Księżyce: 150 Płeć: kocur (zapach bezpłciowy) Matka: Drobny Płatek Ojciec: Zwichrzony Ogon (Krzywy Skok) Trwałe urazy: kastracja, mała blizna wokół nadgarstka prawej łapy
Jenot jest masywny i już dawno przerósł swoją drobną matkę. Poza niemałym wzrostem, może pochwalić się szerokimi barami, grubymi łapami i kwadratową sylwetką. Jego futro jest długie i przybiera ciepły odcień szarości na głowie, grzbiecie, ogonie i łapach a na brzuchu, szyi, pyszczku oraz samych końcówkach łap przyjmuję barwę kremową. Przy bliższej obserwacji na pyszczku i łapach można dostrzec blade pręgi. Jego oczy są okrągłe i żółto-zielone. Wnętrze pyszczka, często wyszczerzone w uśmiechu, zdobią rzędy białych zębów - już w normalnej ilości, gdyż Obrzynacz poza genitaliami usunął Jenotowi również dodatkowe zęby. Nadgarstek jego prawej łapy okrąża słabo widoczna blizna.
Tak wiele się wydarzyło, gdy kocur zamknięty był w kamiennym legowisku Dwunogów, ale to wciąż ten sam Jenot - ekstrawertyczny i głośny, kierujący się emocjami raczej niż logiką. Generalnie ma pozytywne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość i osoby, chociaż niewola u Dwunogów sprawiła, że stał się nieco neurotyczny. Łatwo go zdenerwować a jego nastrój potrafi bardzo szybko się zmienić. Zazwyczaj nie gniewa się jednak długo.
Żmijowa Łapa [KC]
xxxTym razem Jenocia Łapa nie szlajał się przy Czterech Dębach bez celu. Udało mu się wprosić na polowanie z Dziką Wiśnią i Wysoką Łodygą. Ta pierwsza po drodze kilkakrotnie próbowała zaangażować pozostałą dwójkę w pogawędce, jednak Wysoka Łodyga wyraźnie nie była zainteresowana tego rodzaju rozmową. Jenocia Łapa za to starał się odpowiadać na nagabywanie starszej kotki, jednak nie był zbyt umiejętny w sztuce podtrzymywania konwersacji, więc w pewnym momencie wojowniczka dała za wygraną. Resztę wspólnej wędrówki pokonali w ciszy, a gdy już dotarli na ustalone miejsce - Wysoki Pagórek - rozdzielili się i rozpoczęli polowanie. xxxJenot nie zdążył jednak upolować wiele, gdy jego uwagę przyciągnęła pobliska granica z Czterema Dębami. Spotkał tam kiedyś całkiem sympatyczną kotkę - szczerze mówiąc, dogadywał się z nią lepiej niż z członkami własnego klanu, a przynajmniej tak mu się wydawało. Mieli przecież tylko jedną rozmowę. Prawdopodobieństwo spotkania jej teraz ponownie było małe, ale... skoro już był tak blisko, to nie zaszkodzi przynajmniej się przejść i zobaczyć? Nic się nie stanie, jeżeli zrobi sobie krótką przerwę podczas polowania. xxxTak pomyśliwszy, kocur ruszył ku Terenom Niczyim.
/Nietoperz
hey,,,what abeautifulwaytosay,,good morning and hey,what abeautiful timeit's gonnabe now and hey,what a,,wonderfulplace to be,exploring
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Od ostatniego spotkania z Jenocią Łapą częściej odnajdywała się zupełnie przypadkowo wędrującą w stronę Czterech Drzew. Gdy polowała najczęściej było to blisko Czterech Dębów. Gdy wychodziła na spacer też zupełnie przypadkowo było to w kierunku Czterech Dębów. Nie robiła tego celowo, zupełnie podświadomie wybierała ten kierunek. Czasami rozmyślała o przystojnym kocurze z Klanu Gromu. Nie czuła że jej nienawidzi, jak Wichrzący. Bardziej że był nią znudzony, ale hej nadal lepsze to niż nienawiść. Chciałaby go kiedyś jeszcze spotkać, pokazać że nie jest taka nudna. Chociaż tak właściwe to była.
Spacerowała po terenach swojego klanu, gdy znowu zdała sobie sprawę że podąża w stronę Czterech Dębów. No cóż może chociaż tym razem będzie tam Jenocia Łapa. Niestety nie było go tam. Położyła się przy pniu drzewa, bo to miejsce wyglądało na bardzo wygodne. Miała za sobą kolejną nieprzespaną noc, więc chwila odpoczynku na pewno jej się przyda. Położyła głowę na łapach i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 150 Płeć: kocur (zapach bezpłciowy) Matka: Drobny Płatek Ojciec: Zwichrzony Ogon (Krzywy Skok) Trwałe urazy: kastracja, mała blizna wokół nadgarstka prawej łapy
Jenot jest masywny i już dawno przerósł swoją drobną matkę. Poza niemałym wzrostem, może pochwalić się szerokimi barami, grubymi łapami i kwadratową sylwetką. Jego futro jest długie i przybiera ciepły odcień szarości na głowie, grzbiecie, ogonie i łapach a na brzuchu, szyi, pyszczku oraz samych końcówkach łap przyjmuję barwę kremową. Przy bliższej obserwacji na pyszczku i łapach można dostrzec blade pręgi. Jego oczy są okrągłe i żółto-zielone. Wnętrze pyszczka, często wyszczerzone w uśmiechu, zdobią rzędy białych zębów - już w normalnej ilości, gdyż Obrzynacz poza genitaliami usunął Jenotowi również dodatkowe zęby. Nadgarstek jego prawej łapy okrąża słabo widoczna blizna.
Tak wiele się wydarzyło, gdy kocur zamknięty był w kamiennym legowisku Dwunogów, ale to wciąż ten sam Jenot - ekstrawertyczny i głośny, kierujący się emocjami raczej niż logiką. Generalnie ma pozytywne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość i osoby, chociaż niewola u Dwunogów sprawiła, że stał się nieco neurotyczny. Łatwo go zdenerwować a jego nastrój potrafi bardzo szybko się zmienić. Zazwyczaj nie gniewa się jednak długo.
Żmijowa Łapa [KC]
xxxNiesamowity zbieg okoliczności przyprowadził ich obu w to samo miejsce w tym samym czasie. Chociaż... może nie do końca tym samym. Jenocia Łapa dopiero zjawił się na miejscu, gdy w oko wpadła mu ciemna plama odznaczająca się na pniu drzewa. Plama zaś, potargana i zakurzona, rytmicznie unosząca się i opadająca, pod Czterema Dębami przebywała już... od dobrej chwili. xxxPo raz kolejny jej zachowanie było niebezpieczne i martwiące. Kto jej tu obroni? Kocur pokręcił głową, po tym jednak rozluźnił się i spojrzał na śpiącą kotkę z pewną tkliwością. xxx- Nietoperze Niebo - miauknął cicho i pacnął wojowniczkę łapą w bok. Chociaż żeby kogoś obudzić trzeba być raczej głośnym a nie cichym... Odezwał się więc ponownie, głośniej i bardziej stanowczo. - Nietoperz - Nie chciał od razu wydzierać się kotce do ucha, ale jeżeli jego dotychczasowe starania nie przyniosą efektów, był gotowy nad nią jojczeć i pacać ją do skutku. To nie było odpowiednie miejsce na drzemki, szczególnie samemu.
hey,,,what abeautifulwaytosay,,good morning and hey,what abeautiful timeit's gonnabe now and hey,what a,,wonderfulplace to be,exploring
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Nietoperz raczej nie planowała tej drzemki, po prostu miała się na chwilę położyć. Jednak wyszło jak wyszło. Dobrze że jenotem, który się nią zainteresował był pewien uprzejmy kocur z Gromu, a nie faktyczny drapeżnik.
Obudziła się już przy pierwszym wołaniu, miała bardzo płytki sen. Wzdrygneła się, serce zaczęło jej walić w strachu, źrenice się zwężyły, ale gdy zobaczyła znajomy pyszczek szybko się uspokoiła. To tylko Jenocia Łapa. Chociaż nie do końca dochodziła do niej powaga sytuacji, raczej nie pomyślała że coś mogło ją zatakować. Nie rzeby nie dopuszczała do siebie takiej opcji albo że wierzyła w magiczną ochronę Gwiezdnego Klanu, po prostu nie przyszło jej to do głowy. Chyba była po prostu głupia albo zbyt zaspana.
- um... em... hhhej... mmmiło cicicię wwwidzieć - przywitała się lekko zaspanym głosem.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Łapa już jej nie doskwierała, bura była w stanie funkcjonować bez ziarenek maku na dzień dobry (i do kolacji), ogólnie znowu mogła chodzić. Więc gdy tylko została oficjalnie zwolniona z lecznicy, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiła, był spacer po terenach by rozruszać zastygłe mięśnie. I to taki spokojny spacerek wzdłuż granic, nawet udało jej się powstrzymać przed pokusą jaką było drobne polowanko – jeszcze znowu spotkałaby bezpańskiego kundla, który załatwiłby jej kolejny księżyc w lecznicy i co wtedy? Och, może rozsądniej by było w takim razie nie szlajać się samotnie po terenach pięć uderzeń serca po oficjalnym wypuszczeniu z lecznicy, ale już wolała takie ryzyko niż bycie ciężarem, bo zachciało jej się wycieczek i potrzebowała obstawy. Zresztą udało jej się dotrzeć do granicy z Czterema Dębami bez niespodzianek, prawda? To tylko udowadniało, że nie było co angażować innych kotów w jej spacerek.
Po dotarciu na wzgórze, w przypływie słabości zerknęła w stronę Gromowych ziem. Ani śladu znajomego futerka, chociaż może to i dobrze. Jakkolwiek szkoda tak rozchodzić się bez słowa, tak w sumie nie wiedziałaby jak z nią rozmawiać. Bo mimo wszystko nie chciałaby jej zranić – a o to przecież było niezwykle łatwo. Z ciężkim westchnięciem odwróciła się z powrotem w stronę drzewa i zaczęła szukać zostawionego tam niemal obieg pór temu przedmiotu.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Dla Wężowego Błysku przeszła dni nie były wybitnie...jakiekolwiek? Nadal żył w swojej nudnej codzienności, gdzie nie działo się absolutnie nic specjalnego. Trening, obowiązki, trening, obowiązki. Nic więcej! Jedynie co, zniknęła Bluszczowa Jagoda - ale na dobrą sprawę, czy mógł to traktować jako faktyczny problem Klanu Gromu? Jak do tej pory, sprawiała jedynie problemy i choćby nie wiadomo jak chciał to inaczej nazwać, nie dało się. Niemniej, był sobą i choćby nie wiadomo jak strasznie uprzykrzała mu życie ryzykując tym swoim na każdym kroku, gdzieś z tyłu głowy o niej myślał i martwił się o jej dobro.
Ale nie teraz.
Teraz skupiał się na spacerze, zasłużonym po dniach spełniania obowiązków. I choć najbardziej spodziewał się tego, że cały dzień spędzi dziś samotnie, jego oczom ukazał się inny kot. Nieznajomy, nie potrafił futra skojarzyć dosłownie z nikim... ale to nie szkodzi! Wąż nie miał w końcu problemu z nawiązywaniem nowych znajomości. - Zgubiłaś coś? - powiedział wesoło; ni odrobiny pretensji czy złości w jego głosie, tak jakby zagadywał do kota którego zna od kocięcia.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Pamiętała, że schowała ją pod kamieniem. Szkoda że śnieg schował wszystkie kamienie w okolicy, więc przekopywanie się przez zaspy było, krótko mówiąc, bezowocne. Więc nic dziwnego, że w momencie przybycia drugiego kota wciąż była z pustymi łapami. Na dźwięk obcego głosu poderwała do góry łeb, chociaż brakowało w tym jakiejkolwiek paniki – kabelki w mózgu bez trudu połączyły sympatyczny ton z brakiem jawnego zagrożenia. Jakiegokolwiek zagrożenia, powiedziałaby nawet, ale już czuła za sobą pełne dezaprobaty dla takiej beztroski westchnięcie Płomyka.
– Można tak powiedzieć? – rzuciła na wstępie, nim zastanowiła się na moment. – Choociaż nie do końca. Zostawiłam tu coś dawno temu i pomyślałam, że mogłabym sprawdzić czy tu jeszcze jest. Może zabrać na pamiątkę. – Może utopić w rzece. – Tylko okazuje się, że ciężko szuka się pod śniegiem. – prychnęła lekko, rozbawiona swoim niepowodzeniem. Nie pomyślała by spytać o imię, o powód przybycia, o cokolwiek świadczącego o zainteresowaniu rozmówcą, bo jeszcze to był ten moment, gdzie była niemal w stu procentach skupiona na swoim ostatnim zadaniu.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Nie wystraszył jej, na szczęście. Ostatnim czego chciał, to straszyć kota spoza Klanu. Niby na ziemi świętej, gdzie nie powinni sobie zrobić w żaden sposób krzywdy, ale i tak, raczej nie miał zamiaru nikogo przyprawiać o zawał. Wystarczyło mu, że co drugi terminator wypluwał serce, jak Wąż się materializował znikąd i zaczynał gadać. - O... o, jeśli chcesz! To mógłbym pomóc szukać. Co prawda, nos mam zawodny, ale co dwa to nie jeden, nie? - przyznał szczerze, posyłając jej uśmiech. Wąż miał paskudne szczęście w znajdowaniu różnych rzeczy... ale pomagać mógł. To lubił robić najbardziej. - Tylko powiedz co to i wezmę się od razu do roboty.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Chyba nie spodziewała się oferty pomocy. Z drugiej strony – sama by zrobiła dokładnie to samo, więc jakoś długo się nie roztkliwiała nad tym faktem.
– A dwa zawodne nosy to prawie jak jeden sprawny, więc jeśli masz czas to nie wzgardzę pomocą. – błysnęła zębami w uśmiechu, nim (na moment, ok) spoważniała, by zastanowić się jak najlepiej opisać czego będą szukać. – Hmm... wiesz, to jest jakby taka obroża, ale noszona przez dwunogi? Nie jak te wszystkie pieszczochów, taka bardzo... ozdobna. I pełno w niej kamieni, takich niebieskich jak... – ... jej oczy. – ... jak niebo w Porę Zielonych Liści. I schowałam to gdzieś pod takim płaskim kamieniem w tym rejonie, ale za nic kamienia nie widać tu.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Obroża dwunogów... a to dopiero! Nie pomyślałbym, że oni lubią je nosić. Może dlatego wkładają je pieszczochom, co? Bo myślą, że też to lubią? - odpowiedział luźno, zaraz przechodząc do szukania kamienia. Żmudna praca - polegało to jedynie na odśnieżaniu poszczególnych wybałuszeń na podłożu, z nadzieją że trafi na ten konkretny kamień. - Skąd udało ci się w ogóle takie coś zgarnąć? Ja nie raz znajdowałem patyki, wełnę nawet, jakieś coś co robiło szuru-szuru!
Reklamówkę. - Ale obroży dwunogów nigdy. Nawet bym nie pomyślał, że oni takie coś po prostu tracą! A może... może oni właśnie NIE lubią tego nosić i specjalnie to gubią? - spekulował dalej, wciąż jedynie szukając jej zguby.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Hmmm, to by miało sens, taka logika z ich strony. Takie nieporozumienie. – przytaknęła bez oporów, bo jej wiedza odnośnie Dwunogów była, w gruncie rzeczy, zerowa i każda teoria brzmiała jej całkiem sensownie, potrafiła ją dalej pociągnąć jako tą właściwą. Ale nim do tego doszło, temat zszedł na to jak ona weszła w posiadanie tego przedmiotu.
– Poszczęściło mi się wtedy po prostu. – zaczęła, odśnieżając kolejny kawałek gruntu. A tam nic. No cóż. – Była ta taka samotniczka-medyczka, nie? I jak zmarła to zostawiła po sobie legowisko pełne ziół to poszliśmy z bratem go poszukać. I rzeczywiście, nora pełna medykamentów, więc wzięliśmy parę sztuk, chociaż tak po prawdzie to nic nie wiemy o ziółkach. No ale jak mieliśmy już powoli wracać to natknęliśmy się na takiego... uhhh... nie pamiętam jego imienia, ale miał ze sobą różne przedmioty należące Dwunogów i tak zachwalał tę obrożę, że na prezent idealna i w sumie po to ją wzięłam... ale ogólnie ją wymienił ze mną za jakieś dwa korzenie, więc w taki sposób ją zgarnęłam, o.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Poruszył uszami. Samotniczka-medyczka? Nawet nie pamiętał, że ktoś taki był. Szalonym byłoby posądzać Węża o pamięć do rzeczy, które się wydarzyły dalej niż półtora księżyca temu. Poza śmiercami w Klanie... to chyba serio mało co pamiętał. Te jakoś, wbrew jego woli, najłatwiej wchodziły w pamięć. Ale wszystko inne? Dobre żarty! - Szczęście! - mruknął krótko, uśmiechając się delikatnie. - Ale powiem, że układ całkiem uczciwy, sam bym taki przyjął. Tylko skoro było to za opłatą, to tym bardziej wypada to znaleźć!
Żeby nie było, że ona zapłaciła, i teraz nie dość że nie ma z dwóch korzeni, to jeszcze obroża dwunogów zaginęła w akcji! Przekopywał kolejne grudy śniegu, cofał kamyki - nadal nic. - Powiesz w ogóle coś ciekawego może, ha? Wiesz, żeby tak cicho nie było!
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Czy uczciwy to nie wiem, może to były korzenie zdolne wyleczyć czarny kaszel, a ja wymieniłam je na zwykłą błyskotkę, ha. – nie wykluczała takiej możliwości. – Ale było warto mimo wszystko, tak myślę. – dodała już ciszej, z widmem zamyślenia w tle. Póki co faktycznie przeszukiwanie terenów nie przynosi żadnych rezultatów, ale Roziskrzona Noc jest jeszcze daleka od kapitulacji. Szczególnie skoro miała pomoc. Więc mogła sie trzymać tej cienkiej nadziei, że nikt nie zgarnął obroży przez te wszystkie księżyce.
– Hmm? Ja? Czem... w sumie to uczciwy układ skoro mi pomagasz, faktycznie. Tylko chyba nic nie przychodzi mi do głowy tak na już, więc może masz jakieś życzenia? Albo preferencje o czym byś chciał posłuchać, co? Żebym ciebie nie zanudziła historią, której nawet nie będziesz miał siły słuchać. – zarzuciła lekkim słowotokiem.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Fakt, taka opcja też mogła być! Niemniej, nadal uważał że to uczciwe. Może dzięki takiemu korzeniowi tamten uratowałby komuś życie? Owszem, Klan by stracił opcję leczenia kogoś, ale... cóż. Może kompas moralny Węża się rozjeżdżał, ale wierzył że każdy powinien mieć szanse przeżyć. Czy samotnik, czy klanowicz, czy pieszczoch. Kot to kot. - Błagam cię, mnie zanudzić?! Musiałabyś mówić o budowie kamienia... chociaż to też byłoby ciekawe! Lubię słuchać innych kotów, bo wtedy je poznaję. Nie ma nudnych historii, nigdy w życiu nie słyszałem żadnej nudnej! - prychnął cichym śmiechem. Owszem, były różne, niektóre absolutnie bezsensowne, inne aż pobudzające serce do szybszego bicia, ale lubił je wszystkie po równo. Ot, ciekawili go jego rozmówcy. Nawet tacy, co opowiadaliby mu o tym jak są zbudowane kamienie czy ile ziarnek piachu ktoś wyliczył na jakimś skrawku ziemi. - Opowiedz mi o czymś, co sprawia ci przyjemność. Coś co lubisz robić, o kimś kogo lubisz, o tym co chciałabyś robić... wiesz, coś w ten deseń!
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Uśmiechnęła się pod nosem na te zapewnienia. Faktycznie było to na swój sposób uspokajające, że zanudzenie jej rozmówcy graniczyło z cudem! Chociaż Roziskrzona Noc szczerze wierzyła, że akurat ze wszystkich kotów na jakie mógł oriental wpaść ona posiadała tę mityczną umiejętność. Bo nigdy nie była najlepsza w rozmowach, zwykle wybierała bardziej aktywne formy spędzania wspólnego czasu.
Tak czy siak miała w głowie lekką pustkę, bo jasne, zapewnienia były miłe, ale nie pomagały na to o czym opowiedzieć. Na szczęście kolejne słowa już nieco bardziej ją nakierowały na konkrety. Problem był tylko taki, że daleko było jej do kota, który by miał dużo do opowiedzenia o sobie.
– Hmmm... to może zacznę od czegoś zabawnego? Bo wyobraź sobie, że mam brata, który wygląda praktycznie identycznie jak ja. Tylko oczy ma inaczej, ale też zielono-niebieskie. Ale poza tym? Jak dwie krople wody. Kiedyś nas często z tego powodu mylili w Klanie, to były zabawne czasy, teraz już się to raczej nie zdarza. Co najwyżej czasem jakiś kociak się zdziwi. – zaczęła więc... nie do końca od siebie. Ale poniekąd na swój temat?