Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Natomiast Nawałnica była szczęśliwa z tego powodu, że miała władzę i to ona sterowała całą tą sytuacją. Nie Cierń, a ona. Uwielbiała kiedy dowodziła i trzymała te sznurki władzy. Teraz mogła bezpiecznie leżeć sobie na gałęzi, a wspaniała Medyczka musiała myśleć co tu zrobić. Dlatego też Nawałnica bardzo uważnie przyglądała się każdemu jej ruchowi, co tam kombinuje, co próbuje, czyli ogółem jej zamiary. A ta zamierzała podjąć się próby wspinaczki. O, to zdziwiła trochę niebieską. No cóż, niech próbuje. Podniebna będzie miała przynajmniej dość ciekawe przedstawienie. Oparła głowę na łapach i uważnie przyglądała się poczynaniom białej. Na jej pysku widniał dość złośliwy uśmiech, widziała iż ta się męczyła, co też cieszyło Nawałnicę. Za każdym razem gdy tylko lekko zsuwała się, samotniczka czuła się jeszcze lepiej. Uwielbiała gdy ktoś męczy się, a ona może na to patrzeć. Przynajmniej teraz nie nudziła się i miała dość ciekawe zajęcie.
Trochę czar prysł kiedy Cierń jednak udało się wspiąć na pierwszą gałąź. A było tak pięknie, aż cicho sobie westchnęła. Szkoda, bo było tak fajnie patrzyć na próby Cienistej Medyczki. No cóż, trudno. Podniosła już głowę, ale nadal jej złote ślepia śledziły każdy krok białej. Nawet jeśli ta z miejsca nie ruszała się. Lepiej wszystko widzieć, tak na wszelki wypadek.
Końcówka jej ogona i wąsy bardzo lekko drgnęły gdy tylko do jej uszu dotarł dźwięk jej bardzo starego imienia. Na jej pysku szybko pojawił się lekki grymas. Oj nie, nie lubiła tego imienia. Kojarzyło jej się tylko z klanem Cienia i ze starymi czasami, które nie były takie dobre. - Nawałnico. - Poprawiła ją dość szybko, z lekką powagą w głosie. Oczywiście, że Medyczka nie wiedziała nic o jej nowym imieniu. Z Klanu Cieniasów jedynie Lelek i Powój znali, nikt więcej. Widać Cierń będzie następna. - Sama nauczyłam się, metodą prób i błędów. - Dodała po chwili nieco zachrypłym głosem. Było teraz w nim słychać bardziej obojętność, nie umiała niczego wymyślić złośliwego w tej chwili. Meh, może potem. Pewnie nadarzy się jej jeszcze nie jedna okazja na dogryzienie Cierń. Trochę jej nawet tego brakowało. Dopiero po chwili wstała, przeciągnęła się leniwie i spojrzała się na cienistą, która tkwiła kilka albo jakąś gałąź niżej. - Słuchaj, bo widzę, że to Ci jakoś nie idzie. - Zaczęła i podeszła bliżej pnia drzewa. - Prędzej spadniesz albo utkniesz na którejś gałęzi. A chyba obie nie chcemy by cieniasy zamartwiały się gdzie podziała się ich "wspaniała" Medyczka. - Dodała już nieco bardziej złośliwie. A chciała jej tylko pomóc ze względu na to, że prędzej czy później znudziłaby się tym przedstawieniem. Oszem, lubiła patrzeć na cierpienie innych, ale to po pewnym czasie jest nudne. Tak samo jak z Drobną, chęć krwi trwała tylko chwilę, jak dostała już to co chciała, to zabawka poszła do śmieci. Taka była Nawałnica. - Pysk zwrócony w stronę pnia. Idź powoli i uważaj na żywice. - Wyjaśniła z widoczną niechęcią. Po chwili usiadła jakby nigdy nic, owinęła swój ogon wokoło łap i przyglądała się białej. Ciekawa była czy zaufa jej i posłucha się instrukcji, czy raczej zaryzykuje i spróbuje jakoś inaczej. Bo wiadomo, że Nawałnicy nie wolno ufać i rzeczywiście miała ochotę zrobić podpuchę. Może kolejnym razem, i tak teraz będzie miała niezłe przedstawienie. Cierń tak czy siak po raz pierwszy wspina się, będzie na co popatrzeć. Na te wszystkie spadki na dół.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Być może wszystko się w pewnym momencie zmieni. Może potem to medyczka będzie kontrolować sytuację. W końcu miała do czynienia z wygnańcem, a w okolicy była wojowniczka, której zadaniem było pomóc w przypadku problemu pokroju walki. Niestety, ale nie ważne, jak silna była Nawałnica - przeciwko dwójce wyszkolonych kotów nie miała większych szans. I cóż, przez kręgosłup przeszedł jej pewien dresz, gdy kocica ją poprawiła - niezadowolenie z jej strony? A może coś innego? To jej się podobało. Dostała od niej informacje prawie jak na tacy, a wymagało to jedynie próby wspinaczki. Co prawda było to męczące, lecz nie mogła narzekać. Teraz jednak nastąpił inny problem. Zaufać samotniczce? Nie miała wielkiego wyjścia. Nie różniło się to wiele od tego, co robiła wcześniej, więc mogła spróbować. Teraz nie miała wiele więcej do stracenia. Niepewnie obróciła się w stronę pnia i wczepiła w niego pazury. Potem zaczęła znowu próbować. Pysk w stronę pnia, łapa za łapą, wyciągnięte pazury j uważając na żywicę... I wreszcie dotarła na kolejną, wyższą gałąź. Jeszcze parę razy obsunęły się jej pazury, ale to było nic w porównaniu z poprzednią katorgą. I chyba poszło jej szybciej, pomimo że robiła to w teorii wolniej. Wczepiła pazury w kolejny z konarów i spojrzała w kierunku córki Iwana. Tym razem nie kłamała. - Jestem zdziwiona, że nie przypełzłaś do mnie po tym, jak obiłaś sobie ogon - odezwała się wreszcie, nadal dość ciężko oddychając. - Ostatecznie ja nie mogę odmówić ci pomocy - w teorii to była prawda. W teorii. Prowokowała kocicę, igrała z ogniem, z niebezpiecznym żywiołem. Ale taki był koszt zdobycia tego, czego chciała - informacji. - Czyżbyś znalazła sobie innego uzdrowiciela, Nawałnico? - i znowu to samo. To imię powodowało irytujący dreszcz, przechodzący przez jej kręgosłup. Zgubiła w tej wypowiedzi swój monotonny głos, zamieniając go na ton mający w sobie pewne wyzwanie. W końcu właśnie to robiła. Wyzywała samotniczkę. To była ich bitwa, choć nie walczyły. I chociaż cienista nie miała przewagi, to jednak nie przegrywała.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Kotka nie miała bladego pojęcia iż Cierń próbuje wyciągnąć z niej jakieś informacje nie wiadomo po co, ale nawet jeśli by wiedziała to nie wnikała. Niebieska również chciała co nieco dowiedzieć się od białej, jeszcze nie wiedziała jak to zrobi, ale jakoś jej musi udać się. Mimo iż nie należała już do Klanu Cieniasów i żadnego innego to nawet była ciekawa co tam w środku dzieje się. Kto jest u władzy, kto umarł i tak dalej. Tylko niestety jej informator pod tytułem Lelek przepadł jak kamień w wodę, dlatego musi poszukać sobie kogoś innego. A Medyczka to chyba najlepsze źródło informacji, trzeba tylko jakoś zdobyć jej zaufanie.
Nawałnica była bardzo ciekawa czy Cierń zaufa samotnicze czy też zostanie na gałęzi. Tak po części właśnie chciała sprawić jakie ma zaufanie do wygnańca ta wspaniała Medyczka. Dlatego też uważnie przyglądała się postępom białej, co robi i czy rzeczywiście postanowi wejść zgodnie ze wskazówkami Nawałnicy. Tak, tego samego kota który próbował zabić kociaka...nawet dwa razy, zabił niedawno jakiegoś kota bez powodu, w sumie nawet dobrze iż Ciernisty Kwiat o tym nie wiedziała. Może kiedyś jej to powie, ale pewnie żeby nastraszyć czy coś. Teraz był lepszy teatrzyk. Uważnie przyglądała się Medyczce z takim drobnym szyderczym uśmiechem, jakoś tak chciała ją speszyć, ale okazało się że ta dała radę. Przynajmniej jakiś tam ubaw miała z tego gdyż kilka razy Cierń potknęła się i zjechała kawałek na dół, ale tak to nawet nieźle jej szło. Przynajmniej tak miała fajne przedstawienie. Ale widać biała chciała znów coś dowiedzieć się od niebieskiej. Uśmiechnęła się dość złośliwie, tak trochę pod nosem, a jej wąsy lekko drgnęły. - Ohhh, a czyżby nasza "najwspanialsza" Medyczka była zazdrosna o to, że u niej nie leczę się? - Odpowiedziała w końcu nieco złośliwym i zachrypniętym głosem. Miała już jakiś pomysł jak wyciągnąć z niej informację, tylko pytanie - jak strzelić? Oczywiście iż chciała skłamać, była w tym wyśmienita, ale nie wiedziała jak. Tej informacji nie znała i musiała wymienić sobie wszystkie za i przeciw temu. Cierń już była dość...stara wbrew pozorom, sama całego Klanu nie udźwignęłaby. No i przyszła tu, na ziemie niczyje. Chyba już wiedziała jak strzelać.- Może masz za dużo Medykamentów? Albo dawno u was nie było żadnego zgonu? Oh, albo może tak świetnie sobie radzisz, bo ktoś Ci pomaga przy tej ciężkiej robocie? - Dodała po chwili, nadal nie zmieniając tonu głosu, a przy okazji żółte ślepia nadal śledziły każdy ruch białej. Ciekawe co ta powie na to, Nawałnica przyjęła wyzwanie i postanowiła także atakować. Oczywiście nie dosłownie, bo tylko słownie. Dawno tak dobrze nie bawiła się - była w swoim żywiole.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Każda wiedza to dobra wiedza, przynajmniej taką filozofię wyznawała medyczka. A czemu miałaby nie użyć wygnańczyni do dowiedzenia się paru ciekawych rzeczy. Ich grze było daleko do końca, można było wręcz uznać, iż dopiero teraz zaczęło robić się poważnie. Podejmowanie decyzji, kiedy zaufać, a kiedy nie, mogło mieć w sobie więcej dreszczyku, niż się niektórym wydawało. Jeśli chodziło o wspinaczkę... Zaryzykowała i zdecydowanie się to jej opłaciło. Właściwie dzięki niebieskiej nauczyła się czegoś nowego, nawet jeśli włożyła w to sporo swojej własnej siły. Kto wie, czego jeszcze uda jej się tego dnia dowiedzieć. - A jeśli powiem, że tak? - mruknęła w odpowiedzi, rzucając kocicy nieme wyzwanie. Podjęła kolejne ryzyko. Chciała skę dowiedzieć czy Nawałnica odwiedza Krzywuchę, czy może znalazła w okolicy innego samotnika, umiejącego posługiwać się ziołami. Ale miała zamiar spróbować się tego dowiedzieć ostrożnie. - Cień jest dość spory. - zaczęła, przerzucając ogon z jednej strony na drugą i nie pozwalając mu na zwisanie z którejkolwiek z nich. - Myślisz, że ograniczę się do jednego? - zapytała, mrużąc oczy. W trakciej tej gry, tej "walki", musiała uważać, żeby nie powiedzieć za dużo, a jednocześnie wystarczająco, aby złapać wygnańczynię w swoją sieć. Ciekawe, jak trudne się to okaże. Podobało się jej to. Nie żałowała przyjścia na ziemie niczyje. - Czyżbyś to jednak ty była zazdrosna? - zapytała, powolnie unosząc głowę, chcąc spojrzeć w złote ślepia córki Iwana, a tym samym rzucić jej nieme wyzwanie, wymusić na niej jakąś reakcję. Jakkolwiek to spotkanie się dla nich nie skończy, dziwnooka uważała je za naprawdę... Satysfakcjonujące.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Podniebna wyrosła, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. Może nie należy do największych, ale na pewno jest potężna. Przynajmniej pod względem masy, ale nim ktoś się zapyta to nie. Ona nie jest gruba. Jest masywna ale w innym słowa tego znaczeniu. Łapy podobnie jak większość ciała, średnie lecz silne. Jednym słowem czołg. Okrywa ją puchate futro koloru niebieskiego. Niektórym może się zdawać że to jest szary ale nie, jest to niebieski. Posiada bardzo puchaty ogon, chyba najbardziej puszysty. Na końcówkach uszu posiada takie [i]pędzelki[/i], jak większość rodzeństwa. Lecz jeszcze to nie wszytko. Na szyi ma ranę, a dokładniej bliznę. Dostała ją po walce z jedną Terminatorką. Owa rana była poważna więc jak widać ślady muszą zostać. Oczy jak zwykle pozostały żółte. Można stwierdzić że to jest mocno jasny żółty, albo jak ktoś się uprze żółty pomieszany z jasnym złotym.
Od czasu wygnania nieco się zmieniła. Jest bardzo nieczuła, można powiedzieć że ma lodowe serce. Stara się nie okazywać jakikolwiek emocji, najczęściej na jej pysku maluje się znudzenie oraz obojętność. Lubi patrzeć na ból, jak ktoś cierpi i płacze. Sprawia jej to przyjemność, tak samo jak to że sama uwielbia ranić innych. Jak nie psychicznie, to fizycznie. Tak jakby sadystka. Oprócz tego również nie szanuje nikogo i niczego, a na pewno nie lubi jak ktoś podważa jej autorytet. Łącznie z tym nie obchodzą ją żadne zasady, a jak już są, to lubi je łamać, żeby zrobić komuś po złości. Jeśli chodzi o wiarę to ma taką jak inne koty. Czyli wierzy w Gwiezdnych, jedyne co ją różni to jak nadarzy się okazja, będzie wmawiać że oni nie istnieją. Ogółem to jest też wielkim kłamcą, lubi naginać prawdę. Przychodzi to jej bez problemu. Będzie tak obracała rzeczywistość żeby było dobrze dla niej. Posiada także tendencję do bójek, lubi się bić dla przyjemności i satysfakcji, nie wahałaby się także kogoś zabić, lub doprowadzić go do granicy śmierci. Lecz to nie oznacza że nie ma zdrowego rozsądku. Jeśli będzie widzieć że to ktoś silniejszy od niej, że nie ma szans, to zwyczajnie odpuści. Nie jest na tyle głupia, mimo iż w przeszłości było inaczej.
Dla Nawałnicy nie tyle co wiedza się liczyła, a zwykłe informacje o tym klanie. Była kotem nieco ciekawym i nic nie poradzi na swoją wścibskość. Chciała wiedzieć jak ten Cień stoi, czy może już przypadkiem nie upadł, czy może jakoś podniósł się i jakimś cudem został najsilniejszym klanem. Nie wiedziała tego, a wygnana została bardzo dawno temu, więc jej informacje mogą być nieaktualne na chwilę obecną, więc trzeba dowiedzieć co i jak z tym klanem. Kto wie, może coś planuje? Nawet jeśli nie chciała mieć nic wspólnego z Cieniasami, to coś jej chodzi po głowie. Po niebieskiej można wszystko się spodziewać. Nawet dobrze wyszło z tym spotkaniem Cierń, już dawno nie widziała Lelka i zaczynała przypuszczać, że odszedł z klanu albo zmarł, więc musiała sobie znaleźć jakiegoś innego informatora, a dzięki tej ich małej grze będzie to możliwe. Tylko najpierw musiała to jakoś wygrać, a do prostych to zadanie nie będzie należało. Tu już trzeba było wystawiać swoje najlepsze karty i nie dać się pociągnąć za język. Zaczynało się robić gorąco, a to właśnie Nawałnica lubiła - jak był mały dreszczyk emocji. Może trzeba to jakoś urozmaicić? W sumie czemu nie, ale to pewnie za chwilę. - Kto to wie, pewnie jak nie odpowiedz to nie dowiesz się. - Miauknęła w odpowiedzi, tak jakby odpowiadając jej tym samym. Czyli wyzwaniem. W tej grze nie ma podpowiedzi i raczej Cierń nie dowie się co by się stało jeśli powie tak a nie inaczej. Nawałnica postanowiła trochę zmienić zasady, tak by było jak ona chciała. Aż uśmiechnęła się tak złośliwie, lekko i prawie niewidocznie pod nosem. Po chwili także jej ucho lekko drgnęło gdy tylko usłyszała kolejne odpowiedzi Cierń. Oh? A to nawet przydatne informacje. Czyli Cień jest dość spory, a Medyczka ma już swoich Terminatorów. Tego nie wiedziała i raczej wolała to sobie zapamiętać. - Skoro jesteście tak dużym klanem, to sugerujesz, że nie boisz się jakby jakiś Wojownik umarł pod twoją nieobecność? - Zapytała bez wahania, wstając przy okazji, a po chwili podeszła do Cierń z prawie niewidocznym złośliwym uśmieszkiem. Stanęła tuż przed kotką, przy okazji także podnosząc głowę do góry, tak by dobrze widzieć białą kocicę. Natomiast z utrzymaniem równowagi niebieska nie miała problemu, już nie raz stała na gałęzi i pamiętała by mieć wbite pazury w nią, a ogon ustawiony tak by cały czas mieć kontrolę. - Może jakiś twój Terminator poda przez przypadek komuś truciznę? Czy może nie boisz się o to, bo przekazałaś im całą potrzebną wiedzę? - Dodała po chwili, wciąż tym swoim zachrypniętym tonem głosu. Próbowała jakoś złapać Cierń za język, tak by powiedziała to co niebieska chciała. Może jak samotniczka wzbudzi w niej niepokój to zacznie gadać, kto wie. Musi wszystkiego spróbować. - Hm, a o co miałabym być zazdrosna według Ciebie? - Odpowiedziała jej tym samym co biała wcześniej, przy okazje także uważnie śledząc każdy ruch cienistej Medyczki. Była ciekawa co ta odpowie, tutaj wszystkiego można było się spodziewać.
bloomingever-sweet,the evilflower reaps drowning inc o l o r stil it’s allyou cansee pitifulas ever,they weregrowing byher side just topavethe roadaheadfor her THEIR DESTINY TO DIE
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Jej informacje były zapewne bardzo nieaktualne - w klanie co chwila ktoś się rodził, umierał bądź odchodził, a tym samym ciągle coś się zmieniało. Dzięki sporej ilości matek nawet ona miała, co robić. Lelek natomiast wyparował już dawno, jak kałuża w gorący, słoneczny dzień. Ich rozmowa szła w dość ciekawym kierunku. Dziwnooka planowała po raz kolejny podjąć pewne ryzyko - potem się okaże czy się jej opłaciło. Teraz zostało podążyć za zasadami samotniczki... A przynajmniej sprawić, aby myślała, że to robi. W ostatecznym rozrachunku, żadna z nich nie mogła być pewna co do drugiej. - Potwierdzam. Jestem zazdrosna. - powiedziała to z oschłością, a wyraz jej pyska był kompletnie poważny. Do Nawałnicy należało zdecydować czy zechce jej uwierzyć, czy też nie. Obliznęła się, przyglądając się, co kryło się za liśćmi. Kolejne pytanie wygnanej wcale jej nie ruszyło. Doskonale wiedziała, czym grozi jej nieobecność - ta świadomość pozostawała z tyłu jej myśli zawsze, gdy opuszczała obóz. Jednak dawali sobie radę, gdy nie było medyka. Teraz mieli Lamparta. Do tego dochodzili Ćma z Pszczołą, choć nie umieli jeszcze niemal nic. Szczególnie, jeśli chodziło o praktykę. - Nie. - odpowiedź prosta, dosadna i przepełniona pewnością, świadczącą o tym, że wie, co robi. - W przeciwieństwie do ciebie, rozpoznają trucizny. - nie miała zamiaru odpowiadać jej dokładnie. Niech nie myśli, że poda jej jakiekolwiek przydatne informacje za darmo. Wyciągnięcie z niej czegoś nie było proste. Ostatnie pytanie było... Chyba najprostsze, lecz to właśnie na nie reakcja była najbardziej wyraźna - kocica trzepnęła ogonem o korę drzewa, zrzucając z niego nieco brudu. Jeśli dobrze pójdzie, to zwróci uwagę właśnie na te słowa i pójdzie w tym kierunku, chcąc ją zdenerwować "bardziej" - tym samym zyska odrobinę kontroli nad ich konwersacją - Powiedz mi. - odezwała się wreszcie. Pozostała przy swoim normalnym tonie, darując sobie teatralność, jak udawanie drżenia w głosie czy innego niepokoju. Nawałnica niestety nie była głupia. Jeszcze wzbudziłaby tym w niej podejrzenia.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Pszczele Pnie, miejsce obok jej norki. Fajnie tu jest. Może sobie chodzić i się nie martwić, spać ile sobie chce.
Dziś, znowu polowała. No bo co, nie chce przecież umrzeć z głodu. Chociaż w sumie jej to nie wychodzi, to jest z każdym dniem lepiej. Ale dziś jej się nie poszczęściło. Nic nie jadła prócz myszy z wczoraj. Będzie musiała później coś złapać. Ale teraz obserwowała dziwne domki. Wyglądały na prawdę zabawnie. Jakieś zabawki dwunogów, będące domem dla okolicznych pszczół i innych żądlących. Po co to tu zostawili? Mogli to wziąć i zrobić z tego miejsca polankę. Ale w sumie wyglądały ładnie. Niszczyły obraz nudnych drzew.
//M'ówka
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Czarne, krótkie furo okrywające jej nieco wychudłe ciało nie jest ani przesadnie ulizane, ani rozczochrane. Gdzieniegdzie znajdzie się jakiś zwichrzony kosmyk. Mrówka nie przywiązuje dużej uwagi do swojego wyglądu, ale dba o to, żeby nie wyglądać jak ostatnia fleja. Włóczęgostwo i niedobór pożywienia odbił się na jej wyglądzie w postaci lekko wystających żeber. Wysoka, jak niemal każdy w jej rodzinie. Długie łapy ładnie współgrają z szczupłą sylwetką. Pod matce odziedziczyła długi, biczowaty ogon, a po prababce orzechowe ślepia i lekko zgarbiony nos. Na trójkątnym łbie znajdują się szpiczaste uszy.
Upartość nie zelżała, pomimo samotniczego życia. Stała się natomiast nieco spokojniejsza i nauczyła się cierpliwości. Uświadomiła sobie, że nie wszystko można dostać "już teraz natychmiast". Wszystko ma swoją cenę, a z dala od rodzinnego klanu pokrewieństwo z Gwiazdą nie ma żadnego znaczenia. Wszystko wymaga dodatkowych kroków i większego wysiłku. Dlatego stała się pracowita niczym jej robaczkowa imienniczka. Energię przekłada głównie na czyny, lubi działać zamiast spędzać czas na pogadankach. Uważa większość kotów za zwyczajnie głupie i niewarte choćby spojrzenia. Ukrywa się ze swoja pogardą tylko ze względu na sytuację w jakiej się znajduje. Jeden nieostrożny gest mógłby ją kosztować życie. Wydaje się opanowana, ale tak naprawdę gromadzi w sobie wszystkie negatywne emocje do momentu, aż czara się przeleje.
Pszczele Pnie, czy może raczej ule – jak nazywały je okoliczni samotnicy były okolicą do której Mrówka nie zapuszczała się zbyt często. To całe irytujące bzyczenie i ryzyko użądlenia? Nah. Jednak im zimniej się stawało, tym mniej tych pasiastych paskudztw latało w pobliżu. Teraz prawie w ogóle. W dalszym ciągu jednak nie było to miejsce docelowe dla córki Czerwonego Maku. Tylko tędy przechodziła. Czy raczej planowała tak uczynić, gdyby tylko nie natknęła się na innego kota. Ostatnio nie marnowała okazji na rozmowy z kimkolwiek, kto przebywał w pobliżu granic klanów. Oni mogli coś więcej. A ta tutaj? Ta... Mogła wiedzie całkiem sporo. Wciąż nosiła na sobie zapach Klanu Rzeki, choć nieco zwietrzały. Jakby nie było jej w obozie od jakiegoś czasu. Nigdy nie rozmawiała z burą, ani specjalnie nie potrafiła sobie przypomnieć czegoś więcej na temat. Może minęły się w obozie raz czy dwa nie zwracając na siebie uwagę. - Ty – rzuciła w stronę kocicy. Nie liczyła na to, że zostanie rozpoznana. Nie było jej w klanie już jakiś czas. Zdążyła sporo urosnąć od tamtego czasu, z resztą czarnych kotów było jak... heh, mrówków.
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Plusem mieszkania w pobliżu były właśnie te bzyczenia, przez które mniej osób się tu zbliżało. A burej to nie przeszkadzało, to małe owadziki, które tylko zapylają kwiatki, czyż nie? Nic ci nie zrobią, dopóki ty również im nic nie zrobisz. Proste.
No, było ich mniej. Prawdopodobnie, bo przecież Ostrężyna nie mieszka tu sezony, zaś nawet niecały księżyc. Więc dla niej różnicy nie ma.
Przez to, że się rozglądała, to zauważyła kątem oka jakiś ciemny cień w kształcie kota. Dopiero po chwili sobie zdała sprawę, że możliwe, iż nie jest to jej cień. Odwróciła się i zauważyła czarnego, młodszego od niej kota. Znajomego, co dziwne.
- Dzień dobry! - nie była pewna tego, skąd kotkę pamięta i czy to w ogóle ten sam kot. Nie była również pewna, czy nadal czuć od niej zapach Klanu Rzeki. Może minimalnie i dlatego czarna ją zawołała. Przypomniała sobie. - Ty... jesteś córką Czerwonego Maku.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Czarne, krótkie furo okrywające jej nieco wychudłe ciało nie jest ani przesadnie ulizane, ani rozczochrane. Gdzieniegdzie znajdzie się jakiś zwichrzony kosmyk. Mrówka nie przywiązuje dużej uwagi do swojego wyglądu, ale dba o to, żeby nie wyglądać jak ostatnia fleja. Włóczęgostwo i niedobór pożywienia odbił się na jej wyglądzie w postaci lekko wystających żeber. Wysoka, jak niemal każdy w jej rodzinie. Długie łapy ładnie współgrają z szczupłą sylwetką. Pod matce odziedziczyła długi, biczowaty ogon, a po prababce orzechowe ślepia i lekko zgarbiony nos. Na trójkątnym łbie znajdują się szpiczaste uszy.
Upartość nie zelżała, pomimo samotniczego życia. Stała się natomiast nieco spokojniejsza i nauczyła się cierpliwości. Uświadomiła sobie, że nie wszystko można dostać "już teraz natychmiast". Wszystko ma swoją cenę, a z dala od rodzinnego klanu pokrewieństwo z Gwiazdą nie ma żadnego znaczenia. Wszystko wymaga dodatkowych kroków i większego wysiłku. Dlatego stała się pracowita niczym jej robaczkowa imienniczka. Energię przekłada głównie na czyny, lubi działać zamiast spędzać czas na pogadankach. Uważa większość kotów za zwyczajnie głupie i niewarte choćby spojrzenia. Ukrywa się ze swoja pogardą tylko ze względu na sytuację w jakiej się znajduje. Jeden nieostrożny gest mógłby ją kosztować życie. Wydaje się opanowana, ale tak naprawdę gromadzi w sobie wszystkie negatywne emocje do momentu, aż czara się przeleje.
Gratulacje spostrzegawczości. Mrówka była pod sporym wrażeniem, gdy nieznajoma niemalże od razu przydzieliła ją w odpowiednie miejsce. Może bura naoglądała się tyle czarnych Obaczków, że teraz już na zawsze każdy napotkany czarny kot, który się do niej odezwie z góry zostanie określony potomstwem Czerwi? Nieistotne. Kotka przed nią była jedynie środkiem do celu. Bardzo użytecznym, jeśli orzechowooka odpowiedni się nim posłuży. W odpowiedzi na stwierdzenie skinęła jedynie łbem lekko, prawie niezauważalnie i rzuciła krótkie informacyjne. - Mów mi Mrówka. Wywalili cię, czy co? - zapytała, mierząc kudłatą wzrokiem. Pomału, drobnymi kroczkami do przodu. Trzeba wybadać sytuację i podąć odpowiednie działania. Była Rzeczniaczka była swojego rodzaju furtką do powrotu. Bardzo ułatwiającą wszystko. Nie będzie musiała szwendać się na chybił trafił licząc, że trafi. Droga mogła być najeżona przeszkodami, a skoro ona trafiła w tą stronę to... musi wiedzieć jak pokonać tę trasę w drugą stronę, tak?
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Nie, w sumie to nie. Domyśliła się, bo wiek córki Czerwonego Maku idealnie wpasowywał się do wieku kotki, no i jakaś jej córa zaginęła w akcji. Chociaż nie była tego stu procentowo pewna, to jednak trafiła. Klask klask.
Ostrężynka słuchała. Oprócz szumu lasu wybił się głos kotki. Mrówka. Córka zastępczyni Klanu Rzeki.
- Ostrężyna. N-nie. Odeszłam, bo nie umiem nic r-robić i tylko się karm-miłam ich jedzeniem. A-a ty? - ostrożnie zapytała kotkę również o jej, przynajmniej krótką, odpowiedź. I, co dziwne, ale z początku córka Klonowej Łapy tego nie zauważyła, to za przedstawicielka rodu Czerwi poprawnie wymawiała r. Bo w końcu powiedziała Mrówka, a nie Mówka, co nie? Czy tylko jej się wydawało?
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Czarne, krótkie furo okrywające jej nieco wychudłe ciało nie jest ani przesadnie ulizane, ani rozczochrane. Gdzieniegdzie znajdzie się jakiś zwichrzony kosmyk. Mrówka nie przywiązuje dużej uwagi do swojego wyglądu, ale dba o to, żeby nie wyglądać jak ostatnia fleja. Włóczęgostwo i niedobór pożywienia odbił się na jej wyglądzie w postaci lekko wystających żeber. Wysoka, jak niemal każdy w jej rodzinie. Długie łapy ładnie współgrają z szczupłą sylwetką. Pod matce odziedziczyła długi, biczowaty ogon, a po prababce orzechowe ślepia i lekko zgarbiony nos. Na trójkątnym łbie znajdują się szpiczaste uszy.
Upartość nie zelżała, pomimo samotniczego życia. Stała się natomiast nieco spokojniejsza i nauczyła się cierpliwości. Uświadomiła sobie, że nie wszystko można dostać "już teraz natychmiast". Wszystko ma swoją cenę, a z dala od rodzinnego klanu pokrewieństwo z Gwiazdą nie ma żadnego znaczenia. Wszystko wymaga dodatkowych kroków i większego wysiłku. Dlatego stała się pracowita niczym jej robaczkowa imienniczka. Energię przekłada głównie na czyny, lubi działać zamiast spędzać czas na pogadankach. Uważa większość kotów za zwyczajnie głupie i niewarte choćby spojrzenia. Ukrywa się ze swoja pogardą tylko ze względu na sytuację w jakiej się znajduje. Jeden nieostrożny gest mógłby ją kosztować życie. Wydaje się opanowana, ale tak naprawdę gromadzi w sobie wszystkie negatywne emocje do momentu, aż czara się przeleje.
- Aha – odparła sucho, choć jedna z jej brwi uniosła się nieznacznie wyżej. Czekaj, czekaj... Czyli ta przed nią nie umie polować, ale... zdecydowała się żyć na własną łapę, tak? No nie było to zbyt mądre. W jej wieku powinna mieć więcej w głowie. Na miejscu burej wykorzystywałaby klan skoro nikomu taki darmozjad nie przeszkadzał. Przynajmniej nie do tego stopnia, żeby wujaszek Świetlik postanowiłby interweniować w tej kwestii. Głupota. Cóż, jej życie jej wybór, czy coś. Pewnie będzie krótkie, ale Mrówce nie robiło to różnicy. - Wyszłam za daleko i zgubiłam drogę. W sumie to chciałabym cię prosić o przysługę... - końcówka biczowatego ogona poruszyła się lekko, podczas gdy kotka mierzyła rozmówczynie wzrokiem. W przeciwieństwie do takiej Czerwi czy Pająk mowa czarnej nie była uwarunkowana żadną wadą. Za kociaka dużo powtarzała za mamą i uparcie wypierała istnienie litery „r”, ale wraz z rozłąką dawne nawyki rozeszły się po kościach.
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Nawet po ceremonii nie siedział w obozie. Nie miał terminatora, więc nie musiał, mógł spokojnie wychodzić i przebywać gdzieś daleko. Szczerze to cieszył się z braku terminatora, bo miał dużo wolnego czasu i nie musiał się męczyć z jakąś frajernią. Może i znalazłyby się koty, z którymi by się dogadał... Tym razem poszedł wzdłuż terenów klanu Gromu, a nie Wichru. W sumie to chodził na przemian. Raz tam, raz tam. Nigdy nie zapuścił się za Grzmiącą Ścieżkę czy Siedlisko koni. Był tam taki płot i konie, których się bał. Były ogromne, nie chciał by go stratowały, czy skopały. Za każdym razem siedział po tej bezpieczniejszej stronie, czasami tylko patrzył się na te dziwne zwierzęta. Tym razem usiadł przy dziwnej konstrukcji dwunogów, kompletnie nie wiedział co to jest. Było takie dziwne... Pomyślał, że to coś w rodzaju kryjówki, podobne do dziupli. Chciał tam jakoś wskoczyć, ale było to zamknięte. Spojrzał krzywo na to coś, po czym odsunął się i położył. Wzrok utkwił na pastwisku, które było niedaleko. Widział kilka koni, które pasły się leniwie. A jak zaśnie to zaśnie...
Średniej wielkości kotka w kremowo niebieskich łatach i białej plamie od brudki koteczki do brzucha i łap. Jej oczka są Pomarańczowe.
Buntowniczka o ognistym temperamencie, pomocna|KP|
Orle Skrzydło [KG] Ares [P]
Szylkretowa koteczka nie mogła usiedzieć w jednym miejscu po tym jak znalazła klan Cienia, dlatego też wybrała się na spacer wzdłuż terenów. Tym razem jednak co chwilę sprawdzała, czy przypadkiem nie idą za nią dwunodzy. Bardzo cieszyła się, że nie siedzi już zamknięta na osiedlu, tylko z powrotem znalazła się w domu wśród znajomych kotów. Nieważne czy je lubiła czy wręcz nienawidziła tak jak Szczura... A nie, przepraszam! Szczurzego Pazura! Na samo wspomnienie o synu Łasiczego Futerka twarz koteczki wykrzywiła się z niezadowolenia. Modraszcze bardzo nie podobało się to, iż ten półgłówek został wojownikiem wcześniej od niej. To wszystko nie miało tak wyglądać! To ona miała wcześniej nim zostać. Pomyśleć, że ktoś taki jak on jest spokrewniony z Płomykówką! No nic, teraz pozostało jej tylko niecierpliwie wyczekiwać treningu.
Podniosła puchaty łebek i... O wilku mowa. Ujrzała Szczura, który przyglądał się koniom. Westchnęła głośno i usiadła kawałek dalej, wlepiając swe oczy w kocura.
Zawodzę jak miastowa \młodzież./ HEEEJ! NO MOŻE COŚ POWIESZ?
CZ.E.K.A.J! Widzę prognozę! Przewidują Zgodę!
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Wyczuł jakiś zapach. Zmrużył oczy i podniósł górną wargę do góry, pokazując kły. Nie widział jeszcze nieznajomego kota... Co prawda zapach należał do klanu Cienia, ale był taki inny. To znaczy lekko znajomy. W przeszłości już go czuł. Do kogo należał? Próbował sobie przypomnieć, zanim się odwrócił, ale na darmo. Nic. Usłyszał westchnienie. Czy to była oznaka, że jest taki piękny? Haha. Wstał, przeciągnął się j odwrócił. I zobaczył... Modraszkę. Miał nadzieję, że ten glut już dawno zaginął i nigdy nie wróci, że coś ją zeżarło. Najwidoczniej się mylił, bo stała tu. Zapewne od kilku dni należała do klanu, a on tego nie zauważył. Hmm... Spędzał czas poza obozem, więc w sumie to logiczne. Uśmiechnął się szarmancko i podszedł do niej. Siedziała kawałek dalej i patrzyła na niego.
-Cześć Modraszka- powiedział, siadając obok kotki. Tak dawno jej nie widział... -Jak tak ci żyje w klanie? Cudownie, prawda?- spytał, przyjemnym głosem, a uśmiech nie znikał mu z twarzy. Przypomniał sobie jak kiedyś się prawie pobili, kiedy byli kociakami. I potem, jak był dorosłu chciał ją zaatakować, ale zaczęła krzyczeć i przyszedł Wiewiór. Wiewiór, który teraz został zastępcą... Ciekawe czy ona się już o tym dowiedziała. Pewnie będzie bardzo zadowolona...