Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Słoneczna pogoda sprawia, że kolejny patrol- a tym razem bardziej spacer- kończę w pierwszym lepszym zacienionym miejscu. Przy okazji po raz kolejny chcę przejść się po ziemiach w obrębie Czterech Dębów, lepiej je poznać. Być może spotkać kolejnego kota z innego Klanu. Ciekawią mnie różnice w kulturach, jeśli takowe istnieją, ale też koty jako jednostki same w sobie. Na ile ich życia różnią się od tych, którzy żyją w Cieniu? Kontempluję tę myśl w norze pomiędzy korzeniami drzew, a raczej jednego drzewa.
Mój spokój przerywa tupot łap, który sprawia, że podnoszę głowę i nadstawiam uszy. Nie chcę dać się zaskoczyć potencjalnemu drapieżnikowi... choć ten nie brzmi szczególnie ciężko. Na pół-ugiętych łapach zbliżam się bezszelestnie do wyjścia ze schronienia i wysuwam głowę. Mój wzrok natychmiast ogniskuje się na źródle tego rabanu- wysokim, rudym kocie, który opada na ziemię, dysząc. Nie słyszę, by coś za nim podążało, więc dlaczego biegł jak oszalały? Zastanawiam się również czy nic mu nie jest, dlatego połowicznie wychodzę z nory, tym razem nie dbając o zachowanie ciszy. Choć podejrzewam, że i tak mogę zaskoczyć zasapanego nieznajomego, będąc tak blisko niego.
- Wszystko w porządku? - pytam.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Drgnął mimowolnie, gdy słyszy nad sobą głos, a następnie prędko odwrócił głowę w stronę, skąd on dobiega. Oczywiście, że wie, że nic mu tu nie grozi. Są to przecież Cztery Dęby, gdzie gdy słyszy się innego kota, to zawsze znaczy to, że jest to kot z któregoś klanu. A z tego co się orientował, to nie mieli w tej chwili żadnych złych kontaktów z żadnym klanem, a przynajmniej nie oficjalnie, więc niczego nie powinien się obawiać. Gorzej jakby usłyszał warczenie czy szczekanie, to wtedy może by się przejął i zerwał na równe łapy, a tak po prostu zamknął pysk, trochę walcząc w środeczku o oddech, ale wyszczerzył się przyjaźnie do kota, który przed nim stał.
- Och, jak najbardziej, nawet nie wiesz, jak jest super - mruczy, między wdechami. - Trochę się z ptakami pogoniłem, chociaż nie wiem, czy one były tego świadome! Puszczykowy Huk jestem - przedstawił się, kiwając głową. A następnie zamilkł bo... no, trochę jeszcze nie oddychał w rytmie, w jakim powinien w stanie spoczynku i musiał go trochę uregulować.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Na szczęście nieznajomy nie reaguje w najmniejszym stopniu gwałtownie, zwraca się do mnie z uśmiechem. Jego oddech wciąż jest martwiący, ale słowa z grubsza szybko wyjaśniają sytuację. Przechylam głowę nieco na bok; wciąż nie rozumiem tak otwartej pogoni za ptactwem, ale nie mam w zwyczaju kwestionować tego co robią inne koty, gdy nikomu to nie robi krzywdy. Po paru uderzeniach serca prostuję się i odpowiadam krótkim uśmiechem.
- Lisi Ogień. Wojowniczka Klanu Cienia - przedstawiam się kotu, milknę na kilka chwil. - Ty... z jakiego Klanu? - Nie jest to może aż tak ważne, ale jest to dobry sposób na pociągnięcie rozmowy.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Zdziwienie kotki nie było niczym dziwnym. Raczej na co dzień robił dużo rzeczy, które sprawiały, że inne koty dość dziwnie na niego patrzyły i wątpiły w to, że cokolwiek się dzieje w jego głowie, to jest tam wszystko na swoim miejscu i wszystko z nim w porządku, więc nie przejmował się tym. Zresztą, zdawał się nigdy nie dostrzegać pytających spojrzeń, odchrząknięć niepewności, czy przekrzywionych łbów.
- Z klanu Gromu - odpowiedział, nie widząc problemu z podzieleniem się tą informacją, tak po prostu, choć niektóre koty mogłyby się oburzyć, że takie rzeczy można wyczuć na spokojnie. - Uch, mam wrażenie, że chciałem o coś kiedyś zapytać kota z klanu Cienia, ale kompletnie nie pamiętam, o co chodziło! - przyznał po chwili, wesoło się szczerząc, ale widocznie nie kontynuował tego tematu, po prostu uznając, że znajdzie jeszcze parę okazji do tego.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Klan Gromu; gdy skupiam się na woni kota jasnym jest, że mówi prawdę. To moje pierwsze spotkanie z Gromiakiem, poza widzianymi czasem przez granice patrolami. Jak się okazuje, idzie ono w równie dziwnym- dla mnie- kierunku co niegdysiejsze spotkanie z Wichrzaczką w tej samej okolicy, nawet jeśli się od siebie różnią. Czy wieści o stanie Klanu Cienia niosą się na tyle daleko, że sięgają innych Klanów? Jest to... trochę niepokojące? Potencjalnie dobre? Nie potrafię powiedzieć.
- Czemu... kota z Cienia? - decyduję się zapytać.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
- A wiesz, że nie pamiętam?! Nawet nie pamiętam, o czym i z kim wtedy rozmawialiśmy. Ach, gdybym miał lepszą pamięć! - od razu westchnął ciężko, jakby było to jedno z tych pytań, które ważą na twoim życiu lub śmierci, a on jak sobie zaraz nie przypomni o co konkretnie mu chodziło to po prostu padnie tu, na miejscu. Nawet na chwilę zmarszczył grzbiet nosa. - Nie wiem, czy to nie odnosiło się do waszych medyków, bo ktoś mnie kiedyś zapytał po co wam aż tyle i obiecałem, że spytam, ale nie wiem, czy o to chodziło - dodał na koniec, krótko wzruszając barkami, bo jednak uznał, że nie jest to kwestia, którą musi na siłę zapamiętać, czy uzyskać na nią odpowiedź, bo nie było to na tyle ważne.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Postanawiam nie myśleć wiele o słowach Puszczykowego Huku, by nie przysporzyć sobie bólu głowy. Wysuwam się przed norę i siadam, owijając ogon luźno wokół siebie, z białą końcówką lekko zawijającą się ku górze, to znów opadającą na ziemię. Na szczęście wciąż znajduję się w cieniu, choć patrzenie w stronę oświetlonej części świata sprawia mi dyskomfort. Ignoruję to tak samo jak ten dziwny fragment rozmowy z łaciatym kocurem; przynajmniej dopóki nie rozjaśnia wreszcie owej kwestii. Na kilka uderzeń serca przechylam głowę na bok; czy naprawdę jest to tak dziwne?
- Klan Cienia... jest liczny. Jeden Medyk to za mało - odpowiadam.
Zastanawia mnie, czy inne Klany są na tyle małe, że tylko jeden Medyk im wystarcza. A może ignorują obciążenie spoczywające na barkach tego kota? Również cel rangi Pomocnika Medyka jest dla mnie nieco dziwny, choć w mniejszym stopniu.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Nie spodziewał się odpowiedzi, szczególnie że teoretycznie nie zadał żadnego pytania, bo tylko teoretyzował, że właśnie o to mu chodziło. Bo może chodziło mu o coś totalnie innego i teraz spalił jedyne pytanie, jakie miał dla klanu Cienia? Ale ucho delikatnie mu drgnęło, gdy mimo wszystko usłyszał odpowiedź na pytanie.
- Aż tak was dużo? Rany, to wy się w ogóle mieścicie w obozie, żeby, y, mieć tak dużo medyków?! - poruszył wąsami w zaskoczeniu. Klan Gromu raczej nie wydawał mu się specjalnie duży, więc dwójka medyków zawsze wydawała mu się już dużym zapotrzebowaniem na wszystkie ich potrzeby, ale aż 5?! Znaczy, trzech pełnoprawnych i dwóch terminatorów?! To ile oni mieli tych kotów?! Mieli dwa obozy? O rany, rany! - A może macie dwa obozy?! - zagadnął, swoje myśli wywlekając na zewnątrz, bo niesamowicie go to ciekawiło.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Mrugam powoli, starając się nadążyć za Puszczykowym Hukiem; nie mówi przesadnie dużo, ale nie do końca rozumiem cel jego pytań. Na szczęście nie są czymś, czym nie powinno się dzielić z obcymi.
- Jeden. I mieścimy się - odpowiadam. - Wasz Obóz... jest mały? - pytam po chwili zastanowienia.
Trudno powiedzieć czy kocur odpowie mi na to pytanie, ani czy potencjalna odpowiedź wiele rozjaśni. Niestety, nie ma jak porównać takich rzeczy bez zobaczenia ich na własne oczy. Głównie staram się podtrzymać rozmowę, co z reguły nie wychodzi mi najlepiej.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Fakt, nie były to pytania najbardziej światłe, czy takie, które miałyby cokolwiek Puszczykowi powiedzieć, ot, po prostu kiedyś go to zainteresowało, a teraz trochę pociągnął temat, ale nie żeby była to sprawa życia i śmierci, że jak umrze nie wiedząc tego, to całe życie mógłby wyrzucić do kosza tak naprawdę.
- Nie wiem, jak to określić? Chyba jest duży, sporo miejsca w nim jest i w ogóle! - odpowiedział wesoło. Faktem było, że nie mógł powiedzieć jaki konkretnie był bez odniesienia się do tego cienistego, ale nie wiedział, jak duży ostatecznie jest cienisty obóz i co konkretnie znaczyły słowa poznanego mu kota. - W sumie, jak się rozpędzę i przebiegnę cały, to się nie męczę szczególnie, ale wiesz, ja to bym mógł całe tereny przebiec i dopiero się zmęczyć, to nie wiem, jak to określić - zagadnął jeszcze, szczerząc się głupkowato.
Księżyce: 63 Mistrz: Grząskie Bagno [Wartki Potok] Płeć: Transpłciowa kotka Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Zwiędła Łodyga [*] Ojciec: Orli Szpon [*] Trwałe urazy: ukryta pod futrem blizna w okolicy tyłu głowy; liczne drobne blizny pod futrem
Zmora, wysoka i mocno zbudowana, o prostym profilu z nieznacznym stopem między czołem a grzbietem nosa. Długie futro coraz częściej jest splątane i brudne- tylko miejscami zmierzwione na tyle, by odstawać niżeli wisieć w dół. Również pędzelki na końcach wąskich, trójkątnych uszu zdają się coraz bardziej poddawać sile grawitacji.
Zmatowiałe futro nawet teraz jest wyraźnie płomiennorude; od góry ciemne, na spodzie przechodzące w beż. Wybijają się na nim kasztanowe, tygrysie pręgi o rzadkim rozłożeniu. Białe znaczenia oblewają grzbiet nosa Wojowniczki, a także kończyny- przednie do łokci, tylne to stawów skokowych- i czubek ciągnącego się po ziemi ogona. Lekko skośne oczy są dwubarwne- lewe granatowe, a prawe bursztynowe.
Elementem wyróżniającym Lisi Ogień od wielu innych kotów są całkowicie wybielone uszy, z czego po lewej stronie biel rozlewa się aż do oka. Nieco za czubkiem głowy posiada bliznę, tylko częściowo zasłoniętą przez zaniedbaną kryzę. Drobne blizny rozsiane po ciele wciąż są względnie niewidoczne.
Zdystansowana, często wręcz nieobecna, jakby zamknięta w swojej własnej głowie. Rozmowy są dla niej wysiłkiem, któremu poddaje się coraz bardziej niechętnie. Zdaje się niczym nie interesować, nie pokazuje też po sobie wiele- sama nie wie czy jest czymś więcej niż pustą skorupą. Bierna, flegmatyczna. Tylko czasem coś zapala się w jej głowie, w klatce piersiowej... by w większości przypadków zaraz uciec poza jej zasięg. Nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy, wyjść naprzeciw niepewnej przyszłości; brak jej celu, który niczym kotwica mógłby uziemić zmęczone, nieustannie błądzące i często nieskładne myśli.
Chaotyczny entuzjazm, z jakim Puszczykowy Huk podchodzi do każdego wypowiadanego zdania, jest w pewnym stopniu interesujący. Pierwszy raz mam do czynienia z takim kotem, jeśli mnie pamięć nie zawodzi. Zastanawia mnie skąd może w kocie brać się tak beztroskie nastawienie do życia. Może życie w Klanie Gromu jest tak skrajnie inne... a może to Klan Cienia dławi w kotach tego pokroju lekkoduszność. Brak mi jednak jakiegokolwiek porównania, dlatego odsuwam te rozważania na bok i kiwam krótko głową.
- Tereny Cienia... mają zbyt dużo grząskiego gruntu. By móc je przebiec - rzucam, nie wiedząc co innego powiedzieć.
Ihavehadanosebleedevery day since you diedand I know it doesn’t mean anything
casually endangering myself, not looking before crossing the road as cosmicprotesttoacosmologyIdon’taccept callit“soft suicide”,butIamscaredthatI’llneverdie or that I’ll die tomorrow and nothing in-between
it just feels so useless to progress knowing slates are wiping clean
and even if I see the future Iwon’tknowwhatitmeans
Na pierwszy rzut oka pierwsze, co można o nim powiedzieć, to to, iż jest wyjątkowo szczupły i że będzie wyjątkowo wysoki patrząc na długość jego łapek. Drugim, co rzuca się w oczy jest jego futerko. Krótkie, białe, lecz nie zupełnie, gdyż znajduje się na nim również parę rudych plam na których wybijają się nieco ciemniejsze rude pasma układające się w klasyczne pręgowanie. Wyjątkowo duże, bacznie obserwujące świat oczy kocura, wybarwiły się na brązowy kolor z lekko złocistymi przebarwieniami w zależności od światła.
Zwyczajnie nadpobudliwy. Tak możnaby go opisać jednym słowem, bez wdawania się w szczegóły. Ogólnie - każdy bodziec działa na niego pobudzająco. Spadający liść? Trza go złapać! Wiatr mocniej wieje? Jego też! Dosłownie jest wszędzie, zawsze, korzystając ze swoich łapek i ogona jak tylko może - wpychając nos wszędzie, gdzie się da i wspinając wszędzie, gdzie tylko się da bez spadnięcia i połamania się - chociaż jak tu odmówić sobie dobrej zabawie tylko dlatego, że można spaść i się zabić? Można, nie trzeba, co nie?!
Powagi w nim znaleźć się nie da; nic nie bierze na poważnie, wszystko pod włos i z wszystkiego potrafi sobie żartować, nie zważając na to, że nie powinien. Wiecznie jest roześmiany, uśmiechnięty, nie da się z nim porozmawiać na żadne poważniejsze tematy, szczególnie, gdy liczy się na jakąś poradę - no nie ma opcji, że cokolwiek poważnego z siebie wyrzuci, prędzej głupie żarty. Jest również nieco uparty i musi postawić na swoim inaczej chyba wyjdzie z siebie i stanie obok i będzie się kłócił tak długo, aż ktoś odpuści, żeby mieć spokój. Jest również strasznie głupiutki i wielu rzeczy nie rozumie, nawet, jeśli ktoś próbuje mu wyjaśnić je już parokrotnie - najczęściej z marnym skutkiem. Bo, po pierwsze, jest okropny w słuchaniu, nie potrafi się skupić i zwraca uwagę na wszystko dookoła - bo co z tego, że ktoś wyjaśnia mu akurat jak się poluje, skoro obok przelatuje wyjątkowo ładny motylek, którego trzeba złapać i zjeść, a dopiero potem wrócić do wyjaśnień? Ma również problemy z pamięcią. Może, nie dosłownie, ale z pamięcią do imion, o. I pysków. Nie zapamięta imiona kota, choćby skały latały, dopóki nie zacznie sobie z nim czegoś kojarzyć. Jest też strasznym ekstrawertykiem, który mógłby ciągle nadawać i nadawać, oczywiście, z przerwami na łapanie motylków.
Jakby kogokolwiek zapytać o to, czemu Puszczyk jest taki beztroski i radosny w każdym wypowiadanym zdaniu, to ktoś postronny mógłby po prostu powiedzieć o tym, że jest zwyczajnie głupi. I prawda chyba też leżała w dokładnie tym samym miejscu. No i hej, raczej nie miał za dużo zmartwień od kiedy go znaleziono przy Drodze Grzmotu, a wszystkie problemy rozwiązywał po prostu je ignorując i mając gdzieś, jak widać - działało.
- Nie? Rany, to dobrze, że nie urodziłem się w klanie Cienia, nie wyobrażam sobie nie biegać dużo. Wiesz, bieganie jest super! Czujesz wiatr w sierści, wieje ci w pysk, jest tak... fajnie! No i można się ochłodzić, jak jest ciepło. No, porą nagich drzew jest trudno dość, jeśli chodzi o skakanie przez zaspy, ale! Nie wyobrażam sobie przedzierać się przez bagna - rozgadał się trochę, na temat, którego pewnie większość kotów by nawet nie poruszyła,