Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Całkiem pokaźna powierzchnia rzecznych terenów porośnięta jest różnorakimi zaroślami, mniej lub bardziej kolczastymi i tworzące dość rzadką formację. Okolica ta często staje się miejscem łowów, ponieważ wśród krzewów swoje gniazda uwiło wiele ptaków, które często poszukują pożywienia pod osłoną liści, stanowiąc łatwy łup dla zdolnego łowcy. Szczególnie łatwo jest napotkać tu bażanty. Podczas Pory Nowych Liści nietrudno jest o usłyszenie piania któregoś z tych ptaków, które dodatkowo przeplatane jest śpiewem wielu innych ptaków. Kiedy nadchodzi Pora Nagich Drzew, Ptasie Krzewy stanowią osłonę od śniegu, dzięki małej ilości którego łatwiej jest tu napotkać ofiarę, która również postanowiła go uniknąć.
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Ciepłe popołudnie. Błękitne niebo poprzecinane było chmurami. Powietrze było ciężkie i gorące. Zasadniczo nie była to najlepsza pola na polowanie. Tym bardziej że okolica wręcz wróżyła kolejną burzę, te były bardzo częste w tym okresie. Jednak mimo tego, srebrna kocica siedziała zaczajona za jednym z krzewów, mając nadzieję na dostrzeżenie jakiejś dodatkowej zwierzyny. Nie była zdesperowana i w sumie to nie sądziła by cokolwiek znalazła o tej porze. Można powiedzieć że zdążyła dzisiaj wyrobić swoją "normę". Jednak nadal miała nadzieję na coś ciekawego, co mogłaby przynieść dodatkowo na stos lub jakiemuś kociakowi. Albo może specjalnego smakołyka dla siebie lub dla...hm...
Upał był dość przytłaczający, jej ogon trząsł się lekko, co było znakiem że traciła skupienie. Jednak jej oczy, ani uszy nie wychwyciły nic przez dłuższy czas w pobliżu ziemi. Zostało jej tylko liczyć że któryś z mniejszych ptaków będzie akurat przelatywał gdzieś bliżej, by mogła go schwytać. Jednak te raczej nie zamierzały stać się dzisiaj posiłkiem, nie zbliżając się zbytnio do wojowniczki. Prawdopodobnie już została wykryta.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
To prawda, że było ciepło, a przez to również bez wątpienia dość sennie, ale Toni wcale nie przeszkadzała ta pogoda, było mu nawet przyjemnie. W pewnym sensie mógł nieco unosić się nad ziemią, jakby lewitować, jakby wędrować w obłokach, a nie trzeba było go znać jakoś doskonale dobrze by wiedzieć, że wiecznie bujał w obłokach. Tak więc ta nieznośna lekkość bytu towarzysząca pierwszym dniom Pory Zielonych Liści była dla niego właściwie stanem idealnym. Oczywiście nieco się gotował pod pokrywą swego gęstego, cudownego futra, ale nie zamierzał się tym jakoś szczególnie mocno przejmować, w razie problemów mógł przecież zanurzyć się zawsze w wodzie - teraz przynajmniej był już niemalże pewien, że nie ma w niej żadnych bobrów. Tak czy siak - podobało mu się. Było pięknie. Zachwycająco. Kocur aż chodził z przymkniętymi oczami i rozchylonym nieco pyszczkiem, by złapać wszystkie wspaniałe zapachy, jakie go otaczały. Do tego wszystkiego było tutaj tak spokojnie, że aż nie chciało mu się myśleć o obowiązkach, jakie przyniesie mu kolejny dzień. To też nie tak, że tego nie lubił. Podobało mu się prowadzenie nauk, było to całkiem zabawne doświadczenie, a poza tym, jak do niego w końcu dotarło, poznawał kolejne pokolenia Rzeki, co bardzo go cieszyło. Może wśród nich znajdzie sobie przyjaciół? Kto wie? Toń wierzył w takie możliwości!
Dookoła cykały chyba świerszcze, gdzieś dalej słyszał śpiew ptaków, ale jakoś nie zwracał na nie uwagi. Po rozmowie z Wysoką, która wciąż nabierała sił, udał się na polowanie i zaniósł na stos zwierzyny całkiem pokaźnych rozmiarów szczura i wróbla, które złapał w okolicach Bobrzej Tamy. Miał więc teraz czas na spokojne zwiedzanie okolicy, na zapoznawanie się z tym, co go otacza. Gdy dotarł do Ptasich Krzewów wsunął się pod jeden z nich i z zaciekawieniem przysłuchiwał się pokrzykiwaniom ptaków, które zorientowały się w jego obecności i podniosły larum. Zaraz potem wyczuł zapach Perły, więc ruszył w jej stronę z zaciekawieniem, skłonny pomóc jej w ewentualnych łowach, ale z przyjemnością odnotował, że kocica odpoczywa, więc po prostu się do niej dołączył.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Ciężko było to do końca nazwać odpoczynkiem. Raczej poddaniem się. Żaden ptak nie chciał nawinąć się pod jej pazury i posłużyć za przekąskę dla kociaków, czy coś tam. Machnęła nerwowo ogonem, zdając sobie sprawę że to raczej tyle z polowania, na tą chwilę.
Perła nie należała nigdy do szczególnie kontaktowych kotów. Oczywiście nie było nigdy problemu z spokojną i krótką pogawędką. Jednak ciężko było jej dodać kogoś nowego, do grona jej najbliższych. Ale to w sumie normalne, nie z każdym z kilkudziesięciu kotów, musisz być psiapsiółką. Zazwyczaj jak ktoś już dostawał się do kręgu, to znaczy że musieli być w jakiś sposób ze sobą związani. Więzy krwi, przyjaźń zawiązana wcześnie, czy też relacja mistrz-terminator. Było kilka możliwości. W sumie Perłowa Muszla nadal czekała na okazję by się wykazać. Jednak różne przyczyny sprawiły, że nie mogła się na ten moment podjąć.
Jednak wiatr zmienił kierunek i zorientowała się czemu ptaki tak łatwo się wystraszyły. - Czemu mi płoszysz zwierzynę...? - Powiedziała z udawanym pomrukiem focha. Wyczuła bardzo znajomy jej zapach kocura. Ale w sumie była zadowolona że tu był. Dawał jej komfort, poczucie że mogła być po prostu sobą. Że nie musiała odgrywać roli i trzymać język za zębami. W sumie ciężko o kota, któremu bardziej by ufała na ten moment. Może Gilowe Gardło był gdzieś na równi? Jeżynie w żadnym razie nie powierzyłaby swoich przemyśleń. Kochała ją jako siostrę, jednak wątpiła by kiedykolwiek udało jej się spełnić oczekiwania. Dzwonek była bardziej empatyczna, jednak mało rozmawiały od dłuższego czasu i miała wrażenie że oddalają się od siebie, odkąd biała została matką.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, przysunęła się bliżej do kocura, opierając się i położyła głowę na jego boku. Znalazła nową poduszkę.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Nie wiedziałem, że polujesz leżąc - zauważył, kiedy już się do niej zbliżył na tyle, by móc spokojnie udzielić jej odpowiedzi, a jego oczy błysnęły nieznacznie. Ułożył się wygodnie u jej boku zamierzając nieco odpocząć przed resztą tego dnia, chociaż nie miał w ogóle pojęcia, czym mógłby się jeszcze zająć. Ogarnęło go coś na kształt słodkiego lenistwa, w chwili, której najmniej się spodziewał. Czuł, że potrzebuje chwili dla siebie, tylko po to, by popatrzeć gdzieś w przestrzeń, by nie zastanawiać się nad tym, co go otaczało. Na całe szczęście w ostatnich dniach nie wydarzyło się nic tragicznego, a przynajmniej on jeszcze o tym nie słyszał i całkiem swobodnie starał się nieco unosić nad ziemią. Gdzieś podskórnie wyczuwał, że pewnego dnia, może za wschód słońca, a może za dziesięć, znowu coś się wydarzy, w końcu nic nie mogło być aż takie proste, ale ponieważ wolał płynąć z prądem, w ogóle się na tym nie skupiał.
- Mam wrażenie, że unosimy się na chmurach - mruknął zerkając na Perłę, która postanowiła sobie zrobić z niego coś na kształt legowiska, ale wcale nie zaprotestował, bo w gruncie rzeczy jakoś szczególnie mu to nawet nie przeszkadzało. Lubił jej obecność, a ponieważ nie czuł czegoś takiego jak dyskomfort, nie miał nic przeciwko temu, by wkraczała w jego przestrzeń osobistą. Inne pytanie, czy Toń taką w ogóle posiadał. Zamknął oczy wciągając głęboko powietrze i pozwalając, by przyjemnie połaskotało go w gardło, w nos, w płuca, czy gdzie tam jeszcze. Pełne było zapachów kojarzących mu się z Porą Zielonych Liści, ale jednocześnie nowych. Innych! Cudownych! Gotowych do tego, by je poznać. By na nie spojrzeć. By je odkryć!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Obejrzała się na niego, z jeszcze większym "oburzeniem w oczach". - Jak być nie wiedział, to najlepszy sposób polowania! - Wycedziła, jednak nie mogła poradzić na to, że nadal się uśmiechała. W końcu westchnęła, nie mogąc dłużej zachować tej luźnej maski. Jej oczy zabłyszczały ciepłem i radością. Ciężko o kogoś, kto rozumiał ją tak dobrze.
Leżała z głową opartą o tą kupę futra. - To raczej ja mogę powiedzieć. Twoje futro jest jak jeden wielki obłoczek w dotyku. - Wspomniała cicho z uśmiechem. Miała nadzieję że mu nie przeszkadza, jednak kot nie protestował. Mimo to nie nakładała pełnego ciężaru. Wojowniczka przymknęła oczy w milczeniu, rozkoszując się pogodą. Było ciężko, ale zarazem tak spokojnie. Jednak w jej środku coś nadal się tliło. Do jej głowy przychodziły czasami dziwne myśli. Czym były spowodowane...? Chyba strachem przed samotnością. Bała się zatrzymać całkowicie. Koty ruszały dalej z swoim życiem. Jednak miała wrażenie że ona stała w miejscu, od dłuższego czasu. Czas mijał. Mijał nieubłaganie. I zaczęła już od jakiegoś czasu się zastanawiać, co znaczą dla niej inne koty. Co znaczy dla niej Toń...? Ciepło? Komfort? Zrozumienie i bezpieczeństwo. Chciała spełniać swoje marzenia i chyba kiedyś była dość blisko, jednak przegapiła sytuację.
Otworzyła oczy, mrużąc je. Coś zwróciło jej uwagę. Nie zauważyła tego dotychczas, jednak tuż przy nich, wyrastał z ziemi biały kwiat o delikatnych płatkach. Wyglądało na to że to jakaś zgubiona stokrotka. Czuła niepewność, gdyż nigdy nie miała odwagi, by jako pierwsza wykonywać krok. Być może dlatego już raz przegapiła sytuację. Zaczęła się zastanawiać nad pewnymi rzeczami. Nie mieli pewności, co przyniesie kolejny dzień. Mogła czekać w nieskończoność i nigdy nie wykorzystać sytuacji. Bała się rozczarowania, ale czy to nie lepsze, niż życie w niewiedzy, nie wiadomo jak długo? Miała wrażenie że to był moment, że jeżeli teraz czegoś nie powie, nigdy się nie zdobędzie. A nie miała nikogo innego, kto mógłby zająć tę rolę. Przełknęła ślinę orientując się, że jej gardło jest całkowicie suche. Znowu położyła głowę na torsie kocura, zamykając oczy. - Toń...mogę cię o coś zapytać...? - Starała się brzmieć jak najbardziej neutralnie, nie robiąc sobie zbyt wielkich nadziei. - Czy masz na oku k-kogoś specjalnego. Kto jest dla ciebie bardzo ważny...? - Zapytała, chcąc by brzmiało to jak zwykłe pytanie, jednak lekkie wahanie w głosie pozostało. Jej głos był słaby. Nie chciała robić sobie nadziei, spodziewając się że odpowiedź może być dla niej niezadowalająca. Miała tylko nadzieję że Toń nie poczuje się przytłoczony przez to. Nie chciała na niego naciskać, mówić mu jak się czuje. To podchodziłoby wręcz pod szantaż emocjonalny. Czuła jednak że jeżeli teraz się zatrzyma, nigdy nie będzie mieć odwagi, by zapytać. Czekała na odpowiedź w milczeniu, wstrzymując oddech. Może to był czas by odkryć coś nowego...czy choćby prawdę...?
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wyszczerzył zęby w uśmiechu, a zaraz potem spojrzał z niedowierzaniem na Perłę, jakby chciał ją zapytać, czy naprawdę. Polowanie na leżąco! Kto by pomyślał, że można praktykować coś takiego. To było jak wyzwanie, a jednocześnie coś, co dla Toni byłoby na pewno dobrą zabawą, podejrzewał jednak, że coś podobnego mógł co najwyżej praktykować w stosunku do jakiś robaczków, czy czegoś podobnego, bo nie przypuszczał, żeby myszy albo ptaki były wtedy skłonne wpadać mu w łapy. Chyba że mowa o czym młodym. Albo o pisklętach, które przecież znajdowały się chyba wciąż na wyciągnięcie łapy? Zerknął kątem oka na przyjaciółkę, która tak wygodnie się na nim układała. Lubił z nią spędzać czas i nie miał nic przeciwko temu, żeby wkraczała w jego strefę komfortu, której zresztą, jak się wydawało, Toń tak naprawdę nawet nie posiadał. A nawet jeśli, to nie była ona nazbyt wielka.
- To dlatego, że prawie codziennie pływam i wygrzewam się w słońcu - powiedział na to bardzo rozbawiony, bo nie sądził, żeby był taki mięciutki. To prawda, że miał dłuższe i gęstsze futro, że pewnie nie miał takiego szorstkiego włosia jak inni, ale też nie było co specjalnie przesadzać. Poruszył lekko uchem, a później zamknął czy po prostu ciesząc się chwilą i odpoczywając od trudów dnia codziennego. Nie miał pojęcia, że Perła może mieć dla niego tak poważne pytanie, tym bardziej, że dla niego nie było tak naprawdę nikogo najważniejszego. A przynajmniej nie w takim sensie, o jakim myślała kocica, bowiem Toń daleki był od jakiś prawdziwych miłości. To prawda, uwielbiał Bławatek, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, co do niej czuje - jeśli czuł. Dlatego też, gdy z pyszczka Perły wypadło to nieco niepewne pytanie, kocur uśmiechnął sie otwierając oczy i spojrzał na nią nieco z góry.
- Oczywiście! Jest Łosoś i Maluch, jesteś ty, Bławatek i Lilia, jest też Jeżyna, no i pewnie dużo innych kotów, które są dla mnie najważniejsze - zakomunikował nie mając zupełnie pojęcia, co jego przyjaciółka ma na myśli. W kwestiach relacji damsko-męskich był ciemny jak tabaka w rogu i nie był w stanie tego zmienić. Pewnie gdyby oznajmiła mu, że go kocha zrobiłby zdziwione "o", a następnie przyznał, że on ją też, mając na myśli, że jest dla niego wspaniałym przyjacielem. Nie znał miłości romantycznej, czy czegoś podobnego i generalnie sprawiał wrażenie dziecka błądzącego we mgle w tym temacie. Może jeszcze do niej nie dorósł, a może związek traktował bardziej jak partnerstwo, może po prostu jeszcze nie trafił na kogoś, kto stałby się dla niego ważniejszy od najważniejszych na świecie kotów. Trudno to ocenić, w każdym razie nie był w stanie odpowiedzieć tak jednoznacznie na pytanie Perły, jakby ta sobie tego życzyła. Nawet nie przypuszczał, że może do tego zdążać.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
Chyba powinna być ostrożniejsza, jeżeli chodzi o używanie sarkazmu w jego obecności, bo kocur zdawał się go raczej nie rozumieć. Ale wierzyła że jest na tyle bystry, by się zorientować, co jest żartem.
Prawdziwa miłość? Tak szczerze to Perła sama nie była kotem, z którym łatwo byłoby zawiązać jakieś więzi, pełne romantyzmu i namiętności. Sama nawet nie była pewna tego co robi. Toń po prostu był jak na razie jedynym kandydatem, jakiego w ogóle brała pod uwagę. Możliwe że kierowała się swoimi obawami, jednak nie zamierzała na niego naciskać. Jeżeli odmówi, będzie się musiała z tym pogodzić. W końcu nie jest powiedziane, że nie miałaby szans gdzie indziej...Toń nie był jedynym kocurem w lesie. Jednak bała się własnej słabości. Nie szukała typowego "partnera", nie kierowała się pożądaniem. Chciała po prostu kogoś, kto zostałby przy niej...przez resztę czasu. Albo przynajmniej dawał jej komfort, że kogokolwiek ona obchodzi. - Z pewnością, jednak...nie do końca o to mi chodziło, Toń. Mam na myśli kogoś więcej niż zwykłego przyjaciela. Kto byłby jak rodzina...z kim chciałbyś spędzić życie... - Powiedziała cicho, odwracając wzrok i unikając kontaktu. Nigdy nie była nazbyt silna, ani mądra. Nie wiedziała czy Toń miałby jakikolwiek powód ku temu, by się zgodzić. Czy nie była dla niego za stara? Może on wolałby kogoś nieco młodszego? Kocur zdawał się nie być gotowy, na coś takiego. Ale skoro zaczęła, nie mogła by się wycofać.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Rozmawianie z Tonią o partnerstwie to jak rozmawianie z przedszkolakiem o tym, czy zostanie twoim chłopakiem. On nie wie o co ci chodzi, ale dla świętego spokoju się zgodzi albo co gorsza – pomyśli jeszcze, że to jakieś jedzenie albo coś innego, równie przyjemnego. Poza tym Perła nadal krążyła na opłotkach i nie była w stanie zastosować frontalnego ataku. Który, jak można było się domyślać, pewnie niewiele by zmienił, ale może przynajmniej dałby młodemu pełen obraz tego, co go dotyczy, co się za tym kryje i z czym się to właściwie wiąże. Niemniej jednak był tępakiem i pewnie dopiero za dobrych pięćdziesiąt księżyców zorientuje się, co kocica mu insynuowała albo co też próbowała osiągnąć swoimi zabiegami. On po prostu takich rzeczy nie widział i nie wiedział, a popis dał już w czasie ich poprzedniej rozmowy, kiedy ze zdziwienia wybałuszał oczy, gdy Perła uświadomiła go, że aż dwie kocice spodziewają się kociąt. Skąd i jak? Wielka tajemnica, niewiadoma i w ogóle!
- E? – rzucił bardzo elokwentnie. – No, ale przecież ci powiedziałem! Chcę z wami wszystkimi spędzić resztę życia, mieć was blisko, móc z wami rozmawiać, chodzić na polowania i odkrywać wszystkie, wszystkie tajemnice! – zakomunikował jej śmiejąc się cicho, bo miał wrażenie, że Perła nie zrozumiała za dobrze tego, co jej wcześniej powiedział. Zerknął na nią wciąż zadowolony, nie rozumiejąc właściwie zupełnie dlaczego ona się tak denerwuje. Przecież wiedziała, że ją lubi!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
W sumie mogłaby się tego właśnie spodziewać. Toń był jak ogromny kociak. Nadal niedojrzały i naiwny. I od tego momentu, zastanawiała się, czy dobrze robi. Czy był gotowy na coś takiego? Czy ona była gotowa by zapewne wziąć przyszłość całkowicie w swoje łapy. W sumie do tej pory sobie radziła, ale była odpowiedzialna głównie za siebie. Czy aby nie skrzywdzi go tym wyborem. Jednak zawracając z tego miejsca, nie czuła by mogli dalej rozmawiać tak jak niegdyś. Nie musiał być stereotypowym partnerem, w sensie romantycznym. Chciała towarzysza, który nie porzuci jej od tak. Gdyż tego bała się najbardziej. - Nie widzisz tej którą masz przed nosem. - Wspomniała cicho z lekkim uśmiechem, wywracając oczami. Poniekąd ta jego niewinność była naprawdę pocieszna. Jednak kocur był dorosły i nie sądziła by tak łatwo się zmienił. Jej to poniekąd odpowiadało. - Toń...wiesz w ogóle skąd się biorą kocięta...? Chciałbyś je mieć...kiedyś...? - Widząc że jej sugestie na nic się nie zdadzą, powiedziała to najprościej, jak umiała. Jeżeli tego Toń nie załapie, to raczej znaczyło tyle, że chyba nie powinna brnąć dalej. - J-ja bym kiedyś chciała. Ale nie mam nikogo, więc... - Jej głos stał się bardziej nieśmiały. Zwróciła ponownie swoją uwagę na kwiatek, wyrywając go przy ziemi i zgłaszając się oficjalnie do Toni. - Czy chciałbyś zostać ze mną...? - Powiedziała. Była gotowa na to, że może odmówić. Albo że nie będzie wiedział co robić. To też było możliwe. Bała się zepsuć ich relacje, ale ile czasu mogła po prostu trwać w takiej bezczynności. To było bolesne, tym bardziej że nie będzie na zawsze młoda. Nie musieli się śpieszyć, mogła dać mu czas, na ostateczną decyzję. Po prostu jeżeli naprawdę byli przyjaciółmi, nie chciała mieć przed nim sekretów.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Skoro Perła już zaczęła z całą pewnością nie mogła się wycofać, jednak trafiła kosa na kamień. Toń ni w ząb nie rozumiał o co jej chodzi, idea partnerstwa była mu równie obca co fizyka kwantowa, mentalnie zaś miał lat trzy i sięgał ledwo brodą ponad stół. Owszem, mógł dawać poczucie bezpieczeństwa, przyjaźni i ciepła, bo po prostu tym emanował niczym żarówka ledowa albo małe słońce, jednak jego umysł nie wybiegał tak daleko, by być w stanie pojąć wszystkie insynuacje, jakie przedstawiała mu starsza kocica. Kiedy ponownie się odezwała Toń przekrzywił głowę z miną świadczącą o tym, że absolutnie nie pojmuje dlaczego podobno jej nie widzi, skoro ją widzi, ale zanim zdołał zacząć o tym jakoś dogłębniej rozprawiać, Perła odezwała się ponownie.
- No… z brzucha kotki – stwierdził niemalże jak czteroksiężycowe kocię, ale na tym właśnie kończyła się cała jego wiedza w kwestii pochodzenia następnych pokoleń. Nikt nigdy nie miał czasu ani ochoty wyjaśnić mu tego jakoś, hehe, dogłębniej. Tym samym młody wojownik trwał w błogiej nieświadomości tego wszystkiego, co wydarzyć się musi, by kocięta faktycznie znalazły się w brzuchu przyszłej matki.
- Nie wiem? Zresztą i tak nie bardzo mogę je mieć, skoro jestem kocurem – dodał śmiejąc się ciepło, co jednoznacznie określało poziom jego głupoty nie tylko w relacjach damsko-męskich, ale również w kwestiach przystosowania do życia w rodzinie. Powinien teraz usiąść w rzędzie razem z Gołąbkiem, Zachodem i innymi kociętami, żeby wysłuchać bardzo, ale to bardzo ważnej lekcji, o której na pewno nie mógłby nigdy zapomnieć. – No… Ale ty jesteś kotką, to możesz mieć kocięta? I już przecież ci mówiłem, że chcę z wami zostać, z tobą też, więc nie bardzo wiem, czemu pytasz? Przyjaźnimy się! A przyjaciół się nie zostawia – dodał jeszcze popatrując na nią właściwie zezem, ciągle nie mogąc zrozumieć, co dokładnie Perle chodzi po głowie. Wydawało mu się, że kocica czuje się strasznie samotna, chociaż przy niej siedział, ale nie pojmował za nic czemu rozmawia z nim o kociętach. Skoro chciała je mieć, to zdaje się, że mogła, prawda? Ale czy byłaby szczęśliwa? Lepiej, żeby nie skończyła przypadkiem jak Chaber! To byłoby okropne!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocica w średnim wieku o krótkim jasno-szarym błyszczącym futrze. Nie należy do dużych kotów i jej postura jej dość delikatna, jednak jej brzuch zaczął się trochę zaokrąglać. Oczy są niebieskie, jednak w jednym widać drobne zamglenie, jest to wada wzroku którą ma od urodzenia.
Jedna z największych zagadek, dla własnego klanu, w ostatnich ksieżycach. Kotka niezwykle nieśmiała i raczej małomówna. Boryka się z problemami natury psychicznej. Głównie z odrazą do polowania i bardzo aspołeczną naturą. Cicha i zazwyczaj wycofana, rzadko patrzy prosto w oczy. Jest tak naprawdę bardzo wrażliwa, choć raczej ukrywa to, udając że nie liczy się z niczyim zdaniem. Uwielbia przebywać z kociakami, jednak bycie matką raczej nie będzie jej dane. Jednocześnie momentami wydaje się być szczęśliwa i nieco bezczelna, gdy nie udczuwa strachu przed rozmówcą. Jej instynkty chyba nie działają jak należy i czasem robi coś, czego robić nie powinna. Z wszystkiego wychodzi nam mieszanka, która jest niezrozumiała nawet dla niej samej.
Zorro [P], Brązowy Brzuch [KW], Jelenia Łapa [KC]
- Z brzucha! Ale zdajesz sobie sprawę że bez kocura kociaków nie będzie. Nie bez powodu koty dzielą się na kocury i kotki. - Skomentowała z mieszaniną rozbawienia, ale i zażenowania. On naprawdę był jak kociak i zaczynała się czuć, jakby robiła coś niemoralnego. Chyba jednak nie był na to gotowy.Pokręciło głową z lekkim niedowierzaniem. To jest powód, dlaczego do treningu wypadałoby dodać choćby jeden dodatkowy punkt! A właściwie to miałaby i nawet więcej propozycji, bo nikt ich od tak nie uczył, jak mają brać odpowiedzialność. Jak być dobrym wojownikiem. Masz zbiór zasad i radź sobie z tym. A o tym jak radzić sobie z własnymi problemami lub sytuacjami wychodzącymi poza szablon, to już nikt ci nie powie. Albo chociaż jakaś mała rada względem jak wychowuje się kocięta? To by się każdemu przydało! - Powiedzmy że potrzebujemy do tego kocura. W końcu każdy z nas ma mamę i tatę. Nawet jeżeli go nie zna...ale jakiś musiał być. - Dodała, chcąc wytłumaczyć mu procesy rządzące światem, bez wywoływania u niego traumy na resztę życia. Być może później nieco zrozumie. Jednak Perła nie była pewna co robić z tą sytuacją. Zadała mu propozycję, jednak wygląda na to że nie doczeka się jasnej odpowiedzi. Ale mimo tego...nie mogła czuć się zła lub szczególnie smutna. Zrozumiała że jak na razie, to chyba jednak źle trafiła. Bo miała przed sobą przerośniętego kociaka. Ale mimo wszystko...to poprawiło jej humor. Westchnęła cicho. Kwiatek spoczął u jej łap. Nie sądziła by cokolwiek mogło z tego wyniknąć. Jednak chyba dobrze byłoby przynajmniej uświadomić kocura, w pewnych sprawach. Może pewnego dnia zrozumie o co jej chodzi. - Wiesz Toń. Jesteś wspaniałym przyjacielem. Dziękuję ci za wszystko. Ale chyba będę musiała wszystko przemyśleć. - Powiedziała. Jej uczucia były niestabilne. Smutek, rozczarowanie, zażenowanie. A zarazem zachowanie kocura było rozczulające i nie potrafiła być na niego zła. Nie była to jego wina, że był tak nieświadomy. Perłowa Muszla wstała, ocierając się o kocura. O jego miękkie futro. Ale chyba lepiej było dwa razy przemyśleć to wszystko, niż zbyt szybką decyzją skrzywdzić ich oboje lub jeszcze kogoś innego. - Przepraszam, muszę iść. Chyba nadal nie ogarnęłam jeszcze do końca granic... - Powiedziała cicho, po czym w mgnieniu sekundy polizała Toń po czole i szybko oddaliła się w swoim kierunku. To nie miało tak być. Ale w zasadzie to czego ona się spodziewała...nie była nikim nadzwyczajnym, a kot którego wybrała, nadal był mentalnie przerośniętym kociakiem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Ale przecież to kotki są w ciąży? – powiedział marszcząc nos, bo za nic nie był w stanie zrozumieć tego, co się tutaj dzieje i o co właściwie chodzi, co było jednocześnie nieco zabawne, ale i, jak odkrył, nieco frustrujące. Perła mówiła o czym, o czym nie miał pojęcia, bo nikt nigdy mu tego nie wyjaśnił, a ona dziwiła się, że nie ma żadnego pojęcia na ten temat. To znaczy, rzecz jasna coś wiedział, ale był to tylko i wyłącznie czubek góry lodowej. Niemniej jednak nie podobało mu się to jakoś szczególnie mocno i podskórnie czuł, że kryje się tutaj coś więcej, jednak kocica zamiast mu cokolwiek wyjaśnić potraktowała go jak, cóż, duże dziecko. To, chociaż był świadom swej infantylności, nie było do końca przyjemne. Rewelacji na temat ojca nie skomentował, bo on go nie posiadał, a jakoś znajdował się na tym świecie. Skoro tak, to wyglądało na to, że albo Perła coś koloryzuje albo też nie mówi mu, znowu całej prawdy.
Poruszył lekko uchem na jej słowa i uśmiechnął się, zaraz potem jednak nieznacznie zmarszczył znowu nos, bo nie był w stanie zrozumieć, co ona takiego ma do przemyślenia. Uznał jednak, że najwyraźniej nie podobała jej się ta rozmowa, a może poruszył z nią jakiś temat, który ją zasmucił i musiała się teraz z tym zmierzyć, co wcale nie byłoby takie dziwne.
- Nie będę cię zatrzymywać, ale pamiętaj, że jesteśmy przyjaciółmi! I że chcę z wami wszystkimi zostać aż do końca życia – zakomunikował ciepło, ale i dość poważnie, bo wydawało mu się, że Perła potrzebuje podobnego zapewnienia. Patrzył za nią bez słowa, gdy się oddalała, a w jego głowie wyskakiwało tak wiele znaków zapytania, że powinny go przygnieść. Nie rozumiał, co się właśnie stało, o czym Perła mu mówiła, a o czym nie powiedziała i czuł, że ten dzień już nie będzie taki spokojny, jak wcześniej. Nie bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić, więc ułożył się ostatecznie wygodnie, by uciąć sobie drzemkę.
//zt
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Łaciaty kocur nie wiedział jakim cudem się znalazł w okolicy Ptasich Krzewów, nie zastanawiał się w ogóle nad miejscem, do którego trafił. Nie przejmował się ptakami, które spłoszył po drodze, nie myślał nawet, że ktoś mógłby w tej chwili polować w tej okolicy. W jego głowie wciąż odgrywała się scena z ceremonii, słowa wypowiedziane na temat Toni, choć mocno zniekształcone. Dlaczego ze wszystkich kotów akurat on musiał zostać wygnany? To prawda, odsunęli się nieco od siebie, ale bury kocur wciąż był ważny dla Małego Liścia. Ważniejszy niż większość kotów w tym klanie. Był przyjacielem. Ile jeszcze kotów przyjdzie mu stracić w ten czy inny sposób? Dlaczego nie potrafił sam do nich podejść, upewnić się, że wciąż potrafił z nimi rozmawiać? Dlaczego uciekł, kiedy Łosoś próbował go pocieszyć? Dlaczego nie spędził więcej czasu z Tonącym Słońcem? Wszystko to powodowało, że w sercu syna Śliwkowej Gałązki szalała istna burza negatywnych emocji, takich jak żal, wyrzuty sumienia, olbrzymi smutek. W tej chwili nie chciał czuć nic. Miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje. W pewnym momencie nieprzyjemne uczucie stało się tak silne, że musiał się zatrzymać. Cichy szloch wyrwał mu się z gardła. Nie dbał o to, że mógł go usłyszeć jakiś drapieżnik. W tej chwili nie miałby nic przeciwko, gdyby został zaatakowany; gdyby coś się na niego rzuciło, by ukręcić mu kark, tak jak on ukręcał kark zwierzynie podczas polowań. Łapy się pod nim ugięły, więc padł na ziemię pod jednym z krzewów. Nie przejmował się kolcami wczepiającymi się w jego poskręcaną sierść na boku. Zakrył pysk łapami, łkając cicho, drżąc na całym ciele z wysiłku i ze zmęczenia, z natłoku emocji, z którym nie potrafił sobie poradzić. Choć próbował, nie mógł przestać płakać. Nie był już w stanie przestać.
//dres ywy
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
...Kiedy ktoś zachowujący się i wyglądający jak Maluch ma ceremonii nagle ucieka z obozu, raczej.nie zapowiada to nic dobrego. Wręcz przeciwnie - przez głowę czarnego kocura zaczęły przepływać dziesiątki czarnych scenariuszy. Nie zastanawiał się długo - a właściwie w ogóle się nie zastanawiał. Jego łapy same poniosły go w kierunku przyjaciela. ..."Przyjaciel". Idea tego słowa brzmi bardzo atrakcyjnie. Drżący Płomień zawsze chciał mieć wielu przyjaciół. Stwierdzenie, która osoba jest przyjacielem a która zwykłym znajomym, okazało się jednak trudniejsze niż myślał. W przypadku Małego Liścia był pewny, że jakaś szczególna więź ich łączyła, ale wciąż odczuwał pewne trudności w określaniu go w swoich myślach "przyjacielem". Nie wiedział, czym była spowodowana dziwna awersja do tego słowa, nie zamierzał się z resztą zagłebiać w ten temat teraz. Martwiłby się o Małego nawet nazywając go ziemniakiem, więc to pewnie nie ma większego znaczenia. A jednak... było to odrobinę dziwne. ...Był nieco powolniejszy od czekoladowego kocura i ruszył za nim z maleńkim, ale jednak opóźnieniem, więc po jakimś czasie stracił Małego Liścia z oczu. Nie miał jednak żadnych problemów z podążaniem za jego świeżym zapachem, który po jakimś czasie doprowadził go do Ptasich Krzewów. Nie był w nastroju do podziwiania widoków, bo w oczy rzucił mu się jeden konkretny, brązowo-biały widok. Mały leżał pod jednym z kolczastych krzewów i wyglądał jak zwierzyna, która już pogodziła się z faktem swojej nadchodzącej śmierci i się poddała. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nierównomiernie. Początkowo Drżący Płomień pomyślał, że jego były mistrz jest ranny, szybko jednak przyszedł mu do głowy prawdziwy powód. I słusznie lub nie, odetchnął cicho z ulgą. ...- Mały... - odezwał się dość cicho, niepewnie. Jak on nienawidził takich sytuacji! Żal ściskał mu gardło, serce kazało pocieszyć przyjaciela, ale mózg nie wiedział jak. Nie miał bladego pojęcia! Mama nie uczyła go, co zrobić jeżeli twój przyjaciel przez cały czas jest smutny. Nie uczyła go co zrobić jeżeli tak miła i dobra osoba zostanie wyrzucona z klanu zupełnie bez powodu. Nie uczyła go jednak również, by biec za przyjaciółmi uciekającymi z obozu - a jednak to zrobił. W rozmowie chyba również będzie musiał posługiwać się jedynie swoimi przeczuciami. Problem leżał jednak w tym, że jego przeczucia przerażająco często okazywały się błędne - tak jak to, które teraz próbowało przekonać go do polizania Małego po grzbiecie głowy, chociaż Dreszcz dobrze wiedział, że kocur nie lubi bliskości. ...Stał więc bezradnie w Ptasich Drzewach, oddalony od Malucha nie tylko fizyczną długością lisa, ale również własną bezradnością i niepewnością, z oczami wlepionymi w brązowo białe łapy, gdyż pysk był zakryty. I czekał. Być może na reakcję Małego, być może na własne natchnienie.
/vfyjbcg możesz uznać że te dywagacje o słowu "przyjaciel" nie istnieją bo sama do końca nie wiem o co mi chodzi :S
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?