Dzisiejszy dzień zapowiadał się na odrobinę cieplejszy od pozostałych. A z racji iż Kłoda była urodzoną wędrowczynią, nie mogła przepuścić okazji, aby nie wyślizgnąć się ze swojej Stodoły i pognać w randomową stronę w podskokach, mrucząc przy tym głośno.
Przemierzyła bardzo wczesnym rankiem Osiedla Dwunogów, docierając gdzieś między południem a popołudniem do Siedlisk Koni. Po kilku chwilach odbiła się od ziemi, aby wbić się pazurami w duży, drewniany płot i... O mało nie spaść. Widać waga Szlajaczki dawała sie we znaki. Kotka po zaszuraniu mocno pazurami o płot, pp chwili wszpiliła je mocniej do drewna, powstrzymując się przy tym przed spadnięciem na ziemię. Po chwili jednak wspięła się wyżej, aby stanąć na ogromnym płocie i pójść przed siebie, nie będąc przygotowana na żadne, ewentualne niespodzianki dzisiejszego dnia. O ile w ogóle się takie pojawiają?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Oj! Lawenda! Cho, kurce! To tu, to tu! – Uciekło z gardła rudzielca, kiedy złote ślepia zauważyły znany z wspomnień płot i wielką polanę, na której wypasane były konie. Nie czekając na jej reakcję ruszył pędem w stronę prymitywnego płotu, wskakując na szeroką belkę ogrodzenia.
Przez chwilę trwał w bezruchu zdając się lustrować każdy detal na horyzoncie. Nie zmieniło się wiele od czasu, kiedy ostatnio tu był. Ile księżyców wtedy miał? Trzy, a może już prawie cztery? Trawa była wtedy krótsza i powoli żółkła, a kilka spróchniałych pniaczków, które odgradzały konie od reszty lasu zostało wymienionych na nowe. Nawet teraz jednak bez problemu wskazałby z tego miejsca kierunek drzewa w którego dziupli spędzili z Ropuchą kilka nocy.
Gdy bliskie odgłosy kroków zdradziły mu, że kotka go dogoniła, odwrócił okrągłą główkę w jej stronę, a na wargach pojawił się psotny uśmieszek - Na? Wygrałem, co Lawenda? – Rzucił, kręcąc kółko dyndającym w powietrzu ogonem. Oczywiście, że nie znalazłby się tu pierwszy, gdyby nie drobne oszustwo i zachęcenie jej do zerknięcia na okolicę z gałęzi drzewa, aby lepiej rozeznać się w terenie. Już w tamtym momencie wiedział, że są niedaleko, ale cóż, w innym przypadku nie miałby szans z Przywódczynią.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka biegła ile sił miała w łapkach. Już nie biegło jej się tak łatwo i lekko jak kilkanaście księżyców temu. Płuca również stały się mniej wydajne. To wszystko wskazywało na to, że się starzeje. Jeszcze chwila i stuknie jej setka i czas będzie nieubłaganie zbliżał się ku końcowi. Ciekawe ile pociągnie i czy zdąży zostać matką. Tylko czy to bezpieczne? Będzie staruszką podczas, gdy jej kocięta będą tryskać energią. Czy dożyje mianowania ich na wojowników? Z zamyślenia wyrwał ją głos Traszki, który dzięki podstępowi objął prowadzenie. - Biegnę!- sapnęła łapiąc oddech. Spojrzała przed siebie i dojrzała płot, a za nim polankę, na której podobno żywią się konie. Wreszcie zobaczy te zwierzęta! Odkąd się dowiedziała o tych stworzeniach to chciała je ujrzeć. Również chce na własne oczy zobaczyć miejsce, gdzie zaniechano poszukiwań jej mamy. Lawenda doskoczyła do Traszki rozglądając się nieznacznie dookoła. - Wygrałeś- powiedziała pomiędzy oddechami. Zmęczyła się, nie ma co ukrywać. Już nie te księżyce. Nagle w oddali Lawenda dostrzegła ogromne zwierzę, które stało w odległości długości drzewa. Córka Mknącego Ptaka zamrugała kilka razy nie mogąc oderwać wzroku od stworzenia, które stało na długich, smukłych kończynach z pochyloną głową żuło trawę. - To musi być koń!- powiedziała cała podekscytowana!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec machnął raz jeszcze ogonem, przez moment przyglądając się zmęczonej kotce. Sam oddychał nieco szybciej, a w uszach lekko mu szumiało, przez co przerwa na pewno dobrze mu zrobi, jednak Lawenda wydawała się jej natychmiast potrzebować. Gdyby nie moment w życiu, w którym żarty o śmieci wyjątkowo mu nie leżały, zapewne rzuciłby jakimś o tym, że byłoby wyjątkowo lamersko, gdyby wyzionęła jedno ze swoich dziewięciu żyć po przegranym wyścigu. Zamiast tego jednak przesunął dupkę, robiąc jej miejsce obok siebie na płocie, jednocześnie zastanawiając się nad tym, ile właściwie Lawenda miała księżyców…
- Ano. Mówiłem ci, jak wielki zajonc – skinął łebkiem spoglądając na brązowego olbrzyma, który zdawał się ich wcale nie zauważyć, leniwie przeżuwając. Dziwne to były zwierzęta. Były wielkie i pewnie mogłyby ich zmiażdżyć tymi swoimi dziwacznymi łapami bez wysiłku, ale jednocześnie nie zdawały się w ogóle interesować ich obecnością na swoich terenach. – Też żrą trawę i jak ich wystraszyć to też tak śmiesznie się prostują i uszami ruszają. A tam, kurce, widzisz? Biegnie jeszcze jeden – podniósł łapkę wskazując jej kierunek, gdzie zauważył szaro-biało-ciapkowatego konia. – Tego nawet znam, wiesz Lawenda? Ma prawie takie futro jak ty, co nie? Chciałem go upolować – stwierdził wykrzywiając wargi w lekkim uśmiechu.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda z uśmiechem na pyszczku przyglądała się koniowi. Oddech powoli jej się wyrównywał i już nie sapała jak lokomotywa. Na wypowiedź Traszki przechyliła głowę. Dla niej koń w żaden sposób nie był podobny do królika. Czyżby jej wyobraźnia szwankowała? Zanim się zagłębiła Traszka wszystko jej wyjaśnił. - Rzeczywiście!- zawołała i patrzyła na biegnącego konia. A było na co popatrzeć. Zwierzę poruszało się z ogromną gracją i wdziękiem. Grzywa falowała na wietrze i ogólnie widok był hipnotyzujący. - C-co?- wyrwało jej się po usłyszeniu o tym, że Traszka chciał go upolować. Na początku myślała, że syn Ropuszej mówi serio, że zna to zwierzę, gdyż mógł on widzieć je podczas wędrówki do Klanu. Z tym, że jest podobna z futerka poniekąd się zgadzała, ale polowanie? - Ja bym porównała konia do sarny albo jelenia. Jakie kroki podjąłeś, w celu upolowania go?- zapytała i spojrzała na Traszkę z błyskiem w oczach. Była ciekawa, co wymyśli, aż sama zaczęła snuć wizję. - Czyżbyś zakradał się cichutko w trawie i wykonał skok nie dosięgając końskiego grzbietu?- odparła rozbawiona.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Traszka musiałby przyznać rację Lawendzie. Było wręcz coś hipnotyzującego w tych wielkich stworzeniach. Były wolniejsze niż potwory, ale ich futro, pod którym widać było każdy naprężający się w biegu mięsień, nie było tak zimne i nieruchome jak tych dziwnych, słuchających ludzi stworzeń. Ich oddechy nie sprawiały również, że miało się ochotę zmarszczyć nos, a ich oczy nie błyszczały przerażająco w ciemnościach. Nie, w koniach było coś… zachęcającego. Coś co sprawiało, że w rudej głowie zaczął kiełkować pomysł wskoczenia na grzbiet jednego z nich, przerwany jednak odpowiedzią kotki. Odwrócił wzrok ponownie na przywódczynią, o której istnieniu na uderzenie serca zapomniał. - Jelenia? – Powtórzył zastanawiając się nad tym porównaniem, szybko jednak odkrył problem, nie pozwalający mu na stwierdzenie czegokolwiek. – Nigdy nie widziałem ani jelenia, ani sarny Lawenda. A ty? Zwinna mówiła, że są wielkie i mają rogi, które wyglądają jak olbrzymie gałęzie wyrastające z głowy – ten opis brzmiał straszniej niż opis borsuka, jeżeli ktoś spytałby go o zdanie, co nie zmieniało faktu, że chętnie by je kiedyś zobaczył.
Na jej kolejne pytanie kąciki warg uniosły się lekko ku górze. Jakie kroki podjął? Odwrócił się na pięcie i zaczął iść w ich kierunku, a Ropucha złapała go za kark i zarzuciła sobie na grzbiet, zabierając do ich dziupli. Ot i koniec historii, ale po co od razu mówić prawdę, kiedy można było nieco się powygłupiać? Podniósł się więc z siadu i balansując na płotku przybrał pozycję łowiecką. - Dokładnie Lawenda… bardzo cichutko, cichuteńko i tak żeby nie widział… - zaczął szeptać zbliżając się w jej stronę, a złote ślepia wpatrzone były w Przywódczynię. – I bardzo, bardzo powoli, żeby się niczego nie spodziewał… bliżej i bliżej… nie tracąc go z oczu… aż w końcu… - urwał i podskoczył, aby pacnąć przywódczynie w końcówkę ogona i uśmiechnął szeroko, prawie niczym kociak, któremu udała się taka sztuka na klanowych matkach. – Upolowałem go! Przez trzy księżyce go jedliśmy, a czasem to czuje jak kurce wciąż mi bryka w brzuchu.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka była nieco zaskoczona, że Traszka nie widział jelenia. Fakt, że rzadko można go spotkać, ale jest terminatorem już długo i powinien mieć okazję. Może nie miał szczęścia, tak czasem bywa. - Może parę razy. Częściej widuje sarny. Nie raz podczas polowania na treningach to zwierzę uda się wytropić czy zobaczyć- odpowiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Lawenda próbowała sobie jeszcze skojarzyć czy Traszka był już w Klanie, kiedy odbywało się rykowisko, wtedy łatwiej było zlokalizować te zwierzęta i im się przyjrzeć. Według jej obliczeń syna Ropuszej Łapy wtedy nie było w Wichrze. Cóż, będzie mógł to przeżyć wkrótce. - Porą Opadających Liści jelenie zaczynają wydawać głośne dźwięki, jakby kogoś szukały. Nawet całą noc! Może wtedy uda ci się jakiegoś zlokalizować i zobaczyć- podzieliła się informacją na temat rykowiska. Na pewno i w tym obiegu pór odbędą się gody jeleni, jak co roku. Będzie to dla Traszki coś nowego i zapewne fajną atrakcją.
Córka Czyżyka zamieniła się w słuch. Była bardzo ciekawa jak mały Traszka polował na ogromnego konia. Jak się okazało podszedł do sprawy profesjonalnie, niczym doświadczony wojownik i odniósł pełen sukces. Lawenda zaśmiała się głośno na wiadomość o tym, że przez trzy księżyce jedli konia. Wolała nie pytać czy po paru wschodach słońca smakował. - O, rany! Nie wiedziałam, że strawiony koń może jeszcze brykać!- zareagowała rozbawiona. Następnie zeskoczyła z płotu i postanowiła rozejrzeć się po okolicy. Może znajdą więcej koni? - Pozwiedzamy?- zaproponowała będąc już na ziemi otoczona zieloną, pachnącą trawą i roślinami polnymi.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Kurce, naprawdę? – Zagadnął puszczając jej ogon. Cóż tak to był wyjątkowy pech, bardzo duży pech i tylko pech. Tak było. W innym przypadku jak mógłby jakiegoś nie napotkać, skoro tyle czasu na terenach co on nie spędzał pewnie żaden młodzik. Swój trening rozpoczął również dopiero w porze nagich drzew, a w porze młodych liści odszedł Fiołek, sprawiając, że nawet gdyby jakiegoś miał przed sobą, to może by nie zauważył. Na pewno nadrobi to, kiedy wrócą do klanu. Na informację o godach jeleni, zamyślił się. Wiedział czym są gody u niektórych zwierząt leśnych. Rodziły się po nich młode, co przywiodło go na zupełnie inne tory myślowe.
- Ano, Czerwony zawsze marudzi, że nie umiem usiedzieć na miejscu… to musi by ten koń, on dalej bryka – stwierdził żartobliwie, zeskakując z płotu w ramach niemego potwierdzenia. Bardzo chętnie był gotów pozwiedzać, zobaczyć czy jego wspomnienia nie płatają mu figla i wszystko jest naprawdę tak, jak w mglistych obrazach w głowie. Jednocześnie spojrzał na Przywódczynię badawczo. Wyglądało na to, że już odsapnęła i nie trzeba było się martwić o jej zdrowie. - Możemy pójść do przystawu, to tam musi być. Jak będziemy iść wzdłuż płotu, to możemy jeszcze pooglądać konie – zaproponował, wskazując ruchem okrągłej głowy kierunek, po czym przekrzywił łebek i zanim dobrze pomyślał nad tym o co chce zapytać, słowa już cisnęły mu się na wargi. – Lawenda, czy ty kiedyś miałaś kocięta? No inne niż Miodek, takie własne. – Były koty, których wiek mógł w jakiś sposób określić, nawet nie wiedząc i nie pytając ile księżyców już przeżyły. Starszyzna oczywiście była czymś zupełnie oczywistym, ale Ropucha i ciocia Biała były raczej starawe z zwykłego założenie. W końcu czarno-biała go urodziła i wychowała. Potrafił sobie wyobrazić, że Zwinna nie należy do młodszych i gdyby trzy mioty nie wystarczyły, to siwe kosmyki na futrze zdradzały to wystarczająco. Jednak były też takie, w których naprawdę ciężko było mu powiedzieć i do nich zaliczała się Lawenda, przynajmniej do momentu, aż zobaczył jak zmęczona była po ich wyścigu. Teraz wydawało mu się, że też musi być starawa, ciekawiło go więc czy może przeoczył o niej jeszcze inne informacje.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Szkoda, że Traszka nie miał okazji widzieć saren ani jeleni, ale na pewno kiedyś je zobaczy. To naprawdę duży pech, ale może Traszka nie poluje w tych miejscach, co te zwierzęta występują, choć z drugiej strony często spaceruje po terenach. Dziwne. - Naprawdę- potwierdziła i mrugnęła okiem. Następnie zachichotała na uwagę Traszki i ruszyła przed siebie, aby pozwiedzać okolice. Serce zaczęło jej walić jak szalone. Po tylu księżycach wreszcie zobaczy dokąd patrole szukały jej mamy. Szkoda, że już nie znajdzie żadnych śladów, a tym bardziej jej. Pewnie Mknący Ptak jest już razem Czyżykowym Głosem na Srebrnej Skórce i obserwuje jej poczynania. - Dobrze- zgodziła się i podreptała w stronę zaproponowanego przez rudego kocurka kierunku. Słysząc pytanie wnuka Fiołka Lawenda spojrzała przed siebie i westchnęła cicho. Osiągnęła wszystko. Została wojowniczką, Zastępczynią, a teraz jest Przywódczynią, ale tego jednego jeszcze nie spełniła i nie wiadomo czy zdąży. - Nie... ale może, wkrótce. Zobaczy się- odparła uśmiechając się delikatnie. Od dawna pragnie zostać matką i to niedługo może się spełnić, już wszystko ustalone tylko trzeba odpowiednio zadziałać. - Masz jakąś kotkę na oku?- zapytała kierując rozmowę na inne tory. Była ciekawa czy jakaś kotka z Klanu wzbudziła w Traszce zainteresowanie. Gorzej jak z poza, bo wtedy kociaki nie będą należeć do Wichru i przez to dużo stracą.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Traszka i Lawenda mieli teraz wiele wspólnego, bo i jego serce biło mocno, a jeo łapy zdawały się być tak lekkie jakby przy każdym kroku istniało ryzyko, że oderwie się od ziemi i odleci. Rozglądał się po okolicy niczym kociak, który nie mógł skupić uwagi na jednym punkcie, raz po raz spoglądając na konie, a to na tereny wokół nich, przyglądając się im z mimowolnym, lekkim uśmieszkiem na okrągłym pyszczku. Dopiero odpowiedź kotki sprawiła, że pomiędzy brwiami pojawiła się niewielka zmarszczka, a nieco później złote ślepka zwróciły się w jej stronę z pytającym wyrazem. Wkrótce?
- O, kurce, na poważnie? – Zagadnął szczerze zdziwiony. Oczywiście nie orientował się w relacjach między wszystkimi kotami w Wichrze na tyle dobrze, aby z pewnością powiedzieć, że zna wszystkie pary kotów. U niektórych, z racji kociąt oczywiście łatwo się było tego domyśleć, o niektórych słyszał plotki, ale w żadnej z nich nie pojawiła się szara przywódczyni. Ta informacja w pewien sposób zdziwiła go bardziej, niż gdyby Lawenda odpowiedziała twierdząco na jego pytanie, w końcu czasem całe mioty znikały, było to straszne, ale możliwe. – To by było klawo! Kocięta Zwinnej i Błękitnej jeszcze nie są takie duże, pewnie mogliby się zaprzyjaźnić – zauważył. – Tylko czyje to kocięta by były? – Wypalił jakże zgrabnie i delikatnie, a przede wszystkim bezpośrednio, chociaż przyjaciółka mu w niczym nie ustępowała, bo nie próbowała nawet użyć jakiejkolwiek aluzji w swoim pytaniu.
- Em… - niezwykle elokwentny dźwięk uciekł z nieco zaskoczonego pyszczka, czując jakby został złapany na gorącym uczynku, bo myśli powędrowały od razu i bez zastanowienia do jednej kotki. - Wiesz Lawenda… dostałem raz buziaka – powiedział z wyczuwalną lekką nutą dumy w głosie. Oczywiście były różne buziaki, były przyjacielskie buziaki, rodzinne buziaki i on nie był pewny tego Kusej i jej intencji za nim, ba wciąż nie był do końca pewien co się za tym kryje. – I wiesz nie myślę o tym specjalnie często, ale teraz to chce mi się uśmiechać… a trochę, trochę jest mi jest kurce wstyd i serce mi trochę szybciej bije… i wiesz, to chyba jedna z tych rzeczy, o których bardzo chciałbym porozmawiać z tate – powiedział poważnym tonem mimowolnie powracając myślami do dziadka, tu jednak wspomnienia wydawały się mniej bolesne, niż w Wichrze, w którym zdawał się ciągle czuć jego obecność. Zdając sobie z tego sprawę, jeden z kącików warg uniósł się w krzywym uśmiechu, a złote ślepia podniosły ponownie na kotkę. Czy powinien zdradzać jej tak wiele? Lawenda była przyjaciółką i to taką, która najwyraźniej chciała mieć kocięta, na pewno wiedziała o całusach więcej niż on, nawet jeżeli nie była rudym kocurem, za którym tak tęsknił.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka pokiwała nieśmialo potakująco, po czym momentalnie zrobiło jej się gorąco. Nie miała pojęcia jak wywinąć się z tego pytania. Kłamać nie chciała, bo by to źle o niej świadczyło. Powiedzieć prawdę? Bardzo ryzykowne. Jeśli rudy kocurek komuś powie to taka wpadka może mieć ogromne konsekwencję. Zacisnęła wargi, po czym je rozluźniła. - Z kimś z poza Klanu, Samotnikiem. Oczywiście, to nie jest takie proste, z tym jest związane cała masa problemów. Nie wiem czy się zdecydujemy- próbowała jakoś z tego wybrnąć. Jeśli chodzi o Lawendę to jest już zdecydowana, Tonące Słońce również, teraz czekają tylko na odpowiedni moment. Klan zapewne będzie wiedział, że to kocięta z kimś spoza Klanu. Ważne jednak, aby nie dowiedział się o tym za wcześnie. -Tylko na razie nikomu o tym nie wspominaj- powiedziała poważnie i westchnęła cicho. Miała nadzieje, że Traszka nie piśnie nikomu ani słówka o jej planach i relacjach z samotnikiem. - Ooo! - wyrwało się z pyszczka Lawendy, gdy usłyszała o mini flircie Traszki z pewną kotkom. Ciekawość zżerała ją bardzo od jakiej osobniczki rudy kocurek otrzymał buziaka, jednak nie zdążyła zapytać, gdyż Traszkowa Łapa kontynuował swoją wypowiedź. Lawendowa Gwiazda otarła się delikatnie o jego bok, aby dodać mu otuchy. Zdawała sobie sprawę jak ważny był dla niego Fiołkowy Świt, mimo i jak bardzo mu go brakuje. Ona sama straciła ojca w bardzo młodym wieku, właściwie to zaraz po swojej ceremonii na terminatorkę. - Przykro mi. Mnie też bardzo go brakuje. Wiesz, pocieszał mnie on po śmierci mojego taty oraz przyjaciółki. Okazał mi naprawdę duże wsparcie. Powiedział, że Gwiezdni będą na mnie spoglądać bo patrzą na nas i czuwają, nawet jak nie widać gwiazd. Piękne słowa, prawda?- powiedziała łagodnym tonem głosu i uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienie słów Fiołka. Uważa je za niezwykłe i bardzo pokrzepiające. - A to co czujesz to zakochanie- dodała po chwili nie rozwijając dalej tematu. Woli, aby Traszka dalej go podjął. Nie chce go krępować sprawami sercowymi, zwłaszcza, że jest kotką, a prawdopodobnie wnuk Malinowego Nosa woli porozmawiać o tym z osobnikiem tej samej płci, co jest naturalnie zrozumiałe.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudy łebek przekrzywił się nieco, gdy do uszu terminatora dotarła odpowiedź. Przestał również rozglądać się na boki skupiając złote ślepia na rozmówczyni. „Z samotnikiem”. Cóż skłamałby twierdząc, że się tego spodziewał. Takie związki chyba nie były częste i… trudniejsze, bo samotnicy nie mogli przekraczać granic, żyli więc zupełnie osobno. - Och, klawo. To trochę jak ja… - zauważył po czym zamilkł na uderzenie serca, podczas których nie spuścił wzroku z szarej kotki. Czy powinien jej mówić, że to może nie jest dobry pomysł? O tym jak czasem czuł się rozerwany pomiędzy Wichrem a życiem poza nim na Osiedlu i na wolnej przestrzeni? Nie, jej kocięta wychowają się w klanie od maleńkości, zapewne poznają swojego ojca, to była inna sytuacja. – Wiesz, kurce przez chwilę to już myślałem, że lubicie się może z Czerwonym, no bo wiesz tak to… no nie wiem, może jeszcze wujaszek Pysku nie ma chyba żadnej partnerki – no cóż prostą drogą eliminacji, żaden inny kocur wiekowo nie pasował mu do Lawendy. Nie to, żeby nagle mógł magicznie określić jej wiek, wciąż nie mógł, ale większość kocurów, albo miała partnerki, albo była w mniej-więcej jego wieku, więc chyba byli nieco za młodzi dla przyjaciółki. – To by było dopiero skomplikowane – stwierdził z lekko żartobliwą nutą w głosie. – Dlaczego problemów? Byłabyś pewnie fajną mamą. Taką no nie mającą za dużo czasu, co nie, ale fajną. Chodzi o reakcję klanu?
Na słowa Lawendy uśmiechnął się lekko, choć dość blado, odwracając powoli wzrok z jej pyszczka w stronę wysokich drzew na horyzoncie, za którymi musiało być ukryte jezioro. „Nawet jak nie widać gwiazd”. Czy również wtedy, kiedy nie potrafił znaleźć tej jednej? Może wcale nie musiał jej szukać. - Tak – przytaknął, a wargi wygięły się nieco mocniej w wdzięcznym uśmiechu. Może właśnie tak było, może był czas, żeby przestać szukać, może tate mówiąc to Lawendzie miał nawet nadzieje, że kiedyś te słowa zostaną przekazane dalej. Miał w klanie wciąż trzy ciocie, wujka, Fiołeczek, Chaos, miał pełną pulę małego kuzynostwa i oczywiście Ropuchę i przyjaciół, nikt nie zaginął, nikt nie umarł… - Co? – Wyrwało mu się na słowa przywódczyni, a uszy postawiły się automatycznie na sztorc. – Em… znaczy… no nie wiem – rzucił wyczuwalnie tracąc fason. Nie był przy tym zawstydzony, choć może nieco zmieszany pewnością z jaką kotka wypowiedziała te słowa. Przywołując w pamięci jego spotkanie z Kusą w Suchej Norze, mimowolnie myślał o dotyku jej kędzierzawego futerka na swoim boku i robiło mu się milej, cieplej na serduszku. Bardzo ją również lubił i nie kłamał mówiąc, że nie widział nic złego w jej całusie, że mu się podobał, w przeciwieństwie to opowieści o innych kocurach szpanujących przed nią swoimi częściami garderoby, nie był wtedy jednak pewnym jak nazwać to uczucie. Czy to było właśnie zakochanie? – Tak się właśnie czułaś jak poznałaś twojego partnera? – Zagadnął.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda zwróciła uwagę na to, że Traszka w pewnym momencie się zawahał. Intuicja podpowiadała jej, że chodzi mu o jego ojca, ale nie miała takiej pewności i wolała nie drążyć tematu, jeśli kocurek tego nie chce. Na pewno jest mu trudno żyć z dala od rodzica, o ile kiedykolwiek miał z nim kontakt i w ogóle poznał. Jeśli na oczy go nie widział to może chciałby poznać ojca i to go dręczy? W Klanie jest tyle rodzin na które Traszka musi patrzeć, sam mając nie pełnej, choć z drugiej strony są też znajdki, które są u nich kochane. Słysząc informację o Złotym Pysku Lawenda zaśmiała się wesoło. - Złoty Pysk to mój bratanek! I w sumie nie wiem na co on czeka! Powinien już dawno mieć jakąś kotkę! A z Czerwonym Pazurem nawet się lubimy, ale tylko tyle- oznajmiła rozbawiona, po czym lekko mina jej zrzedła. W sumie podejrzenia Traszki były poniekąd trafne, gdyż nie jest prawdziwą ciocią Szorstkiego. Jest on znajdą adoptowaną przez jej brata i mistrza. Jako tako nic im nie stoi na przeszkodzie, aby byli razem. Lawenda otworzyła pyszczek, aby coś jeszcze dodać, ale ostatecznie wycofała się. Miała ochotę podzielić się spostrzeżeniem, że chyba coś iskrzy między Szorstkim a Ropuchą, ale darowała sobie. Jeszcze Traszka poczuje się urażony czy coś. - Tak- przyznała. Najbardziej w tym wszystkim obawiała się reakcji Klanu. Jest Przywódczynią, więc musi jakiś poziom reprezentować, a posiadanie kociąt z Samotnikiem na pewno nie wpłynie dobrze na jej reputację.
Córka Mknącego Ptaka poczuła się lekka jak piórko słysząc, że Traszce podobają się słowa, które do niej kiedyś powiedział Fiołkowy Świt. Miała wrażenie, że podniosła go nieco na duchu. A może to tylko złudzenie? Na reakcję syna Ropuszej Łapy policzki Lawendy zarumieniły się. Dla niej sprawy sercowe też nie były najłatwiejsze. Przejechała łapką po kępce trawy i uśmiechnęła się do Traszki ciepło, gdy ten oznajmił, że nie wie czy jest zakochany. Kiedyś na pewno się dowie, kiedy uczucie nabierze mocy. Na kolejne pytanie niebieska kotka spojrzała w niebo przyglądając się jednej płynącej chmurce. Następnie skierowała swój wzrok na rudego kocurka. - Nie, ale już wszystko tłumaczę. Poznałam Tonące Słońce zaraz po mojej ceremonii na wojowniczkę. Wyszłam się przewietrzyć, gdyż otrzymałam pod swą opiekę Górski Strumień. Zupełnie nie wiedziałam od czego zacząć trening! Tak szłam, szłam, aż dotarłam na Granice, gdzie spotkałam Tonące Słońce. Byłam nim wtedy bardzo zafascynowana, bo bardzo chciałam poznać jakiegoś Samotnika i dowiedzieć się o ich życiu więcej. Zasypałam go pytaniami, a on na nie odpowiadał. Później zaproponował mi wycieczkę, na którą się zgodziłam. Udaliśmy się na Dziką Plaże i tam bawiliśmy się we wrzosach. Było cudownie. Potem udaliśmy się na brzeg wody i obserwowaliśmy zachód słońca. Wtedy zdałam sobie sprawę, że coś do niego czuje. Bliskość jego futerka i ciepło dawało mi poczucie bezpieczeństwa, spokój. Po tym zdarzeniu często się widywaliśmy! Oglądaliśmy chmurki, wymyślaliśmy różne teorie, a nawet dzięki niemu zdobyłam kacze gniazdo na jeziorze! Przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil, aż w końcu wyznaliśmy sobie miłość- opowiadała rozmarzona o relacji jej i Tońka nie myśląc o konsekwencjach zdradzenia tej tajemnicy. Musiała się w końcu komuś wygadać, a nie tylko trzymać to w sobie. Miała nadzieje, że Traszkowa Łapa nie oceni jej jak Lśniąca Sadzawka, która jest temu wszystkiemu przeciwna.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Klan Cienia nie miał medyka, od zimnej i wilgotnej aury łupało w każdej kości, ziół było coraz mniej, Sianko leżała, pokrojona wzdłuż i wszerz przez dwie żądne wiedzy terminatorki medyka, i taki był mniej więcej stan rzeczy na dzisiaj.
Pomurnik włóczyła się, właściwie bez celu, po okolicy, i nawet nie zauważyła, kiedy przekroczyła granicę. Od razu, kiedy tylko się znalazła na Ziemiach Niczyich, poczuła się lepiej, odetchnęła pełniej. Ach, nawet nie wiedziała, jak bardzo wdzierał się w nos ten wszędobylski zapach Cienia. Terapeutyczne.
- ... moje kości tu zbieleją, hej, hej!... - zaintonowała sobie, po czym musiała przerwać, gdyż zaniosła się takim kaszlem, że niemal padła na ziemię. Starość nie radość.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion z należytą ostrożnością podziwiał koniki w oddali. Miały ładne grzywy i okazjonalnie nawet nimi potrząsały ku uciesze obserwatora. Jednak nic nie trwa wiecznie i nim zdążyło mu się znudzić aktualne zajęcie, z zamyślenia wyrwała go piosenka wkrótce przerwana potężnym atakiem kaszlu. Zastrzygł trójkątnymi uszami i odwrócił się by zlokalizować źródło dźwięku. Kopytne przestały być istotne. Jego oczom ukazał się kot... nietypowy. Nie w ten zniewalający sposób co cynamon, bo w czarnej sylwetce nie było niczego do pozazdroszczenia. Chorobliwie chuda, przywodząca na myśl szkielet, na który ktoś naciągnął skórę o mocno przerzedzonym futrze. I jeszcze ten kaszel... wniosek mógł być tylko jeden.
- Umierasz? - spytał z żywym zaciekawieniem, podchodząc trochę bliżej, ale na tyle by (w swoim mniemaniu) być poza zasięgiem umierającej, gdyby go chciała zarazić swoim nieszczęściem. To był kolejny dowód na jego hipotezę, że klanowe dzikusy nie wiedziały co to medycyna. Czarnulka przed nim pewnie uciekła ze swojego dołka-umieralni, tak jak tamten buras wypełniał swoje obowiązki z rozwaloną łapą żeby udowodnić, że są jeszcze z niego jakieś korzyści i proszę go nie skreślać.