Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Mrok jak każdy kot musi jeść. Tym razem postawiła na Siedliska Koni, a dokładniej miejsce przy drzewach. Czas zacząć codzienne polowanie. Może spotka potencjalnego chętnego do jej gwardii? Kto wie, zawsze coś. Ciężar ciała opuściła na tylne łapy, brzuch wylądował na tyle wysoko, aby nie szurał o ziemię, ale na tyle nisko aby nie spłoszyć zwierzyny. Uważnie patrzyła pod łapy, żeby nic jej nie zaskoczyło. Zaczekała na sprzyjający wiatr, który wiał w jej stronę, ugięła łapki, łeb i ogon pozostały ustawiona na równi z grzbietem. Chyba wszystko było na swoim miejscu. Niedługo ponownie zatopi pazur w jeszcze żywej ofierze. A może w jakimś kocie? Nie miała zamiaru zabijać niewinnych. Chyba że kot jest Śliwką, wtedy sprawy mają się inaczej. Ją to zawsze chętnie zamorduje.
Choć ta pora nagich drzew była wyjątkowo łagodna, to jednak o zwierzynę, zwłaszcza w niektórych miejscach, było dość ciężko. Kotkę nie powinno więc dziwić, że chwilowo nie jest w stanie niczego zlokalizować, tym bardziej, że dopiero rozpoczęła poszukiwania. Zapewne to jedynie kwestia czasu.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Szukała i... Nic. Węszyła, szukała w każdym możliwym zakamarku i nic. Nawet żadnych maluteńkich łapek nie było nigdzie słychać czy widać. No cóż, nie zawsze za pierwszym razem się uda. A może to ona coś zawaliła? Ogon i łeb były na równii z grzbietem, to ma dobrze. Łapy ugięte, ma tylnych cały ciężar ciała. Brzuszek był jak był, nisko na ziemią, a wzrok skierowany pod łapy. Wiatr był sprzyjający dla białej. U niej wszystko dobrze. Poszuka jeszcze i na pewno coś znajdzie.
Początkowo to Mrok miała być w roli łowcy, jednakże sytuacja szybko się zmieniła, gdy z siedliska koni wyłonił się pies, taki średniej wielkości. Prawdopodobnie zerwał się komuś ze smyczy, choć możliwe było, że po prostu przybiegł z jakiegoś gospodarstwa, gdzie puszczony był luzem. Gdy tylko dostrzegł kocicę, zaczął biec w jej stronę, czego ta nie zauważyła, zajęta szukaniem zwierzyny. I okazało się to być tragiczne w skutkach. Nim córka Zroszona Listka zdążyła jakkolwiek zareagować, jej szyja już znajdowała się w uścisku psiska. Kundel mocno wbił zęby w jej szyję, pozostawiając po sobie głębokie ugryzienie, a mleczna sierść natychmiast ubrudziła się krwią. Jedyne co w tej sytuacji mogła zrobić kocica, to spróbować się wyrwać i uciekać, chyba że nie bała się o swoje życie. Wówczas mogła spróbować walczyć, jak najbardziej.
Mrok
lvl: 4 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 65 - 19 = 46/65| W: 65
⚬ przerzuty 0/3
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na szyi; krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Och, on chciała coś zabić.... Ale nie psa. Psa nie zje. Na czy na upartego... Nie. Psa się nie je. Gdyby był to mały pies... Cóż, wtedy dała by radę. Miała szczęście chociaż w tym, że to nie największy jaki może być. Ten wydawał się taki.. średni jak na psa. Nim się obejrzała, ten już był przy jej szyi i ciapnął ją. Ból. Niefajny ból. Przez chwilkę zastanawiała się co ma zrobić. Zdecydowała się na dość ryzykownych ruch. Spróbowała wyrywać mu się z uścisku, aby pobiec w kierunku w którym przybiegł pies. Istniała mała szansa, że będzie tam jego właściciel. Ale to zawsze coś. Jak nie będzie... to cóż, zawalczy. Jest silna, ale o wydaje się silniejszy. Wiadomo było, że nie wezwie stąd Jaskółki, więc stoi w kropce. Nie, nie może umrzeć. Musi zabić Śliwkę... Musi zabić Czerwoną... Nie, nie może umrzeć. Pomodliła się do Gwiezdnych. Musi mieć nadzieję, że znajdzie tam właściciela, albo chociaż kota, który pomorze zabić psa... Albo znajdzie drugie psa, co oznaczałoby, że Gwiezdni chcą z nią porozmawiać.
Atak psa - 100% 「udany」
Unik Mrok - 100% 「udany」
Ostateczny atak psa - 0% 「nieudany」
Pies, próbując zacisnąć mocniej zęby, na moment poluzował uścisk, co natychmiast wykorzystała Mrok. Kocica, ryzykując naprawdę wiele, ale nie mając innego wyjścia, spróbowała się wyśliznąć i... udało jej się. Była teraz wolna i mogła zacząć uciekać przed rozjuszonym psem, który bynajmniej nie zamierzał jej odpuszczać.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Miała dobrą i złą wiadomość. Dobra była taka, że wyrwała się z uścisku psa. Zła była taka, że rana wydawał się być poważna. Mogła biec w kierunku,w którym przybiegło psiskom, ale szansa na to, że ktoś tam faktycznie będzie była mała. A na dodatek mogła natrafić na dwunoga, który gdzieś ją zabierze. Mrok woli umrzeć nie żeli być pieszczochem. Poza tym, nie była pewna w którym kierunku przybiegł pies. A nie miała czas się zastanawiać więc starała się chwycić psa za gardło zębami. Szansa nie była duża. Poza tym, pies mógł ją teraz zaatakować, ale miała to gdzieś. Ktoś tu umrze. I musi być to pies. Ona musi zabić Śliweczkę. M u s i.
Jeśli ktoś zginie, to na pewno nie pies, oj nie. Kundlisko złapało kocicę za kark jednak teraz, gdy ta się wyrywała, starając sięgnąć jego szyi, nie zdołał jej utrzymać i wypuścił z uścisku. Mrok została z kolejną krwawiącą raną po ugryzieniu, natomiast pies, cóż, z wyrwanymi włoskami z szyi. Biała samotniczka mogła poczuć wyraźne osłabienie i jeśli chciała dalej żyć, powinna uciekać, zdając sobie sprawę z tego, że z psem nie ma najmniejszych szans.
Mrok
lvl: 4 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 43 - 15 - 2 = 26/65| W: 63 - 2 = 61/65
⚬ przerzuty 0/3
⚬ od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 2. stopnia: ugryzienie na karku; krwawi (-3 HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Ból. Tym razem ból był silny. Poczuła go gdzieś w okolicach karku. Mogła uciekać... Ale co jej to da? Z tymi ranami musi iść do medyka. Na terenach niczyich na pewno takiego nie ma, a do klanu nie pójdzie, oj nie. A może uda się od jednego z domów dwunożnych i tam poszuka pomocy? Nie chce zostać pieszczochem, a nie wiadomo co zrobią jej mieszkańcy siedliska... Spróbowała jednak wyrwać się dla psiska. To jedne co może zrobić. Szczęście wydawało jej się nie sprzyjać. Ale uciekać spróbuje. MUSI PRZEŻYĆ. Nie ma innej opcji. Modliła się w duchu do Gwiezdnych aby jej się udało. Nie chce umierać, za bardzo lubi swoje życie. Uda ci się, czego się martwisz.
Mrok, pomimo chwilowej woli walki, szybko zdała sobie sprawę z tego, że z psem nie ma najmniejszych szans i wolała dać łapy za pas. Zaczęła biec ile sił w stronę osiedla dwunożnych, a wtórował jej przy tym pies, biegnąc równie szybko. Przez pewien czas nie mogła go zgubić, ale już przy wschodniej okolicy Wietrznego Wzniesienia mogła odetchnąć z ulgą. Psina najpewniej znalazła sobie inną ofiarę, skręcając gdzieś po drodze, dzięki czemu Mrok była już bezpieczna. Została tylko kwestia tych okropnych ran. Na szczęście w pobliżu miała klany, u których mogłaby zaczerpnąć pomocy, bez ryzyka porwania.
Mrok
lvl: 4 | S: 9(12) | Zr: 6(8) | Sz: 9(11) | Zm: 8 | HP: 26 - 2 - 3 = 21/65| W: 61 -5 = 56/65
⚬ przerzuty 0/3
⚬ od następnej tury statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na szyi; krwawi (-2HP do końca walki)
• rana 2. stopnia: ugryzienie na karku; krwawi (-3 HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Bieg. Może i nie miała już sił biec ale coś ją zmuszało. Może szaleńcza chęć życia? Możliwe. Czuła ból, i to ogromny, ale starała się go zignorować i biec. Było ciężko ale dała radę Dzięki Gwiezdnym, bez nich byłaby martwa. Kark i szyja nie dawał jej spokoju, i każdy ruch wydawał się zbliżać ją do śmierci. Łapała łapczywie powietrze, jakby bała się, że zaraz pies wróci i ją zabije. Śliwka umrze. Ta walka dała jej pewność, że Śliwka będzie tak samo uciekać przed nią. Jeszcze nastanie czas, kiedy cały las będzie mówił o niej z obawą Ale jak na razie skręciła do Siedliska Dwunożnych. Nie była dumna, że tam musi szukać pomocy, ale innej opcji nie było. Do Klanów nie pójdzie, a nie ma medyka dla samotników.
Zajadała się myszą, którą udało jej się upolować. Gryzoń był mały i chudy, co nie podobało się zbytnio Igle, ale zdawała sobie sprawę, że to lepsze niż nic. Życie jako samotnik było lepsze i jej się bardziej podobało, owszem, jednak z jedzeniem było trudniej i gorzej. Żyjąc w klanie nie musiała polować, bo nie umiała, więc nawet głupia zasada dotycząca żarcia jej nie dotyczyła. Teraz też nie, ale musiała polować, czy nie umrzeć z głodu. A problem był w tym taki, że naprawdę marnie jej to szło, bo nie nauczyła się kiedy była w klanie. Ze swojej winy, ale to tylko szczegół. Zazwyczaj zwierzyna jej uciekała, jednak czasami jej się udawało zdobyć żarcie. Oczywiście nie każdego dnia - bywało, że nie jadła po kilka dni, bo nie potrafiła nic złapać lub akurat żadnej zwierzyny nie znajdowała. Nie podobał jej się ten fakt, ale trudno, musiała jakoś przeżyć. Zresztą, kilka dni bez jedzenia to jeszcze nie tak źle, od tego się nie umierało. W każdym razie, po zjedzeniu drobnej myszy zakopała resztki pod ziemią i spojrzała gdzieś w bok, w stronę polany. Zastanawiała się, czy zaraz ktoś tu nie przyjdzie i się na nią nie rzuci, bo w końcu Gruba Gwiazda kazał przeganiać i zabijać samotników, a ona nim teraz była. Dlatego powinna w końcu oddalić się od dawnego klanu, co zresztą zamierzała zrobić. Ale nie teraz, nie dziś. Jeszcze nie.
Spory, długowłosy kocur o jednolicie niebieskim futerku. Posiada sporej wielkości łapy oraz bardzo puchatą szyję i ogon. Oczy ma zielono-żółte. Jego wzrok jest naprawdę słaby i często nie widzi sporej ilości rzeczy.
Syn Mysiowąsej jak był spokojnym kotem za kociaka, takim właśnie został. Widać jednak, że zmienił się pod kilkoma względami, zwłaszcza strachliwości, której praktycznie się już wyzbył. Nie boi się już byle rozmazanej plamy. Okazało się też, że został w miarę dobrym materiałem na wojownika. Jest lojalny i ma tendencję do skupiania się nad swoimi obowiązkami bardziej niż nad swoim życiem towarzyskim. Słucha się większości poleceń, zwłaszcza kotów wyżej postawionych od siebie, jednak nie tylko od nich. Niestety nadal jest popychadłem, jednak nie aż tak wielkim jak niegdyś - jest w stanie odpyskować, jednak z grzeczności woli być po prostu cicho, chyba, że się faktycznie wkurzy. Dzięki życiu przez kilka księżyców z innymi kalekami, Kwiatek wreszcie nauczył się doceniać samego siebie i nabrał trochę pewności siebie, której szczególnie mu brakowało. W żadnym wypadku nie jest nieśmiały, choć może się wydawać, że taki jest ze względu na jąkanie się pod wpływem emocji, które często go po prostu przerastają. Boi się kompletnego odrzucenia i jest w stanie poświęcić wszystko tylko po to, by nie zostać całkowicie samotnym. Szanuje praktycznie wszystkie koty i czuje potrzebę udowodnienia innym swojej wartości, zwłaszcza, że może się wydawać, że chce po prostu pasożytować na Klanie Gromu tylko dlatego, że jest kaleką. Niezwykle stara się być pożytecznym i nie ma mowy, by można było go szczerze nazwać leniwym. Nigdy nie szukał samej wygody.
Rzeżucha [KW]
Był już tak blisko granic, brakowało tak niewiele, jednak jego łapy powoli odmawiały już posłuszeństwa. Postanowił więc, że na chwilę odpocznie zanim nadejdzie jego upragniony wielki powrót. Jednak gdy już chciał sobie usiąść i odetchnąć, poczuł jakiegoś kota. Znał ten zapach, jednak był on jakiś... Inny. Przymrużył lekko oczy, jakby miało mu to w jakiś sposób pomóc domyślić się kto to. Gdy podszedł bliżej, zorientował się, że to jego jedyna siostra. Co ona tu robiła? Nie pachniała już za bardzo gromem.
- Igła? Jesteś samotniczką? - podszedł do niej ciężkim, ostrożnym krokiem. Skarcił się w myślach za to, że się z nią normalnie nie przywitał, ale ciekawość wzięła nad nim górę. Z jej zapachu wynikało, że dosyć niedawno jadła. Uczyła się polować? Ne wiedział co przerobiła na treningu przed prawdopodobnym wyrzuceniem przez Trzmielą Gwiazdę. Chyba powinna potrafić walczyć, bo miała to być pierwsza rzecz do przerobienia na treningu, ale co do polowania mógł jedynie spekulować, albo po prostu się jej spytać. - Co takiego zrobiłaś? Bo zostałaś wygnana, tak? - spytał się, odrobinę zły na siebie, że pierwsze co zrobił spotykając się pierwszy raz od wielu księżyców z siostrą, to spytał się czy była wywalona z klanu. Cóż, może jak go nie zje za tyle pytań na przywitanie, to może porozmawia z nią normalnie, jak brat z siostrą.
I przyszedł ktoś, i to nie byle kto! Obserwując okolice zauważyła dużego, długowłosego szarego kocura. Na początku się nim w ogóle nie przejęła, kot jak każdy inny, ale wątpiła by był Gromiakiem, bo nie przypominała sobie by w klanie ktoś o takiej aparycji był. Może kiedyś jej brat, Kwiatek, ale teraz nie. Nie było go od dawna, pewnie już wąchał kwiatki od spodu. A może i nie?
Kocur był niedaleko niej, więcej mogła wyczuć jego zapach. I co najlepsze, znała ten zapach. Długo go nie czuła, naprawdę bardzo długo, ale takich rzeczy się nie zapomina. Nawet ona nie mogłaby zapomnieć tego zapachu. Tak, nawet Igła, która najlepszej pamięci nie miała. To był zapach jej wcześniej wspomnianego brata, Kwiatka, co ją bardzo zdziwiło, czego nawet nie próbowała ukryć. Zaraz po tym kocur podszedł bliżej niej, na co nijak zareagowała. Nie ruszyła się, nie przesunęła, nic. Po prostu siedziała i go obserwowała. Dopiero na jego słowa zareagowała, cichym prychnięcie. Od razu z grubej rury, no tak.
— Ciebie również miło widzieć, Kwiatek — odpowiedziała, olewając przy tym pytanie brata. Nie ma tak łatwo, braciak. Co to, to nie. — Poważnie. Po raz pierwszy od wielu księżyców mnie widzisz i zaczynasz rozmowę nie pytając jak u mnie, a tym, czy mnie Trzmiel wywalił z klanu. — stwierdziła fakt i prychnęła. Nie tego by się po nim spodziewała, ale... no, fakt, nie widzieli się naprawdę długo. Mógł się zmienić, co brała pod uwagę. Ona się natomiast nie zmieniła prawie że wcale, więc cóż... nie ma o czym gadać — Powiedz mi lepiej, co TY tu robisz i jakim cudem żyjesz. W sensie wiesz, byłam pewna że coś cię zjadło — dodała zaraz po tym. Najpierw ty gadaj, Kwiatek, może po tym Igła zacznie gadać... może. Nic nie obiecuję, sorka.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
***
Morwa sam nie wiedział co go skłoniło do przyjścia tutaj. Jego kryjówka była nieco oddalona od Siedliska Koni, ale on po prostu nie mógł się powstrzymać od spacerów. Z resztą co innego miał do roboty? Niby polował i szukał jakichś ładnych ozdóbek do legowiska, ale to mu nie wystarczało. Ewidentnie miałza dużo wolnego czasu. Ciekawe czym byłby teraz zajęty, gdyby dalej żył w klanie. Może miałby teraz trening? A może jakiś patrol? Gdy teraz o tym myślał, nie wydawało mu się to tak straszne jak kiedyś. Nie obawiał się walki z drapieżnikiem lub nawet innym kotem. Zrozumiał, że jest to rzecz normalna i jako samotnik też będzie musiał się z tym mierzyć. Doszedł do wniosku, że w klanie mogłoby być mu teraz lepiej. Chodziłby rzadziej na polowania i patrole, bo w ten sposób mógłby uniknąć niebezpiecznego spotkania. A jako samotnik sam musi o siebie zadbać. Nikt nie pójdzie za niego po jedzenie.
Powoli szedł przed siebie, ciągnąc po ziemi burą kitę. Wyglądał na jakiegoś takiego... Zmęczonego? Być może nawet tak się czuł. Przez ostatnie dni nie robił nic pożytecznego, nie miał nic do roboty, to normalne, że już się tym nudził. Zatrzymał się na chwilę, aby popatrzeć na dziwny rząd drzew. Za każdym razem, gdy tu był, robił to samo. Przyglądał się, a potem siadał i... Tak właściwie tylko tyle. Tak zrobił też w tym przypadku. Opadł ciężko na ziemię, oglądając okolicę. I co ciekawego spotka go tym razem?
/Wirek, przepraszam za gniota huh