xxx - To tylko znaczy, że zdecydowanie musimy się w przyszłości umówić na kolejne spotkanie. - pokiwał głową - Lubię rzucane mi wyzwania, drogi Słonko, a dla mnie to tylko brzmiało jak jedno z nich - wyszczerzył zęby do nowego kolegi. Podobnie co w przypadku Świetlikowej Kniei, podobało mu się... podejście Słonecznej Łapy. Miał wrażenie, że byliby w stanie złapać wspólny język. xxx - Doprawdy! U nas w Klanie Rzeki mało jest kotów podobnych tobie i twemu ojcu. Nie znaczy to, że nie ma ich w ogóle... bo są i byli tacy. Po prostu bardzo mało. - zastanowił się. Teraz w sumie kojarzył chyba tylko Pierzastą Łapę, starą terminatorkę która powróciła do Klanu. I która jest siostrą ich byłego medyka Cisowej Gałązki... był też Słony Wiatr, ale on zmarł. Tak poza tym Okoń nie potrafił sobie nikogo takiego z głowy przywołać. A szkoda, podobała mu się taka rzadka i niecodzienna uroda! xxx - Hm, ach tak? - wymruczał rozbawiony, mrużąc delikatnie ślepia i zastanawiając się, czy Słonko specjalnie ubrało to w tak dwuznaczne słowa. Wyciągnął głowę w stronę wichrzaka - Może spróbujemy się przekonać? Chociaż twój tata chyba nie byłby szczególnie zadowolony z takiego widoku. - zażartował... unless?
. . . . . . . .
'causeJesusheknowsmeandheknowsI'mright 「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . .→ oh yes [ he knows ] me and [ he knows ] I'm right←. . . . and. he's beentelling me -ˏˋ everything is alright ˊˎ-
- I believe in the family -
with [ my ever loving. wife ]beside me
but shedon't knowabout.[ my girlfriend ] or[ the man ] I met last night
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Cóż porabiała Szlak na granicy z Rzeką? To wie tylko ona. Zapytana przez losowego przechodnia pewnie powiedziałaby, że podziwia ptactwo wodne. Prawda była taka, że to tu zabrały ją łapy, gdy podczas swoich samotnych wędrówek na układanie myśli w głowie zabierały ją coraz bardziej na północ i na wschód. Byle dalej.
Teren był tutaj trudny, a ostatnia pogoda tylko dodała mu podmokłości - ale przynajmniej nie spodziewała się tu spotkać nikogo innego. Szkoda tylko, że rzeka była zbyt zarośnięta, żeby spróbować swoich sił w łowieniu ryb. Usiadła na błotnistym brzegu i rozejrzała się wokół w poszukiwaniu ptactwa.
A cóż porabiała tutaj Liściasta Łapa? Szukała przygód, ot co. Uwielbiała łazić po terenach bez większego celu, łapać motyle, czy inne owady, które śmigały jej przed oczami, oraz zbierać potencjalnie dla niektórych śmieci, żeby po prostu mieć co robić. Nienawidziła nudy, więc na siłę szukała sobie zajęcia gdziekolwiek była. I tak się stało, że tym razem zawędrowała na jedną z rzecznych granic, po prostu tuptając przed siebie, bo tym razem zwyczajnie spacerowała, a gdyby ktoś ją zapytał, to huh, patrolowała czy coś!
I nagle jej oczom ukazała się kocia sylwetka. A poznawać koty, to ona uwielbiała, naprawdę, dlatego od razu skierowała swoje kroki w tamtą stronę, radośnie wyszczerzona, by już z góry widać było, że ma przyjazne zamiary i nie jest jedną z tych, co na powitanie drze mordę "znajdujesz się przy granicy, blablablabla".
- Hejo!!! - zawołała tak głośno, by było ją z daleka słychać, że jakby niedaleko polował jakiś wojownik, to już do końca dnia na pewno niczego nie złapałby w tej okolicy, podskakując najbliżej jak się dało. - Liściasta Łapa jestem, hej! A ty? - zagadnęła, przekrzywiając łebek w bok.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Ptakiem ona nie była, ale zawsze to towarzystwo. W tych okolicznościach pewnie nawet lepsze, bo potrafiło mówić. Odwzajemniła uśmiech.
- Hej hej! Mrówczy Szlak, miło mi. - Jakie śmieszne miała frędzelki na końcach uszu! Jeden z nich nawet opadł trochę gdy przekrzywiła głowę. W normalnych warunkach Szlak pewnie pociągnęłaby konwersację, pytając czy ryby biorą, czy ich Gwiazda bardzo narzeka na młodzież, albo coś podobnego, ale dzisiaj miała w głowie pustkę. Więc tylko siedziała dalej, obserwując rzeczną terminatorkę.
Wyszczerzyła się szeroko, pokazując wszystkie ząbki, gdy kotka jej odpowiedziała. Jak miło, że jak już trafiała na kogoś na granicy, to okazywał się on spoko, bo i ta tutaj, Mrówczy Szlak, wydawała się przyjaźnie nastawiona, dlatego podskoczyła do niej bliżej, na tyle na ile mogła.
- Jesteś z klanu Wichru, prawda? Potraficie coś specjalnego? Na przykład, hm, przegonić królika, albo wysoko skakać, albo coś? - zagadnęła, przycupnąwszy niedaleko. Ciekawiło ją, czy inne klany są tak uzdolnione jak oni - rzeka przecież potrafiła łowić i pływać, grom teoretycznie powinien się specjalizować w walkach, jak sobie żartowała z Maślaka, a Wicher? Był turbo szybki? Zwinny? Skoczny?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- To prawda, jestem! Zależy co uważasz za coś specjalnego. - Zaśmiała się, zapominając o swoich ponurych myślach. Miała przed sobą zadanie w którym Wicher kulał, delikatnie rzecz biorąc - reklamę. - Królików nie mamy, ale mamy zające! To podobno z grubsza to samo, tylko króliki ryją nory, a zające nie. W każdym razie, oba są szybkie jak jaskółki, ale na ich nieszczęście, koty z Wichru też. Niektórzy mają nawet takie same uszy! - Poruszyła nimi, dla podkreślenia żartu. - Zając jest u nas delikatesem, wiesz?
W ostatnim czasie złapała się już kilka razy na używaniu nas, nasze, u nas i bawiło ją to za każdym razem. Czyżby jednak zapuściła tu korzenie? W Splątanych Korzeniach. Hehe.
- Zakładam, że u was to jakieś ryby? Albo coś innego co żyje przy wodzie? - Żaby. Żaby żyją przy wodzie. Czemu gdziekolwiek by nie poszła coś zawsze przypominało jej... no właśnie. Potrząsnęła głową, co jakby zmrużyć oczy mogło być uznane za otrząśnięcie się od drobnych wszędobylskich muszek, i skupiła się na kotce. Może jeszcze kiedyś ją tu spotka, byłoby dobrze zapamiętać jej wygląd. Oczywiście nie kryło się za tym nic więcej, nie.
Poruszyła wąsami w rozbawieniu słysząc odpowiedź wichrzaczki, która całkiem dobrze sprzedała jej wicher jako coś, co w sumie faktycznie jakieś umiejętności ma.
- A więc potraficie się dostosować do zwierzyny, żeby myślała, że jesteście zającami? - zachichotała na samo wyobrażenie takiego zająca, który widzi z oddali długie uszy takiego kota, jak na przykład koleżanka przed nią, i uważa go za swojego dawnego krewnego. Zabawna wizja, doprawdy! - Pytam, bo próbuję dojść w czym jaki klan jest dobry. Na przykład, znam kota z klanu Gromu, który powiedział, że są dobrzy w walce i mają swoje specjalne ruchy, o - rzuciła radośnie. Co prawda był to żarcik i raczej Maślak nic takiego nie mówił, ale jak coś, to właśnie zrobiła im piękną reklamę. Jak coś, to wiedzą, gdzie jej szukać, by się odpłacić. - Ale tak, my kochaamy ryby. Ale, wiesz, one serio nie są takie złe, tylko trzeba umieć je złowić. Ale to też nie jest trudne, tylko strasznie nudne! Bo, wiesz, siedzi się nad wodą, siedzi, siedzi, siedzi i w sumie ma nadzieję, że coś podpłynie, no i nie można być głośno, nie? - mruknęła, nieco niechętnie. Lubiła posiadać tę umiejętność, bo teoretycznie mogła się nią pochwalić przed kotami z innych klanów, ale no nie mogli chyba wymyślić nic nudniejszego, niż łowienie, doprawdy!!
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Tak właśnie. Część z nas nie wraca do obozu przez kwadrę księżyca, bo udaje zające. - Pokiwała głową z powagą. - Na potrzeby twoich badań, możesz przypisać nam prędkość. O Gromie słyszałam, że umieją mocno uderzać w walce i że jedną łapą przetrącą ci kark. - Auć. To był dokładny cytat. - A Cień... W sumie nie wiem czym się wyróżniają. Ich granica śmierdzi stęchlizną, tyle was omija na przykład. I chyba są dobrzy we wspinaczce? Nie znam tam nikogo więc łapy sobie uciąć za to nie dam. - Zresztą, nie wszystkie koty z Wichru były szybkie, a pewnie i nie wszystkie z Rzeki kochały wodę.
Zachichotała na wzmiankę o rybach. Liściasta chyba nie miała pojęcia, że ich Gwiazda trzyma klan na diecie rybnej przez te ilości, które znosi do obozu. Fair, skąd miałaby to wiedzieć.
- Nie mam pojęcia jak się łowi ryby, nie miałam okazji próbować. Znaczy chciałam dzisiaj, tutaj, ale- no. Raczej nie bardzo. - Zamachała prawą łapą wskazując tereny wokół. Bagniste i zarośnięte. - Ale faktycznie nie brzmi emocjonująco. Nie to co pościg za zającami. - Albo kociętami, które właśnie zauważyły wyjście z kociarni i wyruszyły na wielką przygodę.
- Właściwie, nie jesteś może Terminatorem Medyka, co nie? Bo widzisz, ja na przykład chciałabym wiedzieć więcej o ziołach, ale nie bardzo mam kogo zapytać.
Oczy jej się zaświeciły. Oczywiście że nawet ze swoim wyjątkowo niskim iq wiedziała, że to nie jest prawda, ale wyobrażenie sobie, jak wichrowe koty dosłownie udają zające księżycami, albo chociaż dniami, było wyjątkowo zabawne. Oni raczej nie mogli udawać ryb, bo nie mieli ani łusek ani nie umieli tyle czasu spędzić pod wodą, co statystyczna ryba, no i nie byłoby to zbyt... ciekawe. Pływać w rzecznym mule, obijać się o dno, ewentualnie zostanie wyrzuconym na brzeg przez kota z klanu, co to wziął cię za wielkiego szczupaka.
- Nie spotkałam jeszcze nikogo z klanu Cienia. Hm, może będę musiała czatować przy Dębach - zarzuciła. Oni mieli do siebie dość daleko. Nie dzielili wszak żadnej wspólnej granicy, a jakoś tak wyszło, że przy Czterech Dębach nie miała okazji nikogo jeszcze spotkać. Ale ostatnio zaczęła się kręcić po granicach, no i poza terenami własnego klanu, bo po tym jak poznała Maślaka i wyszła tam pierwszy raz, to w sumie zebrała się na odwagę, by tam chodzić, wszak trochę już wiedziała, co się tam znajduje i była szansa, iż się nie zgubi.
- Mogłabym cię nauczyć, ale faktycznie nie wiem, czy udałoby się coś złapać w tym... wszystkim. Może żabę, ale one chyba nie łapią się na nasze sposoby rybne - zażartowała. Nie miała wielkiego doświadczenia w polowaniu na płazy, szczególnie żaby, ale spodziewała się, że raczej nie podziałałaby metoda z łapą w wodzie, szczególnie że one raczej hopsały po lądzie, a nie wiecznie pływały w wodzie.
Na następne pytanie prędko pokręciła łebkiem, ale trochę rozbawiona wizją tego, że miałaby kiedyś zostać medykiem. Ha, jak ona wojownikiem zostanie to będzie cud!!
- Co ty, z moją pamięcią, to co chwilę myliłabym zioła i mieszałoby mi się co jest od czego! Nie wiem, czy klan Rzeki by przeżył i czy nie musielibyśmy ostatecznie rozejść się po innych klanach, bo zostałoby nas może z 5, bo resztę bym ubiła - zażartowała.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Nie wiem czy ktokolwiek byłby zachwycony żabią kolacją, ale dzięki za propozycję! - Zaśmiała się. - Właściwie, nie macie jakichś zasad które by tego zabraniały? Wiesz, przekazywanie rzecznej wiedzy tajemnej obcym kotom? - Byłaby chyba bardziej zdziwiona jakby nie było takich zasad, znając klanowe koty i ich podejście do kogokolwiek, kto nie urodził się w tym samym grajdołku.
- O nie, to może jednak tak jest lepiej, mimo że będę musiała znaleźć kogoś innego. - Zachichotała znowu, potrząsając głową. - Byłoby szkoda jakby cały klan wymarł przez jednego Medyka.
- No ja też - wymruczała wesoło. Ona sama raczej nie byłaby zachwycona, jakby ktoś jej sprezentował na stosie zwierzyny parę takich płazów. Wiele kotów mogłoby się spodziewać po rybach smaku rzecznego mułu, mimo że w ogóle nim nie smakowały, ale trochę sądziła, że takie płazy mogłyby czymś takim smakować. I raczej wyglądały, jakby mięsa w nich było niewiele. W takiej rybie zaś? Uu, tam było go sporo!
- Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek kiedykolwiek mówił o tym, że nie możemy chwalić się tą wiedzą. Zresztą, tak szczerze ci powiem, że nie wiem czy się orientujesz ile dokładnie kotów od ciebie z klanu to umie, ale wydaje mi się, że niewiele? Dużo kotów brzydzi się wody i wkładania do niej nawet jednej łapy! Ale, wiesz, ja nigdy nie miałam nic przeciwko, nie ma nic lepszego, niż schłodzenie się w rzece, jak jest gorąco i zjedzenie takiej rybki... tak w ogóle! - przyznała. Nikt nigdy jej nie mówił, że to wiedza tajemna, a uważała, że jakby tak było, to powinno jej coś w ucho wpaść. Ale czy ona kiedykolwiek czegokolwiek słuchała ze zrozumieniem? Niekoniecznie. Więc nie zdziwiłaby się jakby coś takiego istniało, a ona kompletnie tego nie respektowała.
- Noo, ale na pewno nie w naszym klanie. Wiesz, my mamy tylko medyka. Nie żadnego terminatora. A nie wiem, jak to wygląda z medykami, czy lubią się dzielić wiedzą? Nasz chyba nieszczególnie; raz go o coś zapytałam, odnośnie obić, to niespecjalnie wyglądał na chętnego, by mi mówić co mam z nimi robić. I chyba już nawet i tak nie pamiętam, co mi odpowiedział - zmarszczyła delikatnie nos, by sobie przypomnieć tę kwestię, ale ostatecznie wzruszyła barkami i się uśmiechnęła, szczerząc zębiska.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Przekrzywiła głowę, myśląc.
- Właściwie nie wiem czy poza Iskrą ktokolwiek łowi ryby w ogóle, jakąkolwiek techniką. - A przynajmniej na nikogo innego tak nie narzekano po kątach, więc może faktycznie było ich niewiele więcej. - I nie wiem czemu brzydzą się wody. Jeszcze zrozumiem te z gęstszym futerkiem bo ono trochę schnie, ale te z krótszym? Też wolałabym siedzieć w wodzie niż smażyć się na polach. - Przyznała. Może w innym życiu dołączyłaby do Rzeki; w tym inaczej pokierował ją los. Albo Gwiezdni. W co tam kto wierzy, dla niej to było mniej więcej to samo.
- Serio? My mamy Terminatora ale nie Medyka. Cały zestaw. - Wyszczerzyła zęby jak kotka wcześniej, ale była trochę zawiedziona. Skoro ich medyk był taki, to szansa że podzieli się z nią jakąkolwiek wiedzą była równa zero. Więc zostaje jej albo Grom albo Cień... Jedno gorsze od drugiego. - Eh, szkoda.
- Iskra? - zagadnęła. Chętnie poznałaby kotkę z klanu Wichru, która nauczyła się łowić ryby. - Myślisz, że nauczyła się sama? - dodała po chwili, poruszając wąsami w zastanowieniu. Jakąkolwiek techniką mogło znaczyć wszystko, na przykład to, że istniały inne, niż te których się uczyła w klanie Rzeki, a kto wie, może były... ciekawsze? Może polegały na czymś nieco bardziej pasjonującym, niż czekanie na to, czy pierwsza przypłynie ryba, czy zachce się siku.
- No nie?! - zarzuciła wesoło, nawet podskakując parokrotnie w miejscu, że Mrówka tak chętnie się z nią zgadza. Jednak koty z innych klanów naprawdę były bardziej spoko, niżeli jej się wydawało!
- Nie macie? Dlaczego? - spytała marszcząc brewki. Czy Mroźna Mżawka coś jej tłumaczyła na treningu na ten temat, czy nie? Może totalnie zapomniała o tym? Cóż, raczej nie było tajemnicą, że swojej mistrzyni to ona słuchała ewentualnie połową ucha, nawet nie jednym, bo nieszczególnie za nią przepadała. I, prawdopodobnie - z wzajemnością. - Razem mielibyśmy i medyka i terminatora! - rzuciła ostatecznie, żartobliwie.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Och! Za dużo czasu spędzała ostatnio z rówieśnikami szanownej pani Przywódczyni, którzy pewnie znali ją jeszcze z młodości, i zaczęła o niej mówić w ten sam sposób. Problem w tym, że dalej nie była pewna czy to odpowiednie. Raczej nie. Chyba.
- O, mam na myśli Roziskrzoną Gwiazdę, Przywódczynię. - Zmieszała się nieco, zażenowana własnym błędem. - Z tego co mi wiadomo jej dzieci są w połowie z Rzeki, więc możliwe że ich ojciec ją tego nauczył. Ale czy tak faktycznie było to nie mam pojęcia, to nie moja sprawa. - Wycofała się szybko, jakby ktoś miał zaraz wyskoczyć z krzaków i oskarżyć ją o plotkowanie o Gwieździe. Nawet jeśli powtarzała tylko coś, co opowiedziano jej jako fakt.
- Absolutnie. - Zgodziła się ze śmiechem, obserwując jak kotka podskakuje w miejscu jak jej gumowa piłeczka z dzieciństwa. Aż było jej trochę żal że nie są w jednym klanie i nie mogą rozmawiać częściej. Jaka była w końcu szansa że trafi na nią znowu na granicy, skoro bywa tutaj tak rzadko?
- Zmarł. Nie wiem w jakich okolicznościach, ale raczej niezbyt szczęśliwych skoro klan pozostał bez opieki. - Wzruszyła ramionami. - To na pewno znak od Gwiezdnych, pora połączyć klany żeby mieć pełną kadrę medyczną! - Podchwyciła żart i zaśmiała się znowu. Niektórzy klanowicze na pewno byliby tą propozycją zachwyceni. Czy Fala byłby, ciężko stwierdzić, bo nigdy go nie poznała.
Zamrugała oczami. Nawet nie tym, że można by nazwać przywódcę jego skróconym imieniem, bo jakoś tak nie było jej tu nigdzie, więc nie trzeba było okazywać szacunku, czy coś, ale jakby dostała zwarcia, że był to kot jak każdy inny. I jakoś kompletnie jej wypadło z głowy, że Łabędź faktycznie miał dzieciaki w wichrze i w ogóle, jakby przywódca nie mógł być normalnym kotem i mieć normalnego życia, co nie. Ale za to nie miała żadnych skrupułów, by o przywódcach podyskutować.
- Ciekawe jak to się stało, nie? - zarzuciła nagle, poruszając wąsami w zadumie, a równocześnie w figlarnym geście. - Że dwójka przywódców się poznała i o, kociaki - zachichotała.
Na wieści o medyku jedynie nabrała powietrza, trzymając go chwilę w pysku. No, umarł to umarł, nie, ale to chyba był jakiś brak szacunku, jak się ważnego kota chociaż w myślach nie opłakuje chwilę, to no, postała chwilę, w ciszy, by po chwili znów się odezwać:
- Ale to byłoby ciekawe! No bo, patrz, ile nowych kotów by było do poznania, do zaprzyjaźnienia się! Czasem mam wrażenie, że te wszystkie najciekawsze koty, to w innych klanach mieszkają i tak smutno potem. Znaczy, nie mówię, że klan Rzeki jest nudny, ale w sumie z niego mam tylko jednego przyjaciela, a tak to... no, średnio. A z innych klanów? Pf, mam przyjaciela z gromu i, hehe, chyba mogę powiedzieć że ciebie - zarzuciła, szczerząc się jak głupia. To już by było trzech przyjaciół! I mogliby założyć taką fajną grupę, a tak? Pf.