Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Ale jak to możliwe, że się nie udało!? Jak tylko zdołała odwrócić się na bok, z jej gardła wydobył się warkot, ukazujący jej niezadowolenie. Bo z czego tu ma się cieszyć? - ZŁAŹ! - kolejne warknięcie wydobyło się z jej pyszczka, na którym wciąż widniał grymas. Ach cóż za upokorzenie... całe szczęście, że nikt więcej nie widzi Kwiatek, tkwiącej na przegranej pozycji. Żółtooka zaczęła się szarpać, ten samotnik pozwala sobie na zbyt wiele! - Zabieraj to cielsko! -i te łapy! Tylko spróbuj mnie nimi złapać to... to ci je wyrwę! Tak. Wyrwie i nawet przy tym nie mrugnie. Szarpała się jeszcze chwilę, zanim znieruchomiała. Ach... jakaś ty głupia Kwiatek! Jak się szarpiesz, ten trzyma mocniej. Kiedy jednak zaprzestanie szamotaniny istnieje możliwość, iż samotnik rozluźni chwyt, a wtedy siup! I uwolniona! Ogon kotki poruszył się niespokojnie, uderzając w tylne łapy burasa, a następnie w ziemię. Sama Kwiatek przestała już szamotać się na boki, a zastygła w bezruchu, wciąż tak samo spięta, gdyż aktualna pozycja... komfortowa dla niej nie była, nie ma co kryć, lecz gdy tylko poczuła, iż uścisk się rozluźnia, podjęła się ponownej próby wydostania się spod kocura. Tym razem zrezygnowała z uderzenia w łapę samotnika, a od razu chciała wyślizgnąć się i odskoczyć na bezpieczną odległość.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Próbowała się wyrwać, krzyczała i szarpała się, a jednak nadal leżała pode mną i to ja decydowałem o jej losie. Miałem ochotę zrobić jej coś poważnego, ale widziałem w jej zachowaniu, że jest gotowa na prawdziwą walkę, jeśli sytuacja będzie tego wymagała, a to... nie wchodziło w grę. Nie teraz. Miałem w planach wycieczkę na osiedle, a nie mogłem udać się w na nią ranny w jakikolwiek sposób. Powątpiewałem w to, aby kocica była w stanie zadać mi jakieś poważne obrażenia, ale nie miałem zamiaru ryzykować. Zwłaszcza, że wcale nie byliśmy tak daleko od granicy Klanu Gromu i patrol mógłby ją... uratować.
Zeskoczyłem z niej, puszczając ją, choć bardzo kusiło mnie dociśnięcie czarno-białej kocicy do ziemi. Sprawiało mi to satysfakcję, dlatego trudno było się przed tym pohamować. Stając na lekko ugiętych łapach, spojrzałem zadziornie na gromową kocicę.
- Nie mów, że do tej Rzeczniaczki też tak wrzeszczałaś - powiedziałem żartobliwie, choć drwina była wyczuwalna, czego też chciałem. Przypuszczałem, że prawdopodobnie uniesie się dumą i być może przede mną ucieknie, ale chciałem obserwować ją w sytuacji, która nie przynosiła jej przyjemności. W takich momentach koty były najciekawsze.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Kiedy samotnik puścił Kwiatek, ta jak na zawołanie odskoczyła nieco dalej. A to paskudne uczucie przegranej, ponownie ją ogarnęło. Czuła się z tym źle i nie miała zamiaru tak tego zostawić. A na samo wspomnienie przez samotnika o tej rzecznej gnidzie, wzdłuż grzbietu Kwiecistej przebiegły dreszcze. O nie, nie! Na za dużo sobie pozwolił. - Ta gnida, nie była na MNIE - odparła ostro, a jej ogon przeciął powietrze, uderzając w ziemię. Poczuła się... przegrana. A nie jest nowością, iż nie LUBI się tak czuć. Więc znów emocje i duma wzięły górę, a chwilę później Kwiatek już zmierzała w kierunku samotnika, z zamiarem skoczenia na niego. Rozpędziła się wprost w jego stronę, by następnie odbić w bok i dopiero wtedy skoczyć w jego stronę. W planach miała uczepienia się jego grzbietu łapami, a jeśli to okaże się niemożliwie, to po prostu chciała złapać się byle czego. Teraz ważnym było, by się go złapać, a potem pomyśli co zrobi dalej.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Zmrużyłem ślepia widząc jej zdenerwowanie, ale jedno mnie w tym wszystkim trochę zaskoczyło. Czarno-biała gromiaczka postanowiła zaatakować ponownie.
- To koniec. Kazałaś mi z siebie zejść, więc przegrałaś i tyle - powiedziałem do niej wzruszając barkami. Musiałem się jej dobrze przypatrzeć, aby w razie czego wykonać unik. Chciałem uskoczyć w bok przed jej łapami i umknąć tym samym przed ciosem, który we mnie wymierzyła. Nie miałem zamiaru dać się jej uderzyć, ani tym bardziej złapać w jakiś uchwyt. Co jak co, ale była zawzięta i uparta, chociaż... brakowało jej najwyraźniej części mózgu. Przywodziła mi na myśl nie tylko moją siostrę, ale również Krogulczą Łapę, którą miałem okazję poznać jeszcze gdy byłem członkiem Klanu Rzeki. Spotkałem ją jeszcze na starych terenach. Trochę czasu minęło i nie sądziłem, żebym jeszcze kiedyś ją zobaczył.
Zastanawiało mnie tylko, czy dotrze do niej, że to już koniec tej zabawy, czy będę musiał pokonać ją z kretesem.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Odkąd opuściła pogrzeb, nieświadomie przegapiając całkiem pikantny zwrot akcji, Sasankowa Łapa straciła ochotę na bezcelowe orbitowanie wokół pogrążonego żałobą Obozu, postanawiając zapuścić się o krok dalej.
Przez moment rozważała potencjalne reakcje Łaniego Kroku oraz Błękitnej Toni na śmierć ich przyjaciółki, zastanawiając się, czy nie zawrócić, by służyć im za głos rozsądku. "I tak była stara." bądź "Przynajmniej nic nie rozszarpało ją na strzępy." to mało wyrafinowane pocieszenia, ale uderzające prosto w punkt. Lis prześladujący ich rodzinę tym razem obejdzie się ze smakiem, prawdopodobnie dlatego, że Bursztynowooka wcale nie była Wojowniczką. Umarła dokładnie tak, jak żyła - w kociarni, na oczach kociąt i mlecznych krów. Jeśli Gwiezdni rzeczywiście są odpowiedzialni za odbieranie kocich życia, muszą mieć niezłe poczucie humoru. Ewentualnie kompletny brak taktu. A może oba na raz? Z całą pewnością nie było to nic korzystnego dla nich, śmiertelników.
Dobre chęci okazały się słomiane, zaś pogrzebowa antypatia wzięła górę, dlatego Terminatorka powłóczyła łapami, opuszczając swoje typowe, spacerowe ścieżki. Przebyła Strzeliste Sosny, wdychając rześkie, wiosenne powietrze oraz delektując pustką, jaką zionęły tutejsze granice. Wiedziała, że nikt nie będzie jej dzisiaj zawracał ogona. Czy zatem warto w ogóle wracać do legowiska? Zniesmaczona, nie chciała nawet patrzeć na Iglastą Ziemię, dopóki nie zakończą pochówku. W żadnym wypadku.
Sprężystym, dynamicznym krokiem przekroczyła granicę, idąc prosto przed siebie, na łono niezbadanych terenów niczyich. Nawet zapadający powoli wieczór nie złamał naturalnej pewności siebie. Dlaczego nie zawędrowała tu wcześniej? Czy naprawdę wierzyła, że chciwość Przywódców zgarnęła najlepsze kęski ziemi, a wszystko, co leży poza granicami, to gołe, nieinteresujące nieużytki? Cóż, kiedyś ufała wielu rzeczom. Wojownikom, bohaterom z historii, wielkim krwiożerczym borsukom zjadającym niegrzeczne kocięta. Natomiast prawda... okazała się bardzo rozczarowująca.
Pozwalając, by młodociane źdźbła łaskotały białe podbrzusze, wspięła się na jeden z pagórków Wietrznego Wzniesienia. O ile nie przepadała za otwartymi przestrzeniami, mosiądzowe oczy bacznie wpatrywały się w to, co nieznane, zupełnie jak podczas swojej pierwszej ucieczki z Obozu. Poza Rzędem Drzew naprzeciwko rozciągało się słynne Siedlisko Koni, będące udeptanym kopytami morzem trawy pod rumianym od zachodu słońca niebem. Sasanka, kontemplując ten widok oraz zastanawiając się, czy spędzenie tam nocy jest bezpieczniejsze od szlajania po tutejszych zagajnikach, usiadła w zadumie na ziemi, niemal całkowicie zakryta trawiastą kępą - jedynie fragment czoła oraz koniuszki stojących na sztorc uszów wystawały na wierzch, zdradzając jej połowiczy byt, podczas gdy myślami krążyła gdzieś indziej.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Zamyślanie się na terenach niczyich nie było najrozsądniejszą opcją, szczególnie, gdy w pewnym sensie miało się ogon. Czosnek nie na co dzień bawiła się w śledzenie innych, ale widząc niedużą kotkę przemierzającą Wietrzne Wzniesienia dziarskim krokiem zwyczajnie nie mogła się powstrzymać, szczególnie, gdy wychwyciła smród Klanu Gromu. Z czystej ciekawości podążyła za nią, starając się utrzymywać odpowiednią odległość, by ta nie mogła jej wyczuć ani usłyszeć. Nie na co dzień ktoś był skłonny tak łatwo dostarczyć jej odrobiny rozrywki, więc grzechem było nie skorzystać. Poruszała się cicho i w miarę możliwości bezszelestnie, uważając, by ewentualny wiatr nie zdradził jej pozycji. Patrzyła również pod łapy, aby nie nadepnąć na żadną gałąź, bo wtedy byłoby zdecydowanie mniej zabawy. Na jej pysk wstąpił drapieżny uśmiech, gdy łaciata kotka wreszcie postanowiła się zatrzymać, przysłonięta kępą trawy. To nic, bo znała jej pozycję. Tym razem postępowała dużo rozważniej, nie spiesząc się za bardzo, bo pomimo bezpiecznej odległości tamta mogła okazać się czujna. Jednak gdy Czosnek wciąż pozostała niezauważona, nabrała pewności, że Gromiaczka nie była zbyt mądra, dlatego po prostu pilnowała, by stąpać bezszelestnie, oddychać cicho i uważać na to, co leżało na ziemi, a także na kierunek wiatru. Obniżyła się na łapach i zrównała grzbiet i ogon z linią grzbietu, jakby polowała na zwierzynę, a gdy odległość była odpowiednia, wybiła się do przodu bez specjalnego impetu, chcąc wpaść na kotkę, choćby miały się przez to sturlać z wzniesienia. Pazury były schowane, bo nie planowała zabijać małej Gromiaczki. Najpewniej nie była żadnym zagrożeniem, a także była bardzo młoda i niedoświadczona. Czosnek mogłaby kogoś takiego zmieść na jedno uderzenie, co nie było szczególnie dobrą rozrywką, a jedynie niepotrzebnym brudzeniem futra i pazurów.
//jak coś ci nie pasuje to podbijaj na pw, mogę edytować posta. pozostawiam w twoich rękach decyzję odnośnie wyniku akcji Czosnku. :>
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Właściwie, spodobało jej się to miejsce - przepiękny punkt widokowy... choć niewystarczający, by dostrzec czyhające w pobliżu niebezpieczeństwo, o ironio.
Sasankowa Łapa wciąż siedziała, rozmyślając nad sensem życia, klanowego reżimu oraz okolicach, które potencjalnie mogłaby zwiedzić, zanim zmieni się w przeżutą przez gromową maszynkę do mięsa, pozbawioną ambicji papką. Przez aktywny tryb życia nie miała czasu wybrać się z Kozicą nad Śliskie Skałki, przeszło raz widząc Grzmiącą Rzekę skutą lodem, nigdy wcześniej nie miała też okazji zapuścić się w okolice Klanu Wichru. Raptem poczuła, jakby pętający ją łańcuch przynależności dobrowolnie poluzował się, a łapki wręcz korciło do odkrycia tajemniczych ziem wokół Czterech Klanów. Nie było to zbyt rozważne nocą, kiedy Rozerwane Ucho będzie oczekiwać twojej obecności na patrolu, a grube Trzmielisko tylko czeka, aż się potkniesz, by obrzygać cię serią irracjonalnych kar. Poza tym jedno z kociąt Łani zdążyło zniknąć, więc nawet kilkudniowa nieobecność Sasanki mogłaby ją mocno zmartwić. A tego nie chciała najmocniej. Najwyżej powęszy wyłącznie w najbliższej okolicy. I, być może, w miarę możliwości... nie umrze?
Co, niestety, szybko okazało się niemałym wyzywaniem, kiedy świst przyczesywanej w locie trawy dotarł do jej uszu. Drgnęła, wytrzeszczając oczy, ale zanim zdążyła się choćby odwrócić, wielki, bury pocisk uderzył w nią znikąd, strącając z łap. Syknęła, uderzając bokiem o ziemię, jednocześnie czując na sobie przygniatający ciężar wroga-niespodzianki. Jedno było pewne - nie należał do Klanu Gromu... i chyba był kotem. Wielkim, futrzastym kotem, godnym przeciwnikiem oraz prawdopodobnie ostatnim, co zobaczy za życia, szacując po rozmiarze tych wielkich łapsk. Cóż, to lepsza śmierć, niż telepanie się na oczach kociaków w Złocistym Wgłębieniu, prawda?
- H-hej... kudłaczu. - wydusiła, walcząc z brakiem tchu, by uśmiechnąć się półgębkiem w stronę wielkiego pyska. Do tej pory NAJWIĘKSZYM kotem, z jakim miała do czynienia, była Krowa. To okropnie opryskliwe, gburowate Krówsko. Och, jak ona kochała się z nią droczyć! Szkoda, że teraz nie ocali jej w heroicznym starciu dwóch olbrzymek. Ani ona, ani nikt.
- Przytulasz się czy pomyliłaś mnie z zającem? - dodała jeszcze, pozwalając sobie na lekki wyszczerz ząbków - jedną z niewielu opcji, jaką posiadała.
Nie musiała być geniuszem, żeby określić beznadziejność sytuacji. Może w stójce potrafiłaby ją jakoś wykiwać, zwinnie wykorzystując różnicę gabarytów, lecz teraz, wzięta z zaskoczenia, nie potrafiła sprostać przepaści w sile. Wiedziała, że użycie pazurów będzie niczym innym, niż desperackim miotaniem usidlonej zdobyczy. A nie chciała... okazać strachu. Zresztą, gdzie ciąć? Czy dosięgnie oczu? Albo skóry, pod warstwą tego skołtunionego futra? Wątpliwe.
Zamiast tego, nie mając zbyt wiele do stracenia, Sasanka wychyliła się do tyłu, pozwalając, by przygniecione źdźbła zainicjowały poślizg. Znajdowały się na krawędzi Wzniesienia, więc może zjeżdżając po zboczu, Czosnek straci równowagę, dając jej szansę na oswobodzenie? Ale co potem? Ucieczka? Równa walka?
Nie miała bladego pojęcia, cały wysiłek wkładając w próby doczołgania się do momentu stoczenia. Gorzej, jeśli włóczęga nie kupi jej uśmieszku i przyszpili ją mocniej bardziej stabilnym miejscu.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Jak powszechnie wiadomo, dręczenie niewiniątek to to, co Czosnki lubią najbardziej. No, przynajmniej ta konkretna Czosnek, której udało się skutecznie strącić z łap swoją zdobycz. Jak się okazało, ów kąsek był wyjątkowo pyskaty pomimo pozycji, w której się znalazł. Kocica parsknęła, zamiatając puchatym ogonem podłoże. Spodziewała się prędzej wrzasków i szamotaniny, a nie... tego. Nie było to jednak niemiłe zaskoczenie.
- Och? Myślałam, że dziś na kolację zjem tłustą mysz, a trafiła mi się wyszczekana gąsienica. - Kocica skrzywiła się teatralnie, kładąc łapę na Gromiaczce i wysuwając lekko pazury, jednak nie na tyle, by przebić skórę. - Naucz się lepiej trzymać język za zębami, gówniaku. W tych stronach łatwo go stracić. Nikt ci nie powiedział, że niebezpiecznie jest włóczyć się po nocy poza domem? - dodała kpiąco.
Poza dociśnięciem kotki do ziemi nie zrobiła nic więcej, ciekawa jej reakcji. Postawa Czosnku była luźna, bo nie widziała w Gromiaczce najmniejszego zagrożenia, a nie była z tych, co bali się byle głaskania. Nieznajoma była nieduża, młoda i wyraźnie niedoświadczona, ale za to miała tupet. Szkoda tylko, że przy okazji była głupia jak but, dając się bez problemu podejść na dość odkrytym terenie. Choć może jednak coś w tym łbje się uchowało, skoro się nie szarpała, a dość sprytnie próbowała wyślizgnąć ze złego położenia. Czosnek zmrużyła oczy, lustrując kotkę z umiarkowanym zainteresowaniem.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Najwyraźniej gra pozorów po raz pierwszy zadziałała na niekorzyść Terminatorki, jeśli Czosnek uważała ją teraz za niewiniątko. Niektórzy, zwłaszcza samotniczy materialiści, naprawdę postrzegali świat wyłącznie oczyma, nie rozważając przy tym żadnej głębi. Ale zamiast pokusić się o litość, uznała ją za łatwy cel... czego? Posiłku? Odegrania się na kimś innym? Zastraszenia? Ukarania za wejście na teren, który przywłaszczyła sobie szybciej, niż Klany zdążyły się o tym połapać? Czy może zwykłej zabawy? Sasanka, widząc wysuwające się z olbrzymiego łapska szpony, natychmiast rozważyła tę opcję. W końcu sama również lubiła pastwić się nad słabszymi. Z tym, że w rodzimym Obozie niemal każdy był słaby i do tej pory kompletnie nie spodziewała się, że w lesie czyha inna, większa ryba, również grająca w tę grę. Ani, że tym razem to ONA zostanie pożarta. Przełknęła ślinę, mrużąc lekko powieki, uważając, by nie zdradzić odczuwanego teraz stresu - oprócz rozcapierzonych w niemocy pazurów, dudniącego adrenaliną serca i wijącej rytmicznie końcówki ogona, postanowiła zachować pozory niewzruszonej. Bo co jej zrobi, rzuci się na nią, jak jakiś dzikus? Ten etap miały już za sobą!
- Za gąsienicę szanuję, bo podobno zmieniają się w motyle... ale żeby zaraz tłusta? - zachichotała nerwowo, drobnymi ruchami tuszowanymi falowaniem boków testując ruchomość swojego ciała. Wygląda na to, że Czosnek nie wykorzystała jeszcze całej swojej siły, z jakiegoś powodu. W dodatku właśnie prowadziła z nią dialog, co dawało promyczek nadziei, iż a) rozbawi ją, bądź b) odwróci jej uwagę. Wszystkie oprychy wiedziały, że tych zabawnych się nie zabija.
- W tych stronach? - miauknęła, tłumiąc strach chwilą podziwu dla przyszpilających ją do ziemi, uzbrojonych łap. Nawet Krowa takich nie miała. Ba, wątpiła, czy kiedykolwiek spotkała kota równie potężnego, co jej niedoszła? teraźniejsza? morderczyni. Trzmiela Gwiazda może miał parę w mięśniach, ale obrośnięty tłuszczem i jałowizną, nie wyglądał nawet w połowie tak imponująco.
- Przecież jeszcze młoda pora! A ja jestem jakieś, uhh, trzy lisie długości od domu. Ale... to miło, że się tak o mnie troszczysz. - sprostowała. Fajna ta nieznajoma, taka nie za delikatna. Zresztą, faktycznie znajdowały się rzut beretem od gromowej granicy - wystarczyło przebyć trawiastą łączkę i zniknąć w głębi Strzelistych Sosen, a niebo ponad nimi nadal mieniło się wieczornym karmazynem. Ponadto nikt nie będzie jej prawił morałów, z nożem przy gardle czy bez. - Ale ty... chyba też jesteś poza domem, co? Nie wyglądałabyś tak, gdybyś mieszkała tutaj.
Sasankowa Łapa nigdy nie była mistrzem taktu i do tej pory żadnemu żyjącemu ani martwemu kotu nie udało się przytemperować pyskatego języka. Jednak mając tylko jedną drogę ratunku, do której musiała się niepostrzeżenie doczołgać, potrzebowała trochę czasu. Zanim uzyskała odpowiedź, poczuła, że grunt pod jej głową jest coraz bardziej stromy, ale grzbietem nijak nie była w stanie wywołać poślizgu. Dlatego, rozluźniając mięśnie, postanowiła pozwolić docisnąć się w ziemię napakowanym łapom oraz grawitacji odrobinę mocniej, oczekując, że chcąc nie chcąc przesuną się o przynajmniej dwa kocięce kroki. Tylko tyle potrzebowała.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
To, czy Sasanka faktycznie była niewiniątkiem, nie miało dla Czosnku najmniejszego znaczenia. Można powiedzieć, że odnajdywała odrobinę przyjemności w dręczeniu klanowych kotów, gdy akurat napatoczyły się jej pod łapy. Z reguły były bardzo łatwym celem, mimo że żyły w dziczy i ganiały po lasach oraz polanach, bawiąc się w te całe treningi. zapomniał wół, jak cielęciem był, he. Najwyraźniej łaciatej kotce niewiele zostało w głowie, albo dopiero wkraczała na ścieżkę uczniaka. Albo była zwyczajnie głupia, ale do tego wniosku samotniczka zdążyła już dojść. Parsknęła, gdy jej ofiara zdecydowała się szczekać dalej. Poruszyła leniwie ogonem, rozważając, co dalej z nią zrobić, żeby nie było zbyt nudno. Jej słowa miały na celu zastraszyć kotkę, i nawet jej się to udało, ale biało-bura próbowała grać niewzruszoną, co było... trochę mniej zabawne. Preferowała, by tego typu gówniaki kuliły się przed nią albo pokazywały zdecydowanie więcej charakteru, nawet jeśli miałaby zdzielić je za to po pysku, by się opamiętały. Postanowiła jednak dać czas swojej zdobyczy na rozkręcenie się.
- Mhm, w tych stronach. Wszędzie poza tymi waszymi klanami. Gdybyś miała mniej szczęścia, mogłabyś natrafić na kogoś, kto poderżnąłby ci gardło zanim byś zdążyła krzyknąć. Nawet, gdybyś znajdowała się, hm, w obrębie twojego domu - odparła, jakby to był najoczywistszy fakt, jaki istniał. - Biedne maleństwo, tego też nikt cię nie nauczył? Widzisz, jak dobrze, że na mnie natrafiłaś. - Czosnek zaśmiała się nieprzyjemnie, przez moment dociskając nieznajomą mocniej do ziemi.
Zmrużyła oczy na uwagę łaciatej Gromiaczki. Jej ogon zafalował nieco gwałtowniej, jednak trudno było jednoznacznie określić, czy była poirytowana. Zaraz jednak na jej wybielonym pysku pojawił się lekki uśmiech. Musiałaby być ślepa, by nie zauważyć ruchów kotki, którą cały czas obserwowała.
- Mnie przynajmniej nie tak łatwo zamordować - prychnęła z nutą rozbawienia w głosie, po czym schowała pazury i płynnym ruchem pchnęła swoją rozmówczynię bliżej jej celu, czyli na bardziej stromy grunt.
Skoro Gromiaczka tak bardzo chciała, to Czosnek była skłonna jej pomóc sprawdzić, czy dało się ześlizgnąć z Wietrznego Wzniesienia. Nie zamierzała jeszcze dać jej uciec, ale trzymanie jej pod sobą zaczynało robić się trochę nudne. Masywna samotniczka potrzebowała nieco różnorodniejszej rozrywki.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: who dis Płeć: kotka Matka: Łania Ojciec: chaos
Drobnej budowy, buro-biała koteczka. Jej jasne, krótkowłose ciało pokrywa mozaika łat: większe obejmują oczy, uszy i tył głowy oraz cały grzbiet od łopatek do ogona. Mniejsze występują na tylnych łapach, palcach, biodrach i ramieniu. Wszystkie są delikatnie pręgowane w typie broken mackerel. Zawsze roześmianą mordkę wieńczy pomarańczowy, perkaty nos na tle białego trójkąta oraz duże, owalne oczy z figlarnym połyskiem w kolorze mosiądzowym (lśniącym żółtobrązowym).
Pozbawiona empatii socjopatka, która nie wybacza. Pamiętliwa, pyskata, zawistna, zarazem posiadająca dar do tworzenia chaosu, który jest dla niej niczym pożywienie. Uwielbia prowokować i nie ma hamulców przed wyrażeniem własnego, zwykle kontrowersyjnego zdania. Gardzi słabością oraz tchórzostwem. Nie potrafiąc wykrzesać z siebie naturalnych uczuć, zdecydowała zabawiać się cudzymi. Dopiero po bliższym poznaniu ukazuje swoje drugie oblicze - dużego, rozpieszczonego, pokrętnie uroczego kociaka, z którego nigdy nie zdołała wyrosnąć.
Wapienna Łapa
Ciężko powstrzymać strach w tak beznadziejnej sytuacji, do której doprowadziło ledwie jedno uderzenie serca nieuwagi. A jeszcze ciężej powstrzymać emocje, kiedy ma się przed sobą potencjalnie najsilniejszego kota, jakiego widziało się w przeciągu całego życia! Oczywiście, wolałaby podziwiać go z nieco innej perspektywy, zamiast pełnić rolę łaciatej wycieraczki, aczkolwiek, w porównaniu ze swoimi rówieśnikami, nie zesikała się ani nie wierzgała na darmo niczym przetrącona, tchórzliwa mysz. Co wcale nie było takie proste.
Postanowiła opanować oddech, unieść kąciki warg i taksować przeciwniczkę spojrzeniem okrągłych, brązowych oczu, w których ostatnie promienie zachodzącego słońca pozostawiły płonące złociście ogniki. O ile pewna część umysłu dudniła alarmem, czując na sobie oddech śmierci, inne dostrzegały w Czosnku pierwsze emocje, począwszy od ciekawości, na suchej pogardzie kończąc. Strasznie niekonsekwentny z niej morderca, skoro wdawała się w filozoficzne dysputy z upolowaną właśnie zwierzyną.
- "Waszych" Klanów? - stęknęła, czując, jak grudka ziemi pod jej grzbietem lekko się osuwa. Jeśli uda jej się pociągnąć kudłatą za język... być może niebawem zmieni swoją pozycję. Ewentualnie skona tak, jak żyła - tańcząc tango z ryzykiem we własnej osobie. - Ty też jesteś z Klanu. Nie masz obroży. I... jesteś zbyt wielka jak na samotnika. Za mocna. - wypaliła zgodnie ze swoimi przekonaniami.
Kto to inny, jeśli nie Wojownik, zdołałby tak ją podejść? Kto wyhodowałby podobną masę mięśniową, żyjąc na skrawkach padliny oraz resztek sporadycznie przekraczających linię lasu? Wiedza Sasanki o świecie zewnętrznym okazała się jeszcze węższa, niż ograniczające ją granice: była pozbawiona źródła.
Prześmiewcze forsowanie miało wówczas sporo racji - trzepocząc rzęsami, biedne maleństwo zaśmiało się rozkosznie, choć w głębi ducha ostrzeżenie spłynęło po niej jak po kaczce. Olbrzymia kocica naprawdę chciała jej mamkować, strasząc przed okropnymi potworami zza granicy? Teraz? Obłudny uśmieszek zaostrzył się wyjątkowo sprawnie.
- A gdybym miała JESZCZE mniej szczęścia, umarłabym w drgawkach wewnątrz kociarni, jak jedna z naszych Wojowniczek. - odgryzła się, podłapując ostry ton włóczęgi. Nawet, jeżeli w jej wykonaniu brzmiało to niczym piskliwy protest uziemionego ptaszka. - Albo wykańczała się kaszlem pod okiem nieumiejętnej Medyczki.
Zgładzenie z łap straszliwej bestii brzmiała wręcz heroicznie w porównaniu z tym, jak ostatnio padały koty Klanu Gromu. Może nawet Gwiezdni pozwoliliby jej dzięki temu trzasnąć piorunem podczas kolejnej kłótni? Ha! Niestety, zgrywanie chojraka naprzeciwko śmierci we własnej osobie przerwało nagłe prychnięcie kocicy, która, demaskując plan Sasanki, postanowiła zepchnąć ją ze zbocza. Czując poluzowanie ucisku, zdążyła posłać jej ostatni, zębaty uśmiech:
- Ale się da. - gdyby było to łatwe, nie byłoby też w żaden sposób zabawne, prawda?
Tracąc grunt pod łopatkami, w ostatniej chwili złapała za bure łapsko, które przed chwilą ją gniotło, wbijając w nie kiełki i z całej siły chwytając ze sobą - jak tonący okręt więżący swego kapitana.
Oczywiście, nie miała wystarczająco krzepy, żeby ściągnąć Czosnek z Wietrznego Wzniesienia, ale mogła przynajmniej próbować wytrącić ją z równowagi. Ewentualnie wyrwać parę kudłów, a samej stoczyć się bezwładnie w dół zbocza, lądując zadkiem w kępie wysokich chwastów.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
"Morderca" było zbyt mocnym określeniem dla Czosnku, w końcu dość jednoznacznie pokazała, że nie zamierzała pozbawiać kotki życia. Jednostronna rzeź była marnowaniem czasu i energii, a Gromiaczka jeszcze nie zaszła za skórę córce Iwana w żaden sposób, ba, dostarczyła jej nawet trochę rozrywki i zabawy. Szkoda byłoby ją tak po prostu zabijać, nawet jeśli była dość głupia.
Samotniczka uniosła prawą brew na wyjątkowo głupią uwagę kotki, a po chwili parsknęła śmiechem.
- Najwyraźniej po raz pierwszy jesteś poza klanem. ŻADEN szanujący się samotnik nie ma obroży na szyi. Poza tym, nie wiem czy wiesz, ale na osiedlu jest dużo kotów równie wielkich jak ja, albo nawet trochę większych - powiedziała, mrużąc ślepia i poruszając leniwie ogonem.
Dalsze słowa Gromiaczki wywołały kolejne parsknięcie, najwyraźniej koty w klanach były równie kreatywne w umieraniu co niektórzy miejscy frajerzy. Jeszcze nie miała okazji się spotkać z przypadkiem kota, który zginął w drgawkach w kociarni. Cóż za wspaniały widok dla kociąt! Ciekawe jak mocno je skrzywił. Pogarda zabarwiła uśmiech samotniczki. W Klanie Cienia śmierci były raczej nudne i podobne do siebie.
Córka Iwana nie spodziewała się, że zostanie złapana za łapę przez zęby kotki, dlatego nikogo nie powinno zdziwić, że straciła równowagę i prawie przewróciła się na pysk. Szybko zaparła się łapami, patrząc z ukosa na łaciatą kotkę, która trzymała się jej kończyny. Prychnęła cicho i gwałtownie pociągnęła łapę do siebie, nie zważając na kłaki, które zostały przez ten ruch wyrwane. Jeszcze tego brakowało, żeby wbrew swojej woli sturlała się po zboczu! Jedna sprawa jeśli sama chciała do czegoś takiego doprowadzić, a inna jeśli to ktoś inny próbował ją ściągnąć w dół. Tym razem Czosnek nie pchnęła dalej kotki, pozwalając się jej sturlać, chyba że dzięki chwilowemu przytrzymaniu się łapy samotniczki zdołała znaleźć się w dostatecznie stabilnej pozycji, by nie zjechać dalej.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Mistrz: Rozmazane plamy to jedyny trop Płeć: Kocur Matka: Przepraszam mamusiu... [Trzcinowa Sadzawka] Ojciec: Ten nieobecny [Miękki Obłok] Partner: Hmmmm
Od czasu, gdy dołączył do dwunożnych, nieźle przytył. Biega teraz bardziej jak bułka. Krótkie futerko nadal pozostało bure, z czarnym tygrysim pręgowaniem. Mięśnie przykrył tłuszcz, lecz kocur nadal swoje potrafi. Złote oczy, patrzą na świat z większą pewnością, można by to nazwać nawet przekonaniem, że co swoje, to najlepsze. Uszy wciąż wypełnia mocny róż, a nos jest pudrowo różowy. O nie chodzi, on dumnie kroczy, jak żołnierz broniący swego terytorium. Bo przecież co jest jego, to jest najlepsze. Podczas chodu głowę na wysoko uniesioną, jakby chciał pokazać innym, że to on ma rację. Przez ten czas także urósł. Ze średniej wielkości kociaka stał się wysokim kocurem, co tylko dodaje mu efektu wyższości.
Najlepsze, bo moje! ||Kp||
Ulewna Łapa [ded] | Kasztan [Z]
***
Po odejściu od swoich właścicieli, w większości odkrywał. Musiał znaleźć sobie tymczasowe legowisko na noce, teraz tylko kamień nie wystarczy.
Aktualnie szedł przez pole pełne pagórków. Było tam naprawdę wietrznie, ale słońce miło przygrzewało bure futerko kocura. Tylko na szyi mógł poczuć wielki gorącz, gdyż spoczywała na niej już poszarpana od prób zdjęcia jej czarna obróżka. Z lekkim trudem wspiął się na jeden z pagórków i przysiadł tam oddając się orzeźwiającemu powiewowi. Miał cel tego co robi. Znaleźć ojca i poznać swoje korzenie. Ale na dobry początek dobrze by było chociaż zbudować relacje z rodzeństwem.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Spotkania z ojcem upływały Popiel bardzo spokojnie. Rozmawiali na wiele tematów i kotka w końcu poczuła się pełna? W końcu wiedziała, że ma również drugiego rodzica, a nie tylko Trzcinową Sadzawkę. Teraz mogła poprosić o pomoc nie jednego kota, a aż dwa! Pomijając fakt, że Miękki był w innym klanie, ale jak tylko mógł chodził na granice by spotykać się z rodziną przebywającą w Klanie Cienia. W duchu dziękowała Sokolemu Cieniu, który prawdopodobnie cały czas ułatwiał bratu widywanie się z partnerką i dziećmi. To całe naruszenie granic w poszukiwaniu brata było jednak czymś koniecznym - głupim i ryzykownym, wszak koniecznym. O właśnie...Koniczyna. Po ostatnim spotkaniu, Trzcina ponownie zamartwiała się o jednego ze swoich potomków, w końcu żaden kot w klanie nie wiedział co się z nim stało. Czy został porwany? A może ranny i teraz kuruje się gdzieś daleko stąd? Albo jeszcze gorzej, kroczy już pośród Gwiezdnego Klanu? Popiel przyznała się, że straciła nadzieje na odnalezienie brata i przyjęła jedną z wygodniejszych opcji - że Koniczyna już dawno jest pośród ich wojowniczych przodków. Po co się tym zadręczać? Jednak przystała na propozycje matki, by towarzyszyć jej w krótkiej wyprawie do Siedliska Koni. Matka nie chciała puścić jej samej w takie miejsce i vice versa, dlatego z samego rana obie kotki wyruszyły w kierunku owego siedliska. Po dłuższym czasie względnego spokoju na Ziemiach Niczyich, w oddali zamigotało wielkie gniazdo Dwunożnych. A przynajmniej tak wyglądało oraz jakieś pagórki, podobne do Trawiastych Grzbietów. Popielica nie ukrywała swojego zestresowania. Nigdy tak daleko nie odeszła od bezpiecznych terenów. Natomiast jej matka...cóż, wyglądała jakby nie raz już tu była. W sumie? Kremowo-szara by się nawet nie zdziwiła, gdyby tak było. Widząc sygnał od matki, niechętnie się rozdzieliła i ruszyła na poszukiwania Koniczyny. Nie przyjemny i obcy zapach wżerał się w jej nozdrza, jednak ruszyła w stronę wzniesień.
Może tam cokolwiek znajdzie?
Mistrz: Rozmazane plamy to jedyny trop Płeć: Kocur Matka: Przepraszam mamusiu... [Trzcinowa Sadzawka] Ojciec: Ten nieobecny [Miękki Obłok] Partner: Hmmmm
Od czasu, gdy dołączył do dwunożnych, nieźle przytył. Biega teraz bardziej jak bułka. Krótkie futerko nadal pozostało bure, z czarnym tygrysim pręgowaniem. Mięśnie przykrył tłuszcz, lecz kocur nadal swoje potrafi. Złote oczy, patrzą na świat z większą pewnością, można by to nazwać nawet przekonaniem, że co swoje, to najlepsze. Uszy wciąż wypełnia mocny róż, a nos jest pudrowo różowy. O nie chodzi, on dumnie kroczy, jak żołnierz broniący swego terytorium. Bo przecież co jest jego, to jest najlepsze. Podczas chodu głowę na wysoko uniesioną, jakby chciał pokazać innym, że to on ma rację. Przez ten czas także urósł. Ze średniej wielkości kociaka stał się wysokim kocurem, co tylko dodaje mu efektu wyższości.
Najlepsze, bo moje! ||Kp||
Ulewna Łapa [ded] | Kasztan [Z]
Patrzył się w dal, próbując skojarzyć nieco faktów. Przed porwaniem należał do... Klanu Mroku? Klanu Cienia? Coś takiego. Nazywał się chyba Falująca Łapa, a jego matką była Trzcinowa Sadzawka. Wszystkie wspomnienia z dawnego życia były jak przez mgłę. Gdy się wysilał, widział plamki koloru futer rodzeństwa, ale nie widział ich wyraźnie. Sam zaczął się zastanawiać, jak mógł się aż tak rozleniwić, by nie pamiętać własnego rodzeństwa?
Z zamyśleń wyrwał go kształt zbliżający się do miejsca, w którym przebywał. Położył płasko uszy, lecz nic nie mógł już zrobić. Z jego obecną formą leśny kot mógłby go z łatwością przegonić. Jedyne co mógł zrobić, to liczyć, że nie przypłaci za to spotkanie życiem.