Płeć: Kotka Matka: Splątane Futerko Ojciec: Iwan Partner: Brak
Szylkretowa kotka, której rude futro przenika się z czernią jakby była wiecznie okopcona. Jej umaszczenie przypomina mieszankę świeżego, ciemnego miodu z węglem. Prawą łapę ma całkowicie rudą, lewa z czarną skarpetką. Jest drobna, ale widać że wyrośnie na mocną kocicę. Pyszczek jest w większej części czarny, rudość obejmuje lewy policzek i okolice prawego oka. Grzbiet rudy, przepleciony czernią, ogon czarny.
Niewiele jeszcze można powiedzieć o takiej kruszynce, ale jedno jest pewne -tak jak ojciec lubuje się w sobie i jest przekonana o swojej lepszości. Typowy narcyz. Chociaż stara się z tym nie obnosić. Od małego widać, że z kolei po matce ma ochotę wędrować. Gdyby mogła już pierwszego dnia otworzyłaby oczy i ruszyła w siną dal. Wyrośnie na śmiałą kotkę, może nieco pyszną i arogancką. Bo po co miałaby brać pod uwagę opinię gorszych od siebie? Nie mniej klan stanowi dla niej fundament. Pomimo swoich cech, starsi mogą ją łatwo przygasić. Wpływa na to szacunek, o którym zdarza się jej zapomnieć. Mierzy swoją siłę ponad rzeczywiste możliwości dlatego ma talent do ładowania się w konflikty na które jest za słaba.
Ja bym była bardzo chętna jeśli można! c:
Looking for the rainbow to break the storm inside of me
The rainbow to take the clouds that are hiding me
All I want is someone to heal the heart of me
The rainbow, it could be the start of me
Jednolicie smoliste kocię o nietypowo smukłym, wydłużonym ciele i kościstych kończynach. Pistacjowe ślepia o migdałowym kształcie na tym dziwnym trójkątnym łbie zwieńczonym parą rozłożystych, łysawych uszu. Z tym szerokim nosem i niskim czołem jeszcze bardziej przypomina nietoperza. Spod ciemnych warg wystają mu nierównej długości kły, niby u jakiejś budżetowej wersji morsa.
W czteroksiężycowym gremlinie niewiele jest osobowości - ogranicza się do dwóch wyraźnych cech, wstydliwości i niepewności. Ciężko doświadcza dysonansu między tym, co prezentuje jego mama a reszta Klanu. To, że każdy z kotów ma swoje opinie, wydaje mu się absurdalne i bardzo miesza w jego pojęciu świata. Pomimo domniemanej koślawości i słabej koordynacji, uwielbia zabawy ruchowe i odkrywanie nowych miejsc, zwierząt, zjawisk. Źle sprawuje się w przypadkach, w których musi konkurować z innymi kociętami pod jakimkolwiek względem. Brakuje mu pewnej empatii w stosunku do innych stworzeń, nawet kotów, szczególnie słabszych. Ma lepkie łapy.
Co można powiedzieć o tej kulce sierści? Zdecydowanie to, że jest dość puszystą piłeczką. W porównaniu do reszty miotu jest mała i delikatnie zbudowana, bynajmniej na tę chwilę. Futerko zawsze nastroszone i puszyste w dotyku. Oczka póki co niebieskie, lecz jest szansa na to, że zmienią swoją barwę na zupełnie inną. Prawa część jej pyszczka jest czarna, nieco jaśniejsza nad okiem. Również ta sama strona małego noska jest ciemna jak węgielek. Lewa strona natomiast wyróżnia się różowym noskiem i biało-rudym polikiem z czarnym uszkiem. Widoczny jest na jej szyjce biały krawat ciągnący się aż po sam brzuch małej kotki. Obie przednie łapki mają krótkie skarpetki z różowymi poduszkami. Ogon puszysty i długi. Cała reszta ciała to jedna wielka mieszanka czarnego, rudego i odrobiny białego.
Typowa z niej samotniczka, zazwyczaj bawi się sama w jakimś kącie i to wtedy jest prawdziwie szczęśliwa. Zbyt duże towarzystwo większego rodzeństwa lekko ją irytuje, gdyż nie jest w stanie się z nimi mierzyć. Ma zaniżone poczucie własnej wartości i bywa dość nieśmiała. Mimo to ciekawa świata, który ją otacza.
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Kłębek na pierwszy rzut oka wydaje się przyjaznym i ciekawskim kociakiem, jak każdy inny kociak w jej wieku. Problem w tym, że to nie jest tak proste jak się może wydawać. Kłębek myśli o wszystkich, ale nigdy o sobie. Jej braciszek albo siostrzyczka są smutni? Jako pierwsza się tam pojawi i pocieszy. Pora na śniadanie? Zje jako ostania. Wydaje się, że to jak najbardziej plus prawda? W tym problem, że Kłębek w ogóle nie interesuję się zajmowaniem sobą. Brudne futerko, kto miałby czas aby to czyścić. Cierń wbity w łapę? Da się wytrzymać, nie trzeba marnować czasu mamy i medyka. Za to kiedy mamusia nie jest zajęta, to idealny czas, aby zdawać jej pytania.
Mleczna Łapa [KW] Żywica [S]
Poprosiłabym o rezerwacje kociaka z miotu w Klanie Cienia
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Syn Splątanego Futerka jest kotem koloru rudego. Cały pokryty jest tygrysimi pręgami, pomijając tylnie kończyny. Posiada krótkie, milutkie w dotyku futerko i puchaty ogonek. Jest normalnej budowy, jednak wygląda na kocurka dosyć szczupłego. Na tylnich łapkach znajdują się białe "skarpetki", które raczej nie są zauważalne gołym okiem. Oczy kocurka są intensywnie zielone, zaś nos i poduszeczki na łapach mają różową barwę.
Jęczmień to kocurek, na którego twarzy prawie zawsze widoczny jest uśmiech. Uwielbia się bawić i znakomicie pochłania wszelkie przydatne informacje. Jest posłuszny każdemu starszemu kotu i okazuje im wielki szacunek. Na ogół jest miły i orzyjazny, aczkolwiek czasami zdarzy mu się wybuchnąć, gdyż jest bardzo nerwowy.
Mistrz: Zgłaszam sprzeciw! [Olchowy Szept] Płeć: kotka Matka: Dlaczego nas zostawiłaś? [Splątane Futerko] Ojciec: Gdzie jesteś [Iwan] Partner: samotność
czarna kotka, o żółtych oczach. Jest niska i chuda. Ma skarpetki i krawat. biała plama ciągnie się od pyszczka do miejsca pomiędzy oczami. Nos czarny.
Jej charakter też się ukształtował przez ten czas. Stała się bardziej radosna. Cieszy się z życia i rzadko kiedy jest smutna. Jedyne co ją dobija to brak posiadania umiejętności wspinaczki. Nie wynika to z braku trenowania, bo owszem, trenuje. Po prostu tego nie umie. Kocica jest miła i nie okazuje wredoty i pogardy. Jest wrażliwa. Pokazała to na pogrzebie swojej siostry- Kłębek. Stała się odpowiedzialniejsza od sytuacji z granicą. Teraz jest bardziej ostrożna i uważa, aby nie złamać zasad i nie wejść na nie swoje tereny. Bardzo chciałaby poznać kogoś z innego klanu, najlepiej z Rzeki, bo chce się nauczyć pływać. Niestety w jej klanie nikt tego nie potrafi, więc jest zdana na rzeczniaków. Lub na siebie.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Piszcz, wydaje mi się że żadne miejsce już się nie zwolni, jednak myślę że bez problemu możemy wrzucić dodatkowe miejsce dla ciebie jeżeli zależy ci na Cieniu ;>
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Na pewno nie budzi w pobratymcach strachu. Agrest to mały wielkości kot o zadbanej i zawsze czystej rudej krótkiej sierści i z tygrysimi pręgami. Jest mniejszy od kotów w swoim wieku i od rodzeństwa, przypomina raczej kota mającego 6 księżyców a nie 12. Nie ma żadnych białych łatek na ogonie albo reszcie ciała, nawet łapki i pyszczek ma całkiem rude. Nie jest ani gruby ani chudy, raczej jest w sam raz żeby dołączyć do grupy przeciętnych osobników. Jego oczy są żółtopomarańczowe, nogi i ogon są krótkie, a uszy małe. Ma za to długie jasne wąsy.
Agrest jest wesołym optymistą i marzycielem. Jest łagodny, miły i przyjacielski, a także ciekawski. Interesuje się historią klanu cienia i przeszłością, lubi też słuchać o Gwiezdnym Klanie. Boi się większych od siebie kotów i ma problemy z nieśmiałością, najlepiej czuje się w pobliżu swojej rodziny, bądź rówieśników. Nigdy nie odmówi dobrej zabawy, czasami jest lekkomyślny i nieostrożny więc łatwo go sprowokować do zrobienia czegoś głupiego na przykład do wejścia na bardzo wysokie drzewo, jedynym wyjątkiem jest walka bo tej bardzo nie lubi. Zawsze się boi, że stanie mu się krzywda.
Popiół w sumie umrzył, więc Piszcz mogłaby wejść jakby na jego miejsce :x