Księżyce: 39 Płeć: kocur Matka: pfff na co to komu Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Ostatnio wiele musiał wziąść na swoje barki. Jako pierworodny syn musiał teraz zadbać o swoją rodzinę pomimo iż... sam był wrakiem. Starał się jednak tego nie okazywać chcąc trzymać jakoś to wszystko i nie pozwolić by było gorzej. Chociaż czy mogło być teraz gorzej? Wszyscy byli w rozsypce. Utrata Żmiji była wielkim ciosem nie tylko dla Węża. Ciężko mu było być podporą rodziny ale innego wyjścia nie miał. Bzyk i Bajorko byli w jeszcze gorszym stanie niż on. To teraz była jego rola by o nich dbać i doprowadzić ich do lepszego stanu. Jednak jak ma to zrobić jak sam nie widział światełka w tunelu?
To napięcie i stres strasznie go wykańczały. Polowania nie pomagały mu w pozbyciu się tych uczuć. Co zazwyczaj było jego dobrym sposobem na rozładowanie złości. Jednak nie teraz. Złość, smutek i gorycz wręcz w nim się gotowała.
Rzucił z impetem upolowanego królika na ziemię i patrzył jak się wykrwawia.
Ryknął przy tym głośno. - PSSSIA MAĆ! - popatrzył na swoje łapy. Dopiero teraz zauważył ile miał na niej krwi i jak bardzo był zmęczony. Z trudem nabierał powietrze do płuc.
Nie wiedział ile polował. Stracił kompletnie rachubę czasu ale był na swoim limicie.
Zakopał królika po czym postanowił usiąść sobie i odpocząć.
Rozejrzał się po okolicy i dopiero teraz zorientował się gdzie był. Zarośnięty Brzeg. Przysiadł przy wodze i włożył do niej swoje łapy. Syknął gdy poczuł lodowatą wodę na sobie jednak nie przestawał ich myć. Gdy były czyste to spojrzał się w odbicie. Nie mógł zobaczyć w tym odbiciu ani cienia tego kim był przed pogrzebem swojego ojca.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Czuł, że coś z Wężem od pogrzebu było nie tak... Ale jednak Wąż jak to Wąż starał się wszystko ukryć i Listek nawet nie próbował ściągnąć mu tę maskę z pyska. Starał się zachowywać jak zwykle w jego towarzystwie, no może jedynie ograniczał się z żartami, które mogłyby go jakoś bardziej rozwścieczyć. Temat śmierci Żmijookiego również nie poruszył ani razu. Poza tym nie miał pojęcia co zrobić. Nie potrafił odgadnąć, co Wąż o nim myślał, czy byli na tyle blisko, by poważnie porozmawiać o uczuciach? Nie romantycznych, niestety, ale związanych z odejściem bliskich, smutkiem, złością i tak dalej. Czy Wąż jedynie nie odwrócił się od Listka bo... Nie miał nikogo innego. Ale też ciężko mu się patrzyło, jak psychika burego nie poprawiała się.
Szedł za Tropem Węża, by może zaproponować wspólne polowanie. Albo Sparing. Pierwszy raz chyba tak kogoś tropił i o dziwo, udało mu się znaleźć gagatka. Czuł świeżą woń zająca i krwi, więęc polowanie odpadało. Sparing... Może. Tylko jak tu coś zaproponować? Ugh, zagada jak zwykle, później pomyśli nad dalszą częścią.
- Proszę, kogo tu mamy. Nie mów, że kusi cię, by popływać... Nie radziłbym, przeziębisz się - przywitał się z uśmiechem, trochę żartując. Stanął obok kocura nad brzegiem, patrząc jak moczy łapy w tej lodowatej wodzie... Oh aż dreszcz przeszedł przez ciało Listka.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Księżyce: 39 Płeć: kocur Matka: pfff na co to komu Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Zerwał się nagle, gdy poczuł obok siebie kogoś. Chwiejnie stanął naprzeciwko… Liść? Co on tu na osty i ciernie robił? Jego futro przestało się jeżyć a sam się trochę uspokoił. Postanowił ponownie usiąść ale tym razem nie moczył swoich łap w wodzie. – Gdybym próbował popływać to przeziębienie byłoby osstatnią rzeczą, o której bym pomyśśślał. – odpowiedział na jego słowa sucho, nie patrząc na niego. Nie umiał pływać i raczej nie miał ochoty się tego kiedykolwiek nauczyć, aż tak nie przepadał za wodą. – Co Cię tu przygnało? Znudziły Cię zabawy na granicach i przypomniałeśśś sssobie o mnie? – burknął kąśliwie, patrząc się dalej w dal.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Hmmm, jak się domyślał kamieniarz nie był w humorze. Ale jego suchy ton głosu go nie zraził, w końcu to nie pierwszy raz, gdy go słyszał od kocura. - Oh to bardzo źle, trzeba uważać na takie rzeczy, szczególnie porą nagich drzew. Chociaż jeśli chcesz specjalnie się rozchorować i uciec od obowiązków to dobry sposób... Ale to nie w twoim stylu - A za to Listek potrafił pływać, więc może gdyby nie niesprzyjające okoliczności nauczyłby swojego przyjaciela... O ile ten by go nie utopił, zanim szkolenie by nie dobiegło końca.
Zabawy na granicach... Wiadomo, o jakiej sytuacji pomyślał od razu Listek, ale syn Szyszki poznał więcej niż jednego kota na granicy. Większość z tych przygód to po prostu rozmowy, czy inne wygłupy, więc może buremu chodziło ogólnie o szlajanie się po granicach Listka, a nie tę jednorazową przygodę w krzakach? Chociaż hm, to by było urocze, gdyby wojownik faktycznie okazał się zazdrosny. - Oh nigdy o tobie nie zapomniałem. Tylko w klanie jest nudno, a nawet kodeks mówi, że można zawierać przyjaźnie poza klanem, więc co w tych wędrówkach jest złego? Nawet nie wiesz ile ciekawych kotów jest w innych klanach... A co mnie przygnało, zwykłe polowanie. Dopiero zacząłem węszyć, ale gdy cię zobaczyłem, nie mogłem po prostu pójść sobie dalej - spróbował zagrać głupa i rzucić jakąś pierwszą lepszą wymówką.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Księżyce: 39 Płeć: kocur Matka: pfff na co to komu Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
- Nie to miałem na myśśśli. - przewrócił ślepiami. - Nie myśślałbym o przeziębieniu bo byłbym martwy. - powiedział prosto z mostu. Dlatego zawsze trzymał jakikolwiek dystans od wody. Mimo iż wydawała się nie być niebezpieczna to Wąż zawsze uważał. Jak miał kiedyś zdechnąć to przynajmniej nie przez utonięcie.
Na niego kolejne słowa, Wąż zmarszczył brwi i odwrócił do niego pysk. - Nie rób ze mnie idioty. Śśśmierdziałeś Gromem na długośśść ogona. - burknął. - Więc mi nie ćwierkocz o przyjaźniach na granicy. Tym bardziej nie sssłodź mi. Zachowaj to sssobie dla ssswojej adoratorki z Gromu.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Martwy? Ah. No tak, nie wszyscy w tym klanie wiedzą w ogóle jak się pływa. Ale też fakt, od takiego mrozu można pewnie dostać większych obrażeń niż tylko... Drobne przeziębienie. - Hmm, umiejętność pływania może się przydać... Jeśli chcesz, gdy woda zrobi się cieplejsza, mógłbym cię nauczyć - zaproponował ciepło, bez żadnych dziwnych tekstów czy podtekstów, zwykła ziomalska propozycja. No nie powie tego na głos, ale też chciałby zobaczyć Węża z mokrym futrem.
Hm. Czyli miał racje, o to chodziło. Ale czekajcie, czy to nie oznacza, że Wąż był zazdrosny? Uuuu, niesamowite. Tylko pytanie, jakby tu go jeszcze bardziej nie rozwścieczyć... Tak czy siak, na razie usiadł koło niego, gotów na dłuższą pogawędkę. - Mm, nie ma żadnej adoratorki. Był tylko jeden przystojny kocur i poniesienie się chwili. Nie widziałem go ani razu więcej od tamtego spotkania. - Musiał się porządnie ugryźć w język, by nie dorzucić "a co zazdrosny?" na sam koniec. Na prawdę się teraz starał ograniczać ze swoimi tekstami i Wąż powinien to, jak najbardziej docenić.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Księżyce: 39 Płeć: kocur Matka: pfff na co to komu Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Na jego propozycje, zdziwił się bardzo. Skąd on niby umiał pływać? Raczej Burzowe Echo nie nauczyła go tej umiejętności. W ogóle nie sądził by ktokolwiek Cieniu wiedział jak to robić. Szybko jednak doszło do niego, że pewnie pobierał nauki u jakiegoś rzeczniaka. Gwiezdni tylko wiedzą jakim sposobem pozyskał tą wiedzę. Co prawda mógł przypuszczać jak, ale nie chciał nawet o tym myśleć.
– Może… – burknął i nic poza tym. Nie przepadał za wodą i pływanie nie napawało go optymizmem. Wiedział jednak, że to co Liść mówił było prawdą – ta umiejętność mogła mu się kiedyś przydać.
Ta dosadna szczerość trochę zdziwiła Wężową Skórę. Syn Sosnowej Szyszki zazwyczaj nie mówił mu rzeczy tak wprost. Zawsze chował informacje za niewinnymi słówkami lub omijał sprawnie temat. Tym razem nie bawił się z nim w ciuciubabkę i przyznał mu rację.
Co prawda nie była to kotka ale przyznał, że spędził upojną noc z jakimś… Gromiakiem. Gust Liścia był bardzo dla niego niezrozumiały.
Szczerze to nie wiedział jak zareagować na to wszystko. Z jednej strony wisiało mu to co robił Dryfujący Liść. Od samego początku czuł, że z niego jest figlarz i kieruje się swoimi potrzebami. Dlatego nie powinien być zaskoczony czy tam zły. Zawsze to czuł, że jego kolegę nosiło do takich spraw. Z drugiej jednak… Czuł, że przez te jego wypady nie było go częściej w Klanie a on… Nie miał za bardzo do kogo gęby otworzyć.
Zawsze starał się brać wszystkich na dystans. Jedynie jego siostra była wyjątkiem odstającym od reguły. Dlatego nie powinien czegokolwiek oczekiwać od Liścia. Ani razu nie powiedział mu kim dla siebie byli – Liść nie miał żadnych obowiązków wobec niego. Więc dlaczego, był na niego zły, że tak sobie lata po terenach?
Otworzył pysk by po chwili go zamknąć. Zamilkł na parę chwil po czym mruknął. – Nie ważne. Rób co chcesssz. – powiedział sucho. To było jego życie a jemu nic do tego. Jego złość była bezsensu. – Wybacz, przewrażliwiony jessstem. – powiedział by jakkolwiek wytłumaczyć swój dziwny wybuch złości.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Akurat wiedzę o tym, jak się pływa zdobył grzecznie, dzięki zwyklej wymianie z innym kotem. Jeden dowiedział jak się profesjonalnie wspinać, drugi pływać, proste! Przydałoby się jeszcze kiedyś nauczyć jak łowić ryby. Samo zdobycie umiejętności brzmiało spoko, jedzenie już tych zdobyczy… mniej, ale tak czy siak warto.
- I świetnie, w takim razie jesteśmy umówieni jak tylko nadejdzie Pora Zielonych Liści - do tego trochę czasu było, ale spoko, Liść nie był kotem co rzuca pustymi obietnicami! Plus z wielką chęcią by zobaczył co Wąż skrywa pod futrem.
Nie wiedział co się działo w głowie Węża gdy Listek przyznał się skąd ten smród na jego futrze. Mógł się domyślać, że jego duma gryzła się z zazdrością, ale tylko domyślać. Bo sama odpowiedź burego była dość oschła i nasączona zirytowaniem. Ah ten Wąż…
- Spokojnie, nie mam ci tego za złe. Rozumiem jak to jest stracić kogoś bliskiego… Więc, jakbyś też chciał w czymś pomocy, albo się po prostu wygadać to śmiało - niby słodkie słówka i niby dalej miał na sobie swój typowy Listkowy uśmiech, ale… Mówił szczerze. Ah kiepsko się zgrali z czasem z przygodą na granicy i pogrzebem. Hm.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
Dotarły do niej informacje, jakoby rzeka przynosiła na tereny różnorakie... skarby.
Jako miłośniczka błyskotek i wszelakich zbędnych drobnostek, kotka postanowiła sprawdzić to osobiście - i to samo zaproponowała bratu. Dlatego wczesną porą dnia wyruszyła na wspólne poszukiwania.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Był dzień ładny, słoneczny, ale nie za gorący.
Patrole donosiły o dziwnych piskach znad rzeki, oraz o dziwnych przedmiotach znajdowanych przy terenach grzmiącej rzeki lub Czarnego ogona.
Na podmokłych terenach ich łapy kierowały ich przed siebie, a Kometa mlasnął do siostry.
-Kochana moja! Ja to powątpiewam, że jakiegokolwiek Rollexa tu znajdziemy.- Westchnął, a nosem węszył za czymś odstającym od normy.
-Te plotki to pewnie zwykłe śmieci, nic godnego do naszego legowiska - wyobrażasz sobie, mieć burdel we własnym leżu?-
Narzekanie narzekaniem, lecz charcoal wypatrywał i szukał. Może coś ładnego im się trafi - coś z gustem.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
Jak na razie udało jej się dostrzec… całe nic. Na słowa brata zareagowała jedynie chichotem (mimo wszystko - oczekiwania miała wysokie!) i ruszyła dalej, ot co.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Kopiec kreta? Kocur instynktownie pomyślał o kopcu kreta, jako cieście. Tęsknił za jego zapachem.
Szukał dalej, tym razem nasłuchując, a już, może trafi na coś, co wydziela z siebie jakiś dźwięk?
Oczami wypatrywał lśniących elementów, choć wątpił, by znalazł jakieś złoto.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Długofutry, czarny srebrny charcoal bengal z bielą, gdzie ta bardziej charakterystyczna znajduje sie na mordce, czole w formie gwiazdki, torsa, łap i pasma w ogonie.
Wysoki jak brzoza gigant, o kwadratowej, lecz eleganckiej mordce.
Brzoskwiniowo-złoty wzrok.
Ciekawski, dość śliski typ o uroczej mordce. Pasjonat przygód, jak i przekraczania granic.
Jest elegancki - ceni sobie czystość, wygląd, piękny kolor. Kometa potrafi docenić ludzką muzykę, taniec czy wytwór ich rąk o przeciwstawnych kciukach.
Gdyby nie te cuda świata dwunożnych, nie siedziałby w swym wypchanym legowisku - szukałby przygody.
Przygód, o których opowiadała mu matka, a które wykształciły w Komecie kolejną ceche - ciekawość.
Ciekawość do życia, śpiewu, tańca, czy otaczającego go świata...
Ciekawość, którą stara się zadowolić, nawet, jeśli ma iść po trupach.
Kocur momentalnie ugiął łapy i w pozycji łowieckiej zaczął kroczyć pod wiatr w przeciwnym kierunku od łasicy. Ta jadła posiłek, a kocur wolał nie wrócić do obozu z ranami. Co to, to nie.