Sowia Łapa zmarszczył brwi kiedy usłyszał odpowiedź rzecznego typa. Jego zielone ślepia cały czas śledziły uważnie ruchy tego drugiego i musiał przyznać, że jego szkieletowate ciało napięło się kiedy zobaczył jak ten porusza łapą... uspokoił się jednak trochę kiedy zrozumiał, że to tylko po to żeby dwukolorowy mógł się podrapać. Bury terminator przekręcił głowę. Czy w Klanie Rzeki mieli jakąś inwazję pcheł?
-Tylko... tyle? -musiał przyznać, że był zawiedziony tym co się dowiedział. To mu w niczym nie pomagało. Nie ruszało nic do przodu w sprawie jego wojny z Bezgwiezdnymi. Zapach... gdyby to cokolwiek miało dać to by już dawno mary myślały, że jest jednym z nich.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 71
Mistrz: Płotkowy Potok
Płeć: trans kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Oczywiście, że nie tylko tyle. – zmarszczyłem nos, chociaż nie od smrodu, który dopiero co wytknąłem typowi, a ze zwykłego niezadowolenia. Nie podobała mi się ta rozmowa, wyczuwałem, że to jakaś pułapka. Nie wiedziałem już czy głowa mnie boli od myślenia czy od gorączki, ale tak czy siak, warunki do takich gierek mentalnych z przewodnikami po świecie zmarłych nawet nie były zbliżone do akceptowalnych. Wziąłem wdech by wyliczyć typowi wszystkie oczywistości.
– Poza tym jeszcze... – zacząłem, gdy dotarło do mnie wołanie z odmętów rzecznych terenów. Kojarzyłem tę sylwetkę, chociaż za nic nie mogłem przypomnieć sobie imienia. Nieistotne, była czymś wiążącym mnie z tym światem, więc rzuciłem tylko krótko okiem na szkielet po drugiej stronie granicy i bez słowa rzuciłem się do biegu. Pociemniało mi przed oczami od nagłej zmiany pozycji, ale na szczęście udało mi się nie wywalić na pysk przy tym. Byłoby już po mnie. Liczyłem na to, że dotrę do znajomego Rzeczniaka bez zakłóceń.
z.t chyba??
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Sowia Łapa czekał na odpowiedź drugiego kocura... ale w końcu się jej nie doczekał. Od razu zjeżył się i pazurami przeorał ziemię kiedy dwukolorowy praktycznie uciekł od niego kiedy ktoś pojawił się na horyzoncie. Gdyby bury szkielet terminatora był głupszy to pewnie pogoniłby za rzeczniakiem, ale jeszcze miał tyle oleju w głowie, żeby nie przekraczać granicy i nie narazić się na gniew drugiego Klanu. Takie rzeczy będzie załatwiać kiedy już upora się z problemem Bezgwiezdnych. Jeszcze go zjadzie.
-Nie uciekniesz tak łatwo -powiedział dopóki ten drugi mógł go jeszcze usłyszeć a potem odwrócił się w stronę Czterech Dębów i odszedł. Jeszcze tu wróci.
//zt
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Można śmiało powiedzieć, że Mięta przestał być nieporadnym, małym kociakiem. Kocur nabrał nieco masy dzięki opiece Mamy oraz Wujka. W końcu kazali mu ćwiczyć, spacerować oraz dużo jeść. Całe szczęście, że zbytnio nie utył przy bokach czy pupie. Po prostu nabrał kształtów prawdziwego samczyka. Jest o wiele wyższy i ma "solidniejsze" łapy. Obecnie śmiało można go zaliczyć do grupy średnich kotów. Syn Lśniącej chodzi zawsze z wysoko podniesionym łepkiem. Niestety to daje również złudne wrażenie, że dumnie prezentuje swoją klatkę piersiową. Zupełnie niczym kot, który wszem i wobec oznajmia pozostałym o swojej pewności siebie. Natomiast Mięta po prostu lubi obserwować otoczenie. Pewnie dlatego zawsze zachowuje wzmożoną czujność. Jego ciało jest gotowe do nagłego skoku, uniku czy nawet ucieczki. Przynajmniej na pyszczku kociaka już nie dominują emocje typu strach, zdziwienie. Obecnie bardziej można zauważyć zaciekawienie bądź powagę. Tęczówki samczyka przybrały barwę żółtego zmieszanego z zielenią. Wszystko zależy od światła bądź pogody. Całe szczęście jego futro nadal pokrywa biel. Oczywiście należy pamiętać o dymno-czarnych znaczeniach: symetrycznych plamkach na obu bokach, kresce pomiędzy uszami oraz 3/4 ogona. Dodatkowo sierść Mięty już nie jest taka długa i gęsta. Po prostu określiłby ją mianem przeciętnej, średniej. Za to przy uszach pojawiły się również dłuższe pasma. Przez co wyglądają tak, jakby należały do rysia niż kociaka. Generalnie Mięta jest zadowolony ze zmian, ponieważ zyskał ostre kły i dość niebezpieczne pazury.
Mięta miał dużo czasu, żeby wszystko sobie porządnie przemyśleć i uporządkować. Właściwie, to już nie przypomina wystraszonej kulki. Można śmiało powiedzieć, że nieco dorósł. Emanuje od niego przesadna powaga, a razem z nią pewne "zrozumienie". Chodzi o ogólne zależności np. pozyskiwanie wiedzy. Kotek już nie unika kontaktu z pozostałymi. Doskonale wie, że posiadają spore doświadczenie czy umiejętności. Dodatkowo mogą podzielić się teorią bądź praktyką. Chętniej również odwiedza nowe miejsca. Tam z ukrycia obserwuje zwyczaje starszych kotów, roślinność, zwierzęta, pogodę itp. Czasami próbuje przekuć pozyskane informacje w konkretne czyny. Bywają momenty, że sam rozpoczyna rozmowę z kimkolwiek. Oczywiście stara się wtedy nie zdradzać zbyt wiele odnośnie siebie. Woli słuchać co ciekawego ma do zaprezentowania rozmówca. Trzeba dodać że Mięta nadal jest bystry oraz spostrzegawczy. Tak samo nosi wewnątrz siebie paniczny strach. Tylko to uczucie urosło i zmieniło się wraz z nim. Zamiast ataków paniki czy prób ucieczek jest lęk przed przywiązaniem do kogokolwiek, czegokolwiek. Przecież koty mogą odejść, a nawet zdradzić! Dlatego kociak zachowuje swego rodzaju dystans emocjonalny. Mięta nie bawi się, nie biega, nie psoci. Natomiast umie wyciągać konkretne wnioski np. co jest bardziej opłacalne. Ma ambicję zostać najlepszym medykiem Klanu Wichru. Bardzo możliwe, że właśnie przez to pozostałe koty nieco go unikają bądź uważają za "niemowę".
Wieści miały to do siebie, że rozchodziły się bardzo szybko. Po prostu wędrowały niczym wiatr. Od pyszczka do pyszczka, od ucha do ucha. Wszystkie koty gotowe były słuchać tajemnic. Treść stanowiła drugorzędną sprawę. W końcu jaka to różnica czy spotka ciebie coś dobrego, czy zostaniesz zmuszony do pokonania czegoś złego. Generalnie śmierć Barwnej Wody zaskoczyła Miętową Łapę. Z początku biały niezbyt wierzył tym pogłoskom. Szczególnie, że odejście ojca było dość niespodziewane. Pojawiło się znikąd niczym śnieg. Ile jeszcze kocur miał księżycy przed sobą? Ponoć był zdecydowanie młodszy od Lśniącej. Mięta nikogo nie dopytywał. Zabrakło mu odwagi. Wystarczyło, że Mama również wyglądała nie najlepiej. Ostatnie księżyce mocno odznaczyły na niej swoje piętno. Jednak z upływem czasu Mięta zapragnął wiedzieć. Po prostu wypytać kogoś z patrolu Rzeki. Może Gwiezdni mu będą przyjąć i spotka kogoś znajomego? Dlatego od czasu do czasu chodził w dozwolone rejony. Wzdłuż znajomych granic. Bardzo rzadko zapuszczał się dalej. Dzisiaj dla przykładu łapy poniosły go pod granicę Czterech Dębów. Obecnie panowała Pora Nagich Drzew, więc jego futro stanowiło idealny kamuflaż. Mógł obserwować okolicę, jednocześnie zaskakując innego kota czy drapieżnika. Choć zapachu ziół nie mógł ukryć w żaden sposób.
/Gwiazdnica ~ Przepadło
Serce płoń niczym żywy ogień Nutko dzwoń, ułóż mi melodię Kwiatów woń niech do góry niesie mnie No dalej Serce płoń niczym żywy ogień Nutko dzwoń, ułóż mi melodię Kwiatów woń niech do góry niesie mnie
Księżyce: 84
Mistrz: Przepiórczy Śpiew
Płeć: kocur
Matka: Lśniąca Sadzawka
Ojciec: Barwna Woda
Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84
Mistrz: Przepiórczy Śpiew
Płeć: kocur
Matka: Lśniąca Sadzawka
Ojciec: Barwna Woda
Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
***
Sam nie wiedział, co tu robi. Po wszystkim co miało miejsce przez ostatnie dni, Pajęczyna po prostu miał wiele przemyśleń, wiele emocji w sobie. Jak każdy, kto go zna doskonale wiedział - w emocjach Pajączek najbardziej lubi chodzić na samotne spacery i zdecydowanie nie chce się nikomu zwierzać. Znów-terminator unikał głębszych rozmów z gromiakami, choć miał ich przecież lepiej poznawać. Sam nie wiedział, dlaczego był aż tak przygnębiony, skoro sam podjął decyzję o powrocie do rangi terminatora. Oczywiście, zrobił to nie dlatego, że kocha bycie terminatorem, o nie. Miał tak samo wielkie ambicje, jak zawsze. Po prostu po tej aferze na ostatniej ceremonii wolał pójść za poradą Wężowej Gwiazdy i pokazać tej całej Truskawce, jak mocno się do niego myliła. Zdenerwować ją. A potem? Potem miał znów być mianowany. I wszystko miało być dobrze, prawda? Więc dlaczego nadal czuł się ze wszystkim źle?
Sfrustrowany kręcił się po terenach Gromu, a potem wyszedł nawet poza nie. Nie do końca świadomie zbliżył się do granicy z Klanem Rzeki. Czuł ten znajomy smród, ale nie zwracał na niego wielkiej uwagi. Jakiś czas po prostu kręcił się w okolicy, trzepiąc nerwowo ogonem i nie będąc w stanie chociażby usiedzieć w miejscu.
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXWieczorna pora stała się jego ulubioną ostatnimi księżycami. Słońce powoli zachodziło, robiło się chłodniej, dzięki czemu mógł w spokoju przebywać na nieosłoniętej drzewami i krzewami przestrzeni, nie obawiając się, że przegrzeje organizm. Po patrolu wzdłuż Gromowej granicy, postanowił zatrzymać się na chwilę przy Czterech Dębach, aby odpocząć i zregenerować siły, przy okazji skorzystać z czasu tylko dla siebie. Znalazł pojedynczy głaz, na którego wskoczył zwinnym susem, by mieć lepszy widok na ewentualne inne koty lub, nie dajcie Gwiezdni, drapieżniki, choć wątpił, że spotka je właśnie w tym miejscu. Przysiadł na zadku, zajmując się czyszczeniem łap z kurzu i pyłu, jaki osiadł się na nich po kontakcie z wysuszoną na wiór ziemią i poszyciem lasu.
szpon
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Szpon natomiast, będąc Szponem, włóczył się za zwierzyną, przy okazji! odbębniając patrol. Samotny, bo zdążył wyprzedzić pozostałych wojowników już dobre kilkadziesiąt, jak nie kilkaset, uderzeń serca temu, obecnie samotnie buszując po terenach. Bo po co mu reszta?? Poza głupimi zaczepkami wobec pozostałych Wojowników, nijak miał interes z nimi siedzieć. Warkoczące Gardło jeszcze go tolerował, ale Tafla z każdym jego słowem i pytaniem typu "czy zanim dostała imię, to zadkiem zarwała jakąś taflę??", miała chyba coraz bardziej ochotę mu wbić trochę rozumu do głowy. Ale nie tym razem, bo Szpon sam się zmył, dając pozostałej dwójce spokój.
Parę chwil, moment spaceru, i... jest, trop! Zaczął się skradać za wiewiórą, która - jak na złość - zwiała mu przed samym nosem. Wtedy też wyczuł smród... Cienia! Zdecydowanie. Zaraz nawet zobaczył kota, do którego zapach należał. Pewien był, że to Kózka czy Grad do niego wpadli, a to jakiś obcy typ. - SIEMA!! TY TAM!! Na kogo czekasz! - krzyknął na powitanie, szczerząc do kocura szereg zębów. No, bo może był tu za sprawą do przywódcy czy coś!!!!
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXXZ wszechobecnych zapachów wszystkich Klanów, jeden zaczynał być bardziej wyraźny. Chwilę później Niedźwiedź usłyszał zbliżające się kroki, a biała sylwetka utwierdziła go w przekonaniu, że jego nos go nie mylił. Zmierzył Rzeczniaka wzrokiem, prostując się i stawiając umytą łapę na kamieniu. XXXX– Na nikogo, zrrobiłem sobie krrótką przerrwę od patrrolu – wyjaśnił szybko, dając mu do zrozumienia, że nie przyszedł tu z żadnym interesem. Właściwie to nie był nastawiony na rozmowę z kimkolwiek, ale skoro ktoś się już napatoczył, to czemu nie, przecież nie odwróci się do białego tyłem i nie odejdzie bez słowa. – Jestem Niedźwiedzi Rryk, a ty? Dawno nie rrozmawiałem z nikim z Rzeki, jak sobie rradzicie w te upały? W porrównaniu do rreszty, to odczuwacie to pewnie najmniej, tyle wody dookoła to terraz szczęście – zagadał. Wiele by dał za taką ilość wody na terenach, naprawdę. Nie musiałby wtedy iść aż do Księżycowego Jeziora czy Czarnego Ogona.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
- Aha!!! No ale żeby w tym miejscu? Masakra, przecież rybami śmierdzi! - zaśmiał się wesoło. No, nie było co kryć, śmierdziało tu rybami! Nawet jak był z Rzeki, to miał świadomość że dla innych może być to odór nie do zniesienia... a przynajmniej w taką pogodę! Bo każdy smród opadał i męczył, jakby z potrójną siłą. Zazdrościć Wichrzakom tych ich kwiatków tylko, taki opadnięty smród choćby jaśminów czy róż, albo nawet stokrotek, to chętnie by wąchał. - Ja to Szpon, miło mi i tak dalej!! A radzimy sobie... noooo... eeee... tak!!! Jest gorąco, a jak się siedzi przy wodzie w jakiejś jaskini, to jest momentami tak cholernie duszno, że aż trzeba się ewakuować do bardziej zalesionych terenów. Dziwne, wiem, ale Gwiezdni to chyba lubią czasem sobie pożartować i utrudnić, żeby nie było że są łaskawsi do nas! Poza tym, co do jaskiń, wiesz jak tam jest... wilgotno?! Całe futro mi aż klapie i takie się robi bLLAAAHHH!!! Niefajne!!!!! Chociaż fakt faktem, no! W samej wodzie to jest przyjemnie. Nawet z kimś od was się miałem umówić na pływanie, ale coś nam chyba nie poszło, albo ma jeszcze czas. Grad, kojarzysz typka? Miły, śmieszny! Myślał że o nim zapomnę... i mu nie mów, że pamiętam, niech się zastanawia!!!
Ponownie się zaśmiał. Nie zależało mu w końcu na spotkaniu ze znajomym już i teraz, ba, mogli nie widywać się kolejny obieg pór i byłoby całkiem normalnie i spoko. Więc po co go poganiać?? Może sam uznał, że Szpon to świrnięty frajer i nie chce z nim się widzieć... ale wtedy to chętnie by go zobaczył, tylko po to żeby go podrażnić, tak dla zasady!!!! - A wy jak tam? Nie wiem jak jest w Cieniu, ale zakładam że.... macie cień?......
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXX– To miła odmiana od bagien i mułu – stwierdził, szybko podłapując humor białego, długowłosego kocura. Ostatnio kiedy rozmawiał z kimś z Rzeki, to był to ktoś małomówny i szczerze mówiąc, trochę z kijem w zadzie, ten tu zaś to było zupełne, całkowite przeciwieństwo, jak tylko otworzył pysk i wylał się z niego potok słów, Niedźwiedź wiedział, że będzie ciężko. Taki nadmiar informacji go przytłaczał, ale słuchał go uważnie, mimo wszystko. Na wspomnienie jednego z jego współklanowiczów, nastawił uszu na sztorc. XXXX– Znam Grada, z tego, co wiem, niedawno skończył swój trrening, więc całkiem prrawdopodobne, że przy waszym następnym spotkaniu będzie już nosił inne imię – poinformował Szpona, bo ten zapewne o tym nie wiedział. – Jak na pływanie? Gdzie chcecie pływać, skorro nigdzie tu nie ma żadnej wody? Chyba, że na Terrenach Niczyich... ciężka jest w ogóle taka nauka pływania? – zapytał, z czystej ciekawości, bo skoro już podłapał ten temat, to nie zaszkodziło go kontynuować, a Szpon na pewno powie mu o tym trochę więcej, no dobra, dużo więcej, niż oczekiwał, pewnie dostanie zaraz cały monolog o tym, jakie to trudne, albo łatwe. XXXX– Mamy sporro lasu, to prrawda, ale i tak jest duchota i skwarr, więc niewiele to pomaga – zaczął – przy bagnach jest wilgotno i niebezpiecznie, sporro grząskiego mułu, że może cię wciągnąć i nie będziesz w stanie wyjść. I gęstego... sam nawet nie wiem co to jest, osad? Na powierzchni wody. Mamy przy grranicy z Niczyimi co prrawda superr strrumień, ale daje ulgę tylko na chwilę, niestety – i szkoda, że Czarny Ogon nie przebiegał przez środek ich terenów, albo chociaż w jakiejkolwiek bliższej odległości od obozu, zamiast tego wydzielał jedną z granic ich terytorium, eh. Nie można mieć jednak wszystkiego, dobrze, że w ogóle mieli jakąś wodę, gorzej by było, gdyby byli skazani na przykład tylko na Księżycowe Jezioro, nie mówiąc już o Mgielnym Bajorze, które było... niezdatne do czegokolwiek.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
- A to mu pogratuluj, ale nie mów że ode mnie!!! - żeby dalej nie było, że o nim pamięta!!! Sam może do ich spotkania ODZYSKA imię. Byłoby całkiem spoko... ale z drugiej strony, bez różnicy. I tak się przedstawiał każdemu jako "Szpon" i i tak było mu z tym idealnie dobrze. To czy był Łapą, Ostrym czy jakimkolwiek innym, jeśli Łabędź coś wymyśli, to było bez różnicy. Byleby był Szpon, nie?? - Ano i tak, na niczyich! Powiedziałem mu, że inaczej to byłoby dość trudno, bo w sumie... no, nijak to wiadome, czy to granica czy nie, a w samej rzece łapy taplać to ryzyko że się odpłynie! Dokąd?! Nikt nie wie!!! Może to jakiś skrót na Osiedle czy coś!!!
Pomachał głową na boki. W sumie, nie wiedział jaka jest ta nauka. Nie umiał pływać do końca! - Raczej prosto!!! - o, i idealnie. Nawet nie musiał się chwalić brakiem wiedzy. Ale też po prawdzie, nie wyglądało to jakoś ultra trudno. Być w wodzie, ruszać łapami, mordy nie zanurzać.... I już, pływanie jak się patrzy! - Dość.. dość żałosne tereny, co was chcą pożreć. No, wiesz, nie żeby coś, ale to takie dość ryzykowne! Chwila nieuwagi, i CHLUP!! Nie ma cię! I gdzie cię szukać?! Też skrótowiec na osiedle by to był?! Dość dziwny. No, i wyobraź sobie, nagle się wyłaniasz tam choćby z trawy!!! Ja bym się wystraszył takiej szutczki. Ta pogoda, w ogóle, to gęś by ją kopnęła!!! Tylko skwar, ewentualnie upał, czasem gorąc!!! Jak nie lubię deszczu, tak chętnie bym sobie w jakimś połaził.
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53
Mistrz: kamienisty brzeg [*]
Płeć: kocur
Matka: ostry kwiat [*]
Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*]
Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
XXXX– Mhm, jak już będzie mianowany to mu pogrratuluję, ale może do tego czasu jeszcze się spotkacie i sam ci się pochwali – stwierdził. Ciekawe w sumie, że Grad miał takiego znajomego w Rzece. Niedźwiedź w sumie nigdy nie zastanawiał się nad tym, jakby to było mieć faktycznie przyjaciół, czy chociaż kolegów poza Klanem, według niego lepiej było do czegoś takiego nie dopuszczać, a trzymać resztę na dystans, bo w razie jakiegoś konfliktu... cóż, musieliby stanąć po przeciwnych frontach, a krzywdzenie swoich przyjaciół brzmiało okropnie. Na samą taką myśl robiło mu się niedobrze. Ale z drugiej strony, nie słyszał o żadnych konfliktach czy poważnych problemach pomiędzy Klanami, więc może zawieranie takich znajomości nie byłoby znowuż takim złym pomysłem? XXXX– A właśnie, nie boicie się, że was nurrt porrwie podczas pływania? My mamy u siebie mały strrumyk i jest dość... szybki, więc domyślam się, że taka rzeka to jest o wiele barrdziej zdrradliwa – zapytał. Oczywiście, wiadomo, że takich nowicjuszy raczej się nie puszczało na sam środek rzeki, ale może Rzeczniacy mieli jakieś sposoby na okiełznanie pędzącego nurtu? Mając tak wiele wody dookoła siebie musieli wymyśleć jakieś sposoby na radzenie sobie w niebezpiecznych sytuacjach, nie wierzył, że nie. XXXX– Dlatego trzeba uważać, jak się chodzi po bagnach. I stawiać łapy ostrrożnie, najpierrw lekko, żeby wyczuć powierzchnie, ale w sumie to nie będę tłumaczyć, za dużo by tego było. O wiele lepiej nam idzie wspinanie się po drzewach – wyjaśnił mu pobieżnie, bo rozwodzenie się na temat tego, jak poprawnie poruszać się po bagnach i mokradłach, to temat dość rozległy i dla kota z Klanu Rzeki raczej niekoniecznie przydatny do przyswojenia. – No cóż, nic z tym nie zrrobimy, jedyne co, to pozostaje nam czekać na porrę opadających liści, nie? I mnóstwo kałuż dookoła, sam już nie wiem, co gorrsze – mruknął, krzywiąc się lekko na myśl o chlapie i okropnej, szarej pogodzie, która przyprawiała o beznadziejne samopoczucie i wiecznie brudne od błota łapy.
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
- Niektórzy na pewno się boją! Ale nie wskakujemy do wody tam, gdzie mogłoby być niebezpiecznie. Wiesz, to tak… no, głupie by było z naszej strony! Konkurs w Rzece na najmądrzejszego kota: ten który świadomie nie wpadnie do rwącego strumienia wygrywa. Generalnie, to takie dość… no, zależy gdzie się pływa. Są momenty, gdzie serio może być masakra przy jednym złym ruchu łapą - wystrzelił odpowiedziami, które… no, logicznie, miały sens. W praktyce, to chyba nijak nawet o tym kiedykolwiek myślał, czy ktoś się boi. Szpon wychodził z założenia, że nie jest nikt tak głupi, by pływać tam, gdzie może się stać komuś krzywda. Ale… no, kto wie?! Może byli tacy niespecjalnie mądrzy, co by próbowali!
Przy wyjaśnieniach co do terenu, nastawił uszu. Uśmiech z pysku mu nie schodził. Ot, był ciekawy jak tam się sąsiedzi mają. I mieli się źle! - Nie żeby brzmieć niegrzecznie, ale wam współczuję. Nie powinno tak być! Powinniście mieć chociaż jedną porę, gdzie możecie spokojnie chodzić. No, kałuże na pewno są jeszcze gorsze, bo teren robi się tym bardziej taki łuuUUuuUUUuUuu, ale… no, chłodniej jest… ach, sam nie wiem! Macie się okropnie. Ale dobrze, że po drzewach umiecie się wspinać! Ja to w sumie nie wiem jak mi idzie. Możemy kiedyś razem się wspiąć na jakieś, to mi powiesz czy robię to dobrze, czy zachowuję się jak skończony frajer?!
Ogromny i puchaty buro-biały kocur o zielonych oczach. Bury znajduje się na czubku głowy, grzbiecie, ogonie i podbródku. Biel z kolei na brzuchu, łapach i szyi. Posiada różową obrożę.
Strachliwy, kłamliwy, nerwowy, a do tego łatwo się stresuje, las przyprawia go o dreszcze. Z pozytywów: raczej sympatyczny, ale mała szansa, żeby za kogoś nadstawiał karku (z małymi wyjątkami).
Był to pierwszy raz, gdy bez większej obawy zapuścił się w okolice Czterech Dębów. Rzecz jasna gdzieś z tyłu głowy dalej tliła się iskierka wątpliwości, iskierka strachu, jednakże starał się ją stłumić. Ostatnimi czasy potrzebował izolacji od tego co go otaczało, tego co znał. Musiał się odstresować, zresztą była to też rada Zwiędłej Łodygi. Co osobiście uważał za zwyczajnie śmieszne, bo sama raczej nie pokusiłby się na taką terapię szokową.
Przysiadł na jednej ze skałek, zaciągając się zapachem granicy, którą czuł ostatnim razem wiele księżycy temu podczas treningu z Niedźwiedzim Rykiem. Rzeki.
budowa europejska, smukła, przeciętny wzrost, krótka czarna sierść z bielą na łapach, pysku, szyi, brzuchu i czubku ogona. Po wybarwieniu prawe oko niebieskie, a lewe złote
melancholijny, spokojny, chłodny || Las nie jest jak typowe kocię. Można porównać go do lasu iglastego z pustą przestrzenią między pniami, pokrytą jedynie mchem i z wysokimi sosnami skrzypiącymi na wietrze. Spokojny i melancholijny niczym stare omszałe sosny, chłodny i osamotniony jak nagie pnie, obserwujący jak korony drzew, przepełniony myślami będącymi jak ciche szepty wiatru i głębokimi jak zimne jaskinie. Ciekawią go tajemnice otaczającego świata, natury, lecz nie uczucia, których nie rozumie. Chciałby poznać budowę, znaczenie i pochodzenia wszystkiego co materialne bądź nie, w tym Gwiezdnego Klanu.
Budząca się do życia natura przywiodła mu na nowo materiał do obserwacji, to też rzeczny terminator powrócił do swoich wędrówek po terenach klanowych. Korzystając z ciepła słońca i przyjemnego wiatru postanowił wybrać się w okolicę Czterech Dębów i może tam poszukać jakichś medykamentów. Planował nazbierać trochę, a później zapytać medyka z innego klanu o ich właściwości, jednak zamiast ziół, trafił na zapach towarzystwa. Rozejrzał się i dostrzegł dużego burego kota, który wylegiwał się na kamieniu na granicy. W mig przypomniał sobie sytuację, gdy jakaś wichrowa terminatorka niby nieświadomie weszła na ich terytorium i pewnym krokiem szła w głąb. Wolał nie dopuścić do powtórki, więc przysiadł blisko, lecz wciąż po rzecznej stronie granicy i zaciągnął się zapachem. Klan Cienia. - Pamiętaj, by nie przekroczyć granicy. - Odezwał się, krzywiąc pysk. Nie miał ochoty na rozmowy z kimkolwiek, ale mimo to zdecydował się przypomnieć nieznajomemu o zasadzie, by uniknąć potencjalnych problemów.