumie zbyt wiele o płomykówkach nie wiedziała, tak poza tym, że to drapieżniki, spore i, hmm, chyba w faktycznie nieco podobnych kolorach. Nigdy jednak głębiej się nad tym nie zastanawiała, toteż całkiem zainteresowało ją to, co miała rudo-biała do powiedzenia. Jeszcze bardziej to o bezdźwięcznym locie. Poruszyła lekko uszami.
– Dziękuję – mruknęła i uśmiechnęła się, niemal niezauważalnie i dość chłodno, ale jednak. Nie dziękowała tylko za komplement, ale też za informację, bo była ciekawa. I nadawała jej imieniu jeszcze większy sens, wręcz siłę. – Twoje również jest dobre. Silne. – dodała po chwili, bo w istocie, samo wichura brzmiało już silnie. Kiedy kocica zeszła z płotu, Płomykówka zrozumiała, że teraz prawdopodobnie nadszedł jej czas. Czas na powrót. Skinęła jej lekko głową, tym razem na pożegnanie. – Ciebie również, Nocna Wichuro. Powodzenia – odpowiedziała i przez chwilę odprowadzała ją wzrokiem, aż w końcu odwróciła się i ruszyła w stronę swoich terenów. Swojego klanu. Wybyła już na dość długi czas; chyba również powinna wracać.


/zt
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Znowu ten zapach.
Ostatnimi czasy czuła go coraz częściej po tej stronie lasu i myśląc, że jest to Klan Cienia podchodziła pod samą granicę, by to sprawdzić i ciekawość zaspokoić. Po kilku takich incydentach, oraz spotkaniu Wirującej Łapy, stwierdziła, że to nie jest to, zwłaszcza, że swąd unosił się z zupełnie innego kierunku i potrzebował silnego wiatru, by przedostać się do tego miejsca.
Przysiadła w końcu na skraju gromowego lasu, tuż pomiędzy ziemiami niczyimi, a dobrze jej znanym Cieniem, czując nieprzyjemnie łaskoczące mrowienie w poduszeczkach łap. Chciała zobaczyć, co to jest, bo jeśli nie zobaczy, to nie będzie mogła spać, a jak nie będzie mogła spać to wyjdzie z siebie i stanie obok, a widząc drugą siebie zwariuje i medyk zechce jej grzebać w głowie. I tak źle i tak niedobrze. Westchnęła bezdźwięcznie, i przesunąwszy ozorem po boku podniosła się i zgrabnym krokiem wkroczyła na nieznane sobie trawy, nienależące do nikogo.


/Pokrzyk.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
Nie narzekałem.
Fakt, że jestem terminatorem nieco odmienił moje życie - nie spałem już w durnej kociarni zapchanej smarkającymi bobkami, nie musiałem siedzieć na dupie w obozie, chodziłem na treningi... czasem, ale chodziłem. No, nie tak, że lekceważyłem Olchowego Szepta czy coś w tym stylu, był on tym typem kota którego nie warto denerwować, raczej to on zbytnio często nie zabierał mnie na treningi, może to przez moje odstające uszy i krew która nie jest całkowicie Cieniowa. Może w jego oczach jestem gorszy, kto tam wie. Z tego co wiem, Krucza Łapa ma gorzej - jego mentorka praktycznie wcale nie zabiera go na treningi, cóż głupi był żądając o zmianę... Coraz mniej było go w Klanie. Nie z resztą też. Uwielbiałem długie podróże po terenach, uwielbiałem łażenie po granicach, koty z innych Klanów bywały interesujące, całkiem inne, bardziej obce, nieufne. W Klanie znałem praktycznie każdego, moje zielone oczka dużo obserwowały i nawet najgłupszy kociak nie był pominięty. Zapamiętywałem każdą usłyszaną informację wiedząc, że kiedyś one mogą mi się przydać... i pomimo, że jeszcze nie umiałem (o zgrozo) polować nie nudziło mi się. Mchu też nie wywalałem, od tego są inne półgłówki - córki Wiewióra. One nadają się tylko do tego, szkoda, że jeszcze nie dorobiły się bachorów, siedziałyby w kociarni zwalniając miejsce w legowisku terminatorów. Tam też śmierdziało i było tłoczno, dlatego często sypiałem w jakichś innych, randomowych miejscach w obozie. Tym razem jednak wypoczywałem w legowisku, wyciąłem grzbiet w łuk, wyciągając do przodu szare łapy, a moje ostre pazury wbiły się w mchowe legowisko rozrywając mnie, paroma szybkimi ruchami rozniosłem mech dookoła marszcząc przy tym swój siwy nosek, a oczy wlepione były w wyjście z legowiska. Nie wiedziałem, jak wysoko wzniosło się już słońce, szczerze nie obchodziło mnie to, wstałem więc niezwykle powoli, leniwie, jeszcze raz się przeciągając. Parę chwil później już truchtem przemierzałem obóz, spoglądając na każdego kota, którego napotykałem. Znowu minęło parę chwil, a ja już już byłem gdzieś między jakimiś drzewkami nie obchodząc się, czy ktoś będzie na mnie zły, czy nie. Każdego dnia moja chęć prześcignięcia starszych kotek malała, wypalałem się, uświadamiając sobie, że moje zamiary były jednym słowem... głupie. A niech będą sobie tymi wojowniczkami, proszę bardzo. Kolejne pionki do kolekcji, kolejne koty z wypranym mózgiem, to nie było dla mnie! Mi napisali inną ścieżkę. Tego dnia było pogodnie, wiał dosyć zimny wiatr, jednak słońce oświetlało moją lśniącą, niebieską sierść. Po raz kolejny udałem się na tereny graniczące z Klanem Gromu. Był to mój "ulubiony" Klan. Spotkałem nieco nudziarzy patrolujących którzy się krzywo na mnie patrzyli, spotkałem też jedną terminatorkę. Cętkowaną, dziwną, nieznajomą - Lamparcią Łapę. Nieznajoma, która była bliżej mnie niż niejeden kot z którym wychowywałem się w kociarni. Zabawne. I prawdę mówiąc, to przez nią lubiłem sobie od tak chodzić na granice, szkoda tylko że od dobrych dwóch księżyców nie poczułem nawet jej zapachu. Może jej się umarło czy coś, nie była ona zbytnio silna. Jednak miałem szczęście... kiedy tylko przystanąłem na granicy dotarła do mnie znana, lecz nieco już zapomniana woń. Nastroszyłem uszy unosząc głowę wyżej, miałem nadzieję, że zaraz ją ujrzę. Nic z tego! Nieco podirytowany parsknąłem niezrozumiałe słowo pod nosem i ruszyłem za nitką woni. Z zdziwieniem zauważyłem, że kotka chyba udała się w stronę Ziemi Niczyich, czyżby ktoś tu planował ucieczkę? Nie wyglądała na taką, która by coś takiego knuła, jednak kto tam ją wie. Kotki są dziwne i głupie. I ona też taka była... dziwna i głupia. I ładna. Ale to co innego. Zatrzymałem się będąc już na granicy mojego Klanu, powąchałem powietrze nie wiedząc, czy dobrym to będzie pomysłem. Po paru uderzeniach serca wzruszyłem swoimi kościstymi ramionami i ruszyłem pewnie przez trawy. Widząc cętkowane futro między zielonkawą trawą aż moje wibrysy się poruszyły, cichutko zbliżyłem się ku gromiaczki i przesunąłem ogonem po jej grzbiecie.
- Nie boisz się? - mruknąłem czekając, aż terminatorka się odwróci - Być tu? - dodałem siadając i wyprostowałem swój grzbiet wlepiając swoje oczy w jej pyszek.
[Obrazek: bToVQ6I.png]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
W kilku sprytnych susach przedostała się na niewielką skałę, nieśmiało wychylającą się spośród traw. W oddali widziała już swój cel i choć w trzewiach czuła lekki ścisk niepokoju, nie było już powrotu. Lew mógł być zły, mógł ją uziemić w obozie, mówi się trudno. Będzie zapewne tęsknić za swoimi długimi, samotnymi wojażami po terenach, oglądaniem rosnącej trawy i rozwijających się pąków drzew, lecz dzięki temu następny wypad byłby bardziej urodzajny. Rozmowy o pogodzie i treningach z własnymi klanowiczami były w jej oczach bardzo monotonne i potrzebowała od tego chwili dłuższej przerwy. Była również ciekawska. Raczej nikogo nie powinno zaskoczyć to, że zniknęła na dłuższą chwilę, bo znikała tak codziennie już od dłuższego czasu. No i przynajmniej będzie miała o czym opowiadać Wierzbie, bo przy Lwie woli trzymać paszczę zamkniętą na kłódkę, zważywszy na jego specyficzny rodzaj przemądrzałości.
Uniosła wyżej łebek i zwęszyła zapach, który się nasilał. Już niedaleko. Poruszywszy wąsikami zeskoczyła na trawę i wolnym, ostrożnym krokiem ruszyła przed siebie. Kroczyła tak do momentu, w którym poczuła, jak coś przesuwa się po jej grzbiecie, a nieznany cień groźnie opadł tuż obok. Gardło zacisnęło jej się jak imadło, a ciało zalała fala gorąca. To już? Wciągnęła głośno powietrze przez nos i odwróciła się do bezczelnego delikwenta, chcąc mu to i owo grzecznie wyperswadować, lecz nie spodziewała się widoku Trutnia, którego, jak się zarzekała, miała już nigdy w życiu nie spotkać. Uniosła brwi nieco wyżej, przypatrując mu się przez chwilę w milczeniu, tak jakby składała sobie jego obraz na nowo.
- Trująca Łapo - rzekła, tak jakby na powitanie, po czym uniosła kącik pyszczka w uśmiechu i bezceremonialnie, z siłą większą, niżeli powinno powinno się w to włożyć, otarła się czołem o jego podbródek z cichym, zadowolonym mruknięciem. I to by było na tyle. Powstrzymawszy ziewnięcie, cofnęła się o krok, spoglądając dziarsko wprost w jego pysk.
- Nie byłoby mnie tu, gdybym się bała - bowiem po dwóch księżycach codziennego, samotnego plątania się po terytorialnych i pozaterytorialnych kątach przywyka się do tego, że tu coś szeleści, tam coś trzeszczy, a czasami przed nosem wyskoczy obcy kot. Ich pamiętne spotkanie pod czterema dębami zaliczało się do kategorii dawno i nieprawda, choć wspominała to miło, bo czemu by nie? Westchnęła lekko, przesuwając ogonem po jego piersi.
- I planuję iść dalej. Pytanie tylko, co Ty tu robisz? - nie miała czasu i chęci na stanie w tym miejscu, bo wciąż ich zapachy mogły być zwietrzone przez klany. Poruszyła się w zniecierpliwieniu i podniosła gnaty z ziemi, szykując do dalszej podróży, niezależnie od planów Trutnia.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
Malinowe Chaszcze miała talent co do znajdowania samotnych jednostek, które błąkają się gdzieś po terenach. Patrol złożony z niej, Nakrapianego Liścia, Kwaśnego Pyska oraz Podniebnej Łapy i Mokrej Łapy przechodził koło terenów niczyich, gdzie patrolowali, czy żaden z samotników nie zamierzał przedrzeć się na tereny. Patrol był duży, wzmocniony przez ostatnie wydarzenia dotyczących przekraczania granic przez koty nienależące do żadnego z klanów. W pewnym momencie do nosów wszystkich członków patrolu doszła woń gromowa, która wykraczała poza tereny. Malina nie znała zbyt dobrze tego zapachu, ale kojarzyła ją z charakterystyczną sylwetką jednej z terminatorek, dlatego wzięła ze sobą Nakrapiany Liść, by reszta patrolu mogła iść dalej, a one we dwie skierowały swoje kroki za zapachem. Kocica zdołała już oddalić się znacznie od granicy, idąc w kierunku Siedliska Koni, co wzmogło niepokój niebieskiej, która nadała szybsze tempo. Konie były nieprzewidywalne, były również duże i z łatwością mogły zrobić krzywdę kotu. Szczególnie temu, który widocznie był na tyle niemądry, aby wychodzić samemu. Dostrzegła cętkowaną kocicę, jednak nie samą, a w towarzystwie, gdzie rozpoznała woń Klanu Cienia. Przybrała na pysk dość ostry i poważny wyraz, kiedy zwolniła i zbliżyła się w kierunku parki. Na szczęście, przybyła zbyt późno, by być świadkiem czułego przywitania pomiędzy nimi, podobnie jak i towarzysząca jej wojowniczka nie mogła tego spostrzec.
- Lamparcia Łapo - zaczęła kierując wzrok najpierw na cienistego kocura, którego po sylwetce przypasowała do terminatora, by następnie jej wzrok spoczął na gromowej uczennicy. Był to kolejny raz, gdzie musiała zgarniać krnąbrnych uczniaków z niebezpiecznych dla nich wypraw, co nie było jej na łapę, ale poczucie obowiązku nie mogło zostawić ich na pastwę losu. Byli w końcu praktycznie bezbronni, prawdopodobnie nie byli nawet w środku treningu. Jak przy większości swoich podopiecznych Malina wiedziała, że będą w stanie się obronić, tak przy innych nie miała już tej pewności, woląc ich zgarnąć do obozu. Szczególnie, że ogromną stratą dla klanu byłaby utrata tych wszystkich potencjalnych wojowników.
- Co tu robisz całkiem sama? - zapytała, zabarwiajac głos spokojnym tonem, jednak lekko zmrużone oczy oczekiwały odpowiedzi w ciągu najbliższego czasu. Mlodzik, który stał obok nie był traktowany jak zagrożenie, szczególnie że szylkretowa kocica kontrolowała i jego, i najbliższe otoczenie, aby nic na nich nie wyskoczyło.
I_f e l t_like I won, but I_w a s n' t_ done,---------
the_n i g h t m a r e_repeats itself every_t i m e-

got to keep my calm, and carry on
stay awake until the sun will shine

----------but I'm not so_s t r o n g, and they're not gone
--they're still out there to take what's left of_m i n e
LVL 7 310 / 500
MedLVL 7 782 / 1100
19
Siła
S
13
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości