Logo Artemidy
Brzęczące Trzciny
Chłód w głosie Czereśni zabolał czarnego kocura. Widocznie posmutniał, gdy wspomniała o obowiązkach. Wiedział, że miała rację, ale liczył, iż jednak znajdzie dla niego chociaż odrobinę czasu. Była mu teraz najbliższa. Przygarbił się i spuścił wzrok, wzdychając cicho.
- Szkoda, chciałbym móc spędzić z tobą więcej czasu. - Miauknął, a po chwili dodał cicho. - Nie mogę wrócić do klanu... Źle się w nim czułem i najwyraźniej nie tam jest moje miejsce. - Wierzył w dobre intencje Gwiezdnego Klanu i to, że przodkowie nie pozwolili by żadnemu kotu cierpieć bez powodu. Po chwili jednak znowu spojrzał na przyjaciółkę. Chociaż zdawała się na niego trochę obrażona, a na dodatek starała się być bardzo niezależna, to uznał, iż dodaje jej to uroku.
- Nawet najtwardsza wojowniczka czasem potrzebuje oparcia. - Powiedział łagodnie i uśmiechnął się smutno, łapką delikatnie, choć z pewną dozą czułości, zaczepiając o ucho szylkretki. Miał ochotę znowu ją liznąć bądź musnąć nosem w policzek, ale skoro kotka rzeczywiście miała już partnera, to okazałby brak szacunku wobec jej decyzji.

But in my head
I am still there
I can still feel you
Breathing slow
I've known this dream
for a long time
[Obrazek: dGzrqjr.gif]
All alone
I feel your breath
I hear your whispers
Dark like storms
Telling me, "Dear,
I'll never leave your mind."


LVL 2 60 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czereśnia nie miała zamiaru współczuć Wieczorowi, nie miała zamiaru okazywać mu nawet okruchów empatii. Była ostra jak kolec róży.
— Bzdury gadasz — parsknęła, wywracając oczami tak mocno, że prawie by jej wypadły z oczodołów i potoczyły się po ziemi prosto pod ciemne łapy kocura. — Co ci przeszkadzało? Mistrz? Nie chcesz być wojownikiem? Ktoś cię gnębił? — pytała. Wyglądała iście bojowo, wyraz pyska zacięty, łapy rozstawione w lekkim rozkroku, spojrzenie stalowe, zupełnie jakby zaraz miała wkroczyć na pole bitwy. — I co z tego? Każdy z tych problemów możesz rozwiązać. Wystarczyło pogadać z przywódcą albo chociaż ze mną, a nie uciekać jak ostatni tchórz. — Z każdym słowem gorycz w ustach Czereśnia narastała, do tego stopnia, że niemal zdziwiło ją, że nie przybrała materialnej postaci, wypływając z jej pyszczka. Wieczór nie zachował się ani trochę jak na kota z Klanu przystało i oczekiwał, że jego przyjaciółka tak po prostu się z tym pogodzi. Niedoczekanie!
— Tak, ale mam wystarczająco oparcia w Klanie. — Ponownie odsunęła się przed jego dotykiem. O nie, co to, to nie.

Tak bym chciał Cię. . . . .⁺
spotkać raz
₊. . . . .w ten jedyny dzień

Lub o tydzień cofnąć czas, a l e nie da się
Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innych niedziel brak,
. . . . . . . . . . . . . . . . trudno co mi tam . . .

[Obrazek: vmjSuEh.gif]
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]

˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż
Świat się tylko już ze mną kręci
Gwiazdy p ł o n ą jak stal

╭─────────────────────── ♱ · ₊˚✩˚ ₊ · ♱ ─╮
w niebie dzisiaj wszyscy, . . . . .
. . . . . wszyscy gwiezdni mają bal

╰─ ♱ · ₊˚✩˚ ₊ · ♱ ───────────────────────╯

LVL 4 265 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
10
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kręcenie się w okolicach klanów było dla niej coraz częstszym sposobem zabijania czasu. Robiło się coraz cieplej i z tego powodu nie musiała się już denerwować tym, iż krótkie futro średnio chroni przed mrozami. Jej kocięta siedziały w siedlisku dwunożnych z ich przybraną matką, toteż nie musiała się o nie martwić, szczególnie o bliźniaczki. Domino miało czasem głupie pomysły, ale póki ich ojciec nie pokaże swojego parszywego pyska w okolicy powinno być dobrze. Chyba wdało się w niego, ale na szczęście było urocze a nie irytujące.
Tego dnia miała nieco inne plany. Rozmawiała z kilkoma samotnikami i usłyszała o tak zwanym "Szkiełku", który to miał wróżyć w zamian za zwierzynę. Była ciekawa, co kocur jej nagada, toteż upolowała wronę i zabrała się za poszukowanie wróżbity w okolicy, w której jej rozmówcy go widzieli. Zastanawiała się, jaki był - miała tylko nadzieję, że to nie jakiś sztywniak z kijem pod ogonem. Chyba by tego nie wytrzymała.

| jakiś miły mg |
she's got a way
walks, talks, like she's unafraid
blue blood, royalty and fame
she's got all of it in spades



<style>.bluszcz {font-family: 'Courgette'; font-size: 17px; line-height:14px; text-shadow: 0.65px 0.65px black;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Courgette&display=swap" rel="stylesheet"> }
<style>.bluszcz1 {padding: 4px; border-top: 1.4px solid #5a5262; border-bottom: 1px solid #5a5262;}</style>
LVL 4 0 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szkiełko, jak to miał w zwyczaju, pojawił się przed poszukującym go kotem zupełnie znikąd. Tym razem kocica najpierw usłyszała za sobą szelest, a gdy się odwróciła, zobaczyła nieodmiennie płomienne futro wynurzające się z zarośli; najwidoczniej wróżbita z jakiegoś sobie wyłącznie znanego powodu przeszukiwał okoliczne krzaki.
- Nie ma! nigdzie nie ma, a przecież powiedziane jest, że kto szuka, ten znajdzie - jęknął pod nosem, jeszcze spoglądając na krzewy. Dopiero potem odwrócił się w stronę kocicy i dwornie przed nią skłonił.
- Witaj, witaj mi w tym dniu, kiedy ogień czeka na zstąpienie z niebios. Podejdź tutaj, abym mógł ujrzeć twoją zdobycz i przepowiedzieć, co czeka cię w przyszłości. Bo po to przyniosłaś zdobycz, prawda?
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i tak, jak okoliczni samotnicy jej wspomnieli - pojawił się, zupełnie jakby znikąd. Musiała mu przyznać, wejście miał efektowne, ha! Pozwoliła mu się wypowiedzieć, lekko znudzona na początku, co jednak dość szybko się zmieniło, kiedy kocur zaczął mówić o tym, po co tutaj przybyła. Podeszła nieco bliżej i rzuciła mu wronę pod łapy z wyzywającym uśmieszkiem.
- A jakżeby inaczej! - zaśmiała się cicho, bardziej do siebie, niż do niego. - No dalej, nie trzymaj kocicy w niepewności - dodała po uderzeniu serca, lecz brak było w jej głosie faktycznej niecierpliwości czy niezadowolenia, była najzwyczajniej rozbawiona. Trzepnęła ogonem o ziemię, przestępując z jednej łapy na drugą w próbie utrzymania sensownej temperatury ciała. Oby tylko kocur nie zepsuł jej dnia, to byłoby warte co najmniej kilku złośliwości z jej strony!
she's got a way
walks, talks, like she's unafraid
blue blood, royalty and fame
she's got all of it in spades



<style>.bluszcz {font-family: 'Courgette'; font-size: 17px; line-height:14px; text-shadow: 0.65px 0.65px black;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Courgette&display=swap" rel="stylesheet"> }
<style>.bluszcz1 {padding: 4px; border-top: 1.4px solid #5a5262; border-bottom: 1px solid #5a5262;}</style>
LVL 4 0 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kocur tryumfalnie uderzył przednią łapą w grunt, gdy kocica potwierdziła cel swojego przybycia w tą okolicę. Zaraz potem znieruchomiał, rozejrzał się na boki i postąpił jeden krok bliżej do kocicy.
- Uważaj dobrze! Ja mówię biciem serca. Są drzewa, co mają liście z kocich uszu, z oczu kwiaty, i zwykły nasionami języków się plenić - rzekł konspiracyjnym szeptem; brzmiał tak, jakby przekazywał kocicy tajemnicę wielkiej wagi, po czym jak gdyby nigdy nic wrócił do normalnej pozycji. Sięgnął po wronę i rozpruł jej brzuch pazurem; szybki gest zdradził jasno, że wielokrotnie wykonywał ten gest, a księżyce doświadczenia pozwoliły mu wyzbyć się obrzydzenia związanego z krwią spływającą po łapach, jak i grzebaniem w narządach. W szkarłatnej kałuży otoczonej koroną czarnych piórek zaczął tworzyć kompozycję z ptasich organów; nie potrwało długo, a podniósł wzrok na kocicę i długo się jej przyglądał, aż wreszcie wygłosił definitywnym tonem wróżbę. - Kto się odda miłości zmarłych i w nich położy ufność, ten skona spokojnie. Ty masz szansę. Oni nadal tam są, nadal są, martwi, ale wrócą do życia, o tak.
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
~***~

W końcu byli w lesie, a przynajmniej niedaleko lasu, a Żbik poczuł się jak u siebie w domu. Napełniło go szczęściem, ale i też nostalgią. Znajdowali się niedaleko Kłującego Gąszczu, widział je na horyzoncie, miejscu, gdzie się zgubił. Nadal pamiętał ten strach kolejnego ranka, brak poczucia, że jest się gdziekolwiek. Spojrzał na Dettlaffa mimo wszystko, z uśmiechem.
- O, widzisz. Tutaj jest ten Łan Rzepaku - odezwał się teraz, wskazując nosem zielonożółty rzepak. Zbliżała się pora górowania słońca, a przynajmniej za jakiś czas. Kocur rozprostował się w miejscu i obrócił się dookoła. Oh, jak on się w takiej sytuacji znalazł. Ale wrócił do domu. Może nie było czuć zapachu rzecznego Klanu, ale czuł w kościach obecność rzeczniaków już tam za granicą. Jego ślepia zabłyszczały, jakby pojawiły się w nich łzy. Dlatego Żbik szybko się obrócił w drugą stronę i wytarł pyszczek łapką. Zwrócił się ku Dettlaffowi z uśmiechem.
- Dziękuję, dziękuję. Bardzo, za pomoc. Za ciebie. Ja, cóż, będę dalej już szedł razem, dam sobie radę. Ty chyba musisz gdzieś wracać, prawda? - zapytał się Dettlaffa, chociaż miał delikatną nadzieję, że sobie jeszcze tutaj porozmawiają. Ale czy mieli o czym? Tak na prawdę... to po prostu kocur o orientalnej urodzie miał pomóc Żbikowi się dostać do domu, no i się dostał. No to teraz powinni się rozstać, co nie?

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Całą drogę tutaj był bardzo ostrożny. Wyczekiwał ataku sfory, o czym świadczyło rozglądanie się na boki, ostrożniejsze kroki i kręcenie uszami. Bać się jako tako nie bał tego, starcie z głupią zwierzyną - nawet jak bardzo silną - było mniej straszne od rozmowy z kotami. Bo zwierzęta zwykle chociaż rozumiał i wiedział czemu coś robią...
- Ah, Łan Rzepaku... Tak. Będę pamiętał... - uśmiechnął się delikatnie na moment po tym jak został wyrwany z myśli. Nie była to trudna droga, na pewno nawet będzie w stanie ogarnąć krótszą... Ale nad tym pomyśli kiedy indziej. Teraz siadł, przyglądając się temu co robi Żbik. Zakręcił się w miejscu, rozprostował. Albo w ten sposób znaczył teren, albo starał się komuś pokazać, albo coś. A potem się odwrócił, przecierał pysk. Dettlaff widocznie skonfundowany wbił w niego wzrok, kiedy ten na niego spojrzał. - Niezupełnie... Miałem wrócić kiedy cię odprowadzę, a kiedy to zrobię tego nikt nie wie. Mogę jeszcze siedzieć.
Odparł z lekkim uśmiechem, jakby chcąc tym samym pokazać Żbikowi że przetrzymanie go tu nie zaszkodzi. Chyba, że miał iść? Ale wtedy wprost by mu powiedział, że ma się odsunąć i odejść. Na pewno, nie miałby po co tego tak utrudniać. Oriental podrapał się niezgrabnie za uchem, czując jak przelatująca mucha zbyt go podrażniła. - Co jak cię nie przyjmą? Nie boisz się?
Zagadał w końcu, otrzepując mordę. Nie chciał by tak się stało, ale zawsze może być ALE. Zawsze trzeba mieć plan na zapas. Wiedzieć co się chce robić, gdyby coś poszło nie tak.
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinął jedynie na słowa Dettlaffa. W sumie, to nawet nie musi pamiętać. W końcu koty zawsze odchodziły i nie było to nic nowego. Przyzwyczaił się do tego, że miał kompanów, którzy po chwili odchodzili. Żbik chciał już odejść w swoją stronę, gdy nagle kocur rzucił kolejne słowa. Zielone ślepia wylądowały na pysku kocura, a zaraz końcówka ogona drgnęła nerwowo. Z pyszczka Żbika weszło ciche westchnienie, nie mniej jednak ten cały czas się po prostu uśmiechał. Skinął mu delikatnie łbem.
- Rozumiem. No dobrze, możemy chwilę porozmawiać. Chciałbym jeszcze znaleźć sobie jakieś miejsce na chwilowe legowisko przed nocą, a to może chwilę zająć - mruknął zamyślony siadając na trawie. Owinął ogonem swoje ciało, a na pytanie Dettlaffa strzepnął poranionym uchem. Prychnął z uśmiechem.
- Wiesz... tak, tak. Boję się. Oczywiście, jednak... wiesz, jeśli mnie nie przyjmie to po prostu zostanę samotnikiem już na zawszę. Może brzmi to strasznie, dla mnie, ale... nie wiem. Zobaczymy, wiesz?

xxxxxxxx•Run boy run! This w o r l d is not made for you•
Run boy run! They're trying to catch you
xxRun boy run! Running is a victory
- ̗̀ Run boy run! Beauty lays behind the hills ̖́-
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinął lekko łbem. Mógł pomóc - co po chwili nawet zaoferował. Nie widział większego problemu w rozglądaniu się za jakimś miejscem, w którym Żbik mógłby odpocząć. Dosłownie, było ich tu pełno, wiedział to! Jedynie co, trzeba było znaleźć takie, które będzie najwygodniejsze i w którym Żbik będzie czuł się dobrze. Ale to też nie było problemem.
- Będę cię odwiedzał, jak ci nie pozwolą dojść do Klanu. Nikt nie zasługuje na samotność - skinął lekko głową. Nie znał go na tyle, by zaciągnąć go do siebie, a Żbik był na tyle młody, że mógł być w przyszłości problemem dla Dettlaffa i Voodoo. Jeśli kiedyś będzie samotny i będą się znać lepiej, najpewniej go wcieli do tego dwuosobowego stada, a jak. - Zobaczymy. Mam nadzieję, że nie będzie źle.

//po tygodniu, udało się
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po złożeniu tej pięknej, oficjalnej obietnicy, porozmawiali jeszcze niedługi moment. Dettlaff szczerze nie chciał opuszczać nowego znajomego, Żbik bowiem był... no, fajny. Miły, przyjemny, ciekawy. Oriental lubił koty takie, jak młodszy od niego buras. Niemniej, wszystko się kiedyś musi kończyć, w ich wypadku nadszedł w końcu czas na rozstanie się. Dettlaff raz jeszcze zapewnił go, że będzie go odwiedzał w razie wypadku, po czym ruszył w swoją stronę.

//zt za zgodą żbika
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pstrokata zołza chodziła bez celu, rozglądając się za wszystkim, co tylko uzna za interesujące. Z rana wyszła z obozu, omijając przy tym patrol który należał do jej obowiązków - gdyby ktoś się dowiedział, a zwłaszcza Cyprysowa Łuska, pewnie miałaby niezłe kazanie, ale nie przejmowała się tym wcale. Przestała obawiać się zastępczyni już podczas treningu, kiedy to spędziła z nią więcej czasu i zobaczyła, że ta nie krzyczy jak Czyżyk mówi za dużo. Znaczy krzyczy, ale nie tak ostro jakby mogła, więc to już był wielki plus! Zatrzymała się więc przy jakimś... dziwnym czymś, co brzęczało śmiesznie, ale wyglądało jak coś, co w życiu nie wyrosłoby na terenach klanu gromu. Może brzęczące rzeczy nie lubiły piachu? W końcu było to możliwe!
Nieprzypadkowo była trochę dalej od gromu niż zwykle. Miała nadzieję, że znajdzie coś, lub kogoś ciekawego, bo Czyżyk jako rasowy ekstrawertyk nie wytrzyma długo sama. Nie chciała brać nikogo z klanu na swoją wyprawę, bo tam sami nudziarze i sztywniacy siedzieli, więc potrzebowała kogoś z zewnątrz.

pokrzywa
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciekawość Pokrzywy w dalszym ciągu pozostała niezaspokojona. Nigdy nie spotkała prawdziwego klanowego kota. Oczywiście, w Nowym Świcie znajdywały się koty, które stamtąd pochodziły. Ba! Nawet jej ojciec urodził się i wychowywał w Klanie Cienia, do momentu gdy zdecydował się go opuścić. Szylkretka natomiast liczyła, że pozna kogoś, dla kogo wartości klanowe dużo znaczyły. Kto żył dla niego i nie wyobrażał sobie, że mogłoby być inaczej. Kogoś, kto pomógłby jej zrozumieć, co dawało im prawo do decydowania o czyimś losie. Nie chciała się jednak z tym śpieszyć. Miała czas. Miała dużo czasu. Wolała to rozegrać ostrożnie. Zwłaszcza, że Klany prawdopodobnie wciąż były poddenerwowane niedawnym osiedleniem się piątej grupy, jaka była Pożoga.
Na pierwsza wyprawę wybrała, rosnące po przeciwległej stronie Grzmiącej Ścieżki, Łany Rzepaku. Nie oczekiwała niczego specjalnego po swojej wycieczce. Czy klanowym w ogóle zdarzało się opuszczać swoje tereny? Może natknie się na jakiegoś okolicznego samotnika? A może nie zdarzy się zupełnie nic i wróci z pustymi łapami. Minęła pole żółto kwitnącej rośliny i dotarła do... Właściwie nie wiedziała do czego. Budową przypominało mały, drewniany domek, który zamiast jednej ściany miał powtykane coś w rodzaju... trzciny? Gałęzi? Ludzie i ich nieznanego przeznaczenia wynalazki. Pokrzywa zauważyła, że w pobliżu lata kilka pszczół, a podniszczonej budce przygląda się młoda, szylkretowa kotka. Jej zapach niewiele mówił. Mogła być równie dobrze samotnikiem, albo pochodzić z dwóch pozostałych klanów, których woni jeszcze Zielarka nie zdołała poznać.
– Obawiam się, że do środka się nie zmieścisz – rzuciła, podchodząc nieco bliżej. Nie za blisko, bo wszystkie dzieła ludzkich rąk wydawały się jej niebezpieczne i podejrzane.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gorejący Świt była bardzo zaintrygowana kotami spoza klanów. Tych, których nie znała, którzy nie śmierdzieli zapachem z żadnych granic jakie gromowi przyszło posiadać. Chciała wiedzieć o nich dosłownie wszystko - co się stało, że są sami, bez nikogo obok siebie. Co się stało, że kręcą się samotnie po lesie i jeszcze żyją, niezjedzeni przez żadnego lisa czy borsuka. Co się stało, że nie chcą dołączyć do klanu, gdzie mieliby wsparcie, mieliby do kogo otworzyć gębę, mieliby... wszystko, co jest potrzebne do życia. Kotka nie rozumiała idei samotników. Była ekstrawertyczką z krwi i kości do tego stopnia, że czasem zdesperowana próbowała zagadać do kogokolwiek. Nie potrafiłaby żyć sama, w dwójkę, trójkę czy nawet czwórkę. Potrzebowała całej gromady do rozmów, wspólnych polowań i zabaw.
- Dobrze, że pszczoły się mieszczą. Wygląda na to, że lubią to miejsce - odpowiedziała, zauważając że malutkie, brzęczące owady wchodzą i wychodzą z budki z... patykami? Tak, chyba tak. Nie spodziewała się, że ktoś od niej podejdzie, ale nie narzekała też wcale. Pokrzywa była tym, czego pstrokata teraz potrzebowała - nieznajomym towarzystwem, który nie śmierdział jak żaden z czterech klanów. Musiała być więc samotnikiem, z czego wojowniczka cieszyła się najbardziej.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nieznajoma zachowywała się swobodnie, ale na pewno nie była „u siebie”. Inaczej budka nie budziłaby w niej żadnego, nawet nikłego, zainteresowania. Nie rozwiało to wciąż wątpliwości dotyczących jej przynależności.
– Wygląda jak stworzone dla nich. Dziwne – zmrużyła oczy, spoglądając nieufnie na drewnianą konstrukcję. Ciekawość pchała ją, żeby podejść, przyjrzeć się dokładnie, zbadać... ale doświadczenie związane z rzeczami pochodzenia ludzkiego skutecznie Pokrzywę odpychało. – Najwyraźniej ludzie muszą mieć w tym jakiś interes – wzruszyła lekko barkami. Po co? Kolejne narzędzie przemocy i tortur? Jakiegoś rodzaju pułapka na te nieszczęsne pszczoły? Od nich nie pochodziło nic, co dobre, tego była pewna. Nieprzypadkowo użyła takiego słowa określającego dwunogie, łyse istoty. Znała termin „dwunóg”, jak i kilka innych charakterystycznych klanowych słów, lecz nie chciała się z tym zdradzać. Przynajmniej nie na razie, a później, cóż zobaczy się. Ponadto była ciekawa reakcji szylkretki, więc uważne spojrzenie skierowała na jej ładną mordkę, obserwując nawet najmniejsze zmiany w mimice.
– Pokrzywa – rzuciła w końcu, bo chyba wypadało się przedstawić. No i w ten sposób uzyska też imię rozmówczyni.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości