Zdumienie odmalowało się na jego pysku, gdy uzmysłowił sobie, że Płotkowy Potok pozostała niewzruszona na szarżę i rzuciła się wprost na niego. Pytaniem pozostawało, kto z nich uderzy szybciej albo mocniej, jeśli zdarzy się tak, że oba ciosy wylądują, gdzie miały. W każdym razie odwrotu nie było.
I bardzo dobrze, że nie spanikował, tylko dalej robił swoje, bo dzięki temu udało mu się przedrzeć przez puchatą kryzę wojowniczki i poczuć pod palcami jej szyję. Małe poklepanie po pleckach dla samooceny, jednak nie było co popadać w przesadny samozachwyt, a raczej skupić się na sparingu. Byli blisko siebie, bardzo blisko, i wszystko działo się szybko. Nie odnotował nawet, w którym momencie łapa kotki oderwała się od ziemi i wycelowała w niego. Wiedziony instynktem, nim jakakolwiek trzeźwa myśl zdołała przebiec mu po głowie, spróbował odwrócić i schylić łeb, by uniknąć uderzenia. A jeżeli nie uniknąć, to może chociaż oberwać w policzek, a nie delikatny nos. Już raz przekonał się o sile przeciwniczki, więcej namacalnych dowodów mu nie trzeba.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Wydawało się, że przyjęcie ciosu i szybki atak będzie najlepszym rozwiązaniem, jednak oj jak się bardzo myliła. Pudło. Jej łapa przecięła jedynie powietrze. Nieświadomie z pyszczka wojowniczki wydało się niezadowolone mruknięcie. Uh czemu Łabędź musiał być taki gibki!! Chętnie by dalej narzekała, ale nie miała na to czasu, więc po prostu kontynuowała z atakowaniem.
Chciała skorzystać z momentu, w którym Łabędź był zbyt zajęty unikiem i nie mógł kontratakować. Spróbowała szybko poprawić pozycję i z impetem złapać się szyi kocura. Miała nadzieje, że tyle wystarczy, by go powalić, albo chociażby zdezorientować czy tam cokolwiek zrobić. Normalnie by użyła zębów i ugryzła przeciwnika w gardło czy gdzieś, ale no w sparingu raczej o takich rzeczach nie było mowy.
Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Słuchanie instynktu wyszło mu na dobre, niestety jeden unik wyszedł, a na drugi nie dostał już nawet złamanego uderzenia serca i nim choćby mrugnął, poczuł ciężar na szyi i chwilę potem gruchnął o ziemię. No, gruchnięcie zostało zamortyzowane przez miękki śnieg, więc nie było spektakularne ani nie przyprawiło go o zawroty głowy, mimo wszystko nie spodziewał się takiego obrotu spraw, co dało się wyczytać z jego dość głupiej miny.
Drobny szok nie powstrzymał go jednak od działania; skoro znalazł się na parterze, uznał za stosowne jak najszybciej wrócić do pionu. A że miał na sobie szylkretowego rzepa i sprawcę w jednej osobie, spróbował odepchnąć go niedelikatnym kopniakiem. W razie powodzenia, następne byłoby dźwignięcie się na łapy i odskoczenie na bezpieczniejszą odległość. Wolał jak najmniej takich niespodzianek, naturalnie.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Szczerze? Nie spodziewała się, że to tak ładnie zadziała. Łabędź do najmniejszych nie należał, ale ha! Najwidoczniej się rozkojarzył, skoro pozwolił Szylkretce powalić go na ziemię. Normalnie widząc jego wyraz pyszczka, pewnie nie powstrzymałaby parsknięcia, ale teraz była całkowicie skupiona na walce. W końcu jedno powalenie przeciwnika to jeszcze nie wygrana!
Nawet jak runęli na ziemię kolorowa nawet na chwilę nie poluzowała swojego uścisku. W odpowiedzi dostała w brzuch mocnym kopniakiem, ałaa! Ale na szczęście nie na tyle mocnym by kocur mógł się tak prędko wyrwać. Korzystając z tego, że oboje leżeli postanowiła oddać mu tym samym. A nawet podwójnie! Chciała sprzedać mu dwa szybkie kopniaki w brzuch. No a poza tym to w sumie nic innego nie mogła zrobić, będąc w tej pozycji…
Rolling 1d10+3: 9 +3 = 12
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Czy Płotkowy Potok miała wcześniej jakieś myśli dotyczące starości? Obawy odnośnie tego, że czasy jej świetności minęły bezpowrotnie? No cóż, to albo mocno się nie doceniała, albo Łabędź był w jeszcze żałośniejszej formie. Nie dość, że jego kopnięcie nie przyniosło upragnionego rezultatu, to moment później sam został porządnie skopany, aż odebrało mu dech i jego pysk wykrzywił się w grymasie bólu. Jeśli do tej pory nosił w sobie jakieś wątpliwości, teraz z całą pewnością mógł stwierdzić, że miał przed sobą tęgiego przeciwnika. Będzie musiał nieźle się przyłożyć, o ile chciał wyjść z tego sparingu z resztkami godności.
Nie bacząc na niedogodności, dźwignął się na przednie łapy, by móc rzucić się na leżącą wojowniczkę. Przy odrobinie szczęścia uda mu się wykorzystać ich przyziemną pozycję na swoją korzyść i przygnieść ją do ziemi, a zarazem unieruchomić, dociskając łokciami jej bark. Przynajmniej czasowo, bo nie wierzył w jej wręcz barankową potulność.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
No, chyba jakieś tam drobne uwagi miała, ale wraz z walką odeszły na drugi plan. Gdyby se o nich przypomniała, to pewnie sama by siebie wyśmiała za takie myśli, ale no musiała się skupić na walce. Plus jeszcze nic nie jest przesądzone, więc nie ma co świętować! Chociaż no, co jak co kopniak to jej porządny wyszedł.
Na dłużej niż powinna skupiła się na grymasie Łabędzia i ten wyślizgnął się z jej objęć. Ojć. Co gorsza, postanowił ją przygnieść, unieruchomić czy coś. Znaczy… Z impetem raczej tego nie zrobił, ale pozycja, w której się znaleźli raczej komfortowa dla kolorowej nie była - No weź! - wymsknęło się wojowniczce w żartach. No ale tak jak niebieski się spodziewał, Płotka nie miała zamiaru leżeć potulnie jak baranek, bo od razu zaczęła się agresywnie wierzgać. Liczyła na to, że uda jej się wturlać z tego uścisku i moooże nawet stanąć na czterech łapach.
Rolling 1d10+3: 8 +3 = 11
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Złe wieści to takie, że jego próba unieruchomienia, ujmując to delikatnie, spełzła na niczym — Płotkowy Potok, jakże adekwatnie do swego imienia, wierzgnęła się jak ryba wyrzucona na brzeg i bez trudu wyślizgnęła się spod niego, a następnie podniosła się z ziemi. Z dobrych wieści — to całe atakowanie w poziomie coś mu dzisiaj nie wychodziło i tylko przyczyniło się do powstania kilku siniaków na jego ciele, więc powrót do pionu jakoś nie wywołał w nim żalu, a wręcz napawał nadzieją na przyszłość. Oby jaśniejszą od przeszłości. Czuł się przed starszą od siebie wojowniczką jak mierny terminator.
Nie czekał, aż bura wykona pierwszy ruch i, nie dajcie Gwiezdni, znowu sprowadzi go do parteru. Ruszył ku niej, ale zamiast atakować od frontu, w pewnym momencie skręcił w bok, a stamtąd wykonał skok, z wyciągniętymi przednimi łapami celując w jej zadek. Po cichu liczył na magiczne działanie elementu zaskoczenia, bo chyba na czystych umiejętnościach nie mógł dziś polegać.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Oooh, cudownie udało jej się wyślizgnąć. No ale radość nie trwała nawet pół uderzenia serca, bo Łabędź oczywiście nie pozwolił jej nawet na zebranie myśli. Natychmiastowo wystartował i zdezorientowana wojowniczka chciała zrobić unik, jednak nie. Skręcił, no oczywiście, że skręcił!! W głowie wojowniczki wszystko zadziało się za szybko i ledwo zdążyła obrócić łeb a tu BAM, dostała potężnego ciosa w zad, takiego, że aż się przeturlała od impetu. Z jej pyszczka uciekło bolesne syknięcie, choć bardziej z zaskoczenia niż rzeczywiście bólu. Ale też bolało!! Duży siniak na pewno jej zostanie, uh.
Nie ma mowy, że po tym, jak wyzwoliła się spod łap Łabędzia, teraz będzie znów tarzała się po ziemi, o nie! Natychmiast wróciła do pionu i spróbowała jeszcze raz wymierzyć cios. Nie liczyła na swoją prędkość, była na stratnej pozycji, dlatego, gdy tylko Łabędź znalazł się w jej zasięgu, spróbowała go walnąć łapą w delikatny nos. Normalnie machanie tak bez pazurów nie było najefektywniejszym ruchem, ale trzeba przyznać, że cios w nos zawsze był irytująco bolesny!
Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Gwiezdni jednak czuwali nad pozostałymi szczątkami jego honoru, ewentualnie te kilka średnio udanych manewrów, wbrew jego ponuremu prorokowaniu, nie przesądzało o dalszych losach sparingu, tak czy siak coś mu się wreszcie udało. Zresztą nie byle jak. Nie tylko bez żadnego ale trafił, gdzie chciał; wojowniczka została wytrącona z równowagi i pewnie gdyby nie jej natychmiastowa reakcja, udałoby mu się zanurkować tuż za nią i przyszpilić ją w miejscu. Nim zdołał choćby mrugnąć, co dopiero przetrawić obecne położenie i ustalić plan działania, Płotkowy Potok już znajdowała się obok niego, bynajmniej nie leżąc. Kątem oka wychwycił ruch jej łapy i poddał się odruchowi nakazującemu odwrót. A dokładniej mówiąc, odepchnął się łapami przy jednoczesnym wymachu długiej kity, licząc na miękkie (i szybkie, co ważniejsze) lądowanie o krok w tył. Niedaleko, acz wystarczająco do uniknięcia nieprzyjemnego ciosu w nos.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
No i udało się... Co najwyżej smyrnąć po go nosie. No ale zawsze istniała szansa, że Łabędź od tego kichnie, zdezorientuje się i Płotka zyska przewagę? Brzmiało to, jak marzenie, ale skoro szło jej na razie tak dobrze, to może jednak ta głupia przepowiednia się spełni? Mogłaby opowiedzieć młodszym pokoleniom, jak to pokonała przywódcę używając łaskotek jako broni.
Przez to, że Łabędź tak skakał, to miała czas na wykonanie kolejnego ataku, aha! Nie ma mowy że da mu nawet sekundę przerwy od ataków, to ona zaczynała być staruszką, niech nawet nie liczy od niej na fory!! Spróbowała szybko skrócić dystans między nimi i wykorzystać poprzednią sztuczkę przeciw niemu, ale bardziej… brutalnie. Wyglądało to jakby miała skoczyć mu prosto na pysk, ale nie! Kolorowa w ostatniej chwili planowała skręcić, tylko po to, by następnie swoim barkiem staranować ten Łabędzia. Czy był to najmądrzejszy ruch? Pewnie nie, bo koniec końców, jeśli się uda, to oboje wrócą do nieszczęsnego tarzania po ziemi.
Rolling 1d10+3: 2 +3 = 5
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Rzeczywiście, pokręcił nosem, który został okrutnie połaskotany, ale szczęśliwie nie stracił rezonu ani skupienia na zadaniu. Co może wcale nie dało mu przewagi, bowiem to Płotkowy Potok okazała się szybsza z kolejnym atakiem, niemniej był nań przygotowany. I niewykluczone, że udałoby mu się uniknąć go w pełni, gdyby nie zastosowana przez szylkretkę zmyłka; wpierw zamierzał ukryć głowę, w którą, jak mu się wydawało, celowała, aż nie zorientował się o podstępie. Wówczas spróbował uskoczyć w bok, dzięki czemu finalnie nie zaliczył fikołka na ziemi, jednak nie udało mu się perfekcyjnie umknąć przed ciosem, choć z pewnością wyszedł lżejszy niż zamierzono. Nie opierając się sile uderzenia przeszedł kilka kroków w bok, na nowo łapiąc równowagę.
Nie pozostawał jej dłużny — nie dając kotce czasu na podejście numer trzy zaatakował, zamachując się łapą w nos, ewidentnie zainspirowany jej wcześniejszymi działaniami.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Okrutne łaskotki jednak nie przyniosły korzyści kotce na dłuższą metę, bo jej następny atak okazał się totalną klapą. Znaczy, coś tam smyrnęła Łabędzia, ale ostatecznie to ona zamiast niego przeturlała się po ziemi. Chciała szybciutko wstać, ruszyć do kolejnego ataku, ale jakoś tak… No zmęczyła się, więc nawet taka drobna rzecz jak powrót na cztery łapy zajął jej za dużo czasu. A gdy rzeczywiście udało, to przywitało ją POTĘŻNE pacnięcie w nos. Wojowniczka syknęła, łapiąc się go i masując agresywnie miękką łapką. No, było to irytująco bolesne. Aż usiąść musiała z impetu!
- Dobra, stopstopstop. Myślę… Myślę, że starczy - rzuciła zmęczona, na dodatek kichając. Odłożyła łapkę na ziemie, choć wciąż czuła mrowienie po tym brutalnym ataku. Nigdy tak mocno w niego nie dostała, więc miała nadzieję, że na siniaku się skończy. - Uznam ten cios za zemstę za tamte kopniaki, a co za tym idzie pozwól że ogłoszę remis - dodała radośnie, posyłając kocurowi uśmiech. Może sparingach nie chodziło o wygraną, ale o szlifowanie swoich umiejętności, jednak przyszła tutaj w innym celu. Musiała sprawdzić, czy starzenie się ominęło wiecznie młodą szylkretkę. A wniosek ostateczny, czy tak w rzeczywiście było, wysuńcie se sami.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Łabędź zatrzymał się w pół kroku, równocześnie zaskoczony i zmartwiony reakcją Płotkowego Potoku. Chyba mógł delikatnie przesadzić z siłą uderzenia, całkowicie nieplanowanie! Zaraz jednak wewnętrznie odetchnął z ulgą, ponieważ wojowniczka, po zasygnalizowaniu, że tyle jej wystarczy jeśli chodzi o ich sparing, kolejne słowa dodała weselszym tonem. Kocur rozluźnił spięte mięśnie i uśmiechnął się lekko. Nabrał powietrza do płuc, by wypuścić je z wolna, dopiero teraz odczuwając efekty tych wszystkich wspomnianych ciosów. O tak, on też już teraz chętnie przyjmie polubowne zakończenie walki.
Zwłaszcza, że miał przeczucie co do tego, na czyją korzyść wyszłoby kontynuowanie jej. A gdyby posiadał moc wyglądania w przyszłość — z grubsza o trzy ceremonie wprzód — podejrzenia zmieniłyby się w pewność. Spoiler: nie chodziło o niego.
— Jestem za — zgodził się gorliwie, sadowiąc tyłek na ziemi. — Gwiezdny Klanie, ale dałaś mi w kość! Jednak co sparing z doświadczoną wojowniczką, to sparing z doświadczoną wojowniczką. Od razu wyszły moje wszystkie braki.
Nie przestawał się uśmiechać. Czuł szczery podziw wobec niej i przyszło mu przez myśl, że w ostatnim czasie był zbyt skupiony na sprawach Klanu, by zadbać o odpowiednie ćwiczenia. Jak dobrze wyszło, że akurat Płotkowy Potok miała ochotę sprzedać komuś kilka kopniaków... Aczkolwiek jego ciało chyba nie do końca podzielało entuzjazm umysłu.
— To co, zwijamy się? — zagaił po chwili, nawet jeśli niekoniecznie chciało mu się ruszać. Ani teraz, ani dzisiaj. Zmusił się jednak do wstania i jeśli kotka nie miała innych planów (na co liczył, tak po prawdzie, przecież zmierzchało), ruszyli wspólnie w stronę Obozu. — Pewnie patrol niedawno przyniósł na stos świeże piszczki. Co ty na to, aby uczcić nasz remis?
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Super, wyśmienicie, zgodził się na remis. No i co lepsze długowłosy też wyglądał na zmęczonego, więc to chyba był rzeczywiście dobry moment, by skończyć na dzisiaj. Ah, no i jeszcze komplementy! Aż wojowniczka dostała od nich kopa energii i motywacji, by może jednak jeszcze z parę ciosów wymienić!! No ale co za dużo to niezdrowo, czy coś. - Mam nadzieje, że ci jakiegoś życia nie zabrałam podczas tego wszystkiego - zażartowała z parsknięciem na końcu. - I weeź, a co ja mam powiedzieć! Nie spodziewałam się, że dostanę aż taki łomot od przywódcy. Będę musiała zdecydowanie popracować, by następnym razem mieć jakiekolwiek szanse na zwycięstwo... - No bo przecież przywódca w głównej mierze siedział w obozie, nie miał czasu na własne ćwiczenia, doszkalanie się… A tu proszę!! No i na dodatek Łabędź był młodszy, więc tym bardziej czapki z głów, że dorównał starszej wojowniczce.
- Jeszcze pytasz!! - Kotka aż się zerwała i porządnie otrzepała z tego śniegu i błocka, co poprzyczepiał się do jej futra. Może damie nie wypada się tak zachowywać, ale nie miała czasu na dokładnie dbanie o futerko, gdy mieli zaraz jeść!! Ogarnie je… później. Jak zbierze siły i będzie się jej chciało. Albo o! Miała lepszy pomysł! -Pozwól, że po kolacji pomogę z błotem na karku. W końcu to głównie moja wina żeśmy się tak tarzali… - zaproponowała, z lekkim przepraszającym uśmiechem. Miała cichą nadzieję, że Łabędź zaproponuje to samo, bo wyczyszczenie tam futra było niesamowitą katorgą… No ale nie ważne co dodał, ruszyła u jego boku, rozmarzając się o tych smakołykach, które stygną im na stosie.
// zt <3
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Ostrego Szpona nie było w Obozie, a ona chciała trenować dalej. Ile miała jeszcze czekać? Kałuża martwił się trochę tym zniknięciem wujka, jednak jednocześnie wierzył w pełni, że już niedługo pojawi się on z powrotem na swoim miejscu. Jednak póki to się nie stało, sam też mógł coś zrobić, w końcu zdążyli przynajmniej rozpocząć naukę polowania.
Nie szło mu może idealnie, ale czasem się udawało. A przecież powinien pomagać klanowi i zdobywaćdla niego pożywienie, było coś o tym w Kodeksie... Chyba, bo szczerze mówiąc poszczególne jego punkty wciąż się Kałużowej Łapie dość mocno mieszały.
Teraz było to jednak nieistotne, ważniejsze były inne umiejętności, które jak miała nadzieję, szły jej lepiej. Przechadzała się po terenach klanu Rzeki, rozglądając się zarówno po to, by podziwiać okryty śniegiem krajobraz, jak i dlatego, by dotrzec wśród niego obecność jakiejś odpowiedniej do upolowania zwierzyny.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to