- Zazwyczaj chyba bo chcą im dawać jedzenie i dom - wzruszył ramionami. On nie widział dwunoga, co by robił komuś krzywdę, jakąkolwiek. W opozycji do ojca - który panikował na myśl, że jego dzieci były wydawane innym, obcym dwunogom i nie wiedział co się z nimi dzieje. Rex tej obawy nie rozumiał i oby nigdy zrozumieć nie musiał. - No i oni myślą, że im pomagają. Nie wiem czemu wydali moje rodzeństwo, ale zakładam że po prostu inni dwunodzy się nimi zajmują.
Co było na ten moment logiczne. A potem, na moment zamilkł. - Nie. I myślę, że każdy kto mówi że ich rozumie, jest nieco... - postukał się w głowę. - Niektóre słowa można zrozumieć, ale to bardziej mętlik i miks różnych dźwięków, a nie... mowa. To tak, jakbyś rozumiał psa czy ptaka. Wiesz, że czasem pies warczy, inny raz skomle, szczeka, i wiesz mniej więcej który dźwięk co znaczy. No ale nie wiesz co mówi.
Wyjaśnił, wzruszając lekko ramionami.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Oh! Czyli jednak miał jakieś odpowiedzi… I to wyjątkowo ciekawe odpowiedzi. - Fascynujące… Czasem jednak koty są przetrzymywane wbrew woli. Czemu dwunożni chcieliby zaoferować dom i jedzenie kotu, który wyraźnie tego nie chce i nie potrzebuje? Chociaż, hm, może myślą że jesteśmy jak jakieś kociaki, które piszczą że dadzą sobie radę, a wprawdzie nie potrafią zadbać o siebie… - aż sam sobie odpowiedział, a przynajmniej spróbował. Choć fakt rozdzielania rodziny dalej brzmiał okrutnie i na to nie powinno być nawet jakiś durnch wymówek.
Czyyli nie było to tak oczywiste jak już się nakręcił… A szkoda, no ale wciąż fakt, że da się wyłapać jakieś tony, czy pojedyncze słowa był ciekawy. - Nie wiem jak to z psami, ale w swoim życiu złapałem sporo myszy i dalej nie potrafię w żadnym stopniu rozróżnić ich pisków. Ale myślisz, że gdyby spędziło się wystarczająco czasu z dwunożnymi dałoby się z nimi jakoś porozumieć?
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Pomachał mu głową. Może i nie rozumiał ich mowy, ale gesty i czyny w większości wypadków - jak najbardziej. Koty były rzekomo pod ludźmi. Rzekomo, nie ważne co, nie mogły sobie same radzić. Bo tu deszcz, bo tu zimno, bo tu upał, bo tu nie ma jedzenia, bo tu woda brudna… i wszystko, ciągle, zawsze, coś. Skłamałby niemniej, gdyby powiedział że czasem nie popiera tego zachowania. Kochał wygodę. Uwielbiał być rozpieszczany na każdy możliwy sposób… - Oni myślą, że robią dobrze. Niektórzy to kawał chamów, ale większość po prostu się martwi i… łapiesz. Nie wiedzą czego my chcemy, a czego nie. Niektórzy myślą, że chcemy uciekać, bo się ich boimy, a oni chcą nam pokazać że nie ma czego się bać. To głupie, no ale… czego wymagamy od ludzi - uśmiechnął się lekko, wzruszając ramionami. - Myślę, że tak - machnął głową. Nie było rzeczy niemożliwych, a jedyną granicą była ich wyobraźnia i dobra wola. - Wystarczy być cierpliwym i… uczyć ich rozumieć nas. A my uczyć się rozumieć ich.
Proste, co nie? - …Mysz, jak ją złapiesz, to pewnie piszczy z bólu i woła o pomoc - dodał zaraz. Nieco niepewnie, bo może kolega zaraz poczuje się potworem, ale… trudno byłoby mu tego nie wyjaśnić.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Pokazać, że nie ma czego się bać... To już miało jakiś sens! Wprawdzie durny, bo było wiele argumentów by takiego kota wypuścić, a chęć pomocy komuś tak obsesyjnie nie brzmiała, hm, fajnie. - Łapię, łapię... Choć dalej trudno mi zrozumieć że taki durny powód wystarczy by trzymać kota wbrew jego woli u siebie. Ah, aż chciałoby się spróbować porozumieć z takim dwunożnym... Ale chyba wolę nie ryzykować, lubię swoją wolność - dorzucił ciepło z prychnięciem na końcu. Ciekawość wołała go do spotkania z tym łysym stworzeniem, ale rozsądek głośno krzyczał, by się trzymać z daleka od takich. I na razie wygrywał z ciekawością.
- Racja, to kiepskie porównanie... W takim razie rechot żab. Wiele razy taki słyszałem z oddali i z bliska i nie potrafię nic z niego wyłapać - naprostował, nie przejmując się w ogóle komentarzem młodego. Bo w końcu miał rację! Mysz głównie wrzeszczała i panikowało, gdy się ją łapało, więc tutaj trudno by było zrozumieć jej język.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
- Nie jestem pewien, czy zrozumieliby cokolwiek… Więc tym lepiej, nie próbuj nic. Nie chciałbym ci odmawiać czegoś, ale tu nie ma wielu plusów, jak wolisz sobie żyć dla samego siebie. Jedynie co, oni mają żarcia dużo, ciepło zawsze… - wymieniał, oczami wędrując gdzieś do nieba. Jeśliby teraz padał deszcz, pewnie jego dwunodzy od razu wciągnęli go do domu, bo inaczej zmoknie i być może się przeziębi. Z każdą chwilą, chyba też to rozumiał i wolałby, aby jego futro nie było mokre bez powodu…
“Hmm” wydobyło się z jego gardła. - Może się nawołują. Jeśliby to miała być ich mowa, to są głośne, tak? Nie muszą być tak blisko siebie jak my, żeby ze sobą porozmawiać. Chociaż… nie wiem. Nie widziałem zbyt wielu żab w swoim życiu - o ile jakąkolwiek. I po prawdzie, nawet nie wiedział do końca czy teraz ma rację. - Może ostrzegają siebie wzajemnie przed jakimiś niebezpieczeństwami? Czują, że ktoś nadchodzi i w ogóle… nie wiem.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
- Nie jesteś pewien, czyli jest szansa, że by zrozumieli. Może gdyby ryzyko byłoby niższe nawet dla iskierki szansy bym się skusił, ale tak to podziękuję - dorzucił. Dużo żarcia i ciepło brzmiało miło, może niektórym klanowym kotom takie życie bardziej by pasowało niż trud klanowego życia, ale musiałaby być to naprawdę dobra oferta, by Listek w ogóle zdecydowałby się zawitać u takiego dwunoga.
- Nie mam pojęcia! Nawet jak nawołujesz kogoś to no, używasz słów. Ahh skomplikowane to. Ale ciekawe to by było, być pierwszym kotem w historii, który porozumiewa się z żabami - prychnął aż na samą myśl. Brzmiało to, jak zachowanie kogoś no, zwariowanego, ale oh jak to by się przydało podczas polowań!
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Nie naciskał; nie miał ani powodu, ani chęci. Nie każde życie było dla każdego, i jeśli ktoś sam za siebie potrafił decydować - to dobrze. Uśmiechnął się tylko i machnął głową, żeby kolega miał sto procent pewności, że rozumie odmowę i mogą skupić się na innych, być może ważniejszych czy ciekawszych tematach. - Zapewne... - machnął głową, na chwilę zamilkł. - Mogę próbować poznać mowę innych zwierząt. Nie wiem ile z tatą będziemy robić nic, ale wiem że z pewnością będę się czasem okropnie nudził. Jeśli los da, przyśle mi pod nos coś, czego mowy będę mógł się nauczyć. Nie wiem czy żabę... ale coś innego na pewno.
Bo nierealnym było, aby w całej okolicy nigdy nie spotkał żadnego zwierzęcia. - Jak się uda, to może nawet w przyszłości ci przedstawię czego się nauczyłem.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
- Ptaki by były najprzydatniejsze... Oh nie trzeba by było patrolować i jeszcze można było im rozkazać, by przekazały wiadomość komuś na drugim końcu granicy bez łażenia tam. A ptaki wszędzie słychać, więc chyba byłyby najłatwiejszą opcją...? I jak się czegoś nauczę, to też ci przekaże. Może będziemy w przyszłości do siebie wysyłać ptaki jako jedyni znawcy ptasiego języka - zaśmiał się krótko na samą wizję czegoś takiego. Oh brzmiało to tak durnie... Ale jednak, gdyby się udało takie coś opatentować to na pewno życie w klanie stałoby się choć odrobinę lepsze.
Jeśli bury chciał, to mogli jeszcze chwilkę pokombinować jak to zrobić, by zmusić ptaka by wyjawił im tajemnice swojej mowy... Albo pogadać o innych pierdołach. Ale niestety, Listek nie mógł tu zostać na bardzo długo. Był terminatorem i zniknięcie na noc... No to już mogłoby zaniepokoić kogoś. Albo zezłościć, czego nie chciał. - Muszę już zmykać młody, wracanie po ciemku do obozu nie jest do końca dobrym pomysłem. Trzymaj się i pozdrów tatę - rzucił ciepło z uśmiechem na mordce, klepnął go łapką parę razy po głowie i wrócił skąd przyszedł.
//zt??
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Nie było to durne. Gdyby usłyszał takie stwierdzenie, najpewniej by powiedział wprost co myśli o tym, czemu to głupie tak myśleć, i że właściwie to powinni spróbować się nauczyć robienia czegoś takiego na serio. Nie mógł nazywać progresu czymś durnym. Bycie w tym samym miejscu zawsze, na wieki… to było durne. - Ty pozdrów kogokolwiek tam masz blisko - sam powinien wracać… miło było jednak poznać tego jegomościa. Oby świat znowu ich kiedyś na siebie wrzucił.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Lubiła kręcić się zimą w okolicach siedliska, ale też równocześnie dość blisko klanów, żeby w razie co móc zagadać do jakiegoś kota. Klanowe były o tyle bardziej interesujące od samotników, że więcej można było z nimi porozmawiać. Większość samotników dbała tylko o siebie, i jasne, z niektórymi dało się porozmawiać, ale większość omijała ją szerokim łukiem, czasami na nią wręcz sycząc, ale przez tyle księżyców poza klanem zdołała się już nauczyć, że samotnicy są z reguły tacy, jak zakłada ich nazwa; samotni. Dbają tylko o siebie, zimą mają więcej problemów, by się wyżywić i każdego spotkanego kota traktują od razu jak wroga... no, norma.
Dlatego dziś, mimo przejmującego zimna, które zaczęło nadchodzić nad las, przysiadła gdzieś przy jakiejś norze, gdzie zjadła posiłek, zaledwie niewielką mysz, którą przy niej znalazła, a potem przysiadła na jakimś kamieniu i zaczęła się rozglądać, przy okazji czyszcząc długie, czarne futro z wszelkich nieczystości po tym włażeniu do tej nory.
Księżyce: 55 Płeć: kocur Matka: ??? Ojciec: Płonący Liść [NPC] Trwałe urazy: mamy nie ma :[
Mroczek z mroku ma tyle, co nic. Matka najpewniej nazywając go myślała o... nie wiadomo w sumie czym! Może o ojcu? Może on miał tak na imię, może był ciemny jak noc? A może zwyczajnie urodził się o zmroku i tak przyszło jej na myśl? Nikt się nie dowie, nigdy, bo nie ma już jak jej spytać! Młodzik jest burym, rezotkowanym kotem, o białych znaczeniach - na grzbiecie nosa, pod nim, na brodzie, szyi i piersi, jak i na palcach wszystkich czterech łap został chlapnięty mlekiem. Poza tym, oczy ma całkiem śmieszne, bo dwukolorowe. Jedno jest niebieskie, drugie jest brązowe - albo będą, jak już się wybarwią!
Zwyczajny, jak kociak. Jest zainteresowany światem wokół, lubi poznawać wszystko co nowe, interesują go różne idee mniej lub bardziej prawdziwe. Uparty, lubi stawiać na swoim, umie powiedzieć stanowcze “nie”, jeśli coś mu się nie podoba. Do tego, nie owija w bawełnę, bo to czy ktoś się zrazi tym co mówi nie jest w żadnym wypadku jego problemem. Z tego też powodu może brzmieć nieco nieswojo, bezczelnie, jakkolwiek by tego nie ująć. Ma drobne problemy z przywiązaniem; odkąd matka zniknęła, z tyłu głowy pojawił się zalążek obaw, że każdy inny też może zniknąć. Rzecz jasna, obawa ta nijak przekłada się na byle koty, ale jeśli z kimś jest bliżej, chociażby odrobinę, tego typu myśli zaczną przewijać mu się przez głowę.
Jeszcze nigdy nie był poza terenem Gromu. W sensie, nawet chyba na granicy jeszcze przed tym nie był. Oficjalnie nie umiał ani walczyć, ani polować, więc nie było pretekstów by doczepiał się do patroli. Wyszedł więc sam, przebijając się przez średnio przyjemną rozmokłą, zimną ziemię. Ale miał cel!! Nadal, nadal wierzył że znajdzie mamę. Teraz też jeszcze Ziemię, na której znalezienie chyba liczył nieco bardziej - zaginęła relatywnie nie tak dawno temu, więc moooże jest gdzieś w okolicy. Może!
Poza Gromem nie było specjalnie inaczej. Pogoda ta sama, zapach minimalnie inny. Brak drapieżników, brak strachów. Ale były koty!! Kot, jeden kot. - Dzień dobry! - zamiauczał wesoło, podchodząc bliżej. - Za czym patrzysz? Też kogoś szukasz!!
Co było bardziej stwierdzeniem, niż pytaniem. Po co innego się rozglądać?
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
No i proszę! Znalazł się ktoś do pogadania! Ktoś wesoły i przyjazny, a także ciągnący za sobą zapach gromu, który od razu wyczuła, gdy kocur pojawił się bliżej niej. Zapach klanów już chyba na zawsze wrył się w jej nozdrza, i nawet jeśli dawno nie bywała na terenach klanowych korzystając z ciepła siedliska koni, czy gdy spędziła poprzednią zimę na osiedlu, to nadal pamiętała wszystkie zapachy i jakby minęła jakiegoś kota z klanu, to doskonale wiedziałaby od razu do którego należał, bo te zapachy były takie charakterystyczne! Szczególnie rozpoznałaby zapach rzeki, ten rzeczny i mułowaty, oraz klanu Cienia, oczywiście.
- Dobry, dobry! - przywitała się, odrywając język od futra i uśmiechając się promiennie do młodego, który się tu zjawił. - Nie szukam nikogo konkretnego! Ale dawno nie miałam okazji z nikim porozmawiać, samotnicy są taaacy nudni, więc trochę się rozglądałam za kimś do rozmowy, to prawda! Rozumiem, że chętny jesteś, hmm? Jak tak, to Kukułka jestem, miło poznać! - przywitała się, od razu jadąc słowotokiem, ale jak dawno nie miała okazji z nikim porozmawiać, to!
Księżyce: 55 Płeć: kocur Matka: ??? Ojciec: Płonący Liść [NPC] Trwałe urazy: mamy nie ma :[
Mroczek z mroku ma tyle, co nic. Matka najpewniej nazywając go myślała o... nie wiadomo w sumie czym! Może o ojcu? Może on miał tak na imię, może był ciemny jak noc? A może zwyczajnie urodził się o zmroku i tak przyszło jej na myśl? Nikt się nie dowie, nigdy, bo nie ma już jak jej spytać! Młodzik jest burym, rezotkowanym kotem, o białych znaczeniach - na grzbiecie nosa, pod nim, na brodzie, szyi i piersi, jak i na palcach wszystkich czterech łap został chlapnięty mlekiem. Poza tym, oczy ma całkiem śmieszne, bo dwukolorowe. Jedno jest niebieskie, drugie jest brązowe - albo będą, jak już się wybarwią!
Zwyczajny, jak kociak. Jest zainteresowany światem wokół, lubi poznawać wszystko co nowe, interesują go różne idee mniej lub bardziej prawdziwe. Uparty, lubi stawiać na swoim, umie powiedzieć stanowcze “nie”, jeśli coś mu się nie podoba. Do tego, nie owija w bawełnę, bo to czy ktoś się zrazi tym co mówi nie jest w żadnym wypadku jego problemem. Z tego też powodu może brzmieć nieco nieswojo, bezczelnie, jakkolwiek by tego nie ująć. Ma drobne problemy z przywiązaniem; odkąd matka zniknęła, z tyłu głowy pojawił się zalążek obaw, że każdy inny też może zniknąć. Rzecz jasna, obawa ta nijak przekłada się na byle koty, ale jeśli z kimś jest bliżej, chociażby odrobinę, tego typu myśli zaczną przewijać mu się przez głowę.
Przechylił głowę na bok w połowie jej słów. Nie sądził, że samotnicy są nudni. Róża mówiła o nich całkiem pozytywnie... no, przynajmniej tak ją rozumiał, jak mu wieki temu opowiadała o tym jak zniknęła z Klanu. Może ona trafiła na jakichś fajnych? Oj, moment. Chwileczka. - A czy ty nie jesteś samotnikiem? - obrażałaby swoich? Nie, żeby go to obchodziło. Nie jego problem jak ktoś się wyraża na temat jakichś kotów. W końcu nie miał prawa dyktować komuś jak ktoś powinien się wyrażać czy myśleć. - Ja to Mroczek!
Odpowiedział chwilę później. Chciał rozmawiać, oczywiście! - Um! Ja szukam mojej mamy i najlepszej przyjaciółki! Jakiś czas temu zniknęły i totalnie nie wiem gdzie ich szukać!
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Och, jestem! Ale wiesz, samotnicy to nie klany, nie jesteśmy ze sobą blisko, nie musimy się lubić, ani spędzać ze sobą czasu, rozumiesz - zaczęła, chcąc lepiej mu wyjaśnić o co chodzi. - No i wiesz, większość samotników nie lubi kontaktów z innymi, a niektórzy po prostu starają się ciebie omijać, bo im zjadasz cenny obiad! Albo możesz to potencjalnie zrobić! I chyba najbardziej przyjaznymi samotnikami, na jakich wpadłam, są ci, którzy kiedyś należeli do klanów, albo do nich wracają. No, ale są wyjątki! - przyznała, uśmiechając się delikatnie na wspomnienie Onyks, z którą dawno nie miała żadnego kontaktu. Ciekawiła się, co u niej i kiedy znów wpadnie w okolice lasu, bo Kukułce już się nie chciało biegać po osiedlu i z powrotem, więc zimne księżyce spędzała w okolicy Siedliska Koni, gdzie też było ciepło, przytulnie, no i można było połapać całkiem sporo myszy.
- Och? A jak wyglądają? Nie mówię, że ich widziałam, czy coś, ale może, a nuż! No a jak nie, to mogę się za nimi porozglądać, jak będę gdzieś chodzić, nie? - zarzuciła wesoło. Nigdy nie miała problemu, żeby poszukać kogoś dla innego kota, już kiedyś próbowała znaleźć kota, co z Rzeki odszedł i jego terminatorzy go szukali, oraz jakiegoś drugiego, ale nie udało się, no trudno, może tym razem będzie miała więcej szczęścia?
Księżyce: 55 Płeć: kocur Matka: ??? Ojciec: Płonący Liść [NPC] Trwałe urazy: mamy nie ma :[
Mroczek z mroku ma tyle, co nic. Matka najpewniej nazywając go myślała o... nie wiadomo w sumie czym! Może o ojcu? Może on miał tak na imię, może był ciemny jak noc? A może zwyczajnie urodził się o zmroku i tak przyszło jej na myśl? Nikt się nie dowie, nigdy, bo nie ma już jak jej spytać! Młodzik jest burym, rezotkowanym kotem, o białych znaczeniach - na grzbiecie nosa, pod nim, na brodzie, szyi i piersi, jak i na palcach wszystkich czterech łap został chlapnięty mlekiem. Poza tym, oczy ma całkiem śmieszne, bo dwukolorowe. Jedno jest niebieskie, drugie jest brązowe - albo będą, jak już się wybarwią!
Zwyczajny, jak kociak. Jest zainteresowany światem wokół, lubi poznawać wszystko co nowe, interesują go różne idee mniej lub bardziej prawdziwe. Uparty, lubi stawiać na swoim, umie powiedzieć stanowcze “nie”, jeśli coś mu się nie podoba. Do tego, nie owija w bawełnę, bo to czy ktoś się zrazi tym co mówi nie jest w żadnym wypadku jego problemem. Z tego też powodu może brzmieć nieco nieswojo, bezczelnie, jakkolwiek by tego nie ująć. Ma drobne problemy z przywiązaniem; odkąd matka zniknęła, z tyłu głowy pojawił się zalążek obaw, że każdy inny też może zniknąć. Rzecz jasna, obawa ta nijak przekłada się na byle koty, ale jeśli z kimś jest bliżej, chociażby odrobinę, tego typu myśli zaczną przewijać mu się przez głowę.
- ...A nie ma wam czasem samotnie? Nie wam-- im! Jak tak z nikim pogadać, ani nic... jak... jak rozumiem, że czasem się nie lubi towarzystwa, to myślę że samotność jest super straszna! - nie sądził, by znała na to odpowiedź. Skąd by miała ją znać? Przecież nie jest jasnowidzem, ani nie zna chyba perspektywy każdego samotnika! - Moja mama jest podobna do mnie... - z tego co pamiętał. Miała podobne kolory, to na bank. Skrzywił się pod nosem. Czyżby zapominał jaka była? Nie... nie mógł. Oczywiście, że nie mógł. Skarcił samego siebie w głowie, po czym kontynuował. - A ziemia była calutka bura! I miała takie... żółte... albo pomarańczowe? Oczy. I zawsze ma taką minę!
Ściągnął brwi, a całą mimikę spróbował ułożyć w nieco zirytowany grymas. - Tak o!