Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Jego atak zdecydowanie nie był tak udany, jak kocur się spodziewał. Chciał zrobić jej faktyczną krzywdę, żeby się go wystraszyła, żeby nigdy więcej nie odważyła się mu stawiać... ale się nie udało. Zamiast tego poczuł szczypnięcie nad nosem i gdy tylko odsunął się od matki Cykuty, minimalnie, to zawarczał gardłowo. Kątem oka widział, jak młodsza koteczka ucieka, słyszał jak krzyczy o pomoc... Na Gwiezdnych, on przecież miał nie robić sobie więcej problemów. Nie powinien był tego robić, wiedział, pamiętał co mówiła mu Lśniąca Sadzawka... no dobra, coś tam pamiętał. Na tyle, żeby rozumieć że zrobił coś, czego robić nie powinien.
- Spadaj, idź do swojego kociaczka skoro tak ci zależy! - krzyknął do starszej kocicy, trzepiąc ogonem. - Powiesz o tym komuś, to was zabiję. - obiecał, a jego głos załamał się gdzieś w połowie. Nie wiedział, jak miałby znaleźć te dwie kotki w celu zabicia ich, ale... zrobi to, jeśli będzie musiał. Ale teraz? Teraz nie miał ochoty dalej się bić, bo zaraz zapewne przyjdzie tu patrol rybojadów. A on? On nie zrobił nic złego!
Kocur obrócił się z grymasem na pysku i zaczął biec w stronę obozu Wichru, chcąc zgubić przeciwniczkę gdzieś za sobą. Ale to przecież nie było ucieczką! Po prostu mu się już nie chciało bić. Jeszcze by potem śmierdział rybami...
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
W tym momencie te wszystkie wygibasy i puszenie się białego kocura miały wydźwięk pustej obietnicy, jak chociażby tej, kiedy Tojad mówiła swoim kociętom, że świat poza Chruśniakiem nie jest aż taki zły. Jak wtedy, gdy mówiła Cykucie, że może wyjść z kociarni, że nic złego jej się nie stanie. Teraz te wspomnienia były kwaśne, jakby pysk zalała jej fala kwasu z głębi brzucha. Wyrwany kłak nie był raną, ale tak samo raną nie było zadrapanie, którym uraczyła oponenta. Gdyby mogła, splunęłaby w bok. Albo chociaż jemu w oko.
- Cykuta! - krzyknęła za uciekającą córką, kiedy tylko usłyszała jej wrzask. - Do medyka! Już! - Miała nadzieję, że jeśli kotka sama nie znajdzie się w Królikarni, to zaprowadzi ją tam dowolny kot, który zobaczy jej ranę i płynącą z niej krew. Nie miała dosłownie innej opcji niż po prostu wierzyć, że tak się stanie, że ktoś teraz zaopiekuje się Cykutą. Tymczasem ona nie zamierzała odpuścić. Wbiła wściekły wzrok w obcego wypłosza, który wykrzykiwał jakieś bzdury. Że je zabije? Też coś.
- Masz marzenia, gówniarzu - warknęła, zanim położyła uszy po sobie i ruszyła w pogoń za rzeczonym, gotowa w każdym momencie ugryźć go w puszysty biały ogon. A jeśli to jej się nie uda, to zamierzała przynajmniej upewnić się, że smarkacz faktycznie przekroczy granicę i nie będzie więcej fikać.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Pajęcza Łapa nie uciekał, rzecz jasna, ale jednak udało mu się uciec przed rozwścieczoną Trującą Łapą, trzymając ją cały czas na odpowiedni dystans od swojego puchatego ogona.
Szalejąca Łapa: lvl: 1 | S: 2 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 26/50 | W: 46/50
Rana 2. stopnia: głębokie rany cięte po prawej stronie pyska, krwawią, w pierwszej turze 3hp, 2hp co turę do końca walki
Pajęcza Łapa: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 64/70 | W: 45-5=40/50
Rana 0. stopnia: siniak na lewym boku
Rana 0. stopnia: zadrapanie nad nosem
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie wątpił w to, że ta niby-wojowniczka będzie chciała go zatrzymać. Wyglądała na nieźle wkurzoną, co nie było niczym dziwnym. W końcu przeorał pysk jej kociaka... Nie czuł się z tym źle, ani trochę. Prawdę mówiąc to wciąż uważał, że Cykuta na to zasłużyła. Było myśleć nad tym, co się mówi. Każde działanie miało swoje konsekwencje, gdy chodziło o interakcje z Pajęczą Łapą!
Nie bał się, ale wolał już pójść. Wrócić do obozu - tutaj nic po nim. Wolał nie czekać na ewentualny rzeczny patrol. W obozie... miał co robić. Jakoś tak przypomniało mu się, że dawno nie widział Lśniącej Sadzawki.
Nieświadomy tego, że przeciwniczka w ogóle chciała złapać jego ogon, Pajęczyna obejrzał się tylko raz - pokazał jej zęby po czym pobiegł jeszcze szybciej, gdzieś na wichrowe tereny.
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Kto nie ma we łbie, ten ma w łapach, jak na przedstawionym obrazku. Młody był szybszy, co Tojad, jako mniejsza i do tego przemoczona, całkowicie rozumiała - choć nie znaczyło to, że czuła się z tym specjalnie dobrze. Jego ogon pozostawał poza jej zasięgiem przez cały czas, gdy biegli do granicy klanów. Dopiero tam, wciąż zirytowana, Tojad zaczęła wytracać prędkość, aby ostatecznie się zatrzymać właściwie kocięcy krok przed niewidzialną, umowną linią, jaka oddzielała dwa terytoria. Dysząc wściekle, patrzyła jak biała sylwetka się oddala, aż w końcu zniknęła całkiem. Powinna wracać do obozu. Powinna upewnić się, że Cykutą ktoś się zajął. Jednak sama myśl o tym, że wypłosz tak po prostu zniknie i - kto wie - może wróci za kilka dni, aby zrobić jeszcze raz to samo... Tojad wzięła trzy głębokie wdechy. Usiadła, wyprostowana i na tyle opanowana, na ile pozwalała jej sytuacja. Owinęła łapy ogonem i po prostu czekała, wbijając wzrok w horyzont.
Czekała na najbliższy patrol klanu Wichru i dopiero wtedy, gdy zamieniła z trójką kotów kilka słów, a jeden z nich, jakiś bury chudzielec o wielkich uszach, odszedł szybko w kierunku gdzie, jak Tojad się domyślała, wichrzacy mieli obóz, sama się odwróciła i ruszyła możliwie najszybciej w stronę własnego obozu. Musiała koniecznie sprawdzić, czy z Cykutą wszystko w porządku.
//zt
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Biegła przed siebie. Nie obchodziło jej kto, co, gdzie. Biegła po prostu. Było już ciemno, a Ryś dalej była cała w emocjach po ceremoni.
To nie było fair!
Dlaczego miałaby być mianowana później? Ona i jej rodzeństwo! Chcieli zwiedzić tereny, które były ładne! Bardzo ładne nawet. Czy mama się nie powinna cieszyć, że jej kociaki były zainteresowane życiem? Że były ciekawskie i w ogóle... nie rozumiała.
Ryś nie wiedziała, kiedy przebiegła przez granicę wichrowo-rzeczną. Nie wiedziała, gdzie się znajduje, bo po prostu biegła przed siebie, z oczkami zamkniętymi. Usłyszała plusk wody. Poczuła drżenie swojego ciałka, z wysiłku i emocji. Położyła się pod jakimś krzaczkiem, zwinięta w kulkę. Kogo miała szukać... tata? Nigdy go na oczy nie widziała! Znała tylko imię.
Dobrze że nie musiał nikomu się tłumaczyć, ani nikt nie potrafił czytać mu w myślach, bo co pomyślałby o nim Klan wiedząc, że potrzebował wybyć na nocny spacer i posiedzieć w samotności, nim nastanie dzień i będzie musiał przemawiać do Rzeczniaków z Mroźnej Skały? Po tylu księżycach sprawowania władzy powinien przeprowadzać ceremonie z zamkniętymi oczami, zrelaksowany i gotów stawić czoła wszystkiemu, co mogłoby się podczas nich wydarzyć. Dlaczego więc czuł się coraz mniej stabilnie, coraz mniej jak lider, coraz mniej jak kot, którym był ledwie moment temu?
Szukał ucieczki, niechby na uderzenie serca, a znalazł... kocię? Najpierw wyczuł zapach, za którym podążył, by wkrótce ujrzeć zwinięty pod krzakiem bury kłębek. Serce załomotało mu w piersi — warunki nie sprzyjały dogłębnej obserwacji, acz nie umknęło mu, że koteczka wyglądała łudząco podobnie do Roziskrzonej Nocy (nawet futerko miała równie potargane). Pachniała jak Roziskrzona Noc, bo Wichrem.
— Hej, maleńka — wymruczał łagodnie, nachylając się nad drobną postacią. — Co tutaj robisz, w dodatku po ciemku? Wiesz, że jesteś na terytorium Klanu Rzeki?
Uśmiechnął się do niej lekko. Nie miał pretensji, bynajmniej nie był nastawiony wrogo, ale właśnie... Czy w ogóle wiedziała, gdzie się znalazła? Zgubiła się, czy może... było to celowe? Tylko dlaczego w środku nocy? Gwiezdny Klanie, cud, że nic jej się nie stało po drodze.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Nie trwało długo, aż coś znalazło Rysia. Koteczka odpoczywała pod krzewem, gdy nagle usłyszała kroki. Podniosła zaalarmowana uszy. Wszystko w nocy brzmiało, jakby było przynajmniej dwa razy głośniejsze.
I dopadł ją stwór! W miękkim futerku i o łagodnym głosie, ale to nie zmieniło reakcji kotki.
— AH — wykrzyknęła, podskakując w miejscu i stawiając swoje futro. Nikt jej dzisiaj nie zje! Ale... się po chwili uspokoiła. Ten kot był miły i łagodny.
— Oh, przepraszam, przepraszam...! Ja, um... Klan Rzeki? Rzeka... Oh! Jestem tutaj, o kurde. Nie spodziewałem się, ja się tylko um... zmęczyłam. Ale, ale... Mój tata jest przywódcą twojego Klanu. Czy znasz mojego tatę...? Oh, nie, na pewno go znasz, przecież jest przywódcą. Głupi Ryś — zaczęła gadać, na końcu tylko kręcąc łbem.
Drgnął i odruchowo cofnął się na gwałtowną reakcję koteczki. Zaraz położył po sobie uszy i uśmiechnął się przepraszająco. Faktycznie, podszedł do niej niedelikatnie, mógł chociaż odezwać się z oddali albo zaszeleścić pobliską roślinnością; jakkolwiek zwrócić na siebie uwagę. Na szczęście młoda chyba nie miała mu tego za złe, oszczędziła mu śladów pazurów na nosie.
— To ja przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć — odparł pospiesznie i poczynił jeszcze jeden krok w tył. Zero złowrogich intencji, słowo.
Ale ona mówiła dalej, a Łabędź czuł, jak stopniowo robi mu się coraz goręcej, a serce nie tyle bije w przyspieszonym tempie, co szamocze się jak ptak na uwięzi. Na całą Srebrną Skórkę i każdego Gwiezdnego z osobna, Wichrzaczka nie tylko przypominała Roziskrzoną Noc, ona była jej córką. Jego córką.
— Ryś? — powtórzył głucho. Naprawdę miał przed sobą Rysia. Co ona tu robiła, u licha? Odwiedziny bardzo by go ucieszyły, gdyby nie okoliczności, które przede wszystkim wywołały w nim zatroskanie. Samiuteńka, po nocy, na obcych ziemiach... W miejscu, gdzie od niedawna kręciło się sporo psów...
Pospiesznie przycupnął przy niej i ochronnym gestem opatulił ją ogonem, na ile mógł, rzecz jasna. Była całkiem wyrośniętym kociakiem.
— Córeczko, to ja. Jestem przy tobie — wymruczał ciepło i trącił ją nosem w ucho. Poczuł, jak łzy wzruszenia zbierają mu się w kącikach oczu, ach, nie czas na nie. — Och, jesteś dokładnie taka, jak mówiła Roziskrzona Noc... Ale czemu tutaj jesteś? Teraz...? Czy mama wie? Musi się o ciebie martwić jak stąd do Ciemnego Lasu.
Na pewno nie puściłaby jej samopas, prawda? Prawda?
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
— Ryś! — powtórzyła po kocurze, uśmiechając się delikatnie do niego. Zaraz kocur gwałtownie przysiadł się obok niej, a puszysty ogon ją przykrył, jak kołderka z mchu. Kaszlnęła, czując w nosie futro kocura i pokręciła łbem.
— ...oh — miauknęła głucho, mrużąc kilka razy. Spojrzała się na przywódcę Rzeki, przez chwilę na mordce mając pusty, spokojny wyraz pyska. Jak nie Ryś. Była cicho, kiedy kocur trącił jej ucho. Po chwili trzepnęła łbem i spojrzała na przywódcę. Podniosła jedną łapkę, aby dotknąć pyszczka kocura. Zaraz się delikatnie uśmiechnęła.
— Jesteś moim tatą... jesteś podobny do Ciemności. Znaczy, Ciemność do ciebie — miauknęła spokojnie, szerzej się uśmiechając. Łapkami dotknęła jednego oka Łabędzia, aby się pozbyć łez z jego oczu. Przytuliła się zaraz do swojego taty, swój pyszczek zanurzając w jego futrze z wielkim uśmiechem.
Zaraz jednak ten wielki uśmiech zniknął, kiedy kocur zadał więcej pytań, teraz na temat jej matki. Nosek Rysia zmarszczył się delikatnie, ukazując niezadowolenie. Pokręciła na końcu łbem.
— Mama się nigdy o nas nie martwi! — odparła głośno, sama nie będąc pewna, czy to był syk czy jakiś inny głośny dźwięk z jej gardła. Milczała przez chwilę, myśląc. Myślała długo, patrząc się na swoje łapki pod futrem Łabędzia. Później się na niego spojrzała. Miała coś w głowie. Ale co, to pewnie nikt nie wiedział. I na pewno nie takich słów się mógł spodziewać kocur.
— Możesz to zrobić, prawda? Zabrać mnie do swojego Klanu. Jesteś przywódcą, możesz — zapytała.
Była wspaniała, była piękna, była cudowniejsza, niż mógłby sobie wymarzyć, a każdym kolejnym ruchem wywoływała w nim następne fale czułości ściskające za serce i rodzące dławiące gule w gardle. Chciał zachować ją w uścisku na zawsze i nigdy nie puszczać, tak, by nic złego nigdy nie mogło jej się przytrafić; żadne rozczarowanie światem pełnym skaz, żadna przykrość ze strony pobratymców, by żaden drapieżnik nawet nie spojrzał w stronę jego córki, a już na pewno nie odważył się ograbić jej z jednego z idealnych, burych kłaczków. Och, Ryś, która dotychczas żyła w jego umyśle niczym wytwór wyobraźni, senna halucynacja, teraz całkiem fizycznie istniała obok niego. Dotykała pyska, zgarnęła łzę z oka. Łabędź zamrugał szybko i uśmiechnął się. Nie chciał tu przy niej płakać i, po pierwsze, wypaść na niestabilnego szaleńca, a po drugie nie móc nawet się na nią porządnie napatrzeć.
— Mówisz? Nie mogę się doczekać, aż i jego będę mógł zobaczyć. Jesteście już terminatorami? Gwiazdy, jak ten czas leci — mamrotał w przejęciu, a czując, jak Ryś zatapia się w jego futrze, przylgnął do niej polikiem.
Jednak wspomnienie Roziskrzonej Nocy z nieznanego mu powodu wywołało nieprzychylną reakcję. Eufemistycznie powiedziawszy. Czyżby się pokłóciły? To stąd ta nocna przeprawa? To stąd to... pytanie?
Jakże chętnie zabrałby ją ze sobą. Niestety nie było to choćby w połowie tak proste, jak wydawało się koteczce.
Odchylił łeb, aby móc spojrzeć w zdeterminowane oczka.
— Coś się stało? Coś, przez co nie chcesz wrócić do domu? — spytał ostrożnie.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
— ...moje rodzeństwo, tak — wymamrotała na słowa Łabędziej Gwiazdy. Na pytanie kocura, Rysiek zaczęła się tylko trząść z frustracji i złości. Najchętniej by teraz coś ugryzła, ale tak bardzo bardzo mocno, ale... no nie swojego tatę. To nie było najlepsze pierwsze przedstawienie się.
— Ugh! Tak, stało się. Ja... No. Razem ze swoim rodzeństwem dosłownie trochę przed ceremonią...! wyszliśmy z obozu. Ze Świtem, to jest mój brat, no i z Echo, to jest siostra. Bo chcieliśmy zobaczyć tereny, blisko obozu! I pozbierać prezenty dla naszego rodzeństwa, dla mamy też! Oh, nie zebraliśmy dla ciebie... Echo w sumie też dość podobna do ciebie, ale jakby taki inny kolor... no, nie ważne! No i mama mnie znalazła, a później nasze rodzeństwo, i nawet się nie cieszyła, że jesteśmy, nie wiem, okej! I że chcemy zobaczyć świat poza tym głupim obozem, i... i. Poznawać! Ciekawi jesteśmy! I była... nie wiem. Eh, nie wiem jaka była, niemiła była! — zaczął się chaotyczny słowotok Rysia, przerywany krótkimi zdaniami gdzieniegdzie. Wzięła głęboki wdech, marszcząc brwi. Widać było, że kocię nie było zadowolone z tej kary. I że w ogóle z tej całej sytuacji. Nie rozumiała zachowania swojej mamy.
— I moje rodzeństwo miało, e, wczoraj ceremonię, no. A Echo, ja i Świt mamy czekać jeszcze dwa księżyce...! DWA. Głupie to jest. Przecież... przecież jak jest się terminatorem, to już można wychodzić samemu, nawet jak jesteś krótko po ceremonii, i nikt na to ciebie nie nakrzyczy, a to dosłownie było, no, eh...! Niedawno. Chyba. Głupie i niesprawiedliwe — fuknęła jeszcze, kuląc się do swojej poprzedniej pozycji, to jest kulki, ale teraz jej futro było napuszone, jakby Ryś właśnie została poduszeczką na igły dla starszych pań. Dalej jej ciałko drgało z frustracji. Że niby zmądrzeją przez te dwa księżyce...? W sensie, no, okej, Ryś właśnie uciekła z obozu, ale to nie dlatego, że była głupia! Była gotowa, aby być terminatorem, i na pewno jej rodzeństwo było gotowe!
Och. Ojej. A więc tak się sprawy miały. W trakcie opowieści Rysia przebiegło Łabędziowi przez głowę, że Roziskrzona Noc zmagała się z nie lada orzechem do zgryzienia — nie dość, że pociech była cała ósemka, to co najmniej trójka z nich wykazywała charakterek. Jak mógł podejść tak lekko do jej zapewnień o sytuacji pod pełną kontrolą? Poradzi sobie, oczywiście, nie wątpił, jednak nie da się zaprzeczyć, pomoc by się przydała. Nie samego Klanu, a drugiego rodzica, którego psim obowiązkiem jest brać udział w wychowaniu dzieci, nie pozwolenie na ugłaskanie wyrzutów sumienia i życie własnym życiem z dala od wszelkich problemów.
— To bardzo miłe z waszej strony, że chcieliście zrobić prezent dla mamy i rodzeństwa — zaczął łagodnie, po czym przeciągnął językiem po rozzłoszczonym czółku. Nie potrafił powstrzymać się przed myślą, że złość nie ujmowała jej ni cząstki z bycia najbardziej uroczym stworzeniem, jakie dane mu było zobaczyć. — Przykro dostać karę zamiast docenienia, prawda? Przecież nie chcieliście źle. Posłuchaj, wiem, zabrzmię idiotycznie, ale na moment wstrzymaj protesty. Czasami koty są niemiłe ze zmartwienia, hm? Twoja mama jest doświadczoną wojowniczką, stoczyła bój z niejednym drapieżnikiem i choć z każdej walki wyszła zwycięsko, zapewne lądowała z lecznicy z mniej lub bardziej poważnymi ranami. Widziała tych, którym nie udało się wrócić w całości. Kiedy zauważyła wasze zniknięcie, pierwsze o czym pomyślała, to te wszystkie psy, borsuki, lisy i ogromne ptaki, które mogły jej was odebrać. Była zła na siebie, że was nie dopilnowała, a gwarantuję, w mgnieniu oka wymieniłaby wszystkie prezenty tego świata za wasze życie. I wyrwij mi wąsy, jeśli się mylę; nie jest to przyjemne ani dla was, ani dla niej, ale ukarała was z troski, byście byli bezpieczni. Nosek do góry, może to nie będą aż dwa księżyce?
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Ryś, jak to naszpicowana kulka, po prostu dalej siedziała, nafuczona. Jej ciałko się delikatnie rozluźniło, kiedy poczuła, jak jej... tata. Przejeżdża po jej czole. Spojrzała na niego, kiedy zaczął mówić.
— Bardzo przykro! — zakwiliła tylko podczas jego słów, marszcząc smutno swój pyszczek. I słuchała dalej.
— Nie pokazała, że się o nas martwiła... — mruknęła gdzieś, bardziej do siebie niż do Łabędzia. Rysia bolały słowa Iskry. Że się zawiodła i że była zła. I że mają zmądrzeć. Ryś sobie... to zapamiętał. W końcu jednak na słowa Łabędzia gdzieś wybuchła, jak to Ryś właśnie.
— To jest bardzo głupie. Powiedziałam jej, że... że ja bym ich obroniła! A wstrzymanie nas od mianowania jest jeszcze głupsze! Gdyby taki lis wpadł do obozu, a jej nie było w obozie, to... to co by się stało? Ja bym broniła swojego rodzeństwa! A sama mi powiedziała, że ten trening jest potrzebny, abym wiedziała jak walczyć — fuknęła żałośnie, patrząc się na swojego ojca. To się nie łączyło w głowie burej koteczki. Nie rozumiała w ogóle rozumowania swojej mamy! Mogłaby robić wszystkie obowiązki, by się zgodziła. Ale... nie chciała być z tyłu od swojego rodzeństwa.
— Będą... — mruknęła niezadowolona.
Milczała przez dłuższy czas.
— ...czemu... czemu cię nie widzieliśmy...? — zapytała w końcu. Wiedziała, że granice i że w ogóle on to przywódca i tak nie mógł zostawić swojego Klanu, ale... czemu ich nie odwiedził.
Czuł się odrobinę jak adwokat bezgwiezdnego, a w poczuciu się lepiej nie pomagała świadomość tego, że go tam nie było. Nie było go nigdy, ani przy swoich kociętach, gdy go potrzebowały, ani przy Roziskrzonej Nocy, kiedy przydałaby się pomocna łapa przy okiełznaniu małych, kąsających borsuczków, albo może... małych rysi. Rozumiał rozgoryczenie młodej, ale wiedział, że bura nie zrobiłaby nic, żeby zaszkodzić pociechom. Nie chciał, aby jej malutka kopia się dąsała.
— Klanowi Wichru rośnie odważna wojowniczka — powiedział z uśmiechem. — Ale mama ma rację. Najpierw potrzebne ci odpowiednie umiejętności, byś mogła stanąć w obronie rodzeństwa. Nawet najwięęększe pokłady odwagi oraz waleczności to ciut za mało bez znajomości teorii. Jestem przekonany, że choćbyś zaczęła trening z opóźnieniem, chwila moment i nadgonisz swoich braci i siostry, o to bym się nie martwił. Co ty na to, by, jak emocje opadną, porozmawiać z nią na spokojnie, co? Powiesz jej o swoich uczuciach, a ona może pomoże ci zrozumieć swoją perspektywę? Bo przecież tak naprawdę nie chcesz się z nią kłócić, prawda?
A potem milczała, toteż milczał i on, dopóki nie odezwała się ponownie, powodując ukłucie w jego sercu.
— Cóż... To nie byłoby najlepiej widziane, gdyby przywódca innego Klanu zjawił się w waszym Obozie — wyjaśnił przepraszającym tonem. Zasady zasadami, powinności powinnościami, za brak ojca w życiu własnych kociąt mógł winić wyłącznie siebie. I winił. — Ale codziennie o was myślę, wiesz? I zastanawiałem się, kiedy wreszcie uda mi się was zobaczyć. Jeszcze trochę i będziemy mogli widywać się częściej... O ile, oczywiście, będziesz miała na to ochotę. Ja bardzo.