Długotrwała włóczęga wyraźnie odcisnęła swoje znaki na jego wyglądzie. Jest dużym, wręcz ogromnym, postawnym, dobrze umięśnionym kocurem o szerokich barkach i okrągłym, pobliźnionym pysku, z którego patrzą złote, migdałowe oczy. Jego uszy są nieco poszarpane, a końcówka ogona nadłamana, skrzywiona. Całe jego ciało pokrywa gęste, miękkie, półdługie ciemnobure futro, które również skrywa całą kolekcję najróżniejszych blizn, z których najwyraźniej rysuje się nieregularnie okrągła na karku, którą zadał mu pies, oraz ślady szponów borsuka na grzbiecie.
Wiele przeżył, wiele widział i wielu rzeczy się nauczył - także tego, że nie można przez całe życie przeżywać swoich błędów. Ciężko jest się z nimi pogodzić, ale jedną z cech, którą w sobie wyrobił jest wytrwałość, i to dzięki niej próbuje wybaczyć sobie dawne postępowanie; ciągle szuka też jakiegoś sposobu, by je naprawić bądź zadośćuczynić tym, którzy przez niego cierpieli. Nie jest jednak Aniołem Miłosierdzia. Wciąż żyją w nim dawne urazy i nienawiść, którą darzył niektórych, nie znikła, a jedynie przygasła. Nie przypomina już cwanego Skowronka - znikła arogancja, zniknęła buta i szukanie zaczepki. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieco wycofany, ale szybko się otwiera i w gruncie rzeczy lubi towarzystwo, którego przez całe swoje wygnanie tak poszukiwał i którego tak mu brakowało. Jest jednak też dość porywczy i wybuchowy, zwłaszcza jeśli ktoś wyjątkowo działa mu nerwy; reaguje szybko i potrafi obiektywnie ocenić sytuację, co w wielu sytuacjach już ratowało mu życie. Łatwo zorientować się, że pod tą przykrywką olbrzyma i pod warstwą mięśni i futra kryje się dobre serce.
Soplowa Łapa (Cień)
- Liść i Mruczący - powtórzył cicho z uśmiechem wielki buras, zerkając ciepło na dziarsko maszerującego przy jego boku Obłoczka. Lubił jego towarzystwo - po części dlatego, chociaż w życiu nie przyznałby tego sam przed sobą, że maluch w bardzo dużym stopniu przypominał mu Króliczka i przynajmniej odrobinę zalepiał wielką ranę, która została w jego sercu po albinosie. Dobrze było znów mieć ze sobą kogoś, kto darzył go pozytywnym uczuciem i przywiązaniem... i kim można było się opiekować.
Mruczące Gardło jeszcze długo po zapadnięciu zmroku upierał się, by iść dalej, chcąc jak najszybciej dostać się do celu który był już na wyciągnięcie łapy; teraz, gdy poczuł już delikatny, ledwo wyczuwalny zapach Klanów najchętniej szedłby nawet i do świtu, byleby tylko się nie zatrzymywać, jednak Obłoczek nie był tak wytrzymały jak on i gdy w końcu do niego dotarło, jak zmęczony był, zatrzymali się na noc. Gdy w końcu poczuł w nozdrzach zapach Klanu Gromu, tak znajomy i tak dawno przez niego nie spotkany, serce zabiło mu mocniej w piersi. Od razu przed oczami stanęła mu Piorunopręga, ale zamrugał gwałtownie, by przegonić ten obraz. Nie było sensu spodziewać się, że jeszcze ją zobaczy. Ją i wielu innych dawnych przyjaciół. Nie wiedział, że ziemie Cienia leżą na prawo od ziem Gromu, dlatego ruszył w lewo wzdłuż granicy, wiedząc że prędzej czy później dotrze do terytorium swojego dawnego Klanu. Zanim to zrobił jednak poczuł zarówno zapach Klanu Rzeki, jak i Klanu Wichru i przy każdym z nich wracały do niego dawne wspomnienia - Rzeczna medyczka która opatrywała szczególnie paskudne rany, gdy bał się spotkania z Jasnym Porankiem, dwie terminatorki-bliźniaczki, z którymi się droczył, Wichrowy przywódca Krucza Gwiazda który na jego oczach dobił jego brata, o którym jeszcze wtedy nie miał pojęcia, że jest jego bratem, Srocza Łapa... Obłoczek na szczęście milczał, pewnie domyślając się, że Mruczące Gardło zalewają fale wzruszeń i ech przeszłości i to dlatego od dłuższego czasu jest taki cichy.
Gdy w końcu zapach Klanu Wichru zaczął mieszać się z Klanem Cienia słońce już zbliżało się do horyzontu, i chociaż z pozoru samotnik pozostał niewzruszony i nie przerwał marszu, to zaczął podejrzanie szybko mrugać, jakby chciał przegonić łzy zbierające się w złotych oczach. Razem z Obłoczkiem szli jeszcze przez krótką chwilę wzdłuż granicy, zanim spomiędzy liści wyłonił się zapewne wieczorny patrol - wojownik i terminatorka. Mruczące Gardło istotnie poprosił o sprowadzenie Wężowej Gwiazdy i usiadł spokojnie na ziemi, dając Obłoczkowi skinieniem głowy znak, by zrobił to samo. - Jesteśmy w domu - szepnął do niego i odetchnął pełną piersią, wdychając tak znajomy zapach, za którym tak bardzo tęsknił.
Wężowa Gwiazda zmienił się, odkąd ostatni raz rozmawiali, ale wciąż miał w sobie coś pocieszająco znajomego, coś, co pozwoliło mu rozpoznać go od pierwszej chwili. Przybyło mu blizn, wzrostu, długie księżyce noszenia na barkach odpowiedzialności za Klan Cienia odcisnęły na nim z pozoru niezauważalny znak, a mimo to wciąż był to ten sam Wąż i Mruczący nie mógł powstrzymać bladego uśmiechu na jego widok.
- Mruczące Gardło, właściwie - zamruczał cicho, bojąc się, że jego głos zdradzi wzruszenie buzujące w jego piersi. - Zdaje się, że nigdy nie przedstawiłem się tym imieniem.
Pytanie Przywódcy było czymś tak zwyczajnym, że w pewien sposób nawet nieco rozśmieszyło samotnika; jakby był wojownikiem z innego klanu, którego regularnie spotyka się na granicy i wymienia nieistotne nowinki. Jak miałby streścić w jednym zdaniu cały ten czas, przez który żył jako samotnik? Właściwie całe jego życie?
- Och, wiesz, to i owo się wydarzyło - uśmiechnął się jeszcze raz, patrząc w intensywnie żółte oczy Węża. - Chciałbym ci przedstawić Obłoczka. Mojego syna - zastrzygł uchem, odwracając się do kocurka który stał nieco z tyłu, dając mu znak żeby podszedł nieco bliżej i się pokazał. Czuł się dość niezręcznie, nazywając go synem, jednak wiedział że było to najlepsze wyjście by ochronić go przed gorszym traktowaniem. Przeniósł wzrok z powrotem na Węża, biorąc głębszy oddech.
- Czy ta propozycja, którą złożyłeś mi kiedyś przy Grzmiącej Ścieżce nadal jest aktualna?
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobójcapostanowiłżyć.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
Prawdę powiedziawszy, Wężowa Gwiazda nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak wyglądał; ogólnie czuł się dobrze. Jego mięśnie działały jak trzeba, a ciało pozostawało elastyczne tak samo, jak dziesiątki księżyców temu. Co więcej - tkanka mięśniowa wciąż narastała, bo kocur wciąż polował, walczył i sprawdzał granice. Nie dawał sobie spokoju i tak na prawdę jedyne co się zmieniło to ogólne, psychiczne poczucie zmęczenia. Nie znaczyło to jednak, że zdawał sobie sprawę z tego, że jego pyszczek przetykają siwe nitki, które ujmowały mu nieco naturalnej, wrodzonej ostrości.
- No tak. Nigdy. - zaśmiał się cicho, spoglądając na długowłosego syna Mchowej Skórki. Nawet nie sądził, ze kocur przyjął jakiekolwiek wojownicze imię po wygnaniu z klanu - jego umysł nie zapuszczał się zbytnio w rejony "co jeśli ktoś opuścił klan". Jeśli tak się działo, dana persona przestawała być jego zmartwieniem, a przez to tak na prawdę się nią nie interesował. Kiedy samotnik zwrócił jego uwagę na kocurka, który stał u jego boku, żółte ślepia Wężowookiego automatycznie przeskoczyły na jego drobną, młodzikową sylwetkę i mimo, że wyraz jego pyska się nie zmienił, dźwięk jego imienia ukłuł go, powodując niesmak i wspomnienie zawodu. Od razu i niechętnie, przypomniał sobie Niknący Obłok, który zniknął z klanu już dawno temu. Na całe szczęście oprócz imienia, kocurek zdawał się w ogóle go nie przypominać.
- Zawsze była aktualna. - odparł miękko, swobodnie, znowu zmieniając obiekt swojej uwagi.
Długotrwała włóczęga wyraźnie odcisnęła swoje znaki na jego wyglądzie. Jest dużym, wręcz ogromnym, postawnym, dobrze umięśnionym kocurem o szerokich barkach i okrągłym, pobliźnionym pysku, z którego patrzą złote, migdałowe oczy. Jego uszy są nieco poszarpane, a końcówka ogona nadłamana, skrzywiona. Całe jego ciało pokrywa gęste, miękkie, półdługie ciemnobure futro, które również skrywa całą kolekcję najróżniejszych blizn, z których najwyraźniej rysuje się nieregularnie okrągła na karku, którą zadał mu pies, oraz ślady szponów borsuka na grzbiecie.
Wiele przeżył, wiele widział i wielu rzeczy się nauczył - także tego, że nie można przez całe życie przeżywać swoich błędów. Ciężko jest się z nimi pogodzić, ale jedną z cech, którą w sobie wyrobił jest wytrwałość, i to dzięki niej próbuje wybaczyć sobie dawne postępowanie; ciągle szuka też jakiegoś sposobu, by je naprawić bądź zadośćuczynić tym, którzy przez niego cierpieli. Nie jest jednak Aniołem Miłosierdzia. Wciąż żyją w nim dawne urazy i nienawiść, którą darzył niektórych, nie znikła, a jedynie przygasła. Nie przypomina już cwanego Skowronka - znikła arogancja, zniknęła buta i szukanie zaczepki. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieco wycofany, ale szybko się otwiera i w gruncie rzeczy lubi towarzystwo, którego przez całe swoje wygnanie tak poszukiwał i którego tak mu brakowało. Jest jednak też dość porywczy i wybuchowy, zwłaszcza jeśli ktoś wyjątkowo działa mu nerwy; reaguje szybko i potrafi obiektywnie ocenić sytuację, co w wielu sytuacjach już ratowało mu życie. Łatwo zorientować się, że pod tą przykrywką olbrzyma i pod warstwą mięśni i futra kryje się dobre serce.
Soplowa Łapa (Cień)
Samotnik odwzajemnił cichy śmiech Wężowej Gwiazdy, patrząc na niego z niejakim nawet, można powiedzieć, wzruszeniem. Przywódca Klanu Cienia odgrywał w jego życiu jedną z ważniejszych, bardziej wyrazistych ról; mimo że na początku za nim przepadał i nie dogadywali się zbyt dobrze, jeszcze gdy był Wężową Łapą, wyraźnie pamiętał jego słowa i ofertę, którą złożył mu gdy już otrzymał imię Wężowej Gwiazdy - "wróć do domu, Mruczący". Kocur jednak wtedy jeszcze pielęgnował ostatni żar powoli dogasającej w nim nienawiści i odszedł. Jak odmiennie wyglądałoby jego życie, gdyby wtedy zamiast unosić się bezsensownym gniewem po prostu dał sobie pomóc! A teraz stali naprzeciw siebie, po przeciwnych stronach granicy i ktoś, kto mógł spojrzeć w ich myśli, łatwo dostrzegłby łączące ich podobieństwa.
- A więc chcielibyśmy z niej skorzystać. Obaj, jeśli przyjmiesz też Obłoczka - uśmiechnął się, muskając delikatnie puszystym ogonem malucha stojącego wiernie u jego boku. Domyślał się, że Wąż nie należał do wojowników, którzy łatwo zmieniają swoje poglądy, dlatego spodziewał się że nadal będzie przychylnie nastawiony do jego powrotu, jednak gdy usłyszał odpowiedź, poczuł jak znikają resztki wątpliwości ciążące mu na sercu. Nie było już żadnych przeszkód. Był w domu, czuł swojski zapach Klanu Cienia i lada chwila miał przekroczyć jego granice, by - miejmy nadzieję - już nigdy więcej ich nie opuścić. Nie miał na to najmniejszej ochoty.
Tragedia wydarzyła się na moście:
Samobójcapostanowiłżyć.
Przede wszystkim - ten wojownik Klanu Cienia przewyższa większość wojowników nie tylko w swoim klanie, ale także w całym lesie. Należy po prostu do tego gatunku kotów, których gabaryty świadczą o przewyższającej inne atuty sile. Ciało Wężowookiego jest mocno zbudowane, trzymające się na potężnych filarach łap. Pokrywająca go sierść jest krótka, gęsta, zapewniająca ciepło nawet w najsroższe zimy. Do tego jest bura, jak u większości cienistych kotów. Zachowana w ciepłych odcieniach, jak brązy i delikatne rudości, poprzecinana ciemniejszymi pręgami. Jedynym jasnym - beżowo białym akcentem, jest broda wojownika, a także nieznaczny fragment znajdujący się pod nią. Kocur ma duże oczy, o zwykle badawczym, przenikliwym wyrazie, barwy intensywnej żółci.
Matka natura obdarzyła Wężowego siłą i proporcjonalnym co do tego ciałem, jednak na szczęście oszczędziła mu topornego umysłu, który szedłby w parze z mięśniami. Myśli burasa zwykle krążą szybko, zagłębiając się często w miejsca kłopotliwe i trudno dostępne. Kocurek całym sobą chłonie wszelkie informacje jakie płynął od innych; słowa, gesty, mimikę, drobne niedopowiedzenia, tembr głosu i stara się je analizować na bieżąco by następnie umieścić w odpowiedniej szufladce w swojej głowie. Uwielbia posiadać i zdobywać informacje. Sprawia mu to niemałą satysfakcję, gdy może rozwiać wątpliwości innych, odpowiadać na ich pytania, ale także pokazywać w ten sposób, że jest od nich lepszy. Nie znaczy to jednak, że jest bezmyślną gadułą. Mówi co chce i co uważa w danej sytuacji za stosowne. Dostosowuje słowa, gesty i wszelkie drobnostki do rozmówcy, nie chcąc pozwolić sobie na spontaniczność mimo, że takie wrażenie sprawia.
Jest niezwykle empatyczny - zarówno pod względem emocjonalnym jak i poznawczym - potrafi z większą łatwością wyczuwać panujące nastroje i orientować się w najdelikatniejszych ich zmianach. Wykorzystuje to jednak na swój sposób; dąży do uzyskania korzyści i zaprezentowania sobą tego, czego dana osoba potrzebuje.
Jest niezwykle łasy na pochwały, a przez to niezwykle dumny. Ewidentnie pragnie pokazać wyższość nad innymi, a porażka dla niego nie wchodzi w grę.
Ze zmiany zdania często wnikało więcej szkód jak pożytku. Co więcej, Wężowy mógłby w tym momencie mieć na uwadze, jak mogło wyglądać przyjmowanie do Klanu Cienia starego już, doświadczonego samotnika w oczach innych klanowiczy, ale... nie obchodziło go to. Wiedział, że Mruczące Gardło jest przydatny. I nie chodziło tylko o to - o jego umiejętności, chart ducha czy inne przywary - w jego żyłach, tak samo jak w tych wężowych, płynęła krew Klanu Cienia i nikt, a także nic, nie mogło tego zmienić. Tu był jego dom i Wężowooki nie miał zamiaru odbierać synowi Mchowej Skórki prawa do spędzenia na tych terenach kolejnych księżyców. Tym bardziej, że opuścił dom z nie swojej winy.
- Oczywiście. - odpowiedział, uśmiechając się przelotnie do łaciatego kocurka, który nijak przypominał mu byłego ucznia Żądlącej Gwiazdy. Ale pewnie gdyby postawić obok siebie Wężową Gwiazdę i Bursztyna, też mało kto by pomyślał, że ten drugi jest synem tego pierwszego. - Witam ponownie w Klanie Cienia, Mruczące Gardło. Obłoczku. Wracajmy do domu. - uśmiechnął się jeszcze raz, zdawkowo i jeśli nikt nie miał już nic do dodania, odwrócił się i ruszył na tereny Klanu.