Logo Artemidy
Siedlisko Koni
Kiełek z zaciekawieniem słuchał wszystkiego, czym zdołała uraczyć go jego, jużnie Gromowa, siostra. Wydawał się być spokojny, ale kiedy usłyszał oskarżenie, że jest niby słaby, jego duma... dała o sobie znać. Co jak co, ale jego jest na prawdę potężna. Wbił zwężony wzrok w Igłę i otworzył usta, ale udało mu siępowstrzymać od gniewnego warkotu. Litości, dosyć na dziś.
– Doprawdy przykro mi, że nie doceniasz moich wartości bojowych – syknął niezadowolony. Chyba odkrył swoje kompleksy. O dziwo, w swoim dość długim i wyboistym życiu, pomimo przeciwności losu i swojego spornego charakteru, nie miał jeszcze okazji z nikim powalczyć, ale znając życie, w niedalekiej przyszłości się to odwróci. Kopia Mysiowąsej kipi zmarnowanym potencjałem i ma szczerą ochotę wyżyć się na czymkolwiek, oprócz Igły właśnie. Gdyby tylko ta przeklęta wronia strawa, którą dostał na mistrzynię była warta czegokolwiek innego, niż paplania o Gwiezdnym Klanie i nauczyła go jakichś przydatnych do życia umiejętności, a nie tylko jakichś genialnych klanowych hierarchii... może spaślak nadał ją umyślnie? Od początku był do niego uprzedzony? Popada w jakąś chorą paranoję. – Chyba wiara w takie ścierwa pozwala tym wszystkim klanowym kreaturom utrzymywać klany w ryzach i nie oszaleć przy okazji – ...niestety, tych dwoje osobników zdaje się stanowić wyjątek. I obaj jużdo klanu nie należą. Coś jeszcze trzeba wyjaśniać? Śmiechu warte. Ci klanowi frajerzy sami są siebie warci, niech gniją w swoim obszczanym obozie i spełniają zachcianki grubego przywódcy. Ten chyba wyświadczył mu przysługę wyrzucając go z tej parodii jakiejkolwiek zdrowej socjalizacji. Dzięki, spaślaku.
Trochę się zdziwił na myśl o tym, że Igła zaprasza go do swojego domostwa. Znaczy, wiadomo, rodzina, i tak dalej, ale jakoś nigdy nie przywiązywała zbyt dużej wagi do jakichkolwiek zdrowych relacji. Zresztą, czemu się dziwić - jego rodzina jest równie popieprzona jak cały ten Klan Gromu, o ile nie bardziej. Lizodup Korzeń, frajer Kwiatek, kretyn Płatek, a na samym czele stoją monarchowie frajerskiej rodziny, zwani, niestety, jego rodzicami. Reszty nie liczy, może ktoś tam też nie jest aż tak dużym półgłówkiem, ale w klanie nie zdążył poznać nikogo mądrego. Tylko stojąca obok niego siostra stanowiła wyjątek. Jeśli ten Gwiezdny Klan istnieje, to Kiełek bardzo dziękuje za podesłanie jej na świat. – Niech będzie – miauknął. Dawny Gromiak nie należał do zbyt społecznych kotów, większość swojego czasu przesiedział zamknięty, odcięty, samotny. Z tego też powodu nie był przyzwyczajony do towarzystwa, lecz wizja nie odgryzienia dupska przez jakiegoś lisa czy innego borsuka w towarzystwie Igły wydała mu się zdecydowanie kusząca i przeważała jego poprzedniemu życiu. Przystał więc na propozycję i dołączył ociężale do Igły.

/zt, dzieki :>
<style>.kielson { width: 75%; text-align: center; margin: 0 auto; }</style>
<div class="kielson">[Obrazek: kieek_pereek.png]</div>
LVL 1 20 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
4
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Ta, bo ty kiedykolwiek doceniłeś moje, albo ogółem mnie — rzuciła w odpowiedzi. Szczerze wątpiła aby kiedykolwiek docenił ją... ktokolwiek. Poważnie, pomimo swojej wysokiej samooceny wątpiła, aby ktokolwiek ją docenił, bo właściwie to za co? W klanie tak naprawdę nic nie robiła, nawet obowiązków nie wykonywała, bo była leniem i jej się nie chciało ani trochę tego robić, a zresztą to ją nie obchodził zasady. Nigdy też nie wykazała się, nie wiem, inteligencją albo siłą. Chociaż siłą to już prędzej, bo przecież zlała tamtego Wichrzaka, ale i tak nie miałby kto tego docenić. No ale nie obchodziło ją to. Życie nie było proste i idealne, więc i tak na to nie liczyła... ale kto wie, czy to się nie zmieni. — Pewnie tak, chociaż totalnie nie rozumiem, jak można być tak głupim i naiwnym — stwierdziła. Aż ją zaczęło zastanawiać czy mama, Płatek, Kwiatek albo Korzeń wierzyli w trupy na niebie. Wiedziała że tata nie wierzył, dobrze to pamiętała i nie miała zamiaru tego kwestionować, ale reszta? Nie miała pojęcia, a szkoda, bo była tego ciekawa. I niestety nigdy się nie dowie, bo wątpiła że kiedykolwiek ich spotka. Chociaż patrząc na to że spotkała Kiełka, po wielu księżycach, to to było możliwe.
— Dobra, to chodź — miauknęła i wstała, a ruchem ogona dała jeszcze znak, aby za nią poszedł. Naprawdę nie miała pojęcia jakim cudem i dlaczego się na to zgodziła, ale już cofnąć tego nie mogła. Znaczy niby mogła nagle powiedzieć że jednak się rozmyśliła, ale jakoś nie widziała w tym sensu, czy coś. Najbardziej ją tylko zastanawiało, czy nie będzie tego żałować. Wolnym krokiem ruszyła w kierunku leśnych ostępów, aby bark ją nie bolał aż tak bardzo.

zt
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
5
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedlisko Koni było najbardziej oddalonym od Siedliska Dwunogów miejscem, do którego zapuszczał się Rwetes. Nie robił tego zbyt często, ale czasem, aby odpocząć, wyrwać się poza gwar miasta, pooddychać świeżym powietrzem... Wiedział, że tuż, niedaleko, mają swoje tereny Cztery Gangi Dzikusów, bo tym właśnie były dla niego Klany - więc zawsze trzymał się w zasięgu słuchu do końskich odgłosów.
Wczoraj akurat dostał łomot. Nie mocny, mógł chodzić i tak dalej, ale na czole irytująco szczypały ślady brudnych pazurów jednego z osiłków Tyrana, a na pięcie tylnej łapy - ukąszenie cuchnących zębów drugiego. I poobijany był, bo dopadli go jak szedł płotem i zrzucili na ziemię. Rany jakoś sobie wylizał i czuł się w porządku, jednak zdecydował się przeczekać ze dwa dni z dala od gwaru ulic, nie wkurzać swoją mordą tamtych półgłówków, którzy poza swoim rewirem wcale nie byli mniej agresywni niż w jego obrębie, zjeść parę świeżych myszek i ogólnie zrobić sobie małe wakacje.
Było akurat ciepłe przedpołudnie, a zanosiło się na kolejną burzę, zdecydował się więc przełożyć polowanie na później i tymczasem poleżeć sobie na odsłoniętym zupełnie ogrodzeniu z drewnianych bali. Okorowane, głakdie drewno było suche i ciepłe. Kocisko wskoczyło na nie, przeszło kilka kroków po czym znalazło przyjemne miejsce bez żadnych sęków i ułożyło się komfortowo, zsuwając długi, dość imponujący, choć oszpecony kilkoma małymi kołtunami ogon i pozwalając mu delikanie kołysać się na lekkim wietrzyku. Oczy miało większość czasu przymknięte, ale co parę chwil uchylało powieki, żeby sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie idzie dotrzymać mu towarzystwa...
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miała sporą urazę do przekraczania granic i zapuszczania się dalej niż powinna. Powiedzmy, że doświadczenia, które tą urazę spowodowały były na tyle silne, że nikt raczej nie mógł jej zarzucić wyolbrzymiania. Od ostatniego spotkania z Iskrą, które pociągnęło za nią sznurek nieprzyjemnych wydarzeń; Popielny Żar ani razu nie wysunęła nosa poza oznaczenia graniczne swojego klanu. Musiała odchować kocięta, a później już po prostu nie czuła potrzeby. Kiedy jednak wiadomość o śmierci Iskry dobiegła do jej uszu, związała się z Dębowym Cieniem a jej kocięta weszły w dorosłość; poczuła ulgę, która była znacznie większa i silniejsza niż strach przed dalszymi spacerami, który dalej kurczowo trzymał się jej żołądka wybijając jej każdy pomysł na opuszczenie terenów klanu. Teraz jednak kiedy wszystko zdawało się wracać do normy a Popielny Żar odzyskała pewność siebie i spokój - co ją trzymało by się przeszła tylko do Siedliska Koni? Przebywał tam najpewniej jej brat, Niedźwiedź i Orzeszek. Dwójkę ostatnich kocurów chciała odwiedzić nieco bardziej, niż własnego brata. W jego przypadku obawiała się, że już go nie ma w Siedlisku Koni tak jak go o to prosiła wiele, wiele księżyców temu. Wycieczkę tam planowała już od dłuższego czasu i dopiero kiedy była w stu procentach pewna tego, że tego chce; wyruszyła. Poinformowała o tym jedynie matkę i partnera, by oboje nie martwili się o nią. Trening Perzowej Łapy przełożyła na poranek następnego dnia i poprosiła Polny Chwast by ten zabrał jej terminatora na patrol gdyby jakiś prowadził,czy po prostu go do jakiegoś przydzielił. Samemu Perzowej Łapie dała również parę zadań w obozie aby spędził ten dzień aktywnie i po pożegnaniu się z Dębem, opuściła obóz. Spokojnym truchtem ruszyła w znanym sobie kierunku, a jej łapy jakby same ja tam niosły. Od zawsze czuła pociąg do nieznanego, odległego, innego, który z wiekiem i przez nieprzyjemne doświadczenia nieco ostygł. Teraz nie szła tam by zwiedzać, zastanawiać się czy nie byłoby jej lepiej poza klanem; szła w odwiedziny! Była lojalna jednemu klanowi i w końcu doskonale to pojęła.
Trochę jej zajęło dostanie się tam gdzie chciała i przed jej oczami ukazał się płot ogradzający pastwisko dla koni. Podeszła do niego spokojnie, rozglądając się z ostrożnością błyskającą w pomarańczowych ślepiach, kiedy to dostrzegła ciemno-brązowy, spory kształt odznaczający się na płocie. Poruszyła z lekkim zaskoczeniem uszami i zastygła na moment w wysokiej trawie. Czy się bała? Nie. Czy była ostrożna? Zdecydowanie. Ostatecznie jednak postanowiła podejść do nieznajomego kota. W końcu może tu mieszkał i wiedział czy na terenie Siedliska przebywa Orzeszek wraz z ojcem.
- Dzień dobry - miauknęła pogodnie, wysuwając się z trawy, stawiając smukłe łapy cicho po podłożu. Postawiła uszy i posłała kotu łagodny uśmiech, który pozostał na jej pyszczku. Zatrzymała się kawałek przed płotem by mieć dobry widok na swojego możliwego rozmówce i lekko uniosła brew. - Mam nadzieje, że nie przeszkadzam?
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Popielaty Żar być może spodziewała się, że podejdzie niepostrzeżenie, ale Skurczybyk co jakiś czas uchylał powieki na tyle, żeby zarejestrować stopień w jakim się do niego zbliżała. Gdy zdecydowała się przywitać, nawet nie udawał zaskoczenia. Specjalnie przez chwilę nie otwierał oczu, rzucając ze swojej drewnianej belki mało energetycznym:
- Siemka...
Po tym zebrał całe swe ciało i futro i kurz i wszystko co się na niego składało, z zaskakującą jak na kogoś tak szerokiego równowagą przeciągnął się na ogrodzeniu i stanął na nim z uniesionym ogonem, uginając nieco przednie łapy i wyciągając łeb ku dołowi by lepiej przyjrzeć się Wojowniczce.
- Nie przeszkadzasz? Budzisz Tarapaty z drzemki, jak myślisz, czego się spodziewać?! - zagadnął w słowach, które można by właściwie uznać za pogróżkę, ale pogodna mina i wesoły ton zupełnie nie zgadzały się z wyzywającą treścią tego specyficznego powitania. Jakimś cudem nie spadł z płotu, otrząsając się dla orzeźwienia mięśni i rozklejenia sierści.
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tarapaty?
Chyba to słowo wypowiedziane tak, jakby było imieniem napotkanego kota zaskoczyło kocicę bardziej niż jego żartobliwa pogróżka na którą uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem. Mimo gabarytów napotkanego kota i faktu, że znakomicie, mimo jego utrzymywał równowagę na cieniutkich, martwych drzewach otaczających Siedlisko Koni - nie poczuła się z jego powodu zagrożona. Przysiadła spokojnie tam gdzie chwile temu stała i przejechała pośpiesznie językiem po kremowej piersi, powracając spojrzeniem pomarańczowych ślepi na rozmówcę. Kot nie zdawał się zaskoczony jej obecnością, zupełnie tak, jakby mimo jej starań ten i tak ją z łatwością zauważył. Chwile milczała, jednak nie było to spowodowane zawstydzeniem, a bardziej konsternacją. Do jej nozdrzy dochodził nieco...Niejasny przekaz co do płci jej rozmówcy. Tarapaty, kot, którego miała przed sobą nie pachniał ani jak kotka, ani jak kocur, co zaskoczyło wojowniczkę na tyle, że dopiero po kilku uderzeniach serca odezwała się dalej zachowując spokojny wyraz kształtnej mordki.
xx- A więc, nazywasz się Tarapaty? - mruknęła, przekrzywiając głowę nieznacznie na bok, a jej białe, proste wibrysy drgnęły nieznacznie. - Nigdy wcześniej nie słyszałam takiego imienia. Mieszkający tu twoi dwunożni tak cię nazwali, Tarapaty? - dopytała, unosząc lekko brew, spokojnie czekając na odpowiedź rozmówcy. Nawet gdyby Tarapaty nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, Popielny Żar by się nie zezłościła czy obraziła. Tak naprawdę najważniejsze pytanie miała w zanadrzu na późniejszą część ich możliwej konwersacji. Po jakimś czasie podniosła się i wskoczyła na wolny kawałek płotu u boku czekoladowego kota chcąc ułatwić mu jej obserwacje i - rozmowę. Gdy utrzymała równowagę, przysiadła powoli spuszczając biczowaty ogon w dół.
- Ja jestem Popielny Żar, pochodzę z lasu.
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dwunożni?! - parsknęło kpiąco kocisko - Chyba żartujesz... A gdyby Ciebie jakoś nazwał dwunożny, przedstawiałabyś się imieniem od niego? - uniosło brew, naprawdę licząc, że nowa znajoma o popielatej sierści nie odpowie na to pytanie twierdząco i nie przedstawi się jako Punia albo coś w tym stylu. Nawet nie skomentował pomysłu, jakoby miał być jakoś związany z łysymi stworami z tego konkretnego miejsca bardziej niż z jakimikolwiek innymi. Wszystkie były tylko tłem. Trochę bardziej ruchliwą niż drzewa czy śmietniki, ale nadal tylko częścią krajobrazu, na którą można popatrzeć, ale nie zaprzyjaźniać się...

Tarapaty usadziły zadek na swojej belce, tak, że długa sierść porastająca muskularne uda otuliła okorowane drewno. Zielonkawe oczy badawczym, ale pogodnym wzrokiem obserwowały szukającą towarzystwa kocicę. Gdy zdecydowała się przedstawić, zakończone pędzelkiem ucho poruszyło się ostro.
- Z tego, o, lasu? - podpytał Rwetes, wskazując nosem sylwetki drzew za jej plecami. Prawdę mówiąc, nigdy nie był w takim miejscu. Wypoczywał czasami w miejskich parkach, ale prawdziwy las, w którym dzikusy żyją całymi stadami i tłuką inne koty w imię sobie tylko znanych zasad - o tym tylko słyszał i to bez specjalnych pochlebstw. Ta sympatyczna kocica nie wyglądała mu jednak na bandytkę. Dla pewności nie szkodziło jednak podpytać:
- I z kim tam żyjesz, co?
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
/jeszcze nikt nie wbił, wIĘC ODPISUJE.

- Kto wie? - uniosła lekko brew z pogodnym uśmiechem na reakcje kociska co do jego reakcji na zasugerowanie, że mógłby zostać nazwany przez dwunożnych. Wychodziło więc na to, że miała do czynienia z samotnikiem, a jej założenie, że Tarapaty mogło być wymysłem dwunożnych stworzeń, było błędne. Imię to jednak brzmiało a tyle abstrakcyjnie i dziwnie, że kocica wolała bezpiecznie założyć, że to łyse stworzenia wpadły na pomysł nazwania tak kota. - Są koty, które przedstawiają się imionami nadanymi przez dwunożnych, wybacz, że możliwie cię uraziłam. - zachichotała cicho pod nosem, prostując się na dziwnie rosnącym drzewie, posadzonym tutaj przez stworzenia, o których jeszcze chwile temu mówili. Gdy przyszedł czas na pytania co do jej pochodzenia, poruszyła uszami i zerknęła w stronę w którą Tarapaty pokazywał uchem.
- Tak, dokładnie z tego. - mruknęła pogodnie, wracając spojrzeniem pomarańczowych ślepi prosto na mordkę swojego rozmówcy, lekko unosząc przy tym brew i przekrzywiając kształtny łebek. - Żyje w klanie, Tarapaty. Sporej wspólnocie kotów, którą właśnie nazywamy Klanem, dokładnie Cienia. - wyjaśniła. Nie było to dla niej wielkim problemem czy wstydem, aby przyznać się skąd pochodzi i z jakiego konkretnie klanu się wywodzi - chociaż tu następowały dość spore komplikacje. W swoim życiu spotkała już parę samotników czy pieszczochów z czego niektórych spotkań nie wspominała zbyt przyjemnie na co lekko się wzdrygnęła, a końcówka jej ogona widocznie drgnęła, jednak wyraz jej mordki nie uległ zmianą - lekka łagodność i pogodny błysk w jej migdałowych ślepiach pozostał, a gładka sierść spokojnie i schludnie się na nim układała.
- A ty mieszkasz tutaj w Siedlisku Koni?
[Obrazek: G8fdk5X.gif]
LVL 5 240 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wybuchy już dawno ustały, dwunodzy zdążyli zabrać swoje dziwaczne zabawki i zniknąć z okolicy, a Padalcowa Łapa wciąż leżał skulony przy jakiejś większej kępie uschniętej trawy przysypanej drobnym śniegiem, starając się zwyczajnie zniknąć. Może wtedy zniknąłby też trawiący go nieustannie ból, promieniujący od jego gałek ocznych przez cały pyszczek. Na początku próbował jeszcze jakoś to załagodzić, delikatnie pocierając przymknięte ślepia łapą, ale nic to nie dawało; łzy wciąż płynęły po rudych policzkach, a ból tylko się zaognił. Cicho skomląc i żałując dosłownie każdej złej decyzji w swoim krótkim życiu - a było ich wbrew pozorom raczej sporo - skulił się bardziej, w głębi duszy mając nadzieję, że bezwłose istoty nie zainteresują się nim zbytnio.
Miał szczęście, a może nawet wstawiennictwo u Gwiezdnych, ponieważ czas mijał, a nikt się do niego nawet nie zbliżył. Zaczęło mu się nawet wydawać, że jest już trochę jaśniej, ale jednocześnie ilekroć próbował bardziej uchylić powieki, tarły one nieprzyjemnie o jego obolałe oczy, nie wiedział więc, jak długo tak leżał. Mógł tylko wciąż błagać Gwiezdnych o bardzo wątpliwy ratunek, zdając sobie przy tym sprawę, że jego rude futro jest zapewne doskonale widoczne, a dwunodzy z wybuchającym światłem w każdej chwili mogli pojawić się, aby dokończyć to, co zaczęli zeszłej nocy. Widział już takie przypadki kilka razy podczas swojego pobytu na osiedlu i zdecydowanie nie chciał dołączyć do marnie wyglądającej zgrai ofiar niewyżytych podrostków z niektórych części miasteczka.

//pstronk - a potem pewnie też dziwnooka - zapraszam~
<table><td><center>swear to shake it up if you swear to listen
oh, we're still so young, desperate for attention
<span class="padalec2">I aim to be</span>
your eyes, trophy boys, trophy wives
</center></td><td><img src="https://i.imgur.com/U1oRrCN.png" height=140px></td></table>
<style> .padalec2 {font-family: 'Great Vibes'; font-size: 29px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Great+Vibes&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pstrąg truchtał szybko wzdłuż płotu. Mimo, że na co dzień nie był kotem wychodzącym, jego futro było grube w podszerstek - sam nie rozumiał jak i dlaczego to działało, ale zawsze gdy zbliżała się zimniejsza pogoda, jego organizm wiedział, że należy się przygotować. Może przyczyna leżała w tym, że pomimo chłodu na zewnątrz, lubił przesiadywać na balkonie i jeśli właściciele go nie wypuszczali, to darł ryja pod drzwiami, czekając aż go wypuszczą na zewnątrz?
Mróz nieprzyjemnie chwytał go za opuszki łap i mocno szczypał, więc można było zauważyć nieznaczne przyspieszenie z truchtu do wolnego biegu. Czy biegł w jakimś konkretnym kierunku? Nie. Czy miał wyznaczony konkretny cel? Poniekąd. Szukał po prostu schronienia, żeby się jakkolwiek ogrzać. Odkąd zwiał swoim dwunogom, minęło kilka dni. Zdążyli oni rozwiesić po całym osiedlu ogłoszenia o tym, że zaginął ich pupilek. Ale Pstrąg nie potrafił czytać, więc jedynie mógł się domyślać, o co chodzi w tych świstkach papieru z jego podobizną.
Dzisiejsza noc była dla niego jedną z najgorszych w życiu - wszędzie panował przeogromny huk i chaos. To był jeden z nielicznych momentów, gdy naprawdę żałował, że postanowił uciec ze swojego ciepłego i bezpiecznego domu. Cały ten czas wybuchów i rozbłysków ognia przeczekał pod jakimś wielkim korzeniem jednego z drzew w okolicy. Na szczęście nic mu się nie stało i nie doznał żadnych obrażeń. W przeciwieństwie do kogoś, kogo jęki zaczynał słyszeć tym, bardziej, im bliżej źródła głosu był.
Jego ślepiom ukazała się jakaś skulona, ruda sylwetka. Czy to jakiś kontuzjowany lis? Nie, kształt był zdecydowanie zbyt mały. Kocur stanął w miejscu i zaciągnął się głęboko powietrzem. No... pachniało jak kot. Chyba.
- Halo! Czemu tak leżysz? - krzyknął, po czym powoli zaczął podchodzić do leżącego. Nie robił tego zbyt szybko ani zbyt gwałtownie, żeby przypadkiem nie oberwać po pysku, co już raz mu się zdarzyło ostatnio na osiedlu. Gdy znajdował się w odległości zaledwie kilku kroków od Padalca, przysiadł w miejscu, owinął łapy ogonem i strzepnął śnieg, który zdążył mu się zebrać na gustownej muszce, którą nosił na szyi.

//Yup yup, zapraszamy Dziwnooką w dowolnym momencie.
≡ ≡ ≡xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
- ̗̀ ja nie chcę iść pod wiatr gdy wieje w dobrą stronę ̖́-
ɴɪᴇ ᴄʜᴄᴇ̨ ʙɪᴇᴄ ᴅᴏ ɢᴡɪᴀᴢᴅ, ɴɪᴇᴄʜ ɢᴡɪᴀᴢᴅʏ ʙɪᴇɢɴᴀ̨ ᴅᴏ ᴍɴɪᴇ
nie chcę chwytać dnia gdy w ręku mam TYGODNIE
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
LVL 1 50 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Względna błogość bycia niezauważonym, niestety, nie mogła trwać wiecznie, a Gwiezdni postanowili się chyba trochę zabawić, żeby przypadkiem Padalcowi nie było za dobrze. Jeżeli w ogóle można było powiedzieć, że było mu dobrze. Jasne, łzy przestały mu już lecieć ciurkiem po pysku, a wstępne zagrożenie minęło, lecz za to na horyzoncie pojawiały się kolejne problemy. Wszechobecny mróz przenikał jego krótką sierść i szczypał w nos oraz opuszki łap, a i pusty żołądek - do tej pory przyzwyczajony do wystawnego życia - powoli zaczynał dopominać się o kolejny posiłek.
Poczuł nowy zapach szybciej, niż usłyszał zbliżające się kroki, lecz aromat mało mu powiedział; kot, to na pewno. I chyba nawet kocur. Ale cokolwiek więcej? Nie. Gdyby jego oczy były sprawne, pewnie rozpoznałby nieznajomego z obrazków na tych dziwnie regularnych białych liściach, jakie widywał w ciągu ostatnich kilku dni przed opuszczeniem osiedla, rozwieszonych na niektórych świecących pniach. Jednak teraz, niezdolny do rozróżnienia nawet kształtów wokół niego, nie mówiąc już nic o Padalcowa Łapa był zdany na pozostałe cztery zmysły, które nie mówiły mu zbyt wiele o zbliżającym się do niego kocie. Oprócz tego właśnie - nieznajomy podszedł bliżej i ciężko było ustalić, jakie miał zamiary. Rudy kocur spróbował się poderwać na równe nogi, ale zbyt długo leżał zwinięty w kłębek, aby mogło mu się to udać. Po jego kończynach rozeszło się nieprzyjemne mrowienie, a on sam zachwiał się, jakby miał zaraz upaść obolałym pyskiem na zmarzniętą glebę.
- Nie podchodź! - wymamrotał względnie w kierunku nowoprzybyłego, zbierając się jednocześnie względnie do kupy. Stanął na wyprostowanych długich łapach w nieco komicznym rozkroku, z ogonem opuszczonym, ale z drgającą końcówką, obniżając też głowę. Przypadkowo otworzył przy tym obolałe oczy, przez co naraził je ponownie na tarcie, które posłało po całej jego mordce kolejną falę bólu, a w dodatku oślepił się przy tym odbijającym się od śniegu światłem słonecznym. Grymas bólu wykrzywił rudy pysk. O tak, był zdecydowanie ranek, a to oznaczało, że Padalec był doskonale widoczny na pustym polu. Zadrżał w duchu - a może i też w rzeczywistości, co nieznajomy mógł odebrać jako efekt mrozu.
- Nie podchodź bliżej - powtórzył, tym razem głośniej i wyraźniej, chociaż głos miał jakiś słabszy niż zazwyczaj. - Nie zmuszaj mnie do ataku.
Bo jasne, że by zaatakował. On, dzielny i waleczny wojownik Klanu Cienia.
<table><td><center>swear to shake it up if you swear to listen
oh, we're still so young, desperate for attention
<span class="padalec2">I aim to be</span>
your eyes, trophy boys, trophy wives
</center></td><td><img src="https://i.imgur.com/U1oRrCN.png" height=140px></td></table>
<style> .padalec2 {font-family: 'Great Vibes'; font-size: 29px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Great+Vibes&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Raczej ci cali gwiezdni mieli Padalca w swojej opiece, skoro zesłali mu młodego rudasa a nie na przykład konia, człowieka albo - żeby było jeszcze gorzej, kolejnych ludzi z petardami. Ale ranny na pewno nie postrzegał tego w ten sposób, dlatego Pstrąg nawet nie oczekiwał miłego powitania.
Gdy zbliżał się do kocura (bo teraz już wyraźnie czuł, że to kocur!) zwiniętego w kłębek, nie miał możliwości zauważyć żadnych jego obrażeń. Pewnie gdyby wiedział, że ma do czynienia z kimś kontuzjowanym, pozwoliłby sobie na trochę mniej ostrożności niż to uczynił. Obecnie siedział w takiej odległości od byłego cienistego, że ten potrzebowałby pewnie ze dwa susy, żeby doskoczyć z pazurami. Także no, bezpiecznie i zachowawczo, ale jednocześnie z dobrą możliwością obserwacji ruchów drugiego kota.
Te pierwsze "nie podchodź!" zabrzmiało na tyle cicho i słabo, że kolorowooki nie do końca dosłyszał, tym bardziej, że wiatr dosyć głośno hulał po polu. Gdy zauważył, że Padalec wstaje, mięśnie mu się lekko spięły, ale nie dał tego po sobie poznać (a grube futro idealnie to maskowało) - nie zamierzał uciekać ani odskakiwać dopóki to nie było wyraźnie koniecznie. Tym bardziej, że sam nie miał negatywnych zamiarów i jego postawa raczej jasno to sugerowała.
Uważnie obserwował każdy gest nieznajomego, więc nie umknął mu fakt, że syn Złotookiej spróbował otworzyć oczy, po czym gwałtownie je przymknął i mocno się skrzywił. Interesujące.
- Huh. - odezwał się w końcu, a jego głos był zdecydowanie mocny i bez trudu przebijający się przez odgłosy pędzącego wiatru - Przecież nie podchodzę. I nic nie robię. Siedzę w miejscu. Nie widzisz? - celowo zdecydował się na taki, a nie inny dobór słów, licząc na to, że uda mu się cokolwiek wywnioskować z odpowiedzi na to niby luźno rzucone pytanie.
- Masz świadomość, że jeśli chcesz się przed kimś albo przed czymś schować, to to nie jest najlepsze miejsce, prawda? - ciągnął dalej, mierząc uważnie nieznajomego. - Nasze rude futra za bardzo odcinają się na tle śniegu, więc widać nas z naprawdę dużej odległości... - dodał jeszcze. Był gotowy w każdej chwili odskoczyć, gdyby tamten postanowił faktycznie zaatakować, zgodnie z tym jak bardzo się odgrażał. Czekając na odpowiedzi ze strony drugiego kocura, przejechał ogonem po śniegu i zagarnął niewielką jego kupkę w kierunku lewej tylnej łapy. Miał wrażenie, że czuje lekkie pieczenie w tamtym miejscu, więc uznał, że pewnie go swędzi tak o, bez powodu. A nie chciał poprzez drapanie się czy gryzienie tracić swojej pozycji i gotowości do ucieczki, gdyby jednak coś poszło w tej całej wymianie zdań nie po jego myśli.
≡ ≡ ≡xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
- ̗̀ ja nie chcę iść pod wiatr gdy wieje w dobrą stronę ̖́-
ɴɪᴇ ᴄʜᴄᴇ̨ ʙɪᴇᴄ ᴅᴏ ɢᴡɪᴀᴢᴅ, ɴɪᴇᴄʜ ɢᴡɪᴀᴢᴅʏ ʙɪᴇɢɴᴀ̨ ᴅᴏ ᴍɴɪᴇ
nie chcę chwytać dnia gdy w ręku mam TYGODNIE
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
LVL 1 50 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jakby mieli go w swojej opiece, to może by wzięli te śmieszne wybuchające światła w swoje łapy i nie dali ich rzucić w kierunku młodego Cienistego. No chyba, że jako koci zmarli nie mieli żadnego wpływu na bezwłosych dwunogów, co miałoby jakiś sens. Nie oznaczało to jednak wcale, że Padalcowi było z tym jakoś lepiej. Czy był głupi, stojąc wtedy w miejscu? Tak. Czy wciąż miał połowie świata za złe to, co się wydarzyło? A i owszem.
- Nawet jeśli, to co? Nie myśl, że to mnie powstrzyma - odburknął, lekko przechylając głowę. Starał się ograniczyć ruchy mięśni wokół oczu do absolutnego wręcz minimum, nauczony już pewnymi doświadczeniami, jednak odruchowo zmarszczył brwi, przez co mimowolnie poruszył powiekami i ponownie wywołał falę bólu, wędrującą z oczu. Zacisnął zęby. Wprost cudownie.
Nasze rude futra. Aha. Czyli nieznajomy też był rudzielcem. Do niczego taka wiedza, ale lepsza ta niż żadna. Przynajmniej dawała mu jakieś wyobrażenie o tym, jak to jego rozmówca wygląda i ile na siebie zwracają teraz uwagi. Gdzieś z tyłu głowy Padalcowej Łapy wciąż krążyła myśl o powracających by dokończyć dzieła dwunogach, mimo faktu, iż z każdym uderzeniem serca było to mniej i mniej prawdopodobne.
- Nie chowam się - odparł, unosząc podbródek do góry i - miał nadzieję - wyglądając przy tym wystarczająco nonszalancko, aby przekonać rozmówcę. - Odpoczywałem. Na chwilę. Właśnie zamierzałem ruszyć dalej, kiedy się pojawiłeś. - I pokrzyżowałeś moje wielkie plany. Tak było, totalnie.
Na chwilę zwrócił głowę w bok, wciągając nosem niesione przez wiatr zapachy, próbując nadrobić w ten sposób braki w zmyśle, którym do tej pory posługiwał się najwięcej. Czuł się naprawdę nieswojo, nie wiedząc jakie jest dokładnie jego położenie w sytuacji, nie będąc nawet w stanie określić, co też nieznajomy dokładnie robi - stoi, siedzi, czy też, na przykład, lewituje sobie długość mysiego ogona nad warstwą śniegu pokrywającą padok. Niby mówił, że siedzi, ale jako doświadczony kłamczuszek Padalec brał kilka poprawek na możliwość mijania się z prawdą.
<table><td><center>swear to shake it up if you swear to listen
oh, we're still so young, desperate for attention
<span class="padalec2">I aim to be</span>
your eyes, trophy boys, trophy wives
</center></td><td><img src="https://i.imgur.com/U1oRrCN.png" height=140px></td></table>
<style> .padalec2 {font-family: 'Great Vibes'; font-size: 29px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Great+Vibes&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może i kotki z gwiazd nie powstrzymały petard, ale wiesz, Padalcu, zawsze mogło być gorzej, co nie? Pomyśl sobie: A MOGLI ZABIĆ. Od razu perspektywa minimalnie się zmienia!
Wysłuchał pierwszych słów ze strony nieznajomego i szczerze mówiąc minimalnie się zdziwił, że tak łatwo poszło z uzyskaniem chociaż skrawka informacji. Pstrągowi wydawało się, że rudy faktycznie nie widzi i że jego słowa były w pewnym sensie potwierdzeniem tego (w końcu nie zaprzeczył), ale nie zmieniało to faktu, że syn Szadzi nie zamierzał tracić na czujności.
Nie posiedział zbyt długo w miejscu, ale miał wrażenie, że łapa zaczyna go swędzieć coraz bardziej i dlatego musiał wstać. - Dobra dobra. - wymamrotał tylko na "nie myśl, że to mnie powstrzyma" i podszedł do płotu, żeby podrapać się o niego łapą. Z boku musiało to wyglądać naprawdę zabawnie, gdyż kolorowooki w ogóle nie spuszczał spojrzenia ze ślepego, więc podchodząc do płotu cały czas miał łeb skierowany w stronę Padalca.
- Rozumiem. W takim razie nie trzymam cię dłużej, ruszaj tam, dokąd zmierzasz. - odpowiedział i uniósł powątpiewająco brew. No jakoś nie przekonywała go ta argumentacja, ale skoro samotnik twierdził, że to był po prostu postój i krótka przerwa to proszę bardzo, niech idzie. A właściwie niech idą, niech każdy z nich rozejdzie się w swoją stronę.
(Tak naprawdę to Pstrąg czuł się ociupinkę samotny i miał nadzieję, że jego rozmówca faktycznie sobie nie pójdzie - nie żeby miał jakieś duże możliwości po temu - ale do tego oczywiście nikomu by się nie przyznał na głos. Ba, nie dopuszczał nawet do swojej własnej świadomości takich myśli.)
≡ ≡ ≡xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
- ̗̀ ja nie chcę iść pod wiatr gdy wieje w dobrą stronę ̖́-
ɴɪᴇ ᴄʜᴄᴇ̨ ʙɪᴇᴄ ᴅᴏ ɢᴡɪᴀᴢᴅ, ɴɪᴇᴄʜ ɢᴡɪᴀᴢᴅʏ ʙɪᴇɢɴᴀ̨ ᴅᴏ ᴍɴɪᴇ
nie chcę chwytać dnia gdy w ręku mam TYGODNIE
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
LVL 1 50 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zawsze może być gorzej, jasne. Zawsze dwunodzy mogliby wrócić i dobić. Albo - może nawet gorzej, zabrać ze sobą, jednocześnie niwecząc wszelkie plany rudzielca, które już teraz się trochę rozlatywały. Bo jak dojść do domu gdy nie widzi się drogi. Albo w ogóle czegokolwiek.
Rozmówca jakoś specjalnie nie naciskał, nie pytał, wręcz przeciwnie, i jakaś część Padalca się ucieszyła, bo dzięki temu mógł na spokojnie odejść. Jednak ten kawałek jego ego, który uwielbiał uwagę oraz błyszczenie w towarzystwie, zrobił w duszy skwaszoną minę. No halo, jak to, naprawdę nie wzbudził jakiegokolwiek zainteresowania w nieznajomym? Smuteczki.
Odwrócił się wokół własnej osi, gotów wyruszyć w drogę. Zrobił krok naprzód, po czym zawahał się na ułamek uderzenia serca. Trybiki w jego mózgu ruszyły, uświadamiając mu, że po dzikim pędzie na oślep po zranieniu przez jeden z tych głupich wybuchów mógł być dosłownie gdziekolwiek. Ba, mógł nawet odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i teraz podążać dokładnie w przeciwnym kierunku, niż powinien. Westchnął bardzo cicho pod nosem, mocno zrezygnowany, i zrobił zwrot wokół własnej osi tak, aby ponownie stać pyskiem w tę stronę, gdzie - jak sądził - znajdował się nieznajomy. Chyba.
- Słuchaj, no... - zaczął, tym razem o wiele bardziej przyjaźnie niż cokolwiek co wyrzucił z siebie wcześniej. Spróbował nawet wrzucić na pysk jako-taki uśmiech, z marnym niestety skutkiem. - Nie wiesz może w którą stronę do terenów zajmowanych przez takie cztery grupy kotów, które same siebie nazywają "klanami"? Trochę spore są, ciężko je przeoczyć. Tereny w sensie, nie koty. Koty są normalne. - A przynajmniej niektóre, bo pojedynczym jednostkom zdecydowanie od czasu do czasu odbijało.
<table><td><center>swear to shake it up if you swear to listen
oh, we're still so young, desperate for attention
<span class="padalec2">I aim to be</span>
your eyes, trophy boys, trophy wives
</center></td><td><img src="https://i.imgur.com/U1oRrCN.png" height=140px></td></table>
<style> .padalec2 {font-family: 'Great Vibes'; font-size: 29px; line-height:15px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Great+Vibes&display=swap" rel="stylesheet"> }
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości