Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń miał to do siebie, że nawet jeśli ktoś go obrażał, umiał, nomen omen, odwrócić kota ogonem. Pewnie gdyby Sopelek okazała się złośliwą bestią dowiedziałaby się, że prędzej sobie zszarga nerwy na młodym wojowniku niż zmusi go do gniewu lub płaczu. Kocur o śmiesznych uszach przeszedł już niejedno, wiele się nauczył i trudno było powiedzieć, żeby zapadł się w sobie. Ba, żył pełnią życia i nie przejmował się złem, jakie go otacza, wprost mówił, że jest tym złem. Nie awanturował się już co prawda na ceremoniach, bo wiedział doskonale, że to nie da żadnego efektu, ale swoje poglądy miał i dzielił się nimi z innymi kotami, bo tego sobie zdecydowanie nie mógł odmówić. Chciał żyć w zgodzie z sobą, to zaś powodowało, że nie był aż tak strachliwy. A może chodziło o coś innego? W każdym razie był zadziwiająco silny i pewny swego w uroczo czarujący sposób pokazujący jego twardy tyłek.
- Może kiedyś jakiś miał? Może za jakiś czas obudzę się z gwiezdnym dziadkiem sprzed setek księżyców, który powie mi, że się od niego wywodzę? To dopiero byłaby historia! – rzucił śmiejąc się ciepło, a jego oczy zabłyszczały mocno, gdy sadowił się wygodnie pośród ściółki zachowując się nieco jak kura na grzędzie, ale gdyby ktoś postanowił mu wypomnieć, że przypomina kaczkę lub inny drób, pewnie jedynie by na niego nakwakał, bo dlaczego by nie? Już kiedyś przekomarzał się tak z Bławatkiem i chętnie by to powtórzył, tak samo jak lizanie Grzmiącej Ścieżki.
- Będę zobowiązany –powiedział na to szarmancko, po czym wybuchnął śmiechem nie mogąc zachować w ogóle powagi, by zaraz podnieść się i obserwować, jak Sopelek sprawnie wspina się na drzewo. Aż obszedł je dookoła stawiając śmiesznie łapy i zadzierając głowę, by móc przypatrywać się swojej znajomej szalejącej w przestworzach.
- Nie wierzę! Sprytne są! Wiedziały, że będę chciał okraść je z tych ogonów! – rzucił niby to oburzony przyjmując nawet stosowną minę i sapnął przeciągle, by zaraz zacząć się rozglądać, czy przypadkiem gdzieś dalej nie ma żadnej wiewiórki. Nie było. Poza jedną, która siedziała teraz nad jego głową. Wspiął się na tyle łapy przez co wyglądał jak niedźwiadek i machnął łapą w stronę Sopelka cały czas uśmiechając się przyjaźnie. – Jesteś teraz żołędziem? I spadniesz dopiero na Porę Opadających Liści?
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Wydoroślała. Nie jest już małym, niezgrabnym kociątkiem, pokrytym niebieskim puszkiem. Jej ciało stało się chude i smukłe, łapki długie, a krótkie, szarobłękitne futerko nabrało połysku i gładkości; w połączeniu ze zwinnością i gracją ruchów Sopelka chwilami przypomina ona węża. Pyszczek również wysmuklał i zwężył się, zaś tkwiące w nim duże, migdałowe oczy mają zieloną barwę, ciemniejącą przy źrenicy. Nosek zachował swój ciemnoszary kolor.
Trudny okres dzieciństwa, mimo że chwilowo ją przytłoczył, w końcu pozwolił jej zmężnieć i stać się silniejszą. Jej reakcje na zachowanie ojca, Pokruszonego Lodu, były zrozumiałe - była jeszcze kocięciem i nic dziwnego, że dała się zastraszyć, co w końcu doprowadziło ją do opuszczenia Klanu, jednak żyjąc z dala od domu dorosła i zrozumiała, że nie może wiecznie być popychadłem. Nadal jest jej ciężko walczyć z dawnym strachem, jednak jest zdeterminowana by się nie poddawać, mimo że ciągle potrzebuje przypominać sobie o byciu odważną. Na całe szczęście nie zatraciła swojej iskry zachwytu i wszystko co widzi nadal przepełnia ją oczarowaniem. Cieszą ją najmniejsze rzeczy i w każdej sytuacji wypatruje czegoś, w czym mogłaby się zakochać. Optymistka i niepoprawna romantyczka. Łatwo nawiązuje przyjaźnie, chociaż z początku jest dość nieśmiała i nie przepada za towarzystwem zupełnie obcych jej kotów. Mimo że lubi spokój i rutynę, to nigdy nie odmawia żadnej przygodzie, traktując je jako coś, co mogłoby jej pomóc w walce ze strachem. Ma niesamowicie bujną wyobraźnię, z której bardzo często korzysta i która niestety często działa na jej niekorzyść, podsuwając jej najgorsze scenariusze... bądź nie pozwalając jej zejść z powrotem na ziemię z obłoków.
Mruczące Gardło (samotnik)
Słysząc słowa "Gwiezdny dziadek" przez głowę Sopelka przemknął obraz starego, połysiałego i posiwiałego na pyszczku Toni, spowitego w gwieździstą poświatę, nadal z jego charakterystycznymi uszami, tymi długimi włoskami, śmiesznym chodem i brakiem ogona i ostatkiem sił powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Rzeczniak już nieco przypominał sympatycznego staruszka przez te swoje bujne bokobrody i wystające włoski, a to wyrażenie jeszcze bardziej dodało materiału dla wyobraźni Sopelka.
- Sam jesteś gwiezdny dziadek - zachichotała, potrącając Toń delikatnie barkiem, gdy ten sadowił się wygodnie na trawie, żeby pokazać że nie miała tego na myśli w złośliwy sposób. - Kto wie, może faktycznie? - dodała za chwilę, zatrzymując się przed kocurem i patrząc na niego wesoło. Właściwie, jakby się nad tym zastanowić, to nie było to aż takie niemożliwe. Niektórzy opuszczają Klan, żeby wieść samotne życie, albo zostają wygnani i równie dobrze mogą zakładać własne rodziny, a potem ich wnuki czy prawnuki może wracają do Klanów, wiedzione tą resztką leśnej krwi, która krąży w ich żyłach. Dokładnie tak jak sama Sopelek. Nie miała pojęcia, że na końcu jej podróży znajdują się Klany, a mimo to coś ją tutaj zaciągnęło, dlaczego więc nie mogło być tak w przypadku jej przyjaciela?
Roześmiała się głośno, słysząc że Toń nie porzucił ich wspólnej gry i nadal żartował i podniosła się, by przejść parę kroków wzdłuż gałęzi, mocno wbijając pazury w korę i pomagając sobie ogonem w utrzymaniu równowagi. Nie śmiała się tyle... właściwie odkąd bawiła się w śniegu wśród paproci przed kociarnią ze Ślizgawką i Szronem, kiedy jeszcze była malutka. Była to też bardzo przyjemna odskocznia od rozmów z jej klanowiczami. Oczywiście, kochała ich nad życie, zwłaszcza swoją rodzinę, jednak tam co chwilę spotykała kogoś, kogo znała wcześniej i z kim wiązała już jakieś dawne wspomnienia. Nie żeby nie cieszyła się z takiego widoku - cieszyła się ogromnie, mogąc znów z nimi porozmawiać, jednak Toń był czymś kompletnie nowym. A mimo to już tak szczęśliwym i radosnym.
- Następnym razem będziemy musieli rozmawiać o tym o wiele ciszej. Na pewno nas podsłuchały - zawołała z gałęzi, patrząc na burasa, który został w dole. Zachichotała jeszcze raz słysząc jego pytanie, a przyjemne ciepło rozlało się po jej klatce piersiowej. Tak dobrze było w końcu móc pożartować z kimś, kto rozumiał jej poczucie humoru i potrafił podchwycić jej gry, zamiast mówić jej, że zachowuje się jak kocię!
- Nie ma mowy! - odparła. - Do Ciemnego Lasu z Porą Opadających Liści. Jestem buntowniczym żołędziem! Spadnę teraz! - oznajmiła wesoło, po czym skoczyła z powrotem na pień, łapiąc się mocno pazurami chropowatej kory i zsunęła się na dół, rzeźbiąc w niej podłużne rysy. Gdy tylko dotknęła ziemi łapami przewróciła się na grzbiet, nieruchomiejąc. - Teraz muszę tylko poczekać na deszcz i urosnę, no nie? Będę piątym drzewem! - zaśmiała się, czując przez futerko rozgrzaną słońcem trawę. - I będę... urywać ogony wszystkim wiewiórkom, które... się tylko do mnie zbliżą! - wydusiła przez śmiech, nie mogąc opanować chichotów, które wstrząsały całym jej ciałem. Co za dobry dzień. Och, co za dobry dzień.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń oczywiście nie wierzył w to, żeby posiadał jakiekolwiek klanowe korzenie, ale taka myśl była co najmniej interesująca, tak więc nie zamierzał jej porzucać. Może nawet opowie kiedyś o tym, że tak słyszał od kogoś tam, czy coś podobnego. Nie bardzo chciał mieszać w to Gwiezdnych, bo wydawało mu się to nie tylko mało rozważne, ale i mało zabawne. Sam jednak spokojnie mógł mówić, że takiego przypomina, w końcu poza młodzieńczym błyskiem w oku i gładkim futrem nie posiadał zbyt dziecięcych cech. Te włosy w uszach i bujne futro na pysku zdecydowanie go postarzały, a co! Zerknął spod okna na Sopelek, jakby chciał jej powiedzieć, że sama jest gwiezdną babcią, potem zaś zaśmiał się ciepło, bo wcale nie poczuł się urażony.
- Poczekaj do Pory Nagich Drzew, aż mi zamrozi wszystkie włosy w uszach - zakomunikował na to, a następnie zmarszczył w rozbawieniu nos. Wiedział, że to tylko takie bujanie w obłokach, ale z dość wielką przyjemnością pokiwał głową na jej słowa, bo były w gruncie rzeczy przyjemne. Ona była przyjemna, jeśli być dokładnym i w pewnym sensie kocur ucieszył się, że będzie miał przyjaciółkę w innym Klanie. To nie było zakazane, a poza tym nie zdradzali sobie żadnych strasznych rzeczy! Właściwie to wygłupiali się, jakby byli jeszcze wciąż kociętami i faktycznie w końcu nikt nie robił co do tego uwag i nie zachowywał się, jakby był z tego powodu obrażony, czy cokolwiek takiego. Oczywiście, on pewnie niewiele by sobie zrobił z tych uwag i jedynie wzruszył barkami na znak, że kot gadający głupoty może się wypchać, ale nie chciałby, żeby kocicy było w jakikolwiek sposób smutno. Tym bardziej, że teraz bawili się doskonale!
- Nie wiedziałem, że mają taki dobry słuch! - rzucił na to robiąc zdecydowanie zszokowaną minę i rozglądając się uważnie. Jakby chciał wyśledzić jakąś paskudną wiewiórkę, która wygląda zza gałęzi i chichocze pokazując go palcami, czy coś podobnego. Albo z zadowoleniem zaciera łapki planując zapanować nad światem! Zaśmiał się znowu uradowany, kiedy Sopelek ponownie się odezwała i odskoczył nieco w tył, kiedy ta poturlała się po ziemi lądując ostatecznie w okolicach jego przednich łap, a on popatrzył na nią z góry nie umiejąc zupełnie ukryć rozbawienia, jakie go teraz ogarniał.
- Chyba będziesz musiała tak czekać bardzo, bardzo długo! I na pewno nie możesz się ruszać, bo wtedy w ogóle nie urośniesz i nie będziesz miała żadnych korzeni - zakomunikował bardzo mądrze, chociaż nie miał żadnego pojęcia, jak to wygląda i jak się odbywa. Zgadywał. A takie zgadywanki były dla niego bardzo zabawne. - I będziesz zjadała te wiewiórki wabiąc je do siebie swoimi gałęziami? - chciał jeszcze wiedzieć, bo doszedł do wniosku, że taki żołądź, to chyba nie rośnie od samego deszczu, a już zwłaszcza, kiedy jest kotem, który spadł z nieba, prawda? Prędzej zaczęłoby jej burczeć w brzuchu i wszystkich dookoła by wystraszyła, niż urosła naprawdę, naprawdę wysoko.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Tym razem słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy obydwie skończyły swój trening na dziś i mogły rozprostować kości z dala od obozowego gwaru. Nie musiała już się martwić o to, że ktoś ją zatrzyma w wyjściu, dlatego też każdego dnia korzystała z okazji i rzucała aroganckie spojrzenie kotu, który miał robić za "strażnika". A co. Mogła. Dzisiaj nawet doprawiła to pokazaniem języka. - To co - mruknęła do rudej siostry, gdy ominęły już Wielkie Bramy Ich Królestwa - Robimy patrol? - zaakcentowała śpiewnie ostatnie słowo, by dodatkowo obsrać całą tę zwiadowczą pajacerkę - Brak wojownika obok raczej nie jest wielkim problemem. Możemy oznaczyć granicę z Czterema Dębami - wtedy będą miały wymówkę "co tu robią", kiedy jakiś kretyn zmaterializuje się obok i postanowi robić problemy.
Rzuciła krótkie spojrzenie na samotny kamień, który kojarzyła dzięki Ciemniejącemu Niebu, po czym otarła się o niego pyszczkiem, pozostawiając lekki zapach. - Sądzisz, że Świetlik będzie miał coś przeciwko, jeśli podejdziemy pod samiusieńkie Cztery Dęby? - i przypadkiem zbezcześcimy je zapachem Klanu Rzeki? Zważywszy na związanie przywódcy z trupami w chmurach, następna ceremonia byłaby wtedy istną burą i pokazem pretensji.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Chwila dla siebie, choć szczerze Winie to nawet nie robi różnicy czy ma trening, czy siedzi gdzieś samotnie. No, ale towarzystwo siostry to jednak coś lepszego od jej codziennych zajęć.
- W końcu to będzie nasz wojowniczy obowiązek. - Tylko szkoda, że nie ma czego bronić, bo każdy przestrzega kodeksu. każdy chce żyć w pokoju i spokoju. Zadnego konfliktu, żadnej wojny, ustalili sobie tereny i wszyscy żyją szczęśliwi bez zmartwień i spin. Chyba nawet samotnicy odpuścili sobie chodzenie po ich terenach. - Phi, jakby ci się do czegoś nadawali. Mam wrażenie, że wielu z nich z prawdziwymi wojownikami łączy tylko imię. - Cicho prychnęła z odrazą. Pewno one we dwójkę zrobią więcej niż grupka Rzecznych wojowników.
- Raczej nie, przecież trzeba znaczyć granice. A tutaj to granica, no nie? Mówiłaś, że tu byłaś. - Pokręciła lekko łbem odchodząc kilka kroków dalej od kamienia. - Trzeba dokładnie zaznaczyć gdzie jest nasz klan. - Oznajmiła kładąc nacisk na "dokładnie". Od czegoś są ci frajerzy z innych klanów by pilnować własnych granic, a jak nie są tego w stanie upilnować, to zwyczajnie nie są gotowi na posiadanie tak dużego terytorium.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Ćma zaczynała lubić te okolice. Cztery Drzewa robiły na niej wrażenie, były także jedynym miejscem, w którym mogła spotkać koty z dosłownie każdego klanu. Od jakiegoś czasu miała nadzieję, iż trafi na kogoś z Rzeki - wtedy zaliczyłaby mały achievement, czyli poznałaby po co najmniej jednym kocie z każdego klanu. W Wichrze był to Dryfujący Kwiat, w Gromie Paprociowy Liść. Córka Żmijowego Ogona nie była jednak głupia i nie zamierzała pchać się z kopytami na tereny Rzeczniaków, zwłaszcza po tym co usłyszała od Gromowego wojownika, dlatego też czaiła się w miejscach Zgromadzeń, które do nikogo nie należały, czy też może po prostu często tu odpoczywała. Obecność samotników i pieszczochów była prawie niemożliwa, wszak znajdowała się w samym sercu terenów czterech klanów, na dodatek mogła cieszyć się samotnością i spokojem.
Terminatorka medyczki leżała sobie na gałęzi jednego z czterech drzew i obserwowała okolicę, mrużąc oczy przed blaskiem słońca. Co jakiś czas przejeżdżała językiem po przednich łapach i boku, a także ziewała. Zapewne właśnie dlatego nie dostrzegła zbliżających się kotów, o ich obecności zorientowała się dopiero, gdy do jej uszu doszedł odgłos rozmowy. Powoli obróciła głowę w kierunku dźwięku i nieopodal dostrzegła dwie młodo wyglądające kotki - jedną rudą, drugą... bardzo dziwną. Nigdy jeszcze nie widziała takiej barwy sierści - niebieski grzbiet, kremowy brzuch i elementy na pyszczku. Huh, egzotyczni ci Rzeczniacy, może to przez te ryby?
Ćma milczała. Nie zamierzała zdradzać swojej obecności, lecz też nie próbowała się kryć. Czekała aż dwie terminatorki - bo nie wierzyła, żeby mogły być już wojowniczkami - podejdą pod jedno z drzew i dostrzegą jej obecność. Zobaczymy jak ogarnięte są te rybne koty i ile czasu minie nim zorientują się, iż nie są tu same. Jeśli któraś z córek Klonowej Łapy podniosła wzrok, mogła zauważyć rozłożoną wygodnie na gałęzi Ćmę, która wpatrywała się w nie z umiarkowanym zainteresowaniem i rozbawieniem.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Za dokładne zaznaczenie zapewne miałyby tutaj nie lada mały koniec świata. Dęby wykręciłyby się do góry nogami, niebo zaczęło walić na głowę, ziemia rozstępować, a z jej głębin wylazłby cerber, zesłany przez Gwiezdnych. Huh. Właściwie to czemu nie? Z chęcią by umarła przy takich widokach.
Ruszyła za siostrą, a z chwili na chwilę jej futro coraz bardziej się unosiło, gdy do jej nosa dolatywał silny, obcy zapach. Otaksowała spojrzeniem okolicę, lecz niczego nie dostrzegła - musiała podejść bliżej drzew, by zauważyć obcą kotkę. Szturchnęła lekko Winogrono. Pięknie. No to mają z głowy oznaczanie granicy, bo zaraz to stworzenie ich wyda. - Co to za wyliniały bóbr - Wymamrotała pod nosem tak, by słyszała to tylko siostra. Cóż. W Rzece zaś nie było szylkretów tego typu, więc dla Czereśni owa maść wyglądała równie egzotycznie i nietypowo. Przymrużyła oczy i przez chwilę gapiła się prosto na cienistą, nie wypowiadając ani jednego słowa. Nie wiedziała jak zacząć rozmowę, by zaraz nie rzuciły się sobie do gardeł, a tatko uczył, by nie robiła sobie problemów, dopóki nie zaczną trenować walki.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Jakieś atrakcje by były, ale co się Winogrono oszukuje i tak pewnie skończyłoby się na kazaniu i śmieszną karą pod tytułem wymieniania mchu. Ruda również poczuła zapach obcego, lecz jeszcze nie włączyła trybu miejskiego dresa wyjeżdżając z tekstem "a w pysk chcesz?" na dzień dobry. W końcu nie wie gdzie znajduje się obca póki nie spojrzała tam, gdzie Czereśnia wbiła wzrok.
- Wygląda na zdziczałego. - Skomentowała przyciszonym głosem. Jeszcze się na nie rzuci i co wtedy? Przynajmniej czarno-ruda nie zaczęła syczeć i burczeć, ale cholera wie z nimi. I co ma teraz zrobić, zagadać? Niby co ma powiedzieć co jakiegoś tam cienistego cieniasa. Uciec? O, tego na pewno nie zrobi.
- Nawet nie potrafi się przywitać. Cóż za brak wychowania. - Krytycznie stwierdziła szczerze nie dbając o to czy to obca usłyszy, czy nie. I tak już siebie widziały nawzajem.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Nieznajome zorientowały się o jej obecności dosyć szybko. Ta z długim ogonem zatrzymała się i zaczęła coś szeptać do swojej towarzyszki, zaś ruda postanowiła mówić głośniej, na tyle głośno, że Ćma to usłyszała. Obrzuciła dwie koteczki rozbawionym spojrzeniem. Powoli musiała zacząć się przyzwyczajać do faktu, iż nie jest już w ich wieku - jest w pełni wyrośnięta i dorosła - nic więc dziwnego, że dwie Rzeczniaczki mogły czuć zaniepokojenie, a może nawet strach. Prawdę powiedziawszy szylkretowa miała wrażenie, iż ma do czynienia z kotami będącymi terminatorami nie dłużej niż księżyc, ewentualnie dwa. To aż dziw, że pozwalają im wychodzić samotnie z obozu, ale cóż, Rzeka najwyraźniej kierowała się własnymi prawami.
- Po co miałam sssię witać, sskoro mnie wcześśniej nie widziałyśśście? Nie chciałam Wass wyssstraszyć. - Tak naprawdę miała gdzieś, czy kogoś by wystraszyła, czy też nie, lecz wypadało powiedzieć coś w tym stylu. Nie miała ochoty na kłótnie i dramy zwłaszcza z Rzeką, która najpierw tłukła, później pytała. Kto wie czy w okolicy się kręci się gdzieś matka tych dwóch pokrak. Teoretycznie nic nie powinno jej grozić, wszak nie przekroczyła granicy i nawet nie była temu bliska siedząc na jednym z czterech drzew, lecz kto wie, co roi się w łbach rybożerców. - Jeśśli jednak tak Ci na tym zzależży... to witaj - powiedziała, a w jej ślepiach rozbłysło rozbawienie. W myślach zrobiła sobie mały zakład - kotki znajdą w sobie odwagę, żeby podejść bliżej do Ćmy, czy raczej zachowają w miarę bezpieczny dystans? Obstawiała, że ta niebiesko-kremowa postawiłaby na ostrożność, za to ruda najwyraźniej wolała bawić się w kozaka i zaczepki, wiec kto wie. Szylkretowa niespecjalnie się ich obawiała. Miała za sobą trening wojownika, gdyby nie jej decyzja zapewne już by nim była, tyle że po co robić sobie niepotrzebne problemy? Nie przyszła tutaj, żeby poklepać się z kimś po pysku, chciała zwyczajnie porozmawiać i, przy odrobinie szczęścia, poznać kogoś ciekawego.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Zaśmiała się krótko na komentarz Winogrona, lecz nie miała zamiaru patrzeć się na cienistą koteczkę z ziemi. Jeśli mają rozmawiać to tylko i wyłącznie na tym samym poziomie. Różnica wieku nie gra roli. Nigdy nie grała. Obsrała swojego wujka od góry do dołu w momencie, gdy potykała się o własne łapy, więc tym bardziej nie będzie ulegać przed starszą o około pół roku kotką.
Spięła mięśnie i wprawiła w ruch zbite, żylaste ciało, wspinając się na drzewo bez większego problemu. Już od maleńkości ćwiczyła tę sztukę, niemalże przypłacając swój zapał życiem. Miała szczęście, że Ciężki wczas ją zauważył i uratował z opresji. Teraz jednakże go tu nie było, a Czereśnia twardo stała na gałęzi, na której spoczywała cienista. Podeszła do niej i zawiesiła pysk tuż przy jej oku, niemalże wciskając nos w futro policzka. - Syczysz jak wąż - powiedziała jakoby sama do siebie, stwierdzając suchy fakt - Węże to wspaniałe stworzenia, nie sądzisz? Jedno ukąszenie i wyciąga z Ciebie caluteńkie życie, ale przed tym ostrzega, bo nie jest bezmyślną bestią - uśmiechnęła się cierpko, rozluźniając ciało i rozgościła się na drzewie nieco bardziej, cofając nos sprzed pyska szylkretowej. Tak, Czereśnia właśnie powiedziała komplement - i to nie byle jaki, bowiem zaliczał się do tych z 'wyższej półki' w jej mniemaniu.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Cóż to, kolejny kot z wadą mowy? Gdyby nie powolna zmiana perspektywy, Winogrono od razu by wyjechała z tekstem "wadliwe geny, oby się nie rozmnożyła" itp, lecz teraz stara się wpierw poznać kota, a dopiero później zdecydować co uczynić, przynajmniej daje szansę. Pewnie by teraz zakończyła rozmowę, lecz siostra postanowiła porozmawiać z obcą twarzą w twarz, czy tam pysk w pysk. No nic. skoro Czereśnia idzie na pogaduchy to ruda nie będzie jak sierota siedzieć pod drzewem. Uczepiła się pazurami kory i wspięła na gałąź na której kotki siedziały chociaż zajęło jej to więcej czasu niż Czereśni. Winogrono nie miała wielkiej styczności z drzewami, czasami się wspinała gdy chciała w spokoju poobserwować dorosłych, ale robiła to rzadziej od siostry. Dobrze, że to solidna gałąź, a nie cienki patyczek. Widać było, że cienista była od nich starsza, lecz jakoś za dużo jej to nie robiło. Są na neutralnym terenie, a szylkretowa nawet nie szuka zaczepki w porównaniu do rudej. Ciekawe jak długo wytrzyma bez plucia jadem póki nie wywoła bójki, o ile do tego doprowadzi patrząc na to, że Czereśnia właśnie komplementuje obcą. Phi, od kiedy zostały terminatorkami dziwne rzeczy się dzieją. Winogrono akceptuje jąkały, a Czereśnia zamiast opluć obcą i pokazać jej gdzie jest jej miejsce w łańcuchu pokarmowym rozmawia z nią jak równy z równym.
- Musiało ci się niezwykle nudzić skoro aż przyszłaś tutaj, albo miałaś serdecznie dość swojego klanu. Skąd jesteś? - Innego powodu nie widzi by ta przylazła tutaj.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Podążyła wzrokiem za tą drobniejszą, która wspinała się ku niej po drzewie z zaskakującą jak na ten wiek zwinnością. Przez głowę Ćmy przemknęła myśl, że te Rzeczne rybojady chyba od maleńkości trenują się w łażeniu po drzewach... tylko po co, skoro główne źródło ich pożywienia pływa w rzece? Na to pytanie nie zdążyła sobie odpowiedzieć, gdyż egzotycznie wyglądająca kotka zawisła nad nią, niemalże stykając się pyszczkiem. Córka Motylego Lotu potwierdziła słowa Czereśni głośnym, ostrzegawczym sykiem. Podniosła się z pozycji leżącego do siedzącej, lecz nie zrobiła kroku w tył. Młoda terminatorka nie wyglądała na złą lub agresywną, raczej na zaciekawioną. Ćma zastanawiała się, czy ta wie, iż wystarczyłby jeden ruch jej łapy, aby posłać ją na spotkanie z twardą, łamiącą kości glebą.
- Aha. Zzzgaduję, żże je lubisz, ale ssądzę, że nigdy żżadnego nie ssspotkałaśś, a przynajmniej nie żżywego. Inaczej nie zzbliżałabyśś sssię do mnie na... taką odległośść - powiedziała dosyć spokojnie, chociaż z ostrzegawczym błyskiem w bladozielonych oczach. Dla podkreślenia swych słów wyciągnęła przed siebie jedną z łap, którą niemalże dotknęła Rzeczniaczkę, by następnie opuścić ją na konar. - Możżesz nazzywać mnie Żżmiją, ssskoro tak bardzo Ci je przypominam. - Ćma musiała mocno ukrywać pod maską obojętności rozbawienie, a także nostalgię, która ją ogarnęła. Nigdy nie przypuszczała, że przedstawi się imieniem zmarłej matki, a tutaj ktoś ni stąd ni zowąd ją do niej porównał. Nie do Żmii jako matki, a do zwierzęcia. Co prawdo niebiesko-kremowa mówiła o wężach, lecz... Przecież to jedno i to samo.
Szylkretowa spuściła na chwilę wzrok z rozmówczyni i skierowała ją ku rudej, której wdrapanie się na drzewo sprawiło trochę więcej kłopotów, lecz mimo wszystko jej się udało. Ta wyglądała na bardziej zaciekłą, na taką, która spróbuje się popisać przed siostrą jakimś odważnym, acz z pewnością głupim czynem. Oby do tego nie doszło.
- To ssamo mogę powiedzieć o Wasss. Z Cienia - odpowiedziała, hamując w sobie politowanie. Te dwie, albo przynajmniej ruda, chyba nawet nie miała pojęcia z kim ma do czynienia. Czy ona w ogóle odwiedziła już granice i zapoznała się z zapachami swoich sąsiadów? Przecież Ćma nie pachniała ani trochę jak kot z klanu Wichru i Gromu, a samotnikiem lub pieszczochem nie mogła być, więc sama mogła sobie odpowiedzieć na to pytanie.
- Zzdradzicie mi ssswoje imiona?
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
- Po prostu wiem, że tylko idiota przelałby krew przy Czterech Dębach. A Ty chyba nie jesteś idiotką, prawda? - jej matka z pewnością nie pochwaliłaby takiego czynu, o ile poszła do GK, a nie mgbg. Jako że spotkały Ćmę to nie było większego zagrożenia. Miałyby większy problem, gdyby na jej miejscu wisiał teraz Osa, Olcha, albo Ryk - wtedy faktycznie Czereśnia mogłaby się zastanawiać nad tym, czy jej tu nie zabiją, bo czyny idą w parze z głupotą. Poruszyła wibrysami na trafne pytanie siostry. Sama właściwie miała głęboko pod ogonem to, co robi tutaj cienista i dlaczego nie pilnuje swojego klanu, tylko szlaja się huk wie gdzie. Zwęszyła lekko zapach, który znacznie różnił się od gromu i wichru. - Miło nam, Żmijo-uniosła lekko podbródek w aprobacie. Piękne imię miała, oj piękne. Czereśnia aż pomyślała o tym, że mogłaby tak nazwać własne kocię. Mała gromadka węży. Grzechotnik, Żmija, Zaskroniec, Kobra, Gniewosz. Może na dokładkę jakiś po prostu wąż, albo jad. Ewentualnie zrobiłaby na złość przywódcom i nazwała syna lub córkę Gwiazda. To by było zabawne. - Jadowita Łapa - Mruknęła bez mrugnięcia okiem, przedstawiając swoje dumne imię. Och jakież to było... Inne. Lepsze niż dupowata Czereśnia no i pasowało do jej iście gadzich oczu. Ciężki mógł się bardziej postarać, wymyślając tematykę dla swoich dzieci. Dobrze, że przynajmniej nie zostały warzywami.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Słuchając rozmowy kotek, czy raczej tematyki przelewu krwi i ostrzeżenie obcej poczuła lekką żenadę. Serio, tworzymy tutaj groźną atmosferę? Nie widziała w tym jakiegokolwiek sensu, lecz wtedy coś ją tknęło. Przecież ruda sama grozi każdemu na każdym kroku, że rozbije im pysk o kamień. Rany, ja też tak brzmię żałośnie?. Wolała nic nie mówić, gdyż sama musi zastanowić się nad czymś. Co do imienia obcej nie miała zastrzeżenia, czy raczej przydomku, o czym Wino nie ma pojęcia, lecz Czereśnia? Z tego co pamięta przedstawiała się jako Orzech. Cóż, może siostrze wstyd za owocowe imię, lecz też nie zrobi z nich dziwnego miotu, tu jad, tu owoc i kto wie co jeszcze.
- Szerszeniowa Łapa. - Odparła. Jaka szkoda, że jej bliżej do szerszenia, niż do winogrona, ale co zrobić, rodzice uparli się żeby ponazywać je wszystkie od roślinek co zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem. Może jest winogronem rosnącym pod gniazdem szerszeni? Słodki owoc, ale jak się zbliżysz kolonia szerszeni wyleci ci na spotkanie. Rany, jeszcze jakąś fraszkę ułoży o winogronach i szerszeniach, dość poezji.
- Dość toksyczne z nas towarzystwo. - Skomentowała lekko znudzonym tonem.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
- Daruję sssobie rzucaniem oczywisstośści - odparła Ćma. Gdyby była idiotką, jak niektórzy co bardziej narwani rówieśnicy bądź wojownicy, dałaby Rzecznej po pysku, gdy ta tak bardzo zbliżyła się do córki Żmijowego Ogona, a później pobiegła do przywódcy z pianą zachwytu na pysku i kwikiem jaką to ona nie jest znakomitą obrończynią. Poza tym to nie należało do jej obowiązków.
Ćma nie skomentowała imion dwóch kotek, uznała je za równie naciągane co jej własne, zresztą nawet nie starała się udawać, że przedstawiła im się prawdziwym mianem. To byłby zdecydowanie zbyt duży zbieg okoliczności, a te dwie nie wyglądały na tak głupie, żeby się na to nabrać. Słowa Szerszeniowej Łapy skomentowała jedynie za pomocą krótkiego, neutralnie brzmiącego pomruku. Ćma zrobiła to głównie dlatego, że nie wypadało w tym momencie milczeć. Ruda nie wyglądała na szczególnie rozmowną, pewnie siedziała tu tylko dlatego, iż Jadowita Łapa postanowiła pozachwycać się wadą wymowy Cienistej.
- To... Jak Wam sssię żżyje w tej Rzece? Jecie cośś oprócz ryb? - Niszczymy stereotypy część druga. Ćma po rozmowie z Dryfującym Kwiatem była żywo zainteresowana faktem czy naprawdę wszyscy Gromiacy byli silni, a Rzeczniacy zapychali mordę rybami i pluskali się w wodzie od świtu do zmierzchu. Poza tym może uda jej się dowiedzieć czegoś o tym klanie. Zgromadzeń nie było i nie będzie, więc trzeba samemu sobie radzić, a wiedza o sąsiadach zawsze powinna się przydać.