Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Zastrzygłem prawym uchem na jej słowa. Rzeczywiście było w tym trochę prawdy, ale jak kodeks miałby dotyczyć samotnikow, skoro sam ich wyklucza? Nawet jeśli już zdołali do poznać. Kodeks Wojownika, według którego żyły cztery klanu, był dla mnie jedną wielką mrzonką. Żyły naiwnie kierując się bzdurnymi zasadami i mało kto był w stanie je kwestnionować. W Klanie Rzeki, w którym się urodziłem, nieliczni zachodzili po rozum do głowy.
- Jak ma nas obowiązywać kodeks wojownika, skoro większość, z nas go nigdy nie poznało, a jeśli tak, to wiedzą, że kodeks nimi gardzi - odpowiedziałem spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. Stałem na przeciwko kocicy luźno, ale nie pozwoliłem sobie na garbienie się. Grzbiet miałem wyprostowany, a pierś pewnie wypiętą. Okazało się, że nie jestem pierwszym kotem spoza klanu, którego poznała. Wszystko składało się w całość, a jej kolejn słowa jedynie utwierdzily mnie w słuszności.
- Szkoła Czerwonego Maku, jak mniemam. Dlaczego walczyłyście? - Wykazałem zainteresowanie jej blizną. Na dodatek nie było ono udawane. Faktycznie ciekawilo mnie, co sprawiło, że stoczyła walkę z kimś z mojego rodzimego klanu.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Wzruszyła barkami. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, szczerze powiedziawszy nawet ją to nie za bardzo obchodziło. W końcu nie została samotnikiem, pomimo iż była temu bliska. Jakby do tego doszło, to z uśmiechem na pysku robiłaby COŚ, choć kodeks tego zabrania. W głowie powtarzałaby konkretny podpunkt, a czynami robiłaby coś całkiem odwrotnego.
Na imię rzecznej zastępczyni, jej ogon wykonał niespokojny ruch. Ta gnida wydała na świat kocięta, które są również i jej przywódcy. Pałała do niej, jak i do przywódcy, niechęcią. Zresztą większość znanych jej kotów również nie przepadało za ową dwójką. - Ta. Niby taka groźna, a bez skrupułów dała się wydupczyć pierwszemu lepszemu - prychnęła, z wyczuwalną niechęcią. Może nie do końca pierwszemu lepszemu, w końcu przywódca gromu! Dobre geny i te sprawy! Wmawiaj se, wmawiaj. Na wieść, że taki ktoś byłby ojcem Kwiatek, kotka bez zastanowienia skoczyłaby pod Potwora Dwunogów. - To przerośnięte kocię pozwalało sobie na zbyt wiele - dopiero co opuściło kociarnię, a już szlajało się przy granicy gdacząc jak to gromiacy dorównują inteligencją lisiemu łajnu.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Patrzyłem na nią, ale nie powiedziała nic, a jedynie wzruszyła barkami. Cóż, kocica, z którą rozmawiałem najwyraźniej nie chciała podjąć tej inteligenckiej dyskusji, co sprawiło, że wysnułem już pewne wnioski dotyczące jej charakteru. Z jej słów słychać było, że jest konkretna i nie owija w bawełnę, a zatem pomyślałem, że prawdopodobnie wyznaje kult siły. Nie mogłem mieć jeszcze pewności, że moje stwierdzenie jest słuszne, jednakże istniała szansa na to, iż sama w trakcie dalszej rozmowy mi to zaprezentuje.
Niespokojny ruch w reakcji na imię mojej ciotki był kolejną rzeczą, którą zanotowałem na jej temat. Wyglądało to tak, jakby właśnie z Klanem Rzeki wpadła w konflikt, który znowu spowodował, że szkaradna blizna pokrywa jej kark.
- Rozumiem, że ty byś się nie dała? - zapytałem zaczepnie, a na moim pysku pojawił się bezczelny uśmiech. Nie wiedziałem, że moja ciotka dorobiła się kociąt z Błyskającą Gwiazdą. Nie sądziłem, że ktokolwiek by ją chciał. Wydaje mi się, że nie widziałem w swoim życiu brzydszej kocicy niż Czerwony Mak, ale miała przynajmniej trochę więcej rozumu niż moja własna matka. Nawet Pleśń plasowała się wyżej niż siostra Świetlika.
- Zafundowałaś mu podobną bliznę, czy skróciłaś jego życie? - zapytałem. Moje przypuszczenia się potwierdziły. Wyglądało na to, że czarno-biała należy do bardzo wojowniczych typów kocic i pięknymi słowami jej do siebie nie przekonam. Będę musiał zmienić taktykę.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Na jej pyszczek wpłynęło oburzenie. Co to w ogóle za pytanie? Bezczelny uśmiech kocura tylko spotęgował wzrastającą złość Kwiecistej. Samo wyobrażenie siebie jako matki, powodowało, że na jej pyszczku pojawiał się widoczny grymas. Nie dość, że jest się wtedy na przegranej pozycji, to po jakimś czasie masz więcej kłopotów niż miałeś wcześniej. Na głowie masz nie tylko siebie, ale też małe gnidy, które wierzą, że będą najlepszym wojownikiem w czterech klanach, a ty za żadną cenę nie potrafisz im wytłumaczyć, że to nie możliwe. Nie znała kociaka, który nie wypowiedział takowych słów. Chyba jedyna myślała wtedy realistycznie i obrała bardziej prawdopodobny cel. - Oczywiście, że nie - na jej pyszczku pojawiła się widoczna niechęć. Pozwolić by ktoś obcy zrobił z tobą co tylko chce, a ty masz trwać na przegranej pozycji. A potem zostawił z brzuchem i radź sobie sama. W sumie, nie kłóciłaby się gdyby ktoś stwierdził, iż Czerwony Mak sama wlazła mu pod łapy, wyrażając zgodę na stosunek, a kiedy przyjdzie co do czego to rozpowiadać wokół, że dzieci wzięły się z drzewa - Ze mną nie ma tak łatwo - dodała. Ona może gryźć, drapać, kopać, turlać się i gwiezdni wiedzą co jeszcze wyczyni. Nie będzie przecież trwała jak kłoda.
Zacisnęła szczękę. Czy liczy się, że chciała zafundować jakąś pokaźną ranę? Bo jedyne co po sobie pozostawiła do długie zadrapanie na boku, na pewno nie tak groźne jak ta rana na Kwiatkowym karku. Ale przecież nie może wyjść na mięczaka, czy nieudacznika. Kiwnęła więc stanowczo głową. - Wróciła do obozu poharatana -albo padła po drodze! taka wersja wydaje się o wiele lepsza, aniżeli ta prawdziwa. Nie wspomniała o wojowniczce, która wkroczyła między nie i domagała się wyjaśnień. Przekoloryzowała również prawdę na swoją korzyść, takie tam niewinne kłamstewko.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Ostro zareagowała na moje pytanie zwieńczone konkretnym uśmiechem. W jej całym ciele było widać ogromne oburzenie i nie musiałem patrzeć na nic konkretnego, aby na zobaczyć złość ogarniającą czarno-białą kocicę, z którą wdałem się w dyskusję o kociętach mojej ciotki. Czerwony Mak też udawała silną i twardą, więc naprawdę zaskoczyła mnie wieść o tym, że dorobiła się przypadkowych kociąt. Niechęć gromowej kocicy sprawiła, że... pewne, dość konkretne myśli przeszły mi przez głowę. Wprowadzenie chaosu i zmuszenie jej do czegoś, czego nigdy nie chciała wydawało mi się bardzo intrygujące. Zwłaszcza, że, jak twierdziła, z nią nie byłoby tak łatwo. Zmrużyłem złociste ślepia i uśmiechnąłem się do niej.
- No pewnie, wydajesz się twarda i ostra jak pazur, a przy tym mądrzejsza niż Czerwony Mak - miauknąłem racząc ją swego rodzaju komplementem. Rozmowa o rzeczniaczce, z którą walczyła nie wydawała mi się aż tak interesująca, a tym bardziej stan, w którym wróciła do obozu, ale z tego co zauważyłem, to temat walki był czymś, co lubiła.
- Pokazałaś jej kto tu rządzi. Jakoś nie jestem zaskoczony - powiedziałem unosząc głowę i zerkając na nią z góry. Zamiotłem kudłatym ogonem po trawie i uniosłem zadowolony z siebie, rozstawiając przy tym szeroko łapy.
- Ale nie wiem czy ze mną dałabyś radę - powiedziałem prowokacyjnie, patrząc na nią z wyższością. W duchu zastanawiałem się, czy złapie przynętę, którą jej właśnie zarzuciłem.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Grymas z jej pyszczka zniknął, a na jego miejsce wkroczyło zaciekawienie. Lekko przymrużyła oczy, w dalszym ciągu nie odrywając żółtych ślepi od samotnika. Czyżby bury kocur chciał komplementami ją do siebie przekonać? Cóż, był na dobrej drodze. Zapewne gdyby się nie powstrzymywała, to w tym momencie stałaby dumnie z wypiętą piersią i spoglądała na kocura z nieskrywaną wyższością. Jednak tym razem z tego zrezygnowała. Wciąż tkwiła w tej samej pozycji, może nieco bardziej rozluźniła mięśnie, a w jej oczach czaiło się zaintrygowanie. Nawet zareagowała na uśmiech samotnika, co prawda nie odpowiedziała uśmiechem, podniosła jedynie w górę brwi. Buras jeszcze nie zasłużył na uśmiech. - Wiadomo. Takie łajno przecież nie będzie nade mną - kącik jej ust drgnął lekko. Wyobraźnia podziałała na pełnych obrotach i właśnie przed oczami Kwiatek pojawiła się rzeczna terminatorka – jak to córka Goreja określiła – z sierścią o kolorze gówna, z wielgachnymi uszyskami i z rozumkiem mniejszym od mysiego bobka. Teraz skopałaby jej dupsko, tak że nawet nie zdążyłaby zamachnąć się łapą. - Dążysz do tego bym cię zaatakowała, czy jak? - nie ma co kryć, może to zrobić. A sądząc po postawie burasa wywnioskowała, iż właśnie do tego zmierza. Hm... sparing z samotnikiem? Może być ciekawie... Zgięła nieco łapy, oczekując na odpowiedź kocura.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Od razu wyłapałem, gdy grymas niezadowolenia zniknął z jej pyska. Najwyraźniej moje słowa odpowiednio na nią podziałały. W takim razie musiałem być bezczelny, bezpośredni i brutalnie obnosić się ze słowem, jeśli chciałem wyciągnąć z tej znajomości coś więcej niż tylko czcze gadanie, prócz, rzecz jasna, obserwacji zachowań, aczkolwiek typ kocicy, z którą miałem obecnie do czynienia znałem bardzo dobrze. Był właściwie jednym z pierwszych, które poznałem. Pewnie spoglądała w moje oczy i nie zrywała kontaktu wzrokowego, jeśli nie było to konieczne. W takim razie postanowiłem również podjąć tę grę i się z nią poniekąd zabawić. Oczywiście cel uświęca środki.
- Jasne. Dziwne, że Rzeczniaki się jeszcze nie rozpłynęli, jak są jak łajno. Brakuje tylko, żeby ptak nasrał na czubek głowy ich przywódcy - zadrwiłem z klanu, w którym przyszedłem na świat. Kocica szybko zareagowała na moją prowokację, ale nie dała się złapać tak od razu. Mrugnąłem do niej prawym okiem i uśmiechnąłem się szeroko, odsłaniając ostre kły.
- Chcę sprawdzić, czy trafiłem na kogoś wartego uwagi, a co? Wymiękasz? - Błysnąłem zębami w szarmanckim, pewnym swego uśmiechu. Zwodniczo zerwałem się na prawo, odczekałem, a potem skoczyłem w lewą stronę, żeby sprawdzić jej reakcję. Później od razu skoczyłem ku niej z zamiarem złapania łapami za jej szyję i powalenia jej na ziemię.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Buras wyłapywał każdy ej grymas, reakcję, a Kwiatek nawet nie wzięła pod uwagę by zwrócić uwagę na te czynniki. Najzwyczajniej w świecie wlepiła wzrok w oczy samotnika i nie zamierzała odwrócić go już ani na chwilę! - A żeby tylko ptak - prychnęła, mrużąc ponownie oczy. Czyżby i on również pałał niechęcią do Klanu Rzeki? Jak tak, to od razu ma plusa u Kwiatek. Choć żeby przestała czuć od niego zagrożenie, tych plusów potrzeba znacznie więcej. Na kolejne słowa samotnika zareagowała jedynie prychnięciem. Czy wymięka? NIE! Nie zdążyła nic odpowiedzieć, a już wyłapała, że samotnik skoczył ku niej. Pierwszym odruchem byłby unik. Ale halo! Unik tylko i wyłącznie w ostateczności! Tutaj trzeba się wykazać. Dlatego złapała w łapę garść ziemi, piachu, czy co to tam było i rzuciła w stronę burasa, a dokładniej w stronę jego oczu. Jak tylko wypuściła garść ziemi z łapy, zamachnęła się drugą, również celując w okolice pyska. Pazurów co prawda nie wysunęła, jednak była gotowa je wysunąć! Gdyby tylko ten tutaj tak postąpił.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
rzut na 2d6 powodzenie akcji Kwiatek: parzyste: udane nieparzyste: nieudane
wypada 9 » nieudane!
Niespodziewany atak ze strony samotnika zaowocował w chwilowe zdezorientowanie Kwiatek, która, sypiąc piachem, nie wycelowała za dobrze, przez co ten wylądował na piersi kocura, zamiast na łbie. Buro-biały chwycił kępkę jej sierści na szyi zębami, jednak szybko wypuścił ją, bowiem czarno-biała pacnęła go łapą w nos. Niezbyt mocno oczywiście, ale Chmielograb siłą rzeczy puścił kotkę.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
W jej gusta trafiłem, gdy obrażałem Klan Rzeki, więc nie zamierzałem z początku przestawać. Sęk w tym, że temat szybko się urwał, gdy wpadliśmy w ferwor pojedynku, do którego ją sprowokowałem. Zrobiłem to oczywiście umyślnie. Była to jedna z opcji szybkiego zbliżenia się do kocicy, jak kiedyś w trakcie zabawy zrobiłem to z Jesionową Korą. Działałem szybko, co sprawiło, że najwyraźniej na samym początku ją zdezorientowałem. Próbowała mnie oślepić uderzając łapa w ziemię i wystrzeliwując w moim kierunku grudki, ale one, na jej nieszczęście, uderzyły jedynie w moją białą pierś. Ja w tym czasie chwyciłem ją łapami za szyję, jednak szybko los mnie pokarał i nie zdążyłem uniknąć jej mknącej w kierunku mojego wrażliwego nosa łapy. Musiałem ją z tego wszystkiego puścić. Nie uderzyła mnie mocno, ale wystarczająco, abym musiał się odsunąć. Syknąłem z tego względu, a moje złociste ślepia błysnęły. Wykonałem szybki sus na bok, aby wybić się i skoczyć jej na grzbiet, uderzając łapami w jej żebra, a wszystko po to, żeby zwalić kocicę z łap.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Nie pozwoliła mu podejść! Czemu więc ten podszedł?! I kto pozwolił mu ją gryźć? Wyrwał co prawda tylko kilka kłaczków sierści, ale jednak! Zaatakował ją, więc... Jak coś mu zrobi, to będzie na niego! Proste. Nie brała w ogóle pod uwagę, to iż buras może jej coś zrobić. Na obecną chwilę widziała tylko i wyłącznie siebie jako zwycięzce! Dlatego jak tylko udało jej się pacnąć w nos napastnika, cofnęła się o krok, by mieć choć odrobinę więcej czasu na zaplanowanie kolejnego ruchu. Z jej głowy zniknęły wcześniejsze obawy przed kontaktem z samotnikiem. Prawda, chciała zachować bezpieczną odległość i ewentualny kontakt fizyczny ograniczyć do minimum – takie o pacnięcie łapą po nosie, powinno w zupełności wystarczyć! Jednak jeśli chodzi o sparing to nie będzie przecież odskakiwać jak jakiś tchórzliwy zajączek. Gdy tylko spostrzegła ruch samotnika, nie zamierzała czekać jak ta kłoda i sama skoczyła ku niemu. Kwiatek celowała w szyję burasa. Chciała objąć ją łapami i ewentualnie ścisnąć, o tak, żeby zapamiętał, że może stracić dech przy niej!
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Atak Gburka: atak krytyczny[150%] -> (15+14)-(13+6)*150%=15 Atak Kwiatek: atak słaby[50%] -> (15+12)-(12+14)*50%=0
Koty ponownie rzuciły się w swoim kierunku, jednak tym razem z innym wynikiem. Córka Gorejącego Krzewu próbowała pochwycić łapami kocura, jednak chybiła, nawet go nie musnąwszy. Chmielograb za to, wykonawszy zwinny sus w bok, skoczył ku przeciwniczce i swoimi silnymi łapami przygniótł ją do ziemi, sprawiając, że łapy się pod nią rozsunęły. Grzbiet ją zabolał od siły, która w niego uderzyła, jednak nic nie wskazywało na to, żeby było to coś poważniejszego niż obicie. Bolesne, z całą pewnością, jednak niewymagające pomocy medycznej.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Co to wszystko miało znaczyć? To, że chybiła to jedno, każdemu może się zdarzyć. Jednak to, że została POWALONA, a następnie UNIERUCHOMIONA to drugie! Sierść na kwiatkowym grzbiecie zjeżyła się niemal natychmiast, a z gardła wydobyło się warknięcie, wyrażające jej niezadowolenie. - ZEJDŹ! - nakazała w trybie natychmiastowym i spróbowała się podnieść. Co za upokorzenie... Chwilę wcześniej jej myśli zaprzątała przegrana pozycja... którą aktualnie piastowała. Cóż za pech... no cóż za pech! Kolejny wjazd na zawyżone ambicje Kwiecistej. Czarno-biała nie chciała jednak tkwić i czekać kiedy samotnik łaskawie z niej zejdzie. Więc spróbowała przednią łapą uderzyć w łapę burasa, tak by ten stracił równowagę, a ona miała możliwość wydostania się spod jego cielska.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Spodziewałem się kotłowania z czarno-białą kocicą z Klanu Gromu, ale wyglądało na to, że trochę ją w tym momencie przeceniłem. Nawet nie dosięgnęła do mnie swoimi łapami, a ja wykorzystałem sytuację i z impetem wykonałem zaplanowany manewr, odbiłem na bok krótkim susem, aby skacząc jej na grzbiet powalić ją na ziemię. Poczułem jak łapy się pod nią rozsunęły i kocica osunęła się na ziemię, uderzając w nią brzuchem.
Wszystko zgodnie z planem. Wiedziałem, że może mi się to nie udać, jednakże los najwyraźniej mi sprzyjał, a i umiejętności miałem zdecydowanie bardziej wypracowane, niż moja dzisiejsza rywalka. Zyskałem przewagę, o którą mi jak najbardziej chodziło.
- Nie ma mowy - powiedziałem rozbawiony. Mimo, iż próbowała się wyrywać, to ani myślałem do tego dopuścić. Skoro już przygniotłem ją do ziemi, zamierzałem utrzymać ten stan rzeczy i spróbowałem chwycić ja łapami za boki i przygnieść jeszcze bardziej, aż zabraknie jej powietrza w piersi.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Atak Gburka: atak udany[100%] -> (9+14)-(8+6)*100%=9 Atak Kwiatek: atak udany[100%] -> (15+12)-(9+14)*100%=4
Choć wydawałoby się, że Chmielograb był na nieco lepszej pozycji niż jego mniej doświadczona przeciwniczka, tym razem atak nie poszedł do końca po jego myśli. Jego chwyt był pewny, ale nieco źle umiejscowiony, przez co tylko lekko ją poddusił, a ona w tym czasie zdołała się przekręcić na bok na tyle, by własną łapą uderzyć w jego przednią kończynę. Nie zrobiła mu jednak żadnej poważniejszej krzywdy, ba, atak nie był na tyle silny, by wywrzeć na kocurze jakiekolwiek wrażenie. Nie można było jednak powiedzieć, że nie próbowała.