Logo Artemidy
Ptasie Krzewy - wschód
Jeżeli to był sen, to nie chciał się nigdy budzić.
Czasami, kiedy nasilała się w nim irytacja i frustracja, myślał o tym, że jak tylko ją spotka, to z wyrzutem spyta ją o to, gdzie była, gdy on sięgał dna – bo jak mogła go tak zostawić? Przez większość czasu nie sądził jednak, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają – chyba że na Srebrnej Skórce. Było to obezwładniające uczucie, przykuwające go do legowiska. Jej widok, cała sytuacja... wydawało mu się to nierzeczywiste, ale kiedy tylko pochwycił ją w swoje ramiona, nie miał już żadnych wątpliwości – to była Gwiazdnica, cała i zdrowa, z powrotem w Klanie Rzeki. Przez dłuższy czas nie był w stanie nic powiedzieć. Zresztą... nawet nie byłby w stanie wyrazić słowami tego, jak bardzo za nią tęsknił, poprzestał więc na delikatnym przytaknięciu.
Uspokoił się dopiero po kilku minutach, kiedy zarówno jego, jak i siostry futerko było już całkowicie przemoczone łzami. Z delikatnym, wciąż drżącym uśmiechem pociągnął nosem i otarł pysk. Stojąca z boku Rozbita Tafla wyczuła moment i zasugerowała powrót do obozu.
— Ach, tak, to dobry pomysł, na pewno jesteś zmęczona — stwierdził, wstając z miejsca, gotowy do podróży powrotnej. Nawet na moment nie oderwał wzroku od srebrnego futerka siostry, jakoby bojąc się, że jeżeli tylko straci ją z pola widzenia, ta rozpłynie się w powietrzu.
*:・゚✧*:・゚
your voice it carries over
the hubbub and
the hum
and it paints the sky and circles high
like the beating of a drum



you will scream "i won’t forget you"
but i’ll cover my cold ears
[ it cannot be a lie if no-one hears ]
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czasami spoglądając na resztę świata zza przejrzystej bariery, gdy jeszcze uwięziona była w gnieździe starszej dwunożnej śniła o swoim powrocie. Znajome pyszczki i zapachy momentami wydawały się już odległą przeszłością, do której nie sposób już powrócić - w końcu każdy sen kończył się oczywiście wybudzeniem. Nawet te przepełnione faktyczną nadzieją na zrealizowanie, gdy uciekła, gdy zaczęła szukać drogi powrotnej. A potem z każdym kolejnym księżycem zaczynały wydawać się coraz mniej realne. Najbardziej obawiała się, że gdy jednak uda jej się wrócić do domu, to Nagietka już nie będzie.

To chyba było jej największym lękiem, gdy jeszcze kilka minut temu czekała na granicy, gdy jeszcze nie wiedziała co ją czeka... I wciąż nie do końca wiedziała jak to będzie wrócić do obozu, jak to Rozbita Tafla teraz zasugerowała. Przejechała łapą po swoim pyszczku, jakby próbując się pozbyć ostatnich łez. Pociągnęła delikatnie nosem, by następnie powiedzieć z łagodnym uśmiechem i wciąż trochę drżącym głosem — ...Tak. Wracajmy. — Bo szczerze była zmęczona i chciała już wrócić.

I gdy już zaczęli podróż powrotną do obozu, nie potrafiła się pozbyć wrażenia jak gdyby był to jeden z jej snów, a akurat ten zdecydował się zainspirować jednym z jej najwcześniejszych wspomnień - ona u boku Nagietka, idąc z nim wspólnie do wtedy jeszcze im kompletnie obcego im obozu Klanu Rzeki. Teraz jednak nie byli prowadzeni przez ojców... Ale przynajmniej ponownie mieli siebie. I jeżeli faktycznie jest to tylko sen - nie chciała się z niego budzić.

// zt <33
[Obrazek: pFQ0nWs.png]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 150 / 100
2
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
~#~

Bratek miała wrażenie, że na ostatnim odcinku powrotnym do miejsca swego urodzenia niosła ją już tylko i wyłącznie złość. Na co złość? Na wszystko. Na świat, na ludzi, na dwunogów, na własne obolałe łapy, na odległość, na Księżycowe Jezioro, na siebie samą a nawet na durne gałązki okolicznych krzewów które, w jej mniemaniu, szeleściły za głośno i powinny się uciszyć. Gawronowi który przeleciał kawałek od niej życzyła bardzo rychłej śmierci za samo oddychanie w jej pobliżu.
Powinna się cieszyć. Powinna się cieszyć, że dotarła w końcu do okolic czterech Klanów i będzie miała możliwość powrotu do swojego domu, ale to wszystko było... słodko kwaśne. Lub teraz raczej gorzkie, w jej odczuciu. Tak naprawdę po tak długim okresie czasu, ponad 30 księżycach, nawet nie pamiętała zbyt wiele ze swojego pobytu w Klanie. Pamiętała swoich rodziców, Księżycowe Jezioro oraz Skrzące Słowo. Pamiętała przywódcę, Łabędzią Gwiazdę. Pamiętała swoje rodzeństwo z miotu i odrobinę swojego starszego rodzeństwa, jak Dębowa Kora czy Nocny Szkwał. A tak poza nimi to wszystkie pyski i imiona w jej pamięci były już rozmyte i niemalże puste, nic nie znaczące. Nawet obóz Klanu Gromu poza Chruśniakiem i Błyszczącymi Głazami ledwo co migotał w jej głowie urywkowymi obrazami i zapachami.
Była zatem bardziej zmęczona, skołowana i zła, aniżeli szczęśliwa, przynajmniej w tym momencie. Bo mierziło ją wszystko, w tym to, że nawet nie wraca do Klanu z imieniem wojownika i jej rola w Klanie, mimo swojej siły i wieku, będzie równa jakimś ledwo co wypłezłym z Chruśniaka wypierskom, które mogą się przewrócić od samego dmuchnięcia na nie.
Gdy dotarła do granicy poczuła wreszcie znajomy zapach Klanu, zapach, który nosili jej rodzice. Przystanęła, opierając się barkiem o pień solidnego krzewu i pozwalając swoim opuszkom łap na trochę luzu. Ostatnie dwa dni szła niemalże non stop, co nieco zszargało jej łapy, ale nie miałą już ochoty przystawać ani odpoczywać, stwierdzając, że zrobi to w obozie. Bowiem nie nosiła w sercu ani grama wątpliwości, ze drzwi do Klanu Rzeki będą stały dla niej otworem. W końcu nie była byle kim, była córką samego Skrzącego Słowa, nie mówiąc już o tym jak jej siła i umiejętności byłyby przydatne dla Klanu Rzeki.
Zaczęła przechadzać się między dzrewami, nie będąc pewną, w którą stronę znajduje się obóz Klanu i mając nadzieję, że wpadnie na patrol lub jakiegoś polującego kota. W najlepszym wypadku - oczywiście członka jej rodziny.

//Nocny Szkwał!


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W Chruśniaku nieco się poluzowało odkąd została tam sama Siniak z dziećmi, a cała reszta się wyprowadziła. Nie sprawiło to jednak, że zrzucałem wszystkie obowiązki na kogoś innego, a wręcz przeciwnie. Spędzałem z młodymi tyle czasu ile byłem w stanie, nie zapominając oczywiście o własnych obowiązkach. A tymi niewątpliwie były patrole i polowania, co zdecydowałem się tym razem połączyć. Dzieciaki powoli przestają ciągnąć Siniak za cyca i miłym prezentem będzie dla nich coś świeżego i ciepłego do zjedzenia. I choć bardzo chciałem by było inaczej, niestety nie obyło się bez komplikacji. Przy granicy znalazła się samotniczka, w dodatku całkiem pokaźnych rozmiarów i trzeba było działać.
— Znajdujesz się przy terytorium klanu Rzeki. Odejdź stąd, a nic ci się nie stanie. — powiedziałem donośnym, pewnym siebie głosem. Nie wyglądała na taką co by chciała posłuchać więc sierść na moim karku zjeżyła się mimowolnie. Może obędzie się bez tego.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy zaczął zbliżać się do niej sporych rozmiarów kocur, zmierzyła go wyzywającym wzrokiem. Nie okazała lęku, trzymając wysoko uniesioną głowę i mocno trzymając się łąpami ziemi, na wypadek jakby nagle się na nią rzucił. Nie zamierzała dawać się tak łatwo, była gotowa walczyć, nawet, jeśli kocur był silniejszy od niej. Po kilku sekundach zmarszczyła lekko brwi.
xxx - Nocny... Szkwał? - wciąż nie mogła przeboleć tego imienia. Kto w ogóle używa słowa Szkwał. Nikt. Ot kto. Brat był jednym z niewielu kotów, których wygląd i postura majaczyły w jej pamięci jakkolwiek wyraźnie zarysowane. Jednakże po takim czasie nie było łatwo być stuprocentowo pewnym. Ryzykowała jednak, gdyż coś w kocurze przypominało ją samą. Wielkość, długość futra, masywna postawa. Zapach. Jej woń niestety tropchę się zmieniła przez długi czas poza Klanem Rzeki, nabierając woni wietrznych wzgórz, leśnego mchu i ulicznych spalin. Zapach jej rodziny dało się wyczuć jednak w dalszym ciągu, gdy wsadziło się nos w jej sierść.
xxx - Jestem córką Skrzącego Słowa - przywołałą imię swojego ojca, wielkiego i zasłużonego wojownika, który jasnym obrazem malował się w jej głowie. Kogo jak kogo, ale jego trudno było zapomnieć. - Nazywam się Bratek... Bratkowa Łapa. - przypomniała swoję imię, czując się lekko dotknięta i urażona tym, że nie została rozpoznana. Zdecydowanie urosła i nabrała wiele masy, ale futro przecież pozostało takie samo, kolor oczu również, żadnej kończyny nie straciła. Jej uszy drgnęły lekko, czekając na odpowiedź kocura, którego wzięła za swojego brata. Nie wątpiła, że gdy tylko ją rozpozna, to weźmie ją ze sobą do obozu.


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej postawa jasno wskazywała na to, że nie boi się konfrontacji. Musiałem więc przygotować się na najgorsze, mimowolnie marszcząc brew w oczekiwaniu na odpowiedź z jej strony. Zacznie pyskować? A może od razu rzuci się do ataku?
Albo całkowicie trzecia opcja, której się nie spodziewałem. Najpierw padło moje imię, na co tylko kiwnąłem głową w potwierdzającym geście, a potem, kiedy tylko padło imię przeklętego ojca, grymas pyska zmienił się w uśmiech. Od razu przytuliłem siostrę, nie biorąc nawet pod uwagę tego, że mogła tego nie chcieć.
— Jak ty wyrosłaś, Przodkowie! Jesteś większa niż moi chłopcy! — powiedziałem, dokładniej jej się przyglądając. Kiedy ostatnio ją widziałem miała może… sześć? Siedem księżyców? Była ledwie mianowaną terminatorką. Teraz stała przede mną wyrośnięta, w pełni dojrzała kocica. Wydawała się być większa od Strumyka i Kałuży, co oznaczało że miała w sobie coś z Kory.
— Co się stało? Dlaczego zniknęłaś? Zamierzasz wrócić do klanu, czy przyszłaś się tylko przywitać i powiedzieć, że żyjesz? — zapytałem, mając nadzieję że jednak wróci do domu. Maluchom przyda się ciotka, a mnie przyda się siostra. Dogadywaliśmy się za dzieciaka, więc może udałoby nam się wskrzesić tę przyjaźń i być nawet bliżej. Pod jej nieobecność wiele się zmieniło i, cóż, miałem jej całkiem sporo do opowiedzenia.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej ciało zesztywniało. gdy brat ją przytulił. Zrobiła to mimowolnie, po prostu gdy żyła samotnie odzwyczaiła się od takiego typu kontaktu z kotami. Nawet jeśli miała z kimś do czynienia to zawsze utrzymywali pewien bezpieczny dla nich dystans. Było to dla większości samotników totalnie normalne, w końcu nigdy nie wiesz, na kogo trafisz. Większość włóczęgów było nawet spoko, na swój sposób, ale znajdowali się tacy którzy próbowali cię wykorzystać albo skrzywdzić - nigdy nie miałeś pewności.
Nie chciała wyjść na nieczułą, dlatego objęła nieporadnie Noc jedną ze swoich przednich łap, by odwzajemnić uścisk, było jednak czuć, że nie jest to dla niej naturalne zachowanie i oduczyła się tego po rozstaniu z najbliższą rodziną.
xxx - Twoi chłopcy... rozumiem, że mam bratanków - wymruczała. Naturalnie miała raczej niski głos, więc łagodniejszy ton dziwnie się z tym komponował. - Nie mogę się doczekać by ich poznać. Szkoda, że nie miałam okazji być mistrzynią któregoś z nich - System rang w Klanie pozostał w jej pamięci bardzo jasny i klarowny, jako jedna z niewielu rzeczy. Może dlatego że przykładała do niego sporą wagę, pragnąć ukończyć trening i zostać wojownikiem, a kiedyś może nawet kimś więcej. Szkoda, że jej trening z bratem niemalże się nie zaczął.
xxx - Szukałam matki - odpowiedziała bezpośrednio, robiąc krok w tył, by móc spoglądać kocurowi prosto w oczy - Niestety w okolicy Grzmiącej Ścieżki złapali mnie dwunodzy. Oczywiście, im uciekłam - wysunęła nieco podbródek do przodu - ale zanim mi się to udało przetransportowali mnie w swoim potworze daleko stąd. Podróżowaliśmy niemalże cały dzień bez przerwy. Gdy uciekłam, byłam tak daleko stąd, że koty, które tam spotkałam, nigdy nie słyszały o Klanach. Cudem udało mi się wrócić, mam wrażenie, że większość czasu kręciłam się w kółko bez żadnych poszlak w którą stronę mam iść - wypuściła z siebie westchnięcie zmęczenia i poirytowania. Jej puchaty ogon powoli machnął z jednej strony na drugą.
xxx - Chcę wrócić. Cały czas szukałam drogi do domu, chyba byłabym zła, jakbym miała teraz nie dotrzeć do Klanu Rzeki - połowicznie zażartowała, ale widać było, że jest to trochę wymuszone, gdy kocica przestąpiła z łapy na łapę. Zmęczenie powoli dawało jej się we znaki, trochę odbierając jej zdolność skupienia się na rozmowie.


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zesztywniała, kiedy ją przytuliłem, ale po chwili odwzajemniła gest, więc chyba nie było to tak niechciane, jak mogłoby się na początku wydawać. To dobrze. Kto wie jak dużo czasu minęło odkąd miała kontakt z kotem, który nie chciał zrobić jej krzywdy. Nie chciałem jednak o tym myśleć i niepotrzebnie się denerwować. Najważniejsze że była cała i zdrowa.
- Oh, ja już zdążyłem zostać dziadkiem, ale to skomplikowane. Opowiem ci kiedy indziej. - bo nie było sensu opowiadać o tym... przypadku przy pierwszym od długich, długich księżyców spotkaniu. - Jeśli się postaramy, dalej będziesz mieć szansę. Pierwsza czwórka już jest dorosła, trzydziestka na karku, ale Siniak niedawno powiła kolejną czwórkę. Niedługo kończą trzy księżyce. Więcej nie planujemy, ci starsi zaraz zaczną zakładać swoje rodziny. - przynajmniej jeden. Mżawka... była dzika, była wolnym duchem i raczej nie w głowie jej związki. Kałuża również nie wydaje się tym szczególnie zainteresowany, ale Strumyk się zakochał, ma już partnerkę od jakiegoś czasu i kto wie, kiedy zdecydują się na założenie rodziny, o ile nie wyjdzie to przypadkiem, tak jak w tej rodzinie ma to często miejsce.
Położyłem uszy, słysząc co się stało. Dla nich matka może była nieco bardziej... dostępna, niż dla nas. Może byli z nią bliżej, stąd taka głupia decyzja, podyktowana troską i, w głównej mierze, młodzieńczą głupotą. Matka się jednak nie znalazła, a Bratek przypłaciła to wszystko ogromnym stresem i długimi księżycami rozłąki. Eh.
- Tak mi przykro... Cieszę się, że nic ci nie jest, młoda, naprawdę, ale nie rób już takich rzeczy, dobra? Ojciec zmarł jakoś niedługo po twoim zniknięciu, wszyscy pouciekali, zostałem w klanie sam. Bryza wrócił na moment, ale równie szybko się zmył. Kora nie żyje, Zmierzch nie żyje. Jak już wróciłaś, to nie strać się znowu. - ojciec był już całkiem stary, więc prawdopodobnie do tego momentu i tak zdążyłby już umrzeć ze starości, ale nie sądzę, żeby Bratek zdawała sobie z tego sprawę, czy w ogóle o tym myślała. Uznałem jednak, że lepiej będzie jej powiedzieć o tym od razu, niż gdyby miała zorientować się w obozie. Nie wiem, jaką ci młodsi mieli relację z ojcem, może ona go lubiła, może byli blisko.
- Dobrze to słyszeć. W takim razie chodźmy. Zgłoszę Łabędziowi że wróciłaś, poprosimy Senny Świt, żeby cię obejrzał i zaczniemy trening jutro w porze górowania słońca, dobra? Wyznaczę wszystkie patrole z samego rana, to będziemy mieć cały dzień na trenowanie. - uśmiechnąłem się do niej i wskazałem głową, żeby ruszyła za mną. Dobrze, że wróciła. Naprawdę.

zt i guess??
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxx - Widzę, że nie próżnowałeś - zaśmiała się, starając trochę rozluźnić. Do tej pory była strasznie spięta i nieustannie czujna, stojąc na sztywnych łapach. Ale gdy kocur faktycznie był jej bratem i przywitał ją w sposób serdeczny, zaczęła czuć jak napięcie trochę z niej opada. Jeśli będzie mogła się dzisiaj położyć, to, najpewniej, będzie spała jak kłoda.
Ciekawiło ja, że nie tylko ma bratanków, ale nawet jej bratankowie mieli już kocięta. Zapragnęła poznać kolejnych członków swojej rodziny, porównać z rodzicami, sobą, Nocą. Ona i Noc wyglądali na ulepionych z podobnej gliny, ale czy kocięta zastępcy przejęły po nim cechy prawdziwego wojownika?
xxx - Zatem... niewiele nas zostało - chciała skomentować coś bardziej, więcej, ale słowa nie przechodziły jej przez gardło, zatrzymane mieszaniną różnych emocji. Od żałoby, przez rozczarowanie, po złość. Jak oni wszyscy mogli okazać się tak słabi? Jak Skrzące Słowo mógł okazać się tak słaby? Dębowa Kora? Zacisnęła swoje silne szczęki. Ona przewędrowała pół globu, lasy, wyżyny, rzeki, osiedla dwunogów, walczyła z samotnikami, uciekała przed psami, przemykała pod kołami potworów a oni padali jak muchy otoczeni całym Klanem. Cóż za rozczarowanie. Spodziewała się... więcej. Przynajmniej Noc się trzymał tak, jak powinien. Tak, że mogła przyznać, że jest jej bratem.
Jednak... jednak pod tymi negatywnymi, ognistymi uczuciami było też trochę smutku. Żalu. Że już ich wiecej nie zobaczy. Że spędziła swoje życie bez nich. Nie mogła ich nawet pożegnać. Byli w końcu rodziną.
xxx - Nie zamierzam. Jest tyle rzeczy, które chciałam zrobić w Klanie Rzeki. Nie odpuszczę sobie tego tak łatwo - zapewniła go twardym tonem, idąc o krok za nim w kierunku obozu Klanu Rzeki. Ona nie pamiętałą dokładnie, gdzie ten był, więc tym razem pozwoliła kocurowi prowadzić, dając mu tę długość lisiego ogona przewagi.

//zt


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Bratek została wojowniczką, dzieci zostały terminatorami, więc rzecznemu Zastępcy zdecydowanie przybyło wolnego czasu. Tak się złożyło, że siostra zaproponowała mu polowanie, na co z przyjemnością przystał i, cóż. Ruszyli. Cieszył się z jej powrotu i gdy tylko mógł, starał się nadrobić czas, którego nie zdołali spędzić za młodu oraz pod jej nieobecność. Nie miał okazji poczuć się nigdy starszym bratem, przynajmniej nie na długo i choć kocica była już dorosła, a rozmiarem wcale nie odbiegała od niego jakoś strasznie, był wobec niej nieco protekcjonalny. Tak, jakby była małym kocięciem. Sama Bratek niestety nic nie mogła poradzić, poza okazyjnymi dogryzkami, ale wydawała się lubić towarzystwo brata, więc nie mogło jej to aż tak przeszkadzać.
- W razie czego krzycz. - powiedział jedynie gdy dotarli na miejsce i na ugiętych łapach ruszył pod wiatr. No, trzeba było się pokazać przed siostrzyczką. Nie był w końcu pierwszym lepszym wojownikiem!
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwała głową rozbawiona.
xxx - Ty również jakby co to krzycz. Od razu przylecę ci na ratunek - wystawiła do niego język w przyjacielskim geście i majtnęła ogonem na znak, że odchodzi. Lepiej było polować w niewielkiej odległości od siebie, by być na tyle blisko by, w razie czego, sobie pomóc, anie na tyle daleko, by nie płoszyć sobie nawzajem zwierzyny swoim polowaniem.
Ustawiła się pod wiatr. Następnie zaczęła się skradać na ugiętych łapach. Węszyła uważnie wokół siebie, jednocześnie nasłuchując i się rozglądając, uważając, by na nic nie nadepnąć ani o nic nie zahaczyć, by, niepotrzebnie, nie wydać żadnego dźwięku.


Niestety, ale Nocny Szkwał niczego nie wyczuł. Powietrze wokół niego stało, nie niosąc ze sobą żadnego interesującego zapachu, a i dźwięki milczały. Musiał szukać dalej.


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pora Nagich Drzew trwała w najlepsze, toteż Nocnego Szkwału nie dziwił fakt, iż o zwierzynę nie było łatwo. Nie zniechęcał się jednak. To, że teraz niczego nie był w stanie znaleźć wcale nie oznaczało, że niczego nie było. Po prostu ruszył dalej, licząc na to, że los się doń uśmiechnie.

Bratkowe Wzgórze, można by rzec że miała więcej szczęścia od swojego brata, choć i tutaj zależało od punktu widzenia. Na pewno dużym plusem było to, że na coś natrafiła, jednak nie do końca było to to, na co liczyła. Nie była to bowiem zwierzyna tradycyjna typu zając, czy gołąb, a coś nieco większego. Był to bowiem gronostaj. Gronostaj, który nie był jeszcze świadomy obecności wojowniczki i zajmował się swoimi sprawami. Czy jednak cokolwiek by to zmieniło, gdyby ją dostrzegł? Raczej nie.

Gronostaj
S: 6 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 40 | W: 35

Bartek lvl: 4
S: 18 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80 | W: 50
przerzuty: 0/3

TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Hm. No, nie była to zwierzyna na jakąś miała Bratek nadzieję. Gdyby w dalszym ciągu żyła jako samotniczka to pewnie przeszłaby obojętnie obok gronostaja nie chcąc ryzykować ewentualnych ran i nadmiernego zmęczenia, ale gdy była w Klanie gronostaj mógł sprawiać zagrożenie dla młodych terminatorów lub kociąt i lepiej się go było stąd pozbyć.
Kocica zwolniła i powąchała wiatr, upewniając się, że w dalszym ciągu idzie pod niego. Skradała się na ugiętych łapach, uważając, by na nic nie nadepnąć ani o nich nie zahaczyć by nie wywołać niepotrzebnie żadnego dźwięku. Jej szylkretowe futro, na szczęście, dosyć dobrze zlewało się z otoczeniem. Przeniosła ciężar ciała na tylne łapy po czym, gdy była już wystarczająco blisko, skoczyła na gronostaja z zamiarem wbicia mu się kłami w kark i przygniecenia do ziemi. Dobrze by było go zagryźć bez zbędnego hałasu.


W końcu Nocnemu Szkwałowi się poszczęściło. Rozglądanie się po okolicy przyniosło swoje efekty i zastępca dostrzegł lekki ruch w wysokiej, suchej trawie kilka lisich długości od niego. Był to królik, którego bure futerko było ledwo widoczne na tle pozostałości po poprzednich sezonach. Chyba chrupał jakąś znalezioną roślinę i, na razie, nie spostrzegł kota.

Nocnik - lvl: 9 | S: 27 | Zr: 22 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 100 | W: 80


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cierpliwość popłaca, jak to mówią i oh, przodkowie, tak było właśnie w tym wypadku. Poszukiwania okazały się być owocne, albowiem rzeczny Zastępca natknął się na nie byle co, bo na królika. Oczywistym było, że tak dorodną zwierzynę chciał przytargać do obozu, więc bez zbędnych ceregieli, przystanął do pozycji łowieckiej, przeniósł ciężar ciała na tylne łapy i idąc pod wiatr, ruszył na uszaka. Patrzył również pod łapy, aby na pewno na nic nie nadepnąć i jeśli tylko udało mu się zbliżyć na bezpieczną odległość, skoczył z zamiarem zabicia gryzonia. Nieważne jednak czy się udało czy nie, poszedł polować gdzieś dalej.

zt

Atak Bratek - 50% 「 słaby」→ 「38 - 16」* 0,5 = 11
Atak gronostaja - 100% 「 udany」→ 20 - 15 = 5

Plan Bratek był dobry, nawet bardzo dobry. Niestety, czasem jednak los lubi krzyżować nasze plany i tak też było tym razem. Wiatr niespodziewanie zmienił kierunek, przez co gronostaj wyczuł zagrożenie i zdążył się ruszyć, nieco redukując potencjalne szkody. Kocica była w stanie złapać żyjątko za kark, jednak to zgrabnie się wyślizgnęło, zostawiając w pstrokatym pyszczku kawałek swojej skóry. Chcąc się odwdzięczyć, ugryzło wojowniczkę w łapę, ale zdołało wyrwać jedynie kilka włosków.

Gronostaj
S: 6 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 40 - 11 = 29/40 | W: 35 - 3 = 32/35
• rana 1. stopnia: wyrwany drobny płat skóry z karku; krwawi (-1HP do końca walki)

Bartek lvl: 4
S: 18 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80 - 5 = 75/80 | W: 50 - 3 = 47/50
przerzuty: 0/3
• rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści z łapy
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Durny gronostaj. No ale nic - Bratek i tak zamierzała skończyć to, co zaczęła. Rzuciła się na niego po raz kolejny, planując przybić go łapami uzbrojonymi w ostre pazury do ziemi i zacisnąć mu kły na szyi. Najważniejsze było unieruchomienie przeciwnika a potem zagryzienie. Gronostaj nie był dużym przeciwnikiem i powinna sobie z nim bez problemu poradzić o ile tylko jej się nie wyślizgnie skubany.


[Obrazek: ddi1iuf-ebc23db4-10c0-4e6f-bfe8-9facbfce...49PeTNyaiw]


They talk about [ ME ], I forget to l i s t e n
At least I get the recognition

Heavyweight, I pull up on you with the [ REPETITION ]
You in the pit, it's << n o t >> no exhibition
[ OH! ] they big mad, I'm the big boss
Talk a big game, take a big loss

[ Growin' up, I was the problem that they didn't S O L V E ]
[Obrazek: HrUiJJ0.png]

LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości