odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Czy gdyby Iskra uparła się, że chce zostać w Wichrze do końca życia i siłą jej nie odciągną, co więcej, tego samego wymaga od brata, to czy zgodziłby się na to? Pewnie tak. O ile miałby jakiś cel, tak jak teraz zrzucono na niego odpowiedzialność za wytrenowanie Szałwii; oczywista sprawa, że w takich okolicznościach nie może patrzeć na siebie i własne widzimisię. Należy zadbać o dobro terminatorki, dopiero gdy będzie w stanie poradzić sobie sama, on będzie mógł ruszyć dalej. W teorii. W praktyce - i to chyba uderza go najmocniej - jest jeszcze Iskra, której narobiłby koło pióra odejściem.
Tyle że ona go nie potrzebuje. Tak mu się zawsze wydawało. W końcu w niczym nie jest lepszy od niej. Potrafią jednakowo polować, walczyć, bura do tego ma lepsze układy z dosłownie każdym, jego pobyt w klanie ewentualnie może jej przeszkodzić w zdobyciu sympatii kotów. Głupota, bo nie są tą samą osobą, ale więzy rodzinne i niemalże identyczny wygląd to pożywka dla uprzedzeń. Więc po co on jej tutaj? Sama ledwie co powiedziała, że się od siebie oddalają. Czy to nie lepiej?
Odruchowo staje wraz z nią, zaskoczony tym nagłym zwrotem akcji. Bliźniaczka najpierw zaprzecza, jakoby była w stanie ot tak odciąć się od klanu, a kilkadziesiąt uderzeń serca później godzi się na odejście? Na Gwiezdnych, niczego takiego nie zdążył zaproponować, chciał znać jej nastawienie do tematu, zrozumieć tory myślowe, nic więcej. Co tam się dzieje w tym burym łbie?
- Zaczekaj no, przecież nigdzie się nie wybieram - mówi stając naprzeciw Iskry tak, by chcąc nie chcąc, musiała na niego spojrzeć. - Nie sądziłem, że moja decyzja na ciebie wpłynie. Wtedy. Chyba nie brałem pod uwagę, że zechciałabyś pójść ze mną i taki nagły wyskok wytrąci cię z równowagi. Zresztą... nie planowałem tego. Odejście jest niebezpieczne, pewnie niemądre, a ty masz powody zostać na miejscu, powody ważniejsze od nieznośnego bliźniaka. - Wzdycha z zażenowaniem. - Posłuchaj. Nie wiem, jak długo tu zostanę. Nie podoba mi się to, co dzieje się z tym klanem, nie podobają mi się decyzje Lawendy. I wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie, to już nie będzie kwestia tego, co sobie o nich wszystkich myślę i jak oceniam ich postępowanie, ale tu przestanie być bezpiecznie. Wtedy przymykanie oka na śmierć Jodłowej Igły i irracjonalne zachowania klanowiczy to będzie najmniejszy z problemów. Dlatego nie mogę gwarantować, że będę to znosił do końca. Ale nie odejdę bez słowa. Nie oczekuję też, że pójdziesz ze mną. Chyba że się uprzesz, wtedy poczekam, aż będziesz gotowa. Jak nie wierzysz mnie, to uwierz w logikę. Gadożery, ta dziwna samotnicza grupa... To zły moment na tak radykalne działania, nie jestem taki głupi, żeby o tym nie wiedzieć. Jest jeszcze Szałwia. Nauczę ją walczyć i polować, przynajmniej tyle. Zaufasz mi?
Marszczy brwi. Roziskrzona Noc musi być teraz uspokojona, w każdym razie zrobił wszystko, co w jego mocy.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Uniosła nieznacznie łeb w górę, obrzucając brata spojrzeniem spod zmrużonych powiek. Nigdzie się nie wybiera? No ciekawe, teraz tak mówi, a co jeśli Iskra nie zasugerowałaby, że mogą odejść już-teraz, co? Nie, stop, przecież parę uderzeń serca sama oceniła, że szanse na opuszczenie klanu w tej chwili są absurdalnie niskie, bliskie zera. To zapewnienie powinno ją jedynie uspokoić, utwierdzić w przekonaniu, że to było pytanie teoretyczne, nic więcej, a zamiast tego gotowa była węszyć nowy podstęp, mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tamta opcja odpadła. Cicho prychnęła przy kolejnych słowach, ale nie wcinała się Płomykowi w słowo.
- Mhm, dobra. Jeśli tak to przedstawiasz. - zgodziła się. To było rozsądne, było łatwiejsze do zaakceptowania niż niekończącą się niepewność. W porządku, to skoro to mają omówione mogą wrócić do poprzedniego tematu. Machnęła burą kitą. - Ale. Ale jesteś durny skoro nawet nie brałeś pod uwagę, że mogłabym chcieć iść z tobą. Myślałam, że to oczywiste. Sam powiedziałeś, że to niebezpieczne i głupie, więc nie mogłabym ciebie z tym zostawić samego, nie? - przerwała by oblizać ceglasty nos. - Więc nie wiem o jakich powodach mówisz, ale żadne nie są ważniejsze niż pilnowanie żebyś sobie tych swoich kłaczków nie potargał za mocno.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Uśmiecha się w reakcji na podejrzliwe spojrzenie. Chyba chce przy tym wyglądać uspokajająco, z dość marnym skutkiem. Niby są niemal jak dwie krople wody, tymczasem mimika Płomyka wydaje się poruszać po kompletnie innym spektrum i na próżno doszukiwać się w niej gładkiego, przyjemnego wyrazu, jakim cechuje się Iskra. Szkoda, fakt, ale to nie tego kocur naprawdę jej zazdrości.
Wraca na poprzedni tor i kontynuuje wędrówkę przed siebie, tym razem żwawszym krokiem. Przejdą jeszcze odrobinę i będą mogli wracać do obozu, co bynajmniej nie brzmi jak doskonała opcja i podsuwana jest raczej przez rozsądek, nie własne zachcianki. Szałwia jest tam sama, Lawendowa Gwiazda nie będzie miała czasu jej niańczyć, a dobrze będzie, jeżeli Czerwony Pazur nie przyklei się do cudownie odnalezionej córki zbyt pewnie. To terminatorka Jaśniejącego Płomienia i żaden niespełniony kretyn nie będzie kładł jej do głowy głupstw w czasie jego nieobecności.
- Czy ja wiem, czy to takie durne? - odpowiada zgrabnie pomijając fakt, że to on został nazwany durnym, nie jego wnioski. - Masz swoje życie, a ja jestem samodzielny. Głowę daję, że po dwóch, może trzech wschodach słońca miałabyś dość życia poza klanem.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ruszyli na dalszy obchód po granicach. I tak jak Plomyk przed chwilą zignorował, że to przede wszystkim on był durny, nie plan, tak teraz Iskra udawała, że nie dosłyszała teraz brata. Może miał rację, może szybko pożałowałaby tej decyzji, ale zostania w klanie przecież żałowałaby jeszcze bardziej. Jasne, bury był samodzielny, ale i tak posiwiałaby ze stresu nie wiedząc co się z nim dzieje.
- Słuchaj, jak nie chcesz żebym z tobą szła to powiedz to wprost. - rzuciła, chociaż tamta poważna nuta z jej tonu zdążyła już zniknąć bez śladu.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- A na co mi druga gęba do wykarmienia? - rzuca dokuczliwie i pokazuje siostrze kły w rozbawionym uśmiechu. Chyba poważne rozmowy mają za sobą, w każdym razie Płomyk ma taką nadzieję, bo to najgorszy z typów konwersacji. Poza tym... poważnie to się dopiero zrobi jak wrócą do obozu. I później, gdy przyjdzie do trenowania Błękitnej Łapy. O ile Lśniąca Sadzawka na trening przyzwoli; proszę bardzo, kolejna cegiełka do muru możliwych przyszłych komplikacji. Wiele ich ostatnio. Ostatnio, to znaczy od śmierci Jodłowej Igły, ale również od czasu pamiętnej ceremonii.
Wojownik zaczepnie szturcha Iskrę w bok, następnie odbija od niej i przechodzi do kłusu, by po kilku uderzeniach serca zmienić go w bieg. Kto wie, być może to ostatnie chwile pozornej beztroski.
z.t. x2
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Serce w jej piersi szamotało się jak ptak zamknięty w zbyt ciasnej klatce, chaotycznie uderzający skrzydłami o pręty, bólem nakręcając dalszą panikę. Och, nawet nie wiedziała, dlaczego zachowała się tak, a nie inaczej. Dlaczego w ogóle się odezwała... ale nie mogła sobie wyobrazić milczenia, nie, nie mogła milczeć, gdy czuła zło, które uderzyło w nią nagle, mocno, niemalże zbiło ją z nóg. Kłamstwo, Lśniąca Sadzawka kłamała im w żywe oczy. Gwiezdni nie mogli nie znać historii, Gwiezdni nie mogli pozwolić jej na łamanie kodeksu, nie, to wszystko było nie tak. Kłamstwa, kłamstwa, wszyscy wokół niej kłamali... na chwilę różowy, obronny mur, jaki wokół siebie wybudowała, ukruszył się i ukazał jej skrawek realnego świata, świadomość zła, od którego się oddzielała. Zatrzymała się gwałtownie w biegu, zjeżyła sierść, wbiła pazury w ziemię. Poczuła zimno twardej gleby pod swoimi łapami, poczuła, jak jej szpony penetrują ziemię, zanurzają się w niej jak korzenie; nieprzyjemny dreszcz prześlizgnął się po jej ciele. Była tak naiwna, a jednocześnie miała wrażenie, że nagle zrozumiała sens wszechrzeczy...
Usiadła. Milczała przez kilkanaście uderzeń serca, dopóki zimny podmuch wiatru nie przyniósł jej świeżej woni wichrzaka; odwróciła więc czujnie głowę, rozbiegane ślepia ogniskując na postaci, która za nią podążała.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Szła w stronę Rogatej Łapy cicho, tak cicho jak wtedy kiedy chowała się w wydrążonej kłodzie w wichrowym obozie, żeby skoczyć na swoją ofiarę i zacząć zabawę. Po wybuchowej reakcji szylkretki na ceremonii czarno-biała terminatorka wolała zbliżyć się powoli. Po cichutku, żeby przypadkiem jej nie spłoszyć. Bo kiedy podeszłaby bliżej byłoby już za późno na ucieczkę. Niestety wiatr chyba nie chciał jej pomóc, bo nagle zawiał jej prosto w plecy, jeszcze bardziej tarmosząc jej już i tak rozbiegane na wszystkie strony iglaste futerko, przynosząc zimny dreszcz, a w zamian przekazując dalej jej zapach.
Stanęła kiedy zobaczyła, że Rogata Łapa odwróciła się w jej stronę. Kolejny zimny dreszcz przeszedł ją kiedy zobaczyła wzrok starszej wichrowiczki, nie chciała jednak dać po sobie tego poznać.
-Hej -powiedziała i zaczęła powoli iść w stronę szylkretki, którą wyśledziła- Czy wszystko okej? Bo na ceremonii... tak nie wyglądało -zadała pytanie, które spowodowało, że podążyła za szylkretką w głąb wichrowych terenów. Jednak prawdziwa intencja jej pytania była ukryta, nie chciała zniechęcić do siebie Rogatej Łapy. Pamięta jak na pierwszym treningu z Baranim Runem doszła do wniosku, że może powinna zwracać większą uwagę na to jak mówią inni i jak mówi ona, a nie tylko co mówią i tak zamierzała zrobić w tej chwili. I szczerze powiedziawszy tak naprawdę w tym momencie bardziej interesowało ją to co i dlaczego szylkretka wręcz wykrzyczała na ceremonii chociaż nie mogła zaprzeczyć, że zachowanie Rogatej Łapy jej nie zaniepokoiło.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Zamrugała w reakcji na powitanie ze strony kotki, zupełnie tak, jakby nie zrozumiała sensu jej słów, bo Jodłowa Łapa mówiła w języku borsuków, a nie kotów. Odwróciła się powoli, robiąc małe kroczki, by w końcu stanąć naprzeciw terminatorki.
— Nic nie jest "okej" — odparła sucho, marszcząc grzbiet nosa i strosząc wąsy. Nic nie było okej od dłuższego czasu i, och, jak ona mogła być tak ślepa! Jak mogła tego nie widzieć! Uderzona w twarz przez rzeczywistość, z przyblokowaną możliwością ucieczki od zła, nagle miała wrażenie, że spłynęło na nią zrozumienie wszystkiego, czego do tej pory nie rozumiała. I nie chodziło wyłącznie o kłamstwa Lśniącej Sadzawki, o to, jak próbowała zburzyć autorytet Gwiezdnych i stawiać siebie ponad ich mądrością, nie, chodziło tu o coś więcej. O jej rodziców, którzy pozwalali jej żyć w świecie, w którym jej rodzina wciąż żyła w klanie i nic złego się nie działo, o jej mistrza, który nie nauczył jej niczego od kiedy tylko została terminatorką, o Barana... Och, o Barana, który mówił, że ją kocha, ale gdy śmierć brata ją złamała, to zamiast być przy niej, robił jakiejś zdzirze kocięta. Jej powieka drgnęła.
— Cały Wicher stoi na kłamstwach, na usypianiu czujności, och, dlaczego ja widzę to dopiero teraz! — powiedziała, chociaż chyba nie mówiła do końca do Jodłowej Łapy; niby patrzyła w jej stronę, ale nie patrzyła na nią. — Tak długo karmiono mnie kłamstwem, pozwalano wierzyć, że jestem głupia, Jodełko...! Och, powiedz, że ty też to widzisz, że widzisz kłamstwa Lśniącej Sadzawki, jak wkłada własne pragnienia w usta Gwiezdnych, którzy nigdy nie powiedzieliby takich słów!
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Zmarszczyła brwi i mimowolnie cofnęła się o krok kiedy Rogata Łapa znowu wybuchła. Nie za bardzo podobało jej się to co szylkretka mówiła, jeśli w ogóle można powiedzieć, że w jakikolwiek sposób jej się to podobało. Córkę Krokusowej Łąki Jodełka kojarzyła z dobrą i spokojną kotką, tą która wtedy bawiła się z nią w łapki z uśmiechem przy wydrążonej kłodzie, tą od której potem dostała ślicznego kwiatuszka na zakończenie zabawy. Ta nowa wersja trójkolorowej terminatorki, którą widziała teraz zdecydowanie nie przypadła jej do gustu.
-A czemu miałabyś być głupia? -postanowiła zajść starszą terminatorkę od tej strony. O tych całych kłamstwach porozmawiają później, może Rogata Łapa się za chwilę uspokoi chociaż trochę?- Ja sama nie przepadam za Lśniącą Sadzawką, cały czas pamiętam jak straszyła mnie za kocięcia strasznymi opowieściami o urywaniu ogonów i tak dalej... -zrobiła na chwilę pauzę, żeby zastanowić się co powiedzieć dalej- No i myślę, że dramatyzuje... jakby bycie rodzicem było nie wiadomo czym, że trzeba do tego modyfikować Kodeks Medyka... ale czemu tak zareagowałaś kiedy mówiła o Gwiezdnych? To chyba oni powinni ją osądzić i te jej dziwaczne pomysły, prawda? W końcu mój tata tam na górze na pewno nie pozwoliłby jej wyrządzić Klanowi Wichru krzywdy to czemu inni mieliby pozwolić?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
— Bo to, co mówiła, nie może być prawdą! Gwiezdni znają swoją historię, wiedzą, jakie znaczenie mają punkty Kodeksu — a ona stwierdziła, że nikt, nawet Gwiezdni, nie wiedzą, po co zgromadzenia były co księżyc i że Gwiezdni przyzwalali na łamanie Kodeksu, kiedy to kłamstwo! — oznajmiła żywo, zupełnie ignorując pytanie Jodłowej Łapy odnośnie tego, dlaczego uważała siebie samą za głupią. To nie było istotne w tym momencie! — To manipulacja, och, do tego zmierzam! Nie rozmawiała z Gwiezdnymi, bo gdyby tak było, twój tata albo moi dziadkowie by powiedzieli jej o historii powstania klanów, o zasłanianiu księżyca chmurami, bo klany były niestabilne i dlatego nie było zgromadzeń! Ja to wiem, ja! A ona mówi o Gwiezdnych, którzy nie wiedzą, co robią! — mówiła dalej, a jej głos okazjonalnie podnosił się, jednak nie krzyczała na Jodłową Łapę, nie. Była rozemocjonowana, drżała delikatnie, nie potrafiła zapanować nad tym, co czuje.
— Sprowadzi na nas gniew Gwiezdnych, Jodełko, o to mi chodzi. Sprzeciwia się Przodkom, manipuluje nami i oczernia ich, robiąc z nich głupie kocięta, och, a to wszystko tylko po to, żeby spełnić swoją zachciankę o kociętach, zanim jej wnętrzności nie rozpadną się w pył, ale i nie stracić władzy!
Usiadła, wzdychając ciężko. To wszystko skończy się źle. To wszystko skończy się tragicznie. Och, egoizm jednostek pogrąży ich wszystkich.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Skrzywiła się lekko kiedy słyszała jakie słowa wypływają z pyszczka szylkretki. No niby mogło być w tym trochę sensu -jednak tego pewnie albo ciężko, albo niemożliwe będzie dowiedzenie się- tylko co będzie z bezpieczeństwem, z poczuciem bezpieczeństwa Klanu jeśli nagle słowa Medyka w tak poważnej kwestii zaczną być podważane i wygwizdywane? Oczywiście Jodłowa Łapa nie uważała, że powinno się ślepo we wszystko wierzyć, jednak zdawała sobie sprawę z tego, że czasami wygra się więcej kiedy mówi się mniej. Bo co jeśli faktycznie Lśniąca Sadzawka ma rację? A co jeśli nie? Jeśli, jeśli, zawsze pozostawało to kluczowe JEŚLI.
-Może poczekajmy z tym na decyzję Gwiezdnych? W końcu chyba Przywódca też może ich widzieć, nie? Skoro dostają życia od nich -powiedziała niepewnie podchodząc bliżej do Rogatej Łapy i kładąc białą łapkę na jej roztrzęsionym ciele- Jeśli są na nią za to wszystko źli to pewnie coś z tym zrobią. Nie dadzą jej zmienić tego punktu czy może nawet okrzyczą ją czy skarcą za gadanie głupot w takiej poważnej sprawie? Bo to nie Klan jest winny jej dziwacznym pomysłom na starość, więc chyba nam nic nie zrobią, nie? Tata by na pewno nie dał skrzywdzić nikogo niewinnego -starała się mówić spokojnie.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
Zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, ale nawet nie w geście sprzeciwu dla słów kotki, po prostu... nie wiedziała już co myśleć. Miała w głowie mętlik, tysiące myśli na sekundę, odbijały się od wnętrza jej czaszki wręcz boleśnie. Nakręcała sama siebie w tej spirali... a wtedy poczuła dotyk Jodłowej Łapy. Zadrżała znów, spoglądając niepewnie na łapę Jodły, po czym pociągnęła nosem, bo im dłużej mówiła, im bardziej wymiotowała własnymi myślami, tym bardziej chciało jej się płakać.
— Masz... chyba masz rację — westchnęła w końcu, pochylając lekko głową i unosząc wzrok na mordkę terminatorki. Och, jak ona mogła zachowywać spokój w tej sytuacji, jak ona potrafiła nie widzieć katastrofy, która nadciągała, jak mogła myśleć tak racjonalnie, podczas gdy ona wybuchała, gdy tylko na chwilę zdejmowała opaskę z oczu i nie goniła za wiatrem ani nie zbierała kwiatów. — Masz rację — powtórzyła przede wszystkim po to, by przekonać samą siebie. — Dziękuję. Że wysłuchałaś moich myśli i że, no wiesz, nie potraktowałaś mnie jak wariatkę. Bo tak się czuję. Ale, och, tak bardzo mam wrażenie, że coś się we mnie obudziło, że zrozumiałam coś, czego nie powinnam zrozumieć, o wszyscy mnie oszukiwali, pozwalali mi żyć w swojej bańce ułudy od kiedy... od kiedy Kawka zmarł. A może i wcześniej, już od kiedy dziadek Fiołkowy Świt odszedł na Srebrną Skórkę. Rodzina, rodzina robiła to dlatego, że mnie kocha, że chcieli mnie obronić, mój mistrz, nie wiem, chyba odpowiadało mu to, że byłam nieobecna, że nie zadawałam pytań, że byłam wiatrem, a Baran... — paplała dalej, a gdy tylko wspomniała swojego partnera, Jodłowa Łapa mogła poczuć, jak mięśnie Rogatej Łapy napinają się pod skórą, jak jej sierść unosi się niebezpiecznie, ostrzegawczo.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Wewnętrznie odetchnęła kiedy uświadomiła sobie, że chyba udało jej się szylkretkę w jakiś sposób uspokoić, nawet jeśli chociaż trochę. Nie uważała jej za wariatkę, według Jodłowej Łapy musiał być jakiś powód takiego zachowania, nawet Baranie Runo na treningu ją utwierdzał w tym przekonaniu, że no zawsze musi się coś kryć za decyzjami. Każdy ma jakiś swój motyw, który nim kieruje.
Słuchała słów Rogatej Łapy. Nie do końca wszystko rozumiała, nie znała jej historii, jednak w tym momencie nie chciała jej przerywać. Niech szylkretka wygada się, a potem dopiero przyjdzie czas na kolejne pytania… no chyba że jednak tak się nie stało, bo kiedy starsza terminatorka wspomniała o jej byłym mistrzu czarno-biała terminatorka stanęła na rozdrożu. Nie wiedziała co w tym momencie zrobić, ona lubiła Baranie Runo, ale Rogata Łapa chyba wręcz przeciwnie. Tak wnioskowała po jej reakcji.
-Baran? -podpytała odruchowo jednak niepewnie, nie wiedziała czy zrobiła błąd drążąc temat, jednak to pytanie samo wyrwało jej się z pyszczka szybciej niż zdążyła ugryźć się w język.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Wysoka, chuda, o długich łapach; o krótkiej, cętkowanej rudej sierści z burymi rękawkami i stópkami. Białe plamki na mordce, piersi, brzuchu i łapkach. Rozbiegane, szalone, duże oczy o piwnej tęczówce.
peron dawno jej odjechał
— Jest największym kłamcą — ostatnie słowa wręcz wysyczała jak żmija. Patrzyła na kotkę wzrokiem zaskakująco twardym, zaskakująco przytomnym, w ciemnej oprawie jej źrenic iskrzył gniew. Poderwała się na równe łapy gwałtownie, odpychając tym samym łapę terminatorki, nawet jeżeli jej celem nie było fizyczne odepchnięcie od siebie kotki. Która, swoją drogą, była ciotką Baraniego Runa, o którym mówiły, ale w tym momencie nawet nie przeszło jej to przez głowę.
— Mówił, że mnie kocha. Że mi pomoże. Że dla niego ważna jestem tylko ja. Że Błękitnej pomaga tylko z kociętami i nic do niej nie czuje — zaczęła dreptać niespokojnie w kółko, gdy zaczęła mówić. — Ale wiesz co? To nie były jego jedyne kocięta, te adoptowane. Bo miał własne. Prawdziwe! Które zrobił jakiejś SAMOTNICZCE! — gdy wykrzyknęła ostatnie słowo, zatrzymała się gwałtownie i znów zwróciła spojrzenie na Jodłową Łapę. — Ich matka tu przyszła, chciała rozmawiać z Baranem, powiedziała mi wszystko. Mają teraz jakieś cztery księżyce. Wiesz, co się stało sześć księżyców temu, Jodełko? — spytała, podchodząc bliżej kotki. Zbliżyła mordkę do jej mordki, niemalże łaskotała ją swoimi wąsami po policzkach. — Zniknął, kiedy potrzebowałam go najbardziej po tym, jak grzebałam swojego brata i ciotkę. I teraz już wiem, gdzie był.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
No i Rogata Łapa się wkurzyła. Tak, drążenie tego tematu było zdecydowanie błędęm ze strony czarno-białej kotki. Chociaż szylkretka wraz z tym napadem złości wypluła kilka informacji, jednak nie były one zbyt przyjemne... dla nikogo. Baranie Runo kłamał? Okłamał Rogatą Łapę, nie był ojcem Kminek, Jabłonki i Pszenicy, no i na dodatek miał kogoś na boku poza swoją partnerką? Słowa starszej terminatorki burzyły obraz jej byłego mistrza, który zdążyła już poukładać sobie w głowie w czasie ich wspólnych treningów. Gdyby Jodła miała na tyle wiedzy, żeby tę sytuację do czegoś porównać to pewnie porównałaby to do rozpadającego się domku z kart. Jodłowa Łapa naprawdę myślała, że przez te księżyce zdążyła go poznać choć trochę. Najwyraźniej się myliła.
-Tylko... czemu to zrobił? -zapytała odruchowo odsuwając swój pyszczek od mordki Rogatej Łapy, burzowa chmura, którą się stała była blisko, za blisko- Nigdy nie sądziłam, że Baranie Runo może być... taki... zawsze wydawał mi się rozsądnym kotem... Czemu ci to zrobił?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-