Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
ĄĘ skacząca jej dosłownie do gardła, skoro nie chciała w przenośni? Ha, warto zaryzykować nawet ciosem między oczy dla takiego spektakularnego widowiska. Szkoda, że nabuzowana Cienista ostatecznie zaciągnęła u siebie hamulec, bo Goryczka tam chętnie wzięłaby udział w sparingu, głównie po to, aby zobaczyć, czy da się zrobić w mniej niż wschód słońca ze zmanierowanej damulki dzikuskę, tudzież z damy wieśniaczkę. Pech.
Nie ma jednak wątpliwości, że przyroda zawsze dążyła do równowagi, toteż w końcu i Gorycz oberwała, ugodzona akurat słowami, jakoby prosiła Wronią Łapę o prezentację wspinaczki. Prosi to się świnia! Ona co najwyżej żąda. Zakręciła młynka oczami, chociaż i standardowa goryczkowa reakcja na głupotę nie wydawała się wystarczająca w obliczu pomówień, że o coś Wronę prosi, a ta łaskawie się na to godzi mdłym głosem. Chochliczka rozpostarła drobne szczęki i skierowała na moment między nie dwa palce, co miało zasygnalizować czarnej wyraźny odruch wymiotny. Cóż, gdyby Wrona była tortem, to takim przesłodzonym, wyładowanym sztucznymi barwnikami.
Śledziła skwaszona każdy płynny ruch długowłosej wykonany w jej kierunku, a zarazem w kierunku dębu, by w momencie, w którym kotka stanęła obok, a między obiema podminowanymi terminatorkami aż przeskoczyły błyskawice, zjeżyć nawet lekko futerko na karku. Zbastowała dopiero, gdy nowa rywalka zaczęła się sprawnie piąć w górę po pniu, co jej samej pozwoliło cichaczem przyswoić sobie taktykę Cienistej, rzeczywiście wspaniałą.
Goryczka postanowiła jednak spłatać psikusa ĄĘ, coby nie poczuła się za dobrze, i w tym celu, gdy ta w skupieniu zdobywała wierzchołki dębu, a jednocześnie własnego ego, Rzeczniaczka, zobaczywszy co chciała dyskretnie się oddaliła, a następnie ukryła w pobliskich krzakach. To się dopiero Cianiaska zdziwi, jak nie będzie miała KOMU zaimponować.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Oko za oko. Goryczce udało się doprowadzić do parowania lodową taflę skuwającą emocję Wrony, ale ona prędko odbiła w jej stronę piłeczkę, Nawet nie spodziewała się, że ta drobniutka sugestia o proszeniu się tak uderzy jaszczurkę. Widocznie nie lubiła zginać swojego burego karczku. Wrona bardzo nieznacznie uśmiechnęła się pod wąsami, korzystając, że Rzeczniaczka nie mogła chwilowo tego dojrzeć.
Sama wspinaczka sprawiała jej więcej przyjemności niż problemu. Co prawda pień potężnego dębu był naprawdę twardy i nie było tak łatwo wbić weń pazury. Musiała też pokonać spory fragment drogi bez przystanku, bo pierwszy konar znajdował się całkiem wysoko. Jednak dzięki temu, że większość wolnego czasu w obozie Klanu Cienia spędzała na drzewach, szło jej to sprawnie i tylko charakterystyczna dla niej zachowawczość kazała jej zwolnić tempo, mimo poczucia, że dałaby to radę zrobić szybciej. Jednak odbyłoby się to kosztem dokładności, a tej nie chciała całkiem porzucać. Ostatecznie, kiedy znalazła się już na gałęzi, miała tylko lekko przyspieszony oddech, ale równocześnie kapka endorfin zaczynała płynąć w jej żyłach. Rzuciła spojrzenie w dól, ale nie dostrzegła prowodyrki tego wyzwania, co uniosło w górę i wygięło czarną brew.
Jaszczurka ewidentnie spodziewała się, że zacznie ją wypatrywać, albo może jeszcze nawoływać? Niedoczekanie. Niechby ją nawet coś zeżarło, Wrona spoglądałaby na to bez mrugnięcia powieką ze swojego stanowiska. Jednak skoro Rybojadka miała ochotę zabawić się w chowanego, Cienista mogła rozważyć przyłączenie się. Mało ostentacyjnie spróbowała ocenić, gdzie ukryła się Gorycz - wystarczyła przybliżona lokalizacja, bowiem wcale nie chciała odnaleźć jej wzrokiem, a znaleźć martwy punkt. Elegancko przeniosła się z powrotem na pień, ale zamiast wspinać się prosto w górę, zaczęła sunąć również lekko w bok. Skoro Goryczka planowała zaprezentować jak bardzo nie obchodzi ją obserwacja wspinaczki, to Wronka nie zamierzała pozostawać jej na widoku, proste. I nie tylko delikatnie okrążyła pień, ale zaraz potem wspięła się na kolejną, bujnie ulistnioną gałąź i właśnie pośród nich znalazła kolejne miejsce odpoczynku i kryjówkę.
Zadbała jednak o pełną wyluzowania pozę, by nie widać było, że się chowa.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Ząb za ząb. Zza zielonego krzaczka i w kuckach obserwowała wygibasy Wroniej Łapy, a w jej rosnących źrenicach wyraźnie dało się zauważyć niecierpliwą ekscytację, która miała szansę wybuchnąć z pełną mocą dopiero, gdy czarna dotrze do pierwszego przystanku, rzuci okiem w dół i nie zastanie tam nikogo, kto składałby łapki do oklasków. Póki co ucieszona kawałem Chochliczka zachichotała jak zwykle bezgłośnie, przymykając na moment powieki i wysuwając język z czarnej jak smoła, niemalże kocięcej paszczki. Nigdy dotąd nie śmiała się z niczego w głos, dlatego wielu brało ją za skrzywioną ponuraczkę, a ona po prostu miała specyficzne poczucie humoru oraz nałożony na struny głosowe bloker.
Na uderzenia serca przed dotarciem ĄĘ do pierwszego konara córka Bukowej Kory nadstawiła ku niej nietoperzowate uszy, gotowa łowić nimi wszystkie stęki i westchnienia, jakie najpewniej wyda z siebie lada chwila bokobroda sztywniara. Nie wydarzyło się jednak zupełnie nic. Żadnego "przepraszam, że przeszkadzam terminatorko z klanu Rzeki, ale może byłabyś skłonna mi wyjaśnić, gdzie jesteś?"
Gorycz napięła wszystkie zalążki mięśni, łudząc się, że może Cieniaska jest naprawdę opóźniona i potrzebuje więcej czasu na zrozumienie, że została wpuszczona w maliny, toteż z tłukącym się szybko jak u kolibra serduszkiem odczekała trochę, ale nadal nic nie zmąciło prawie idealnej ciszy. Zamiast tego Wrona okręciła się wokół pnia, uciekając przed żółtym wzrokiem na jego drugą stronę. Cóż, chyba straciła zainteresowanie nową koleżanką albo w ogóle wywietrzało jej tam na wysokości ze łba, po co i dla kogo się wspina. Niezadowolona, zignorowana Goryczka nastroszyła brewki. Ach tak?!
Rdzawa koteczka bezszelestnie uniosła się na łapach i wycofała, bardzo się przy tym pilnując, aby nie wejść w pole widzenia ĄĘ. Po wprowadzeniu przez Żabojadkę nowych zasad cała zabawa straciła sporo z pierwotnego uroku, a rdzawa drobinka, czując, jak traci przewagę, obraziła się i przyszykowała w drogę powrotną do Rzeki.
To cześć!!!
/ z/t, chyba, że Wronka zatrzyma albo cuś >D
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Kiedy ustał szelest liści pośród których Wronia Łapa znalazła schronienie, jej czarne uszy wypełniła cisza. Przerywał ją tylko cichy szmer jej własnego oddechu, ale żadne kroki, ani głos nie dotarł do niej, chociaż wyostrzała swe zmysły. Nie wiedziała właściwie, jakiej reakcji spodziewa się po rzecznej jaszczurzycy - czy kontynuowania zabawny w chowanego, czy też nawoływania, a może bezgłośnego zniknięcia, jednak trochę liczyła, że ciekawość wykurzy ją z kryjówki. Jednak najwyraźniej obie były zbyt uparte na to by oddać drugiej przewadze i chociaż mijała chwila za chwilą, Gorycz nie pojawiła się pod drzewem. Chociaż w terminatorce Pluskającego Potoku z każdym uderzeniem serca rosła świadomość, że gra się skończyła, nie wyściubiała nosa spomiędzy dębowych liści. Nie wiedziała nawet ile czasu upłynęło, gdy z granicy popłynęło ku niej wołanie Okopconego Źdźbła, który wracał do obozu. Wronka z gracją i elastycznością czarnej pantery, wyłoniła się z kryjówki i żwawo zsunęła się po okazałym pniu. Powiodła po okolicy ostatnim spojrzeniem, jednak nie dostrzegając żadnego śladu po Rzeczniczce, nie oglądając się za siebie, potruchtała do wojownika i w raz z nim udała się w drogę powrotną.
//zt :D
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Został przydzielony do patrolu wraz z Zroszonym Pąkiem i Suchą Korą, a choć z początku było nawet przyjemnie, kiedy żaden z kocurów niepotrzebnie się nie odzywał, to z czasem atmosfera zaczęła się zagęszczać, szczególnie gdy ojciec Błotnistej Kałuży zaczął mówić o swojej nienawiści wobec klanu Rzeki. Naprawdę najmłodszemu z towarzystwa nie chciało się słuchać tych farmazonów, więc gdy doszli do granicy z Czterema Dębami, skąd mieli zawrócić i pójść w drogę powrotną, stwierdził, że ma coś do sprawdzenia, wciskając im tym samym bajkę. Kłamstwo było najwygodniejsze, z czego on niejednokrotnie korzystał. Naprawdę nie mógł zrozumieć kotów, które nie potrafiły kłamać, przecież to było skazywanie siebie na klęskę, ale to już nie była jego sprawa. Z drugiej strony, nienawidził, gdy kłamano mu prosto w pysk, mimo że on robił to innym niemal codziennie. Hipokryta na każdej płaszczyźnie.
Na całe szczęście – wojownicy zgodzili się, a on już wkrótce został sam. Rozejrzał się po okolicy, chcąc się upewnić, że jest czysto, następnie, cóż, wszedł na neutralne, nienależące do żadnego z klanów tereny. Z reguły nie odwiedzał tego miejsca, ale musiał chwilę przeczekać, nim wróci w ciszy do obozu. Jego uwagę przykuła rysująca się w tle sylwetka rudej kotki, którą dość szybko rozpoznał. Ponownie na nią wpadał, aż żal przyznać, że od ich ostatniego spotkania wciąż nie spróbował łowienia ryb.
– Wiewiórczy Skok – odezwał się leniwie, zmęczenie, na pozór niechętnie. – Znów cię widzę.
A po tych słowach po prostu usiadł, niespiesznie kołysząc ogonem. Może nie była najlepszym towarzystwem, ale mogła go jeszcze czegoś nauczyć. Sztuka to czerpać korzyści, co nie?
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Rzadko bywała na granicach, a tym bardziej przy Czterech Dębach, które już przecież nie należały do rzecznych terenów. Niby fakt, że raczej nie powinna spotkać tam żadnego samotnika, bo gdyby jeden chciał się tu kiedyś zakraść to byłaby to niewątpliwie misja samobójcza, ale i tak nie czuła się pewnie, gdy mogła wręcz wpaść na kota z innego klanu. Ale, ostatnimi czasy przebywała częściej poza obozem. Chciała... Hm, odpocząć trochę. Od obozu, innych kotów, dać im zwyczajnie zapomnieć o tym, że istnieje. Nie wątpiła bowiem, że fakt iż został jej odebrany na ceremonii terminator długo zapadnie w ich pamięci. Przebywała bowiem dość często poza obozem, może nie kręciła się konkretnie na granicach, ale... No, czasami jej się tam bywało. Jak teraz. Co prawda, nie przyszła tutaj tak dokładnie z własnej woli. Goniła wiewiórkę, o ironio, która uciekła w tę stronę, ale gdy tylko zdała sobie sprawę, że jej łapy stanęły na terenach poza jej własnymi, rzecznymi, natychmiast się zatrzymała. Przez chwilę bała się, że wkroczyła na gromowe, bądź wichrowe tereny, nagle gubiąc się całkowicie w topografii terenu, ale dostrzegła niedaleko Cztery Dęby, a gdy wzięła głębszy oddech, otwierając do tego pysk, by zasmakować zapachów, odkryła, że faktycznie, nie pachnie tu jakoś... Jednakowo, a dookoła mieszały się różne zapachy; gromowe, cieniste czy wichrowe, a nawet rzeczne. Tak więc nie myliła się i na szczęście wtargnęła na teren Czterech Klanów, gdzie w gruncie rzeczy mogła być, gdyby ktoś ją przyłapał. I, właściwie, zbierała się już do powrotu na swoje ziemie, gdy usłyszała głos. Zatrzymała się gwałtownie, z łapą zaraz nad ziemią, niepewnie strzygąc uszami. Głos ten należał najwidoczniej do kogoś, kto znał jej imię. Przełknęła ślinę po czym odwróciła łeb w stronę... Kota, którego niewątpliwie znała i kojarzyła, ale z jej idealną wręcz pamięcią do imion niekoniecznie w tej chwili potrafiła sobie przypomnieć kim był niebieski kocur, którego miała przed sobą. Zajęło jej to chwilę, gdy to niepewnie machała ogonem na boki, nadal stojąc z łapą nad ziemią, niż w końcu odpowiednie styki połączyły się ze sobą.
- I nawzajem, Topniejący Lodzie - mruknęła, najpoważniej jak potrafiła, kiwając mu delikatnie głową. A ponieważ zawsze miała problemy z zaczęciem rozmowy to zagadała na temat tego, o czym rozmawiali poprzednim razem: - I co, łowiłeś od poprzedniego czasu? Już pamiętasz jak to się robi? - spytała cicho, delikatnie wyginając jeden z kącików pyska w uśmiechu. Odwróciła się przodem do kocura, choć nadal nie usiadła, a końcówka ogona nadal jej lekko drgała. Trochę... Wstydziła się, że dała się tak zaskoczyć - na terenach na których powinna być jak najbardziej czujna.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
– Oczywiście. – Kłamstwo gładko wypłynęło z jego pyska. – A to takie proste! Jak mogłem zapomnieć – odezwał się z rozmarzeniem, teatralnie, unosząc na chwilę spojrzenie ku chmurom, a raczej nagiemu niebu, pozbawionemu jakichkolwiek dodatków. W rzeczywistości od ich ostatniego spotkania, które miało miejsce dość dawno temu, wciąż tego nie spróbował. Woda nie była kusząca, oślizgłe ryby również, a w tym wszystkim chodziło co najwyżej o to, żeby miał jak najwięcej unikatowych umiejętności. Nie mając żadnych powodów do łowienia, najzwyczajniej w świecie się tego nie podejmował. Zdawał sobie sprawę, że przez to może szybko o tym zapomnieć, ale starał się co jakiś czas przywoływać sobie na myśl słowa kotki, żeby nie wypadło mu to z głowy. Pochylenie się nad taflą wody, nie rzucanie na nią cienia, niewzruszona poza… nie było to jakieś bardzo ciężkie i odświeżanie co jakiś czas pamięci powinno wystarczyć. Zresztą, nawet gdyby, kocica zdawała się być tak naiwna, że zahaczenie o ten temat nie wzbudziłoby jej podejrzeń i ponownie by mu to wyśpiewała. Otworzył przymknięte dotychczas powieki i ściągnął spojrzenie, kierując je na sylwetkę rudej kocicy. Z rozbawieniem, ale i lekkim zażenowaniem odnotował fakt, że ta znowu, niczym na ich poprzednim spotkaniu, dała się tak łatwo zaskoczyć. Nie stawiało to jej w dobrym świetle, podobnie jak jej klanu, bo Topniejący Lód lubił szybko oceniać, nawet na podstawie jednego kota. Już poprzednio zdał sobie sprawę, że klan Rzeki to nieostrożny klan, ale teraz jeszcze bardziej utwierdził się w tym przekonaniu; a z tego, co pamiętał, Bratkowa Łapa zachowywała się podobnie, więc było jeszcze więcej dowodów. Domyślenie się, że jeden kot nie definiuje całej społeczności było dla niego zbyt ciężkie, nawet jeżeli miał doskonały przykład w swoim klanie, gdzie większość to była banda mysich móżdżków, a na wyliczenie mądrych kotów starczyłoby palców u jednej, tylnej łapy, chociaż i tak było ich za dużo. Oczywiście nie mógł na głos dzielić się swoimi przemyśleniami, szczególnie że, z tego co kojarzył, przy tej kotce zachowywał się… miło, bleh, toteż nagła zmiana tego obrazu byłaby ryzykowna; uniósł kąciki pyska w subtelnym uśmiechu, chcąc, żeby się trochę rozluźniła, bo takie zachowanie było żałosne, i zaraz otworzył pysk: – Jak tam w klanie Rzeki? Z każdym dniem coraz cieplej, domyślam się, że częściej pływacie... – zaczął rozważnie, trochę okrężnie, w końcu nie chciał, aby kotka poznała jego motyw. Owszem, chciał wyciągnąć jakieś informacje, ale nie tak bezpośrednio.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Uśmiechnęła się delikatnie. Faktycznie, było to proste i faktycznie, trochę się dziwiła jak to się stało, iż zdołał zapomnieć tak prostej sztuki, ale jak to ona, nie zamierzała specjalnie się w to wplątywać. Nie miała zamiaru specjalnie wnikać w szczegóły, wypytać, jakoś podważać słowa kocura pytając, czy faktycznie kiedykolwiek wcześniej łowił ryby, czy pierwszy raz w ogóle usłyszał jak to się robi. Szczególnie, że był to kot z innego klanu, który nie miałby prawdopodobnie oporów, żeby dosadnie jej pokazać, że nie powinna z nim jakkolwiek zadzierać. Ba, czasem nie była pewna niektórych zachowań członków jej klanu, a co dopiero kotów spoza niego, i niespecjalnie wolała ryzykować z powiedzeniem czegoś... Niemiłego.
Domyślała się, że teraz, jak i poprzednio, jej zachowanie wpłynęło na to, jak Topniejący Lód postrzegał klan Rzeki. Nawet, gdyby to nie miało miejsca, ona byłaby przekonana, że przez jej zachowanie, które na pewno zawsze i wszędzie odbiegało od tego jak powinno ono wyglądać, koty krzywo patrzą później na jej rodzimy klan. Ona starała się tego nie robić, choć czasami zerkała krzywo na... taki wicher, czy grom, bo spotkała kota, który jej nie podpadł, albo na odwrót - na przykład o gromie myślała rzeczy pozytywne po spotkaniu Zmarzniętej Łapy i Rydzowej Łapy, a potem także Wilczego Śladu, a o cieniu, cóż, też nie miała złego zdania - wiedziała jednak, że nie powinna od razu oceniać całego klanu, ale czasami mimowolnie to robiła.
- Och, cóż, tak, myślę, że inne koty już zaczynają pływać - przytaknęła. Sama jeszcze od kiedy zaczęło robić się robić ciepło raczej do wody nie weszła, jak już to zanurzyła łapy, ale szczerze? Nie przepadała za pływaniem do tego stopnia by radośnie wbiec do wody i sobie popływać, jeśli nie wymagała od niej tego wysoka temperatura. Mimo wszystko uważała wodę za dość nieprzewidywalny żywioł, szczególnie od jakiegoś czasu i, gdy nie musiała, to nie pływała. A gdy patrolowała i musiała przejść rzekę to często przeskakiwała ją na jakiś kamykach albo wybierała te najpłytsze jej momenty.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
W sumie nie istniał chyba kot, który nie oceniłby kogoś po jednym błędzie, chociażby podświadomie. Taka już była kocia natura, że wyrabiano sobie o kimś opinię na podstawie jednego ruchu, nawet jeżeli nie było to właściwym i uprzejmym posunięciem. Nawet tym na pozór najgrzeczniejszym zdarzało się to robić, zresztą dosyć często. A że Topniejący Lód ani trochę grzeczny nie był, to na dokładkę wyrabiał sobie zdanie o całym klanie, ot.
– Inne koty? – Zmrużył zazwyczaj jadowite oczy, niezbyt zadowolony z takiej odpowiedzi. Czy to oznaczało, że ona tego nie potrafiła? Co za beznadzieja; nie widział innego powodu, dla którego miałby z nią rozmawiać. Miał nadzieję, że to tylko pomyłka, a kotka zaraz wyskoczy mu z tekstem, że ona też zaczyna. Postanowił dać jej jeszcze szansę na zreflektowanie się, w innym przypadku, cóż, będzie musiał wymyślić jakąś wymówkę, żeby sobie pójść, bo naprawdę nie sądził, żeby zwykła pogawędka z nią miałaby mu się jakkolwiek przydać. – Ty nie pływasz?
Oczywiście mógłby poszukać sobie kogoś innego… ale po co tak się wysilać, skoro może dowiedzieć się od niej? Miał zatem ogromną nadzieję, że rzeczywiście tak sobie tylko powiedziała, a w rzeczywistości to potrafi, jak na rzecznego kota przystało. Każda wiedza mogła się przydać, nawet jeżeli nie miał zamiaru jej praktykować, jak w przypadku łowienia ryb. Chociaż, kto wie? Może jeszcze stwierdzi, że fajnie byłoby spróbować i nawet okaże się to całkiem przyjemne? Hmm. W takim wypadku nie musiałby męczyć się na polowaniach i jak pajac biegać za zwierzyną, ech. A pływanie, cóż… mogłoby się przydać przy przypadkowym wpadnięciu do wody, na przykład podczas spotkania Wirującego Pióra, który uznałby, że jeszcze zabawniejsze byłoby wrzucenie go do wody, niż byle ochlapanie. Okropne wspomnienia.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Zamrugała z delikatnym zaskoczeniem, gdy kocur od razu po jej odpowiedzi wolał się upewnić, czy również pływa, przy okazji mrużąc nieco oczy. Niepewnie cofnęła delikatnie uszka, a jej końcówka ogona drgnęła parę razy ukazując, że poczuła nagle, że może jednak powinna być o wiele ostrożniejsza goniąc piszczki, by nie lądować tak co chwilę na granicach i powinna unikać innych kotów. Co prawda, Topniejący Lód nie zrobił nic więcej, ot jakby zawiodła go jej odpowiedź, ale przez chwilę miała wrażenie że... Nieco się zasępił, ba, może był na nią tak naprawdę zły, że odpowiedziała w taki czy inny sposób? Przytaknęła powoli, chowając ogon pod siebie, nadal delikatnie drgający na końcu, choć już nieco spokojniejszy i ugięła nieco tylne łapy, jakby w początkowej fazie kulenia się.
- No... Ja nie pływam dużo - odpowiedziała powoli, rozkładając uszy na boki. - Owszem, lubię się zamoczyć, choćby, ale... Umm, zazwyczaj jak nie jest strasznie gorąco, czy duszno, żeby woda jakoś ratowała od uczucia przegrzania to... Ograniczam się raczej do zanurzenia łap, czy ogona, podczas łowienia. Albo coś - dokończyła, spuszczając wzrok na swoje łapy żeby nie musieć patrzeć w stronę cienistego wojownika. - W Porę Zielonych Drzew pływam więcej, niż... Niż teraz, o - dokończyła, coby nie było wątpliwości, a potem nieco zagryzła zęby czekając na reakcję Loda. Miała nadzieję, że nie był jakkolwiek na nią zły, choć nie miał chyba za co (?), a po prostu zmrużył te oczy bo... Był zaciekawiony, tak... Bardzo zaciekawiony, o.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
No… umm… to… Ugh, jakie to denerwujące! Coś jej wpadło do pyska, że nie potrafiła normalnie mówić? A może to on po prostu onieśmielał ją swoją obecnością, ech, całkiem prawdopodobne. Dlaczego musiał urodzić się taki przystojny? Paradoks, bo taka Jasna Kropla ani trochę ładna nie była, wszystko poleciało do niego. Intelekt, uroda, czysty ideał, chociaż to też miało swoje minusy, a wspaniałym tego przykładem była stojąca przed nim kotka, która widocznie się zawstydziła.
– Och, to nic złego – Zdał sobie sprawę, że trochę się wcześniej zagalopował i mogła wyłapać jego motyw, a przecież tego nie chciał. Przybrał już maskę miłego, a zmiana mogłaby być podejrzana. Musiał jakoś z tego wybrnąć. – Po prostu chciałem rozwiać swoje wątpliwości w jednej kwestii... ale skoro nie pływasz często, to trudno, spytam kogoś innego – Postanowił wzbudzić w niej współczucie i litość, wydawała się łatwowierna, może akurat to zadziała, miał nadzieję. Oczywiście nie mógł też od razu wyznać, że tego nie potrafi, jak zwykle musiał wybrać okrężną drogę, żeby nie wyszło na to, że nie ma jakiejś umiejętności, byłby to dla niego ogromny wstyd, przynajmniej jego zdaniem. Wszystko to doprawił jeszcze przyjaznym, niewinnym uśmiechem, mimo że wewnątrz odczuwał ogromną potrzebę zwymiotowania. Bycie miłym ani trochę do niego nie pasowało, niestety.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Może nie koniecznie wpadło do pyska, raczej wypadło razem z odczepiającą się od niej pępowiną, ot co. Nigdy nie umiała się dobrze wysłowić przy kotach, które spotykała po raz pierwszy, szczególnie gdy zaczynała się stresować. A, niestety dla Topniejącego Lodu, nie stresowała się, ponieważ był... Y, przystojny, bo nie patrzyła na koty w takich kategoriach, tylko dlatego że był z zupełnie innego klanu. Kotka niesamowicie dziwnie czuła się w otoczeniu kotów, które nie należały do rzeki. Znaczy, zależy o jakiego kota z rzeki ją zapytają mogła zachowywać się tak samo, ale jej niepewność i strach i swego rodzaju przeczucie w tyle głowy, że cokolwiek powie, to dany kot od razu będzie oceniać zarówno ją, jak i cały jej klan, powodowały, że strasznie się peszyła, a ponieważ kocur przy okazji mówienia zmrużył oczy, jakby co najmniej próbował jej odrąbać głowę jakimś ostrym patykiem to... Stresowała się bardziej. Ale przystojność, niestety, nie miała tu żadnego znaczenia, bo nawet jakby był garbaty, z wyłupiastymi oczami, oraz z kłami na wierzchu, krzywym zgryzem, czy z jedną łapą dłuższą albo krótszą to stresowałaby się dosłownie tak samo. A może i nawet bardziej, coby go nie urazić patrzeniem się za długo na jeden z tych defektów.
Wypuściła cicho zgromadzone w płucach powietrze przez nos, gdy kocur przyznał że to nic złego. Trochę ją to pocieszyło, bowiem nie myślał o niej źle, tylko po prostu może miał nadzieję, że mu coś wytłumaczy w związku z pływaniem, jak ostatnio z łowieniem, a ona dała mu złudne przekonanie, że jako rzeczniaczka nie umie pływać. No, co prawda, uczyła się tego długo, bo za bardzo panikowała i tłukła łapami wodę, przez co faktycznie nieco się podtapiała, ale teraz nie miała już takich problemów, choć nadal nie robiła tego za często.
- Och, a... Wiedzę teoretyczną mam... także wiesz... Możesz pytać! - zapewniła gorliwie chcąc pomóc kocurowi w tej jego... Sprawie. Mimo wszystko chciała mu wytłumaczyć co i jak, zależnie od tego co go interesowało, to nie sprawi jej żadnego problemu, naprawdę. Dlatego powoli uniosła łebek i spojrzenie, które utkwiła gdzieś obok kocura, coby wyglądało jakby mu patrzyła w oczy, ale w rzeczywistości tego nie robiła, bo... Miała problemy z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego z niemal nieznajomymi. A z kocurem spotkała się dopiero drugi raz, a ich relacja była... Hm, no taka specyficzna.
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Ten dzień spędziła przede wszystkim w obozie, śpiąc. Drzemka, z początku mając być krótsza, niż zazwyczaj, ostatecznie przekształciła się w całkiem porządny sen, z którego została wyrwana dopiero późnym popołudniem. Oczywistym było to, że tego dnia na dalszą wędrówkę wybrać się nie mogła - najpierw bowiem musiałaby zapolować, po zapolowaniu zaś... taka wyprawa nieszczególnie by się jej opłacała. Zbyt długo nie przynosiłaby nic na Stos Zwierzyny i ktoś mógłby się tym zainteresować... ona zaś tego nie chciała.
Ostatecznie więc uznała, że, jeśli chce tej nocy spotkać jakiegoś kota, musi wybrać się w okolice Czterech Dębów; najpierw, oczywiście, złapała kilka piszczków, podczas łowów kierując się w stronę terenów znajdujących się między terytoriami czterech klanów właśnie, by, ostatecznie, zakopać wszystkie zdobycze i na miejsce dotrzeć grubo po zachodzie słońca. Tam jej uwagę przykuła znajdująca się w korzeniach drzewa niewielka norka, w którą wcisnęła się, wchodząc tyłem - wcześniej upewniła się, by sprawdzić, czy niczego już tam nie ma, o dziwo o tym pamiętając. Było tu całkiem przytulnie... a i istniało ryzyko, że jakiś kot wyskoczy w jej kierunku zza pnia czy też zeskoczy na nią z gałęzi, bo poza oględzinami nory nie zrobiła zbyt dużego rekonensansu. Leżała więc, z łapami wyciągniętymi poza norę i czekała, licząc na to, że spotka kogoś interesującego. Ach, sam fakt, że nieszczególnie się wcześniej rozejrzała, przyprawiał ją o szybsze bicie serca.
Jego sylwetka jest wysoka i szczupła, ale proporcjonalna. Nie wygląda jak tyczka, z wiekiem nabrał odrobiny masy przez co plasuje się gdzieś między chudą a średnią masą. Przypomina z wyglądu ojca, jednak różni się od niego odrobinę barwą króciutkiego futra, która w przypadku Pokrzykowej Łapy jest blue ticked. Górną część jego ciała pokrywa niebieskoszare futro przesiane jaśniejszymi i ciemniejszymi włoskami z ciemniejszą pręgą wzdłuż kręgosłupa, a dolną jasne, kremowo-brązowe futro. Od końca jego oka do nasady ucha wędruje ledwo widoczna, ciemniejsza linia. Nos kocura jest czerwony, odcinający się od barwy jego sierści, bródka jeszcze jaśniejsza od podbrzusza a oczy spore, lekko skośne, w kolorze żółto-zielonym. W dodatku zależnie od dnia i światła, jakie na niego pada, mogą się one wydawać bardziej żółte albo bardziej zielone. Ma długi i cienki ogon, duże, trójkątne i nieco zaokrąglone uszy a wąsy śnieżnobiałe.
Pedant. Jest strasznym, wręcz maniakalnym czyściochem. Dba o swoje futro i aparycję, utrzymując to wszystko w idealnym stanie i unikając wszelkiego brudu czy błota. Lubi też wszystko to, co ładne, błyszczące i estetyczne, przez co lubi otaczać się przedmiotami takimi jak pióra, muszle czy kamyki, a nawet rzeczy stworzone przed dwunogów, jak kawałki szkła albo metalu, które można znaleźć w lesie. jest zapatrzony w ojca i chce za nim podążać oraz w miarę możliwości być taki jak on. Zależy mu na zadowoleniu Płonącego Lasu i byciem dla niego najlepszym synem jakiego można sobie wymarzyć. Nie znaczy to jednak, że brak mu zdrowego osądu sytuacji. Jest bystry i powoli uczy się manipulować otaczającymi go kotami. Ma potrzebę bycia najlepszym i złości się, gdy nie ma możliwości prześcignięcia swoich rywali. Nie pozwala sobie jednak na upusty złości, stara się być w miarę możliwości opanowany i próbuje kontrolować sytuację, w której się znajduje. Ma w sobie zdolności przywódcze, musi się jednak nauczyć jak z nich korzystać w prawidłowy sposób.
Płonące Niebo.
On sam rzadko włóczył się sam poza obozem, a już zwłaszcza poza terenami Klanu Cienia. Nie potrafił jeszcze zbyt dobrze walczyć, bo Krogulczy Szpon nie znalazła jeszcze czasu, by go prawidłowo tego nauczyć, niestety. Dlatego raczej nie pakował się w kłopoty. Nie wychodził też poza granicę od strony ziem niczyich, bo tamtego miejsca zwyczajnie nie znał i nie chciał ryzykować wpadnięcia na jakiś samotników. Dużo bezpieczniej było przy Czterech Dębach, bo tamto miejsce było otoczone przez tereny czterech klanów, dlatego praktycznie niemożliwym było, by dostali się tam samotnicy albo pieszczochy. Mógł co najwyżej spotkać jakieś koty z innych Klanów, ale je obowiązywał Kodeks Wojownika, więc raczej nie czuł z ich strony żadnego zagrożenia. Gdyby cokolwiek mu zrobili, to czekałby ich odwet Klanu Cienia i gniew Gwiezdnego Klanu.
Przechadzając się koło Czterech Dębów był raczej skupiony na podziwianiu ogromu tego miejsca niż zaglądania do każdej nory, dlatego nie zauważył towarzystwa Deszczowej Doliny. Zamiast tego myślał o Zgromadzeniach, które mogły się tutaj odbywać i o których rozmawiał z Krogulczym Szponem i Kąsającym Zimnem. Naprawdę szkoda, że żadne się nie odbyło... i nie zbierało się, by miało się odbyć.
<center><table><tr><td><br><br></td><td>
?????? ? ????????<br>taknaprawdęjesteśmywszyscytacy sami<br> poskładanipółnapółzezłościiobojętności<br><br> nie mazamnąnic,aprzedemnąj e d n o<br> przedmiotpożądania,coścomniepociągnie nadno<br> chęćposiadania,chęćposiadania,chęć posiadania
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Kot, którego dostrzegła z oddali, najwyraźniej nadal jej nie zauważył. Szkoda tylko, że zrobila to ona sama - cała magia elementu zaskoczenia poszła w piach! Zirytowana, niemalże wysunęła pazury, po chwili jednak schowała je mimowolnie, zajęta obserwacją nieznajomego jej kota, który wyraźnie pachniał Klanem Cienia. Osobiście nie miała nic przeciwko bagiennym sąsiadom, choć fakt, że jedli ropuchy... cóż. Żeby ją zainteresować, faktycznie zainteresować, nieznajomy cienias musiałby być bardzo silny. Sylwetka obserwowanego kota, niestety, takiej wersji wydarzeń przeczyła...
Wypełzła ze swojej nory, na ugiętych łapach ruszając w kierunku nieznajomego. Starała się poruszać pod wiatr, ciężar ciała przenieść na tylne kończyny, głowę i ogon trzymać w tej samej linii, co resztę ciała i uważać, by nie nadepnąć na żaden element podłoża, wykorzystywała naturalne osłony... ach! Ta sytuacja niemalże przypominała polowanie i robiła się przez to, cóż, co najmniej ekscytująca.
Spróbowała podejść do tamtego na wystarczająco bliską odległość, niemalże na odległość skoku, by po chwili... - Bu - rzuciła, jeśli faktycznie się jej udało. Przestraszenie cieniasa byłoby zabawne, a i wyprowadziłoby go z równowagi, przez co ich rozmowa mogłaby okazać się znacznie, znacznie bardziej ciekawa. Jeśli zaś zostałaby dostrzeżona, jej rekacją byłoby zatrzymanie się, wyprostowanie, po czym wysunięcie końcówki języka. I właśnie z taką głupią miną patrzyłaby na nowo poznanego kota.