Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Słysząc pytanie nieznajomego, Zguba przechyliło nieco głowę, zastanawiając się przez chwilę, po czym stanowczo nią pokręciło. Nie to, żeby robiło sobie jakąś wycieczkę po Dużym Grądzie, ale dzisiaj tutaj akurat nie natknęło się na żadnego z nielicznych zresztą lokatorów okolic Siedliska Koni.
Przesunęło się na konarze i wyprostowało, by nie prowadzić dalszej wymiany zdań z leżącej pozycji. Jeszcze by sobie ten kocur pomyślał, że Zguba go nie szanuje i Gwiazdy jedne wiedzą, co by o nich uznał, a tego byśmy nie chcieli.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie umiał mówić? Może. Albo po prostu nie chciało mu się odzywać, co nie było dla Skały aż tak dziwne, jemu też czasami nie chciało wypowiadać się żadnych słów. Stał w miejscu, przyglądając się nieznajomemu kotu, nie wiedząc jeszcze czy może mu zaufać. Jednak potrzebował w tym momencie wiedzy, niezależnie od tego, od kogo miałaby ona pochodzić. - Szukam mojego brata. Wysoki. Długie białe futro. Nazywa się Ostry Szpon. – Skoro powiedział już o tym przynajmniej jednej samotniczce, jeden kot więcej nie powinien nic zmienić. A na spotkaniu się ze Szponem zależało mu naprawdę mocno. Już tyle czasu go nie widział, a kiedy wykona swoją misję stanie się zdecydowanie trudniejszy do znalezienia w okolicy. Nie chciał znikać, nie zostawiając dla niego żadnej wiadomości, by i on zaczął myśleć, że Skała poszedł gdzieś bez powodu i wytłumaczenia. Przy tym jednak nie mógł przecież zbliżyć się do terenów Rzeki, pozwolić na to, by ktokolwiek inny go tam zobaczył. Pozostało mu jedynie chodzić wciąż po okolicy, jakby za którymś razem coś naprawdę miało się zmienić, a dobrze znana mu sylwetka pojawi się na horyzoncie.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Zastrzygło delikatnie uchem, słysząc znajome sobie imię. Z rozmowy z Kałużową Łapą wiedziało to i owo na temat ostatnich przygód brata; przez myśl przemknęło im, że być może właśnie teraz widzi kolejny element układanki. W osobie kolejnego ze swoich braci, których nie miało okazji poznać osobiście.
– Ostry Szpon chyba nadal mieszka w Klanie Rzeki. Wrócił – zaczęło, starając się wyraźnie pokazywać słowa ruchami mordki. – Ale nie widziałom go od dawna. Jak się spotkamy, mogę mu dać znać – zaoferowało; przechyliło głowę, przyjrzało się nieznajomemu ciekawie, ale bez jakiejś nachalności. – Skaliste... Zbocze? – zaryzykowało wyciągniętym z odmętów pamięci imieniem.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zastygł na moment w całkowitym bezruchu, starając się przetworzyć trafiające do niego słowa. Spodziewał się wielu rzeczy, ale nie odpowiedzi, prostej i jasnej.
Jeśli wierzyć temu kotu, jego brat najwyraźniej był bezpieczny. Jeśli jednak tak było, dlaczego nie zjawił się na ich umówionym spotkaniu? Czy mógłby tak po prostu porzucić Skałę? Uznać go jednak za szaleńca i zrezygnować ze wszystkiego, co planowali? Spodziewałby się tego po każdym innym, ale nie swoim ukochanym bracie.
Być może jednak śnił. Być może właśnie umarł, Gwiezdni lub Bezgwiezdni zesłali do niego swojego posłańca, w tym momencie nawet nie wiedział którzy mieliby to zrobić. To tłumaczyłoby także skąd wiedział, kim jest on sam. Cokolwiek tu się działo, nie mogło się dziać naprawdę. - Skąd to wszystko wiesz? …Kim jesteś? – Udało mu się w końcu wydobyć jakieś słowa ze swojego pyska.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
No cóż, z całą pewnością byłoby miło, gdyby Gwiezdni łaskawie zainteresowali się całym tym zamieszaniem w świecie żywych i zesłali wplątanemu w ten dramat Skalistemu Zboczu jakiegoś dobrego ducha. Byłoby – tak samo jak byłoby miło, gdyby zauważyli wcześniej, że Paprociowa Łapa postradał zmysły, a Zguba niemal konało w Osiedlowej piwnicy.
Ale Gwiezdny Klan nie istnieje i milczących na nocnym niebie gwiazd nie obchodzi to, że uciekinier z Klanu Rzeki niemal zginął w walce, terminator stoczył się w obłęd, a kilkoro włóczęgów niemal wypatroszyło bezbronnego młodziaka.
Nie umknęło ich uwadze to, w jaki popłoch wprawiło nieznajomego. Spłoszyło się odrobinę. – Nikim nadzwyczajnym. Wędrowcem. Pochodzę z Rzeki.
– Spotkałom się z Rzeczniakiem, który mi o tobie wspomniał – wyjaśniło, poruszając delikatnie ogonem na boki – i znam trochę Ostrego Szpona – i ponieważ nie miało już ani na tych terenach, ani gdziekolwiek indziej właściwie nic do stracenia, to swobodnie dodało: – naszego brata.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Niestety, Gwiezdny Klan istniał, a Skaliste Zbocze miał się okazję o tym całkiem bezpośrednio przekonać. Jednak czy to w czymkolwiek mu pomogło? Nie. Gdyby przy Szepczącej Sadzawce nikt mu nie odpowiedział, pewnie skończyłby w dokładnie tym samym miejscu, w którym był teraz. Pewnie poza wiarą w istnienie Gwiezdnych, przydałaby mu się także większa wiara w ich słowa, wtedy wszystko mogłoby się potoczyć inaczej.
Nieznajomy pochodził w Rzeki? To nie było coś, czego się spodziewał, pamiętał przecież wszystkie koty, które zaginęły w ciągu ostatnich ilu, trzydziestu księżyców? Może kłamał. To było możliwe. A przynajmniej było możliwe aż do ostatniego wypowiedzianego przez samotnika zdania, bo wraz z nim Skaliste Zbocze zwątpił w to rozwiązanie.
Wiedział oczywiście o istnieniu starszego miotu swoich rodziców, przecież pamiętał nawet część z nich. Zmierzch, Gorycz, Wilka… A jednocześnie nigdy nie spodziewał się, że miałby napotkać kogoś z nich. W tym momencie wszyscy powinni być już martwi, a jeśli nie byli – to prawdopodobnie jeszcze gorzej. - Moje rodzeństwo nie odeszłoby z klanu Rzeki. – Warknął, czując jak futro na jego grzbiecie zaczyna się stroszyć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Gdy tylko kocur zawarczał, gdy tylko wyczuło złość w jego głosie, postawie, ich futro najeżyło się, a mięśnie spięły. Jeśli zeskoczy i pogna tam, w ciasne przejście między drzewami, to może zdoła mu uciec - w razie, gdyby kocur wpadł w szał i postanowił je skrzywdzić.
- Nie odeszłom z własnej woli - postanowiło jak na razie sprostować - porwano mnie.
Odpuściło sobie wspominanie dalszej części tej długiej historii oraz faktu, że Skaliste Zbocze sam już zapachu Klanu Rzeki na sobie nie nosił - bo zresztą to, dlaczego odszedł, nie było ich sprawą. Ich spojrzenie uciekało stale w stronę wąskiego przecisku między pniami drzew, mięśnie spinały się, przygotowane do ucieczki.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
To miałoby być wytłumaczenie? Ktokolwiek go porwał, nie znajdował się przy nich w tym momencie, nie mógłby już go zatrzymać. I jakieś historie o tym, że wydarzyło się to dopiero co, a właśnie teraz kierował się on z powrotem do klanu, również były niemożliwe – przecież sam mówił, że rozmawiał niedawno z Rzeczniakiem, gdyby tylko chciał, byłby już dawno w Obozie. Takie wytłumaczenie co najwyżej jeszcze bardziej pogarszało całą sytuację. - Ale teraz jesteś tutaj. I mimo to nie wróciłeś do klanu, więc nie mów, że nie robisz tego z własnej woli. – Syknął, zbliżając się o krok. Nie wiedział, co tak naprawdę chciał tu zrobić. To nie była sytuacja tak prosta, jak z tamtą samotniczką, gdy nie był w stanie bez problemu zaatakować innego kota za mówienie rzeczy, z którymi się nie zgadzał. Nigdy nie chciał krzywdzić własnego rodzeństwa, to nie był jego cel, wręcz przeciwnie – przez długi czas pragnął by cała jego rodzina żyła razem szczęśliwie. Jednak czy w tym przypadku mógł być pewny, że ten kot był jeszcze (o ile kiedykolwiek) jego rodziną?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
— Uwierz mi — spróbowało wszystko postawić na jedną kartę, jednocześnie przesuwając się powoli, powolutku ku krawędzi gałęzi — że każdy, każdy samotnik ma swoje powody.
Gra fałszywą pewnością siebie, za cienką fasadą której kryło się to samo niepewne, strachliwe Zguba, nie mogła trwać wiecznie. Ze wszystkimi mięśniami napiętymi, gotowe do ucieczki lub walki... czy ono miałoby jakąkolwiek szansę w walce?... zwróciło jeszcze raz pysk do Skalistego Zbocza i zaryzykowało wszystkim. — Ty też je masz.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Jego własna sytuacja była inna, była niezwykła, nie zostałby samotnikiem nigdy dlatego, że tego chciał. I miał nadzieję, że niedługo możliwy dla niego będzie powrót do klanu (nawet jeśli przynajmniej tymczasowo nie tego, z którego wyruszył). Czy były szanse na to, że jednak i jego brat mógł znaleźć się w sytuacji całkiem podobnej do jego własnej? - Jaki jest twój powód? – Niech będzie, niech ma jeszcze szansę na wytłumaczenie się, nim Skaliste Zbocze podejmie decyzję, co zrobić dalej. Częściowo dlatego, bo kocur wcale nie chciał podejmować tej decyzji, każdego dnia spędzonego w samotności, poza klanem, pragnął tego, by znów spotkać się ze swoją rodziną. A teraz, gdy rzeczywiście się to stało, wydawało się to jeszcze gorsze.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Ich ostatnia linia obrony zawiodła. Musiało zacząć grać według reguł Skalistego Zbocza.
— Porwano mnie z patrolu, kiedy byłom terminatorem — co, oczywiście, samo w sobie nic nie wyjaśniało — to dlatego nie mówię. To, co należało we mnie do Klanu, zabrali mi moi oprawcy.
Zsunęło się wreszcie z drzewa i stanęło wprost naprzeciw Skalistego Zbocza. Nie patrzyło mu w oczy, bo wiedziało, że jeśli on spojrzy im w pysk, to dostrzeże na nim lęk. Jeśli rzuci się teraz na nich z pazurami, to umknie w las. Nie ma z nim szans w walce.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Co to niby miało oznaczać? Przecież mówił, a poza tym wyglądał na kota zdolnego do walki, polowań, czy pełnienia całej reszty obowiązków wojownika. Cokolwiek blokowało go przed powrotem do Rzeki, w rzeczywistości nie istniało.
Mimo to nie byłby w stanie zmusić się do ataku. Czuł wciąż wzbierającą w sobie złość, ale czy na pewno skierowaną w stronę drugiego kota? Może, ale nie tylko jego, także wszystkiego, co wokół nich było, wszystkiego, czego nie mógł zmienić. - Wróć do klanu, póki jeszcze możesz. Tu nie spotka cię nic dobrego, wiesz to. – Warknął w odpowiedzi. Może chociaż jedno z nich miało szansę na lepsze życie niż to, które ich w tym momencie spotykało. Ze swoim własnym w jakiś sposób zdążył się już pogodzić, robił to przecież dla wszystkich, nie miał innego wyboru, przyjemniej istniał w tym jakiś cel.
Jednak w przypadku wszystkich innych? Nie miało to sensu, żadne pozostałe powody nie były wystarczająco ważne, nie po to sam poświęcał się tak, by inne koty nawet nie chciały z tego skorzystać.
Czuł, że teraz musi uciekać. Bo nie wie, co w innym przypadku mógłby zaraz zrobić.
// zt
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Geny Pliszka odziedziczyła po ojcu, bo - podobnie jak Zmarźniętego Nosa - jej ciało naturalnie jest raczej duże i wysokie, choć oczywiście nie przesadnie - w końcu spędziła dużą część życia w lecznicy, a to rozwojowi mięśni nie sprzyja. Ma jednak do tego potencjał w przyszłości. Pokrywa ją długie, szare o niebieskim podtonie futro, na którym układa się wzór grubych, klasycznych pręg. Część jej ciałą pokryte jest białymi znaczeniami: ciągną się od czoła, przez pysk, kryzę, klatkę piersiową - gdzie lekko się zwężają, ale zaraz znów rozszerzają na brzuchu, gdzie kończą swój bieg. Bielą oblane są też jej łapy: przednie mają skarpetki do połowy, zaś tylne do stawu skokowego. Jej oczy są niebieskie, wpadające lekko w turkus.
Ominął ją etap socjalizacji, gdy była kocięciem. Nieco niezręczna, nadmiernie poważna, ale o ambitnym i szlachetnym sercu. Lubi brać na siebie więcej odpowiedzialności, niż potrafi udźwignąć i zachowywać się na starszą, niż faktycznie jest.
Po pamiętnej ceremonii - własnej! - Pliszkowy Zagajnik zdała się wycofać z życia klanu.
To uznała, nieco podświadomie, za najlepsze wyjście - i najwygodniejsze dla jej godności. Rzecz jasna chodziła sumiennie na każdy patrol, na jaki została wysłana i codziennie przynosiła coś, cokolwiek na stos zwierzyny, jednak rzadko proponowała Zakwitającej Łapie trening, a już na pewno nie rozmawiała z kimkolwiek. Jej słownictwo ograniczało się do poinformowania towarzysza patrolu, że ogarnęła już ten skrawek granicy. Czy czuła się winna - z tego powodu, jak i z powodu swoich słów wtedy? Zdecydowanie. Najlepszym, co mogła zrobić, było zniknięcie. To przecież nie tak, że była kimś ważnym i nie do zastąpienia. Życie trwało bez niej.
Więc co mogła robić na granicy, jeśli nie patrolować? Nie była oczywiście na patrolu sama, ale zdecydowali się rozdzielić, by szybciej i wygodniej oznaczyć cały skrawek przy Ziemiach Niczyich. Niebieska szła więc przy Dużym Grądzie, ocierając się o drzewa, jakie napotykała mechanicznym ruchem, zupełnie nieświadoma, że właściwie to zdążyła już trochę oddalić się od faktycznej, cienistej granicy.
czy wiesz jużjakie miejscezajmujesz w szeregu, czy jesteśwybrańcem czy teżpierwszym z brzegu czy miałeśwpływ na to,kim teraz jesteś czy płyniesz jak liść unoszonyna wietrze?
Można by rzec, że Mysz zapomniała o istnieniu całej reszty rodzeństwa. Nawet Szyszki już nie uznawała jako rodziny, gdy przychodziło jej myśleć o 'najbliższych'. W głowie był tylko i wyłącznie Trzmiel, nawet po ich ostatniej kłótni. Wciąż przeklinała go na głos, choć wewnętrznie miała nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i ją znajdzie, tak zdrowy rozsądek jej podpowiadał, że nie ma na co liczyć. Los jednak podrzucił jej pod nos kogoś innego.
Przytruchtała zza krzaczków, pewnym siebie krokiem kierując się do szaro-białej wojowniczki. Ostatnim razem jak się widziały to były kociętami i tak po prawdzie to Mysz jej nie poznała. Nie kojarzyła jednak innych kotów z takim futerkiem (albo miała ich gdzieś), a zaryzykować zawsze warto.
- Pliszkaaa. Plichun, Plichówna, Plichocho - zagadała nieco złośliwym tonem, stając większy kawałek od kotki. - Klan Cienia robi ekspansję? Odbieracie nam, biednym samotnikom, nasze cenne tereny. Oj, nieładnie.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Geny Pliszka odziedziczyła po ojcu, bo - podobnie jak Zmarźniętego Nosa - jej ciało naturalnie jest raczej duże i wysokie, choć oczywiście nie przesadnie - w końcu spędziła dużą część życia w lecznicy, a to rozwojowi mięśni nie sprzyja. Ma jednak do tego potencjał w przyszłości. Pokrywa ją długie, szare o niebieskim podtonie futro, na którym układa się wzór grubych, klasycznych pręg. Część jej ciałą pokryte jest białymi znaczeniami: ciągną się od czoła, przez pysk, kryzę, klatkę piersiową - gdzie lekko się zwężają, ale zaraz znów rozszerzają na brzuchu, gdzie kończą swój bieg. Bielą oblane są też jej łapy: przednie mają skarpetki do połowy, zaś tylne do stawu skokowego. Jej oczy są niebieskie, wpadające lekko w turkus.
Ominął ją etap socjalizacji, gdy była kocięciem. Nieco niezręczna, nadmiernie poważna, ale o ambitnym i szlachetnym sercu. Lubi brać na siebie więcej odpowiedzialności, niż potrafi udźwignąć i zachowywać się na starszą, niż faktycznie jest.
Robiła to wszystko na tyle bezmyślnie i mechanicznie, że nawet nie poczuła zbliżającego się smrodu samotnika, dopóki nie było za późno. Jej serce zabiło szybciej i mocniej, słysząc nieznany jej głos i czując obcy zapach. Samotnik! Któryś miał faktycznie czelność zbliżać się do ich granicy? Jak zaprogramowana, Pliszkowy Zagajnik przybrała defensywną postawę, uniosła wąsy i ostrzegawczo cofnęła uszy, jeżąc niebieską sierść. Sama obecność samotniczki nie była tutaj aż tak zła - najbardziej niepokojące było to, że…
— Skąd znasz moje imię — wycedziła ze zmarszczonymi brwiami, choć nie mogła w pełni zakryć drgań w głosie. Była nerwowa. To nie była sytuacja, w jaką chciała się wpakować. Jej pysk skrzywił się na resztę jej słów. Gdzieś w połowie tej wymiany zdała sobie sprawę, że zboczyła nieco z trasy, ale wciąż nie uważała, by popełniła w ten sposób błąd. — I tak jesteś bliżej granicy, niż powinnaś. Samotniczko — wypluła niczym obrazę, choć dla białoburej to zapewne był komplement.
Pliszkowy Zagajnik szczerze nie rozpoznawała w niej swojej siostry.
czy wiesz jużjakie miejscezajmujesz w szeregu, czy jesteśwybrańcem czy teżpierwszym z brzegu czy miałeśwpływ na to,kim teraz jesteś czy płyniesz jak liść unoszonyna wietrze?