Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Postanowiłam rozprostować Łapy...choć nie chciało mi się łazić po terenach Cienia to polazłam aż na ziemie gdzie żyją samotnicy, głupia nie pomyślałam że mogłam się tam zgubić czy może mnie coś tam zjeść! po prostu szłam spokojnie aż dotarłam na siedlisko koni. Choć zastanawiałam się co to są te całe konie chciałam je dotknąć i zobaczyć więc pognałam dalej ale gdy wyczułam dwunożnych to cofnęłam się i spojrzałam trochę przerażona i zmieszana bo dalej mnie korciło żeby tam wejść. Potem wyczułam samotnika...jeszcze lepiej! pobiegłam w jakieś pobliskie krzaki kiedy zauważyłam kotkę o rudej sierść której nigdy nie kojarzyłam...po prostu siedziałam cicho w krzaczorach i patrzyłam czujnie co pocznie kot.
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Do moich uszy szybko wpadł szelest i dość głośne kroki, zwiastujące mi przybycie kogoś, kto nawet nie starał się być niezauważony. Otworzyłam jedno ślepie, przeczesując szybko teren, kiedy do oka wpadło mi szylkretowe futerko jakiejś kotki, mocno zalatującej Klanem Cienia. Moja sierść delikatnie się zjeżyła, jednak równie szybko opadła, co postanowiła się unieść. Ile ta kaleka mogła mieć księżyców? Przecież nie wyglądała na terminatorkę, a wojowniczkę. Jednak...dlaczego popełnia tak oczywiste błędy? xx- Czego się chowasz? Słychać cię chyba w samym Gnieździe Dwunożnych! Stawiasz kroki tak głośno jak jadący samo- znaczy potwór. Już te biegające beczki za mną są cichsze - syknęłam w kierunku ukrywającej się z niewiadomych przyczyn kotki. Jakbym chciała, to bym ją zaatakowała. Na ten moment mi się to nie opłacało - promienie słońca przyjemnie grzały mój rudy grzbiet. Nie będę złazić z tak wygodnej miejscówki, tylko dlatego, że jakaś przerośnięta kotka nie potrafi się skradać i jak głupia wysuwa nos w stronę Siedliska Koni, nic o nim nie wiedząc. Zamknęłam ponownie oko, biorąc głęboki wdech i świszcząco wypuszczając powietrze. xx- Wyłaź że z tych krzaków i tak cię widzę. Zabłądziłaś czy jak? Czuć od ciebie takim Klanem Cienia, że aż mi nie dobrze...
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Wyszłam niepewnie z krzaków i ujrzałam rudą kotkę...miałam czujnie nastawione uszy i byłam przyszykowana żeby odbić się od ziemi za uniknięciem ataku samotniczki. Stanęła na ugiętych łapach. - Co masz do Klanu Cienia? - mruknęła zaskoczona.
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Wywróciłam ślepiami, wbijając je w sylwetkę kotki, która gotowa była już ze mną walczyć i unikać moich ataków. No proszę, taka odważna? Ciekawe czy ktoś sprał już jej kiedyś skórę, ale wątpiłam...bo głupia d razu zaczęła się na to szykować. Nuda! xx- ... - moja brew uniosła się ku niebu w lekkim rozbawieniu. Niby pytanie było zabarwione zaskoczeniem, jednak brzmiało jak wyzwanie. Oj, mam powiedzieć prawdę, czy lepiej trochę zabarwić i sprawdzić, co też szylkretka ma do zaoferowania? Trzepnęłam poszarpanym uchem i prychnęłam pod nosem - Uspokój się, nie będę marnować na ciebie siły. - Nawet się nie podniosłam a ta już się szykuje do uników. Jeszcze czego... xx- Po pierwsze, skradasz się jak ciężarny potwór, po drugie łatwo cię wyczuć a po trzecie jakbym chciała cię zaatakować, to bym wstała. A widzisz, żebym to zrobiła? Podpowiem ci. Nie - charknęłam, poruszając białą końcówką ogona, zwisającego i lekko poruszającego się przez podmuchy wiatru. Zapowiadała się ciężka rozmowa, jednak tym razem wolałam nie ubarwiać, bo a nuż nasza wojownicza dusza postanowi atakować. xx- Nic nie mam do Klanu Cienia. Pochodzę z niego, jednak na ten moment wole go nie wąchać
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Rozluźniłam się i sama siadłam owijając ogon wokół łap. Choć wiedziałam że słabo mi idzie ze skradaniem...do i tak się jeszcze tego uczyłam, zaskoczona tym co powiedziała przed chwilą...samotniczka to aż mnie zamurowało...czyli pochodzi z Klanu Cienia?
- Dlaczego odeszłaś z Klanu Cienia? - powiedziałam niepewnie spoglądając na starszą kocice.
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Niezbyt mnie obchodziło, czy kotka się rozluźniła czy nie. Nie powinna tego robić tak czy siak - w końcu byłam właściwie na swoim terenie, a ona grupo poza granicami własnego klanu. Była w miejscu, w którym można było ją zabić ot tak! A ta co? Czuje się pewnie, jakby zadem na swoim siedziała. Westchnęła podirytowana, słysząc kolejne pytanie, które padło w krótkim odstępie czasu od poprzedniego. Czy ona będzie ją teraz o wszystko po kolei wypytywać? Co, gdzie, poco, dlaczego, jak? Co za irytujące stworzenie. Mlasnęłam dwa razy, zamykając oczy, nawet nie racząc jej swoim spojrzeniem. Poszarpane ucho zadrżało i westchnęłam. Kolejny raz to samo... xx- Porwali mnie dwunożni. Czy tyle ci wystarczy? - fuknęłam, ostatecznie jednak zerkając w jej kierunku obojętnie. Skoro ona zadawała mi pytania, ja również powinnam co nieco podpytać. Może o to, co w ogóle tutaj robi?? xx- Może teraz moja kolej na pytanie? Co ty tu na osty i ciernie robisz, bez umiejętności skradania się i prawdopodobnie walki? Jeżeli chciałaś podzielić mój los, to proszę bardzo, droga wolna, miłej zabawy
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Podczas jednego z patroli, jakie organizowała zastępczyni, wraz z dwoma innymi wojownikami zwiedzali granicę, gdy nagle Krogulec natknęła się na znajomy zapach, który prowadził na tereny niczyje. Zacisnęła zęby, marszcząc przy tym pysk w przypływie wściekłości, po chwili dopiero mówiąc do reszty, żeby szli dalej bez niej, bo musi coś załatwić. Gdy patrol zniknął, ona sama skierowała się za tropem swojej terminatorki, która wyszła poza tereny klanu, nie potrafiąc ani polować, ani walczyć. Opinia o córce Wrzosowej Ścieżki spadała coraz bardziej, dlatego też kocica nie wróżyła jej szybkiego ukończenia treningu. Zapach zaczął być bardziej intensywny, co oznaczało, że się zbliża do jego źródła. Wiatr jej sprzyjał, bo wiał w jej stronę, dlatego też Krogulec ugięła łapy, obniżając głowę i opuszczając ogon, ruszając bezszelestnie w kierunku swojej podopiecznej, która... Rozmawiała z samotnikiem. Oh, cudownie. Jeszcze lepiej. Szylkretowa kocica się skrzywiła w złości. Zdołała usłyszeć ostatnie zdanie rudej, dopiero wtedy decydując się na wyjście z ukrycia i stanięcie tuż za plecami trzykolorowej terminatorki.
- Chciałabym wiedzieć to samo — warknęła w stronę Brzozowej Łapy, prostując się, a pysk groźnie się zmarszczył. Oczy zaś utkwione w młodszej szylkretce miały ostry wyraz. Kara jej za swoje nieodpowiedzialne zachowanie nie ominie.
- Tak ci tęskno do życia samotnika? - zadała pytanie nieco bardziej jadowitym tonem, przekrzywiając przy tym łeb. Nie zwracała uwagi na Liskę, żeby bardziej nie mieszać w czasoprzestrzeni, całą ją skupiając na przybłędzie. Tak się zachowywała i tak trzeba było ją nazywać.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Podskoczyłam kiedy usłyszałam głos mojej mistrzyni...Krogulec wyszła z krzaka. Spojrzałam na nią zaskoczonym ale niezbyt szczęśliwym wzrokiem, moje uszy poszły płasko ułożone po głowie.
- Nie Krogulczy Szponie... - mruknęłam cicho i wlepiłam wzrok w ziemię - Po prostu...nudziło mi się w obozie to wyszłam na spacer i... - zacięłam się bo byłam pewna że Krogulczy Szpon mi nie uwierzy. Po prostu stałam już cicho i patrzałam w ziemię.
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Oho, przyszła mentorka tej ofermy! Poruszyłam delikatnie ogonem i uśmiechnęłam się pod nosem rozbawiona, widząc tą całą szopkę. Czyli jednak Cieniści wojownicy pilnują swoich kotów, które za daleko odejdą z dupką od granicy, w tym przypadku bardzo daleko. Wiedziałam gdzie znajduje się cienista granica - nie byłam tu od wczoraj, zdążyłam się dopytać i trochę pozwiedzać. Nie sądziłam, że klan Cienia będzie do mnie przychodził! Bardzo miłe, jednak...ja jeszcze nie mam dobrych argumentów by do niego wrócić, wstrzymać konie i dać mi chwile czasu. Kiedy jakaś wojowniczka, zajmowała się besztaniem za głupotę własnej terminatorki, podniosłam się i polizałam pośpiesznie w pierś. To chyba jasny znak, bym się zwijała, chociaż obie kocice były na MOIM terenie...wolałam nie wszczynać bójki. Życie samotnika potrafi nauczyć bardzo ciekawej zasady, którą potem kierujesz się do samego końca - nie fikaj do widocznie silniejszych. A czekoladowa szylkretka mimo wielu blizn i braku ogona, zdawała się bardzo silna. xx- To ja wam gołąbki przeszkadzać nie będę. Oby wam Gwiezdny Klan sprzyjał bla bla - rzuciłam i zeskoczyłam z płotu na pastwisko, przeciągając się leniwie. Odwróciłam się ostatni raz w kierunku dwójki kotek, otwierając nieco szerzej, pomarańczowe ślepia. Ta sierść... Coś ją kojarzyłam, jednak miałam owe wspomnienia na samym końcu własnej głowy. Pokręciłam nią i uniosłam ogon, pewnym siebie krokiem znikając z pola widzenia wojowniczki i jej podopiecznej. Czy coś przyniosło mi to spotkanie? Nic a nic. Chociaż..teraz na pewno będę zadręczać się myślą, kim była szylkretka, na której widok coś się we mnie ruszyło. Trzepnęłam uchem i westchnęłam. Te klanowe koty mnie wykończą, czy Traszkowy Grzbiet robi to specjalnie, bym szybciej wróciła do domu? I kto tu powinien być nazywany lisem?
//zt |D
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Kątem oka spojrzała na oddalającą się samotniczkę, żegnając ją cichym warknięciem. Widocznie była to właścicielka terenów, na które Brzozowa Łapa wlazła, a córka Traszkowego Grzbietu znowu się zaczęła zastanawiać, jak to kocię mogło przeżyć poza klanem. Ani polować, ani walczyć, wiedzy o tym, jak funkcjonują tereny wolne też nie ma. Może była pieszczoszkiem? To by wyjaśniało, jakim cudem przeżyła tak długo, bo odległość do osiedla może była znaczna, ale nie tak długa, żeby paść z głodu.
- To widocznie jeszcze się ponudzisz, bo od dzisiaj masz zakaz wychodzenia z obozu bez mojego pozwolenia. Polować idziesz ze mną, na patrole chodzisz normalnie. Mam bardzo dużo czasu, żeby cię obserwować, dlatego nie próbuj żadnych sztuczek — powiedziała pewnym siebie tonem, unosząc wyżej głowę i odsłaniając pożółkłe zęby, aby Brzozowa Łapa nawet się nie ośmieliła zaprotestować. Urwała wszelką rozmowę krótkim "wracamy", po czym skierowała swoje pewne kroki do obozu, gdzie szylkretka miała się trochę ponudzić. Jeśli ktoś nie umie myśleć, to nie powinien opuszczać obozu, bo stwarza zagrożenie dla siebie i innych. Być może tamta ruda nie była zbyt doświadczona, ale zdecydowanie stanowiła dla podopiecznej Krogulec większe zagrożenie, niż cienista terminatorka stanowiła dla samotniczki. Pilnując tego, żeby trzykolorowa poszła za nią, skierowała się na cieniste tereny, swoimi ciężkimi krokami płosząc z najbliższej okolicy zwierzynę.
zt
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
- Przepraszam Krogulczy Szponie - mruknęłam, po czym spojrzałam jeszcze na odchodzącą samotniczkę i wkurzoną do reszty wojowniczkę, i wiedziałam że znów się zapuściłam na tereny niczyje...to bezmyślnie weszłam na nie. Jeszcze w dodatku będę miała karę! moja głowa i uszy opadły smutku i zażenowania, po czym poszłam cichym krokiem za mistrzynią.
//zt
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Lęk przed dwunogami już nie ogarniał Bajki. Z początku uciekała, drapała, kryła się i szukała wyjścia z ich dusznego legowiska. Po kilku dniach jednak dostrzegła plusy zaistniałej sytuacji i przystosowała się, zmieniając przy tym diametralnie swoje zachowanie i swoje idee. Klan Gromu stał się niedaleką przeszłością, która wydawała się dla niej bardzo odległa i... hm... nieodpowiednia. Odnalazła się wżyciu pieszczocha i przystosowała. Właściwie to prezentowała się teraz zupełnie jak kot, który od urodzenia żył wśród ludzi, dorastając w ich towarzystwie.
Ostatnio jej ludzie zniknęli na kilka świtów – może dwa – zabierając ze sobą sporo rzeczy, na których niekiedy przychodziło jej się wylegiwać. Wtedy przychodził inny człowiek, który nie był jej znajomy, ale że dawał jedzenie do miski, nie wzięła go jako zagrożenie. Teraz jej życie opierało się głównie na wygodach i pełnym brzuchu, oczywiście nie przytyła ani trochę! Codziennie dbała o swą aktywność, udając się na długie spacery, czy też pojedyncze polowania. Trójka jej dwunożnych zniknęła ponownie, zabierając ze sobą kilka miękkich materiałów – które swoją drogą stanowiły idealne miejsce do spania – umieszczonych w jakiś pudłach, które dość przyjemnie się drapało, zdarzało się też, że Bajce udało się wejść do jednego z nich. Musiała się co prawda namęczyć, bo miały przedziwne zabezpieczenie, które przy poruszaniu wydawało prześmiewczy dźwięk, takiego buczenia, ale nie do końca... No cóż. Ważne, że jej ludzie znów zniknęli na kilka świtów, a jakaś inna samica człowieka dostarczała jej pokarm. Teraz zdecydowała się na dłuższy spacer, a dokładniej w stronę Siedlisk Koni. Po co tam szła? Och, słyszała wiele o tych stworzeniach. Koty z lasu je unikają, bo się boją – podobnie jak dwunogów i ich potwory. A była wojowniczka gromu przekonała się na własnej skórze, że to wszystko to brednie, a ludzie nie są ani trochę straszni... pewnie o tych koniach również mówiły same kłamstwa. Zmuszona była podpytać koty z okolicy, w którą stronę są dokładniej owe siedliska, by kolejno wyruszyć w ich stronę. Po drodze zatrzymywała się, ucinając sobie drzemki, czy też polując na zwierzynę, potem wznawiała krok, aż w końcu doszła. Wyszła o świcie, a że pilnowała kroku, robiąc sobie przerwy, na miejsce dotarła kiedy niebo zaczynało różowieć. Tutejsi dwunożni nie mogli jej nic zrobić, w oczy od razu rzucała się obroża z pudroworóżową apaszką, wskazująca, że ta kotka już do kogoś należy, dlatego bez obaw przeszła koło jednego człowieka. Wokół niej było wiele rzeczy, które przykuwały jej uwagę. Jednak nie przyszła tu podziwiać otoczenia, a przyjrzeć się wielkim stworzeniem – oczywiście nie z bliska. Zachowa bezpieczną odległość, póki nie upewni się, że na pewno może podejść. Przeszła brzegiem siedliska, by następnie iść wzdłuż płotu, po którego drugiej stronie znajdowały się cztery klany. Zatrzymała się w pewnym momencie, siadając i skupiając wzrok na ludziach, czekając kiedy na widoku pojawi się wyczekiwany przez nią koń.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Kamień to duży kocur. Może nie jest wyjątkowo wysoki - jego wzrost należy raczej do przeciętnych. Jest jednak mocno zbudowany - jego tułów, łapy i nawet łeb są dość masywne. Przez długą i gęstą sierść efekt ten jest spotęgowany. Futro jest intensywnie rude i pokryte pręgami - choć widać je przede wszystkim na głowie kocura. Ma białe znaczenia - na klatce piersiowej i stopach, choć najbardziej charakterystyczna jest biała plamka na pyszczku, zaraz pod nosem, po lewej stronie kocura. Nos ma koloru różowego, a oczy - jasnozielonego. Jego spojrzenie nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego. Często też marszczy pysk gdy się zastanawia. Jego chód sprawia wrażenie powolnego i ociężałego, ponieważ przez długie przerwy w treningach oraz miłość do jedzenia, umięśnienie kocura pozostawia wiele do życzenia.
Kamień to prosty chłopak. Z natury jest dobry i nie jest wobec nikogo złośliwy - no chyba, że w żartach. Wśród najbliższych kotów lubi się wygłupiać. Stara się wszystko zawsze robić dobrze, ale często nie wychodzi mu tak, jak powinno. Pojęcie taktu jest mu obce - dopóki mu ktoś nie powie, że czegoś [i]nie wypada[/i] robić, to sam się tego nie domyśli. Przez to nie odzywa się z przesadnym szacunkiem nawet do najważniejszych kotów w klanie. Jego największą pasją jest jedzenie. Cały świat stara się rozumieć "na chłopski rozum" i złożoność sytuacji nie rzadko go przerasta, przez co jego myślenie jest często błędne. Ze względu na doświadczenia z pierwszej Ceremonii bardzo nie lubi zamieszania i krzyczenia. Sam rzadko podnosi głos i zwykle ma bardzo neutralny ton wypowiedzi. Potrafi jednak ekscytować się przyziemnymi rzeczami - takimi jak ładne płatki śniegu czy jakiś fajny widoczek. Nie jest pracoholikiem, ale lubi wykonywać powierzone mu zadania.
Ognistopręga, Gradowy Podmuch, Bagienna Trzcina, Dymna Łapa, Niski Krok, Lady
Kamienna Łapa od jakiegoś czasu szukał Rozerwanego Ucha. Chciał z nią porozmawiać przynajmniej od czasu wygnania Sasanki, ale nie udało mu się jej spotkać. Z początku nie przejmował się tak brakiem kotki w Obozie - w końcu praktycznie odkąd poznał ją bliżej zdarzało się, że znikała na całe dnie. Z czasem jednak jego poszukiwania czarno-białej stawały się coraz bardziej intensywne. Ze dwa razy chodził po terenach za jej zapachem, jednak gdy trop dochodził do granicy - rezygnował.
Rudy kocur czuł jednak narastającą potrzebę skontaktowania się z wojowniczką. Co prawda gdy myślał o tym, co mógłby jej powiedzieć, w głowie miał pustkę. Potrzeba jednak nie malała z tego powodu. Po śmierci Łaniego Kroku terminator dalej czuł się dość... nieswojo. Nie miał jednak ochoty rozmawiać o tym z Plamką czy Trzmielą Gwiazdą, a reszta część rodziny była mu jeszcze bardziej obca. Był jeszcze co prawda Jeziorna Łapa, ale zielonooki wolałby jednak towarzystwo wojowniczki. A może po prostu podświadomie zaczął martwić się o to, czy w ogóle żyje?
Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Przywódca rozpoczął Ceremonię od razu po pogrzebie swojej córki. Może Kamień dostałby nowego Mistrza, zająłby głowę i ciało treningiem i szybciej się pozbierał, nie mając czasu na bezcelowe włóczenie się po Obozie. Zaczął się jednak kolejny dzień po tym przykrym wydarzeniu, a srebrzysty kocur dalej nie wzywał klanu. Jego wnuk znowu więc postanowił poszukać Rozerwanego Ucha.
Dotarł do miejsca, w którym ostatnio czuł jej zapach i... po prostu ruszył dalej przed siebie. Trochę na ślepo. Nie bał się; czuł się dziwnie obojętny. Po jakimś czasie błądzenia zauważył na horyzoncie dziwny obiekt. Zbliżył się do niego, z czystej ciekawości. Zmarszczył pyszczek stając przed tym dziwnym drzewem, które jednak nie miało liści i ciągnęło się hen hen daleko. Nie widział jego końca! Postanowił sprawdzić - ruszył więc wzdłuż tego dziwnego obiektu, który z jakiegoś powodu go zafascynował.
ci co jeszcze nie powstali już siępokłócili Kto będzie n a j w a ż n i e j s z yprzy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty Świat nie umrze z przejedzeniamy umrzemy z n i e n a w i ś c i
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Z początku obiekty stworzone przez dwunożnych są bardzo fascynujące. Z czasem jednak, kiedy dzień, w dzień ma się z takowymi kontakt stają się zwykłym obiektem otoczenie, nie wartym uwagi. Zupełnie jak kamienie w lesie, czy trawa prawie, że wszędzie. Z początku Bajka wiele dowiedziała się od sąsiadujących pieszczochach, którzy pokrótce wyjaśnili jej czym jest miska, czemu w wejściu – prowadzącym na ogród – jest jakaś dziwna niewidzialna ściana, dlaczego ludzie stosy zwierzyny mają tak ubogie. Podobno wszystko trzymają w kryjówkach, z jednej dochodzi na przykład zimno, kiedy tylko zostanie otworzona, ciekawe. Kolejne natomiast potrafią skrzypieć, jak tylko chce się dostać do zawartości tego schronu. Ludzie mieli swoje dziwacta, zupełnie jakby klanowe rzeczy i miejsca urozmaicili swoimi wytworami.
Teraz ogrodzenie nie budziło w niej jakiś głębszych doznań, a było po prostu nudne. W porównaniu do innych, ciekawszych wytworów ludzi, było najnudniejsze z tych wszystkich.
Ogon kotki poruszał się raz, po raz, a oczy przeskakiwały z samca człowieka, na jakieś rzeczy – które zapewne do niego należały. Wciąż nie doczekała się żadnego konia, który budził taki strach w klanowych kotkach! A obaliłaby ten mit z wielką przyjemnością! Wskoczyłaby na niego, a potem ucięła sobie drzemkę! Zupełnie jak to zrobiła z potworem dwunogów.
Drgnęła jednak gwałtownie, gdy jej uszy wyłapały szelest, wskazujący, że ktoś idzie wzdłuż płotu. Opcje były dwie, wędrował po drugiej stronie, lub po tej, która już należała do terenu człowieka – oczywiście to na tym terenie znajdowała się Bajka. Spięła się ciut, odwracając głowę i zerkając za siebie. W końcu dojrzy sylwetkę tego ktosia, co zmusił ją do spięcia mięśni i wyczulenia zmysłów. Rude futro wybijało się zza płotu, a zapach po chwili uświadomił jej, że ma do czynienia z gromiakiem... Brwi zmarszczyły się od razu, gdy ta była gotowa się wycofać, a jednak zdążyła jedynie wstać, gdy dostrzegła kto to taki, wędruje poza terenami swego klanu. - Dziadek wie, jak daleko się zapuszczasz? - odezwała się momentalnie, gdy prawy kącik ust uniósł się w pół uśmiechu. Cóż, może to i pierwszy raz kiedy Kamień zobaczy ją uśmiechniętą? Długie księżyce uśmiech nie gościł na jej zgrymasoznym pysku, a od kiedy zajęli się nią dwunodzy, naznaczając pudroworóżową obrożą z apaszką, że jest pieszczochem, uśmiechała się tak często, jak miała jedzenia w misce. Odwróciła się w stronę kocura, jednak nie ruszyła się ani krok, pozostając wciąż za płotem, na siedlisku koni.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Kamień to duży kocur. Może nie jest wyjątkowo wysoki - jego wzrost należy raczej do przeciętnych. Jest jednak mocno zbudowany - jego tułów, łapy i nawet łeb są dość masywne. Przez długą i gęstą sierść efekt ten jest spotęgowany. Futro jest intensywnie rude i pokryte pręgami - choć widać je przede wszystkim na głowie kocura. Ma białe znaczenia - na klatce piersiowej i stopach, choć najbardziej charakterystyczna jest biała plamka na pyszczku, zaraz pod nosem, po lewej stronie kocura. Nos ma koloru różowego, a oczy - jasnozielonego. Jego spojrzenie nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego. Często też marszczy pysk gdy się zastanawia. Jego chód sprawia wrażenie powolnego i ociężałego, ponieważ przez długie przerwy w treningach oraz miłość do jedzenia, umięśnienie kocura pozostawia wiele do życzenia.
Kamień to prosty chłopak. Z natury jest dobry i nie jest wobec nikogo złośliwy - no chyba, że w żartach. Wśród najbliższych kotów lubi się wygłupiać. Stara się wszystko zawsze robić dobrze, ale często nie wychodzi mu tak, jak powinno. Pojęcie taktu jest mu obce - dopóki mu ktoś nie powie, że czegoś [i]nie wypada[/i] robić, to sam się tego nie domyśli. Przez to nie odzywa się z przesadnym szacunkiem nawet do najważniejszych kotów w klanie. Jego największą pasją jest jedzenie. Cały świat stara się rozumieć "na chłopski rozum" i złożoność sytuacji nie rzadko go przerasta, przez co jego myślenie jest często błędne. Ze względu na doświadczenia z pierwszej Ceremonii bardzo nie lubi zamieszania i krzyczenia. Sam rzadko podnosi głos i zwykle ma bardzo neutralny ton wypowiedzi. Potrafi jednak ekscytować się przyziemnymi rzeczami - takimi jak ładne płatki śniegu czy jakiś fajny widoczek. Nie jest pracoholikiem, ale lubi wykonywać powierzone mu zadania.
Ognistopręga, Gradowy Podmuch, Bagienna Trzcina, Dymna Łapa, Niski Krok, Lady
Po jakimś czasie wędrówki do nozdrzy kocura dotarł znajomy zapach. Gdy tylko go wyczuł, przyspieszył, rozglądając się uważnie. W końcu znalazł kotkę, której szukał - była po drugiej stronie tego dziwnego obiektu, i niemalże od razu się do niego odezwała, zanim zdążył się choćby przywitać.
- Ja... nie wiem, nie chwaliłem mu się. Ma chyba ważniejsze sprawy na głowie, pewnie przeżywa śmierć mamy, no i jeszcze ta kotka, która chyba zwariowała - Rozerwane Ucho już na początek dostała krótkie streszczenie tego, czym obecnie żył Klan Gromu. Kamienia w zasadzie nie obchodziło, czy Trzmiela Gwiazda się dowie czy też nie. Zrobił sobie wycieczkę i nie czuł się z tego powodu zbyt źle - w końcu inne koty robiły gorsze rzeczy i uchodziło im to na sucho. Sasanka musiała bardzo, BARDZO się postarać żeby doczekać się konsekwencji. Z resztą co niby mógłby mu zrobić srebrzysty kocur? Wygnać go z klanu, w którym nie miał już prawie nikogo bliskiego?
- Ale TY. Czemu tu jesteś? - zapytał zaraz potem, dość niecierpliwie. Nie rozumiał, co się wydarzyło, zwłaszcza, że wojowniczka oprócz swojego zapachu, miała też na sobie inne, nieznane Kamieniowi zapachy. Spojrzał na kotkę pytająco, stojąc przed nią, ale wciąż po drugiej stronie tego dziwnego drzewa, wciskając pysk w jego szpary.
ci co jeszcze nie powstali już siępokłócili Kto będzie n a j w a ż n i e j s z yprzy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty Świat nie umrze z przejedzeniamy umrzemy z n i e n a w i ś c i