Bardzo duże kocisko o wełnistej, czekoladowej sierści. Ma ładną mordkę, pędzelkowate uszy i duże, oliwkowe oczy.
Niewiele jest kotów tak pewnych siebie i swobodnych jak Rwetes. Wydawać by się mogło, że niczego się nie boi, przed nikim się nie korzy i nikomu nie ustępuje. Ma duże mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, a własne zdanie uważa często za jedyne słuszne. Jest typowym ekstrawertykiem, lubiącym poznawać nowe koty, dowcipkować i robić wrażenie na innych. Kwitnie, gdy znajduje się w centrum uwagi. Bywa nieznośnie uparty, potrafi drążyć temat do znudzenia, jeśli mu na nim zależy, natomiast wobec rzeczy które uważa za nieistotne, potrafi wykazywać zadziwiającą wręcz ignorancję. Na pozór może wydawać się trochę głupi i gburowaty, jednak w rzeczywistości cechuje go spora inteligencja, a kompletny brak manier jest świadomą decyzją. Przepada za adrenaliną, nienawidzi ograniczeń i sztucznych formalizmów. Nie jest złym kotem, ale zawsze swoje dobro przedkłada nade wszystko inne.
Gęsiopióry (KR), Chaotyczna Łapa (KW)
Normalnie po tylu dowcipnych tekstach rozmówczyni powinna chociaż raz perliście się zaśmiać do Rwetesa, któremu nic tak dobrze nie działało na ego jak wprawianie innych w dobry nastrój swoją obecnością. Wronia Łapa robiła jednak wrażenie nieporuszonej, a jeśli coś z tego, co mówił, wzbudziło w niej emocje, to bardziej wyobrażenia miasta, niż jego własna obecność, która to powinna przecież ściągać centrum uwagi. No trudno. Jeszcze do tego dojdziemy.
- Czyli mieszanka praktycznych umiejętności i sporej dawki propagandy? I na ile bierzesz to na poważnie? Albo taki inny, bardziej przeciętny kot, jak myślisz? - zaciekawił się autentycznie, zgrabnie wplatając delikatny, taktowny komplement. Każdy lubi czuć się wyjątkowo. Czarna kotka nie wyglądała na naiwniarę, której dałoby się długo wciskać jakieś bzdury. Wręcz przeciwnie, sprawiała wrażenie, jakby była nieco zażenowana materiałem, który miała do przerobienia, zanim jeszcze Sweter zaczął o niego dopytywać...
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
Kapsel lubił trzymać łapę na pulsie i orientować się, co dzieje się w okolicy, z wielu różnych powodów - trochę z ciekawości, trochę dla własnego bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że szybko dotarły do niego wieści o jakimś dziwnym kocurze, który od jakiegoś czasu kręcił się po leśnych terenach. Zwykle Kapsel nie zawróciłby sobie głowy informacją o jakimś nowym kocie w okolicy - a bo to mało takich było? - lecz historie, które krążyły o tym konkretnym osobniku, były wyjątkowo interesujące. Mówiono bowiem, że potrafi przepowiadać przyszłość. Kapsel poczuł się tym zaintrygowany. Owszem, uważał to za stek bzdur i był pewien, że dziwny kocur robi to tylko po to, by wyżebrać jedzenie od naiwniaków, ale nie mógł nie zastanawiać się, jaki ten całe Szkiełko jest w obyciu i co też interesującego mógłby nasplatać i jemu. A że Kapsel miał w nawyku badanie każdej rzeczy, która go zaintrygowała, postanowił bliżej przyjrzeć się tej sprawie.
Nie miał zamiaru specjalnie łazić i polować tylko po to, by mieć czym nakarmić tego całego wróża, lecz kiedy któregoś dnia polowanie wyszło mu wyjątkowo obfite, stwierdził, że hej, czemu by nie. Ze wszystkich upolowanych przez siebie zdobyczy na dar dla Szkiełka wybrał wróbla. Nie miał pojęcia, gdzie właściwie powinien szukać kocura, gdyż ten zdawał się być wszędzie i nigdzie, ale coś mu się obiło o uszy, że ostatnimi czasy był widziany w okolicy tych dziwnych uli dla pszczół, dlatego też tam właśnie postanowił wybrać się Kapsel. Nie wiedział, jak odnaleźć tego nieszczęsnego wróżbitę, dlatego też po prostu kręcił się po okolicy, wróbel zwisający z pyska, i czuł się dosyć głupio. Naprawdę miał nadzieję, że ta cała farsa okaże się wystarczająco zabawna, by była warta całego tego zachodu.
/mg >:3c
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Mlecznoszary odcień rozlewa się na niebie ukrywając wyraźny widok na słońce czy pojedyncze chmury. Płatki śniegu opadają delikatnie na marne drzewa tworząc na nich sterty białego puchu, które spadają następnie na ziemię, gdy gałąź przeciąża ciężar ładunku. Tak z wielkim hukiem powstaje śnieżna górka, która marnieje gdy w ciągu dnia temperatura podnosi się. Przez takie zimowe zaspy przedziera się właśnie rudy kot. Jego szczupłe ciało rozbija harmonię białej przestrzeni niczym błyszczącą błyskawica. Sunie zwinnie w stronę pszczelich uli, a tam spotkyka burego przybysza. Przygląda się dokładnie samotnikowi, a jego wzroku nie umyka mały wróbel. Wbija więc swe zielone jak i przeźroczyste ślepie w pysk nowego towarzysza. - Witaj wędrowco! Pozwól mi się przedstawić, jam jest Szkiełko, przybyłem właśnie do ciebie! Do ciebie dobrze mnie słyszysz! Wieeeedziałem, że tu będziesz. Powiedz mi bracie, czy nigdy nie mogłeś strawić tego że nie wiesz co cię czeka jutro? Mnie by to wkurzało bardziej od słyszenia oddechu nad mym karkiem!
Szkiełko wypręża się dumnie zaczynając swe tematy. Czeka na odpowiedź burego, ma nadzieję, że samotnik zna opowieści o nim.
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
Na całe szczęście, Kapsel nie musiał kręcić się tak szczególnie długo. Już zaraz w jego oczy rzuciła się ruda plama, odcinająca się na białym śniegu jak krew i wyraźnie zmierzająca w jego kierunku. Przystanął więc i czekał spokojnie. Gdy wreszcie znalazł się pyskiem w pysk z tym całym Szkiełkiem, obrzucił go uważnym spojrzeniem. Musiał przyznać, był odrobinę rozczarowany. Jak na mistyka, Szkiełko wyglądał wyjątkowo... zwyczajnie. Ot, rudas jakich w lesie wiele. Jedyne, co go wyróżniało, były dwukolorowe oczy, lecz nawet to nie było aż tak niesamowite - Kapsel widział już parę takich kotów i wiedział, że to się zdarza. I to był ten kot, o którym wszyscy tak dyskutowali?
Słuchając, jak Szkiełko mówi, mina Kapsla pozostawała perfekcyjnie neutralna, chociaż w jego oliwkowych oczach błysnęło zaciekawienie. Rudzielec albo rzeczywiście był przekonany o tym, że jest jakimś jasnowidzem, albo świetnie odgrywał swoją rolę. Tak czy siak, rozmowa zapowiadała się interesująco.
- Ja jestem Kapsel... chociaż, skoro przyszedłeś tu specjalnie do mnie, pewnie już to wiesz - powiedział, krzywy uśmiech rozkwitający na jego burym pyszczku. Trzepnął naderwanym uchem. - Przyznam, że nieszczególnie. Zwykle staram się żyć chwilą, ale... ciekawi mnie, co ty mógłbyś zobaczyć w mojej mętnej przyszłości. - To mówiąc, przesunął łapą wróbla w stronę Szkiełka. - W takim razie czy ty wiesz, co przydarzy się tobie każdego dnia? To musi być strasznie nudne - zauważył jeszcze obojętnym tonem.
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Wróżbita wpatruje się głęboko swym zielonym okiem w pysk Kapsla. Tak zaiste jest to kocur, który dzisiaj miał się tu stawić. No i się stawił. Nie było mowy o powtórce, Szkiełko się nie myli. Rusza łbem twierdząco dając znać młodemu kocurowi, że zaiste zna jego imię. Dokładnie wie kim jest jego dzisiejszy gość. Zna jego przeszłość, ale co najważniejsze już za chwilę będzie widział jego przyszłość. - Nie jest nudnym znać swą rolę by wypełniać ją jak najlepiej. Gdyby twe serce nie wiedziało, że ma pompować krew nieustannie, rozprowadzając je w twych żyłach dawno byłbyś martwy kolego! Pewnego dnia będę mógł dziękować jeszcze głośniej Gwiezdnym, gdy me ciało będzie się rozkładać a moja dusza wpatrzona będzie w niebo. Wtedy przyjdą do mnie, nie będą zawiedzeni, bo zrobię wszystko dobrze. Będą zadowoleni niczym nasz organizm gdy proces trawienia przebiegnie poprawnie.
Wyciąga łapę i przyciąga do siebie wróbla. Układa go równie na śniegu przed nim, rozciąga jego skrzydła na boki ukazując okrągły brzuch zdobyczy Kapsla. Unosi swą łapę nad ciałem brązowego ptaka kierując swe różowe poduszki ku niebu. Zamyka oczy i unosi pysk pewny. To już ten moment. Zaraz wszystko będzie jaśniejsze niż kiedykolwiek. Wyciąga swój wodzący pazur, ostry, cienki, idealny. Otwiera oczy i skupia swój wzrok w zielonym oku na celu. Delikatnie nacina skórę na gładkim brzuchu wróbla, a ich oczom ukazują się wnętrzności ptaka. Szkiełko sięga do delikatnych jelit, dotyka je, są gładkie. Gładkie, proste, idealne. Wyciąga je na chwilę by ukazać brak skazy na nich Kapslowi. - Patrząc na ten delikatny organ i jak gładki, młody, prosty i silny jest jedno zaczyna być pewne młodzieńcze. Mocna więź. Mocna. Chcą ciebie. Masz do nich prostą drogę. Czystą niczym serce nowo narodzonego kocięcia.
To wszystko mówiąc kieruje swe niewidome oko w stronę samotnika. Pokazuje mu, że potrafi to wszystko przewidzieć bez zmysłu wzroku. Teraz wie, że bury przybysz nie jest taki zwyczajny. Dawno nie widział tak czystego znaku o tym, że kogoś łączy więź z przodkami. To jeszcze nie jest jednak koniec. Reszta ptaka na nich czeka.
Mistrz: matka Płeć: kocur Matka: Butelka Ojciec: no podobno był Partner: -
Średniego wzrostu, krótkowłosy klasycznie pręgowany bury kocur. Białe łaty na pyszczku i gardle. Żółto-zielone oczy. Blizna na szyi, lewe ucho naderwane.
Egoista, ceniący sobie swoją wolność i niezależność. Pogodny i gadatliwy, lubi poznawać nowe koty. Dobry aktor i kłamca. Ciekawy świata, dużo podróżuje. Tchórz.
Czereśniowa Gałązka; krz , Jaśmin; kw
- Gwiezdnym? - powtórzył, marszcząc brew. Wyglądało na to, że Szkiełko miał jakiś swój mglisto-mistyczny system wierzeń, co... cóż, pasowało do całej jego otoczki. Słuchając go, Kapslowi naprawdę ciężko było stwierdzić, czy kocur mówi szczerze, czy tylko udaje. Jeśli jednak udawał, musiał być naprawdę dobrym aktorem. Nic dziwnego, że tak wiele kotów uwierzyło w te jego bzdury.
Z zaciekawieniem obserwował, jak Szkiełko robi szopkę z przeprowadzania wiwisekcji wróbla. Nie miał pojęcia, do czego wszystko to miało niby prowadzić i jakim cudem kocur miałby cokolwiek wyczytać z ptasich jelit, ale przynajmniej wyglądało to ciekawie.
- Chcą mnie? Kto niby? I po co? - zapytał, pochylając się, by przyjrzeć się wyciągniętym wnętrznościom, jak gdyby sam rzeczywiście mógł w nich coś zobaczyć. Okej, dobra, to dopiero był stek bzdur. On i więzi z kimkolwiek? Z jakimiś tajemniczymi onymi? Aha. Jasne. Na pewno. Wilk pewnie też w tej bajce był, co? Ha. Zabawne.
i'mx- ̗̀ BORN TO RUN ̖́- _________________________________downrockycliffs give megrace,_bury mysins ⇢shatteredglassandblackholes⇠ can'thold mebackfrom where ineedto go
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
- Gwiezdnym - powtarza po Kapslu - nasi przodkowie czuwają nad nami, siedzą tuż u mego boku, mogę poczuć ich głęboki oddech.
Szkiełko wpatruje się głęboko w oczy samotnika. Jego słowa są absolutnie szczere, wierzy w to, że koty ze Srebrnej Skórku ocierają się o jego ciało chociażby w tym momencie. Czuje to przeszywające zimno. Czy bury kocur też może je odczuć? Czy słyszy ruchy płuc Gwiezdnych kotów? Czy słyszy bicie serca? Rudy wróż odkłada jelita z powrotem. Pazurem jednak dotyka także płuc jak i serca. Mroźny dreszcz przeszywa jego ciało. Daje mu kierować swoim ciałem. Jego futro jeży się nieznacznie po paru ruchach. - Chcą ciebie. Twoją czystą ścieżkę chce jednak nie jeden rozerwać. Twoja zdobycz przeżyła wielkie dymny. Płonące wyżerające jego płuca na wylot. Jesteś silny. Jednak to co będą chcieli zrobić okopci twoje serce. Osłabi. Strzeż się tych, którzy w swych legowiskach mają spalone zające.
To wszystko co mówi Szkiełko wypowiada z ogromną powagą. Wzrokiem chce przemówić jak najgłębiej do duszy samotnika. Musi wziąć tą przestrogę do serca. Teraz los Kapsla zależy od niego samego. Jego decyzje go zabawią lub na odwrót, zgubią.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala przywykła już do wleczenia się po terenach jak cień. Nie robiła wiele, a jedynie tyle potrzebowała. Była głodna? Polowała. Spragniona? Szła do potoku. Nie miała nawet jednego miejsca i legowiska. Gdzie chciała, tam się kładła, formując niewielkie okręgi mchu. I tak spała. A później wstawała, i ponawiała swoją wędrówkę, co jakiś czas spotykając samotników i innych. Na razie zbierała siły i informacje, na temat osiedla. Znała już mniej-więcej kierunek, ale gdzie dokładnie to było? Jak daleko? Słyszała, że okropnie daleko, ale ile dokładnie? Wschód słońca drogi? Dwa? Włóczyła się wciąż i wciąż, poszukując informacji. Czy była znudzona? Nie. Smutna, samotna? Nie. Nie brakowało jej kotów, przynajmniej nie rozpaczliwie. Kiedy chciała, rozmawiała, kiedy nie, to nie robiła nic. Dzisiaj był kolejny dzień, kiedy wyruszyła na poszukiwania informacji. Była dość blisko granic z Cieniem. Nie chciała rozmawiać z żadnym z cienistym. Ale czy ktoś sam do niej nie podjedzie? Co wtedy zrobi?
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Sporo się podziało przez ostatnie księżyce. Mówiąc sporo to naprawdę sporo. Płomyk spotkał Gronostaj, Cierń, Ważkę, Pstrąga, Blekot i Padalca na swojej drodze. Nigdy nie przypuszczał, ze to właśnie się do nich przyłączy w podróży i wróci do starego Klanu Cienia. Nigdy nie spodziewał się, ze tu wróci a tutaj taka Ci oto niespodzianka. Jednak podczas kilku dni, zdążył zauważyć, że nie było pewnego kota, którym miał wcześniej okazje porozmawiać. A to właśnie ten kot mu przekazał, ze wraca do klanu. Tym kotem była oczywiście Wzbierająca Fala. Mówiła mu, ze porozmawia z Krogulec by mogła znów wrócić do klanu. Jednak nie było jej w obozie. Też się kilku kotów spytał o nią ale nikt nic nie widział. Było to dość dziwne. Spodziewał się, że ona z nielicznych go ciepło przywita ale nie było jej. Z taką więc myślą, postanowił po swoich wszystkich obowiązkach zbadać okoliczne tereny niczyje.
Był po prostu ciekawy co się z nią podziało. Powinna spokojnie wrócić do klanu. Więc czemu jej nie było? Zdarzyło się coś? A może już nie żyła? Wiele było możliwości.
Tak więc gdy miał chwilę wolną, ruszył przed siebie i trafił na tereny niczyje. Zaczął się rozglądać dookoła i węszyć. Nawet jeżeli nic się nie dowie to może coś innego znajdzie. Może jakiegoś królika czy coś.
W pewnym momencie wyczuł jakiś zapach. Nie mógł jednak w pełni go rozszyfrować. Niby był znajomy ale tak… Nie do końca.
Postanowił za nim podążyć a następnie ukradkiem oka, zauważył jak kolorowe futro zniknęło gdzieś za krzakami.
Zanurkował w nie i jego oczom ukazała się znajoma sylwetka. Przekrzywił głowę i po chwili wyszedł z krzewów. Teraz w pełni mógł zobaczyć kto to taki i no… Z lekka się zdziwił. – Wzbierająca Fala?-zapytał niepewnie. Miał nadzieje, że nie pomylił i faktycznie to była ona. Dawno jej nie widział więc…
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Miała niezwykle spokojny spacer, a bliskość granic znienawidzonego Klanu schodziła na bardzo, bardzo daleki plan. Najpierw poczuła znajomy zapach i uśmiechnęła się szeroko czując go w nozdrzach, jednak zaraz po chwili... Przykrył go zapach Cienia. Potworny, błotnisty, zapach cienia. Nie znosiła go. Nie musiała czekać długo - sekundę później, na jej horyzont wkroczył nie kto inny jak Płomyk.
- Płomyk?! - zapytała, będąc wręcz przekonana, że to jego futro. Jego dziwne, płomieniste futerko. To on, znał ją, ona znała jego. Jej pierwszy przyjaciel na nowej drodze. Pierwszy kot, jakiemu zaufała. Pierwszy, który ją zdradził. Czuła się zdradzona. Ponownie, ktoś odebrał jej kogoś, kogo lubiła. Kochała na swój sposób. Nie znosiła tego uczucia. Tej pustki. Wcześniej żałość przykrywała jej wszystkie emocje, była wściekła na Olchę, na Klan, że nie dopilnował aby jej brat się znalazł, a żeby Dymek nie znikł jak nic... Teraz miała przed sobą Cienistego wojownika. Którego pragnęła poznać bliżej i któremu chciała bić pazury w kark. Nie zabić, wbić, przejechać do grzbietu i urwać je gwałtownie. Była wściekła. Uspokoiła emocje. Nie może zawalić. Może to żart, głupi, nieśmieszny żart. - Czemu masz zapach Cienia?! - rzuciła oskarżycielsko, twardo i sucho. Gdyby się nie pohamowała, rzuciłaby wiele obelg, wrzasków i krzyków. Może się wytłumaczy. Może nie zdepcze jej serca jak każdy bliski. I gdzie, na wszystkich martwych, są Gwiezdni w tej sytuacji. Gdzie oni są?! Powinni jej pomóc, chronić od bólu, agresywnie nachodzącego ja ze wszystkich stron. Czy się rozpłacze? Wyciągnie pazury? Wszystko, los ich obu, zależał od słów kocura.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nie pomylił się. Była to Fala w całej swojej osobie. Ucieszył się na jej widok bo teraz wiedział, że żyła. Ale nie spodziewał się tego, że szylkretka go oskarża. No tak. Nie wiedziała co się z nim działo przez ostatnie księżyce. Nie wiedziała co robił gdy jej nie było. Wzdychnął a następnie spojrzał jej się w oczy. – Spokojnie. Wszystko Ci wyjaśnię.-starał się jakoś uspokoić samotniczkę. Ta ich cała sytuacja była trochę skomplikowana ale kocur musiał jakoś rozsądnie wytłumaczyć to wszystko co go spotkało. – Jest to dość długa historia…-zaczął i podrapał się po głowie. - Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? Powiedziałaś, że spróbujesz wrócić do klanu. Uważałem, że tam będzie Ci lepiej bo wiedziałem jakie jest życie samotnika. No i pożegnaliśmy się. Przez większość czasu szlajałem się blisko. Jednak nastała Pora Nagich Drzew i raczej wiesz jaka była surowa. Było mnóstwo śniegu i zimne zamiecie.-wspomniał kotce by przypomniała sobie początek tej pory. Panował mróz. Dawno tak nie było. –Musiałem znaleźć miejsce gdzie się schronie przed chłodem. Spotkałem pewną samotniczkę. Zaproponowała mi układ. Miałem się z nią trzymać do końca pory Nagich Drzew w zamian za ciepłe schronienie. Musiałem się zgodzić bo inaczej bym zamarzł na śmierć.-mruknął a następnie dodał. – Wylądowałem tak w stajni. Spędziłem tam większość czasu ale gdy były nieco cieplejsze dni to wychodziłem i spacerowałem szukając jakiejś znajomego pyska w tym też ciebie. Nie mogłem jednak się zbliżyć blisko granic bo by mnie chyba udusili jakby mnie zobaczyli. Więc myśląc, że przyjdziesz mi kiedyś na spotkanie to szukałem tropów nieopodal ale nie mogłem nic znaleźć.-powiedział. Naprawdę szukał Fali. Gdy tylko miał wolną chwilę. Szukał kogoś mu znajomego bo mógł wtedy spokojnie porozmawiać. – Podczas moich poszukiwanio-spacerów napotkałem się na Gronostajowy Skok. Starą przyjaciółkę, która zniknęła bardzo dawno temu. Zaprosiła mnie raz do gniazda dwunogów i tam nagle wparowała medyczka naszego klanu co leczyła przed Mrozem czyli Cierniowy Kwiat. Potrzebowała pomocy. Tak więc ja wraz z Gronostaj poszliśmy jej pomóc w szukaniu kota, który był ranny. Gdy go znaleźliśmy, zaprowadziłem ich do klanu. Ja tylko znałem drogę i nie chciałem ich zostawiać z tym problemem samych.-tyle było do powiedzenia ale chciał jak najszybciej pokazać fali całą sytuacje. – Na granicach spotkaliśmy wojowników a wraz z nimi Polną Gwiazdę. Krogulec nie żyje, została zabita przez dzika.-wspomniał chyba najważniejszą informacje. – Nie powiem, ucieszył mnie ten fakt.-mruknął a następnie wziął głęboki wdech. – Polna Gwiazda podziękował mi za to, że pomogłem zaginionym klanowiczom. Nie chciałem nic w zamian. Przypuszczałem, że jak wrócę to znów będę miał rangę terminatorską plus jakieś durne treningi. No ale tak się nie stało. Młody przywódca jak na razie trzyma się warunków, które omówiliśmy na granicach.-machnął ogonem a następnie spojrzał się na Fale. – Wróciłem do klanu. Głównie dla mojej rodziny. Chciałem naprawić z nimi relacje. To był mój główny powód.-zakończył a następnie wzdychnął. – Wszystko co ci teraz odpowiedziałem to jeden wielki skrót co mnie spotkało. Wszystko działo się szybko i chaotycznie…-podsumował a następnie dodał. – Gdy się dowiedziałem, że nikt na twój temat nie słyszał i przede wszystkim, że Cię nie ma to znów zacząłem ciebie szukać. Dlatego teraz tu jestem. Do klanu wróciłem niedawno. Dlatego też dopiero teraz wznowiłem poszukiwania.-powiedział spokojnie. - Martwiłem się i zastanawiałem gdzie się podziałaś. Powinnaś bez problemu wrócić do klanu.-naprawdę go interesowało czemu się coś takiego podziało. – Wybacz, że nie znalazłem Ciebie wcześniej.-obniżył nieco głowę chcąc jakoś przeprosić.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Zaczął całkiem dobrze. Obiecywał, że wyjaśni. Miała nadzieję. Głośno wypuściła powietrze z nozdrzy i usiadła twardo, wlepiając w niego niezbyt miłe spojrzenie.
Długa historia. Ot, wielkie wytłumaczenie. Zaczął opowiadać. Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie. Czuła się wtedy mała, zlękniona i zgubiona. Wtedy też pojawił się Płomyk. Przekonał ją, żeby wróciła do Klanu... Nawet pomimo przegranej pozycji, nie straciła do niego zaufania. Dla niej Pora Nagich Drzew przeminęła całkiem dobrze. Było jej co prawda zimno, ale do tego zimna się przyzwyczaiła. Nie miała matki, przy której mogła by spać, nie miała partnera, w którego mogłaby się wtulić. Nie znosiła zimnego, ale kiedy została na to skazana, westchnęła i zacisnęła zęby. Kolejną rzeczą była samotniczka. Na dźwięk tego słowa, coś dziwnego ją skręciło. Jakby... Ciężko to opisać. Zignorowała to uczucie. To coś przypadkowego, na pewno.
- Rozumiem - powstrzymała się przed przewróceniem oczami. Gdyby tylko chciał, mógł przyjść do niej. Szlajała się wiele po terenach, nawet ona szukała go. A jakoś znaleźć się nie mogli. Nagle zamarła, a cała złość z jej oczu wyparowała gwałtownie.
- Szu...kałeś mnie? - wydukała zdziwiona, ba, wręcz zszokowana. Troszczył się o nią? Martwił? To.. Bardzo dziwne uczucie. Przyjemne jak nic innego na świecie. Nikt jej nigdy nie szukał. Nie martwił się. Nie... Obchodził ją nikt. Każdy ją pomijał. Omijał, wyśmiewał, ignorował. - Poświęcałeś się? - dodała jeszcze. Ryzykował. Podchodził do granicy. To... Niespotykane uczucie. Miękła, a mięśnie rozluźniały jej się z każdym słowem. Nigdy tego nie doświadczyła.
Reszta słów jakoś ją ominęła. Ktoś tam potrzebował pomocy, ktoś tam się pojawił, ktoś znikł... Rozumiała go. Wybaczyła mu. Wiedziała, że Krogulec umarła. Uśmiechnęła się i skinęła głową. Miała kojące i pogodne spojrzenie. Złość znikła. Całkowicie. Ostatnie słowa omal nie doprowadziły jej do płaczu. Jednak nie uroniła łez. Nie lubiła płakać.
- Dzię...kuję - zaczęła, nie wiedząc co odpowiedzieć. - Rozumiem. Przepraszam za reakcję. Nie sądziłam... - nie dokończyła. Nie wiedziała jak. Było jej głupio. Strasznie. - Jaka rodzina? - zmieniła temat. Nawet nie wiedziała, czemu go rzuciła.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk uważał, że Fala zasługuje na wyjaśnienie sytuacji. W końcu pewnie jego szukała skoro nie wróciła do klanu. Tak więc bez przekrętów powiedział jej wszystko. Może jedynie za bardzo pod koniec posłodził ale chciał żeby samotniczka się uspokoiła. O dziwo szybko jej postawa się zmieniła. Z złej i obrażonej na nieśmiałą i trochę miękka. Kto by pomyślał, że jego słowa zdziałają takie rzeczy.
Słysząc niedowierzanie, kocur zaśmiał się a następnie mruknął spokojnie. - W końcu chciałaś być moim kompanem i byłaś dla mnie miła. Więc to nic dziwnego, że Cię szukałem i zastanawiałam gdzie jesteś. -to była oczywista oczywistość. Raczej w tym nie było nic dziwnego. - E tam! Co to za poświęcenie. - nie musiała mu tak schlebiać. Po prostu uważał, że powinien i tyle. Co jak co ale Płomyk był miły ale pogubił się trochę w swoim życiu.
Na koniec jedynie skinął głową. Dobrze, że sobie już to wyjaśnili. Jednak były też pewne kwestie które chciał również poruszyć. - No... Miałem na myśli moją mamę, siostrę i kocięta. Niestety ale gdy wróciłem to okazało się, że moja matka nie żyje a dwójka moich kociąt zaginęła. - wzdychnął a następnie zapytał. - A ty? Co się stało, że nie wróciłaś. Jeżeli dobrze pamiętam to chciałaś wrócić. - może mu Fala opowie co napotkało ją po drodze, że do tej pory nie wróciła. To ona powinna być wcześniej w klanie a nie on.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Jego wytłumaczenie było takie... Normalne. Jakby tylko zabił muchę, nie zrobił niczego wielkiego, a jedynie drobną przysługę, którą nawet nieświadomie wykonuje większość kotów. Dla Fali, nawet takie zwykłe proste słowa znaczyły więcej niż całe jej życie.
- Nikt się nigdy dla mnie nie poświęcił - odparła cicho. Zawsze to ona oddawała komuś serce, poświęcała się dla kogoś całkowicie tylko po to, aby ten jeden kot znikł parę chwil później bez śladu, bez jakiegokolwiek pożegnania, podzięki czy miłego słowa. - Dziękuję. Mało kto zrobił dla mnie coś takiego - dodała. Następnie zaśmiała się i uśmiechnęła ciepło, nawet i delikatnie uroczo - Nawet jeśli dla ciebie to nic takiego, dla mnie znaczy to wiele. Dobrze jest wiedzieć, że mam gdzieś tutaj przyjaciela.
Zaraz miłe tematy się wykończyły, a za to zeszyli na jej powrót do Klanu. Nie chciała na razie odpowiadać, więc przeszyła do rodziny.
- Przykro mi z powodu utraty rodziny - rozumiała ten ból najlepiej ze wszystkich. - Masz kocięta? A co z ich matką? - spytała zdziwiona, zmartwiona. Nie poruszył w ogóle tematu matki, ani partnerki. Pokłócili się? Zerwali ze sobą? - A co do mojego powrotu... Krogulec kazała mi zawalczyć o miejsce w Klanie. Widzisz z resztą te blizny - rzuciła cicho, jakby nie chciała się do tego przyznawać.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
No bo po co by tu przemawiać jakieś wspaniałości? Ostatnio Płomyk po prostu lubił walić prosto z mostu i nie bawić się w mocne kolorowanie swojej wypowiedzi. Zwłaszcza wtedy kiedy nie trzeba było. No bo czasem zdążały się sytuacje gdzie trzeba było zaszaleć ze swoim wspaniałym słownictwem. Tutaj jednak… Po prostu mówił i tyle.
Na słowa Fali, Płomyk speszony lekko tymi komplementami podrapał się po głowie. No dobra, już dobra! Nie musiał już mu tak schlebiać. Chociaż gdzieś w środeczku jego duże ego się cieszyło i to bardzo. W końcu nie byłby Płomykiem jakby mu się nie podobały takie przyjemne słowa. Wręcz były takie dźwięczne i przyjemne dla ucha.
A jeżeli chodzi o jego rodzinę… – Tak, mam. Już w sumie to nie takie kocięta. Pewnie teraz mają gdzieś około 30 ksieżycy… Dokładnie to miałem ich czworo. Dwóch synów : Jastrzębca i Szczyra i dwie córki : Kalinę i Psiankę. Niestety ale Szczyr umarł bardzo wcześnie i ugh… mam złe wspomnienia z jego pogrzebem. Natomiast Jastrzębiec i Kalina zniknęli. Szukam ich śladów bądź jakichkolwiek tropów ale nie mogłem znaleźć czegokolwiek. Więc została mi sama Psianka. Teraz już Wronia Łapa. A Jeżeli chodzi o moją ukochaną to zmarła podczas porodu.-przymrużył lekko swoje oczy ale mimo wszystko się uśmiechał. Może kiedyś mówienie o tym by mu sprawiło wiele bólu ale teraz… Teraz to już Płomyk oswoił się z tymi faktami.
Podszedł bliżej Wzbierającej Fali gdy usłyszał część o Krogulec. Czyli tak to wyglądało. Paskudną teściową sobie wybrał. Skrzywił się widząc jakie szpetne blizny pozostawiła Krogulec na tej niewinnej główce. Szybko jednak znów się uśmiechnął łagodnie do córki Jesionowej Kory. Podniósł prawą łapę i delikatnie przejechał ją bo bliznach samotniczki. – Pewnie musiało boleć…-wzdychnął a gdy tylko to powiedział to odsunął łapę od szylkretki. – Dobrze, że nie masz gorszych blizn. Ale wiesz… teraz krogulec nie ma. Na pewno teraz byś mogła spokojnie wrócić do klanu. No bo w końcu mnie bez problemu przyjął Polna Gwiazda. Nie chcesz wrócić Falo?-zapytał.