Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
— Mm — mruknęła mało przekonana, mrużąc lekko oczy. Na moment spojrzała w jego stronę, czujnie obrzuciła go wzrokiem, jednak zaraz odwróciła głowę, taksując wzrokiem okolicę, by upewnić się, że wszystko jest pod kontrolą i nic ich nie obserwuje. Wzięła głęboki oddech. Ciepły Wiatr był... trudny. Nie rozumiała, o co mu chodzi, ale jednocześnie nie była kimś, kto powinien kogokolwiek krytykować pod tym względem. Przygryzła lekko wnętrze policzka; była tak samo upierdliwa jak on, gdy miała swoje momenty.
— Hm? Tak — odpowiedziała, znów odwracając głowę w jego stronę. — To kwestia przejścia przez rzekę i będziemy przy granicy Gromu — dodała, kiwając głową w stronę rzeki; nie było jej jeszcze widać z tej odległości, ale zdecydowanie można było usłyszeć jej cichy szum. Milczała przez chwilę, patrząc przed siebie, by w końcu jednak zbliżyć się do Ciepłego Wiatru i usiąść obok niego. Nie dotykała go, raczej też na niego nie patrzyła.
— Jak duża jest szansa na to, że Żubrza Gwiazda przyjmie mnie do klanu tylko dlatego, że poproszę? — rzuciła nagle, a jej wąsy zadrżały w rozbawieniu. To było awykonalne. Była wichrzakiem, czego ona w ogóle szukała na granicy Gromu? Dlaczego mieliby przyjąć do siebie wojownika, który zdradził własny klan? Zaśmiała się nerwowo i machnęła łapą, mrucząc ledwo słyszalne "przestań", gdy silniejszy podmuch wiatru dmuchnął jej w nos.
Czy Wiatr był upierdliwy? Może. Nie robił tego specjalnie, ale zdecydowanie sam wiedział że jest tak przeraźliwie trudny, że każdy powinien się uzbroić w multum cierpliwości, jeśli chciał z nim rozmawiać. W końcu - domyślić się co w ogóle siedziało mu w głowie, co było prawdą, co złudą, co chciał, czego nie, to był talent. A przy okazji, ogromny wysiłek. - Przez rzekę? - powtórzył za nią, dla pewności. Tu, choć panikował, bardziej wynikało to z tego woda była zimna... i wiadomo, niebezpieczna. Jako kot, który umiał pływać, szczególnie wiedział jak cholernie groźnym może być wpadnięcie w zbyt głęboką wodę, lub po prostu, być chwilę nieuważnym i...! Cyk, nie ma cię. - Może być problem... Na pewno cię przyjmie! Nie wiem jak patrzy na samotników - mruknął cicho, marszcząc delikatnie brwi. Czemu mieliby jej nie przyjąć? Bo była z Wichru? Przecież nie była samotnikiem, jeśli była z Klanu, Żubr się na pewno nie przyczepi. - Jak mój ojciec przyjdzie, to... może, może nas weźmie? Powiem... Powiem mu, że bez ciebie nie pójdę! Nie zostawię cię, ty mnie też nie możesz zostawić.
Znów się spiął. To było oczywiste, skoro przyszli tu razem, mieliby się rozejść?!
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
- Przez rzekę - przytaknęła, jednak wyczuwając jego zdenerwowanie, dodała: - Przejdziemy razem. Nie jest aż tak strasznie, przejście jest proste - uśmiechneła się lekko, dopiero teraz odwracając mordkę w jego stronę. Nie mogła jednak na długo skupić wzroku na jednym miejscu, skakała więc po całej jego mordce, najdłużej zatrzymując się na jego uchu.
Miała wątpliwości i widać było po niej, że coraz bardziej stresuje ją bliskość granic, które dobrze znała. Chaotyczna paplanina Ciepłego Wiatru nie była szczególnie pomocna, jednak mruknęła cicho na jego ostatnie słowa.
- No pewnie. Gdzie ty, tam i ja, no nie? - uśmiech nie sięgał jej oczu. Gromiak i jego emotional support Wichrzaczka. - Przeszłam z tobą taki kawał drogi, byłoby szkoda, gdybym musiała wracać sama, bo mnie zawrócili na granicy.
Wspólna przeprawa jak z jednej strony uspokajała, tak z drugiej... Wiadomo, nie robiła absolutnie żadnych zmian. Obawy pozostawały, a on, mimo że super bardzo się starał, jedynie mógł myśleć o najgorszym. - Utoniemy. Umiem pływać! To... To jest teraz może woda nie jest aż tak dzika, ale mój dziadek mówił, że nigdy nie można ufać wodzie. Nie boisz się? Nie masz czego się bać!! - skrzywił się pod nosem. Oczywiście, szanse na to że stanie się coś złego były małe... Ale nigdy zerowe. Przełknął ślinę, czując jak serce szybko mu bije, aż głucho obija się gdzieś w gardle. - Mógłbym... Mógłbym cię nauczyć pływać, gdybyś potrzebowała pomocy. Ale i tak, jeśli któreś z nas wpadnie do wody, wtedy zamarzniemy... Jest gorąco, przecież jest upał!
Kojący uśmiech. Sam wysilił się na nieco szerszy wyszczerz, ale domyślić się tej reakcji mogła tylko przez to, że jego oko nieco się przymknęło, w ten charakterystyczny sposób, kiedy odpowiednie mięśnie się napinały. - A co jak przyjmą ciebie, a mnie nie? - absurd, ale kto wie na jaki humor kto wpadnie? Wiatr pół życia w Gromie spędził sam. Czasem gadam do brata czy Gadożer, czasem do matki. No, i trening. Ale był... Zwykle sam. Może uznają, że nie warto go mieć w Klanie? Bzdura, nie mogą...! A co jeśli? - Albo... Jak... Nie wiem... Boję się, że coś będzie nie tak. Ty też się boisz?
Sapnął cicho. Teraz bez zbędnej paniki, a jedynie realistycznie myśląc o możliwych złych rzeczach. Bo serio, przewidzieć to co stanie się na granicy było niemal niemożliwe. Nie mogło być źle, ale mogło być coś nie tak. I wizja rozdzielenia się z nią była... Chyba najgorszą. Bo by jej nie zostawił. Gdzie on, tam ona, jak to mówiła!!
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
- Czuję respekt przed wodą, tak jak czuję respekt przed burzą albo koniem - odpowiedziała spokojnie, bez zastanowienia. - Wiem, że mogą mnie zabić, ale nie jest to ich nadrzędnym celem, zwłaszcza jeżeli zachowam ostrożność, więc nie ma sensu obawiać się ich na zapas - dodała po chwili, jaką potrzebowała na zebranie myśli. Miało to zdecydowanie sens. Bała się utonięcia, owszem, ale nie bała się wody samej w sobie; nie raz przecież brodziła w niej, nawet jeżeli sięgała jej jedynie po pierś. Najgorsze, co mogła teraz zrobić, to zacząć panikować; panika spinała mięśnie, włączała widzenie tunelowe, w niczym nie pomagała, a jedynie ułatwiała popełnianie błędów, które mogły się skończyć tragicznie.
- Chętnie. Kiedyś, w przyszłości - zgodziła się na jego propozycję, zupełnie ignorując chaos wypowiedzi Ciepłego Wiatru; nie potrafiła go rozgryźć i trochę żałowała, że nie było z nimi Czarnego Koguta, ani że nie zapytała go o to, co się tak właściwie dzieje. Kocur zdawał się być jedynym w ich grupie, który rozumiał sytuację, w której znalazł się Ciepły Wiatr, i gdy o tym myślała, to on również bywał chaotyczny i z łatwością przechodził ze skrajności w skrajność. Hm.
Zamrugała i odwróciła głowę, gdy zorientowała się, że przez cały czas, gdy myślała, wwiercała się wzrokiem w czaszkę pointa.
- To trochę absurdalne, nie sądzisz? - mruknęła, uśmiechając się lekko. - Oczywiście, że się boję. Dla mnie to szansa na to, żeby zacząć nowe życie, i nie chcę jej spieprzyć. Ale nic dobrego nie wynika z ciągłego zamartwiania się, więc skupiam się na tym, że póki co jesteśmy razem i przejdziemy przez to razem, ramię w ramię. Nawet jeżeli skończy się to tak, że będę musiała wrócić do Wichru - powiedziała jeszcze i, ostrożnie, obserwując jego reakcje, położyła łapę na jego łapie; gdyby była człowiekiem, ścisnęłaby ją pokrzepiająco. Jakikolwiek sygnał dyskomfortu był jednak dla niej informacją, że ma natychmiast się wycofać; do tej pory nie rozgryzła, jak w ogóle powinna się przy nim zachowywać.
Słuchał jej uważnie, chociaż… ponownie, coś co go uspokajało, z drugiej strony wprawiało w dziwny niepokój, z innej zaś - sprawiało, że pozostawał neutralny. Przyglądał się jej, głos jednak powoli przemieniał się w coraz to głośniejszy szum. Ten zaś zastępowały tłoczące się w jego głowie pomysły; że utoną, albo przeskoczą bez problemu, że wpadną do wody i wypłyną, że woda jest zamarznięta więc potkną się i coś sobie złamią, albo że wręcz przeciwnie - prześlizgną się bez usterek i… ugh. Jedynie capnął łapą o swój nos, mrucząc do samego siebie ledwo zrozumiałe “ciszej”. - Kiedyś… - powtórzył za nią nie podnosząc nazbyt głosu. Dalej pomrukiwał, teraz jedynie tak żeby mogła go w ogóle usłyszeć. - A co jak będzie potrzebne ci to już teraz?
Zmarszczył brwi. Wierzyła w cud? Ufała mu na tyle, że gdyby coś poszło nie tak, dałaby się ratować? Wiatr na pewno by jej pomógł - ba - gdyby było potrzeba, to oddałby jej wszystkie swoje umiejętności pływackie. Nie miał w końcu żadnych złych intencji względem niej! - Wtedy pójdę z tobą - skierował wzrok na jej łapę. Ni drgnął; w końcu on jej zdecydowanie ufał. Być może aż ciut zbyt bardzo, ale czemu miałoby być jakkolwiek inaczej? Bez niej zupełnie by oszalał. - Tam mieszka mój przyjaciel… Więc tym bardziej mnie przyjmą.
Dodał ciut ciszej. Musieli… w końcu… skoro dwa koty by były za tym? Może Zgnilizna też by to poparła? Nasunął na mordę ciut więcej brudu, odetchnął cicho. - Jak… będziesz gotowa to możemy iść. Powinniśmy zostać! Zamknij się - prychnął cicho, raz jeszcze uderzając się w nos. Znów, nie mocno, do zwykłego opamiętania.
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Wzruszyła barkami.
- Przeżyję. Musisz trochę bardziej we mnie wierzyć - mruknęła, uśmiechając się do niego zaczepnie. Przecież gdyby wpadła do wody, wiedziałaby, jak sobie poradzić. Nie musiała pływać z gracją jak wydra czy rzeczniak, którzy urodzili się w wodzie, musiała jedynie nie pójść na dno - a to brzmiało jak całkiem osiągalny cel, mimo wszystko.
Na wzmiankę o tym, że pójdzie wraz z nią do Wichru uśmiechnęła się lekko, ale nie odezwała się. Z jednej strony było to miłe, miało całkiem słodki smak, ale z drugiej strony czuła, jak zazdrość gryzie ją gdzieś pod skórą. Co było absurdalne - przecież to oczywiste, że nawet w Klanie Gromu Ciepły Wiatr miał przyjaciół. Przecież urodził się tam, rozmawiał tam z kotami, miał rodzinę, z tego co pamiętała. Miał do kogo wracać. Z jakiegoś powodu dopiero wzmianka o przyjacielu w Klanie Wichru sprawiła, że poczuła jak zimna szpilka wbija się w jej ciało. Brr. Odetchnęła przez nos.
- Masz rację - powiedziała, w żaden sposób nie komentując tego, że kłócił się z samym sobą. Zawahała się jedynie na moment, nim w końcu nie spięła mięśni ramion, by dźwignąć swoje cielsko do pozycji stojącej. - Chodź, nie ma na co czekać. Zwłaszcza, że jesteśmy już tak blisko.
Odczekała, aż i on podniesie się i zdecyduje pójść za nią, po tym jak zrobiła jeden krok naprzód. Dopiero wtedy, gdy wiedziała, że będą iść ramię w ramię, ruszyła naprzód, w stronę Grzmiącej Rzeki.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Dzisiaj pierwszy raz znalazłam się poza terenami Gromu i czułam się rozdarta, było to spowodowane tym, że czułam się wolna i wesoła, a zarazem podekscytowana i lekko przerażona? Nie wiem, czy to było słowo, którym opisałabym to uczucie, ale na pewno trochę łaskotało mnie środku i buzowało mi w głowie; ciekawiło mnie, czy zawszę się będę tak czuć po wyjściu poza tereny, czy był to ostatni raz, ciężko było mi stwierdzić będąc tu w tym miejscu teraz. Dlatego po prostu pochłaniałam widoki, które nie gościły na naszych terenach, a mianowicie wielkie żółte trawy, które bardziej kojarzyły się z wysuszonymi roślinami, a nie żywą łąką. Pachniały też dosyć dziwnie… ale to dźwięk zwrócił moją uwagę, a im bliżej podchodziłam tym bardziej była zainteresowana coraz to głośniejszym brzęczeniem, którego jeszcze nie potrafiłam zlokalizować. Zaczęłam się skradać na tyle ile potrafiłam, uważając pod łapy.
Brzózka
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Klisza dbała o samą siebie, a co za tym szło - nikt nie dbał o nią. Niekiedy jej to przeszkadzało, niekiedy nie, nieważne. Ważne było to, że jeżeli chciała zjeść dzisiaj kolację, musiała sama sobie o to zadbać, a więc nie pozostało jej nic innego, jak poszukać szczęścia w Brzęczących Trzcinach, jako, że te były najbliżej, a jej się nieco śpieszyło. Zaczęła się więc rozglądać za czymś, co można było zejść, a co nie sprawi, że padnie przez zatrucie. Czy jeszcze inne gówno.
mg
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
***
Spacery po terenach niczyich zaczęły wchodzić mi w nawyk i zaczynałem już mieć swoje ulubione miejsca. Dziś postanowiłem udać się w miejsce, gdzie stoi dziwna konstrukcja dwunogów i roi się od pszczół. Wydawałoby się to niezbyt ciekawym na spacer, gdyby nie fakt że dzięki pszczołom, w pobliżu rośnie też wiele pięknych kwiatów, które dziś chciałem zebrać dla Siniak. Jestem pewny, że jej się spodobają.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Wiatr niespodziewanie zmienił kierunek i Nocny Szkwał poczuł woń innego kota, nadchodzącego do starej budowli z przeciwnej strony. Osobliwość była ciemna niczym noc, odbijając się w słońcu brązem. Nie zdawała się zauważać obecności Szkwału - jednak tylko aż do czasu...
Wzrok Szpadla zatrzymał się na obcym kocie. Zamarł w bezruchu. Dzieliła go od niego odległość szerokości może trzech średniej wielkości ludzkich ulic. Daleko, ale nie aż tak daleko, by można było zagwarantować bezpieczeństwo... Czyżby Szpadel zakradł się na czyjeś tereny? Nie obawiał się konfrontacji, lecz wolał jej uniknąć. Dopiero co z Młodym tu przybyli, nie warto było robić sobie wrogów.
Nie. Tutaj nikt nie mieszkał. Był tego pewien.
Pytanie tylko, czy kocur z naprzeciwka także był wędrowcem, czy może tutejszym?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Delikatna woń innego kota mi nie przeszkadzała z prostego powodu - były to ziemie niczyje, więc samotników czy spacerujących pieszczochów tu nie brakowało. Zwróciłem na to uwagę dopiero wtedy, kiedy zapach ten nie znikał, a wręcz przeciwnie, wydawał się nasilać. Dopiero wtedy podniosłem głowę znad kolorowych kwiatów i dostrzegłem czarną sylwetkę w oddali. Zatrzymałem się i wpatrywałem w nieznajomego, jakby czekając na reakcję. Może przypadkiem wszedłem na czyjś teren? Samotnicy czasem zgarniali dla siebie skrawek nieosiedlonego terenu.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Kocur również wydawał się czekać na reakcję - jakby oczekiwał, że Szkwał zaraz na niego ruszy, pełen bojowej przemocy...
W mieście terytorializm nie był niczym dziwnym. Gangi ciągle atakowały się nawzajem, prowadziły wojny o najlepsze schronienia i dostęp do jedzenia, a niechęć ludzi wobec półdzikich stworzeń wcale nie pomagała. Dlatego Szpadel był co najmniej zdziwiony faktem, że w spojrzeniu nieznajomego nie był w stanie odnotować żadnej niechęci.
Nie, żeby kiedykolwiek był w tym dobry. Gdzie był Młody, kiedy się go potrzebowało? On był znacznie lepszy w te społeczne klocki.
Niby mogli tak stać w nieskończoność, ale Szpadel był zajętą istotą. Na nowych terenach miał listę zadań do zaliczenia - nie zamierzał zmieniać się w rzeźbę.
- Cześć - rzucił wyraźnie w stronę nieznajomego, nie wykonując żadnego ruchu, by się do niego zbliżyć. Przez chwilę jakby nie wiedział, jak kontynuować. Potem: - Jesteś tu sam?
Zawsze dobrze wiedzieć, na wypadek gdyby spotkanie potoczyło się źle.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Długo nie trzeba było czekać na reakcję nieznajomego. Nasze spojrzenia spotkały się praktycznie od razu, a ten się odezwał. Nie zamierzałem jednak prowadzić konwersacji na odległość, krzycząc do siebie, więc zdecydowałem się podejść bliżej, nie zapominając wziąć ze sobą zebranych kwiatków. Po dotarciu na miejsce, położyłem roślinki między swoimi łapami, stając całkiem blisko, ale mimo wszystko w bezpiecznej odległości od obcego.
— Cześć. Jak widzisz - nie. Tylko zbieram kwiaty dla partnerki. A powinienem mieć ze sobą wsparcie? — zapytałem, uśmiechając się. Z mojej strony nie było żadnych złych zamiarów, ale jeśli okaże się że tylko z mojej… cóż, wtedy nieznajomy będzie miał pewien problem.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku