Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Ta część rozległych lasów, które porastają tereny klanu Cienia, wydaje się młodsza, niż Świerczyna czy Szumiący Las – pełno tu młodych drzew, w większości sosen, które powoli pną się w górę. Młode Sosny są często odwiedzane nie tylko przez klanowe koty, ale i zwierzynę, na którą mogą one polować, oraz inne, większe zwierzęta; o ile drapieżników nie ma tu zbyt wiele, to często można natknąć się na sarny czy jelenie, które wydeptują nowe ścieżki wśród niewysokich drzew.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór udał się na polowanie, jak to miał w zwyczaju po treningu Zjeżonej Łapy. Łowy były owocne, jednak nim się zorientował, już znalazł się przy Młodych Sosnach. Kocur chciał kontynuować, kiedy do jego nozdrzy dotarł znienawidzony, aczkolwiek znajomy zapach. Był to nie kto inny, jak Poranny Szron. Udał się więc w miejsce, w którym znajdował się wojownik i skrzywił się, patrząc na niego.
- Nie masz obowiązków, że chodzisz sobie na takie spacerki? Nie wyglądasz na zajętego polowaniem albo patrolowaniem - syknął. Nie lubił srebrzystego kocura. Nie, nienawidził go. Czerpał więc niemałą satysfakcję, mogąc się do niego przyczepić.
- Co ty sobie myślisz? Że wszyscy będziemy harować, a ty będziesz mógł się przechadzać i podziwiać widoki? - zadrwił, wysuwając mimowolnie pazury. NIE POZWOLI na to, żeby taka kupa futra nie robiła nic dla klanu. Choćby miał go zmuszać do polowania, czy patrolu, nie podda się. Nikt nie będzie żerować na klanie Cienia, a już na pewno nie ktoś taki jak Poranny Szron. Co prawda to, że akurat w tym momencie syn Bagiennej Trzciny nie wyglądał na zajętego czymkolwiek nie oznaczało, że W OGÓLE nic nie robił, ale rudzielca nie bardzo to interesowało. Każdy pretekst był dobry.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
W międzyczasie Szron odbył sobie spacer po klanowych ziemiach. Po przejściu krótkiego dystansu wzdłuż granic na patrolu udał się tutaj, usiłując chociaż trochę ulżyć styranemu upałami ciału. Na bóle w sercu, czy gdzie tam ostatecznie te wszystkie emocjonalne bzdety się znajdowały, nie miał jeszcze niestety żadnego lekarstwa, czego nieustannie żałował. Choć minęło wiele księżyców, wciąż nie umiał w sobie tego zwalczyć na dobre; póki co jedyne, co udało mu się w tym celu osiągnąć, to wymyślenie metod na ich krótkie odpędzenie. Wszystko jednak miało gdzieś swój koniec, stąd takie zagłuszające na zaledwie kilka uderzeń serca narkotyki zaczynały go powoli irytować. Ale póki co nie wymyślił nic lepszego, więc musiał sobie jakoś poradzić z tym, co miał.
Jego rozmyślania przerwały czyjeś szczekania. Dopiero po chwili obrócił głowę w stronę ich źródła. Jego wzrok był pusty, harmonijne ciało nie zbrużdżone żadną krzywizną poza krótką iskrą irytacji, jaka przemknęła po jego grzbiecie. Ewidentnie był zajęty zupełnie innymi sprawami niż mało obchodzącymi go kotami, można by więc powiedzieć, że po wszystkich uwagach wojownika wyglądał niemalże tak, jakby w ogóle się tym nie przejął.
- Załatwiłem to wcześniej - odparł. - Ty wypełniłeś już wszystkie swoje obowiązki?
Nie było w tym żadnej wściekłości czy zjadliwości. Ot, zwykłe, towarzyskie wręcz pytanie. Spojrzał na niego lodowatymi tęczówkami trochę tak, jak na kolejnego owada, z którym nie powinno się zrobić nic innego, jak tylko poczekać, aż zrobi to, co chce zrobić, nim odleci.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór nie rozumiał, jak to w końcu jest. On sam miał bardzo mało czasu na swoje prywatne zachcianki, pokroju właśnie spacerków, czy drzemek, a taki śmieć, jak Poranny Szron owszem. Jak to działało? Może miał mniej obowiązków? W końcu Płomień została wyrzucona z klanu, więc jego największy problem sobie zniknął, tak po prostu. Kto wie, może pewnego dnia to ON zostanie wyrzucony, a co za tym idzie, zniknie największy problem rudzielca? Wątpliwe, ale warto mieć marzenia, prawda?
Kiedy srebrzysta kupa kości odezwała się, wojownik poczuł, jak jego mięśnie się spinają. Miał ochotę po prostu się na niego rzucić i zrobić mu krzywdę, ale bez powodu zrobić tego nie mógł. Z resztą, nawet gdyby miał powód, to mogłoby być ciężko.
- Oczywiście, że tak - burknął. - Odkąd Płomień wyrzucono z klanu, nie masz za dużo do roboty, hę? - zapytał, a jego ruda kita kołysała się, to na prawo, to na lewo. Syn Świerkowej Igły bowiem nie interesował się tym, czy jego rywal ma jakiegoś innego terminatora. Przynajmniej nie z jego rodziny.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Może to zależało od organizacji czasu. Ostatnio u Szrona rzadko kiedy działy się jakieś rewelacje, pod wpływem których nie mógłby bądź nie chciałby wykonać tego, co miałby do zrobienia w danym dniu. Jego życie generalnie stało się ostatnio mało ciekawe... gdyby wyłączyć sprawy rodzinne oraz powrót siostry, oczywiście. Albo to spotkanie przy jego norze. Ale jak już było wspomniane, czasem były jakieś odskocznie od rutyny, acz nigdy taka, która odciągnęłaby go od patrolu albo polowania. A treningi z uczniami to już w ogóle był jego gwóźdź programu każdego poranka. Nie, żeby to jakoś lubił. Po prostu ów element wschodu słońca stał się nie wiadomo kiedy stabilnym elementem w grafiku, bez którego z pewnością obecnie poczułby się... co najmniej dziwnie. Już i tak miał trochę wolniejsze popołudnie przez wzgląd na wywalenie Płomień z Klanu... co nie zmieniało faktu, że nadal miał trochę na głowie, jeśli chodzi o terminatorów.
- Chrząszczowa Łapa i Dymna Łapa uczęszczają na treningi częściej niż ona kiedykolwiek - odpowiedział Wiewiórczemu. - Mamy wieczór. Do tej pory wiele wojowników kończy już treningi i swoje obowiązki. Nie należę do wyjątków. Jest w tym coś dziwnego? - spytał, zainteresowany, choć nie za bardzo pytaniami rudzielca; wciąż nie wydawał się szczególnie zafascynowany jego obecnością... czego nie dało się powiedzieć o samym rudzielcu w stosunku do niego. Ciekawe w sumie, dlaczego.
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór poświęcał swoim terminatorom jak najwiecej czasu, widywał się z nimi codziennie. Oprócz tego bawił się również z dziećmi, patrolował, polował. Miał... dużo na głowie.
Zwłaszcza, że prowadził jeszcze nauki Jarzębince, z którą widywał się tak samo jak z resztą podopiecznych, każdego dnia.
Rudzielec prychnął pod nosem na komentarz o jego siostrze. W istocie, z pewnością był on prawdziwy i była w nim nuta złośliwości, ale nie było to nic takiego, za co wojownik mógłby jakkolwiek obić drugiego kocura.
- Oczywiście, że nic w tym dziwnego. Po prostu rzadko widuję kogoś leniuchującego i postanowiłem sprawdzić, czy wywiązałeś się ze swoich obowiązków. Odkąd w klanie pojawiło się tyle kociąt, a co za tym idzie, również i matek, czyli kotów, które nie polują staram się jak mogę, żeby niczego nie zabrakło. Patrzę też, czy inni wywiązują się ze swoich obowiązków - wytłumaczył, bacznie obserwując srebrzystego. Nie pozwoli, żeby on, Wiewiórczy Ogon, dwoił się i troił, podczas gdy Poranny Szron spacerował sobie w najlepsze. Każdy powód był dobry, żeby się o cos przeczepić. Każdy.
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz Płeć: Kocur Matka: Bagno Ojciec: who dis Partner: sb is watchin me
Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
Poranny Szron, tak jak większość wojowników, nie parała się czymś takim jak rodzicielstwo, więc koniec końców rzeczywiście miał mniej na głowie od Wiewiórczego Ogona. Co nie znaczy, że było ich niewiele i kocura dopadała gnuśność – nie, nic z tych rzeczy! Po prostu z braku innych lepszych zajęć skupiał się przede wszystkim na swojej pracy, czasami się w niej nawet zatracając. Wszystko po to, by w młodych księżycach życia w nowej randze zapomnieć o wspomnieniach. Bardzo złych wspomnieniach. Obecnie wiele mu z tamtej pracowitości zostało, z przyzwyczajenia załatwiając wszystko w miarę sprawnie, bez większego rozpraszania się. Chyba, że emocjonalność była w nim wyjątkowo silna danego wschodu słońca. Ale ponieważ nie zdarzało się to specjalnie często, srebrzysty mógł uchodzić za w miarę sumiennego klanowicza. Nie wynikało to jednak z miłości do Klanu (takowej nie przeżywał w sobie właściwie wcale), a zwyczajnego powielania dawnych nawyków, wynikłych z desperackich prób zagłuszenia w sobie bólu, zamieniając obowiązki w narkotyk...
W reakcji na kolejną niezbyt przyjemną w tonie, acz całkowicie zwyczajną w słowie wypowiedź rudzielca wzruszył barkami.
– W takim razie wszystko się ze mną zgadza w tych kategoriach – mruknął, nie odwracając wzroku. – Coś jeszcze? Stróżu?
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór natomiast... cóż, wywiązywał się ze swoich obowiązków. Zarówno tych wojowniczych, jak i ojcowskich. Powinien poważnie zastanowić się nad swoim planem dnia, może najwyższa pora, aby zacząć widywać się ze swoimi terminatorami co drugi dzień? Może za bardzo się przemęcza, codziennie prowadząc dwa treningi i do tego jeszcze nauki? To zdecydowanie byłoby lepsze rozwiązanie, ale kocur nie chciał się do tego uciekać. Chciał poświęcać wszystkim swoim podopiecznym jak najwięcej czasu, nie patrząc na to, że sam się przez to niszczy, że chodzi poirytowany, zmęczony.
Spojrzał chłodno na Porannego Szrona, delikatnie zadzierając głowę. Nienawidził go. Nienawidził z całego serca. Za to, że to on skradł serce Krogulec, że to jego wolała. Że nawet się nie starając miał wszystko to, o czym Wiewiór mógł jedynie marzyć, śnić. Że to on zajmował specjalnie miejsce w życiu czekoladowo-rudej, że jest w niego ślepo zapatrzona. Gdyby tylko mógł, zabiły go tu i teraz. Miał jednak honor i powstrzymał się. Nie mógł zrobić czegoś takiego tylko i wyłącznie przez własne widzimisię, przez swoje emocje, uczucia.
- Nie, to wszystko. Wracaj niedługo do obozu - odrzekł, machając nerwowo kitą. Odwrócił się i twardym, pewnym krokiem ruszył w kierunku obozu. Im dłużej na niego patrzył, tym bardziej chciał go okaleczyć, pomimo tego, że nie miał ku temu żadnego powodu. Sama obecność srebrzystego działała mu na nerwy. Po prostu.
To dobrze zbudowana, proporcjonalna koteczka z puchatym, gęstym futrem w kolorze, hehe, jasnobrązowym przywodzącym na myśl kawę z mlekiem. Dużą ilością mleka, która w słońcu sprawia rudawe wrażenie, może dlatego, ze była posłodzona miodem. Jej oczy są intensywnie niebieskie a całe ciało jest pokryte pręgami. Ogółem to opis się nie zmieścił dlatego dla większej liczby informacji zerknij sobie do KP.
Ciężko coś powiedzieć o kociaku, gdyż kocięcy charakter z reguły ulega diametralnym zmianom wraz z rozwojem i mijaniem księżyców. Lwica należy do maluchów ciekawskich oraz tych o niewyparzonym języku. Nie jest celowo chamska, broń Gwiezdny Klanie. Po prostu, jak to kociak, jest szczera i bezpośrednia, przez co brak jej taktu. Z reguły mówi to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Bywa uparta i bardzo stanowcza, ewidentnie przejawia duże pokłady determinacji. Nie jest wszędobylska ani entuzjastyczna, nie rzuca się wszędzie jak piskorz, jak co poniektóre kocięta. Ale bez problemu można wyczuć jej obecność. Ma silny charakter i trudno wpłynąć na jej decyzje ale nie jest to niemożliwe. Trzeba po prostu podać argumenty, które ją przekonają, bowiem lubi słuchać i nie upiera się nigdy przy czymś tylko dla samego faktu postawienia na swoim. Ma swój honor.
Gdy opuściła wraz ze Skowronkową Łapą Puste Drzewo zostawiając za sobą Słodki Język i Grzmiącą Łapę udała się w stronę znajdujących się niedaleko Młodych Sosen. Poprowadziła swojego terminatora za sobą, milcząc. Jak się czuła? Złość już z niej raczej opadła, czuła tylko jej delikatne podrywy, które powodowały, że jej ogon w dalszym ciągu huśtał się trochę na boki. Czy czuła zawód? Tak. Skowronkowa Łapa był w Klanie od niedawna, więc mógł nie wiedzieć jak co poniektóre sprawy wyglądają, ale musiał zaakceptować, że dopóki jest terminatorem to jego mistrz decyduje o jego treningu a nie on sam. Gdy w przyszłości sam zostanie wojownikiem i dostanie własnego ucznia to będzie mógł z nim robić co chce i kiedy chce, ale na razie jest pod skrzydłami Lwiego Płomienia która była za niego odpowiedzialna i to od niej zależała jego nauka i, przede wszystkim, bezpieczeństwo, które było dużo ważniejsze od tego, czy ten chce czy nie chce poprać się po mordach z Grzmiącą Łapą.
Bardziej jednak od tego przeszkadzało jej to, że Słodki Język uznał za stosowne zabrać JEJ ucznia bez wiedzy i próbować uczyć go rzeczy, których jeszcze nie przekazała mu Lwi Płomień, po raz kolejny bez jej wiedzy i zgody na to. To było skrajnie niestosowne i Lefka odebrała to jako niezwykły brak szacunku w jej stronę. Była mistrzem, wojownikiem, dorosłym kotem który poświęcił swoje życie dla Klanu i nie zasługiwała nawet na to? By ktoś ją łaskawie POINFORMOWAŁ, że zmienia plany treningowe JEJ ucznia? No dobrze, może wciąż była jeszcze ODROBINKĘ zła na całą tą sytuację. Czuła po prostu... żal, miała wrażenie, że została potraktowana jakby jej zdanie i to, co ona myśli się nie liczyło, a to właśnie z tym uczuciem próbowała walczyć całe swoje życie. Najwyraźniej, bezskutecznie, bo mieli ją w dupie nawet młodzi wojownicy.
Gdy dotarła do Młodych Sosen usiadła i wyprostowała się, dając Skowronkowej Łapie znak głową, by zrobił to samo.
//Obłoczek, zapraszam.
Dziśosiem serc,w szklance na dnie.................................................... Przezlodową taflę przedrzeć się chce................................................ Ja szukamciebie, ty szukaszmnie...................................................... A międzynami sześć obcychserc....................................................... ......................................................I możemiłość stopi tenlód ...............................................Aciepłosprawi, że stanie sięCUD ................................................Szesnaście połówekpołączy się
Zdecydowanie urósł należy do jednych z najwyższych kotów. Kołtuny i brud już nie pasują do opisu kocurka. Długie czarno białe łaciate futro zawsze dokładnie umyte. Bo z czasem kocurek nie mógł już patrzeć na ten brud.Co do futra to ma ono barwę czarną niczym smoła, ale ma białe znaczenia na łapach sięgające do połowy łap, na pysku z wyjątkiem nosa i brody, szyi oraz na brzuchu. Stał się średnio barczysty, ale przez swój wzrost może budzić strach. Kroki stały się niezwykle pewne, ale zarazem delikatne. Momentami przy napięciu mięśni widać je poprzez sierść, ale nie są jakieś niezwykle duże. Zielone oczęta patrzą na świat bardzo uważnie zawsze starając się zauważyć najmniejszy ruch.
Czas życia w samotności zdecydowanie go zmienił. Stał się zdecydowanie pewniejszy i agresywniejszy, co wcześniej nie było do niego podobne. Radość z niego uszła tak samo jak uczuciowość. Chociaż zapewne przy bliższym poznaniu byłby bardziej podobny do Obłoczka za czasów klanowicza. Co do jego wady wymowy jest nadal ale nie taka sama jak wcześniej. Jąka się sporadycznie, a to przez samotne mówienie do siebie, aby pozbyć się owej wady. Łaciaty potrafi kłamać ale nadal nie popiera kłamania. Nadal jest sprytnym i mądrym czworonogiem
Zamglona Łapa (S)
Młody szedł za Lwim Płomieniem ze spuszczoną głową. Czuł się winny za to, że nie poinformował swojej mistrzyni o tym, że przyszedł do niego Słodki Język z propozycja treningu. Co chwilę podnosił delikatne łebek, aby sprawdzić, czy niebieskooka przestała huśtać ogonem na boki. Niestety łaciaty nie zauważył, aby kocica przestała.
Lwi Płomień czuła zawód i żal. Terminator nie chciał się odzywać, aby przypadkiem nie pogorszyć sytuacji Słodkiego Języka, Grzmiącej Łapy, lub swojej.
Gdy oboje doszli do Młodych Sosen wojowniczka usiadła i ruchem głowy nakazała swojemu podopiecznemu usiąść. Ten zrobił jak kazała, ale wzrok miał wbity w swoje łapy. - P-p-prze-przepraszam, mogłem ci-cię p-po-poinformować. - Powiedział niepewnie. Nadal nie spuszczał wzroku ze swoich łapek które w tym momencie wydawały mu się takie ciekawe.
♛ Here we goagain ♛ I willnotg.i.v.e in I've got a reason to fight . . Everydaywe choose . . Wemightwinorlose This is the dangerous life
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
***
Powoli, ledwo zauważalnie, Pora Zielonych Liści przemijała, ustępując miejsca swej siostrze Porze Opadających Liści. Nie było to jeszcze tak wyraźne, chociaż czubki niektórych drzew powoli zaczęły przybierać nowe barwy i zaznaczać się wyraźniej na tle zieleni. Za niedługo wszystkie z liści zaczną płonąć kolorami ognia, zachodu słońca i barwionych nim obłoków, by potem opaść grubą warstwą na ziemię, zniknąć pod zimnym, białym puchem i nigdy nie zostać już odnalezionymi...
Jednak Grzyb lubiła ten czas, gdy Pora Opadających Liści jeszcze nie trwała, lecz była już przebudzona, czekając na jakiś niewyjaśnialny sygnał, by zająć miejsce Pory Zielonych Liści, która z wolna się jej poddaje. W wyobraźni kotki pora ta była rudą, średnich rozmiarów kocicą o frędzelkach na uszach, bursztynowozłotych oczach i cynamonowych pręgach na całym ciele. Teraz zapewne czyściła futerko, spoglądając na ziemię i jakby od niechcenia zmieniając barwy liści.
Tutaj jednak nie było zbyt wiele szans na ciągnięcie podobnych rozmyślań, gdyż przeważająca większość drzew była iglasta. Upływ pór nie był tu dostrzegalny, pomijając ledwo uchwytną woń melancholii unoszącą się w powietrzu.
Kotka szła dziarskim krokiem, zamierzając coś upolować. Starając się mimo wszystko nie robić hałasu, rozglądała się wokół, rozpoznając teren. Zwolniła na chwilę, gdy przed oczyma zafalował jej lecący z wiatrem pomarańczowozłoty liść. Futro jej matki miało tak podobne kolory do niego...
Powstrzymała łzy, wzięła się w garść i uniosła łeb, by doyarły do niej zapachy zwierząt, które mogły się tu ukrywać.
Niewiele się zmienił. Jego ciało wciąż pozostało tak samo chuderlawe i smukłe, przez skórę widać żebra, łapy są niewiele grubsze od patyka, ogon długi i biczowaty, pysk suchy, o delikatnych rysach. Ciało terminatora pokrywa krótka, ciemnoczekoladowa, wiecznie nastroszona i zmierzwiona sierść. Biały kolor wkrada się na gardło i pierś, tworząc krawat i pysk z wyłączeniem brody. Kolorem tym oblany jest też lewy grzbiet nosa, jak i również palce, z tym, że u prawej przedniej biel pokrywa tylko dwa palce. Ślepia pozostały jasne i blade, o odcieniu gdzieś pomiędzy żółcią, a zielenią, w zależności od światła.
Nie zmienił się w wielu cechach. Wciąż jest niepewny siebie i tego co robi. Ma problemy z przebywaniem w większym tłumie, dlatego też zazwyczaj omija zbiegowiska, a na ceremoniach zawsze siada gdzieś z boku, tam, gdzie nie ma kotów. Bardzo zależy mu na opinii ojca, chce, aby Wiewiórczy Ogon był z niego dumny, stara się mu imponować jak tylko może, jednak wie, że jest najsłabszy i najmniejszy z miotu, więc czasem zwyczajnie daje sobie spokój. Ma dość niską samoocenę, lubi, kiedy go się chwali, jednak nie oczekuje od nikogo uznania. Łatwo go zranić i zniechęcić do siebie. Młodzieniec jest niezwykle delikatny i wrażliwy. Nie ucieka się do walki, stroni od niej i wszelkich rozwiązań siłowych, zdecydowanie woli ucieczkę, nawet, jeśli oznacza to zwykłe tchórzostwo. Nie lubi krzyków i wszelkich głośnych dźwięków, dlatego trzyma się z daleka od hałasów i zgiełków. Przemógł się jednak i jest w stanie samodzielnie rozpocząć z kimś rozmowę, jednak nie będzie to żaden wyrafinowany monolog, a... zwykłe "dzień dobry". Odizolowany od innych, woli przebywać sam i wszystko odkrywać na własną łapę, bez pomocy nikogo i niczego. Cichy, niezdecydowany, strachliwy i często chaotyczny, a do tego trochę ciapowaty.
Polowanie czas zacząć! Wojowniczka ruszyła naprzód, próbując wyłapać jakieś ciekawe zapachy, usłyszeć interesujące dźwięki czy zobaczyć coś, co przykuje jej uwagę. Problem jednak leżał w tym, że dookoła niej panowała intensywna cisza, przerywana jedynie krokami Cienistej kotki. Cóż, najwidoczniej będzie musiała jeszcze trochę poszukać.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Jak na razie, nic się nie działo, jednak rezygnowanie zaraz na początku zdecydowanie nie należało do zachowań czarnej. Do takowych należało raczej głębsze skupienie i większa uwaga. Przecież to, że po prostu nie było tu zwierzyny, nie było jedynym wyjaśnieniem. Innym możliwym mogło być to, iż kotka po prostu patrzy w nie tym kierunku. Ruszyła więc dalej, starając się iść jak najciszej, i wciągając w płuca powietrze, przeszukując je pod kątem zapachów zwierzyny.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Wojowniczka wciąż szła przed siebie, próbując pochwycić jakiś ciekawy zapach czy usłyszeć interesujący dźwięk, jednak po raz kolejny zastała tylko i wyłącznie ciszę, przerywaną gdzie nie gdzie szumem wiatru między drzewami. Cóż, cierpliwości
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Nie traciła ni cierpliwości, ni uważności. Szła, próbując nie robić hałasu, gotowa w każdej chwili rzucić się na ewentualną zwierzynę. Jakaś prędzej czy później się ukaże, prawda? Próbując nie rzucać cienia, szła dalej, starając się wtopić w tło. Mnie tu nie ma...póki nie będzie czegoś, co możnaby upolować.