Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Z jednej strony brzeg Księżycowego Jeziora porośnięty jest gęsto trzcinami, przez które niemal ciężko zauważyć jego spokojną taflę czy blade odbicie księżyca podczas bezchmurnych nocy. Sporo tu nie tylko ryb, ale i ptaków, które upodobały sobie nadwodne rośliny i wiją wśród nich gniazda.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Kocięta Wiewiórczego Ogona i Krogulczego Szponu już jakiś czas temu skończyły jeden księżyc. Coraz bardziej ciągnęło je do poznawania świata, czego rodzice nie mogli im zabronić. Nie mogli też cały czas ich pilnować, przynajmniej kocur nie mógł. Miał on cały czas swoje wojownicze obowiązki, podczas gdy Krogulec była z nich zwolniona jeszcze przez jakiś czas. Nie stanęło to jednak na przeszkodzie, żeby udać się na polowanie. Córkę Traszkowego Grzbietu zapewne już od jakiegoś czasu świerzbiły łapy, żeby się gdzieś przejść. Poprosił więc swoich rodziców, żeby zerkali co jakiś cza na maluchy, coby nie zwiały z obozu i udał się na polowanie z ukochaną. To był pierwszy raz od narodzin kociąt, kiedy faktycznie byli sam na sam. Był to idealny moment na wcielenie swojego planu w życie. Rudzielec bowiem obiecał sobie już przed narodzinami potomstwa, że będzie w stosunku do kotki chłodniejszy, nie będzie się tak zamartwiał, nie będzie się o nią troszczył. Będzie jak Poranny Szron, którego przecież tak ubóstwiała.
Gdy dotarli w okolice Księżycowego Jeziora, wojownikowi coś się przypomniało.
- Miałaś mnie kiedyś nauczyć łowić ryby, pamiętasz? - mruknął bez większych emocji w głosie. Gdy Krogulec była w pobliżu. Zawsze czuł się przy niej szczęśliwy, wiec było to niełatwe zadanie. Następnie usiadł nad brzegiem jeziora i owinął ogon wokół łap.
- Dzisiaj jest ten dzień - zarządził, wyczekując dalszych instrukcji od czekoladowo-rudej.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
W KOŃCU. W końcu udało jej się wydostać z obozu, od wrzasków, pisków i krzyków, które towarzyszyły jej przez cały czas od narodzin małych. Bardzo ją to zaczęło denerwować, a im dłużej musiała przebywać w dziupli, tym bardziej miała ochotę się stamtąd wyrwać. I w końcu, kiedy kociaki dorosły, nadarzyła się taka okazja. Co prawda musiała iść z rudzielcem, ale no... Wolność wymaga poświęceń. Już miała nadzieję, że pójdą razem na polowanie, gdy nagle Wiewiórowi się przypomniało, że Krogulec posiada umiejętność łowienia ryb. Ale... Dlaczego teraz?! Nie mógł o to zapytać później? Na przykład w momencie, kiedy szylkretkę nie będzie rozpierać energia? Nie podobała jej się ta sytuacja, ale... No, niech będzie. Widząc, że bezceremonialnie siada na brzegu, zmrużyła ślepia, lekko marszcząc przy tym pysk.
- Na początku nie rzucaj cienia na wodę - mruknęła w jego stronę również bez większych emocji, po czym sama podeszła do brzegu, usadawiając się na nim wygodnie, a jednocześnie poprawnie jeśli chodzi o technikę.
- Włóż łapę do wody i czekaj, aż jakaś ryba podpłynie. Musisz potem zaczepić pazurami o jej łuski i wyłowić na brzeg - dodała, sama, krok po kroku, pokazując, jak trzeba to wszystko zrobić. Wsunęła łapę do wody czując, jak sierść jej się jeży na karku przy spotkaniu z niezbyt przyjemną cieczą, ale wytrzymala w tej pozycji parę uderzeń serca, aby Wiewiór mógł się jej przyjrzeć. Po chwili się wyprostowała, nieco odsuwając od brzegu i krytycznym wzrokiem się mu przyglądając, by wyłapać ewentualne błędy i je skorygować.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Okej, nie rzucać cienia na wodę. Rudzielec usadowił się zatem w taki sposób, żeby tego cienia nie rzucać. Nie skomentował tego w żaden sposób, po prostu wykonał polecenie. Starał się unikać słów, mówienie w tak chłodny sposób do Krogulec było dla niego bardzo ciężkie, o ile nie niemożliwe, stąd też starał się ograniczyć do minimum. Następnie powtórzył po niej wszystko, krok po kroku. Włożył łapę do wody, nawet się wzdrygając i obserwował. Czekał, aż coś podpłynie i wtedy zahaczy swoimi pazurami o łuski tego stworzenia, wyciągając je z wody na brzeg. Spojrzał pytająco na czekoladowo-rudą, cały czas trzymając łapę w wodzie. Kto wie, może lada moment coś podpłynie i kocur będzie miał szansę do popisania się nowo nabytą umiejętnością?
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
No, skoro przekazała Wiewiórowi wszystko, co potrafi to... Teraz jedynie musiał doskonalić swoje zdolności sam. Przecież nie będą łowić ryb bok w bok, musi zostać sam, prawda? A że Krogulec nie miała ochoty ryb łowić... Podniosła wyżej głowę, starając się wyczuć kierunek wiatru, po czym ruszyła w stronę przeciwną tak, aby owiewał jej pysk. Oddaliła się nieco od brzegu, ale na tyle, żeby być w zasięgu słuchu syna Świerkowej Igły. Ugięła lekko łapy, zniżając ciało w taki sposób, aby nie szurać po nim brzuchem, po czym ruszyła ostrożnie przez nabrzeżne tereny. Ogon trzymała w jednej linii z ciałem. Rozglądała się uważnie za zwierzyną, uruchamiając przy okazji swój nos i powoli krocząc przez siebie najciszej, jak mogła. Nie chciało jej się czekać przy brzegu, aż ryba łaskawie przypłynie i zacznie skubać delikatnie jej łapę. Tam nie ma zabawy, nie ma akcji! A ona chciała się trochę rozruszać, a nie ponownie tkwić w jednym miejscu, w bezruchu i nie mogąc powiedzieć słowa, bo mieszkańcy zbiornika wodnego się zbudzą.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
Dwójka wojowników udała się na łowy, z czego jeden z nich wyraźnie postanowił nauczyć się tej trudnej sztuki. Rudy kocur czekał, wytrwale mocząc swoją łapę w tafli jeziora, kiedy nagle, do jego uszu dotarły... kroki, szybkie, wskazujące na to, że coś, lub ktoś biegnie w jego stronę. Kilka uderzeń serca później zza krzewów wyskoczył rdzawo-brązowy jeleń z imponującym porożem, biegnący na oślep, wyraźnie czymś spłoszony. Wpadł do wody z głośnym pluśnięciem, rozbryzgując wodę dookoła, a kilka kropel poleciało prosto na długowłosego. Kopytny, płynąc i przebierając kończynami, w końcu wydostał się ze zbiornika, pędząc znów przed siebie i zostawiając wojowników samych. Ciekawe tylko, co go tak spłoszyło?
Czekoladowa wojowniczka, po całym tym incydencie związanym z rogatym stworzeniem, oddaliła się i ruszyła w poszukiwaniu zwierzyny. Szła i szukała, uważnie rozglądając się po terenie. Do jej uszu po chwili dotarł cichy szelest, a kilka uderzeń serca później mogła zauważyć szarawego, dość sporego ptaka. Kuropatwa dziobała w ziemi, najwyraźniej szukając pożywienia. Nie była świadoma obecności drapieżnika.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Gdy tylko usłyszała tętent kopyt uderzających o podłoże, podniosła głowę do góry, nasłuchując w jakim kierunku on się kieruje, po czym usłyszała chlupnięcie. I to potężne. Ruszyła biegiem w stronę wody, pozostawiając woń kuropatwy za sobą, a gdy ujrzała Wiewióra całego i zdrowego... No, można powiedzieć, że w pewnym sensie jej ulżyło. Był jednym z lepszych wojowników klanu Cienia i nie mogli sobie pozwolić na kolejne straty w szeregach... Prawda?
- Co to było? - zapytał się go ze zjeżonym futrem na grzbiecie, odprowadzając spłoszonego Bambiego wzrokiem. Następnie rozejrzała się w poszukiwaniu pomysłu, aż zobaczyła... Drzewo. To będzie idealne miejsce na rozejrzenie się w okolicy!
- Pójdę zobaczyć, czy w okolicy coś się nie czai - powiedziała szybko, po czym sprintem dotarła do dość potężnego drzewa z lekko chropowatą korą, wczepiając w nią pazury i zaczynając się sprawnie na roślinę wspinać. Tak dawno tego nie robiła! Wybrała jedną z silniej wyglądających, ale nadal wysokich gałęzi, na którą sprawnie przeszła i rozejrzała się w okolicy. Jak coś mogło spłoszyć coś tak wielkiego... To oznaczało, że może zagrozić też kotom w okolicy. Wolała sprawdzić, co się czai niż iść świadomie w paszczę lwa. W okolicy były jedynie zarośla, mało drzew, dlatego wzrokiem starała się odnaleźć miejsce poruszania się krzaków i innych zielsk, by je potem śledzić.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór tkwił tak z łapą w wodzie, kiedy nagle znikąd pojawił się jeleń, spanikowany jakby coś go goniło. Opryskał rudzielca, po czym pobiegł dalej. Cóż, kocur wiedział, że są to zwierzęta dość płochliwe, dlatego nie przejął się tym specjalnie. Od razu po tym, do jego uszu dotarło pytanie Krogulec. Czyżby się martwiła?
- Nie wiem, jakiś spłoszony jeleń - mruknął w odpowiedzi, nie patrząc na kotkę. Cały czas miał wbity wzrok w jeziorko.
- Mhm, jak coś zobaczysz to powiedz - rzucił od niechcenia. Skoro chciała to sprawdzić, zamiast iść polować, to nie widział w tym problemu. Oczywiście, martwił się, że coś jej się stanie, ale obiecał sobie, że nie będzie tego okazywał. Że będzie chłodny.
Odczekał jeszcze chwilkę, aż woda troszeczkę się uspokoi i jej mieszkańcy zapewne również, po czym upewnił się, że słońce się nie przesunęło przez te kilka chwil i ustawił się w taki sposób, żeby nie rzucać cienia na taflę wody. Następnie włożył do niej łapę i czekał, aż coś podpłynie. Jeżeli gdzieś w pobliżu zjawi się drapieżnik, Krogulec mu o tym powie, zatem nie było powodów do zmartwień. Teraz liczyły się tylko rybki.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
Rudy wojownik cierpliwie czekał na podpłynięcia jakiejś ryby prosto pod jego łapy, jednak z każdym kolejnym uderzeniem serca, zdawało się, że przez jelenia, wszystkie potencjalne ofiary pochowały się na samym dnie. Do uszu Wiewióra dotarł... śpiew. Ptasi śpiew, a gdyby uniósł głowę, dojrzałby, jak prosto na niego leci coś białego. Nie zdążył jednak jakkolwiek zareagować i biała maź wylądowała prosto na jego czole. Ups, taki mały prezencik od ptaszka.
Kotka postanowiła sprawdzić, co tak spłoszyło kopytne stworzenie, a więc zgrabnym i płynnym ruchem wdrapała się na gałęzie, rozglądając uważnie. Niestety, nie dojrzała nic niepokojącego, poza tym, że gdyby spojrzała na swojego towarzysza, mogłaby widzieć, jak ten dostaje białym pociskiem od lecącego na niebie ptaka.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Kocur czekał i czekał, i czekał, i czekał, aż się doczekał. Nie do końca tego, czego oczekiwał, ale zawsze coś. Do jego uszu dotarł ptasi śpiew, więc chcąc dowiedzieć się, skąd on dobiega, podniósł głowę i... oberwał. Oberwał soczystą ptasią kupą. Poczuł zażenowanie i złość. Natychmiast wyjął łapę z wody i przemył nią czoło. Dokładnie, żeby nawet kropelka tego paskudztwa na nim nie została.
- Nawet się nie odzywaj - wysyczał do Krogulec, zanim ta zdążyła jakkolwiek z niego zadrwić. Nie miał teraz na to najmniejszej ochoty. Otrzepał się z wody i zdecydował, że ten dzień nie jest najlepszy na łowienie ryb. Zdecydował się więc na tradycyjne polowanie. Ustawił się pod wiatr i spłycił oddech. Następnie zgiął łapy. Ogon, głowę i brzuch miał prawie przy ziemi. Następnie ostrożnie ruszył przed siebie, uważnie stawiając każdy krok. Poruszał się bezszelestnie. Wyostrzył zmysły i starał się coś wychwycić, jakiś szmer, odgłos kroku, śpiewa ptaka. Obojętnie co, po prostu chciał coś złapać dla dzieci.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Na całe szczęście nie zauważyła żadnego zagrożenia. Prawdopodobnie jeleń się wystraszył gałązki, którą sam złamał i pognał na łeb, na szyję do wody. Albo cokolwiek to było to już tego nie ma. Jednak warto było zostać jeszcze chwilę na drzewie, aby zobaczyć, jak biały pocisk trafia prosto w rudy łeb towarzysza, a na ten widok nie mogła pohamować wybuchu śmiechu. Jego mina, pomimo że ją ledwo mogła dostrzec, musiała być genialna, ale przychyliła się do prośby Wiewióra i nic nie powiedziała... A przynajmniej na razie. Zeszła z drzewa, lądując zgrabnie na ziemi, po czym ruszyła pod wiatr, aby mogła kontynuować polowanie. Ugięła łapy, poruszając się na nich lekko oraz bezszelestnie, ruszając dalej na poszukiwanie zwierzyny. Wyostrzyła wszystkie zmysły jak tylko się dało, aby żadna świeża woń jej nie umknęła. Chciała się trochę rozruszać oraz przynieść coś na stos i dla dzieci, które powoli zaczynają jeść mięso. A dosyć sporo potomstwa wydała na świat, więc trochę zajmie nakarmienie ich wszystkich.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Wojownik, po nieprzyjemnej niespodziance, która nadleciała z góry, postanowił jednak polować sposobem tradycyjnym, czyli na lądzie. Szło mu całkiem nieźle i po pewnym czasie jego oczom ukazał się dość spory, czarny kopiec ziemi. Ciekawe tylko, czy zamieszkany... ?
Czekoladowa kotka również postanowiła polować na ziemi, co okazało się bardzo dobrym pomysłem. Nie minęło wiele czasu, a do uszu wojowniczki dotarły cichutkie szelesty, a po kilku uderzeniach serca, kilka lisich długości od siebie mogła zobaczyć przechadzającą się myszkę. Nie była świadoma obecności jakiegokolwiek zagrożenia. Póki co.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór długo nie musiał szukać. Niemalże od razu natchnął się na... kopiec kreta. Niestety, nie wiedział jak sobie z tym poradzić, Krety były raczej zwierzętami nocnymi, więc po prostu go ominął i poszedł dalej.
Ponownie upewnił się, że idzie pod wiatr i spłycił oddech. Ugiął łapy. Brzuch, głowę i ogon mial niemalże przy ziemi. Poruszał się bezszelestnie i ostrożnie, żeby na coś nie nadepnąć. Wyostrzył zmysły. Chciał złapać coś... coś większego niż myszka. Żeby wykarmić dzieci, tak.
Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
Uśmiechnęła się, gdy jej oczom ukazała się malutka, niewinna myszka. Czas się zabawić! Jako, że tak ważne rzeczy o polowaniu łatwo nie wypadają z jej głowy, nawet pomimo długiej przerwy, przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, jednocześnie kontrolując kierunek wiatru. Zrównała ogon z resztą ciała, po czym ruszyła powoli, ostrożnie w stronę ofiary. Starała się stawiać lekko kroki, aby szarawy osobnik nie wyczuł drgań podłoża, nadal mając przy tym ugięte łapy. Gdy oceniła, że znajduje się w odpowiedniej odległości od małego konuska, odbiła się mocno od podłoża, starając się wylądować na gryzoniu i jak najszybciej pozbawić go życia za pomocą pazurów i zębów. Ciekawa była, czy pomimo porodu i siedzenia cały czas w dziupli nie straciła swojej koordynacji ruchowej ani szybkości, z jaką zabijała małe stworzenia, no bo w końcu... Trochę na pewno się zastała, a jednocześnie było jej trochę ciężej. Musiała wrócić jak najszybciej do swojej dawnej formy!
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Wiewiórczy Ogon postanowił odejść od kopczyka, zostawiając jego potencjalnego mieszkańca w spokoju. Brak umiejętności polowania na takiego typu stworzenia niestety zmusiły go do rezygnacji. Szedł, szukając czegoś innego, co dałoby się złapać, zanieść na stos, a następnie skonsumować. Po jakimś czasie, do jego uszu dotarł głośny szelest pobliskich traw. Zza źdźbeł wyszedł dość kolorowy, spory ptak. Jego pióra miały rdzawo-brązowy kolor, przy głowie zmieniający się na zielono-niebieski. Dziubał sobie w ziemi, szukając zapewne pożywienia. Wojownik miał szansę na udany łów.
Kotka wszystko zrobiła dobrze, prawidłowo podeszła do myszy, jednak... ta uciekła. W porę zauważyła wojowniczkę i zwyczajnie czmychnęła do pobliskiej norki, zostawiając czekoladowo-rudą zupełnie samą, z posmakiem porażki.