xxxxNagle usłyszałem kroki. Spanikowany pierwsze co zrobiłem, to zakopałem swoje zdobycze, tak, by nic się z nimi nie stało. Patrzyłem na bobra, który chyba mnie... nie widział. Ale. Był zagrożeniem. Jeżeli ja go nie odgonię, ktoś inni się na niego natknie - co, jeżeli moje siostry? Ktoś słabszy? Jeżeli usłyszałbym w następnych dniach, że ktoś zmarł od bobra przy bobrowej tamie, chyba sam umarłbym z wyrzutów sumienia. ...poza tym, już za parę dni miałem być wojownikiem. Co za wojownik, który ucieka od odpowiedzialności? xxxxRzuciłem się do niego. Otwartą łapą chciałem przejechać pazurami po gardle szkodnika. Albo umrę ja, albo on, weryfikacja umiejętności.
Bóbr zajmował się swoim życiem, nikomu nie wadził. Nie spodziewał się więc, że ktoś go zaatakuje. Ognik rzucił się na szkodnika z dobrą taktyką, ale wykonanie było gorsze. Przeczesał on tylko sierść jego gardle, a w zamian dostał szramę na czole. Bóbr podniósł się na dwie łapy i przeorał pazurami skórę na czole kocura, niedaleko od oka. Bez wątpienia zostanie po tym ślad.
Ognista Łapa lvl: 2
S: 11 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 65 - 17 = 48/65| W: 39 - 3 = 36/45
⚬ przerzuty: 0/1
• rana 2. stopnia: rozcięta skóra na czole, krwawi (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
xxxx...mój atak był niczym. Był tragiczny. Co gorsze, nim się obejrzałem - bóbr przeorał moje czoło tak bardzo, że krew zaczęła skapać mi po pysku. Zasyczałem głośno, czując, jak rana pali mnie okropnie. Co ja sobie myślałem? Co ja robię? Niewiele myśląc wziąłem garść piachu i cisnąłem w jego oczy, by zaraz potem je zaatakował - przeorać pazurami, by nie mógł nic widzieć. To da mi przewagę. Niemniej czułem, jak krew spływa mi po skroni i szyi, wzdrygnąłem się. Przecież sobie nie poradzę sam. xxxx- TATOOOO - wydarłem się w niebo głosy. Przecież umówiłem się tu z tatą, musi być gdzieś za rogiem... musi.
Ogniste Serce się nie poddawał, choć nie wyglądało to dobrze. Plan ponownie miał dobry, ale znów - nie wyszło jak powinno. Kocur jedynie drasnął bobra nad okiem, nie rozcinając nawet skóry, podczas gdy sam srogo oberwał. Bóbr ponownie stanął na dwóch łapach i zaczął machać przednimi, tym razem trafiając wojownika w lewe oko. Nie uszkodził gałki ocznej, był to jakiś plus, ale zostawił po sobie szramę, z której zaczęła cieknąć krew, utrudniając rudemu patrzenie. A taty nigdzie nie było widać.
Ogniste Serce lvl: 2
S: 11 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 48 - 15 - 3= 30/65| W: 39 - 3 = 36/45
⚬ przerzuty: 0/1
⚬ od następnej tury statystyki obniżone z powodu spadku HP
• rana 2. stopnia: rozcięta skóra na czole, krwawi (-2HP aż do końca walki)
• rana 2. stopnia: rozcięta skóra wzdłuż lewego oka(w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Wysłałem patrol w okolice Torfowego Rojstu i dostałem... misję. Udało mi się złapać Białego Jelenia i przydzielić go do patrolu, natomiast poprosił mnie, żeby poszedł w stronę zachodniej części Piaszczystej Mielizny. Umówił się z Ogniem na łowienie ryb i pewnie na niego czeka. Poprosił o dotrzymanie mu towarzystwa, a że nie byłem w tej chwili zajęty zgodziłem się. Jakieś było moje zdziwienie gdy będąc nieopodal usłyszałem krzyk. Pobiegłem, ile sił w łapach, by dostrzec mocno poranionego terminatora. Byłego, rzecz jasna. Już był wojownikiem.
- Wiej! - krzyknąłem jedynie, rzucając się na kark bobra. Chciałem złapać za niego zębami i mocno przytrzymać, przynajmniej do momentu ucieczki Ognia. Co on sobie myślał? Bobry nie atakowały samodzielnie.
xxxxTraciłem siły. Moje ciosy były niczym, za to bóbr uderzył mnie ponownie w głowę - tak, że zaświszczało mi w uszach, a sam przez chwilę straciłem kontakt z rzeczywistością. Do oczu naszły mi łzy - zginę tutaj? Za nic? Kilka dni po ceremonii po prostu zniknę, pozostawię wszystko niedokończonym, a moje ciało znajdzie się tak po prostu pod Mroźną Skałą? Z moich oczu zaczęły skapywać łzy. Gdzie był mój tata? Miał tu być, miał być tuż za mną, miałem... łowić ryby razem z nim. Gdzie był mój tata... xxxxUsłyszałem głośny krzyk i tylko on przetrzymał mnie jeszcze w rzeczywistości. Otworzyłem oczy, jednak do lewego niemalże od razu wpłynęła krew i całkowicie zabrała mi pole widzenia. Drugim zaś dostrzegłem srebrne futro i zadrżałem, widząc jak ten atakuje napastnika. Nocny Szkwał. Nocny Szkwał mnie usłyszał i przyszedł...? xxxxDrgnąłem, a następnie rzuciłem się do ucieczki. Do obozu. Potrzebowałem pomocy, on potrzebował pomocy, on nie mógł... nie może ucierpieć. Nie przeze mnie, nie, nie, nie.
atak Nocnego Szkwału: 1d10+5 = 14, 150% atak krytyczny → (32-15)*1,5= 26hp atak bobra: 1d10+2 = 4, 0% atak nieudany
Świeżo mianowany wojownik wołał o pomoc tatę, zamiast jednak Białego Jelenia na jego krzyki zjawił się Nocny Szkwał. Może i nie tego Ogień miał na myśli, ale hej - pomoc to pomoc, prawda?
A Noc spisał się doprawdy wzorowo; złapał bobra mocno za kark, przebijając mu zębami skórę i kupując byłemu terminatorowi cenny czas na ucieczkę. Kiedy w końcu zwierzęciu udało się wyrwać, rudy zdążył się już oddalić. Bóbr przeniósł więc całą swoją uwagę na swojego drugiego oprawcę. Rozzłoszczony chciał trafić zastępcę w oczy, a najchętniej od razu je wydrapać - na chęciach jednak się skończyło, bo nie musnął pazurem nawet koniuszka Nocnego wąsa.
BOBER JAKI FAJNY
S: 20 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 66-26=40 (70) | W: 44 (50)
• rana 0. stopnia: przeczesana sierść na gardle
• rana 0. stopnia: zadrapanie nad okiem
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie w kark (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Udało mi się złapać bobra, a Ogień bezpiecznie uciekł. Dobrze, najważniejsze za mną. Teraz tylko dobić szkodnika, żeby nie umarł od otrzymanych ran, tylko w miarę szybko i na tyle bezboleśnie, jak tylko się dało. Raczej nie zdołam zabić go od razu, jednak spróbowałem złapać go za gardło i szarpać. To nie było... bezbolesne, ale istniała szansa, że może chociaż straci przytomność. Był to jakiś plan.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
atak Nocnego Szkwału: 1d10+5 = 12, 150% atak krytyczny → (40-25)*1,5= 23hp atak bobra: 1d10+2 = 9, 100% atak udany → (38-29)*1= 9hp
Nocnemu Szkwału powiodło się częściowo - owszem, złapał bobra za gardło i szarpnął nim parę razy, nie przebił się jednak przez warstwę skóry i nie osiągnął zamierzonego efektu. Bóbr nie stracił przytomności, a nawet udało mu się kontratakować, i to zdecydowanie skuteczniej, niż poprzednio; uzbrojoną w pazury łapą udało mu się zadrapać policzek przeciwnika - może i nie wybitnie głęboko, jednak Nocny Szkwał mógł poczuć, jak z rany po poliku spływają mu krople krwi. Zastępca nie miał się jednak o co martwić, bo mimo tego drobnego sukcesu, po zwierzęciu widać było wyraźnie, że krwawiące rany osłabiały je z każdą chwilą coraz bardziej.
Nocny Szkwał: lvl: 8 | S: 24 | Zr: 21 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 91-9=82 (95) | W: 55-3=52 (75)
• rana 1. stopnia: zadrapanie z całej łapy na poliku, krwawi (po 1HP aż do końca walki)
BOBER JAKI FAJNY
S: 20 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 10 | HP: 40-3-23 =14 (70) | W: 44-3=41 (50)
• rana 0. stopnia: przeczesana sierść na gardle
• rana 0. stopnia: zadrapanie nad okiem
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie w kark (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
• rana 2. stopnia: rana po ugryzieniu na gardle, krwawi (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki) >od następnej tury statystyki obniżone o ½ z powodu spadku HP
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Nie udało się utłuc skurczybyka, ale było już blisko. Niestety, zdołał mnie zadrapać. Poczułem nieprzyjemnie szczypanie, a zaraz potem po policzku zaczęła płynąc krew.
Chciałem złapać szkodnika za gardło i go po prostu dobić. Wystarczy tej błazenady.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
atak Nocnego Szkwału: 1d10+5 = 13, 150% atak krytyczny → (30-17)*1,5= 20hp
No i...to by było na tyle, jeśli chodzi o życie bobra. Nocny Szkwał chwycił go za gardło, pogłębiając zrobioną już wcześniej ranę - i bóbr wyzionął ducha właśnie w pysku zastępcy. Kocur mógł ze spokojną głową wrócić do obozu i sprawdzić, jak trzyma się jego były terminator - a także zadbać o swoją własną ranę na pysku.
Nocny Szkwał: lvl: 8 | S: 24 | Zr: 21 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 82-1=81 (95) | W: 52-3=49 (75)
• rana 1. stopnia: zadrapanie z całej łapy na poliku, krwawi (po 1HP aż do końca walki)
BOBER JAKI FAJNY
S: 10 (20) | Zr: 5 (10) | Sz: 4 (8) | Zm: 5 (10) | HP: 14-2-3-20= -11 (70) | W: 41 (50)
• rana 0. stopnia: przeczesana sierść na gardle
• rana 0. stopnia: zadrapanie nad okiem
• rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie w kark (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki) • rana 2. stopnia: rana po ugryzieniu na gardle, krwawi (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki) >od następnej tury statystyki obniżone o ½ z powodu spadku HP
• rana 3. stopnia: rana po ugryzieniu na gardle, krwawi (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych po 3HP aż do końca walki) ŚMIERĆ
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Bóbr pokonany, więc nie pozostało nic innego, jak tylko go zakopać i wrócić do obozu. A właściwie to iść od razu do Lecznicy, bo choć w teorii niegroźna, ta rana potrzebowała opatrzenia. Lepiej stracić trochę czasu teraz, niż potem leżeć kilka księżyców.
zt! <3
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Po rozmowie z Nocnym Szkwałem starałam się częściej chwalić Ognia. Chwaliłam go już za najmniejsze rzeczy! Nie, żeby mi to przeszkadzało. Czerpałam przyjemność z tego, że mogłam go chwalić ale miałam wrażenie, że zaraz będę mu kibicować podczas wyjścia do śmietniska. W każdym razie wzięłam Ognia na spacer nad Grzmiącą Rzekę.
- No i poszłam odwiedzić Muchę i jej mówię, no Mucha trochę głupia jesteś, że sobie kociaki zrobiłaś, a ona do mnie, że przynajmniej ma imię wojowniczki! Normalnie się wkurzyłam. Ale potem się przeprosiłyśmy bo mi powiedziała, że no jest jej ciężko i trochę mi się głupio zrobiło. Ale to jedyny raz, gdy ją przepraszam. Chcę ją zabrać nad Grzmiącą Rzekę po odkąd się opiekuje tyloma kociakami to ona nigdzie nie wychodzi. Ja bym tak nie mogła. Wiesz, być matką. - miauknęłam, idąc obok brata. Bark w bark, nie pozwalałam na to, aby został z tyłu. Zaczęłam nas traktować na równi. Zaczęłam nawet chodzić na równi. - A co do treningu to HA! SKOŃCZYŁAM GO! Kałużowa Dolina już na pewno powiedział Nocnemu Szkwałowi, a on przekazał Łabędziej Gwieździe, więc kolejna ceremonia będzie moja. - skoczyłam zadowolona, dumnie unosząc głowę do góry. Wreszcie skończyłam i mogłam zostać wojowniczką. Wreszcie mogłam być kimś więcej, niż tylko terminatorką. Przyjdziesz, prawda? Chciałabym, abyś był obok mnie. - dodałam, zerkając uważnie na rudego kocura. - Dobra, ja opowiedziałam co u mnie to teraz ty opowiedz co u ciebie.
xxxxWidziałem zmianę w zachowaniu Wodnej Łapy. Słyszałem, jak chwaliła mnie za dosłownie wszystko, miałem wrażenie, że zaraz napicie się wody będzie już godne na pochwałę od siostry. To było miłe. Że chciała mi pomóc. Ale jednocześnie... wprawiało mnie to w dziwny dyskomfort - jakbym był jej dzieckiem, nie bratem. Nie mówiłem jednak na razie nic, może to tylko... chwilowe. A jeżeli ona miała poczucie, że tym mi pomaga, to dobrze. Chciałem, żeby czuła się dobrze, żeby nie nosiła poczucia winy na barkach. xxxx- Wiesz, Mucha ma trudny czas teraz... z tymi kociętami, chociaż już jest lepiej. Dobrze, że się przeprosiłyście! Nie chcę, żebyście się kłóciły - miauknąłem. Wiedziałem, jaka jest Woda i nawet mnie nie dziwiło, że powiedziała coś takiego, niemniej... nie powinna. Tak, jak Mucha nie powinna wypominać jej brak imienia wojownika. - Ale siostrzeńców mamy super, wiesz? Prowadziłem nawet nauki Listek - uśmiechnąłem się. Cieszyłem się, że nasza rodzina się powiększyła. W ten, czy inny sposób. - Nie chciałabyś być matką? Ale tak... tak nigdy? - zapytałem. Ja... nie, teraz o tym nie myślałem. Chociaż widząc Nocny Szkwał przy swoich kociętach parę dni temu, przy zdrowej, ślicznej partnerce... aż mi się serce ścisnęło. Ale byłem za młody by myśleć o byciu ojcem. Poza tym, z kim? Nie było przecież żadnej kandydatki. xxxx- SKOŃCZYŁAŚ TRENING? - oczy aż mi się zaświeciły, a ja sam podskoczyłem. - To świetnie, Woda! Mam nadzieję, że dostaniesz najsuperowsze imię na świecie! I terminatora, od razu! Będziesz świetną mistrzynią, wojowniczką zresztą też! - ucieszyłem się, a serce zabiło mi szybciej. Zasługiwała na to jak nikt inny, to z pewnością. Cieszyłem się, że w końcu dogadała się z Kałużową Doliną i najwyraźniej ich spotkania były bardziej niż sprawne. - Oczywiście, że będę. Nigdy bym tego nie ominął - wymruczałem. - Jest opcja... że mianowana będziesz jeszcze z moją terminatorką. Taką mam nadzieję, bo zaczęła naprawdę sprawnie łapać o co chodzi - uśmiechnąłem się. Chociaż ostatnio Drobna Łapa nie dość, że byłą chora, to jeszcze musieliśmy latać po medykach i zastępcach z jedną sprawą... ale trening nam szedł sprawnie, może i ja wybiorę się do Nocnego Szkwału, by poinformować o skończonym treningu. xxxx- Ja... no wiesz. Zwyczajnie. Nocny Szkwał mnie zaprosił ostatnio, bym poznał maluchy. Dałem ość z okonia, największą na świecie! Chyba Topoli... tak, chyba jej. Trening z Drobną Łapą mi trochę zabiera z życia, ale lubię ją, jest bardzo... miła. Chyba zostanie opiekunką. Och, no i często chodzę na Cztery Dęby, wiesz... się spotkać - zarumieniłem się. Tak wyglądało moje życie. Chodziłem na treningi, rozmawiałem z kociętami, odwiedzałem Muchę, Nocny Szkwał i Migoczącą Łapę. Nie narzekałem na rutynę, było mi... naprawdę dobrze. - Och, rozmawiałem ostatnio z Czereśnią. Widząc moje blizny stwierdził, że jestem mega silny i chce, bym został jego mistrzem - parsknąłem śmiechem. - Żal mi było mówić, że to raczej dowód głupoty, a nie siły.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
- Widziałam ich w obozie i w ogóle ale jakoś nie gadałam z nimi dłużej. Nie przekonuje mnie rozmowa o głupotach i tłumaczenie im świata. Poczekam, aż będą bardziej rozumni to wtedy z nimi pogadam. O no i pokaże jak się walczy - powiedziałam, uśmiechając się szeroko. Uważałam kociaki za wyjątkowo głupiutkie i nierozumne istoty. Nie potrafiły podyskutować, zazwyczaj pytały o bardzo oczywiste rzeczy. Wiedziałam, że tylko bym się denerwowała podczas takiej rozmowy, więc wolałam poczekać, aż faktycznie zaczną coś ogarniać. Jak zostaną terminatorami to pewnie wtedy będę mogła z nimi porobić coś więcej niż polować na kamienie. - A w życiu! Ogień, czy ty słyszałeś co się działo Muszce? Nie ma mowy, że będę wyglądała jak wielki głaz, a do tego będzie ciekło mi mleko. Nie mówiąc już o samym porodzie. Ale wiesz co jest najgorsza? Byłabym wyłączona z życia wojowniczki na strasznie chorą ilość czasu! Gadałam o tym z Muchą i stwierdziłyśmy, że lepiej jest być kocurami jeśli o to chodzi. Wiesz, wy macie przyjemność i potem w sumie nic, a my mamy przyjemność i wykluczenie z życia. Poza tym nie chciałabym umrzeć podczas porodu. To chyba najgorsza śmierć jaką mogłabym mieć. - wytłumaczyłam mu swój punkt widzenia. Nie potrzebowałam kociaków do szczęścia. Chciałam być po prostu najlepszą wojowniczką w lesie, a nie najlepszą matką dla paru dzieciaków. Musiałam korzystać z życia, bo zaraz będę stara i tyle mi z tego będzie. - Ale ty byś był dobrym ojcem. Zdecydowanie masz lepsze podejście do kociaków niż ja - stwierdziłam po chwili, uśmiechając się szeroko w jego kierunku.
Cieszyłam się, że Ogień cieszył się moim szczęściem. Naprawdę było to dla mnie czymś motywującym. Po chwili rozchyliłam nieco pysk. Cóż, byłam nieco zazdrosna o to, że Ogień już wyszkolił terminatora... ale nie chciałam, aby o tym wiedział. Chciałam aby wiedział, że go wspieram, bo mimo lekkiego ukłucia, tak właśnie było. - Czyli teraz już będziesz mógł zostać zastępcą, a potem Gwiazdą! Tylko pamiętaj o mnie potem - zaśmiałam się, chcąc rozładować własne napięcie. Nie lubiłam czuć się zazdrosna o brata. On na to zasługiwał. Tak samo jak ja. Oboje byliśmy równo a ja zaraz też kogoś wytrenuje. Łabędzia Gwiazda był jeszcze w stanie trochę ten klan poprowadzić.
- Ah, faktycznie Przepiórcza Pieśń zrobiła się... mniejsza. I słychać piski kociaków. Klan Rzeki rośnie w siłę. - czyli Kałuża już miał młodsze rodzeństwo. Nieźle. Ale i tak to on był moim ulubionym dzieckiem Nocnego Szkwału. Był już prawie szczupakiem! Zwłaszcza z jego nową blizną. Delikatnie szturchnęłam go w bark, gdy wspomniał o spotykaniu się. Oczywiście wiedziałam, że chodzi o Migoczącą Łapę... Z którą musiałam pogadać. - No bo blizny wyglądają SUPER! Ja tam się mu nie dziwię. Widziałeś przecież Nocny Szkwał. A Kałużowa Dolina? Przecież oni wyglądają cudownie z bliznami. I ty tak samo! Blizny noszą prawdziwi wojownicy. Ja sobie też muszę jakąś załatwić - stwierdziłam pewnie. Kałuża był ode mnie trochę starszy, a już miał pokaźną kolekcję blizn. Dodawały one charakteru. To samo tyczyło się Nocnego Szkwału i teraz również Ognia. - Czyli daje spotykasz się z tą Migoczącą Łapą. Ona będzie przechodzić do Klanu Rzeki? Wiesz, w sumie to ona jest terminatorką medyka, a Senny Świt nie ma ucznia.