Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...W opinii Hieroglifa psy były zwyczajnie zbyt głupie by się z nimi jakoś porządnie porozmawiać. Ale z jego obserwacji wynikało, że wcale nie było znać języka danego stworzenia, by się z nim doskonale porozumiewać. Dla przykładu ludzie - jak próbował porozmawiać z nimi o polityce czy o innych poważnych tematach to albo zostawał olewany, albo zaczynali mówić o czymś zupełnie innym, ale jak krzyczał "Jestem głodnyyyy!" to dostawał jedzenie a kiedy prosił o pogłaskanie, był głaskany. Swego czasu przeprowadził pewien eksperyment i doszedł wtedy do wniosku, że reagowali na ton jego głosu a nie same słowa. On i jego właściciele w życiu nie przeprowadzili ani jednej sensownej wymiany zdań a jednak byli w stanie zbudować relację i w pewnym sensie rozumieli się nawzajem. ...Ku rozczarowaniu nastolatka, bury kocur zdecydował się nie skomentować w żaden sposób jego rozbawienia. Chociaż może to w sumie lepiej, bo nie miał zamiaru powiedzieć mu, z czego się naprawdę śmiał. Oszczędzi sobie wymyślania innej sensownej (bądź nie) przyczyny. ...- Piktogram. To taki hieroglif, tylko brzydszy - może nie była to słownikowa definicja, ale Dym chyba łapał o co chodzi. Swoją drogą, trochę dużo pytań zadawał. Po co mu było imię jego brata? Ta informacja raczej nie mogła mu się w niczym przydać, uznał więc, że zwyczajnie ma do czynienia z koleżką wyjątkowo ciekawskim. Może nawet bardziej niż on sam. ...- Skoro nie chciałeś mi podać prawdziwego imienia, to rodzeństwem sam się pewnie też nie pochwalisz? Trochę niesprawiedliwe - mruknął. Nie czuł się specjalnie poszkodowany, gdyż rodzinka Dymu obchodziła go tyle, co zeszłoroczny śnieg, ale był znudzony a samotnik stanowił jedynego partnera do rozmowy w okolicy. Równie dobrze mógłby spytać go o opinię na temat pogody, byle tylko nie umrzeć tu z nudów.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Brzydszy hieroglif. Trudno było mi sobie to wyobrazić, ponieważ nie otrzymałem żadnych wspomagających konkretów, ale ostatecznie popuściłem trochę wodze mojej wyobraźni by wygarnąć z niej coś na kształt obrazu, choć nie wiedziałem, czy zobaczyłem to, co bury pieszczoch miał na myśli. Podniosłem na niego moje spojrzenie złocistych oczu i opuściłem powieki do połowy. Nonszalancja wybiła się w moim spojrzeniu. Pieszczoch wydawał się być w miarę inteligentny, lecz przy okazji naiwny i zamknięty w sztywnych ramach, które nie były folierą, ani gniazdem dwunożnych. Widziałem w nim dobry materiał na interesującego kota, jednakże nie chciałem tracić czasu na odrywanie się od mojego planu i skupianiu się na czymś zupełnie innym, niezwiązanym. W rozmowach z nim nie ćwiczyłem mojego kunsztu aktorskiego, a i manipulować czym nie było. Przyjąłem informację o imieniu jego brata bez żadnego wzruszenia, ani tym bardziej słowa.
- Nie nauczyłeś się jeszcze, że życie nie jest sprawiedliwe, Hieroglifie? - mruknąłem patrząc mu prosto w oczy. Wyglądał na dwa razy młodszego ode mnie, ale w tym wieku powinien się już zorientować o tego typu sprawach. Ewentualnie go przeceniłem. Na razie nie powiedziałem nic więcej. Nie było potrzeby.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Nie doczekał się niestety żadnej reakcji na podanie imienia brata. No cóż, bywa i tak. W sumie ciężko było oczekiwać od jakiegoś samotnika, że będzie w stanie całkiem zrozumieć przedstawione przez bengala definicje bez zobaczenia ani jednego hieroglifa ani piktograma w życiu, nawet jeśli kojarzył czym były gazeta i znaczki. ...Hieroglif zauważył, że Dym zmrużył oczy i znowu począł mu się przyglądać. Przez całą ich rozmowę zachowywał się doprawdy dziwnie, jednakże kocur już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że na razie nie stanowi żadnego zagrożenia. Był ekscentryczny, może i nawet coś knuł, ale gdyby zamierzał zrobić mu jakąś krzywdę, na pewno nie wdawałby się w pogawędki i do tego go pouczał na temat niesprawiedliwości życia. ...- Nie - odpowiedział krótko a ledwo widoczny uśmieszek wpełzł na jego usta. Och, wiedział, że życie było bardzo niesprawiedliwe. Wystarczyło przez chwilę przejść się po mieście, by zobaczyć, komu się poszczęściło a kto miał nieco mniej szczęścia. Siebie jednak bengal zazwyczaj zaliczał do tych szczęśliwszych - miał ciepły dom, dobrej jakości pożywienie, dobre zdrowie i stałą opiekę medyczną, możliwość zwiedzania okolicy do woli i co najmniej dwie komórki mózgowe. Jak znalazł jakąś czysto i zdrowo wyglądającą domową kotkę to mógł nawet zaspokajać swoje inne potrzeby, te dyktowane mu przez hormony. Życie było niesprawiedliwe, ale nie dla niego.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Nie wiedział? Cóż, w takim razie zapewne niedługo się dowie. Uniosłem nieco powieki, żeby spojrzeć na niego swoimi złocistymi ślepiami w pełnej krasie. Uśmiech, którym mnie uraczył był drażniący, choć ledwo zauważalny i zdecydowanie zbyt cwany, jak na młodego, słabego pieszczocha. Hm, kuszące w sumie byłoby doprowadzenie do tego, że poznałby niesprawiedliwo życia właśnie z moich łap. Przyglądałem mu się w milczeniu przez dłuższą chwilę, rozmyślając nad tym w jaki sposób powinienem z nim postąpić. Doszedłem w końcu do pewnego wniosku, który w przyszłości miałem zamiar wcielić w życie po dopracowaniu szczegółów.
- W takim razie niedługo się o tym przekonasz - odpowiedziałem mu zdawkowo, lekko nieobecnym głosem, skupiając wzrok na jego źrenicach. Nie dopowiedziałem, że na własnej skórze, ale było to całkiem prawdopodobne. Podniosłem się na równe łapy i lekko przygarbiony z ogonem uniesionym w górę o nonszalancko opadniętej końcówce ruszyłem w kierunku wyjścia z posesji. Zamierzałem opuścić to miejsce dokładnie tak, jak do niego przyszedłem nie żegnając się z rezydentem owego gniazda.
zt
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Kiedy dotarłem do domu i przeczołgałem się przez dziurę w siatce, prawie od razu z wyczerpania padłem na ziemię. Krew i ziemia na futrze wciąż irytowała mnie niczym bardzo, bardzo uporczywe swędzenie. Z tą jednak różnicą, że swędzenie jest tak... obrzydliwe. Na razie nie miałem jednak sił się tym zająć. Ani tym, ani obmyśleniem planu, w jaki sposób oszukać gospodarzy by nie zostać tu uziemionym na zawsze. Nie dostrzegłem jeszcze mojego brata - zapewne był w środku domu. Chociaż istniała możliwość, że gdzieś tu siedział a ja zwyczajnie nie zwróciłem na niego uwagi. Jak na razie miałem ważniejsze sprawy niż szukanie go, chociaż później oczywiście trochę sobie z nim porozmawiam. ...Gdy zacząłem się już czuć lepiej, usiadłem i zacząłem czyścić swoje futro. Naprawdę, chyba nigdy w życiu nie czułem takiej ulgi. Uwolnienie od dwóch dzikusek na granicy faktycznie dało mi lekkie poczucie ulgi, ale miało raczej posmak porażki i upokorzenia, które swoją drogą wciąż odczuwałem, choć już nie tak intensywnie. Zamiast tego skierowałem swoje myśli w stronę brata i naszych ludzi. Możemy udać, że pobiłem się z Piktogramem, a nie jakimiś bezdomnymi. Nie było to dobre rozwiązanie, ale chyba najlepsze z nam dostępnych. Miałem nadzieję, że nie skończy się ono odcięciem dostępu do świata zewnętrznego a jedynie chwilowym szlabanem i oczywiście podróżą do weterynarza. To drugie zdecydowanie by mi się przydało. Piktogramowi również może być potrzebne w niedalekiej przyszłości.
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Wyszedłem na zewnątrz woliery, pozostawiając Piktograma wewnątrz. Nie wiedziałem czy wciąż był na mnie obrażony, ale nie chciałem inicjować rozmowy. To zawsze była jego broszka, a ja, jako przykładny brat i kochanek, postanowiłem nie pozbawiać go owej przyjemności. Gwiazdy migały na niebie, oświetlając wszystko dookoła w przyjemny dla oka sposób, nie tak jak oślepiające lampy w domu czy na osiedlu. Osiedle, brr. Tam w ogóle nie widać było gwiazd. Nie wiedziałem, czym to było spowodowane, ale nie podobało mi się i być może nawet wywoływało lekki niepokój. ...Na zewnątrz czuć było wiele różnych zapachów. Ostatnimi czasy nauczyłem się rozpoznawać wiele z nich. Wiedziałem jak pachną borsuki, wiewiórki, różne rodzaje grzybów, młode konie i wiele innych rzeczy, jakie można znaleźć w okolicy. Mój węch wyczulił się również na uprzednio znane mi wonie, byłem więc teraz w stanie zorientować się o obecności innego kota zanim do mnie podejdzie na odległość zaledwie paru metrów - tak, to się raz zdarzyło. Na moje usprawiedliwienie dodam, że czyniłem wtedy dużo hałasu a mój towarzysz się skradał. Tym razem jednak w porę zdałem sobie sprawę z obecności obcego kota, którego zapach przyniósł mi wiatr. Wyprostowałem się i czekałem, czekając aż się zbliży - jeżeli oczywiście miał zamiar się zbliżyć a nie jedynie tędy przechodził. Mógł przyjść na wycieczkę, przecież tyle kotów zafascynowanych jest końmi. Może powinienem założyć zoo i pobierać opłaty za obserwowanie stada. To byłby bardzo przychodowy biznes, biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do ludzi nie posługiwaliśmy się żadną walutą. Może opłaty pobierałbym w naturze.
Pierwszy raz zdecydowałem się na tak znaczne przekroczenie granic mojego klanu. Wędrówka była długa, dlatego wyruszyłem tam dopiero wtedy, kiedy nauczyłem się na treningu polować. Nie było to już wyjście nad Topiołki czy do Czterech Dębów, oj nie. To było coś znacznie większego i duzo bardziej ciekawego. Chciałem sprawdzić, co to za dziwne, ogromne stworzenia, które mogły zmiażdżyć kota jednym stąpnięciem. Lecz zamiast konia spotkał... To. Innego kota, zupełnie niepodobnego do tych, co widziałem wcześniej. Spojrzałem na niego uważnym spojrzeniem, chwilę obserwując jego ruchy, a następnie zdecydowałem się podejść bliżej, aby stanąć parę lisich długości od niego. Złote futro kocura, na którym wiły się dziwne, brązowawe pręgi lśniło, podobnie jak obroża, którą była upiększona szyja kocura, a dziwny przedmiot wydawał okropny, drażniący uszy dźwięk przy każdym ruchu. Jak można z czymś takim chodzić?
Nie odezwałem się ani słowem, czekając na pierwszy ruch nieznajomego, zaczynając ponownie swoją grę. Jeszcze nigdy nie widziałem na oczy kota, który by był pod opieką dwunogów, a chora fascynacja przedziwnym spotkaniem odbijała się tym, że chciałem bliżej poznać dziwnego kota.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...No dobra... czyli najwyraźniej mój przyjaciel nie był tu jedynie przejazdem. I dodatku wpatrywał się we mnie nic przy tym nie mówiąc. Czyżby nie miał języka? Czyżby był czymś, co zwane jest powszechnie "niemową"? Kocie niemowy muszą mieć gorzej niż ludzkie, bo niestety nie potrafią migać łapami. Chociaż można by opracować sposób porozumiewania się specyficznymi ruchami całego ciała, pytanie brzmi tylko: po co? Czy ktokolwiek przejmowałby się potrzebami takiej jednostki? Klanowe dzikusy wyrzuciłyby pewnie kogoś takiego na bruk, osiedlowcy mieli by go gdzieś a mnie... cóż, w sumie mógłbym mieć przyjaciela na własność, jeżeli mógłby się porozumiewać wyłącznie ze mną. Oczywiście bym go nie niańczył, ale byłoby to interesujące. ...Chociaż w sumie to jednak brak przywitania nie był jedyną przywarą biało-czarnego przybysza. To, że się we mnie tak wpatrywał w bezruchu również było zastanawiające. A że nie miałem ochoty na stanie i wpatrywanie się w jego piękne oczęta, to postanowiłem się doń odezwać. ...- Ciebie też miło poznać - mruknąłem. Nieznajomy zapewne był kolejnym dzikuskiem, chociaż nie dostrzegłem jak na razie na jego ciele żadnych blizn a jego futro nie wydawało się posklejane i zarobaczone. Ogółem nie sprawiał wrażenie niebezpiecznego. Prędzej już kogoś specjalnej troski. Ale w takim razie gdzie była biedna dusza która powstrzymywała go od uduszenia się własną śliną?
Czy oczekiwałem czegokolwiek po domowym kocie? Otóż... Nie bardzo. Podejrzewałem, że większość z nich może być trochę upośledzona czy niezbyt przyzwyczajona do towarzystwa innych kotów. Czy mogło być tak, że te koty uważały się za jedyne na świecie i nie wiedziały, że poza legowiskami ich dwunogow również kryją się osobniki z ich gatunku? Jednak ten kocur nie wydawał się z tego typu, bezceremonialne patrząc w moje ślepia.
- Ciebie też miło poznać - mruknalem w kierunku nieznajomego na przywitanie po chwilowej przerwie, kiedy musiałem odpowiednio przeanalizować głos pieszczocha i dostosować mój tak, żeby jak najbardziej pasował do tego starszego. Moje futro było dość zadbane, bo matka dbała o swoje niemal chorobliwie i weszło mi to w nawyk. Czyszczenie i rozczesywanie długiej sierści nie było moim priorytetem, szczególnie podczas samotnych wędrówek, dlatego kocur mógł ujrzeć, że dłuższa sierść tuż przy łapach jest nieco splatana, podobnie jak nieliczne kępki futra na reszcie mojej okrywy. Ale faktem było, że była zadbana i czysta, w miarę możliwości oczywiście.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Aha...? Co to miało być? Oczywiście byłem zachwycony faktem cudownego uzdrowienia niemowy, ale mógłby przynajmniej wymyślić sobie coś oryginalnego do powiedzenia. Na przykład jakieś przekleństwo. Mogę nauczyć go przekleństw! Dzikusy nie wiedzą jak się nazywa pastwisko czy gazeta, więc pewnie zamiast słowa na k mówią na przykład... do stu kleszczy! Mrówczy odwłok! Jelenie bobki! Nie brzmi to aż tak dosadnie. Prawdę mówiąc, brzmi idiotycznie, zupełnie jak wszystko inne co opuszcza ich usta. Może poza ustami Chmielograba. W jego pokręconej łepetynie zdawały się powstawać całkiem niepokojąco sensowne scenariusze. ...Ale na serio - może to było pytanie, tylko zostało źle zaakcentowane? Ustaliliśmy już, że nasz autystyczny koleżka potrafi mówić, ale może ma problemy z wymawianiem ich w odpowiedni sposób. Pewnie zdziwił się, dlaczego powiedziałem, że mnie też jest miło go poznać skoro on sam nic jeszcze nie powiedział o poznawaniu ani miłości. Spróbujmy więc jeszcze raz. ...- Zgubiłeś się może? - zapytałem wyraźnie kpiącym tonem. Ale nasz koleżka chyba nie znał się na tonach i barwach głosu, czyż nie? Nie powinno mu to więc zbytnio przeszkadzać. Ja tymczasem miałem okazję z kogoś bezkarnie pokpić. I może naprawdę nauczę go przekleństw.
Byłem ciekaw, jak na moje zachowanie zareaguje nieznajomy kocur. Koty w klanie zwykle reagowały złością lub zdezorientowaniem, jednak nie mogłem wykluczyć faktu, że moje zachowanie mogłoby być popularne do kotów, które mieszkają razem z dwunogami.
- Zgubiłeś się może? – zapytałem zaraz po nim, naśladując jego kpiący głos i mrużąc przy tym ślepia, które wyrażały rozbawienie oraz, standardowo, zaciekawienie nowopoznanym osobnikiem. Chciałem zbadać jego zachowania najpierw przy mało normalnych sytuacjach, bo w razie czego mogłem zrzucić maskę i porozmawiać z nim normalnie. Nikt mnie tutaj nie będzie szukał prawdopodobnie, bo… Po co mieliby się przejmować dziwnym terminatorem, który wprowadza zbyt dużo zamieszania do klanu? Chyba, że w wichrze nagle włączy się alarm, że jednak przekroczyłem próg obozu… Ba! Przekroczyłem granicę i wyszedłem daleko poza obręb terenów. Mogli czuc w tym czasie ulgę, że prawdopodobnie na zawsze zgubiłem się gdzieś na terenach niczyich… A ja doskonale pamiętałem drogę i po rozmowie z podopiecznym dwunogów będę tam wracał.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...No dobra... w sumie mogłem się spodziewać takiej reakcji. Niemniej jednak napotkany osobnik zdawał się interesujący. Zastrzygłem uszami, rozejrzał się dookoła - może to jakaś pułapka czy coś? Chmielograb, znany kocurowi jako Dym i dość podejrzany jegomość? Ukryta kamera? Ale nie widziałem ani nie wyczuwałem nic podejrzanego. Pozwoliłem sobie więc na zbliżenie się do nowego kolegi i obejrzenie go sobie z bliska. Podszedłem parę kroków, potem zacząłem obchodzić go dookoła - starałem się przy tym nie wyglądać zbyt groźnie, bo kto wie, może biedaczek poczułby się osaczony gdyby jakiś zły pan się do niego zbytnio zbliżył od dupy strony. Ogon miałem niedbale uniesiony do góry, pokazując że jestem zrelaksowany i nie przygotowuję żadnych morderczych planów. Jak na razie porzuciłem próby porozumienia się z nieznajomym werbalnie, bo oczywiście wszystko by po mnie powtarzał. Ale może powie mi coś mową ciała? Zerwanie się do szaleńczej ucieczki świadczyłoby na przykład o tym, że jest przestraszony.
Podszedłem również parę kroków i zacząłem obchodzić pieszczocha, co zaowocowało tym, że oboje zaczęliśmy kręcić się w kółeczko. Również nie wyglądałem zbyt groźnie, posturę miałem rozluźnioną, krok swobodny, a przy tym lustrowałem uważnie jego sylwetkę wzrokiem, dostrzegając na jego ciele, prócz bardzo niewielkich mięśni, ciekawe wzory. Niedbale uniosłem ogon do góry, przekrzywiając końcówkę na jeden z boków. Ciekawiło mnie, co teraz zrobi przedziwny pieszczoch widząc, że nie jestem w żaden sposób nieufny i nieprzyjazny, a także się go nie boję, na co wskazywały nie tylko moje ruchy ciała, ale także wzrok, który zaciekawiony lustrował sylwetkę nieznajomego w poszukiwaniu ruchów, które by wykonywał, aby je jak najdokładniej odwzorować. Ciekawiło mnie to, czy w końcu się znudzi. A może zechce ze mnie wydobyć to, co tak skrzętnie ukrywałem pod osłoną naśladowania?
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...Nie wyglądało na to, by mój nowy koleżka był specjalnie przestraszony ani specjalnie groźny. Wydawał się zwyczajnie zaciekawiony moją osobą. Najwyraźniej na tyle, że postanowił mnie naśladować. ...Zatrzymałem się i usiadłem. Musiałem jakoś wykorzystać tę sytuację, bo bez dwóch zdań nie było to częste zjawisko. W mojej głowie pojawił się zalążek planu, ale wpierw musiałem się przekonać czy jego naśladowanie ma jakieś granice. A jeżeli tak, to jakie. Podejrzewałem, że nie robił tego specjalnie, ale w sytuacji zagrożenia przecież przejęłyby nad nim kontrolę instynkty, prawda? Więc raczej nie przedrzeźniałby kogoś w walce. Mimo wszystko chciałem to sprawdzić. Zacząłem jednak od czegoś innego. ...Przysunąłem się bliżej dzikuska i otarłem się o niego. Wyglądał czysto, więc nie obawiałem się robaków. No, może trochę się obawiałem. Ale już chyba było za późno na wycofanie się, więc kontynuowałem, i zacząłem mruczeć. Kątem oka próbowałem obserwować długowłosego, co jednak było dość trudne, biorąc pod uwagę nasze wzajemne położenie. Mruczenie jednak usłyszałbym stąd bez trudu.
Również się zatrzymałem i położyłem swój zad na ziemi, obserwując uważnie swój pierwowzór. Widziałem, że jest lekko zamyślony nad tym, co zrobić dalej, dlatego tym bardziej mnie zaciekawił. Czy się znudzi i odejdzie, co będzie dla mnie sygnałem powrotu do klanu? Czy może stwierdzi, że lepiej będzie się zabawić, starając się coś zrobić moim kosztem? Różne koty różne miały pomysły, a to jest przecież pieszczoch. Mógłby wpaść na coś oryginalnego, nie wpasowując się w żadne utworzone w moim umyśle ramy służące do sortowania kotów. Przysunąłem się również, ocierając o gładki i lśniący niczym tafla jeziora bok kocura, kierując jedno ucho w jego stronę i starając się go obserwować, co było zdecydowanie utrudnione przez tę pozycję. Również zacząłem mruczeć, wcześniej przez pół uderzenia serca wsłuchując się w sposób, w jaki on to robił, aby móc go jak najdokładniej odwzorować. Zmrużyłem przy tym złote ślepia, analizując sposób jego zachowania. Być może próbował badać granice swojej wytrzymałości w taki sposób, jaki robił to Skalna Łapa, chociaż ten prędko wycofał się ze swoich zamiarów. Ciekaw byłem, do czego dojdzie w spotkaniu z pieszczochem. Czy wycofa się po polizaniu jego czubka głowy przeze mnie czy jednak pójdzie o krok dalej?
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?