Logo Artemidy
Mały Grąd
Brawurowa odpowiedź Karaczana nie pozostała bez echa. Ledwie zdążył się odwrócić, a już para Szkiełek rzuciła się na niego i dosłownie powaliła go na ziemię; jeden z nich przyciskał jednocześnie jego kark łapą do ziemi, podczas gdy drugi przytrzymywał jego tylne łapy przednią połową ciała. Byli zaskakująco silni jak na tak wątłego i niepozornego wrożbitę. Ten, który go tu powitał, stanął ponownie przed nim i uniósł łapę nad jego głową.
- Wybieraj! - zagrzmiał. - Za grzechy, za ciekawość, za nienawiść zawsze się płaci! We krwi, w bólu, w poświęceniu. Musisz zapłacić. Wybieraj!
Pozostali podchwycili jego gruchający niby grzmot głos i po chwili cała polana rozbrzmiała niemalże wokalizą, bardziej jednak - monotonnym, w jakiś sposób jednak harmonicznym skandowaniem "wybieraj! wybieraj!" kilkorga głosów, spotężniałych jednak i brzmiących tak, jakby polanę zapełniał cały Klan Gromu. Było coś niezwykłego w tych krzykach, coś prehistorycznego, coś pozaświatowego. Nawałnica głosów spadła na Karaczana - zdawało się, że Szkiełka nie męczą się, że mogą nawoływać go przez resztę wieczności.
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oho. A więc nie ma tak łatwo. Karaczan ledwo co się odwrócił, a para Szkiełek skoczyła w jego stronę, by go powalić. Gdy tylko zetknął się z ziemią, warknął niezadowolony, łypiąc wściekłym spojrzeniem na oba Szkiełka. Przez jakiś czas nawet próbował się wyrwać, ale wróżbici okazali się silniejsi niż na początku myślał. Cholera. Kto by się spodziewał...
- Łapy przy sobie.- Wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zaraz po tym wysunął pazury, jakby mając nadzieję, że zrani nimi napierającego na niego Szkiełko. Warto próbować. Nie sądził, by miał w taki sposób polepszyć swoją sytuację, ale... Czy może być gorzej? Może. Zawsze może. Równie dobrze mógłby być od razu zabity i wrzucony do jakieś rzeki, a następnie znaleziony, tak jak ta gromiaczka, która ostatnio miała pogrzeb.
- Nie dołączę do was. Zabijcie mnie. - powiedział po długim milczeniu, gdy krzyki Szkiełek zaczęły denerwować go coraz bardziej. Nie wiedział co tak naprawdę mówi, nie przemyślał tych słów i nie miał zamiaru umierać. Rzecz w tym, że nie chciał dołączyć do Szkiełek, a jedno wybrać musiał. Nie był tchórzem, który by uniknąć śmierci byłby w stanie zdradzić Klan Gromu i stać się wróżbitą. Ale tak jak było wspomniane, umierać nie chciał. To dlatego miał plan, który miał zamiar wykorzystać. A raczej... Zalążek planu, który zdąży dokładniej obmyśleć. Może. Najlepiej byłoby grać na czasie.
[Obrazek: wc1L8Qz.png]
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bachanalia ciągnęły się; półśpiew, półkrzyk Szkiełek niósł się i odbijał w uszach Karaczana, nie będąc już nawet głosami kotów, a raczej samym brzmieniem zgłosek, nieniosącym w sobie żadnego znaczenia.
Kiedy jednak Sztormowy Mrok odezwał się, wszystkie koty umilkły niemal natychmiast; stojący przed wojownikiem Szkiełko położył mu majestatycznie łapę na głowie, przygniatając jego czaszkę do ziemi.
- Dokonałeś wyboru - zahuczał; jego głos był niczym szum huraganu. - My nie zabijamy, pięknooki robaku - za tymi słowy podążyło gwałtowne i soczyste chlaśnięcie w pysk. Karaczan oberwał z otwartej łapy w policzek tak mocno, że aż mu w głowie zadźwięczało - a to dopiero początek. Jeden z przygniatających go Szkiełek zdzielił go z całej siły (a tej miał zaskakująco sporo) w tył głowy; zanim Karaczan zdołał otrząsnąć się po tym ciosie, otrzymał kolejny, znowu w głowę. Pozostali wróżbici zaczęli ich otaczać, podjudzając bijących śpiewnymi okrzykami; Karaczan już ich nie widział, bowiem jego wizja powoli zaczynała pokrywać się czernią... ale przecież jeszcze mógł mieć szansę, mógł się wycofać, zamiast zostanie pokonanym przez grupę samotników... chociaż coraz trudniej było mu dobyć siły do przemówienia.
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W momencie, gdy robal przemówił, Szkiełka zamilkły. Stało się to tak... Momentalnie, tak nagle. Cisza spowodowała ukojenie dla uszu Sztormowego Mroku. Mimo to, ciągle był spięty i poddenerwowany. Jednak czy jest to czymś dziwnym? Był otoczony przez... Nawet nie koty, a dziwne anomalie, stworzenia nadnaturalne, których nie powinno na tym świecie być. W dodatku istoty te nie były przyjaźnie nastawione i zapewne jeszcze chwila, a rozszarpią go na strzępy. I... Właśnie tak się miało stać, nawet jeżeli wróżbici zapewnili, że oni nie zabijają. Ta, bo od razu pożerają, w całości.
Fakt, że został nazwany pięknookim robakiem w tym momencie nie robił na nim żadnego wrażenia, ale to tylko dlatego, że zaczął być okładany przez Szkiełka. Dostał lepę na mordę i to dosyć solidną. Na chwilę zakręciło mu się w głowie, jednak to nie Spowodowało, że mógłby się poddać. Starał się wyrwać z objęć kocurów, drapać ich wściekle pazurami, mocno kopać i... Robić cokolwiek innego co mogłoby pomóc mu uciec. Ale nie pomagało. Zwyczajnie miał za mało siły, a każde kolejne uderzenie powodowało, że był coraz słabszy. Przed oczami powoli zaczynało robić mu się czarno, lecz zasypiać nie zamierzał. W pewnym momencie już nawet przestał się bronić, a jedynie myślał. Intensywnie, na pełnych obrotach. I w końcu do głowy wpadł mu pewnie pomysł, który... Jak najszybciej powinien zrealizować. Uniósł lekko głowę, skupiając spojrzenie na Szkiełku, z którym do tej pory rozmawiał.
- Stop. Chcę do was dołączyć. Od rrrazu. - Rzekł, zbierając ostatki swoich sił, by wypowiedzieć te słowa. Zaraz po tym jego łeb znowu opadł, uderzając w ziemię. Robak spojrzał w niebo, jakby prosząc Gwiezdnych, by wróżbici zgodzili się i przyjęli go w swoje szeregi. To było mu potrzebne do realizacji planu. A jaki był ten plan? To prostsze niż może się wydawać, ale... To nie czas, by się tym dzielić.
[Obrazek: wc1L8Qz.png]
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kolejny policzek trafił w pustkę. Szkiełko dowodzący wszystkimi jednym ruchem głowy uspokoił całe towarzystwo - gdzieś za ich plecami rozległ się szyderczy wybuch śmiechu - po czym delikatnym ruchem podniósł głowę Karaczana nad ziemię, zrównał swoje spojrzenie z jego. Przez chwilę badał jego pysk swoim jedynym okiem, chociaż które oko było tak naprawdę ślepe - to przejrzyste, czy to zielone?...
Wreszcie wróżbita upuścił jego głowę; Karaczanowi było trudno utrzymać już ją w pionie i jakkolwiek by się nie starał, ostatecznie upadła w świeżą trawę. Gdzieś nad jego głową zaczął się ruch i rejwach, którego on już mógł nie widzieć. Poczuł jedynie, jak któreś ze Szkiełek rozchyla mu szczęki i wciska do pyska pokaźną garść drobnych ziarenek, a ktoś nad jego głową rozkazuje mu je połknąć. Kiedy tylko wojownik to zrobił, ciało zaciążyło mu ostatecznie i wreszcie wszystko pokryło się czernią.

// kontynuujemy tutaj
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Drżące łapy powoli niosły ją między źdzbłami traw, truchtając pomiędzy niezbyt zadrzewioną równiną, czujnymi oczami skanując otoczenie. Duże uszy drgały na każdy, najmniejszy szelest, lecz pewnie gdyby miała wskazać skąd dokładnie słychać dźwięk, mogłaby nie zorientować się odpowiednio szybko - będąc już odpowiednio rozkojarzoną wędrówką w to miejsce. Antylopa podróżowała wiele, niejednokrotnie wystawiając swoją nikłą odwagę na próbę, mając swój określony w sercu cel, którego nieważne co - musiała się trzymać. Mogła być nieśmiałą, nerwową kulką futra, ale dopóki nie spotykała nikogo na swojej drodze, było jej łatwo. Chociaż podróż na własną łapę w takim momencie prawdopodobnie nie była też najrozsądniejszym pomysłem, nie mając dużego doświadczenia w kwestii walki, lub jakiegokolwiek stawiania obrony, przez obecne księżyce trzymając się wyłącznie swojego farta i szczęścia. Spotykała większość kotów z daleka, jedynie przysłuchując się ich rozmowom z daleka, próbując znaleźć w nich potrzebne dla niej informacje. Rozglądała się niepewnie po drzewach, kładąc uszy na dół niepewnie, nie wiedząc czy powinna czegoś się spodziewać od póki co spokojnych obrazów otaczających ją, pozwalającym jej na iluzję spokoju i bezpieczeństwa.

//wąż!!

but she knows the truth
not everyone can go on with their heart split in two

|❆ it’s already cold ❆
|she’s just a child but she feels like a burden and sooner or later she’ll break
|xxxxxxxxxxxxxxxpeople will say: “she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”
xxxxxxxxxxx

|but one day, at least once, she’ll manage

LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wężowy Błysk ostatnimi czasy nie wychodził specjalnie daleko. Jedynie co przed obóz i siedział w okolicy by ewentualnie wrócić, a więc wyjście na odległe tereny było czymś wyjątkowo rzadkim. Niemniej, jak miał w zwyczaju - nie bał się niczego, co się działo poza obozem. Głośny dźwięk? Norma. Dziwny zapach? Pewnie dwunodzy. Poczucie bycia obserwowanym? Musiałby mieć ogromne mniemanie o sobie, by myśleć że serio ktoś chciałby go obserwować - pewnie tylko się mu wydaje. Coś się na niego czai? Powodzenia dla lisa czy innego odważnego, Wąż chętnie zawalczy. Wszystko co mogło być straszne było przez Gromiaka niwelowane, a on sam wręcz czekał na to aż coś się wydarzy. Potrzebował tego, chciał w końcu znów poczuć się wolny od problemów jakie trzymały go w obozie.
I chociaż zapowiadało się, że coś może go od problemów odciągnąć, nie wyglądało to jak nic groźnego. Dostrzegł kogoś, rozglądającego się, ostrożnego. Owszem, w okolicy było niebezpiecznie. Tu chociażby były psy, które czasem przybiegały na tereny Gromu. Szalone durnie, skończą jak ich poprzednik którego Wąż zabił wraz z pomocą Kuny i Plamki. Moment przyglądał się kotce, podziwiając jej urodę. Była zgrabna, o wyglądzie poniekąd przypominającym ten Wężowy, ale o kolorach... zjawiskowych. W końcu ruszył.
- Gdyby coś miało siedzieć w drzewach, nie czekałoby aż to zauważysz, tylko skoczyłoby z drugiej strony
-
bardzo miłe powitanie, co nie? Brzmiał najłagodniej jak mógł, chociaż z jego chrypliwym głosem było to wyjątkowo trudne. Zachowywał dystans, a na wstępie siadł. Pokazywał jej że nie ma zamiaru jej ani gonić, ani walczyć - z góry odchodzi od tego pomysłu uniemożliwiając sobie możliwość doskoczenia do niej. - Co tu robisz? Wyglądasz jakbyś pierwszy raz chodziła po lesie. Tu wbrew pozorom nie ma... aż tak niebezpiecznie.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Antylopa, gdyby tylko mogła, z chęcią zostałaby w swoim ciepłym domu, nie wyściubiając nosa na niebezpieczeństwa. Miała jednak złożoną obietnicę, w środku siebie opisując to wręcz jako misję, nie chcąc, by jej egzystencja na tym świecie była tylko kolejnym straconym istnieniem, nie dopełniając swojego przeznaczenia. Jeśli można to by nawet tak nazwać. Kotka miała w zwyczaju przedstawiać rzeczy bardziej wyolbrzymionymi, aniżeli jakie były one w rzeczywistości. Miało to swoje źródło u jej wiecznego strachu, zwyczaju przebudzania się przy nawet najmniejszym szeleście, spodziewając się zagrożenia z każdej strony. I mimo, że mogłaby wrócić już teraz, z podkulonym ogonem do miejsca skąd przyszła, coś świadomie trzymało ją w tym miejscu. Sprawiało, że zaglądała za płot na rozległy las, zastanawiając się czy tak właśnie kiedyś żyły Cztery Klany, o których tyle słyszała. Czy możliwym było, że mogła być tak blisko celu? Czy była to fatamorgana, spowodowana nie wycieńczeniem, brakiem wody, lecz jej własnym strachem i paniką? Tłumaczeń mogło być wiele, możnaby nawet nie dotrzeć do zalążka problemu.
Rozmyślania te skutecznie sprawiły, iż umysł pstrokatej zajęło myślenie o niebieskich migdałach, z początku nie dostrzegając zbliżającej się sylwetki, co mogłoby się nieprzyjemnie skończyć, gdyby owy przybysz był psem, lub jeszcze gorszym przeciwnikiem, z którym Antylopa ze swoją nikłą siłą i mięśniami nie miałaby żadnych szans. Poruszyła uchem na dźwięk głosu - który dla niej nie wydał się za najprzyjemniejszym - od razu napinając wszystkie mięśnie i panicznie odwracając głowę w tamtą stronę. Jego słowa jakoby do niej nie dotarły, będąc w jej głowie jedynie mętlikiem przez początkowy szok. Zmarszczyła lekko nos, zastanawiając się czy zdoła jakkolwiek utożsamić kocura z zapachem, który może znała z wcześniej. Nic jednak na to nie wskazywało i jej serce przyspieszyło, jakoby obawiając się, że to pierwsze, głupie wyjście do lasu okaże się być jej ostatnim. Stając jak wryta, miała chwilę na analizę wyglądu przybysza. Wyglądał... podobnie? Mimowolnie w umyśle kotki skreśliła (błędnie) możliwość, iż był to kot z klanu. Rodzicielki wspominały jej, że nie wszyscy w Klanach wyglądają tak jak ona, mogąc się od niej różnić. Dostrzegła to sama, widząc jak różne były sylwetki jej i Goździkowej Łapy, najbardziej odróżniającym szczegółem będacym ich uszy. Nieznajomy wydawał jej się podobny do niej i mimowolnie pozwoliła dwukolorowym oczom obejrzeć go całego, po czym delikatnie się wycofała mogąc w końcu poruszyć łapami. Powinna odpowiedzieć? Kocur usiadł, lecz Antylopa miała wrażenie, że w każdej chwili się zerwie i rzuci do jej karku. Może jednak było kompletnie inaczej? Nie mogła powstrzymać strachu, który zajął zdecydowaną większość jej myśli.
- J-ja...? Uh... - próbowała się wytłumaczyć, lecz żadne ze słów które układała sobie w głowie wcześniej na wypadek spotkania kogoś nieznajomego zdawało się nie pasować do obecnej sytuacji, w której się znalazła. Powinna odejść jak najszybciej? Może jednak mistyczny nieznajomy wiedział coś o klanach i za miłym słówkiem uchyliłby jej rąbka tajemnicy? Przełknęła gulę w gardle, zmuszając się do spojrzenia na kocura bez odwracania wzroku. - Jestem.. uh... nietutejsza...? Prze-przepraszam jeśli to t-twój teren. Dom... Coś - zająkała się z lekka, ostatnie słowo mamrocząc bardziej do siebie aniżeli w jego stronę, próbując się wyzbyć początkowego sparaliżowania przez niespodziewane spotkanie, stawiając jedną łapę w tył, gotowa do zerwania się do biegu, jak zawsze miała w nawyku. Może to miało coś wspólnego z jej imieniem, może Kolczatka zapomniała wspomnieć, że antylopy są na dole piramidy, że są bezbronne - jak ona sama pośród tylu zagrożeń i nieznajomości - jedynie z rogami na głowie, które były dosyć słabą obroną. A kocia Antylopa nie miała nawet ich, nie mając nawet sił w łapach, wątpiąc, że swoimi małymi pazurami byłaby w stanie zadać komukolwiek jakąś krzywdę. Wpatrywała się w liliowego kocura, zastanawiając się w jak wiele stron może pójść to napotknięcie.

but she knows the truth
not everyone can go on with their heart split in two

|❆ it’s already cold ❆
|she’s just a child but she feels like a burden and sooner or later she’ll break
|xxxxxxxxxxxxxxxpeople will say: “she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”
xxxxxxxxxxx

|but one day, at least once, she’ll manage

LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
On, naturalnie, niespecjalnie rozumiał w czym leży problem kotki. Czemu się go bała, po co? Wąż nie był pierwszym kotem, który by się rzucał komukolwiek do gardła bez powodu... a nawet jak miał powód, zwykle w końcu pozostawał na wrogim komentarzu ubliżającym inteligencji rozmówcy, nie robiąc nikomu krzywdy. Tylko, że tak - ona o tym nie wiedziała. Długo milczał, dając się jej wyjąkać i wygadać. Pospieszanie jej w tej chwili nie było nawet odrobinę dobrym pomysłem.
- Spokojnie, nie zrobię ci nic. Nie jesteś ani myszą, żebym chciał cię jeść, ani psem. Nie wyglądasz na żadne zagrożenie - zaznaczył w pierwszej kolejności, podkreślając że nie wygląda ani odrobinę groźnie co było... logiczne. Trzęsła się jak galareta, z litości by jej pozwolił uciec nawet jakby była w jakimkolwiek stopniu zagrożeniem dla niego. - Nietutejsza?... Zrozumiałe. Nie przepraszaj!
Uśmiechnął się półgębkiem, przymykając delikatnie oczy. Nawet jakby przekroczyła teren, nie byłby zły. Poprosiłby ją o wrócenie na neutralne ziemie i to wszystko.
- Nie mam tu ziemi. Do terenów jakichkolwiek jest daleko, tutaj nikt nie sprawuje żadnej władzy - wyjaśnił po krótce. Zaraz wziął oddech. Rozmowa z płochliwymi kotkami w Klanie była łatwiejsza - te mu nie mogły uciec. A ona? Mogła. Niemniej, i tak się cieszył że mógł z nią gadać. Takie rozmowy idą mu lżej. - Mówisz, że nie jesteś stąd. Zgubiłaś się? Lub kogoś? Zwykle nikt kto tak się boi nie próbuje się bez powodu zaszyć w lesie...
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdyby tylko mogła pomyśleć w tej chwili racjonalnie, spaliłaby się ze wstydu na to, jak naiwnie i głupio wyglądała. W tym momencie jednak jej umysł zajmowały domysły, czego może chcieć od niej nieznajomy... choć tak naprawdę to nie musiało być nic. Mógł po prostu tędy przechodzić, tak jak ona i zdecydować się dostrzec jej sylwetkę na głos - inaczej, niż gdyby zrobiła to ona, woląc obserwować innych po cichu i zbytnio nie wtrącać się w nieswoje ścieżki. To nie tak, że nie interesował ją świat i inne koty, wręcz przeciwnie - po prostu w większości przypadków to nieuwarunkowany strach paraliżował ją, przejmując nad nią kontrolę i nie pozwalając na wyduszenie z siebie chociażby słówka. Szczęściem było, że teraz zachowała choć kawałek rozsądności i udało jej się coś wymamrotać.
Cisza kocura była dosyć kojąca, przynajmniej Antylopa nie musiała wiele dodawać do konwersacji. A tak przynajmniej jej się zdawało, bo już po chwili odezwał się ponownie, na co pochyliła do tyłu uszy, słuchając jego słów. Odetchnęła lekko z ulgą, że owy nieznajomy nie miał w planach jej skrzywdzić, choć z tyłu głowy wciąż miała myśl, iż powinna trzymać się na baczności i nie opuszczać swojej początkowej gardy. Przekrzywiła głowę, słuchając uwagi kocura, zastanawiając się czy to miało być obrazą. Nie przyjęła tego tak jednak, uznając to za zwykłe spostrzeżenie, nie myśląc o tym wiele. Pewnie dopiero będzie myślała nad tym po powrocie, zostając sama ze sobą w czterech ścianach i ogłuszającej ciszy. Spojrzała zaskoczona na liliowego kota, zdziwiona jego słowami. Skinęła mu na to głową, lecz mimowolnie w środku poczuła potrzebę przeprosin... właściwie nie wie za co. Może za bezsensowne mącenie jego wolnym czasem? Jeszcze większym zaskoczeniem dla niej był jego uśmiech, jednak z początku nie przywiązała do tego większej uwagi. Wpatrywała się już z większą pewnością siebie (która wciąż była dosyć znikoma) w przybysza, oczekując jego dalszych słów, mając nadzieję, że usłyszy coś jej przydatnego. Nie chciała jeszcze uciekać. Lecz gdyby tylko oriental spróbował podejść do niej bliżej, mogłaby się łatwo spłoszyć.
Wzięła sama głębszy wdech, zastanawiając się czy po swoim pytaniu nie wyjdzie na wariatkę. Nie zdążyli się sobie przedstawić, a pstrokata nie wiedziała, czy kocur znał koncept klanów i wszystkiego co z tym związane, czy też uzna, że ma niezbyt poukładane w głowie. - T-tak się składa, że... szukam... kogoś. - miauknęła niepewnie, biorąc oddechy by próbować nie jąkać się choć teraz, w tak ważnej dla siebie kwestii. Mimowolnie zaczęła błądzić wzrokiem gdziekolwiek indziej, tylko by nie nawiązać z nim kontaktu wzrokowego. - R-rodziny konkretnie. Są... w jednym k-klanie. - wyjąkała ponownie, mając nadzieję, że jej rozmówca będzie znał temat, a nawet jeśli nie, to nie wyśmieje jej za to. Kolorowe łąpy drżały z niepewnością, przebierając nimi, nie wiedząc czy aby na pewno dobre informacje przekazuje odpowiedniemu kotu.

but she knows the truth
not everyone can go on with their heart split in two

|❆ it’s already cold ❆
|she’s just a child but she feels like a burden and sooner or later she’ll break
|xxxxxxxxxxxxxxxpeople will say: “she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”
xxxxxxxxxxx

|but one day, at least once, she’ll manage

LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mało ze sobą mówili, prawda. Wąż nawet w połowie nie przechodził przez tyle emocji co rozmówczyni. Można szczerze przyznać, że miał pusty łeb i jedyne czym się przejmował to to, żeby nie spłoszyć jej żadnym głośniejszym dźwiękiem. Kotka przed nim bała się wszystkiego tak bardzo, że nie wyobrażał sobie co by się stało, gdyby zaczął mówić głośniej jak to miał w zwyczaju. Może czasem lepiej jest mieć smętny humor? Przynajmniej nie jest aż tak przerażający.
- W Klanie...? - uniósł brew do góry. Coś się mu nie kleiło, ewidentnie nie! Skoro była nietutejsza, skąd miałaby mieś tu rodzinę? Oczywiście, nie posłał jej podejrzeń. Miał taki sam luźny wyraz pyska jak poprzednio, nadal z lekkim uśmiechem wymalowanym na mordzie. - Jesteś w stanie powiedzieć w którym masz rodzinę? Nie wiedziałem, że gdzieś są jeszcze... takie koty.
Chyba, że ta jest jego siostrą! To by się podziało. Gdyby na ślepo strzeliła, że jest z Gromu, kocur by ją zaciągnął do obozu. I gdyby tam się okazało, że z niego nie jest... no, byłoby co najmniej ciekawie. Tyle, że Antylopa najpewniej padałby na zawał gdyby tylko zobaczyła złą Żubr.
- Znam się tutaj. Mogę cię zaprowadzić, żebyś czasem się nie zgubiła i nie trafiła na samotników. Oni nie zawsze są bardzo mili - wypada jej powiedzieć, co nie? Czasem trafi na kogoś spoko, ale zdarzają się koty, które z chęcią by ją rozerwały na strzępy. Mogło być różnie, a on nie chciał czasem być współwinny jej śmierci (bo czułby się faktycznie winny, gdyby w ogóle jej nie ostrzegł).
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prawdą było, że przez umysł kolorowej kotki przebiegało multum myśli, tych bardziej, ale też i mniej racjonalnych, nie mogąc dokładnie ustalić sytuacji w której się znajduje i nie wiedząc dokładnie na jakim gruncie opierają się teraz jej łapy. Patrzyła na niego wciąż z niepewnością, lecz próbując nie trzęść się już jak galareta, chcąc mimo wszystko możliwe dowiedzieć się czegoś od Wężowego Błysku. Zamrugała zdziwiona na jego słowa, że zdawał się wiedzieć o czym mówiła. Speszyła się lekko, czując teraz, jak pogmatwanie wyjawiała mu informacje i jak wielki mętlik robiła z tak mało skomplikowanej sprawy. A może jednak była trudniejsza do zrozumienia aniżeli jej się wydawało? Mogło to być wyłącznie jej wrażeniem, przez to że przyzwyczaiła się do słuchania tych opowieści i obecnego stanu rzeczy. Przyzwyczaiła się do poczucia bycia odizolowaną, inną od reszty, czasem wątpiąc czy kierunek w którym zmierzała na pewno był odpowiedni. Z historii wiedziała, że nie wyglądała na typowego leśnego kota. Bliżej jej było do piastowania rangi pieszczoszka, aniżeli jakiegoś dumnego i obdarzonego chwałą wojownika, jakim byli niektórzy z jej dalszej rodziny.
Mogliby być rodzeństwem, gdyby tylko miała jakiekolwiek powiązania z Klanem Gromu. Jednakże nie dopytywała go o jego pochodzenie, nie chcąc poruszać niedotyczących sytuacji tematów, a zwłaszcza nie chcąc przypadkiem trafić na jeden z gorszych dni gromowej przywódczyni.
- T-to skomplikowane... - wypaliła po jego słowach, jakoby chcąc uprzedzić go przed tym, co może zacząć mu opowiadać po kolejnych tego typu pytaniach, mając nadzieję, że nie uzna jej za kłamcę ani jakąś wariatkę, która ubzdurała sobie historię o byciu potomkinią kogoś wielkiego. Póki co zachowywała to dla siebie, nie spodziewając się nawet, że mogła dotrzeć tak blisko klanów i niespodziewanie spotkać wojownika jednego z nich. - Wi..wiatru..? Ah, nie! Wichru! - poprawiła się prędko, spuszczając zawstydzona uszy. Często zdawało jej się mylić słowa, nie tylko nazwy klanów, ale początkowy stres tą sytuacją musiał przytłoczyć ją do stopnia pomyłki. - Moja m-mama... była terminatorką K-kruczej Gwiazdy. - wymamrotała, próbując dodać trochę kontekstu sytuacji, a może i przybysz spojrzy na nią przychylniej po tych słowach. Nieświadoma była jednak, iż już od wielu księżycy władza w Klanie Wichru zmieniała się, a rządy Kruczego Gwiazdy pamiętała może garstka z nich, a może nawet i wyłącznie starsi członkowie klanów.
Na kolejne słowa liliowego kocura spojrzała jeszcze bardziej zdziwiona, przekrzywiając mimowolnie głowę. Czy możliwym by było, że to mogło być gdzieś niedaleko? Rozluźniła się z lekka, że oferował jej pomoc, jednakże tkwiła w niej nuta niepewności, czy powinna tak szybko ufać komuś obcemu. Z drugiej strony... wydawał się być pierwszym, który cokolwiek wiedział o temacie, który ją interesował i dla którego błąkała się po świecie. Zatrzęsła się lekko na słowa o samotnikach, choć sama nim była i dla innego klanowego kota mogłaby stanowić od razu prosto z mostu zagrożenie, bez możliwości dania jej dojść do słowa po co tak naprawdę kręciła się w okolicy czterech klanów. - Wiesz... o czym mówię? - mimowolnie zapytała cicho, odważając się spojrzeć dwukolorowymi ślepiami na sylwetkę kocura, z krztą uspokojenia w sobie dzięki propozycji pomocy z jego strony. Fakt, szkoda byłoby gdyby po pierwszym wyściubieniu nosa coś ją dorwało, zwłaszcza przy jej roztrzepaniu i naiwności, która od kocięcia w niej siedziała.

but she knows the truth
not everyone can go on with their heart split in two

|❆ it’s already cold ❆
|she’s just a child but she feels like a burden and sooner or later she’ll break
|xxxxxxxxxxxxxxxpeople will say: “she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”
xxxxxxxxxxx

|but one day, at least once, she’ll manage

LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W cierpliwości wyczekiwał jej odpowiedzi. Nie przeszkadzało mu, że zajmowało jej to tyle czasu. Najwyżej usłyszy bardzo dobre (lub wręcz przeciwnie) kłamstwo i pozwoli jej brnąć w to aż sama się zakopie w fałszywych zeznaniach tak, że nie będzie nawet potrzeby jej wypominać łgania. Nie chciał być zbyt pochopny, nadal wolał wszystko załatwiać spokojnie. Szczególnie, że w końcu padła odpowiedź o Wichrze więc w gruncie rzeczy, Wąż nawet nie skrzywdzi własnego Klanu jeśli jej postanowi pomóc.
- Krucza Gwiazda? Musiało być to bardzo dawno temu. Obecnie w Wichrze jest Lawendowa Gwiazda, z tego co wiem to od… huhu, no dość dawna - władała już jak Wąż był młody, więc co najmniej ponad cztery księżyce… lub zdecydowanie więcej, tylko że cztery to była maksymalna liczba w głowie kocura. Większych liczb nie rozumiał, traciły sens. W końcu łapy są cztery, a sześć? Co to sześć? Czy tym bardziej sto, czy piętnaście… Takie coś to zwykłe słowa, nie liczby.
W końcu, jakby się uspokoiła. Zadrgała jeszcze lekko, ale już nie było porównania z tym, co widział parę chwil temu. Do tego - wreszcie przestała się jąkać. Wewnętrznie Wąż zaczął dziękować wszystkim niewidocznym mocom za to, że nieznajoma chyba mu w końcu zaufała. Nie jakoś bardzo, ale chociaż na tyle by nie panikować aż tak.
- Rozumiem, że jesteś z Wichru i szukasz rodziny. Wnioskuję, że porwali cię dwunodzy kiedyś? Inaczej nie wiem co by cię wywiało w te strony - uśmiechnął się do siebie. No, jak była Wichrzakiem, to mogło ją wywiać, w końcu wicher to wiatr, co nie? Zaraz wzruszył lekko ramionami. - Chyba, że to jakiś tajemniczy przekaz. W takim wypadku nie rozumiem o co chodzi.
Bo myślał przyziemnie. Nie lubił abstrakcji i wymyślania dziwnych historyjek w chwilach takich jak ta. Jego rozmówca był przerażony, więc wolał konkrety a nie podchody i wygłupianie się.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie miała w zwyczaju kłamać. Nie robiła tego nawet teraz, wiedząc, że informacje które ma obecnie są jedynie prawdziwymi zdarzeniami, mającymi miejsce w rzeczywistości. I (naiwnie może) wierzyła, iż to one doprowadzą ją w odpowiednie miejsce, którego szuka. Można było powiedzieć, że zdołała zaufać Wężowi chociaż w części, lecz w razie czego zachowując odpowiedni dystans, dopóki tajemniczy nieznajomy jej się nie przedstawi. Jego słowa nie wzbudziły w niej wielkiego zdziwienia - otwierając jedynie trochę szerzej oczy - spodziewając się, że przez tyle czasu zaginięcia jej matki musiało zajść wiele. Nie kojarzyła z jej opowieści kota o imieniu Lawenda, nie mogąc sobie przypisać w wyobraźni imienia do postaci, jednakże skinęła mu głową na to, iż te słowa nie umknęły jej uszom.
Oddychała już spokojniej, przysiadając nieruchomo w miejscu, pozwalając jedynie końcówce ogona delikatnie drgać. Wyczekiwała jego kolejnych słów i wciągnęła nozdrzami głęboki wdech, przymykając lekko oczy. - Um, tak ale też... nie. - miauknęła cichym i łagodnym głosem, który przestał już drżeć w niepewności. Jeśli chciała gdziekolwiek zajść, musiała odłożyć przerażenie na bok. A póki liliowy kocur nie próbował robić w jej stronę niepotrzebnych kroków, mogła mu odpowiedzieć na parę pytań. Mimowolnie kącik jej pyszczka podniósł się w górę na jego słowa, ale odchrząknęła szybko słysząc to co powiedział później. - Nie, nie. Nie marnowałabym twojego czasu w ten sposób. - zadeklarowała i spojrzała na niego łagodniej. Mogła być jeszcze młoda, ale wiedziała lepiej, aniżeli by pogrywać ze starszymi i silniejszymi od niej. - Obóz Klanu Wichru zawalił się. Dawno temu. I... i moja mama zgubiła się wtedy, tak? I podróżowała dużo szukając ich. - odetchnęła głęboko, zastanawiając się, czy kocur będzie znał tę historię. Jeśli znał imię Kruczej Gwiazdy, który sprawował wtedy swoje rządy, może będzie kojarzył i tę sytuację. - Ale... ale minęło dużo, dużo księżycy. I ona nie da rady wrócić i... posłała mnie. - ominęła słowa o tym, że jej matka, którą tak podziwiała była teraz pieszczochem. Sama nie uważała tego za jakiś wielki wstyd, jednakże obawiała się o poglądy orientala przed nią.

but she knows the truth
not everyone can go on with their heart split in two

|❆ it’s already cold ❆
|she’s just a child but she feels like a burden and sooner or later she’ll break
|xxxxxxxxxxxxxxxpeople will say: “she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”
xxxxxxxxxxx

|but one day, at least once, she’ll manage

LVL 1 100 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wąż chyba zaczynał się gubić w tej rozmowie. Tak, ale też i nie? Uniósł pytająco brew do góry. Antylopa chyba wykorzysta cały zapas spokoju i cierpliwości liliowego. W życiu nie siedział tak długo bez żadnych ruchów, bez niemal jakichkolwiek słów, po prostu słuchając i analizując co się mu mówi. Przynajmniej zapewniła, że nie marnuje jego czasu. I słusznie. Chociaż Wąż nie miałby nic ważniejszego do roboty od rozmów z samotnikami, wolałby nie mieć żadnych zagadek do rozwiązania.
- Wicher ma coś z tym zawalaniem się. Ostatnio chyba mieli pożary… Ale nikt specjalnie nie ucierpiał. Widzieliśmy się wszyscy, każdy był cały i zdrowy - wymruczał spokojnie, ogonem owijając swoje łapy. Komentarz może nie był istotny, jednak Wąż czuł się zobowiązany dać jej znać o tym co w Wichrze się wyprawiało ostatnimi czasy. Skoro była z Klanem jakoś powiązana, niech wie cokolwiek. - Z całym szacunkiem, ale to bojowe zadanie twojej matki jest jak misja samobójcza. Wyglądasz na niewiele starszą od Terminatora. Umiesz walczyć, cokolwiek?
Jeśli nie… to miała przesadnie dużo szczęścia, że nic się jej nie stało. Co jej matka musiała mieć we łbie, że tak po prostu zgodziła się ją puścić samą na podróż aż do Wichru? Żubr zdawało się, że martwiła się o Węża, że wychodzi sam często i coś może mu się stać, a to chucherko przed nim? Byle co mogło ją połknąć w całości, bo gryźć nawet jej by nie trzeba było.
- Jak mówiłem, mogę cię zaprowadzić. To kawałek stąd, ale na pewno dojdziemy. W dwóch przede wszystkim jest bezpieczniej.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości