Logo Artemidy
Ptasie Krzewy - wschód
#16
Mały Liść nie spodziewał się, że ktokolwiek za nim pobiegnie. Może gdzieś w głębi duszy tego chciał, ale już od dawna wiedział, że takie rzeczy się nie zdarzają. Nie miał nikogo, kto ruszyłby za nim bez wahania, zamiast uznać, że zaraz i tak mu przejdzie, więc nie ma co za nim latać. Szczególnie, że był już wojownikiem. Powinien sobie sam radzić ze swoimi problemami. Szkopuł był taki, że zwyczajnie nie potrafił, nie wiedział jak, nie potrafił nawet poprosić o pomoc, poza tym czuł niechęć przed zrzucaniem swoich własnych zmartwień na inne koty. Był zbyt zamknięty w sobie przez zbyt długi czas, by tak po prostu nagle otworzyć się na inne koty.
Początkowo kocur ledwo zarejestrował głos Drżącego. Potrzebował paru uderzeń serca, by w pełni zdać sobie sprawę z obecności drugiego kota. Gdy to się stało, zesztywniał gwałtownie, choć wciąż dreszcze spowodowane niemym płaczem wstrząsały jego ciałem. W pierwszej chwili chciał otworzyć oczy i odsłonić pysk, by się upewnić, że faktycznie ktoś za nim przyszedł, szybko jednak zrezygnował. Teraz prócz olbrzymiego smutku i żalu pojawił się wstyd, zażenowanie samym sobą. Robił scenę. Znowu. Nie czuł się jednak na siłach, by stawić czoła tej trudnej, nieprzyjemnej sytuacji. Zamiast tego jeszcze mocniej zacisnął powieki i odwrócił pysk od byłego terminatora, wtulając go bardziej w łapy i starając się stłumić drżenie własnego ciała. Nie wiedział co robić. Czuł się zagubiony, a unikanie jakiejkolwiek konfrontacji nie pomagało. Z drugiej strony wątpił, aby odwrotna reakcja też cokolwiek dała. Dużo prościej by było, gdyby został sam. Nawet jeśli w głębi duszy tego nie chciał. Nie wiedział jednak czego chciał i czego oczekiwał. Zacisnął zęby i pociągnął nosem, skupiając się przede wszystkim na próbie doprowadzenia siebie do porządku i opanowania emocji, co ledwo przynosiło jakiekolwiek efekty.

sdfgh sorki za tego gniota, ale trzeba tu wreszcie odpisać. DD:
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
...Brązowo-biała kulka nieszczęścia na chwilę nieco się uspokoiła, dając bezradnie stojącemu obok kocurowi promyk nadziei, by po chwili skulić się w jeszcze mniejszy kłębek. Dreszcz wiedział, że Mały Liść na pewno nie zmuszał się do płaczu i robienia tych wszystkich rzeczy specjalnie, ale to, jak zakrył przed nim łebek, nieco go zabolało. Nie było potrzeby się przed nim osłaniać! Czy nie byli przecież przyjaciółmi? Przełknął ślinę nerwowo, zastanawiając się co robić. Rozejrzał się dookoła, wlepił wzrok w łapy i zaczął nimi grzebać w ziemi. Miał co prawda pewien pomysł, ale nie wiedział czy powinien go realizować. Może wcale nie są tak blisko, jak mu się wydawało? A może niezależnie od tego czy Maluch go lubi, to prostu głupi pomysł? Łzy zaczęły zbierać się w kącikach jego oczu. Zanim jednak zdążyły wypłynąć, czarno-biały kocur zacisnął zęby, po czym podszedł bliżej mentora. Położył się na ziemi obok niego, tak, że stykali się delikatnie barkami. Nie chciał naruszać strefy osobistej syna Śliwkowej Gałązki, ale chciał mu pokazać, że tu jest. Że rozumie. Że nie ma się czego wstydzić. Że można mu zaufać. A ponieważ Mały Liść miał zamknięte oczy... trzeba było mu to przekazać przez inne zmysły. Słuch nie wchodził w grę, gdyż Dreszcz zwyczajnie nie miałby bladego pojęcia, co mu powiedzieć. Takie rzeczy były bardzo trudne do ubrania w słowa.

/basically każda sesja Dresa z Małym


Sweetheart, you look a little tired
W h e n did you last eat ?
Come in and make yourself at home
Stay as long as you need
Tell me, is something wrong?

LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
// y eah. XDD i uhh bw ale chcę porobić jakieś odpisy, przepraszam za tego gniota. ;_;

Dla łaciatego kocura w tej chwili nie miało znaczenia jak blisko był z kotem, który znalazł się w pobliżu, a właściwie fakt, że go dobrze znał, tylko pogarszał sytuację. Tak samo jak wtedy, kiedy Łososiowa Łuska próbował go pocieszyć, a Mały od niego uciekł, nie potrafiąc sobie poradzić z tym, co czuł. Jak się okazało, to mogła być gorsza decyzja niż zostanie, ale było już po fakcie, i teraz bał się podejść do burego medyka, by chociaż spróbować wyjaśnić sytuację. Albo upewnić się, że kocur się na niego nie gniewał za to, że uciekł.
Mały Liść był świadomy faktu, że Dreszcz zaczął się zbliżać, aż wreszcie położył się obok niego. Zesztywniał na całym ciele na krótki moment, po czym powoli się rozluźnił, dalej pociągając cicho nosem i starając się opanować płacz. W pierwszej chwili miał ochotę instynktownie się odsunąć, ale powstrzymał ów odruch. Nie wiedział co robić, ani czy w ogóle miał prawo zaakceptować tego typu gest, był jednak zbyt zmęczony, by w tej chwili rozważać, czy czarny kocur nie podszedł do niego z litości. Bo taką czuł konieczność. Pozwolił ich barkom się stykać, jednak nie zbliżył się bardziej - z drugiej strony też się nie odsunął. Drżenie na jego ciele powoli ustawało, a pociągnięcia nosem stały się rzadsze, kiedy z całych sił próbował się uspokoić, tym bardziej, że zaraz obok znajdował się Drżący Płomień.
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
...Podświadomie zaczął wstrzymywać oddech, kiedy kładł się powoli obok swojego byłego mistrza. Zorientował się o tym dopiero, kiedy drżenia targające ciałem Małego zaczynały powoli słabnąć, wycofywać się jak deszcz dobiegający końca. Wtedy wziął oddech możliwie jak najciszej. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić, co takiego pomyślałby Maluch, gdyby teraz nagle westchnął jak dusząca się ryba. Że jego terminator tonie w powietrzu? Albo czy w ogóle zwróciłby na to uwagę? Sam pewnie byłby zdziwiony i obejrzałby się, chcąc sprawdzić co się dzieje. Uniknął jednak wydawania tego dźwięku, więc dalsze na ten temat rozważania nie miały sensu.
...Cieszył się, że Mały się nie odsunął. Albo, że nie zaczął bardziej się trząść. W tej sytuacji czuł się... może nie dobrze, gdyż był świadomy w jakim stanie znajdował się teraz jego przyjaciel i że czuł się nie najlepiej, ale zdecydowanie na swoim miejscu. Miał nadzieję, że jego obecność pomaga Małemu. I chyba tak było? Chyba gdyby czuł się z tym źle, to by się nie uspokajał. W każdym razie nie zamierzał zmieniać tej sytuacji. Wydawało mu się, że jest na tyle blisko, by udzielać czekoladowemu kocurowi wsparcia, ale na tyle daleko by nie być nachalnym. Leżał więc dalej i nie odzywał się a jego klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała w rytm oddychania.

/yy jak chcesz to możesz uznać że sobie tak leżeli i później przestali i dać 2 zt bo tbh nie wiem co oni dalej będą tam robić XDD


Sweetheart, you look a little tired
W h e n did you last eat ?
Come in and make yourself at home
Stay as long as you need
Tell me, is something wrong?

LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Ciężko powiedzieć, czy obecność Drżącego Płomienia pomagała Małemu. Na pewno wywarła na nim pewną presję, przez którą z jeszcze większą siłą zmusił się do opanowania płaczu. Im bliżej był celu, tym większy wstyd go przygniatał przez scenę, którą musiał spowodować przed kotami, które akurat na niego patrzyły. Śliwka pewnie też się o niego martwiła, kiedy tak wybiegł bez słowa. Nie wiedział jednak jak mógł sobie poradzić z tym, co w nim siedziało, a kłótnia dotycząca Tonącego Słońca tylko otworzyła jeszcze bardziej już i tak jątrzącą się ranę w jego sercu.
Kocur wziął drżący oddech, jakby próbował coś powiedzieć, ale za pierwszym razem poległ, tak samo za drugim i za trzecim. Dopiero przy czwartej próbie udało mu się wydobyć z siebie cichy głos.
- N... nie rozumiem - wybełkotał niewyraźnie, wciąż łapami przykrywając pysk i mając głowę odwróconą od czarnego wojownika. - Dla- dlaczego g- go... wygnali. - Miał nadzieję, że nie musiał doprecyzowywać o kogo chodziło.
Początkowo nie miał zamiaru nic mówić i chciał przeprosić oraz uciec po raz kolejny, albo chociaż wycofać się w takim kierunku, by Dreszcz za nim nie podążył, jednak na ostatnią chwilę zrezygnował ze swojego planu. Czuł rozrywający go smutek oraz pustkę, ale także bezsilną złość, której nie potrafił ukierunkować. Kto był winny? Czy decyzja Świetlikowej Gwiazdy była właściwa? Mały Liść nie miał żadnych przykrych sytuacji związanych z przywódcą, który chyba nawet na swój sposób próbował nawiązać z nim jakiś kontakt, choć nie starał się też robić niczego na siłę. Dlaczego więc tak się stało? Nie wiedział sam co powinien o tym myśleć, i to było najgorsze w tej sytuacji. Czuł wyrzuty sumienia, że gdzieś w głębi wciąż próbował obwiniać Świetlika, nawet nie wiedząc czy słusznie, w końcu ten starał się być dla niego miły. Nie było żadnych dobrych rozwiązań tej sytuacji; zero odpowiedzi, które ulżyłyby w jego wewnętrznym cierpieniu. Miał już dość. Chciał po prostu przestać istnieć, choć zarazem ta perspektywa go przerażała - przynajmniej nie musiałby odczuwać tego wszystkiego, co się w nim działo.
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
...Wywierał... presję? Nie brzmiało to zbyt dobrze. Dreszcz był przekonany - a może nie przekonany, bo to za mocne słowo, ale miał nadzieję, że jest dla biało-czekoladowego kocura raczej czymś w rodzaju wsparcia. Na pewno nie miał zamiaru wywierać żadnej presji, chciał tylko, by Mały poczuł się lepiej... i przez to on sam poczułby się lepiej.
...Słuchał chwiejnych oddechów Małego i z każdym z nich miał wrażenie, że jego własne serce na chwilę się zatrzymuje. Wolałby, żeby jeszcze się nie odzywał. Wolałby, żeby najpierw się już uspokoił, zaczął normalnie oddychać, zamiast czynić coś, co w oczach Drżącego było rozdrapywaniem zbyt świeżych ran, takich, na których nawet jeszcze nie ma strupka. W jego przypadku zawsze kończyło się jedynie większą histerią. Tylko, że on zawsze użalał się nad sobą w samotności, roztrząsając bolesne kwestie jedynie w myślach. Może więc wypowiedzenie ich na głos pomaga, chociaż odrobinę?
...N-n-nie mam pojęcia - wyjąkał, wciąż odwrócony do kocura plecami. W ten sposób było chyba nawet lepiej. Nie musieli zastanawiać się, gdzie podziać wzrok a to już jeden powód do stresu mniej. Chociaż wciąż pozostawał ten jeden, najważniejszy. Świetlikowa Gwiazda miał co prawda prawo do wygnania Toni... ale czy powód? Czy zwykła, kocia przyzwoitość nie powinna go powstrzymać od pochopnych decyzji? Podobno mu nie ufał, ale czy to znaczy, że bezgranicznie ufał reszcie klanu? Bławatek, jemu, Małemu? Osobom, które kwestionują wszystkie jego wybory i kompetencje oraz osobom, dla których nawet życie codzienne bywa zbyt ciężkie? Czy oni zasługiwali zaufanie? Jeżeli tak, to dlaczego Tonące Słońce jest go niegodny? A jeżeli nie, to czy ich również wygna z klanu? Kocur nie podzielił się z towarzyszem swoimi rozmyślaniami, wiedząc, że raczej marna z nich pociecha. Odezwał się ponownie, ale zamiast ponurych wizji z jego pyszczka wydostało się coś innego.
...- M-możesz się jeszcze z nim spotykać poza terenami klanu - zaproponował, na wypadek, gdyby Mały na to nie wpadł. Patrząc na jego obecny stan, Dreszcza wcale by to nie zdziwiło. Sam zapominał o wielu zarówno banalnych i wielce ważnych sprawach nawet jeżeli czuł się dobrze.


Sweetheart, you look a little tired
W h e n did you last eat ?
Come in and make yourself at home
Stay as long as you need
Tell me, is something wrong?

LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Odpowiedź Dreszcza nie była tym, czego potrzebował, jednak na co innego mógł liczyć? Jego były terminator nie był w stanie wejść do głowy Świetlikowej Gwiazdy, by poznać powód wygnania Toni, w który Mały byłby skłonny uwierzyć. Brak zaufania? W tym klanie wiele kotów sobie nawzajem nie ufało, dlaczego więc padło na burego kocura, który miał dobre serce i zawsze chciał dla wszystkich jak najlepiej? Dlaczego padło na kota, któremu łaciaty kocur - i najprawdopodobniej nie tylko on - bez wahania powierzyłby własne życie, bo do tego stopnia Toń był godzien zaufania? Nie był w stanie zrozumieć i uwierzyć, że powód był taki, a nie inny. Może po prostu przywódcy łatwiej było się go pozbyć, bo nie urodził się w klanie, powiedział cichy głos w jego głowie, sprawiając, że Mały poczuł jeszcze większy wstyd.
Syn Śliwkowej Gałązki już wcześniej pomyślał o tym, ze mógłby się spotykać z Tonią poza terenami klanu. Problem leżał w tym, że nawet nie wiedział, gdzie go szukać. Bury był teraz samotnikiem i żył poza klanem, więc mógł być dosłownie wszędzie. Jednak wojownik nie miał już siły się z tym kłócić. Zacisnął zęby i pociągnął nosem, po czym wytarł pysk o łapy. Strumień łez wylewających się z niego zaczął słabnąć, jednak jego oddech wciąż co chwilę drżał. Wreszcie po pewnym czasie stanął chwiejnie, zawieszając wzrok na ziemi.
- Ch- chcesz się przejść - zapytał mrukliwie, tak słabym głosem, że aż zabrakło w nim pytającego tonu, jakby wojownik nie miał siły bawić się w tonację.
Nie miał w tej chwili ochoty wracać do obozu, jednak nie chciał na siłę ciągać za sobą Dreszcza, ani tym bardziej pozostawiać go w tyle bez słowa. To byłoby nie w porządku z jego strony. Nie powinien tak uciekać. Wiedział, że czarny kocur nie chciał źle, tak samo jak wcześniej Łosoś. Po prostu... izolował się do tego stopnia, że odzwyczaił się od kontaktu z innymi kotami. Zdziczał. Nie chciał zrzucać swoich zmartwień i problemów na innych. Być może powinien przestać. Nie wiedział jak, ale miał świadomość, że powinien. Chociaż spróbować. Nie sprawiać przykrości tym, którzy próbowali go jakoś pocieszyć, poprawić mu humor. Przygryzł dolną wargę, starając się znów nie zacząć płakać. Zdecydowanie potrzebował się przejść, przez pewien czas omijać obóz Klanu Rzeki. Może na pół dnia, może cały dzień. Może krócej, bo strach i niepewność nakażą mu wrócić do w miarę bezpiecznego miejsca.

jeśli dres postanowi się przejść z maluchem, to możesz dać zt x2. |D
x x
x
[Obrazek: CYV3Fze.png]
- ̗̀ ✿. ̖́-

na zakrętach s m u t k u w biegu tych wydarzeń
jak mogliśmy się tak szybko po prostu zestarzeć
każdy t y l k o gorzko sam siebie p r z e k l i n a
zestarzałem się po cichu....................................
....................................trudno to wytrzymać jest


bije nam zaklęty dzwon
w święconej wodzie......
........palce brudnych rąk
bliżej podszedł pod nasz próg
zimny od śmierci duch


niektórzy z nas życiem już zmęczeni
jak staliśmy razem.............................
..................................tak leżymy podzieleni
jedni poszli w prawo lub zostali w miejscu
drudzy całkiem w lewo inni zaś s t a n ę l i

≡ w przejściu ≡
x

✿ czasem tylko zerkamy za siebie u k r a d k i e m......................
...................i to co nas bardzo boli żyje w nas najbardziej wiem ✿
xxx
LVL 5 90 / 400
MedLVL 2 109 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
...Nie wiedział, gdzie go szukać, ale gdzieś przecież należało zacząć, nie? Jeżeli nie odszedł gdzieś w pizd... znaczy, bardzo daleko, to była spora szansa że w końcu się znajdzie. Chociaż może Dreszczowi umknął fakt, że Świetlikowi może nie spodobać się takie ciągłe wychodzenie poza tereny klanu nie wiadomo gdzie, o tym że mogło to być niebezpieczne już nawet nie wspominając. Ale wciąż opłacało się spróbować! Najwyżej jakby nie wychodziło mu przez długi czas to jego nadzieja zacznie stopniowo zanikać, aż w końcu się podda i zaprzestanie poszukiwań...
...Drżący Płomień obserwował, a raczej nasłuchiwał i wyczuwał, jak Mały Liść pociąga nosem, po czym porusza się nieznacznie. On sam natomiast stężał, przestraszony wykonywania jakichś gwałtownych ruchów czy wydawania dźwięków, jakby jego przyjaciel był ptakiem, którego nie należy spłoszyć. Gdy jednak czekoladowy kocur chwiejnie podniósł się z ziemi, odwrócił głowę w jego kierunku, wciąż nieco zmartwiony. Propozycja Małego jednak zdjęła mu część ciężaru z serca - najwyraźniej nawet, jeżeli zachował się niestosownie lub jego obecność była niepożądana, to Maluch wcale się na niego nie obraził. Bo chyba wtedy nie zapraszałby go na spacer...? A może zapraszałby z poczucia obowiązku, ale Dreszcz nie chciał się tym teraz zadręczać. Nie było sensu.
...- D-dobrze - odpowiedział na słowa Małego, nie siląc się na dochodzenie czy były szczerze lub czy było to pytanie, czy rozkaz. Zająknął się przy tym, gdyż za pierwszym razem dźwięki opuszczające jego krtań okazały się jedynie ledwo słyszalnym szeptem. Przerwał więc i powtórzył, tym razem głośniejszym tonem.
...Jako, że Dres nie miał nic przeciwko Małemu zrzucającego swoje problemy na jego, gdyż jak wiadomo radzenie sobie z cudzymi problemami jest łatwiejsze niż z własnymi, podzielenie się z nim swoimi obawami byłoby całkowicie bezpieczne, sam Dres zdawał sobie jednak sprawę, że czasem do takich rzeczy bardzo trudno przekonać swój mózg. I samego siebie, nawet jeśli jakaś mała część bardzo tego pragnie. Dreszcz pozwolił Małemu przejąć prowadzenie a sam ruszył trochę z tyłu, trochę obok, myśląc sobie że jeżeli syn Śliwki będzie chciał by się zrównali, to zwolni. Po drodze co jakiś czas go zagadywał, nie na tematy dotyczące Toni czy Świetlika, ale bardziej przyziemne, mniej przygnębiające sprawy. Ładny kwiatek. Zmiana pór roku. Najmłodsze klanowe kocięta. Takie tam rzeczy.

/zt x2


Sweetheart, you look a little tired
W h e n did you last eat ?
Come in and make yourself at home
Stay as long as you need
Tell me, is something wrong?

LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Spuszczona głowa, głośny krok. Poruszał się zupełnie jak nie on. Zawsze stawiał łapy ostrożnie, niemal bezszelestnie, jakby miało go coś zaatakować. Teraz? Wyglądał na takiego co CHCE by coś się na niego rzuciło. Rzuciło i rozszarpało na miejscu, pozostawiając tylko kości i czarne futro. Zatrzymał się przy granicy i podniósł głowę, wzrok wbił w ziemie niczyje. Kilka kroków i znajdzie się na ziemiach zamieszkanych przez samotników... Zacisnął szczękę, nie odwracając wzroku. Może jego przeznaczeniem jest tak skończyć? Jako samotny kocur, który opuścił własny klan. Skoro jego rodzeństwo się wykruszyło, jego również to czeka, może jeszcze chwila a dołączy do reszty rodziny, a może musi upłynąć jeszcze kilka księżyców zanim doczeka się spotkania z nimi. Rodzice wydawali nie przejmować się tym, że ich dzieci tak poznikały, ba, zrobili sobie nowe.
A obiecała, że nigdy go nie zostawi.
Zacisnął powieki, biorąc głęboki wdech. Kiedyś stąd odejdzie, nie będzie im już przypominał o przeszłości, o której najwyraźniej nie chcą pamiętać. Ale Mysi Krok obiecała... obiecała, że go nie zostawi...

//Winko ;3
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Ruda była na samotnym spacerze po terenie. Co patrzyła na rodzinę, to czuła coś na kształt odrzucenia od nich. Ba, oni wszyscy są pogrążeni w smutkach, bo matka wzięła nogi za pas i nawet nie pomachała na pożegnanie. Wolała trzymać się od nich na dystans, nie to, że chce się od nich oddzielić, lecz dać sobie chwile spokoju. Czereśnia popadła w apatię, a Ciężki? Nawet nie pamięta kiedy ostatni raz z nim prowadziła dłuższą rozmowę. Wino była przepełniona złością i naburmuszeniem (z czego złość nie jest zaskoczeniem). Może nie czuła przywiązania do matki i dlatego szybko o niej zapomniała? Co jeśli Klonowa Łapa wszczepiła jej w geny chęć samotności? Brońcie wszyscy święci, terminatorka prędzej oświadczy przed całym klanem, że od dziś jest kocurem, a jej partnerką jest Księżycowa Łapa, by nadać jeszcze gorszy posmak sytuacji. Z grymasem na pysku obejrzała się na lewo, prawo czy jakieś licho się nie czai i zobaczyła kocura. Gapi się na dzicz, tak blisko przekroczenia granicy, niemal gotowy odejść. Zmroziło jej krew w żyłach. Nie, nie to tylko jej się wydaje, prawda? Czarny Bez nie ma zamiaru od tak odejść, prawda? Po jej trupie. Niemal jak strzała ruszyła z miejsca by znaleźć się przed swoim mistrzem, niemalże go taranując.
- Co ty robisz. - Wymamrotała w ogóle nie myśląc, że to może być tak jak myśli. -Gdzie ty się wybierasz!? - Warknęła z nagłą złością. Najpierw matka, a teraz on? Niech się wytłumaczy tu i teraz.
[Obrazek: NMawBb3.png]
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Miał nieobecny wyraz pyszczka. Myślami uciekł daleko, gdzieś tam na Ziemie Niczyje. Wyobrażał sobie jak opuszcza klan, a jak to robi zza drzew wyskakują tak dobrze znane mu koty. Jego rodzeństwo. Witają go uśmiechem i czułym liźnięciem w czoło, niektórzy nawet odważą się do przytulenia wojownika. A ten będzie się szczerzył jak głupi. Prawy kącik ust wojownika drgnął, powodując, że na jego paskudnym pyszczku zawitał nikły, cień uśmiechu. Wielkie uszy drgnęły, słysząc szelesty, a następnie dobrze znany mu głos. Odwrócił gwałtownie głowę w stronę rudej kotki. Przełknął gulę w gardle, jak on mógł sprawić, że ona myśli, że ten zamierza stąd odejść...
- Nigdzie - na razie... w jego głosie pojawiło się wyczuwalne zawahanie. Przecież nie opuściłby Winogronowej Łapy, pierw doprowadzi jej trening do końca, a potem... Zobaczymy jak się wszystko potoczy - Ja t-t-tylko patrzę... - ponownie powrócił wzrokiem do drzew, rosnących na Ziemiach Niczyich.
- Może tam gdzieś j-j-jest moje rodzeństwo... - ci co wyparowali, pozostawiając go samego i skazując na samotne oglądanie, jak ich rodzice zakładają nowe rodziny... zapominając o swoim pierwszym miocie.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Nigdzie. Zacisnęła zęby pod wpływem gniewu. Do teraz gdzieś w tyle jej głowy wiercą się ostatnie słowa matki, drażniąc i prowokując. Nie ufa mu. Nie wierzy, że nigdzie nie idzie. Nie po tym co zrobiła Klonowa Łapa. Ona też mówiła, że zawsze przy niej będzie... I co? Czarny Bez pewnie zrobi to samo tylko że jego ma okazje powstrzymać, a matki nie.
- Klonowa Łapa. - Ledwo to imię cisnęło jej się przez gardło. - Powiedziała, że mnie kocha, a następnie zostawiła jak jakieś truchło. - Walczyła by nie poddać się narastającym emocjom. Czy Czarny Bez potraktuje ją tak samo? - A ja głupia wierzyłam, że wróci! - Łzy cisnęły jej się do oczu. Nie zostawi jej. Choćby miała przepłacić za to życiem nie pozwoli, by czarny kocur potraktował ją tak samo.
-Widzę, jak tam patrzysz. Myślisz że co, że twoje rodzeństwo jeszcze o tobie pamięta? Oni odeszli tak jak moja matka i mają w dupie nasze uczucia. Ty też chcesz taki być? - Właśnie teraz kiedy Wino poznała kogoś na kim jej zależy zostawi ją? Nic nie czuje do niej? Ani krzty jakiegokolwiek przywiązania? Porzuci tak ich przyjaźń, żeby gonić za rodzeństwem które pewnie gryzie piach albo ma szczerze wywalone na pozostawioną rodzinę?
[Obrazek: NMawBb3.png]
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
- Ja... przecież ciebie nie z-zo-zos-zostawię. Skończymy twój t-t-trening, a potem... - odchrząknął, cofając się o krok, a następnie odwracając głowę w stronę terminatorki - ...nie będziesz m-m-m-mnie potrzebować - dokończył i skulił się odrobinę. Dziwnie było mówić mu to na głos. O wiele lepiej brzmiało to w jego głowie, w jego głupiej głowie...
- Przykro mi... - mruknął pod nosem, spuszczając wzrok. Nie mógł patrzeć na zaszklone oczy Winogronowej Łapy, czuł się winny, że doprowadził ją do takiego stanu... Jesteś bezużyteczny.
- Ja... ja po prostu czuję, że... m-muszę skończyć jak oni... - przerwał. Pierwszy raz o tym mówi. Nigdy nikomu o tym nie mówił. Tłumił to w sobie, doprowadzając siebie do szaleństwa, takiego cichego i niezauważalnego, szaleństwa - ...zniknąć... - dokończył o wiele ciszej. Uciekł wzrokiem gdzieś na bok. Może gwiezdni popełnili błąd zsyłając miot Czarnego, a pozbywaniem się każdego po kolei chcieli go naprawić... A ten tylko im to utrudnia.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
- Skończymy trening!? - Podniosła głos. Nie wierzyła własnym uszom. To nie może być prawda. - Żartujesz sobie!? Chcesz... - Nie dała rady wycisnąć z siebie kolejnych słów przez ściśnięte gardło. Przykro mu? Właśnie widzi jak mu przykro. Nawet nie patrzy w jej oczy tylko gada jakby rozmawiał z kimś obok, a nie z nią. Miała ochotę mu przywalić. Za to, że ją tak bezczelnie okłamał. Zostawi tak jak jej własna matka. Wnet opanował ją lodowaty spokój chociaż były to tylko pozory bo w środku cała aż się trzęsła.
- Nie. - Z tym krótkim zaprzeczeniem podniosła się i usiadła tyłem do ziem niczyich a przodem do Czarnego tak, że ich nosy prawie się stykały. Jeśli chciał spojrzeć na tamte tereny to musiał się wychylić bo Winogrono przesłaniała mu cały widok
- Będziesz chciał iść to tylko po moim stygnącym trupie, bo ja ci nie pozwolę. Choćbym cię miała pilnować przez całe dnie. Jesteś mi potrzebny i to nie z powodu treningu. Nie zostawisz mnie jak moja matka. - Mówiła przez zaciśnięte zęby chociaż głos jej lekko drżał
[Obrazek: NMawBb3.png]
LVL 3 165 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Zacisnął ponownie żeby. Ból zaczął pulsować mu w szczęce, nawet zwisający język go rozbolał. Do czego on doprowadził... On tylko myślał, czy właśnie tak ma wyglądać jego los, że znika jak reszta jego rodzeństwa. A Gilowe Gardło i Mysi Krok pozbędę się ostatniej pomyłki, która wciąż przypomina im o ich nie planowanej wpadce. Cofnął pyszczek. za blisko... Zdecydowanie za blisko. Ciarki przeszły po jego grzbiecie, a oczy rozszerzyły się, skupił wzrok na ślepiach terminatorki i przełknął głośno ślinę. Nie odsunął się, pozostał w tej samej pozycji, mrugając co jakiś czas z myślą, że mu się tylko wydaje, że Winko usiadła tak blisko.
- Potrzebny? Do czego? - jego głos był spokojny. Widział w oczach kotki, że ta już się gotuje ze złości. Miał uczucie, że jeszcze chwila a ta się na niego rzuci. Zasłużył, niech go bije, gryzie, albo rozerwie. Są koty, które się ucieszą, a są też takie co nawet nie będą wiedziały kim on jest...
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości