średniej wielkości, czarny jednolity z bielą, sierść jest długa, miękka, rozczochrana na wszystkie strony świata, oczy są żółte, jednak pojawiają się delikatne przebłyski zieleni
choleryk. Dużo krzyczy, chodzi non stop zestresowany. Okropnie zadumany w sobie i egoistyczny.
Zmarszczył brwi, słysząc pytania burasa. Co to miało być? I skąd on to niby miał wiedzieć?? Co on, wszechwiedzący?? Przecież on się nie znał kompletnie na takich rzeczach! Sam też niezbyt myślał nad tym co mówi. Mimo wszystko..może jednak spróbuje jakoś...mądrze odpowiedź na tamte. Choć pewnie się tylko ośmieszy. Ale raz się żyje, no nie?
— Kazała mi tu przyjść. — powiedział pierw, zastanawiając się nad tym, co powiedzieć dalej. — I na razie nie kazała mi zrobić niczego szczególnego. Może jeszcze nie ma to pora. — dodał, niezbyt chcąc się bawić w to wszystko. Już po chwili odechciało mu się zgrywać jakiejś mądrali. Czy tam nie wiadomo kompletnie kogo.
Sowie Spojrzenie zmarszczył brwi w zadumie. Typiarza coś tu przysłało tak zupełnie po nic? Czy w takim razie ten nie umie odróżnić poważnego zadania od jakiegoś nieśmiesznego żartu? Chociaż w sumie… jest młody, więc ma jeszcze czas się nauczyć. Nauczyć na własnych, bolesnych błędach, bo bury szkielet nie zamierzał mu niczego ułatwiać. To było coś czego trzeba było doświadczyć samemu, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
-Dziwne -mruknął a jego oczy zrobiły się nagle nieobecne, gdyż Sowa zagłębił się w swoich rozmyślaniach.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
średniej wielkości, czarny jednolity z bielą, sierść jest długa, miękka, rozczochrana na wszystkie strony świata, oczy są żółte, jednak pojawiają się delikatne przebłyski zieleni
choleryk. Dużo krzyczy, chodzi non stop zestresowany. Okropnie zadumany w sobie i egoistyczny.
Buras był dziwny. Bardzo. I Ryśkowi się to nie podobało. Spotkał już kilka kotów, ale on.. był jakiś taki. Inny.
— Ta. — odburknął w odpowiedzi. Końcówka jego ogona zaczęła się powoli kołysać. Raz w prawo, raz w lewo. Cierpliwość zaczęła ponownie uchodzić z gromiaka. — Konie.— powiedział nagle, kierując spojrzenie na miejsce, gdzie te istoty się znajdowały. — Zawsze chciałem je zobaczyć. Może to dlatego moja..intuicja mnie tutaj przyprowadziła. Żeby mi je pokazać. — i niezbyt zwrócił uwagę na to, że samotnik się odciął. Jeśli się już nie odezwie, to Ryś zwyczajnie sobie pójdzie. Bo wcale nie musiał tutaj być. Rozmawiał z Sowim Spojrzeniem z własnej woli.
Konie. To słowo przedarło się jakoś przez mgłę odcinającą umysł Sowy od świata zewnętrznego i buras wrócił chociaż częściowo do świata realnego. Samotnik zamrugał kilka razy oczami a później spojrzał przez dziury w płocie w stronę, z której powinny się znajdować konie. Na płot nie ryzykował wchodzić, bo w swoim obecnym stanie mógł się po prostu z niego zrypać prosto na pysk a tego zdecydowanie w tej chwili nie potrzebował.
Tylko pytanie co intuicja miała do koni, że miały być one jakimś punktem zaczepnym dla zadania typiarza z Gromu?
-Ciekawe co widzi w nich -wychrypiał- że chciała ci pokazać. Wątpię, że to przypadek… oni nie mówią przypadkowo.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
średniej wielkości, czarny jednolity z bielą, sierść jest długa, miękka, rozczochrana na wszystkie strony świata, oczy są żółte, jednak pojawiają się delikatne przebłyski zieleni
choleryk. Dużo krzyczy, chodzi non stop zestresowany. Okropnie zadumany w sobie i egoistyczny.
— Mhm. — rzucił krótko. No bo co miał powiedzieć? I milczał tak do momentu, w którym to Sowie Spojrzenie nie odezwał się ponownie. Zamyślił się na chwilę.
— Jacy oni? Mówisz o jakichś ich. Nie rozumiem. Kim są. — zapytał po chwili. I trudno było w to uwierzyć, ale w słowach terminatora dało się wysłyszeć. Było to trudne, ale dla kota, który zwracał uwagę na tonację głosu, raczej nie sprawiło to trudu. Jak Rysia Łapa uważał, że owy samotnik jest bardzo specyficzny, to na tą chwilę wzbudził w nim ciekawość, co było graniczne z cudem. Końcówka jego ogona poruszyła się delikatnie i tak się kołysała, to w prawo, to w lewo. Teraz wystarczyło mu tylko wyczekiwać na odpowiedź burego kocura.
Oni? Nie wiedział kim są zmarli, Bezgwiezdni, cienie a jednocześnie dostawał od nich instrukcje? Bury szkielet zmarszczył brwi na samą myśl. Czy ten kocur był jakiś przytępawy, że nie wiedział o co chodzi? Bardzo możliwe. W dodatku w tym wypadku wiek nie był żadnym usprawiedliwieniem. W wieku typiarza Sowa miał już bliskie spotkania trzeciego stopnia z Bezgwiezdnymi i dobrze wiedział co się dzieje.
-Mówię o zmarłych. Cieniach. Bezgwiezdnych -wycharczał. Jego gardło było w coraz to gorszym stanie- To oni zwykle wysyłają koty w różne miejsca, przekazując informacje, które mają jakieś specyficzne znaczenie. Jakiś ukryty sens -i albo się to wykorzysta, albo nie. Sowie Spojrzenie zamierzał wykorzystać tę nić, która łączyła go ze światem zmarłych do unicestwienia tych demonów, które nękają klanowe ziemie.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Fakt, była to idealna pora na polowanie. Żar nie lał się jeszcze z nieba, a okolica była spokojna i cicha, nie wskazując na obecność drapieżników. Zguba na dodatek miało szczęście – z okolicy Siedliska Koni wyleciało nagle stadko gołębi. Żeby tego było mało, zaraz wylądowało na ziemi, dwie długości drzewa dalej.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Pamiętało, że w Klanie nauczono je, jak polować na ptaki. Przyjęło pozycję łowiecką najlepiej, jak umiało, i ruszyło ku stadku. Co jakiś czas zastygało w bezruchu bądź kryło się za krzakami, tak by niezauważonym dotrzeć do ptaków i móc rzucić się na najbliższego gołębia.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Udało się. Rozproszone ptaki nie spostrzegły zbliżającego się zagrożenia i zaraz biały gołąb poniósł tego konsekwencje, podczas gdy reszta oczywiście odleciała.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Przez chwilę po upolowaniu gołębia stało nieruchomo, a ciężki oddech poruszał nieregularnie ich piersią. Metaliczny smak krwi rozlewał się po ich języku.
Zakopało ptaka w wyschłej ziemi, po czym ruszyło na dalsze łowy równie niespokojnym krokiem i równie pełne niespokojnych myśli, co poprzednio.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Być może ich niespokojne myśli były słuszne. Okazało się wszak, że nawet wczesna pora nie była w stanie uchronić ich przed zagrożeniem. Naprawdę, naprawdę poważnym zagrożeniem.
Atak borsuka: nieudany
Potężny borsuk zaczął szarżować na Zgubę i to były naprawdę milimetry. Klapnął szczękami, cudem omijając ogon swojej ofiary.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Zguba nie wydało z siebie nawet krzyku, nawet pojedynczego jęku, gdy o włos minęły ich kły borsuka.
Niemal natychmiast odskoczyło. Przez zaledwie ułamek uderzenia serca spoglądało w pysk napastnika, po czym niemal natychmiast rzuciło się do ucieczki. Nawet przez minutę nie rozważało walki z borsukiem. Jeszcze nie straciło piątej klepki.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Rzucenie się do ucieczki było najrozsądniejszą opcją, szczególnie że borsuk zdawał się być nieugięty i ruszył w pościg. Niestety, Zguba nie było na tyle szybkie, żeby uciec napastnikowi. Z dobrych wieści - borsuk za to nie był na tyle szybki, by je dogonić. Trzeba było biec dalej i liczyć na cud.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Zacisnęło zęby, przyspieszyło nieco. Ścigała ich sama śmierć. Jeżeli się zatrzymam, umrę – powtarzało sobie w myślach, i z trudem odrzucało głosik szepczący, że powinno się odwrócić, pozwolić, by borsuk dokończył to, co tych troje samotników zaczęło już lata temu, by potężnymi pazurami otwarł drogę pędom, które wypuściło księżyce temu leżące na dnie umysłu Zguby nasiono śmierci.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes