Logo Artemidy
Posiadłość Hieroglifa i Piktograma
#31
...Wciąż mnie naśladował. Więc albo był bardzo oddany swojej roli, albo mu się to podobało. Mnie ta sytuacja nie przeszkadzała, chociaż nie mogłem powiedzieć bym wyciągał z niej jakąś większą przyjemność. Byłem nieco zbyt skupiony na swoim planie. Nie był genialny, ale ciekawiły mnie niezmiernie jego skutki.
...Futro kocura łaskotało mnie w nos. Mimowolnie zaciągnąłem się jego zapachem. Czuć było, że jest to kot mieszkający na zewnątrz, ale nie było tak źle. Właściwie nie było na co narzekać. Kontynuowałem jednak realizację mojego eksperymentu, chociaż to może zbyt wyszukane słownictwo na tego rodzaju harce, odskakując gwałtownie od mojego nowego przyjaciela i zdzielając go łapą po barku. Nie za mocno - tak, by zabolało, ale jedynie na chwilkę. Nie chciałem zostawiać mu żadnych siniaków, próbowałem się jedynie przekonać czy mi odda i czy zrobi to w taki sam sposób.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Dziwny był zapach pieszczochów. Zupełnie inny od znanych mi zapachów, jednocześnie nieco drażniący moje czułe zmysły. Mogłem się z nim zapoznać właśnie w tej chwili, gdy ten również zaciągał się moim zapachem, nie przeszkadzała mi taka bliskość z innymi kotami, gdy miałem swój cel do osiągnięcia. Tym razem było to poznanie reakcji na coś nieznanego u podopiecznych dwunogów, a dopiero potem zacznę z takimi rozmawiać. Odskoczyłem po uderzeniu serca od nieznajomego, unosząc łapę z tej samej strony, z jakiej starszy kot wyprowadzał cios, po czym również pacnąłem go łapa w bark. Nie było to mocne, bo sam nie użył do tego zbyt dużo siły. No i nie miałem zamiaru go krzywdzić... Przynajmniej jak na razie. Byłem skupiony na obserwacji jego ruchów i następnych następujących po sobie sekwencji zachowań, jakich mogłem się spodziewać, a jednocześnie poziom adrenaliny w moim ciele wzrósł, wprawiając mnie w wewnętrzne podekscytowanie. W przeciwieństwie do Skalnej Łapy nie brnął dalej w zabawy w czułości, a zdecydował się przejść do innych ruchów, jakby próbował się ze mną. Szukał granicy, której nie będę w stanie przekroczyć. Mogłem mu jedynie życzyć powodzenia ze szczerego serca.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
...We mnie również uderzyła adrenalina, kiedy mój kolega zmałpował również i cios. Odskoczył i uderzył mnie w bark zupełnie jak ja jego. Nie byłem pewien, bo zwyczajnie nie miałem jak tego wiedzieć, ale wydawało mi się, że cios nawet wyprowadził z podobną siłą. Dobrze! Mimowolnie mały uśmiech wpełzł mi na usta.
...Bo sprawa jest taka, że sprawdzałem, do jakiego stopnia biały kocur będzie mnie naśladował, ale samo to nie było moim celem. Sprawdzałem coś... i dostałem odpowiedź. Teraz wiem, że jeżeli ja go nie skrzywdzę zbyt mocno, to on również nie skrzywdzi mnie zbyt mocno. A zatem mogę spróbować trochę go pokrzywdzić. Może zabrzmiało to nieco niegodziwie, ale w gruncie rzeczy zamierzałem po prostu trochę się z nim pobić. Potrzebowałem doświadczenia w walce, jeżeli miałem kontynuować moje wycieczki po okolicy. To może w przyszłości przesądzić o moim przeżyciu. Co prawda jeżeli twój przeciwnik wyprowadza takie same ataki co ty, to niezbyt przypomina to prawdziwą walkę, ale cóż... chyba nie mogę wybrzydzać, skoro Piktogram się na mnie wypiął.
...Zdecydowałem tym razem ugryźć go w łapę. Lewą przednią, żeby być bardziej konkretnym. Oczywiście nie włożyłem w ugryzienie całej siły swoich szczęk, bo nie chciałbym by kocur odwzajemnił takie mocne ugryzienie na mojej łapie.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Widocznie również i mój przeciwnik dobrze się bawił, mając mnie naśladującego jego ciosy. Przynajmniej obecnie mógł bezkarnie powalczyć z kotem z lasu, nie martwiąc się o poważniejsze obrażenia, jakie mogłyby zadać mu moje szpony, gdybym rzeczywiście chciał mu zrobić krzywdę. Wiedziałem, że był jedynie pieszczochem, w dodatku dość słabowitym i drobnym, dlatego zbytnich szans mu nie dawałem w starciu, nawet ze sobą. Prawdopodobnie posiłkowałby się ucieczką w kierunku legowiska dwunogów, co by mi było nawet na łapę. Zdecydowałem się również wbić kły w jego łapę, również lewą przednią, lekko zaciskając zęby na jego skórze, jednak w pewnym momencie przyszedł mi do głowy lepszy pomysł, niż samo naśladowanie dziwnego kocura. Zadarłem głowę do góry, poprawiając wcześniej chwyt na kończynie pieszczocha, chcąc tym samym zachwiać jego równowagą i powalić niespodziewanym ciosem, nadal przy tym nie robiąc mu zbyt dużej krzywdy. Jedyne, na co mógł się skarżyć to lekkie pieczenie w okolicach nadgarstka, gdzie ostre kły przerwały ciągłość skóry, wypuszczając z wnętrza kocura krwawą posokę w śladowych ilościach. Nie spodziewałem się, że nieznajomy może uniknąć przewrócenia, w końcu był jedynie pieszczochem, o których słyszy się, że są głupiutkie i słabe.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
...Czy czarno-biały faktycznie był tak nieprzystosowany do życia, jak mi się wcześniej wydawało? Istniała możliwość, że zwyczajnie stracił równowagę i zrobił to przypadkiem oraz że zrozumiał co robimy i włączyła się w nim odrobina inicjatywy. Niezależnie, od tego jaka była prawda, nie byłem przygotowany na nagłą zmianę planów. Z mojego gardła wydał się krótki okrzyk zaskoczenia a następnie poleciałem na ziemię. Mój oprawca mój usłyszeć głuchy dźwięk, gdy moje plecy spotkały się z gruntem. Szok spowodowany takim uderzeniem, jak i samą nagłą zmianą przez chwilę przytrzymywał mnie w miejscu. Moje myśli przyspieszyły na tyle, że nie byłem w stanie ich zrozumieć i leżałem tylko zastanawiając się co się właściwie stało. Realizacja nadeszła jednak jak potężna fala rozbijająca się o klif i zrozumiałem, że ja zaraz mogę zostać rozbity. Zerwałem się na nogi i stanąłem naprzeciw długowłosego bezdomnego z szeroko rozstawionymi łapami. Byłem gotowy do ucieczki, ale jeszcze nie uciekałem; chciałem zobaczyć o co chodziło. Zrobił to specjalnie czy przypadkiem? Może naśladował mnie jedynie dla zabawy, ale nie wiedziałem tego. Nie mogłem tak po prostu uciec, bo co gdyby się okazało, że faktycznie jest tylko głupim autystą? Wyglądałoby to niezwykle głupio, gdybym w panice zaczął kopytkować do domu przed kimś takim jak on.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Nim dziwnie wyglądający kocur zdołał się podnieść z ziemi, poderwałem się w jego stronę, puszczając przy tym jego łapę i zawisając nad nim, mając go pomiędzy swoimi łapami i nieco przygniatając go swoim ciężarem. Przez moment obserwowałem jego reakcję spod zmrużonych, złotych ślepi, w których czaiła się niebezpieczna iskra oraz z kamiennym wyrazem pyska, który na początku powoli przekrzywiłem w bok, by zaraz potem nachylić się do prawego ucha pieszczocha.
- Nawet najgłupszy kot z klanu może w każdej chwili pozbawić cię życia. Pamiętaj o tym - mruknąłem, mojemu głosu nadając groźbę, która brzmiała wyraźnie w ciszy, jaka prawdopodobnie zaszła pomiędzy nimi. Chwilę później na moim pysku pojawił się szeroki, niemal psychodeliczny uśmieszek, gdy z gardzieli wydobył się cichy chichot. Uniosłem głowę z już jedynie lekkim rozciągnięciem warg, z jednej z łap wysuwając pazury i przybliżając ją najpierw do głowy nieznajomego, a następnie powoli do szyi. Oderwała się ona od ziemi, przesuwając delikatnie, z wyczuciem po skórze burego, by potem ponownie zostać odłożona na ziemię, a sam na powrót z kamiennym wyrazem pyska podniosłem się z niego, patrząc na niego z góry i dając możliwość ucieczki spod siebie. Jednak czy pieszczoch miał na tyle rozwinięty instynkt samozachowawczy, że będzie ratować się biegiem do legowiska dwunogów czy też zostanie i będzie dalej igrał ze śmiercią?
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
...Dźwignąłem się na łapach, żeby powrócić do pozycji stojącej, ale mój nowy kolega zdecydował, że nie ma tego dobrego. Przygniótł mnie do ziemie, prawie że się na mnie kładąc. Oczywiście nie była to dla mnie najlepsza możliwa sytuacja i byłem przestraszony, ale jakby... nie tak bardzo jak powinienem? Może już przyzwyczaiłem się do dzikusów zagrażającym mojemu życiu, ale zwyczajnie nie byłem w stanie wziąć tej sytuacji na poważnie, nawet jeżeli jednocześnie rzeczywiście mnie przerażała.
...Po moim grzbiecie przeszedł dreszcz, gdy czarno-biały kocur wyszeptał swoją groźbę do mego ucha. A więc on był z Klanów, pomyślałem. Nie wyglądał mi na takiego. Ale nie zastanawiałem się wtedy na tym długo, była to jedynie pojedyncza myśl przemykająca przez umysł w chwili stresu. Nie, większość moich rozmyśleń w tej chwili to były niezrozumiałe wrzaski. Wydaje mi się, że przyjąłem również dość głupawy wyraz twarzy. Usta miałem mocno zaciśnięte a ich kąciki lekko uniesione, niczym w jakiejś kretyńskiej formie uśmiechu. Jeszcze lepiej - kiedy mój klanowy koleżka zaśmiał się złowrogo, mi również zrobiło się irracjonalnie wesoło. I zacząłem chichotać z nim. Desperacko próbowałem się uspokoić, gdy zobaczyłem jak wyciąga pazury i zbliża je do mojej szyi. Wstrzymałem nawet oddech.
...Mój instynkt przetrwania zaczął działać poprawnie dopiero gdy kocur schował pazury i postawił łapę z powrotem na ziemi. Spróbowałem odepchnąć go od siebie przednią łapą, ale okazało się to niepotrzebne, bo kolega postanowił już samodzielnie ze mnie zejść. Szybko odsunąłem się do tyłu, po drodze przewracając się na brzuch. Ległem na ziemi może dwa metry od mojego oprawcy i zacząłem głośno oddychać oraz, znowu, śmiać się. To nie był śmiech tryumfu czy nawet w ogóle rozbawienia żadnego rodzaju. To było trochę jak kaszel - nieregularny, urywany, trudny do wstrzymywania. Wiedziałem, że niektóre osoby reagują w ten sposób na stres, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłem tego u siebie. To było upokarzające, nawet bardziej niż samo zostanie przygwożdżonym przez kogoś takiego. Zacząłem kaszleć naprawdę, żeby jakoś skończyć ten cyrk, bo uspokoić się nie mogłem w żaden sposób.
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Obserwowałem, jak maksymalne zwiększenie dawki zestresowania i fakt, że właśnie groziłem mu śmiercią wpływa na reakcję dziwnego kocura. Zaczął się śmiać, dlatego moje ślepia błysnęły ponownym zainteresowaniem jego osobą. Niestety, przez to, że podjąłem takie, a nie inne działania, nie mogłem dłużej pozostać w jego zasięgu. Kto wie, jak mógłby się zachować po wyjściu z szoku, a ja wolałem uniknąć głębszych ran na moim ciele. Głównie dlatego, że musiałbym je leczyć u białej, znienawidzonej kocicy, która prawdopodobnie wsmarowałaby coś innego w maść pokrywającą ranę, a nie zwykłe medykamenty. Wolałem unikać narażania się na śmierć, szczególnie że to byłby bardzo głupi rodzaj śmierci. Widząc, jak próbuje zakamuflować śmiech, który rozpoczął się w chwili, gdy ja się zaśmiałem, moje kąciki ust wspięły się wyżej do góry, a moje oczy przymknęły, a błyszczała w nich grożąca nuta.
- Do zobaczenia, pieszczochu - powiedziałem, lekko się nachylając w jego kierunku, by potem zrobić w tył zwrot i ruszyć z powrotem w kierunku terenów swojego klanu. Dowiedziałem się tego, czego chciałem, jednocześnie mogąc przy tym się nieco zabawić czyimś kosztem. I nie będą z tego wyciągnięte żadne konsekwencje! Po prostu marzenie każdego, kto myśli podobnie jak ja.

zt
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Gniazda dwunogów otaczające siedlisko koni były co najmniej monumentalne. Niektóre mniejsze, niektóre większe, wszystkie jednakże charakteryzowały niczego sobie ogrody. Niektóre z nich graniczyły z olbrzymią połacią płytkich pagórów na których trawa była nienaturalnie równa, a tu i ówdzie, tuż przy głębokich dziurach w ziemi, wystawały jasne kije z powiewającym na ich szczycie materiałem. Zaobserwowałam coś podobnego w drodze powrotnej do wojowniczego lasu. Dwunodzy i ich zabawy... żałosne kreatury. Otóż wszystko sprowadzało się do tego, aby jednym kijkiem uderzyć kulkę i by ta kulka wpadła do dziurki przy drugim kijku. Idiotyzm. Nic dziwnego, że byli tak ograniczonymi umysłowo potworami. Hmpf. Westchnąwszy beztrosko, w gibkim i zwinnym kłusie przemknęłam pod ogrodzeniem, omiótłszy całą okolicę bardzo, ale to bardzo uważnie. Była wczesna noc, czyli tak zwana pora bezpieczna, a przynajmniej ja zwykłam ją tak nazywać. Łyse szczury nie wypełzały ze swoich gniazd, kundle trzymane były w środku, a na zewnątrz widywałam co najwyżej zagubione jeże i... nietoperze.
Otwarte przestrzenie nie należały do najbezpieczniejszych, jednak zapewniały jednocześnie całkiem niezłe pole widokowe, a przy dzisiejszej pełni księżyca aż się prosiło o wyściubienie nosa. Ludzie zostawiali na tym polu pełnym patyków rozmaite przedmioty, a ja, co by nie mówić, byłam jak sroka. Lubiłam błyszczące i kolorowe rzeczy, toteż byłabym głupia, nie korzystając z nadarzającej się okazji.


/Trujak.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Hfmp.
Przejechałem językiem po ukruszonym kle, odwracając kanciasty pysk w stronę, z której przylazłem. Już dawno z pola mego widzenia zniknęły znajome kształty miasta, lecz zdawało mi się, że w nozdrzach nadal czułem jego gorzki zapach. Tutaj było inaczej, przejechałem swoją kończyną po śniegu zostawiając w nim lekkie wgłębienie. Gdybym grzebał tak dalej ujrzałbym zieloną, miękką trawę - a nie czarny śmierdzący asfalt po którym z rykiem biegną potwory, a raczej metalowe maszyny które wcale nie przypominają okropnych monstrum. Księżyce spędzone na osiedlu nauczyły mnie odróżniać prawdziwe zagrożenie od niewiedzy. Nadal z tyłu głowy słyszałem słowa ojca, a kiedy tylko przymykam swoje zielone oczyska widzę wykrzywione grzbiety i iskrzące się w ciemności pazury które odbierają mi wszystko co znałem. Szczerze mówiąc nie dziwię się łysemu, sam bym podobnie zrobił gdyby jakiś gówniarz myślał sobie zbyt wiele. Widziałem jednak, że matce to się nie spodobało - wydawała się być szczęśliwa, że wie, że chociaż jeden z jej potomków jeszcze żyje. A teraz, kiedy odszedłem kto to wie, kto wie. Teraz już naprawdę jestem sam jak ten palec, ale wiem że sobie poradzę, zawsze sobie radziłem. W myślach przebiegło mi pewne niezadowolenie, zmarszczyłem czoło, kołysząc cienkim ogonem. Koniec z wylegiwaniem. Niestety. Od ciągłego marszu zaczęły mnie boleć łapy, dodatkowo poczułem lekkie ssanie w żołądku, które zwiastowało fakt, że już dawno niczego nie przekąsiłem. Zatrzymawszy się, uniosłem łeb i nastroszyłem uszy z lekko wystającymi żyłami, uchyliłem krzywy pysk próbując wyłapać jakąś nutkę która byłaby mi w stanie zdradzić miejsce w którym znajduje się moje żarcie. Niczego jednak nie czułem, przeklęty las, nie było tutaj śmietników pełnych szczurów czy innego dziadostwa. Nie było tutaj nic... Nic a nic. Pokręciłem się trochę, usilnie próbując wyłapać pewną woń, a oczy przeczesywały domostwa znajdujące się koło mnie - wyglądały inaczej niż te w mieście, lecz byłem pewny że w środku ich aż roi się od dwunożnych i ich pieszczochów. Niedługo pewnie zupełnie zanikną i zostanie tylko dziki las, las w którym się wychowałem, lecz teraz czuję że zbyt dużo mnie z nim nie łączy. Po paru chwilach moje wąsiki zadrżały, a nos poruszył się delikatnie. Kot... a raczej kotka, może pieszczoszka, ale nie, raczej nie. Pachniała lasem, ale nie Klanem. Dziwne to, skoro niedaleko znajduje się ta banda przygłupów. Powolnym krokiem podążyłem za zapachem nieznajomej, aż w końcu ujrzałem zgrabną kocią sylwetkę kręcącą się bezmyślnie. Skoro jest dzika powinna się bać wszystkiego, co związane z dwunożnymi czyż nie? Tak więc zbliżyłem się do tej nieznanej mi istoty, zmrużone ślepia wpatrzone były w cętkowaną sierść kotki, a coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że kiedyś widziałem podobną sierść. Przez myśl przebiegły mi najróżniejsze kotki które poznałem w swoim życiu, jednak nie... pewnie się mylę, czy coś. Przystanąłem nieopodal samotniczki.
- Nie boisz się być sama w nocy? - mruknąłem spokojnym, zdystansowanym tonem, czekając na reakcję osobniczki. Ucho moje lekko drgnęło, a kątem ona obserwowałem otoczenie. Dziwnie tak, nie znać miejsca w którym się jest.
[Obrazek: bToVQ6I.png]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Ciemna sylwetka na horyzoncie nie umknęła mej uwadze, gdyż nie sposób nie dostrzec czegoś, co tak dokładnie oświetlone jest księżycową łuną. Zatrzymałam się, poruszyłam nerwowo końcówką ogona i uniósłszy wyżej podbródek przesunęłam spojrzeniem po ciele osobnika. Wysokie, szczupłe, kościste... takie, jak wielu samotników. Długi ogon, zdarza się, nietoperze uszy, jasny szlag, przydługi pysk, na osty i ciernie. Zmarszczyłam nos, dostrzegając w kocurze aż dwie znane mi postacie i niemalże natychmiastowo poczułam, jak mój żołądek skręca się w ciasny, niezwykle mdlący supeł. Wciągnęłam rześkie powietrze do płuc, niezwykle powoli i z charakterystycznym świstem, zyskując w ten sposób choć kilka dodatkowych uderzeń serca na ochłonięcie i pozbieranie myśli.
- N-nie - popraw się, fajtłapo. Tylko jak? Odchrząknęłam, po czym stanęłam pewniej na czterech łapach, cofnąwszy się o krok. Niepotrzebnie się denerwowałam, a to nie zdarzało się zbyt często. Byłam pewna siebie. Byłam asertywna. Szlag to wszystko jednakże porwał, kiedy przyszło mi spotkać kolejnego, trzeciego już szczurka o tym samym futrze, które miał Trująca Łapa. Przeklęta strawa dla wron. Nawet związek z Wilkiem nie był w stanie dać mi tego, co głupie i infantylne chwile z cienistym terminatorem, och, ależ jaka ja byłam wtedy? Mała, głupia, naiwna, strachliwa. Teraz nie dałabym sobie wejść na głowę w taki sposób, w żadnym wypadku.
- Czego miałabym się obawiać? - prychnęłam, choć ścisnęło mi się gardło - Ciebie? - litości. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Byłam wojowniczką. Znałam się na swoim fachu i potrafiłam walczyć. Przestąpiłam z łapy na łapę i majtnęłam zgrabnie ogonem, mierząc spojrzeniem kocura i walcząc z samą sobą, co by nie pozwolić, by ta konkretna myśl zagnieździła się w mojej głowie i okazała się moją słabością.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Nie przejmowałem się tym, jak bardzo jestem teraz widoczny, światło księżyca nie dawało mi schronienia, z pewnością moje siwe futro za sprawą tej nocnej łuny iskrzyło się. Jednak nie w moim zamiarze było teraz ukrywanie się czy skradanie. Nie czas na takie podchody. Zauważyłem, że kotka również wlepia we mnie swoje jasne oczka, wodzi po całym ciele, poruszyłem delikatnie swoim pokaźnym uchem, jednak dałem czas na odpowiedź. Słysząc zająknięcie w głosie tej smukłej istoty coś w mym środku zachichotało, sam dałem upust swoim emocjom - kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze nadając mojemu i tak już parszywemu pyskowi mniej przyjemny wygląd. A może jednak się boisz? Znałem odpowiedź kotki, kto bowiem miałby się przyznać przy nieznajomym że może się bać? No, nikt - jak inaczej mógłbym rozpocząć tą konwersację? Od paru dobrych dób nie otwierałem swojej mordy do żadnego napotkanego kota, byłem nieco w parszywym nastroju. Umościłem swój tyłek na śniegu, a długi biczowaty ogon oplótł me łapy, przymknąłem swoje zielone oczyska próbując powstrzymać parsknięcie wywołane napływem zimna. Szybko jednak skoncentrowałem się na cętkowanej istocie która najwyraźniej była nieco... poddenerwowana? Zakłopotana, przestraszona? Aż za bardzo przypominała mi jakąś kotkę, którą znałem jeszcze za czasów mojego pobytu w Klanie.... czyli ile? 15? 20? Księżyców temu. Polubiłem ten wzorek, nie był... zwyczajny. Mógłbym wpatrywać się w te centki przez całe lata, hipnotyzujące? Może. Lekko przekręciłem swój trójkątny pyszczek słysząc kolejne słowa wypływające z zgrabnej mordki.
- Chyba nie jestem aż taki zły - odpowiedziałem spokojnym, nieco chłodnawym tonem. Kto to wie... może i łatwo pomylić mnie z szczurem czy też nietoperzem, lecz nie przenoszę choróbsk, zazwyczaj jestem nieszkodliwy. Na razie jestem nieszkodliwy - Jeśli chcesz mogę stać się straszny - i wypiąłem pierś mrużąc zielonkawe oczy. Wszystko, czego sobie zapragniesz, czy coś. Widziałem, że jest... nieufna, może się obawia, lecz chce co ukryć. Nie musisz się maskować, jesteś kotką, nic dziwnego że jesteś... słaba i bezbronna. Bycie gorszym nie jest niczym złym.
[Obrazek: bToVQ6I.png]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Nadal wodziłam po nim spojrzeniem, bo cóż innego mogłam począć? Trzeba było się nacieszyć tym podobieństwem póki miałam tak wspaniałą i niepowtarzalną okazję. Klan Gromu, co by nie było, składał się w znacznej mierze z nudziarzy. Nie znałam nikogo, kto posiadałby solidny kręgosłup, twardą dupę, miał zdrową głowę i jeszcze brak kija pod ogonem, który przebijał jelita i wyłaził aż przez gardło na światło dzienne. Był Wilk, który prędko stał się męczącą kulą u nogi. Był również Lekki Krok, lecz posiadał kocięta i partnerkę, zaraza. Może odrobina starej zabawy by nie zaszkodziła, choć czy miałam tak naprawdę na to ochotę po tym wszystkim, co mnie spotkało? Cóż, może najwyższa pora zajadać się ze smakiem pojedynczymi i soczystymi owocami, niż czekać na to, aż własnoręcznie wyhodowany krzew urośnie i dojrzeje.
- Czyżby? - uniosłam wyżej brew, po czym ignorując łomoczące w piersi serce, rozsierdzone podenerwowaniem i stresem, postąpiłam kilka kroków do przodu, milcząc i pozwalając, by towarzyszyło temu tylko i wyłącznie ciche skrzypienie śniegu. Robiłam to samo, co robiłam przy Nocy. Zagrywka bardzo prosta i bezbolesna, a przynajmniej w większości przypadków - w obecnym nie było to znowu takie łatwe, lecz kimże bym była odpuszczając tak łatwo? Wyzwania były intrygujące, niemniej jednak... bezczelnie i bezceremonialnie naruszyłam jego przestrzeń osobistą, przysuwając swój pysk bliżej jego ucha. Mógł poczuć na sobie moje wąsy i ciepły oddech, gdy spojrzenie przesunęłam wprost na jego zielone oko. Nie mogłam powstrzymać jednakże swojego ogona, który drgał nerwowo, a w ramach szybkiego ukojenia szalejących myśli zacisnęłam zębiska na swoim własnym języku i przymknęłam na moment ślepia.
- Może najpierw się przedstawisz, mm? - wymruczałam cicho - A później możesz mi zaprezentować jaki to jesteś straszny i groźny - posłałam mu lekki uśmiech, czując coraz większą suchość w pysku i coraz większy ścisk w żołądku. Mimo wszystko byłam gotowa wedrzeć się w wir tej gierki. Niech będzie. Zatańczę podług narzuconej z góry pieśni, jako że nie obawiałam się konsekwencji potencjalnego starcia. Słodki nieznajomy, który był aż zanadto znajomy i byłam aż za bardzo tego świadoma, mógł zaprezentować mi swoją siłę i potęgę na każdy możliwy sposób, jaki tylko chciał. Byłam wojowniczką. Poradziłam sobie sama w wielkiej cytadeli. Poradzę sobie znowu i nic nie stanie mi na drodze, nawet jeśli zaciskałam teraz zęby i robiłam wszystko co mogłam, by nie zdradzić swoich nerwów.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Nagle poczułem, jak mięśnie pod moją skórą napinają się, a sierść delikatnie stroszy. Obserwowałem ruchy nieznajomej i nie... nie czułem strachu przed tą kruchą, nakrapianą istotą, cóż złego mogłaby mi zrobić? Jednak zadziwiła mnie i chociaż nie ukazywałem tego zbytnio... ucieszyła? Zazwyczaj to ja musiałem naruszyć bezpieczną sferę i być tym nachalnym typem, któremu jedno po głowie biega. A tutaj niespodzianka, może te lasy wcale nie są takie złe? Nie odsunąłem się, wręcz przeciwnie kiedy tylko kotka znalazła się w pobliżu mego zasięgu pochyliłem swoje ciało do tyłu tak, aby barkiem delikatnie musnąć ramię nakrapianej. Czyżby naprawdę myślała, że podchodzenie tak blisko jest dobrym pomysłem? W jakie one gierki grała? Świdrowałem wzrokiem jej futro, tak jakbym chciał się przez nie przedrzeć, dostać się do tej głębi ukrytej gdzieś tam w umyśle. Może była naiwna... oh nie to byłoby za proste. Ąż strach przyznać, ale chciałem aby NIE była naiwna - wtedy to wszystko byłoby proste, aż za proste. Może to pułapka? Ukryte zamiary kotki były aż nadto widoczne - a przynajmniej mi się tak zdawało. Ciepły podmuch i kłębek pary wydobywający się z mego pyszczka obmiótł mordkę jasno ubarwionej kotki, kiedy wsłuchiwałem się w jej wibrujące słowa. No tak... aż garstka manier by się tutaj przydała. Chyba. Przysunąłem pysk bliżej ucha, rozdziawiłem szczęki które delikatnie zacisnęły się na nim, jednocześnie napiąłem mięśnie, gdyby kotka chciała zwiać, czego cóż zbytnio nie chciałem. Wymruczałem półszeptem spokojnym tonem słowa cały czas wpatrując się w smukły pyszczek obcej.
- A czy to ważne? - wymruczałem puszczając jej ucho i odsunąłem głowę tak, aby mój pysk znajdował się centralnie przed pyskiem kotki - Możesz mnie nazwać jakkolwiek chcesz - zmarszczyłem skórę na swoim nosie i uniosłem wargi ku górze - Ewentualnie Trucizna - dodałem na koniec i zapatrzyłem się w jej oczach, tak ślicznie iskrzących w łunie księżyca. Coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że ten pysk kojarzę, że może, może i jest przedemną ta Gromowładna. Wizerunek jej już powoli wymazywał się z pamięci będąc wypartym przez inne kotki, lecz cień nadal pozostawał. Cóż, mało ważne, mógłbym poznać i z milion różnych tak samo pięknych kotek - mi w niczym to nie przeszkadza. Wstałem powoli i spokojnie zmniejszyłem przestrzeń między nami, tak że teraz nieco z góry spoglądałem na niebieskooką, a ogon delikatnie się kołysał. Czułem dziwne, pierwotne instynkty szarpiące mym ciałem od środka, mówiące bym zanurzył się w jej dziwacznym futrze i chłonął przepiękny zapach. Lecz nie. Nie teraz. Jeszcze nie. Tak więc stałem, niby dumnie wyprostowany, a półprzymknięte ślepia wlepione pozostały w oczach nieznajomej - Ciebie jak zwą? - dodałem. Nie żeby jakoś bardziej mnie to interesowało... ale chyba trzeba? Może to rozwieje mi wątpliwości, może odkryje przypuszczenia. A może nie... Radowałem się tą chwilą i chyba nic nie jest w stanie przerwać tego momentu. Nie tym razem.
[Obrazek: bToVQ6I.png]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Musiałam przyznać, że w mojej maleńkiej główce tworzył się pomału swoisty mętlik i chaos nad którym pragnęłam natychmiastowo zapanować, choć nie do końca wiedziałam w którą stronę się szarpnąć. Lubiłam mieć kontrolę nad sytuacją i lubiłam być na górze. Dyktowanie warunków sprawiało mi przyjemność, ot, taka jakby utajona profesja, lecz teraz wszystkie ustalenia wymykały się spomiędzy moich łap niczym oślizgłe węże, a ja nie miałam czasu na szczegółowe planowanie. Potknięcie, głupiutka oślico. Wpadłam w dołek, który sama przed sobą wykopałam, nie ustalając uprzednio sprytnego planu wycofania się. Sprytnego i bezpiecznego, rzecz jasna. Poczułam na swoim uchu jego zębiska. Odważny ruch. Takie spoufalanie się z, bądź co bądź, nieznajomym było jednak odstręczające. Zmarszczyłam niechętnie nos, ale w tej samej chwili uniosłam kąciki pyska, tworząc uroczy obrazek zadziornej minki. Brnijmy w to dalej, mimo wszelkich niedogodności. Miałam po prostu nadzieję, że w ogólnym rozrachunku nie kleję się teraz do jakiegoś obcego muła z którym zamieniałam właśnie pierwsze słowa w życiu. Byłoby to obrzydliwym upodleniem i czymś niegodnym kota urodzonego w klanie, który niósł dostojną w brzmieniu i obowiązku rangę. Gdy pysk kocura znalazł się zaraz przed moim, cofnęłam uszy z lekka do tyłu, niczym podenerwowany koń, ale nie odwróciłam spojrzenia i hardo, z zaciśniętym jak imadło gardłem, wgapiałam się w jego zielone ślepia.
- Trucizna... - wymamrotałam szeptem pod nosem, smakując to imię. Tak bliskie, a tak dalekie. Moje zainteresowanie nagle osłabło, a intensywne do tej pory spojrzenie zbladło i stało się odrobinę chłodniejsze - Wolałabym usłyszeć coś zgoła innego, ale może być - cmoknęłam, drażniąc się lekko. Najwidoczniej miałam pecha i był kolejnym nic nieznaczącym dla mnie koteczkiem, który nosił tę samą szatę i pysk co chociażby Białozór. Dosyć jednakże tego wszystkiego. Zabawa była fajna, lecz każda musi się w pewnym momencie skończyć, czyż nie? Dmuchnęłam prosto w nos Trucizny, studząc jego wyjątkowo rozochocony zapał, po czym cofnęłam się o krok. On dystans zmniejszał, ja tymczasem go zwiększałam, co by nie poczuł się zbyt pewnie.
- Lampart - wycedziłam sucho - tudzież Lamparcia Cętka - do usług, lecz z pewnością nie do takich, które miał w tej swojej kanciastej, brudnej główce. Radował mnie fakt, iż bicie mojego serca powoli zwalniało, a ja powracałam do swoich standardowych zmysłów - na jak długo? Oby na stałe.
✦ ✦ ✦
go ahead, you've taken me down now
give me, give me, give me, give me what you don't know
go ahead,.,,.,. take me all out now
get this, get this into your game
LVL 3 100 / 200
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości