Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Ile kotów wiedziało rzeczywiście o jej istnieniu? Czy na pewno mogli to być wszyscy? Jakoś nie spodziewała się, by Psia Gwiazda pozwalał tak po prostu chodzić wokół samotnikom, którzy mogli wiedzieć zbyt dużo – chyba, że nie uznawał jej za żadne zagrożenie. Bo czy rzeczywiście jedna kotka mogłaby jakkolwiek zagrozić tym w klanie, nawet gdyby tego chciała?
Nie był to jednak moment, by zastanawiała się nad tym dalej, bo co innego, kolejne pytanie ze strony samotniczki zajęło całkiem jej myśli. Najwyraźniej rzeczywiście musiała ona wiedzieć chociaż trochę o klanie Cienia. - Tak. Skąd znasz Szyszkę? …Wiesz, co się z nim stało? – Ostatnią część dodała z pewnym wahaniem, wciąż niepewna co do swoich uczuć względem zniknięcia matki z klanu. Chociaż jak miała się dowiedzieć, co rzeczywiście czuła, jeśli nie miała pewności, co tak naprawdę się stało? Istniały tak naprawdę dwie główne opcje: ta, której Szyszko okłamał i opuścił ich wszystkich i ta, w której zginął – być może bardzo głupio, ale przynajmniej w jakimś stopniu bohatersko.
Niestety znajomość Szyszki raczej nie dawała jej żadnego rodzaju przewagi. Chyba, że ją okłamie? O ile rzeczywiście obchodził terminatorkę los jej rodzica. Mysz rozdawała karty i musiała dobrze przemyśleć, czy ma jakieś asy. Przyjrzała się więc uważnie szylkretce, choć jej postawa nie zdradzała nic, co mogłoby pomóc Myszy w dedukcji. Najwyżej będzie musiała improwizować.
- Jestem jego siostrą - wyjaśniła pierwsze pytanie, wywlekając na światło dzienne, że jest bądź co bądź ciotką Cienistej. - I wiem, co się z nim stało - dodała spokojnie, jakby rozmawiała z nim jeszcze chwilę temu. - Ale informacje mają swoją cenę. Proponuję informacje za informacje.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Przez pyszczek Cienistej terminatorki przeszedł wyraz całkiem sporego zaskoczenia, nim zdołała powrócić do swojej bardziej neutralnej mimiki. Jakaś część umysłu przypomniała jej, że nie powinna też koniecznie wierzyć we wszystko, co powie jej każdy napotkany kot. Ale czy byłoby to niemożliwe? Nie, prawdopodobnie rzeczywiście mogły być spokrewnione. Lub w ten sposób nieznajoma chciała jednie wzbudzić zaufanie.
Jaka była najgorsza rzecz, która mogła się stać? Zostanie okłamana przez dziwną samotniczkę i o ile byłoby to dość żenujące, to w jakiś sposób nie czuła, jakby miało być prawdziwe. Wszystko tutaj, poza granicami klanów, rządziło się własnymi zasadami, nie istniało wręcz w oczach kotów, które widziała na co dzień. Więc cokolwiek by się tu nie stało, być może wcale się nie działo, bo nikt i tak nie miał się o tym dowiedzieć. - Jakich informacji chcesz? – spytała, patrząc najwyraźniej swojej ciotce prosto w oczy. Mogła być istotnym, przydatnym informatorem. Lub przynajmniej starała się wyglądać na kogoś, kto rzeczywiście taki był.
Teraz wystarczyło się zastanowić, co chciałaby wiedzieć. Prościzna, jak się pozbyć Psiej Gwiazdy, a najlepiej całej jego hałastry, wbić się do Cienia i przejąć władzę. Ale tak o to nie mogła zapytać. Już pomijając wątpliwą moralność jej pytania, tak przecież kotka mogła tego zwyczajnie nie wiedzieć.
- Hm, opowiedz mi, czy wasz Klan ma jakieś słabe punkty? Albo czy jest więcej takich jak ty? Co nie lubią Psa? Chyba, że cały wasz Klan to oszołomy. Trzmiel szykuje rewolucję, nie wiem czy wiesz - wzruszyła barkami. Pytanie może nie było do końca takie jak chciała, ale pokryje choć trochę terenu wiedzy którego potrzebowała.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
- Większość mojej… naszej rodziny go nie lubi. Trochę innych kotów też, jak Czosnkowa Łapa czy pewnie Skruszone Serce, chociaż oni nie są kimś, kto dałby radę cokolwiek z nim zrobić. Prawdopodobnie jeszcze więcej kotów również dałoby się znaleźć, ale muszą to ukrywać. Ale takich, którzy go popierają też trochę wciąż jest. Nawet przyprowadził sobie jakiś czas temu jakiegoś kocura, który wydaje się w niego absolutnie wpatrzony. – Większość klanu prawdopodobnie po prostu wolała się nie wtrącać. Póki żyli, nie mogło być tak źle, a zrobienie czegokolwiek mogło jedynie pogorszyć sytuację. - Co Trzmiel zamierza zrobić? – Sama już trochę powiedziała, zasługiwała na również dostanie odpowiedzi. Znała oczywiście wymienionego wojownika, chociaż nie rozmawiała z nim zbyt często. Właściwie, głównie pamiętała, jak opowiadał jej jakieś bzdury dawno temu, gdy była jeszcze kociakiem. Czy ktoś taki jak on byłby w stanie przerwać rządy Psiej Gwiazdy? Sam raczej nie, nie miał ani odpowiedniej siły, ani wiedzy o ziołach, którymi można by go otruć. Jeśli miałoby mu się udać, potrzebowałby naprawdę dobrego planu. A nie wyglądał koniecznie na kogoś, kto taki miał.
- Mhm, mhm. No tak, typowe, zabijesz jednego to wejdzie drugi taki sam na jego miejsce - mruknęła na wzmiankę o kocurze, którego przyprowadził sobie Pies. Jakaś zabawka? Rozrywka na samotne wieczory? Czy po prostu kolejny żołnierzyk do armii z wypranymi mózgami, żeby tylko być na zawołanie Gwiazdy? Żałosne, a Mysz myślała, że źle było za rządów Śpiewającej Kniei.
- A bo ja wiem. Wspomniał mi tylko, że planuje zamach na Głowę Klanu. Ale co zamierza i kiedy i jak to skąd ja mam wiedzieć? Spytaj się go - wzruszyła barkami. Nie chciało jej się już myśleć nad kłamstwami na temat jej brata, więc może sam wpadnie w ich sidła i powie kotce coś od rzeczy, a wnioski przyjdą szylkretce same.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
- Pierwszy w kolejce w tej chwili i tak jest Niedźwiedzi Ryk. On nie koniecznie byłby aż tak złym przywódcą. – Nikt, kto działał jako zastępca Psiej Gwiazdy nie mógł być idealny, ale jego rudo-biały brat zwykle nie robił nic aż tak okropnego. Działał raczej gdzieś z tyłu, nie ogłaszając nic wielkiego klanowi, nie zwoływał własnych zebrań czy nic podobnego. Być może dobrze ukrywał to, co myślał naprawdę, być może dopiero otrzymanie przywódczego imienia by go zmieniło. A może rzeczywiście mógłby okazać się kimś przynajmniej nieproblematycznym.
Jedyny pewny wniosek, jaki potrafiła z tego wyciągnąć to ten, że rzeczywiście powinna porozmawiać z Trzemielopręgim. Niezależnie od tego, czy miał jakiś prawdziwy plam rewolucji, czy wcale się to nie działo, wypadało go przynajmniej spytać co myślał o swojej żyjącej poza klanem siostrze. - Co się stało z Szyszką? – Wróciła do podstawowego pytania, przecież to tego chciała się dowiedzieć.
- Mhm. Pies też się taki wydawał - wzruszyła barkami. Jakoś nie wierzyła w nagłą zmianę na lepsze w Cieniu. Zresztą, zmiana na lepsze ją niewiele obchodziła, jej priorytetem było patrzenie, jak Klan morduje sam siebie od środka. Parę jednostek mogłoby przetrwać, to jasne, ale oprócz tego to chętnie by patrzyła jak powoli znika z pamięci kolejnych pokoleń. Sama wzmianka o Klanie Cienia pozostawiałaby jedynie zagwozdkę na młodych ryjkach. O kim by jednak wtedy plotkowała?
- Żyje poza klanami. Ostatnio jak go widziałam to spacerował z jakimiś kociakami, więc chyba pozostawił Cień i was za sobą - skłamała. Nie miała pojęcia, co się dzieje z Szyszką, nawet nie pamiętała kiedy widzieli się ostatnim razem. I szczerze mówiąc mało ją to obchodziło.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Trudno było sobie wyobrazić Psa, który nie byłby aż taki zły – w wyobraźni Gąszcz już od urodzenia był taki, jak w tej chwili, jakby całe jego życie wcześniej polegało jedynie na czekaniu, gdy przejmie władzę i będzie mógł siać terror w całym klanie. Jednak nie to teraz było rzeczą, nad którą zastanawiała się najbardziej.
Skrzywiła się, spoglądając gdzieś w bok. Czy to mogła być prawda? Czy matka rzeczywiście mogłaby ich tak po prostu zostawić, uznać, że wraca do ojca, którego nigdy nie poznali czy jakiegoś jeszcze innego kocura i zastąpić ich innymi kociętami? Nie chciała wierzyć, że Szyszka byłby zdolny do czegoś takiego, jednak czy mogła być pewna?
Nikomu nie należało w pełni ufać. Na pewno też nie dopiero co poznanym samotniczkom, co wystarczyło jako myśl sprawiająca, by Ciernista Łapa otrząsnęła się z wcześniejszych przemyśleń. - Dobrze wiedzieć. – Odpowiedziała, z jak najmniejszą ilością emocji w głosie, wciąż nie mając pojęcia, czy w cokolwiek tu wierzyła. Jednak jakoś zabrakło jej w tym momencie pomysłów na to, co mogłaby jeszcze powiedzieć.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Wyskoczył spośród plątaniny iglaków z szyszką w pyszczku. Huh, to zdecydowanie nie była mysz, do której się zakradał. Wypluł szyszkę, przejeżdżając językiem po pyszczku. Szkoda, że Gwiezdni nie nauczyli go jak łapać zwierzynę. Nie. Nie powinien tak myśleć, powinien być wdzięczny, a wszelkie zażalenia składać wyłącznie do siebie samego. Albo do Klanu, który nie nauczył go wystarczająco dużo w przeciągu ułamku sekundy w jakiej stał się terminatorem. Dokładnie, to nie była jego wina.
Miał już szykować się do ponowienia swojej próby, gdy wśród drzew zamajaczyła mu ruda sierść. Do nosa z kolei dotarł znajomy zapach. Już nieco inny, ale wciąż znajomy.- DORITOOOOS! -Zawołał ruszając w stronę znajomego, nie przejmując się chociażby pozorami zachowania czujności.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Coraz to zimniejsze dni nie robiły na nim wielkiego wrażenia. Nie zliczyłby, ile to razy późną zimą wpadł do wody i nieomal sam nie został śniętą rybą na zmarzniętej tafli. Brakowało mu chłodnej, morskiej bryzy, czuł jakby dostawał wtedy ostre całusy na całym ciele. Później zwykle dostawał ciepłe pocałunki w nos i czoło od załogi. Sam nie wiedział, czy przynosiło im to szczęście, czy lubili posmak sierści na języku, nigdy jednak nie narzekał. Teraz nie miał żadnej z tych rzeczy i musiał sobie radzić wspomnieniami.
Wleczony nieuwagą, wrócił do rzeczywistości po usłyszeniu imienia, którego nigdy nie używał, co wskazywało tylko na jedną osobę.
- Bonawentura - poprawił młodszego kocura, oglądając mu się uważnie. - Widzę, że i ty się wyrwałeś, przyjacielu - pokręcił łbem. - Myślałem, że ci się tam podobało. Co cię tu sprowadza? - drgnął ogonem wesoło, by przejść parę razy dokoła Cheetosa, chcąc sprawdzić czy aby na pewno nic mu nie jest. - Dobrze cię widzieć.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
- Taaa, to dwunożnych jest łatwiejsze. -Nie próbował nawet wymówić preferowanego imienia swojego dawnego kompana. Nie ważne ile razy był poprawiany, wciąż obstawiał przy swoim. - Oczywiście, że mi się podobało. To było zdecydowanie wygodniejsze życie, niż codzienne budzenie się na legowisku z mchu i paproci. Ale mówiłem ci już, Gwiezdni wyznaczyli mi misje. Potrzebują wyznawców, potomków którzy otaczają ich wiarą, a z tym spotkam się jedynie w Klanie. Nie mam czasu na edukowanie ciemnej masy Osiedla. -Poruszył łapą w niezainteresowanym geście, po czym zrobił parę kroków, żeby widzieć pysk rudzielca.- A co z tobą? Trochę minęło od twojej ucieczki. Znalazłeś... Eee swoją partnerkę? -W dalszym ciągu nie miał pojęcia o czym Doritos ględził mu przez tyle czasu nad uchem, ale jako dobry przyjaciel nie będzie oceniał jego fantazji.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Może być też Kraken. Albo Rekin. To dostałem od mateczki. Poczciwa kotka, ciekawe co u niej - mruknął bardziej do siebie, jako że było to pytanie bez odpowiedzi. On sam nie widział jej od wielu księżyców. Cheetos nigdy jej nie widział na oczy. Ba, nie żył wystarczająco długo, by móc ją widzieć, jako że Bonawentura wskoczył na statek w młodym wieku i znalazł swoje powołanie.
- Ta ciemna masa nie była taka zła - przyznał, wspominając próby nauk uskutecznianych przez przyjaciela. - Kocięta Kurkumy lubiły cię słuchać. Nie sądzę, żeby coś rozumiały, ale lubiły - on natomiast, w przerwach od tworzenia swojej wolności, również przysłuchiwał się wszystkiemu, co wygadywał Cheetos. Nie wszystko miało dla niego doskonały sens, to jasne, ale lubił jego głos i zawsze się cieszył z towarzystwa kocura.
- Nie - pokręcił rudym łbem. - Ciągle szukam. Trafiałem na rzeki, na kałuże, więc mogę z nią porozmawiać, opowiedzieć o wszystkim. Mówiłem jej o tobie - uśmiechnął się, przyjmując pozycję siedzącą przed dwukolorowymi oczami. - Polubiłbyś ją.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
- Co ci nie pasuje w Doritosie? -Owszem, Kraken i Rekin były łatwiejsze do zapamiętania, jak i wymówienia niż Bonawentura. Nie zmieniało to jednak faktu, że kocur kojarzył kolegę głównie po tym jak wołali do niego dwunożni.
Pokręcił głową, po czym cmoknął.- Nie rozumiały, a to właśnie zrozumienie jest tutaj kluczowe. Zarówno dla nich, jak i ich matki były to jedynie bajeczki, mrzonki, które mogą im później służyć do zabawy. Gwiezdni potrzebują wiary! Nie są jedynie opowieścią, a tym co rzeczywiście czuwa nad kotami. Kurkuma i jej młode nie były w stanie tego pojąć. -Zakończył teatralnym westchnieniem, a jego ogon uderzył w ziemię dobitnie. Potrzebował rozmowy z kimś kto go zrozumie. Medyk był najlepszą opcją, a takowego znajdzie jedynie w Klanie. - Wiesz, nie przejmuj się, myślę że jeszcze ją odnajdziesz. -Nigdy nie rozumiał fascynacji kocura. Nie rozumiał jak można porozumiewać się z wodą, cieczą, zimną i nieożywioną. Często nawet spekulował, że ten musiał kiedyś dość mocno uderzyć się w głowę, ale miał na tyle przyzwoitości, żeby nie powiedzieć tego na głos.- Tak? Co o mnie myśli? -
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Nie będę używał imienia od porywaczy - bąknął. - Zabrali mnie od wszystkiego co kocham, co znam i tak po prostu mam używać ich zaplutego miana? Nie - pokręcił głową, idąc w zaparte. Nie lubił być Doritosem. Cheetosowi nawet mógł jeszcze jakoś wybaczyć, rozumiał że przyzwyczajenia nie umierają łatwo, ale mimo to miał ochotę trzepnąć go po płaskich uszach, ilekroć to słyszał.
- Może nie chciała dla nich takiego ciężaru. Twoi gwiezdni potrzebują wiary. Wystarczy, że będą mieć kryzys i co zrobią twoi bogowie? Zemszczą się? Dadzą im nauczkę? To za dużo dla kilkuksiężycowych kociąt - usprawiedliwił byłych sąsiadów. Nie chciał obrażać jego przekonań i wyobrażenia świata, choć nie był w stanie trzymać jego strony w tym wypadku. - Ja mogę w nich wierzyć, jeśli chcesz. Ale musiałbyś mi to dosadnie wytłumaczyć - zaproponował. Może to niechęć przed straceniem jego towarzystwa na rzecz Klanu, a może zwykła potrzeba znalezienia sobie zajęcia, w momencie gdy szukał ukochanej. Tak czy inaczej, był gotów modlić się do gwiazd.
- Nie może nic o tobie myśleć, nie zna cię osobiście. Opowieści zawsze są skazane na odrobinę nagięcia rzeczywistości. Patrzę na ciebie z mojej perspektywy, nie z jej.