Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Ona odparła jej uśmiechem. Jej imię było po prostu cudne! Cierpka Jagoda niby też jakoś brzmiało, jednak ta delikatność, jaką miała w swoim imieniu Czereśniowa Gałązka powodowała w niej ogromną zazdrość. Przyzwyczaiła się już do swojego imienia, choć co jakiś czas przechodził jej przez głowę pomysł, żeby podejść do Żubrzej i poprosić ją o zmianę imienia.
- Czyli jesteś z czasów Czerwonej Gwiazdy? - spytała. Czerwona Gwiazda rządziła Klanem jakiś czas temu, nie było to dawno, jednak, jakby nie patrzeć, Cierpka również miała swoje lata. Czyli kotka, jak dobrze rozumiała, była zbliżona do niej wiekowo. - Przykro mi, nie wiem, czy wiesz, ale Czerwona Gwiazda odeszła od nas jakiś czas temu. Teraz, o ile znowu nie zaszły jakieś zmiany, Klanem rządzi Ćmia Gwiazda.
Wysłuchała całej opowieści Czereśni z oczami błyszczącymi od współczucia. Czy to samo przeżywała Żurawina? Kiedy nieporadnie starała się dojść do domu? Przecież jej partnerka była tak blisko, tak naprawdę, naprawdę blisko... Nie ma co jej wspominać, kiedy ma okaz piękna przed sobą, którym jej oczy mogą się trochę pocieszyć. Spłynęła jej może jedna łezka, ale nic poza tym.
- Strasznie ci współczuję, wiesz? Odcięcie od rodziny, Klanu, domu... Na Gwiezdnych, jakaś ty biedna. Mogę podprowadzić cię do granic, jeśli się zgubiłaś - zaproponowała prędko, wręcz natychmiastowo.
- A u nas? Niewiele. Pytanie, od kiedy nie ma cię w lesie? Mniej więcej, w jakim sezonie w jakiej porze zniknęłaś?
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Wiedziała, że minęło wiele księżyców, odkąd opuściła Klan Rzeki, tak samo jak wiedziała, że gdy jeszcze była jego członkinią, Czerwona Gwiazda już równym krokiem zmierzała ku kresowi życia — wiadomość, którą otrzymała, nie powinna więc ją wcale zdziwić. A jednak. Przez moment Czereśnia stała, oczy szeroko otwarte.
— Oh... Nie miałam pojęcia — przyznała, lekko skłaniając głowę. Dziwnie było myśleć o tym, że Klanem Rzeki rządził ktoś inny. Czerwona Gwiazda była przecież zawsze. Stała na czele Klanu na wiele księżyców przed urodzeniem samej Czereśni. Myśl, że jej miejsce zajął ktoś inny była... niekomfortowa, jak ost zaplątany w futerko. Nie znała za bardzo Ćmy; czarna koteczka zawsze zdawała się jej dosyć skryta i tajemnicza, ale nigdy chyba nie wywarła na niej złego wrażenia. Czereśnia mogła mieć tylko nadzieję, że pod jej rządami Klan Rzeki miał się dobrze. — Nie ma co się fatygować! — zaoponowała natychmiast, wyraźnie zmieszana. — Poradzę sobie sama, nie martw się. Ale dziękuję za propozycję — dodała z uśmiechem, gdyż tak właśnie wypadało. Na Gwiezdnych, czy przedstawiała aż tak żałosny widok, by kotka z innego Klanu wylewała nad nią łzy? Lubiła myśleć, że nie wyglądała aż tak źle. Owszem, może miała blizny, może też odrobinę straciła na wadze, lecz cały czas dokładała starań, by jej futerko było tak ładne i zadbane, jak w czasach młodości, a w kontaktach z innymi robiła co mogła, by zachować swoją zwykłą uprzejmość i pogodę ducha. Do tej pory sądziła, że ten mały spektakl, który wystawiała, wypadał jej całkiem przekonująco, ale może znów przeceniła swoje siły, tak, jak to robiła całe życie. A może po prostu Cierpka Jagoda należała do jednego z tych nadmiernie emocjonalnych typów, którym serce krajało się na myśl o byle cierniu wbitym w czyjąś łapę. — Hmmm... Było to jakoś niedługo po Zgromadzeniu. Tym pierwszym od dawna — uzupełniła, na wypadek gdyby w czasie jej nieobecności Klany postanowiły się spotkać po raz kolejny.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Kotka nie wyglądała na mocno poruszoną tą zmianą, jednak również nie było jej to obojętne. Rozumiała kotkę. Dziwnie by było mieć świadomość, że Żubr nie rządzi już Klanem, a jej miejsce zajął ktoś kompletnie inny. Ale takie już było życie w czterech klanach. Raz ktoś umierał, raz ktoś przeżywał. Skinęła krótko głową na odpowiedź, że ta sama znajdzie drogę i nie proponowała jej tego po raz kolejny. To było trochę dziwne zachowanie, biorąc pod uwagę, że kotka wyglądała na taką stęsknioną za domem. Może coś wypadło jej po drodze? Albo wolała spędzić ostatnie dni wolności na zwiedzaniu samotnych terenów.
- Po Zgromadzeniu? Nie odbyło się żadne nowe. Ale to było prawie cały sezon temu... Trochę się tego działo. Na pewno zastępczynią Ćmiej Gwiazdy została Kosowa Pieśń, Księżycowy Pył nie żyje, nowym medykiem został Barwne Niebo. Ma swoich terminatorów Rybowiołową i Cisową Łapę, to chyba tyle jeśli chodzi o nowiny z twojego Klanu. A, jeszcze wygnano z waszego Klanu Czarnowrona lub Czarną Łapę. Wyrzucono go za kłamstwa i krzywdzenie innego terminatora. Ma czarne futro i jakieś trzydzieści pięć księżyców, bursztynowe oczy , jest duży i chudy. Jeśli na niego trafisz, natychmiast trzeba to zgłosić do kogoś z Rzeki, tak kazali. Nie wiem do końca o co chodzi. Zalało część terenów prawie wszystkich Klanów, przy Czterech Drzewach były też jakieś dziwne, ogromne jaszczury... Po terenach krąży jeszcze Szkiełko, ponoć przepowiada przyszłość. To wariat - podsumowała. - Chyba nic więcej się nie wydarzyło, przynajmniej tyle pamiętam.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
[i]Ale to było prawie cały sezon temu...[/b] Mimo woli Czereśnia westchnęła ciężko. Świadomość, jak wiele czasu upłynęło odkąd po raz ostatni postawiła łapę na ziemiach swego ukochanego Klanu Rzeki, przygniotła ją jak stos dachówek spadających na jej grzbiet. Łaknęła więcej wieści na temat tego, co działo się podczas jej nieobecności, jak gdyby miało ją to przygotować na ponowne wdrożenie się w Klanowe życie, a jednocześnie bała się myśleć o tym, jak wiele ją ominęło. Ile kotów zginęło, ile zostało wojownikami, ile przyszło na świat? A gdzie pośród tego było miejsce dla niej? Miała nadzieję, że będzie umiała się w tym odnaleźć.
— Babcia Kos zastępcą? Kto by pomyślał! — Otwarła szeroko oczy w zdumieniu. Kosowa Pieśń figurowała w jej umyśle jako ktoś raczej cichy i spokojny, ciężko więc było wyobrazić sobie ją na tak wysokim stanowisku, chociaż z drugiej strony... miała dobre serce. Być może właśnie tego potrzebował Klan Rzeki? Uśmiechnęła się lekko. — Oh, mój Barwinek został medykiem? Dziękuję, że mi to mówisz, będę musiała go pogratulować. — Wyglądało na to, że w czasie gdy ona gniła na Siedlisku Dwunogów, jej rodzina była zajęta zdobywaniem najważniejszych stanowisk w Klanie. Cóż, dobrze dla nich. Szkoda tylko, że ona nie mogła przyłożyć do tego łapy... albo być na ich miejscu. — Hmm. Nigdy o nim nie słyszałam, ale będę uważać. — Gdy już dotrze do Klanu, będzie musiała dopytać o tego całego Czarnowrona. Kto wie, jaka dokładnie historia się za tym kryła. — Jeszcze raz dziękuję. — Uśmiechnęła się do Cierpkiej Jagody. — Dobrze wiedzieć chociaż część tego, co mnie ominęło.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Kotka ciężko westchnęła, jednak Cierpka nie zdążyła jej nawet pocieszyć, bo ta już się pojaśniła i przeszła do elementów radosnych. Cały sezon to był naprawdę długi okres i nie ma co się dziwić, że kotka tak na to zareagowała. Gdyby to ona usłyszała, że jej kocięta nie widziały jej cały sezon, z całą pewnością zareagowałaby o wiele gorzej. Na całe szczęście, Czereśnia pewnie lada chwila trafi do rodziny i już wszystko będzie dobrze.
- Widzę, że twoja rodzina została obstawiona na najwyższych miejscach w Rzece, co? - zastępczyni Babcia, medyk ktoś inny... Ona miała tylko Węża na stołku i uważała, że to i tak dużo. Jednak rodzina Żubr od wieków przecież była przywódcami i zastępcami i teraz jej córka, Nurt, szkoliła się na medyczkę. Jej rodzina też sobie jakoś dawała radę, ale to nie był ten pogrom.
- No, czasami takie podstawowe informacje są przydatne. A ty masz może jakieś przydatne informacje z osiedla? Albo cokolwiek, temat, na których chcesz pogadać? - zaproponowała. Przyjemnie jej się rozmawiało z kotką i myśl o tym, że mogłaby się teraz pożegnać i odejść jakoś nie dawała jej satysfakcji. Mogły pogadać o wielu rzeczach - o futrach, o kwiatach, o... A z resztą, może kotka ma jakieś ciekawe tematy do dyskusji.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Ano, na to wygląda. — Uśmiechnęła się. — Ale myślę, że to dobrze. Nie tylko dlatego, że są moją rodziną. Po prostu... to dobre koty. Barwinek to mój brat, wiem, że dobrze sobie poradzi. Śmieszna sprawa. Jak byliśmy dzieciakami, tak dawno, że ledwo pamiętam, sama chciałam zostać medyczką, no ale ostatecznie Księżycowy Pył wybrała Barwinka. Wtedy byłam strasznie oburzona, ale jak tak teraz myślę, to chyba nie dałabym rady tyle czasu siedzieć w lecznicy i zajmować się innymi. Zdecydowanie bardziej wolę walczyć czy polować. — Rozmowa z Cierpką Jagodą szła gładko i przyjemnie, kotka udzieliła jej przydatnych informacji a do tego była niczego sobie. Czereśnia nie widziała więc powodu, dla którego nie miałaby podzielić się z nią drobną rodzinną anegdotką czy ogólnie po prostu pociągnąć ich pogawędkę jeszcze dłużej. Poza tym... czuła się samotna. Od tak dawna nie miała okazji porozmawiać z innym kotem z Klanów, musiała to jakoś nadrobić. — Na osiedlu... cóż. Sporo się dzieje i wszystko zdaje się dosyć chaotyczne. Każdy zajmuje się sobą albo swoją grupą, nie mają takich zasad jak my, aż ciężko się połapać... Chociaż muszę przyznać, że starałam się nie spędzać tam więcej czasu niż musiałam. Trochę się pokręciłam w okolicy, bo mimo wszystko byłam dosyć ciekawa, ale to chyba nie byłoby życie dla mnie. Nie wiem jak tobie, ale mnie wygodnie żyje się w Klanie.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Mnie do tego akurat nigdy nie ciągnęło - chyba Czereśnia się nie obrazi, że ona rzuca tutaj własną historią? W końcu na tym to polegało, żeby wymieniać się własnymi doświadczeniami podczas rozmów... - Pół życia spędziłam w lecznicy za kociaka i mi wystarczy na całe życie. Ale rozumiem, że koty mogą to lubić. W końcu to bardzo szlachetne, tak pomagać kotom, mieć zaufanie nie tylko ich, ale i całego Gwiezdnego Klanu. Mnie taka odpowiedzialność by chyba przygniotła - ledwo co potrafiła być odpowiedzialna za własne kocięta, by ten nic nie odwalały, a co dopiero pilnować całego Klanu? W końcu Truskawka, poza tym, że pilnowała, by nikt nie był chory, to jeszcze się nimi jako-tako opiekowała. - Ale rozumiem, że mogłaś być oburzona. Kto by nie chciał piastować tak ważnej i istotnej roli! - miauknęła uśmiechnięta.
- Och, czyli osiedle jest faktycznie takie, jak mówią wszyscy - mruknęła. - Zdecydowanie bardziej wolę życie w Klanie, nawet jeśli wiąże się to z obowiązkami. Przynajmniej jest tutaj bezpiecznie, ciepło i... Są koty. Nie jestem samotna, bo jak zgaduję, chyba nie miałaś zbyt wielu przyjaciół na Osiedlu. Samotnicy raczej nie lubią kotów klanowych...
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Domyślam się, że takie tkwienie w lecznicy nie było zbyt przyjemnie — mruknęła, współczująco marszcząc czoło. Słyszała o przypadkach kociąt, które z tego czy innego powodu musiały spędzić swe dzieciństwo w lecznicy i zawsze w takich przypadkach dziękowała Gwiezdnym, że jej to nie spotkało. Nie mogła wyobrazić sobie spędzenia tak długiego czasu w jednym miejscu, bez możliwości spacerów, rozmów z Klanowiczami i rozwijania się. — Oh, w moim przypadku mniej chodziło o pomaganie innym, bardziej o to, by matka lubiła mnie bardziej, niż moje rodzeństwo. — Zaśmiała się, elegancko i perliście, jak prawdziwa dama, którą przecież była. Dziwnie było jej wspominać tak odległe czasy teraz, gdy zmieniło się tak wiele. Nie była już tą samą kotką co, gdy była mała. Nie była nawet tą samą kotką, co przed zniknięciem z Klanu. Potrząsnęła nieznacznie głową, jak gdyby chciała wyrzucić z niej niechciane myśli. Taki sentymentalizm nie był do niej podobny. — Ano, nie lubią. Temu czasem nie wspominałam o tym, że jestem z Klanów. Dużo kotów tam ma różne zawiłe przeszłości, tak przynajmniej myślę, więc jeśli ty kryjesz się ze swoją, nikogo to jakoś bardzo nie dziwi. Ale nie wszyscy są całkiem źli czy nie do rozmowy. Zdarzało mi się z kimś porozmawiać, czasem nawet trafił się ktoś, kto pomógł. Wiesz, przez jakiś czas byłam u Dwunogów, założyli mi wtedy obrożę, nie wiem, czy wiesz co to... Całe szczęście znalazła się samotniczka na tyle dobra, że pomogła mi się jej pozbyć. Chyba bym się ze wstydu spaliła, gdybym musiała wrócić do Klanu wciąż nosząc to okropieństwo. — Ponownie zaśmiała się, jak gdyby rzeczywiście powiedziała jakiś żart. Chociaż obróżka, którą Czereśnia otrzymała od swojej dwunożnej ''opiekunki'' miała niewątpliwe walory estetyczne, była jednocześnie jasnym i wyraźnym znakiem porażki kotki.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
- Nie było absolutnie - potwierdziła. Nie znosiła tego poczucia nudy i bezradności, gdzie tylko czas, a dokładniej jego upływ, mógł zdziałać cokolwiek. Westchnęła. Dobrze, że te lata miała już za sobą. I że nigdy do nich nie wróci. Na jej następne słowa Cierpka wybuchła śmiechem.
- Naprawdę? - spytała z niedowierzaniem. - Całkowicie przypominasz mnie z młodości! Może mnie nie zależało konkretnie na byciu lubianym tylko przez matkę, ale przez cały Klan Gromu. Tak zawrotnie czyściłam futro, z resztą do tej pory to robię, żeby wszyscy mnie podziwiali i zazdrościli mi mojego futerka... Ale to już się trochę zmieniło - zasadniczo, nie zmieniło się wiele, nie zmieniło się prawie nic, tylko Cierpka zaczęła do tego trochę inaczej podchodzić. Teraz przynajmniej nie podchodziła do każdego napotkanego, żeby krzyczeć do niego "Spójrz na moje piękne futro!"
- Obroża? - strzepnęła uszami. - Co to? - skoro to było do noszenia, to znaczy, że musiało to być coś naprawdę irytującego. - Chyba czegoś takiego już nie masz? - zaczęła przyglądać się kotce dokładniej, starając się znaleźć cokolwiek, lecz nie znalazła nic. Poza pięknością kotki, rzecz jasna.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
A więc wyglądało na to, że obie kotki, przynajmniej w młodości, trawiła podobna ambicja. Obie potrzebowały, by inni je zauważali, lubili, chwalili, chociaż Czereśnia nie mogła powiedzieć, by zostawiła ten etap życia za sobą. Czasem myślała, że jest wręcz przeciwnie — była jeszcze mniej pewna siebie i swoich umiejętności, niż zwykle. — Ja też zawsze bardzo dbałam o moje futro — przyznała. — Nie mogłam pokazać się w Obozie, jeśli nie byłam idealnie czysta i poukładana. Ale czy ktoś może nam się dziwić? Jeśli Gwiezdni zesłali nam obu takie ładne futra, zbrodnią byłoby o nie nie dbać. — Chociaż Czereśnia wciąż uważała, że z ich dwójki to ona jest tą ładniejszą, nie mogła zaprzeczyć, że Cierpka Jagoda również była bajecznie kolorowa i miała w sobie pewną niezaprzeczalną grację. — A co się zmieniło, jeśli można zapytać? — Zadała to pytanie ostrożnie, nieco niepewnie. Jej zielone oczy błysnęły zaciekawieniem. Oczywiście, nie znały się zbyt dobrze, więc nie sądziła, by wojowniczka musiała spowiadać jej się z całego swojego życia i wewnętrznych przemian. Sama Czereśnia nie miała zamiaru mówić jej o sobie wszystkiego. — Obroża to... — Zmarszczyła grzbiet nosa, zastanawiając się, jak wyjaśnić to kotce, która pewnie w życiu nie postawiła łapy na Osiedlu. — Taka okrągła rzecz, którą Dwunodzy zakładają kotom na szyje, jeśli trzymają te koty u siebie. Nie do końca wiem, po co. Z nimi to czasem ciężko zgadnąć. Są całkiem ładne, ale i tak nie chciałam ich nosić.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Mała. Bardzo mała kruszynka jak na swój wiek. Miała urosnąć... Ale tak się nie stało. Zdobi ją długie, puchate i rude. Na mycie poświęca sporą ilość swoje życia, więc nie ma opcji zobaczyć u niej choćby jednego kosmyk odstającego od futerka. Ale jej futro jest nie tylko rude. Jest i trochę czarne i trochę białe. Czarne plamy pokrywają jej grzbiet, zaś biel zajmuje łapu, brzuch i pyszczek. Ma również czarno-rudą plamę na pysku ciągnącą się aż do uszu, które zawsze są w górze. Jej twarz jest owalna, a oczy są mocno błękitne.Ma długie łapy i ogon, co daje jej pewność o pierworodności Klanu Gromu.
Cóż, bardzo kocha swoje futro. I to, aż za bardzo. Cały czas je pielęgnuje i uważnie ogląda, czy nie wystaje żadne włos. Zazdrości stokrotkom ich pięknego i puszystego wyglądu. Każdy kwiatek jest idealny jak ona. Po wyprawie w poszukiwaniu nowego, pięknego kwiatuszka, nosi go do swojej ukochanej matki. Bardzo kocha swoją rodzinę, i nie zamieniła by jaj na jakąś inną. Lecz również bo chorobie i całych księżycach spędzonych w lecznicy przez zielony kaszel wynormalniała, stała się trochę bardziej skryta dla nieznanych. Przestała też być zbyt egoistyczna na temat swoje wyglądu. Nigdy nie obrazi i nie powie złego słowa na rodzinę, i zawsze stanie w jej obronie.
Kos (S), Poeta (KR) | Mrok, Spalająca Gwiazda (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Cierpka czuła się o wiele lepiej w towarzystwie Czereśni, gdy okazało się, że obie mają takie same zainteresowanie. Mało kto w końcu, przynajmniej w Gromie tak zawrotnie dbał o swój wygląd, a tu proszę, taki cudny okaz i jeszcze rozumie, dlaczego wygląd jest ważny.
- Chyba mamy więcej wspólnego niż przewidywałam - zgodziła się z kotką z szerokim uśmiechem. - Grzechem byłoby nie dbać o takie cudeńka - spojrzała tu po ich futrach - skoro już je nam Gwiezdni podarowali - przynajmniej wiedziała, że oboje wierzyły w Gwiezdnych - A zmieniło się cóż, życie - delikatnie uniosła kąciki mordki do góry. - Sama rozumiesz, doszły kocięta, śmierć partnerki... Tyle się ostatnio w moim życiu działo, że nie do końca miałam w ogóle czas, by zadbać o swój wygląd. Jednak, Gwiezdnym dzięki, teraz jest już o wiele lepiej - odetchnęła z ulgą. Teraz już czuła się lepiej, o wiele lepiej. Kto wie, może kiedyś będzie tak samo jak przed śmiercią Żurawiny. Tak... spokojnie? - Ach, chyba wiem. Są okropne. Koty, jeśli już w ogóle powinny nosić cokolwiek, przynajmniej te leśne, to tylko kwiaty - bo co może być piękniejszego niż kwiaty wplecione w wymyte futro?!
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Minóg zatrzymał się na skraju polanki zajętej przez drewniane konstrukcje. Schował się w cieniu pobliskiego drzewa i obserwował bzyczące owady z bezpiecznego dystansu. Kolorowe budki w niczym nie przypominały uli, które widywał na swojej drodze – to na sto procent była ludzka konstrukcja – a jednak widział ciągle owady wlatujące do środka czy wylatujące na zewnątrz. Może i nie było to jedno z najbardziej porywających odkryć (głównie dlatego, że nie wiedział jak je dalej zbadać), jednak pracowite robaczki były odpowiednio zajmujące w ten nieznośny gorąc zapewniany przez słońce, które minęło już najwyższy fragment nieba, jednak wciąż miało przed sobą daleką drogę do horyzontu. Szylkret machnął kilka razy postrzępioną kitą i wyciągnął przednie łapy przed siebie. Rozpływał się, leżenie na koci chlebek nie było opcją.
//Kukułka!
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Lubiła zwiedzać, nic więc dziwnego, że gdy coś ciekawego znalazła, potem dłuższy czas odwiedzała to miejsce, by wydobyć z niego jak najwięcej. Przy Siedlisku Koni spędzała dużo czasu, bo fascynowało ją niemal wszystko, co się tu znajdowało. Kręcący się dwunodzy, konie, psy, czy pieszczochy, które spędzały tu wiele swojego czasu. Nie miała jednak odwagi na przypatrzenie się temu z bliska, bo psy niestety bywały niebezpieczne, a do pieszczochów nie miała tyle szacunku, by z nimi rozmawiać. I choć nie mogła powiedzieć, by dwunodzy ją odpychali, tak nie wyobrażała sobie z nimi mieszkać, ot co.
Pszczele pnie również były ciekawe. Widocznie zbudowane przez dwunogów właśnie, bo takie cuda w naturze się nie zdarzały, otoczone chmarą pszczółek, które wlatywały i wylatywały stamtąd. Czad, co?
I gdy tak przechadzała się między ulami zauważyła niedaleko kota. Wciągnęła powietrze, smakując je otwartym pyskiem. Prawdopodobnie miała obok siebie samotnika. I to dość młodego, patrząc po wyglądzie, z tego co mogła przyuważyć z daleka. Skierowała więc ku niemu stronę, przyjaźnie się uśmiechając.
- Cześć! Można zająć chwilę, czy to twoje unikanie słońca to bardzo wymagające zajęcie? - zagadnęła. Samotnik nie wyglądał jej na złośliwego, czy takiego, co to mógł się jej rzucić do gardła, acz zachowała resztki przezorności i nie podeszła od razu i nie przysiadła obok, a mięśnie miała lekko napięte, gotowe do ucieczki czy obrony.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
W cieniu było całkiem znośnie, jeśli nie miało się zbyt wielkich oczekiwań. A fakty były takie, że oczekiwania Minoga były bliskie zerowych. Kocur przejechał kilkukrotnie językiem po wyciągniętych łapach, by następnie oprzeć o nie łeb. Nim jednak zdążył uciec w leniwą drzemkę, w stronę rzeczywistości przyciągnął go z powrotem obcy głos. Przynajmniej to nie Luna mnie tu znalazł, pomyślał, krzywiąc się na wspomnienie swojego towarzysza. Podniósł dwukolorowe spojrzenie w stronę źródła dźwięku i nie odpowiedział od razu. Przyglądał się w ciszy kotce, jakby się nad czym zastanawiał, aż ostatecznie westchnął ciężko i przesunął się nieco w swojej kryjówce, jednoznacznie robiąc miejsce dla nieznajomej. Nie wyglądała krwiożerczo, a jeśli to były jedynie pozory – cóż, przynajmniej skończy się minogowy trud istnienia.
– Jasne, niech stracę. – zgodził się swoim zmęczonym tonem, na wypadek jakby gest nie był wystarczająco jasny. – To czym chciałaś zająć moją chwilę, co? Mam nadzieję, że nie narzekaniem na pogodę, bo na to nawet szkoda słów.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Widocznie kot, którego miała przed sobą, niespecjalnie zamierzał z nią długo konwersować, bo i nie wyglądał na chętnego do rozmawiania. Ostentacyjnie na nią patrzył, westchnął, i co prawda zrobił miejsce, żeby się ułożyła w cieniu, ale niespecjalnie wyglądał na takiego, co to chciałby, by się tam położyła. Dlatego też zdecydowała zostać na swoim miejscu, nieco w słońcu, które nieprzyjemnie prażyło jej ciemną sierść na ogonie, acz, nie zamierzała zaczynać rozmowy od niechęci ze strony drugiego kota. Lubiła zagadywać do nieznajomych, o najbardziej nawet błahe tematy, dlatego cóż, mogła się poświęcić, by porozmawiać chociażby przez chwilę!
- Och, kurczę, no to teraz będę musiała sobie iść, skoro nie chcesz o tym rozmawiać - westchnęła ciężko mówiąc te słowa, acz po chwili nieco się wyszczerzyła, by Minóg mógł poznać, że robi sobie tylko i wyłącznie jaja. - Ogólnie, wpadłam, by po prostu porozmawiać, wiesz, lubię poznawać nowe koty, a z twojej woni rozpoznaję, że jesteś samotniczką? - zagadnęła. Mówiła szczerą prawdę; nie zagadała z bardziej konkretniejszego powodu niż zapach, który unosił się od Minoga. - Jestem Kukułka, a ty? - przedstawiła się. Zdecydowała, już od jakiegoś czasu, żeby nie przedstawiać się klanowym imieniem. Co mądrzejsze koty i tak w końcu do tego dojdą, że jest klanowa, ale po co niepotrzebnie zaczynać rozmowę od naprowadzenia kogoś, że hej, tak naprawdę to nie jestem samotnikiem, i ogólnie to tam za winklem jest mój klan, jak co.